W końcu zamieszczam moją twórczość w postaci prozy! Jest to opowiadanie na ten konkurs "Opowieści dziewczęce". W tym opowiadaniu, historia potoczyła się inaczej. Płcią dominującą była... Płeć żeńska. Zapraszam do czytania i proszę napisać, czy się podobało:-)
W zielonym,
przestronnym pokoju siedziały dwie kobiety i jeden mężczyzna. Wszyscy ubrani
byli w lniane, białe koszule, spodnie i wysokie buty. Mężczyzna haftował,
skromnie wbijając wzrok w powoli powstające „dzieło”.
-Muszę iść
na wojnę, mężu- jedna z kobiet, ta starsza, ciężko westchnęła.-I nic tego nie
zmieni.
-Ależ…-
mężczyzna podniósł zaniepokojony wzrok na swoją żonę. –Ależ musisz?
-Już
mówiłam, muszę. Nie rób zbolałej miny. Jestem dobrą wojowniczką, przecież
wiesz.
-Możesz
zginąć- mąż wyglądał, jakby miał się rozpłakać. –A co, jeśli twoje umiejętności
okażą się niewystarczające? Po ostatnim urazie…
-Zamilknij,
mężu- kobieta zgromiła go surowym spojrzeniem. –Nie tobie oceniać moje
umiejętności. Walka i wojna to sprawy kobiece, więc twoja ocena z pewnością
jest nieprawdziwa. Moja rana już się zagoiła.
-Ojcze…-
druga kobieta, młodsza, pochyliła się nad swoim rodzicielem, który spuścił
wstydliwie oczy. Objęła go pocieszająco. –Nie bój się o nas. Opiekuj się
gospodarstwem i dziećmi. Czekaj dzielnie na nasz powrót.
-Jesteś
dobrym dzieckiem, Lilianno- ojciec dziewczyny odwzajemnił delikatnie
uścisk.-Walczcie dzielnie. Nie pozwólcie wrogowi wygrać.
-To chyba
oczywiste- matka Lilianny przywdziała na twarz kpiący uśmieszek. –Tylko my
możemy wygrać. Jolanie, proszę cię, wyjdź. Dopilnuj robienia obiadu, pobaw się
z dziećmi, pójdź do krosien, albo dokończ haftowanie. Musimy porozmawiać o paru
ważnych sprawach wojennych.
Jolan
posłusznie wyszedł, szepcząc słowa pożegnania. Po wyjściu z pokoju postanowił
na później odłożyć haftowanie i sprawdzić co robią jego pociechy- trzyletni
Horacy, pięcioletni Adam i dziesięcioletnia Tara. Skręcił w stronę pokoju
dziecinnego, gdy nagle wyskoczyła na niego przerażająca maszkara…
Klaudia podniosła wzrok znad książki i spojrzała na zegar.
Szósta trzydzieści. A miała się pouczyć o piątej. Kurczę. Westchnęła cicho.
Książka, którą czytała, miała tytuł „Szmaragdowy tron”. Była lekko podniszczona
i pogięta. Nic dziwnego- Klaudia miała ją w rękach niezliczoną ilość razy. Dla
większości osób była to „kupa badziewia”, lecz dziewczyna bardzo ją lubiła.
Powieść była trochę wzorowana na czasach średniowiecza, ale były inne krainy,
niektóre inne zwyczaje. Właśnie miała dojść do najlepszego momentu, który
zawsze przyprawiał ją o dreszcze. Początek książki był nudny- wojna, polityka,
sprawy państwa… Klaudii w ogóle to nie ciekawiło. Ale musiała „przebrnąć” przez
pierwsze trzy rozdziały, ponieważ inaczej nie rozumiała dalszego ciągu.
Pamiętała książkę na pamięć, jednak nigdy nie potrafiła (sama nie wiedziała
dlaczego) przewrócić kartek, by dotrzeć do jej ulubionego momentu. Wydawało jej
się to niewłaściwe.
Lecz teraz musiała odłożyć „Szmaragdowy tron”, by sięgnąć po
podręcznik do historii. Jej tata był strasznie zdenerwowany tym, że jego córka
ma tróje z historii, a zamiast na naukę, swój wolny czas poświęca czytaniu
„taniego fantasy”- jak on to nazywał.
-„Co to w ogóle za książka! Jakieś brednie! Nie ma takich
państw! To co tu piszą, to czysty idiotyzm! Nie wierzę, że TY czytasz taką tanią literaturę! Odłóż tę głupią
książkę i poucz się historii!”- przedrzeźniała Klaudia ojca na głos. Mogła to
robić, ponieważ rodzice byli na zakupach, a brat siedział w swoim pokoju ze
słuchawkami i słuchał muzyki na cały regulator.
Otworzyła podręcznik do historii na stronie pięćdziesiątej
czwartej. Rozdział piąty- „Wielcy podróżnicy”. Przez minutę wpatrywała się tępo
w obrazek, przedstawiający statek płynący po niebieskim morzu. W końcu
zdecydowała się zacząć czytać.
1492 rok-
Krystyna Kolumb nieświadomie odkrywa Amerykę, myśląc, że są to Indie…
Klaudia z niechęcią spojrzała na tekst napisany poniżej,
drobnym maczkiem, zapewne z mnóstwem nudnych szczegółów. Kto chciałby się o tym
uczyć?! Później przeczyta ten podrozdział o Krystynie Kolumb. Teraz pouczy się
o czymś innym. Przerzuciła kartki. Jest o Ferdynandzie Magellan. Ta, co
opłynęła świat dookoła. Pewnie pani od historii będzie wymagała dokładnej
wiedzy o jej życiorysie. A życiorysy (oczywiście w skrócie) ważnych postaci są
na końcu książki. Poukładane alfabetycznie. Klaudia postanowiła, że zajrzy na
koniec książki, by najpierw nauczyć się (na pamięć, jak historyczka lubiła)
czegoś o osobie Ferdynandy. Ze zniecierpliwieniem szukała pośród mnóstwa
nazwisk. Większość z nich była oczywiście kobiecych. Dopiero pod koniec
dziewiętnastego wieku (albo na początku
dwudziestego- Klaudia nie znosiła historii, więc nawet wieki jej się myliły)
mężczyźni zbuntowali się i wywalczyli sobie własne prawa. Powstało więcej szkół
dla tak zwanej płci brzydkiej, więc mężczyźni zaczęli być bardziej
wykształceni. Stawali się naukowcami, uczonymi, nawet brali udział w wojnach.
Krótkie życiorysy znanych postaci wypisane były drobniutkim
maczkiem. Dziewczyna lubiła wyobrażać sobie, jak autorzy tej serii podręczników
siedzą przy biurku, ssają długopis i myślą: „Hmmm, jakby tu jeszcze utrudnić
tym dzieciakom życie? O, mam pomysł! W nasze teksty wsadzimy mnóstwo nudnych
rzeczy, a całość napiszemy mikroskopijnym tekstem! Genialne!” Chwila, gdzie ona
jest? Zagalopowała się. „Mariusz Skłodowski-Curie”. Tak, o wiele za daleko.
Musiała się cofnąć.
-Jakie to głupie- mruczała pod nosem. –Ledwie widzę literki,
takie są małe.
Natalia Bonaparte. Zbyt wiele stron do tyłu. Rany!
Z trzaskiem zamknęła podręcznik. W takich warunkach nie da
się uczyć!
Z jednej strony miała ochotę dać sobie spokój z nauką, ale
wiedziała, że zapewne dostanie dwóję z klasówki i ojciec, nauczycielka oraz
sama Klaudia nie będą zachwyceni. Długo dosyć się wahała. Spojrzała na okładkę
podręcznika, na której widniały trzy rycerki na białych rumakach. Klaudia przez
chwilę wyobraziła sobie, że wojowniczki to mężczyźni. Aż zachichotała. Ale po
chwili rozwinęła myśl.
Jakby to było, gdyby wszystko było na odwrót? Że to kobiety w
dawnych czasach byłyby traktowane z góry przez mężczyzn? Że kobiety
opiekowałyby się dziećmi, szyły, gotowały, a mężczyźni chodziliby na wojny?
Teraz był dwudziesty pierwszy wiek. Panowało
równouprawnienie, mężczyźni chodzili do pracy, do szkoły, byli uważani za
równie mądrych co kobiety. W dawnych czasach jednak, sytuacja wyglądała
przecież zupełnie inaczej. Klaudia w duchu dziwiła się płci przeciwnej, że tak
późno się zbuntowała. Gdyby to ona była na miejscu takiego chłopaka, któremu od
dziecka wmawiano, że jego przeznaczeniem jest dobre ożenienie się i opieka nad
domem, uciekłaby z domu, albo uparła, że zrobi to, na co ona ma ochotę.
Dziewczyna poważnie zastanowiła się. Pomysł był dosyć
zabawny, ale jednocześnie oryginalny. Może by go tak zapisać?
Wygrzebała spod stosu zeszytów szkolnych czysty notatnik i
zaczęła w nim pisać...
**********************************************************************************
Mam nadzieję, że jakoś mi się to udało. Błagam, napiszcie czy dobre, czy niedobre...
Pewnie zauważyliście, że zmieniłam trochę wygląd bloga. Cóż, było to potrzebne, żeby mój blog nie wyglądał tak pospolicie.
Pewnie zauważyliście, że zmieniłam trochę wygląd bloga. Cóż, było to potrzebne, żeby mój blog nie wyglądał tak pospolicie.
Pozdrawiam,
POLA
Dobre, to było bardzo dobre!
OdpowiedzUsuń