poniedziałek, 18 marca 2013

Opowiadanie na konkurs

W końcu!
W końcu zamieszczam moją twórczość w postaci prozy! Jest to opowiadanie na ten konkurs "Opowieści dziewczęce". W tym opowiadaniu, historia potoczyła się inaczej. Płcią dominującą była... Płeć żeńska. Zapraszam do czytania i proszę napisać, czy się podobało:-)



W zielonym, przestronnym pokoju siedziały dwie kobiety i jeden mężczyzna. Wszyscy ubrani byli w lniane, białe koszule, spodnie i wysokie buty. Mężczyzna haftował, skromnie wbijając wzrok w powoli powstające „dzieło”.
-Muszę iść na wojnę, mężu- jedna z kobiet, ta starsza, ciężko westchnęła.-I nic tego nie zmieni.
-Ależ…- mężczyzna podniósł zaniepokojony wzrok na swoją żonę. –Ależ musisz?
-Już mówiłam, muszę. Nie rób zbolałej miny. Jestem dobrą wojowniczką, przecież wiesz.
-Możesz zginąć- mąż wyglądał, jakby miał się rozpłakać. –A co, jeśli twoje umiejętności okażą się niewystarczające? Po ostatnim urazie…
-Zamilknij, mężu- kobieta zgromiła go surowym spojrzeniem. –Nie tobie oceniać moje umiejętności. Walka i wojna to sprawy kobiece, więc twoja ocena z pewnością jest nieprawdziwa. Moja rana już się zagoiła.
-Ojcze…- druga kobieta, młodsza, pochyliła się nad swoim rodzicielem, który spuścił wstydliwie oczy. Objęła go pocieszająco. –Nie bój się o nas. Opiekuj się gospodarstwem i dziećmi. Czekaj dzielnie na nasz powrót.
-Jesteś dobrym dzieckiem, Lilianno- ojciec dziewczyny odwzajemnił delikatnie uścisk.-Walczcie dzielnie. Nie pozwólcie wrogowi wygrać.
-To chyba oczywiste- matka Lilianny przywdziała na twarz kpiący uśmieszek. –Tylko my możemy wygrać. Jolanie, proszę cię, wyjdź. Dopilnuj robienia obiadu, pobaw się z dziećmi, pójdź do krosien, albo dokończ haftowanie. Musimy porozmawiać o paru ważnych sprawach wojennych.
Jolan posłusznie wyszedł, szepcząc słowa pożegnania. Po wyjściu z pokoju postanowił na później odłożyć haftowanie i sprawdzić co robią jego pociechy- trzyletni Horacy, pięcioletni Adam i dziesięcioletnia Tara. Skręcił w stronę pokoju dziecinnego, gdy nagle wyskoczyła na niego przerażająca maszkara…
Klaudia podniosła wzrok znad książki i spojrzała na zegar. Szósta trzydzieści. A miała się pouczyć o piątej. Kurczę. Westchnęła cicho. Książka, którą czytała, miała tytuł „Szmaragdowy tron”. Była lekko podniszczona i pogięta. Nic dziwnego- Klaudia miała ją w rękach niezliczoną ilość razy. Dla większości osób była to „kupa badziewia”, lecz dziewczyna bardzo ją lubiła. Powieść była trochę wzorowana na czasach średniowiecza, ale były inne krainy, niektóre inne zwyczaje. Właśnie miała dojść do najlepszego momentu, który zawsze przyprawiał ją o dreszcze. Początek książki był nudny- wojna, polityka, sprawy państwa… Klaudii w ogóle to nie ciekawiło. Ale musiała „przebrnąć” przez pierwsze trzy rozdziały, ponieważ inaczej nie rozumiała dalszego ciągu. Pamiętała książkę na pamięć, jednak nigdy nie potrafiła (sama nie wiedziała dlaczego) przewrócić kartek, by dotrzeć do jej ulubionego momentu. Wydawało jej się to niewłaściwe.                       
Lecz teraz musiała odłożyć „Szmaragdowy tron”, by sięgnąć po podręcznik do historii. Jej tata był strasznie zdenerwowany tym, że jego córka ma tróje z historii, a zamiast na naukę, swój wolny czas poświęca czytaniu „taniego fantasy”- jak on to nazywał.
-„Co to w ogóle za książka! Jakieś brednie! Nie ma takich państw! To co tu piszą, to czysty idiotyzm! Nie wierzę, że TY czytasz  taką tanią literaturę! Odłóż tę głupią książkę i poucz się historii!”- przedrzeźniała Klaudia ojca na głos. Mogła to robić, ponieważ rodzice byli na zakupach, a brat siedział w swoim pokoju ze słuchawkami i słuchał muzyki na cały regulator.
Otworzyła podręcznik do historii na stronie pięćdziesiątej czwartej. Rozdział piąty- „Wielcy podróżnicy”. Przez minutę wpatrywała się tępo w obrazek, przedstawiający statek płynący po niebieskim morzu. W końcu zdecydowała się zacząć czytać.
1492 rok- Krystyna Kolumb nieświadomie odkrywa Amerykę, myśląc, że są to Indie…
Klaudia z niechęcią spojrzała na tekst napisany poniżej, drobnym maczkiem, zapewne z mnóstwem nudnych szczegółów. Kto chciałby się o tym uczyć?! Później przeczyta ten podrozdział o Krystynie Kolumb. Teraz pouczy się o czymś innym. Przerzuciła kartki. Jest o Ferdynandzie Magellan. Ta, co opłynęła świat dookoła. Pewnie pani od historii będzie wymagała dokładnej wiedzy o jej życiorysie. A życiorysy (oczywiście w skrócie) ważnych postaci są na końcu książki. Poukładane alfabetycznie. Klaudia postanowiła, że zajrzy na koniec książki, by najpierw nauczyć się (na pamięć, jak historyczka lubiła) czegoś o osobie Ferdynandy. Ze zniecierpliwieniem szukała pośród mnóstwa nazwisk. Większość z nich była oczywiście kobiecych. Dopiero pod koniec dziewiętnastego wieku (albo  na początku dwudziestego- Klaudia nie znosiła historii, więc nawet wieki jej się myliły) mężczyźni zbuntowali się i wywalczyli sobie własne prawa. Powstało więcej szkół dla tak zwanej płci brzydkiej, więc mężczyźni zaczęli być bardziej wykształceni. Stawali się naukowcami, uczonymi, nawet brali udział w wojnach.
Krótkie życiorysy znanych postaci wypisane były drobniutkim maczkiem. Dziewczyna lubiła wyobrażać sobie, jak autorzy tej serii podręczników siedzą przy biurku, ssają długopis i myślą: „Hmmm, jakby tu jeszcze utrudnić tym dzieciakom życie? O, mam pomysł! W nasze teksty wsadzimy mnóstwo nudnych rzeczy, a całość napiszemy mikroskopijnym tekstem! Genialne!” Chwila, gdzie ona jest? Zagalopowała się. „Mariusz Skłodowski-Curie”. Tak, o wiele za daleko. Musiała się cofnąć.
-Jakie to głupie- mruczała pod nosem. –Ledwie widzę literki, takie są małe.
Natalia Bonaparte. Zbyt wiele stron do tyłu. Rany!
Z trzaskiem zamknęła podręcznik. W takich warunkach nie da się uczyć!
Z jednej strony miała ochotę dać sobie spokój z nauką, ale wiedziała, że zapewne dostanie dwóję z klasówki i ojciec, nauczycielka oraz sama Klaudia nie będą zachwyceni. Długo dosyć się wahała. Spojrzała na okładkę podręcznika, na której widniały trzy rycerki na białych rumakach. Klaudia przez chwilę wyobraziła sobie, że wojowniczki to mężczyźni. Aż zachichotała. Ale po chwili rozwinęła myśl.
Jakby to było, gdyby wszystko było na odwrót? Że to kobiety w dawnych czasach byłyby traktowane z góry przez mężczyzn? Że kobiety opiekowałyby się dziećmi, szyły, gotowały, a mężczyźni chodziliby na wojny?
Teraz był dwudziesty pierwszy wiek. Panowało równouprawnienie, mężczyźni chodzili do pracy, do szkoły, byli uważani za równie mądrych co kobiety. W dawnych czasach jednak, sytuacja wyglądała przecież zupełnie inaczej. Klaudia w duchu dziwiła się płci przeciwnej, że tak późno się zbuntowała. Gdyby to ona była na miejscu takiego chłopaka, któremu od dziecka wmawiano, że jego przeznaczeniem jest dobre ożenienie się i opieka nad domem, uciekłaby z domu, albo uparła, że zrobi to, na co ona ma ochotę.
Dziewczyna poważnie zastanowiła się. Pomysł był dosyć zabawny, ale jednocześnie oryginalny. Może by go tak zapisać?
Wygrzebała spod stosu zeszytów szkolnych czysty notatnik i zaczęła w nim pisać...
 **********************************************************************************
Mam nadzieję, że jakoś mi się to udało. Błagam, napiszcie czy dobre, czy niedobre...
Pewnie zauważyliście, że zmieniłam trochę wygląd bloga. Cóż, było to potrzebne, żeby mój blog nie wyglądał tak pospolicie.
Pozdrawiam, 
POLA 

1 komentarz: