poniedziałek, 30 grudnia 2013

Hity grudnia 2013

Hej!
Święta minęły mi cudownie i niestety bardzo szybko. Wszystko się udało- Mikołaj bogaty, rodzinka zdrowa i w komplecie, dużo pysznego jedzenia i wspaniały klimat.
Dziękuję za bardzo miłe komentarze pod ostatnim postem;-) Cieszę się, że mam takich wspaniałych czytelników!
Dzisiaj, z racji tego, że jutro raczej nie będę miała czasu i chęci, zrobię posta (ostatniego w tym roku!) o hitach tego miesiąca. No dobrze, kochani, to zaczynamy!
KSIĄŻKI
W grudniu przeczytałam niewiele książek, bo tylko sosiem (jedną jeszcze czytam). Cóż, jedną powieść (niemiłosiernie grubą i momentami nudną) męczyłam dosyć długo. Ale nie liczy się ilość, tylko jakość, czyż nie?
 
"Feliks, Net i Nika oraz sekret Czerwonej Hańczy"
Wprawdzie książka nie zachwyca i nie powala na kolana, za to rozśmiesza, trzyma w napięciu, zaskakuje. Powieść można podzielić na dwie części. Pierwsza- jak gimnazjaliści przyjmują gości z zagranicy (jest w tym wiele humoru). Druga- jak są na wycieczce, która zamieniła się w obóz przetrwania i jak próbują rozwikłać zagadkę zaginięcia koleżanki.
 
"Pamiętniki półbogów" (The Demigod Diaries)
To dodatek do serii "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" a także "Olimpijscy herosi". Nieznane dotąd, toczące się w różnych czasach, opowiadania, są humorystyczne, ciekawe i pełne akcji. Jest też jedno specjalne- napisane przez syna Ricka Riordana, Haleya. Trzeba przyznać, że syn też ma talent literacki. Dodatkowo w środku można znaleźć rysunki i łamigłówki. Polecam fanom serii:-)
 
"39 wskazówek. Labirynt kości" (The 39 clues. The maze of bones)
Świetna książka, chociaż wcale na to nie wygląda. Ale przecież nie ocenia się pozycji po okładce. Autorem pierwszego tomu serii jest Rick Riordan. Słyszeliście kiedykolwiek o rodzie Cahillów? Otóż do rodu tego należeli najznakomitsi ludzie- Mozart, Franklin, Skłodowska-Curie, Da Vinci i każdy, kogo możecie sobie wyobrazić. Otóż w XXI wieku między członkami tej rodziny toczy się wyścig- poszukują 39 wskazówek, które są kluczem do władzy nad światem...
Chociaż czasem książka jest naiwna, to pomysł jest niesamowity, akcja wartka a bohaterowie barwni (chociaż większość jest negatywna) i ciekawi. 
  
"Zdobywam zamek" (I capture the castle)
Akcja książki toczy się w latach trzydziestych, czy też czterdziestych (powieść została wydana w 1948 roku, ale chyba napisano ją wcześniej). To dziennik siedemnastoletniej Cassandry, która mieszka wraz z ekscentryczną rodzinką w starym zamku. Niestety, rodzinka jest dosyć biedna, a nawet bardzo... Wszystko zmienia się, gdy w pobliżu pojawiają się przystojni i bogaci mężczyźni z Ameryki...
Książka jest podobna do "Dumy i uprzedzenia", ale tylko trochę. "Zdobywam zamek" to zabawna, ciekawa powieść, obfitująca w kłopotliwe i śmieszne wydarzenia, napisana lekko- super się to czyta. Cassandra to naprawdę sympatyczna bohaterka. Jej macocha Topaz też jest świetna:-D
FILMY
  
"To właśnie miłość" (Love actually)
Pisałam już o tym filmie. Opowiada o losach różnych ludzi, które się przeplatają. Jedni są szczęśliwi, inni nie, jedni tracą miłość, inni ją znajdują. Jedni zdradzają, inni są wierni swojej miłości. A wszystko dzieje się przed świętami, w trakcie i po. Film ma niesamowity klimat, jest śmieszny, ale też wzruszający. Najlepiej ogląda się przed Bożym Narodzeniem, ale myślę, że po też się nadaje;-)
 
"Zakochana Jane" (Becoming Jane)
Film romantyczny, lekki i przyjemny do oglądania. Opowiada o romansie Jane Austen z pewnym przystojnym, aroganckim prawnikiem. Naprawdę polecam, jeśli jeszcze nie czytaliście romansów tej pisarki, to może po tym filmie się skusicie.
  
"Strażnicy marzeń"(Rise of the guardians)
Tak, moi drodzy- taka stara koza jak ja, zachwyciła się filmem animowanym dla dzieci. Wbrew pozorom, nie jest on wcale dla maluchów, ale też dla młodzieży. Wprawdzie niektóre motywy są nieco dziwne, ale trzeba przyznać, że pomysł rewelacyjny. Marzeń dzieci chronią Strażnicy- św. Mikołaj, Piaskowy Ludek, Zębowa Wróżka i Wielkanocny Zajączek. W związku z tym, że powstaje Mrok (Czarny Pan) który chce zagrozić dzieciom, do grupy ma dołączyć nowy strażnik- Jack Mróz, który jest cwaniaczkiem i dowcipnisiem, a dodatkowo nikt w niego nie wierzy. Ale czy on chce dołączyć do Strażników?
Najbardziej urzekł mnie Jack Mróz- jest po prostu cudowny! Ja i moja przyjaciółka twierdzimy, że jest przystojny. A jak Wy uważacie? Na tym plakacie nie prezentuje się zbyt dobrze, ale na kadrach z filmu na przykład... Pozycja ta jest też niezwykle zabawna i pozytywna. Znajdziemy tu też akcję i niesamowitą grafikę. Gorąco polecam!!!
 
"Vabank"
Świetna, inteligentna, polska komedia. Grupa kasiarzy ma zamiar okraść pewien bank. Ale nie dlatego, by zdobyć pieniądze, tylko po to, aby zemścić się na właścicielu. Jednak będzie to trudne zadanie- banku strzegą najrozmaitsze alarmy... Czy im się powiedzie?
Cóż, napiszę tylko tyle- żałuję, że teraz nie kręcą takich filmów!
 
"Kingsajz"
Kolejna polska komedia. Jest strasznie pokręcona, ale bardzo śmieszna i oryginalna! Jest aluzją do komunizmu w Polsce. Dzieje się tam dużo i wszystko się komplikuje. Ale cudownie się to ogląda!
W krainie zwanej Szuflandią żyją krasnoludki. Władze nic sobie nie robią z protestów mieszkańców i używają pewnej mikstury, aby przybrać ludzkie kształty ("Kingsajz") i bawić się w świecie ludzi. Jednak niektóre krasnoludki też chcą mieć dostęp do mikstury. Udaje się odtworzyć ten napój. Jednak ma to swoje konsekwencje...
 
"Holiday"
Dwie kobiety- Amanda z Ameryki i Iris z Wielkiej Brytanii, zostały zdradzone przez swoich mężczyzn. Odnajdują się w internecie i postanawiają zamienić się domami w trakcie przerwy świątecznej. Iris jedzie do pięknego domu w Los Angeles, a Amanda do niewielkiego domku w małej brytyjskiej wiosce. Odnajdują tam miłość. Czy ułożą sobie życie od nowa?
Bardzo fajny film. Pozytywny, wzruszający i zabawny. Chociaż święta się skończyły, to warto obejrzeć.
  
"Kraina lodu" (Frozen)
Kolejny film animowany! Byłam niedawno z przyjaciółką w kinie. I zachwyciłyśmy się!
Księżniczka Elza ma niezwykły dar- panuje nad lodem i śniegiem. Jednak nie potrafi kontrolować swojej mocy i dorasta w izolacji, w przekonaniu, że jej umiejętności to przekleństwo. W dniu jej koronacji, jej siostra Anna zaręcza się. Elza dostaje ataku szału. Niespecjalnie zsyła na całe królestwo zimę i ucieka w góry. Anna rusza jej szukać. Pomagają jej- pewien chłopak o imieniu Kristoff, jego renifer Sven i bałwan Olaf.
Film jest naprawdę super. To musical, więc dużo śpiewają (aż za dużo). Możemy jednak liczyć też na akcję. Film ma wątek psychologiczny, opowiada oczywiście o miłości i jest naprawdę zabawny. Można się uśmiać! Koniecznie obejrzyjcie! A jeśli nie jesteście przekonani, to zobaczcie fragmenty na Filmwebie.
PIOSENKI
Cudowna piosenka z "Krainy lodu". Wyjątkowo polska wersja jest lepsza od oryginału. Głos osoby, która śpiewała, jest wspaniały- taki czysty i mocny. Dodatkowo śpiewa z uczuciami. Ale nie tylko sama piosenka jest świetna- także wideo. Posłuchajcie i obejrzyjcie koniecznie!!!
Bardzo pozytywna, radosna piosenka o chwytliwej melodyjce. Teledysk pasuje do treści, jest zabawny i przyjemny do oglądania.
Nie wiem, co jest z tą piosenką- mogę jej stale słuchać. Nie powala na kolana, ale naprawdę przyjemnie jej posłuchać.
Teledysk jest dziwny, ale piosenka boska. Głos Christiny Aguilery zachwyca (przynajmniej mnie). Jest niesamowita (zarówno piosenka, jak i wokalistka).
***
A ja Wam teraz chciałam życzyć szalonej i cudownej zabawy w Sylwestra i szczęśliwego, wesołego, cudownego, pełnego miłych chwili, ciekawych zdarzeń, nowych przyjaźni roku 2014!!!
Pozdrawiam,
Wasza Pola

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świąteczne NAJ

Witajcie!
Dzisiaj, ze względu na to, że jutro Wigilia, chciałam zrobić takiego świątecznego posta. Otóż o moich ulubionych świątecznych filmach, książkach, potrawach i innych takich duperelkach, które jednak sprawiają, że święta są jeszcze radośniejsze!
Ulubiona świąteczna potrawa
Trudno wybrać jedną;-) Uwielbiam barszcz z uszkami- nie tylko w święta. Poza tym bardzo lubię sałatkę jarzynową. 
Ulubiony świąteczny zapach
Ze świętami kojarzy mi się zapach pierników. Cynamon, przyprawy... Nawet na myśl o tym cieknie mi ślinka. W domu raczej nie pieczemy pierniczków, ale przecież można kupić, znajomi dają... Uwielbiam też zapach pomarańczy z wbitym w nie goździkami. Sama też robię takie pomarańcze, które nie tylko ładnie pachną, ale też wyglądają.
 
Oto i pierniczki w ślicznym, białym pudełeczku.

Ta pomarańcza po prawej jest zrobiona przeze mnie:-D
Ulubiony świąteczny film.
Ha, ha! I tutaj Was zaskoczę! To wcale nie "Kevin sam w domu"! Moim ulubionym filmem na święta jest komedia romantyczna "To właśnie miłość". Jest taka radosna, pozytywna i świąteczna. Obejrzałam ją raz, ale od razu mi się spodobała.
 
Ulubiona świąteczna książka
Hm, nie czytałam ich wprawdzie jakoś bardzo wiele, ale lubię "Noelkę" Małgorzaty Musierowicz (akcja dzieje się w Wigilię) i "Tajemnicę Bożego Narodzenia" Josteina Gaardera (taak, ale gdzie ta książka jest???). Podoba mi się też nieśmiertelna "Opowieść wigilijna". Ale chyba numerem jeden jest "Oskar i pani Róża", chociaż tam świąt zbyt wiele nie ma.
 
Ulubione świąteczne dekoracje
Strasznie podobają mi się ozdoby w kształcie serduszek i aniołków. Lubię też najzwyklejsze, gładkie bombki, w ładnych, soczystych kolorach.



  Tu możecie zobaczyć niektóre ozdoby w moim domu. Mam nadzieję, że się podobają;-)
Ulubiona świąteczna piosenka
Bardzo lubię piosenkę "Jingle Bells" w wykonaniu Michaela Buble i Pupini Sisters. Jest taka wesoła i świetnie zaśpiewana. Ach, no dobrze, przyznaję się- kiczowate "All I want for Christmas" też bardzo mi się podoba, chociaż słyszałam to jakieś milion razy;-)
 
Najpiękniejsze wspomnienie ze świąt
Kiedy miałam cztery latka, podczas Wigilii rozległ się dzwonek do drzwi, a na progu... Trzy worki pełne prezentów! Byłam taka szczęśliwa! A jeszcze szczęśliwsi byli rodzice i reszta rodzinki, bo udała im się niespodzianka i znowu mnie nabrali. Musieli mieć naprawdę niesamowity ubaw. Gdy teraz oglądam filmiki, które relacjonują tego typu wydarzenia, zachodzę w głowę, jak mogłam im uwierzyć. Tak beznadziejnie grali... Ale cóż, byłam wtedy młodsza i głupsza:-D
A teraz, proszę państwa, proszę podziwiać- oto nasza choinka, którą dzisiaj ubraliśmy:
 
Wiem, wem- jakość nie za dobra. Ale chociaż jakoś wyszły te zdjęcia. Zrobiłam ich chyba z milion, żeby potem pousuwać większość- były albo za ciemne, albo za jasne, albo niewyraźne... Zwariować było można...
***
A teraz, kochani, chciałabym złożyć Wam życzenia- życzę Wam wesołych, radosnych, wspaniałych świąt, spędzonych w rodzinnym gronie. Życzę Wam, aby Mikołaj przyniósł Wam mnóstwo prezentów, żeby potrawy były pyszne, ale też żebyście spędzili święta jak należy- czyli razem z rodziną, pamiętając, że to ona jest w tym dniu najważniejsza, a nie prezenty.
Pozdrówka,
Wasza Pola
A tu Leoś, zafascynowany choinką;-)


 

piątek, 20 grudnia 2013

Jasełka, wigilia klasowa i mandarynkowe szaleństwo

Hej Kochani!
Nareszcie przerwa świąteczna! Już we wtorek Wigilia... Niesamowite. Nie mogę się już doczekać. Mam już przygotowane prezenty dla bliskich, ale nie napiszę, co im przygotowałam, bo wiem, że niektórzy czytają tego bloga.
Wczoraj były jasełka. Noo, takie "jasełka-nie jasełka". Raczej świąteczne przedstawienie, a nawet nazwałabym to takim show.
Brały w tym udział chętne osoby. Trochę się ich zebrało. Myślę, że jednym z powodów była chęć stracenia lekcji (próby odbywały się w czasie godzin lekcyjnych):-P
Całość miała być refleksyjna, symboliczna i "inna". Zacznijmy od tego, że żywą dekoracją było dziewięćdziesiąt procent uczniów biorących udział. Staliśmy, ubrani na czarno, cały czas na scenie, zmieniając pozycje. Czasem wychodziliśmy pojedynczo, mówiliśmy jakieś teksty. Całość była interesującą mieszanką- mądre teksty zmuszające do refleksji, scenki z codziennego życia (np. bezdomna chcąca schronić się przed zimnem w poczekalni na dworcu, rozmowa dwóch przyjaciółek o przygotowaniach do Wigilii, rozmawiający podczas świąt biznesmeni...). Najlepszy był finał- wszyscy śpiewaliśmy piękną piosenkę pod tytułem "Pięknie żyć". Trzy osoby występowały solo, a reszta śpiewała tylko podczas refrenu. Później był bis i wyciągnęliśmy na scenę rodziców, aby zaśpiewali razem z nami. To podobało mi się najbardziej- naprawdę poczułam wzruszenie i klimat świąt. Niestety, większość rodziców została na swoich miejscach. Wstydzili się? Uważali to za głupie? Może. Mój tata wyszedł ze mną, chociaż nie znał tekstu piosenki, tylko podczas refrenu coś tam zafałszował.
Jasełka wyszły świetnie, ale sporo nas to kosztowało. Cierpliwości, wytrwałości... Nauczycielki, które to organizowały, niestety cierpliwości nie posiadały i sporo na nas krzyczały, czepiając się nawet głupot. Ale gdyby nas tak nie cisnęły, myślę, że show by się nie udał tak dobrze.
  
A dzisiaj dzień naprawdę fajny, bo nie było lekcji. Wiadomo, że takie dni uczniowie lubią najbardziej! Na trzeciej i czwartej godzinie lekcyjnej mieliśmy wigilię klasową. Było naprawdę wspaniale. To już niestety ostatnie świąteczne spotkanie z naszą klasą:-( Za rok będę miała wigilię z nową.
Podczas łamania się opłatkiem usłyszałam bardzo miłe życzenia. Aż mi się cieplej zrobiło w serduchu. Tak narzekam czasem na ludzi z mojej klasy, a potrafią być naprawdę w porządku. 
Chyba wszyscy czuliśmy wręcz rodzinną atmosferę. Pożeraliśmy słodycze i mandarynki, które przynieśliśmy, gadaliśmy, opowiadaliśmy sobie historie z dzieciństwa, wygłupialiśmy się... Było strasznie wesoło. 
 
Tak, tylko, że później, gdy już posprzątaliśmy salę, ustawiliśmy ławki, to okazało się, że zostało mnóstwo ciasta i przede wszystkim mandarynek... Wszyscy już byli obżarci i jakoś nikt się nie kwapił, aby zabrać jedzenie, którego nie zjedli. Tak więc ja i moja koleżanka schowałyśmy część rzeczy do szafki, bo wszyscy inni już się ulotnili. Jednak wpadłyśmy na genialny pomysł. Wzięłyśmy ogromną siatę mandarynek (było tego z dwa, trzy kilogramy!) i inną koleżankę. Zaczęłyśmy chodzić po całej szkole i rozdawać owoce za darmo. 
Wszystkie zniknęły.
Aż sama w to nie wierzyłam. Głównie maluchy sięgały po te cytrusy. Wiele osób mówiło z zachwytem: "Mandaryynkii!" Zachęcałyśmy, jak mogłyśmy, pozwalałyśmy brać po kilka... Aż byłyśmy zdziwione, że owoce idą jak woda. Wprawdzie gdyby były to ciastka, na pewno rozdałybyśmy je o wiele, wiele szybciej, ale i tak byłyśmy zachwycone.

Jednak zastanawia mnie to... Dzieci są głodne? Aż tak kochają mandarynki? Podoba im się, gdy "starszaki" dają? 
Owszem, mamy w stołówce marchewki i jabłka za darmo, ale te jabłka... Małe, nadgniłe, poobijane, brzydkie, niesmaczne. Raczej nikt nie bierze. 
Jeszcze nie życzę Wam wesołych świąt, po pewnie jeszcze coś tu napiszę. Więc na razie tylko "do zobaczenia!"
Wasza,
POLA

niedziela, 15 grudnia 2013

"Czerwień rubinu" (film)- recenzja


http://1.fwcdn.pl/po/22/89/662289/7503289.6.jpg?l=1353641266000Film, który chciałabym Wam dziś przedstawić to "Czerwień rubinu" (Rubinrot) na podstawie dosyć popularnej serii książek (to ekranizacja pierwszej części). Wprawdzie filmu oficjalnie w Polsce nie ma, to można go oczywiście obejrzeć w internecie. Na pewno znajdziecie bez problemu.
Rok produkcji- 2013
Reżyseria- Felix Fuchssteiner
Scenariusz- Katharina Shode, Felix Fuchssteiner
Produkcja- Niemcy
Gatunek- fantasy
Fabuła- Gwendolyn Shepard mieszka w Londynie wraz z liczną rodziną. Ma kuzynkę Charlottę, która jest nosicielką genu podróży w czasie. W domu Gwen panują obyczaje jak z XIX wieku, wszyscy uwielbiają Charlottę i trzęsą się nad nią, podczas gdy główna bohaterka raczej nikogo nie obchodzi.
Nagle jednak okazuje się, że to Gwen jest nosicielką tego niesamowitego genu- jest dwunastą z podróżników w czasie, rubinem. Dołącza do tajemniczej Loży, gdzie poznaje aroganckiego i przystojnego Gideona de Villiers. Razem mają do wypełnienia misję. Gwendolyn podróżuje w czasie i przy okazji odkrywa rodzinne tajemnice...
 
Moja opinia- Na wstępie muszę napisać, że jestem fanką książek, więc moje wymagania wobec filmu były wysokie. Jednak czytałam wiele niepochlebnych recenzji. Mimo to postanowiłam obejrzeć ten film i wyrobić sobie własną opinię.
Akcja dzieje się w Londynie i właśnie tam kręcono film. Szczerze mówiąc, dziwnie to wygląda- Londyńczycy mówiący po niemiecku... Ale cóż. 
Jestem pod wrażeniem tego, jak doskonale dobrano aktorów do ról bohaterów. Jeśli osoba w książce jest ruda, to ma włosy tego samego koloru w filmie. Dodatkowo uważam, że każdy aktor doskonale zagrał swoją rolę, zwłaszcza jestem pod wrażeniem tego, jak dobrze przedstawiono Gwendolyn, Leslie i Charlotte. Gwen, tak jak w książce, jest niezdarna i nieco zakompleksiona, co zostało doskonale przedstawione w filmie. Dużą zaletą jest też humor, którego tu całkiem sporo.
 
Jestem też pod ogromnym wrażeniem kostiumów i scenografii. Stroje z XVIII wieku, budynki i wystroje mieszkań są po prostu perfekcyjne. Wyglądają pięknie i autentycznie.
 
  
Fani romansów nie zawiodą się. Będzie tu sporo romantycznych chwil;-)
 
Jednak są też minusy... Czy naprawdę musieli wcisnąć aż tyle efektów specjalnych? Czy podczas wizji cioci Maddy naprawdę muszą grzmieć w tle pioruny i czy jej oczy muszą się tak rozszerzać? Niektóre elementy są zbyt przesadzone i przez to wręcz śmieszne. Dodatkowo zbyt wiele dramatycznej muzyki w tle może człowieka nieźle wkurzyć (przynajmniej mnie). 
Treść filmu była też nie do końca zgodna z fabułą książki. Zrobili niezły bigos. Powciskali różne fragmenty z różnych części serii i przerobili sporo elementów. To mnie irytowało i mi przeszkadzało. Gdyby trzymali się bardziej fabuły powieści, chyba wyszłoby im o wiele lepiej. Moim zdaniem, oczywiście.
No nic. Ogólnie jednak uważam, że film wyszedł naprawdę dobrze. Sporo osób napisało niepochlebne recenzje, ale mi ta pozycja się spodobała. Jest lekka i przyjemna do obejrzenia. Jeśli jednak jeszcze nie czytaliście książki- zróbcie to koniecznie. Jest o wiele lepsza i pozwoli Wam nie zagubić się w akcji filmu, a także lepiej ją zrozumieć.
Podobno będą kolejne części. Cóż, czekam z niecierpliwością;-)
Ocena końcowa- 4,5/6

niedziela, 8 grudnia 2013

Sporo spraw, bo długo mnie nie było...

Siemka/Elo/Joł/Hi/!Hola!/Ciao/Dzień dobry/Witajcie!
Wiem, wiem, wiem- dosyć długo nie pisałam. Powód? Dużo spraw na głowie i... Napad lenistwa. Ale teraz już jestem:-)
Na początek- jak zwykle- podziękowania za komentarze. To one sprawiają, że nadal chce mi się pisać:-)
Andrzejki świetnie się udały, było bardzo wesoło. Jedna z koleżanek ukryła się w szafie i gdy przychodziły pozostałe, wyskakiwała z niej wrzeszcząc: "Za Narnięęę!" Biedne dziewczyny i sąsiedzi!
Jak pewnie wiecie z telewizji, nad polskim wybrzeżem przeleciał straszny huragan Ksawery. Znaczy, moje miasto raczej ominął, ale w Szczecinie podobno nie ma prądu. Za to nieźle sypnęło śniegiem. Dookoła biało i zimno. Ale za to pięknie, kiedy byłam u mojej prababci, która mieszka raczej na uboczu, czułam się jak w zimowej bajce. Te ośnieżone drzewa są takie ładne... Przepraszam, znowu się rozmarzyłam. Ja ogólnie lubię śnieg, wiadomo, że nie straszne zawieje, czy też taką temperaturę jak na Syberii, ale i tak uważam, że święta bez śniegu są jakieś takie... Mniej klimatyczne.
  
  
Jak chyba każdy czuję świąteczny klimat i ze zniecierpliwieniem wyczekuję gwiazdki. Ach, kiedy ona będzie?! Jak na razie w grudniu obejrzałam już dwa świąteczne filmy ("Oskar i pani Róża" oraz "To właśnie miłość"), słucham często świątecznych piosenek i jeszcze bardziej się nakręcam na te święta. Na szczęście są Mikołajki. U mnie Mikołaj w tym roku był bogaty, dostałam wiele miłych prezentów, w tym (oczywiście) książki i (oczywiście) słodycze. No właśnie, u mnie w pokoju leży góra słodyczy, a ja myślę z przerażeniem: "Kto to zje?!" 
Pytanie jest retoryczne, bo wiadomo, że ja. Ale przecież nie sama. Musiałabym poświęcić na to baaardzo dużo czasu. Trzeba pozanosić do szkoły, koleżanki i koledzy na pewno mi pomogą, z wielką radością zapewne... 
Wiecie, jak to jest- mam czipsy w plecaku, nagle wszyscy mnie lubią. Gdy jakiś biedak otwiera np. czekoladę, już otacza go jedna osoba, która mówi: "Mogę?" No co ma zrobić właściciel czekolady? Daje, to dobry kolega. Przychodzi następny. "O, masz czekoladę!". Ma taką smutną i łakomą minę, że też dostaje kostkę. Później następni odkrywają, że pojawiła się okazja. "Dasz?", "Cześć, Pola!", "O, mogę?"- padają teksty dookoła. Nie zawsze. Czasem po prostu jakaś osoba wyciągnie rękę, zrobi przymilny uśmiech albo nawet i nie. Albo luzackim gestem sięgnie po smakołyk, czy też rzuci się na właściciela przekąsek (uwierzcie, zdarzały się takie sytuacje). Hm, czyli uzależnienie od śmieciowego jedzenia ogarnęło całą Polskę. Albo tylko moje miasto. Znam baaardzo niewiele ludzi, którzy odmawiają, gdy ktoś ich częstuje.
Najgorsze jest wymuszanie- przypominanie, że "ja zawsze ci daję!", wyrywanie opakowania, robienie obrażonej miny. Naprawdę dzieci są aż tak wygłodzone? Jeść im w domu nie dają, czy co? Wprawdzie niektórzy mówią: "Ale ja jestem taki głodny..." To idź do sklepiku i kup sobie np. kanapkę, zamiast żebrać! A jeśli nie masz kasy, to poproś o pożyczenie! Wprawdzie zdarzają się osoby, które nie mają ani śniadania, ani możliwości pożyczenia pieniędzy, ale w mojej szkole raczej nie ma takich osób. Przyznaję się- też proszę o np. czipsa, ale nie porywam całej paczki i nie wymuszam. Nie chce, to nie daje. Nie rzucam się na właściciela czipsów  jak kiedyś jaskiniowiec na jaskiniowca.
 
  
No, nieważne. 6 grudnia odbyło się również nocowanie mitologiczne, dla koła mitologicznego. Chodzę na nie, więc spędziłam tę noc bardzo przyjemnie. Były ciekawe zadania w grupach (związane oczywiście z mitologią), żarcie pizzy i śmieciowego jedzenia, opowiadanie kiepskich kawałów, bitwy na poduszki i oglądanie filmów ("Herkules" i "Spartakus"). Oj, było wesoło! Spałam wprawdzie z 2, 3 godziny, ale cóż... Raz sobie można pozwolić!
 
Przeszłam do etapu rejonowego konkursu kuratoryjnego z polaka! Cieszy mnie to. Ale to również oznacza, że muszę się przygotowywać, bo bardzo zależy mi chociażby na etapie wojewódzkim. Kibicujcie mi, proszę... 
Na mojej półce stoi piękny stosik książek do przeczytania. Czasem aż kręci mi się w głowie, bo uświadamiam sobie, ile ja jeszcze powieści muszę przeczytać. "Muszę", bo chcę, ale czy starczy mi życia na wszystkie lektury, po które chciałabym sięgnąć? Teraz czytam "Pamiętniki półbogów". Później albo wezmę się za "Pamiętnik nastolatki 4", albo po "Więźnia" (książka przygodowo-historyczna). Jeszcze nie wiem.
Ech, coś przeczuwam, że "hitów grudnia 2013" będzie baaardzo dużo...
Oto 1 odcinek serialu po hiszpańsku, który zaczęłam oglądać. Nieco głupi, ale nawet śmieszny i przede wszystkim jest prościutkie słownictwo, więc można zrozumieć. Jeżeli uczycie się hiszpańskiego- obejrzyjcie koniecznie.
No nic, kończę. Cześć, Kochani Czytelnicy!