niedziela, 31 sierpnia 2014

To nasz dzień!

Aż ciężko uwierzyć, że dziś ostatni dzień wakacji. Rany, jak to szybko zleciało... jak dla mnie trochę zbyt szybko (jak już wspominałam w poprzednim poście). Co zrobić... ale nie ukrywam, że jestem jednak podniecona. Jutro poznam oficjalnie nauczycieli, spotkam się ze znajomymi, dowiem się, jaki będziemy mieli plan i w ogóle... a potem cały dzień luzu. Dopiero we wtorek się zacznie. Przyznaję, jestem strasznie ciekawa, jak to będzie! Cóż, za niedługo się przekonam.

Ale 31 sierpnia to nie tylko ostatni dzień wakacji i miesiąca. Dzisiaj świętujemy... (werble)...
Dzień Bloga.
Zaskoczyłam Was?
Cóż, bardzo lubię wynajdywać nietypowe święta (ułatwia mi to mój kalendarz, w którym takowe są pozaznaczane). Moi faworyci to Dzień Agugaga, Dzień Wychodzenia z Szafy, Dzień Dziwaka, Dzień Spania w Miejscach Publicznych (chyba nawet międzynarodowy...), Dzień Musztardy (a Dnia Keczupu nie ma! Niesprawiedliwość!)...
No a dzisiaj jest  Dzień Bloga. A jak bloga, to w sumie też... blogera! Czyli... nasze święto, kochani czytelnicy! Domagajcie się koniecznie życzeń, bo dziś Wasz dzień;)
Z okazji tego wydarzenia ten post będzie tematyczny. Taki trochę wspominkowo-sentymentalny. Chociażby o moich początkach w blogosferze. I sporo będzie o "Takim zwyczajnym blogu", który w tej chwili ma 19 miesięcy. Ale nie bójcie się, nie będzie tylko o mnie. A zresztą... czytajcie dalej! 
 

Mojego pierwszego bloga, o niezbyt chwytliwej nazwie (,,Pola pisze") założyłam w 2012. Z prostego powodu- moja klasowa koleżanka, Zosia założyła sobie swoją stronkę (klik) i nie skrywam, zainteresowałam się tym wtedy, może troszkę zrobiłam się zazdrosna;). Ponadto fascynowało mnie to, że mogę publikować swoje teksty w sieci i prowadzić coś w rodzaju internetowego dziennika. Więc założyłam sobie bloga.
Gdy go później czytałam, to aż mi się włos na głowie jeżył z przerażenia. Bo co tu kryć- pierwsze posty były straszne. Wstawiałam czasem moje teksty, coś tam pisałam o moim życiu, o książkach i filmach, które polecam. Już nawet dobrze nie pamiętam. Wtedy mój styl pisania postów był, mówiąc delikatnie, zupełnie nieprofesjonalny. Ach, co będę się patyczkować, był tak słaby, że czytanie tego bełkotu aż mnie boli.  Jednak wtedy nie miałam zupełnie doświadczenia w pisaniu bloga, moje pojęcie o tym było naprawdę malutkie, więc trudno oczekiwać jakiegoś profesjonalizmu. 
Nikt tych moich wypocin nie czytał, nie licząc kochanej rodziny, bo geniusz Pola nie wpadła na to, że ludzie o jej blogu sami się nie dowiedzą i ogólnie blogowanie polega również na wchodzeniu na blogi innych. Tak więc start niezbyt wybitny... ,,Pola pisze" już nie istnieje i chyba to lepiej. Dla mnie i dla świata. 

Następnie powstała pierwsza wersja (bodajże w lipcu 2012) ,,Takiego zwyczajnego bloga". Podobała mi się ta nazwa, brzmiała chwytliwie, lekko żartobliwie. Napisałam dwa posty... pierwszy latem, drugi 31 grudnia... ale za to były komentarze! Aż dwa! I to obcych ludzi! Och, jaka byłam dumna!

Między tymi jakże licznymi notkami powstał kolejny blog (październik 2012)- ,,Zakochana w książkach". Tym razem tematyczny,  bo traktował jedynie o książkach. Znajdowały się tam tylko moje recenzje i jeden post tematyczny (bodajże o Andrzejkach). Do tego podeszłam bardziej profesjonalnie. Zajęłam się wyglądem, odkryłam różne gadżety, które mogę wstawiać na bloga, wstawiałam w miarę regularnie posty i pisałam już profesjonalniej, mówiąc szczerze, jestem pozytywnie zaskoczona . Chociaż tyle. Pierwsze recenzje były strasznie krótkie, kolejne zaś trochę przydługie. Blog działał strasznie krótko- zaledwie jakieś 3 miesiące. Nie chciałam go rzucić, jakoś samo wyszło, że przestałam go prowadzić.
Czy byli czytelnicy? Cóż, komentarze pojawiały się sporadycznie. Ale czasem były! Najczęściej po tym, jak skończyłam pisać (ta ironia losu...). I pod ostatnim postem przez prawie dwa lata zebrało się 16 komentarzy! Pamiętam też, że autor, którego książkę zrecenzowałam, podziękował mi za pozytywną opinię (był to Marcin Pałasz). Miłe, nie powiem.

Planowałam pisać dalej na ,,Zakochanej w książkach", ale zupełnie mnie pochłonął kolejny blog. Ten, którego dzisiaj czytacie. ,,Taki zwyczajny blog" (wersja druga), którego prowadzę  od 31 stycznia 2013 roku aż do dziś. W niego włożyłam najwięcej pracy i serca, mam go najdłużej. Początki nie były wybitne, pierwsze posty nie były jakiejś powalającej jakości. Popełniałam mnóstwo błędów językowych, początkowo ciężko formułowało mi się myśli, miałam od groma powtórzeń i przecinków nie na swoim miejscu (to ostatnie zdarza mi się nadal często, niestety...). Zdarzały się posty o "niczym". Ale tym razem nie rzuciłam tego. Walczyłam dalej. Po miesiącu pojawili się pierwsi czytelnicy. Niewielu ich było, oj niewielu. Później zniknęli bez śladu, ale nadal ich pamiętam. Zaczęłam wchodzić na blogi innych. Spodobało mi się. Komentowałam wpisy innych, w ten sposób oni czasem pisali coś u mnie. Pojawiało się coraz więcej czytelników. Jak już byli, to tacy stali, na bardzo długi czas. Co chwila wprawdzie odchodzili, ale pojawiali się nowi. Zaczęłam się czuć prawdziwym członkiem blogosfery i to było naprawdę przyjemne uczucie. Im dłużej prowadziłam bloga, tym bardziej mnie to kręciło. Odkryłam rozmaite sposoby na podrasowanie jego wyglądu, z czym zawsze miałam i mam problem. Zaczęłam mieć mnóstwo pomysłów na posty. I cały czas odkrywałam nowych blogerów, z którymi związałam się tak, że czuję się, jakbym znała ich w realu. Blogowanie stało się czymś więcej niż tylko takim tam publikowaniem swoich tekstów w sieci. Teraz jest jedną z moich pasji.

Za co tak kocham przebywanie w blogosferze? Za to, że mogę mieć swój własny zakątek w sieci. Za to, że mogę pokazać trochę siebie. Za to, że poznaję ciekawych, inteligentnych, nietypowych, oryginalnych, podobnych do mnie ludzi. Że poszerzam moje horyzonty. Że mogę wyżywać się twórczo. Pewnie jeszcze by się coś znalazło. I jak tu nie kochać blogowania? Czasem człowiek ma dosyć, to prawda. Czasem trzeba odpocząć. Miałam długie przerwy. Ale w końcu zawsze wracałam. Pewnie kiedyś przestanę prowadzić ,,Taki zwyczajny blog" (w końcu nie mogę go pisać w nieskończoność, prawda?). Ale na razie się na to nie zanosi. Bo mimo wszystko go uwielbiam.
  
Gratuluję przez przebrnięcie przez tą, pewnie trochę nudną, historię mojego blogowania! No rozczuliłam się trochę... i nie zamierzam przestać, bo teraz czas na drugą część posta.
Dzisiaj dzień wszystkich blogów i blogerów, więc chciałabym życzyć Wam, kochani, niezastąpieni czytelnicy, dużo, dużo weny twórczej i chęci do pisania, mnóstwo inspiracji, czytelników, komentarzy (ale nie SPAMów!), obserwacji... i całej reszty rzeczy, o których każdy bloger marzy! Czerpcie nadal przyjemność z tego, co robicie.
I jako taki prezencik, chcę wymienić dziś ośmiu moich stałych czytelników  i ich blogi, których uwielbiam z całego serca. Bez nich to by nie miało sensu. Są, komentują, wspierają, oceniają. I to przez długi czas. Wymieniam tych aktualnych  (ci, którzy komentowali, a nie komentują, bo albo nagle przestali, albo po prostu odeszli z blogosfery nie liczą się). Kolejność raczej przypadkowa. Jest ich jeszcze więcej i o nich pewnie też napiszę, ale nie tu, bo post będzie za długi, a poza tym zbyt wiele czasu spędzę przy komputerze... znowu.
A więc ekhem, ekhem. Pragnę gorąco i z całego serca podziękować, a także wyrazić swoje uznanie i podziw dla następujących blogerów: 

-Kolorowe Stworzonko (Ola) z ,,Nasz i herbatki świat"
Uznałam, że ta blogerka będzie pierwsza, ponieważ bardzo często to jej komentarze pojawiają się najwcześniej na moim blogu (albo przynajmniej są jednymi z pierwszych). Tajemnicą dla mnie pozostanie, jak ona to robi...jej komentarze są jednymi z najdłuższymi, zawsze są takie radosne i pełne pozytywnej energii oraz takiego ciepła:)
Od dłuższego czasu czytam jej bloga i bardzo, ale to bardzo mi się on podoba. Uważam, że ma przepiękny wygląd, wszystko jest takie dopracowane, jest tam tak ciepło, estetycznie, przyjemnie... no naprawdę chce się zostać na dłużej! Jednak nie chwalę tylko wygląd, ale też treści. Ola ma naprawdę przyjemny, lekki styl pisania. Posty traktują głównie o harcerstwie, rozmaitych wycieczkach i akcjach, w których blogerka brała udział, a także ogólnie o jej życiu,  muzyce, którą się pasjonuje, co zdecydowanie widać. Pojawiają się też liczne TAGi i zabawy blogowe (to ona wymyśliła zabawę ,,Te stare, dobre czasy!"). Kolorowe Stworzonko to dziewczyna z mnóstwem pasji, co widać na jej blogu i min. dlatego tak świetnie się go czyta. Wydaje mi się taką wesołą, wiecznie uśmiechniętą, wesołą, kreatywną, życzliwą, inteligentną i bardzo, ale to bardzo sympatyczną osobą, z wieloma zainteresowaniami. ,,Nasz i herbatki świat" to zdecydowanie jeden z moich ulubionych blogów, na który zawsze chętnie zaglądam:D

-Torrens (Kinga) z ,,Ways about me"
 Torrens to również dziewczyna z wieloma pasjami, którymi dzieli się na swoim blogu. Są to przede wszystkim żużel, taniec i muzyka, o której pisze mnóstwo. Na ,,Ways about me" znajdziemy przede wszystkim opisy wydarzeń ze świata żużlu, ulubioną muzykę Kingi, historie niezbyt znanych wokalistów, których blogerka uwielbia, posty o jej życiu, z jej ciekawymi przemyśleniami, pojawiają się też rozmaite tematyczne. 
I również bardzo, ale to bardzo podoba mi się styl pisania Torrens. Jej notki po prostu bardzo dobrze się czyta, zwłaszcza, że zawsze ma na nie pomysły. Dzięki niej dowiedziałam się wiele o żużlu (o którym wcześniej nie miałam pojęcia tak naprawdę), który jest jej prawdziwą pasją i pisząc o nim, zawsze wszystko przeżywa, z tekstów aż buchają zaangażowanie, pasja i mnóstwo emocji. Poszerzyłam też moją wiedzę na temat muzyki, bo jak wspominałam, sporo o niej na ,,Ways about me". Bardzo podobają mi się również jej posty z przemyśleniami. Są tak pięknie, inteligentnie, celnie i dojrzale napisane. Zawsze zmuszają do refleksji i zachęcają do dyskusji. W dodatku Kinga porusza ważne, ciekawe, nieco nawet trudne tematy. Torrens zalicza się do czołówki moich ulubionych blogerek.
Coś o jej komentarzach... też zwykle długie, inteligentne, celne, dojrzałe, miłe. Bardzo lubię je czytać:D

-Alexis Murphy (Ola) z ,,Welcome in my world"
Komentarze Alexis są jednymi z najdłuższych, zawsze są humorystyczne, wyjątkowo sympatyczne, życzliwe i bardzo pozytywne. Uwielbiam je czytać:D I na ten temat chyba już nic więcej nie mogę dodać, więc może przejdę do jej bloga.
Gdy weszłam na niego po raz pierwszy, od razu moją uwagę przykuł nagłówek. Naprawdę bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Koniecznie sprawdźcie:) Posty są głównie o jej życiu, jej ulubionych książkach i filmach, znajdzie się tam także sporo z jej przemyśleń. A te ostatnie mi się najbardziej podobają, bo Alexis porusza wiele ciekawych tematów, a rozprawia się z nimi ironicznie, ze sporym dystansem, nieco zgryźliwie, dowcipnie. Niezwykle celnie przedstawia naszą rzeczywistość, to naprawdę dobra obserwatorka, widać, że również niezwykle inteligentna dziewczyna. Fajne jest to, że zawsze kulturalnie wyraża swoje zdanie, bez narzucania się. Lubimy podobną literaturę i zawsze z przyjemnością czytam jej posty na ten temat. Dzięki niej dowiedziałam się sporo o rozmaitych książkach, którymi się zainteresowałam:D 
To chyba oczywiste, ale mimo wszystko napiszę- bardzo polecam ,,Welcome in my world":)

-Sia Siaa (Stasia) z ,,U radosnej wariatki"
Och, jakże by mogło jej tu zabraknąć?! Wprawdzie Stasia zawiesiła swojego bloga na stan nieokreślony, zrobiła sobie przerwę w blogowaniu, ale bardzo długi czas czytała mojego bloga i mam nadzieję, że będzie jeszcze czytać, bo uwielbiam ją i jej dłuuugie komentarze! 
Sia Siaa wydaje mi się zwariowaną, radosną, z dystansem do siebie i niesamowitym poczuciem humoru, optymistyczną, zabawną, bardzo pozytywną osobą. Jej komentarze i wpisy były zawsze wypełnione energią, takie pełne śmiechu, radości, humoru. Posty na jej blogu traktowały głównie o jej życiu, znajdowały się tam też przemyślenia ,,radosnej wariatki", jej opowiadania, figurki z modeliny, posty tematyczne... blog ,,U radosnej wariatki" należał i należy do moich ulubionych, głównie z powodu genialnego stylu pisania Stasi- naprawdę, pisze rewelacyjnie, tak dowcipnie, radośnie, komicznie. Przy jej postach nierzadko pękałam ze śmiechu. Zawsze czytało mi się je niezwykle lekko i miło, na jej bloga wchodziłam z przyjemnością. Bardzo lubię też jej opowiadania, seria o Truposzce jest boska i mam nadzieję, że będzie mi dane przeczytać dalszy ciąg. Przy jej niesamowicie sympatycznych komentarzach często prawie turlałam się ze śmiechu na podłodze, bo były naprawdę zabawne i tak cudownie napisane. No naprawdę- jedna z moich ulubionych blogerek. Mam nadzieję, że szybko wróci:D

-Sushi (Zuzia) z ,,Świat oczami nastolatki" 
Ona również zawiesiła swojego bloga (na jakieś dwa miesiące), jak się okazało przed chwilą, czego trochę żałuję i wyczekuję tęsknie jej powrotu:)
Blog Sushi dotyczy głównie jej życia, fotografii, zainteresowań, pojawiają się też posty tematyczne, chociażby o miejscach, które ją inspirują, czy też TAGi. Blogerka ma naprawdę fajny styl, lekki, sympatyczny, życzliwy, przyjemny. Jej posty bardzo szybko i dobrze się czyta. Trzeba przyznać, że robi naprawdę znakomite zdjęcia, ma talent! Bardzo podoba mi się również wygląd jej bloga, taki ładny, jasny, uroczy. Śliczny po prostu! 
Każdy post wzbudzał moje zainteresowanie, bo zawsze był pisany z pasją i pomysłem, widać, że blogerka bardzo lubi to, co robi. 
Zuza wydaje mi się życzliwą, radosną, pełną życia i energii, sympatyczną, optymistyczną osobą z poczuciem humoru. Przejawia się to też w jej komentarzach, w których się zwykle rozpisuje. Zawsze są bardzo miłe i czytam je z wielką, ale to wielką przyjemnością:)
Zdecydowanie jedna z moich ulubionych blogerek!

-Bukowina (Dorota) z ,,Sztuki i banialuki"
Bukowina to osoba o wielu zainteresowaniach i talentach. Gra na gitarze basowej, słucha rocka, pisze rewelacyjne opowiadania, świetnie rysuje... i prowadzi absolutnie boskiego bloga, który bardzo mi się podoba. Uwielbiam jej styl pisania- jest ironiczny, szczery, pełen dystansu do siebie, inteligentny, żywy. Blogerka naprawdę wspaniale pisze, jej opowiadania zawsze czytam z przyjemnością, bo ma talent. To one dominują na blogu ,,Sztuki i banialuki", chociaż znaleźć można tam również posty o życiu Bukowiny, czasem tematyczne, dużo jest o muzyce, którą się bardzo interesuje i to zdecydowanie widać (dzięki niej również sporo się dowiedziałam). A prawie wszystkie ilustrowane przez samą autorkę .Bardzo cenię ją jako artystkę i blogerkę, jest świetna.
Podoba mi się również wygląd bloga- jest tam po prawdzie trochę ciemno, ale bardzo podoba mi się tło i nagłówek, który dużo mówi o autorce stronki.
Coś o jej komentarzach- szczere, ironiczne, inteligentne, pozytywne, sympatyczne, zawsze na temat, również o własnych doświadczeniach. Naprawdę świetnie się je czyta:D

-Lennyk (Weronika) z ,,I don't care" 
Na blogu Lennyk znajdują się różne posty. Głównie tematyczne, o jej życiu, z jej przemyśleniami i twórczością, o muzyce, z recenzjami. Trzeba przyznać, że Weronika pisze bardzo dojrzale, ciekawie i inteligentnie, jej posty bardzo dobrze się czyta. Porusza różne interesujące tematy. Tworzy również ciekawą poezję, jej wiersze są piękne, bosko ułożone, zrymowane, refleksyjne... no świetne po prostu! Ma do tego prawdziwy talent, mam nadzieję, że będzie wstawiać swoją twórczość częściej.
Ma celne obserwacje, co bardzo mi się podoba.  Jej posty są interesujące,  fajnie napisane i sformułowane. Ma też ciekawe zainteresowania- chociażby Japonią i japońską muzyką, o której pisała. W ogóle, dużo na jej blogu też o muzyce i to takiej nietypowej, innej. Bierze udział też w fajnych wydarzeniach i sporo o tym pisze. A ma smykałkę do pisania relacji.Widać, że to dziewczyna z pasjami i fajnie, że się z nimi dzieli na blogu.
Jej komentarze są dosyć zwięzłe (ale zawsze widać, że przeczytała posta, co mnie bardzo cieszy, są na temat), a także takie inteligentne, życzliwe i bardzo pozytywne, motywujące.
Lennyk należy do moich ulubionych blogerek i zawsze bardzo chętnie czytam, co napisała- czy to na moim blogu, czy na swoim:)

-Kajax Szyderca (Kaja) z ,,Kajaxa Szydercy"
I na koniec... to jest jedyna osoba z tego grona, którą znam w realu i jedyna, która na tym blogu zostawiła tylko jeden komentarz (no... dwa). Ale czyta ,,Taki zwyczajny blog" bardzo długo i komentowała go, ale... w prawdziwym świecie. Więc ona jak najbardziej tu pasuje. Zwłaszcza, że, co tu kryć, jest moją przyjaciółką:)
Zawsze mnie wspierała w blogowaniu, wypowiadała się o moim blogu pozytywnie, szczerze, miło i zawsze życzliwie. Założyła niedawno bloga i bardzo go lubię. Kaja pisze ironicznie, z poczuciem humoru, dystansem, inteligentnie, widać, że ma do tego smykałkę. Zresztą ja o tym doskonale wiem, bo czytałam jej opowiadania i są genialne. Ciekawe, czy je wstawi na bloga?;) To osoba z wieloma talentami, mam nadzieję, że da jeszcze temu wyraz w internecie.,,Kajax Szyderca" dopiero się rozkręca, ale już jest bardzo, ale to bardzo ciekawie. Najbardziej podobają mi się komiczne opisy spotkań ze Stefanią.  I w ogóle strasznie mi się ten blog podoba. I strasznie lubię jego autorkę:D

***
Uff, to już koniec tego posta. Piszę go od jakichś trzech, czterech godzin, o rany... mam nadzieję, że nie był chaotyczny. Wiem, że to nie wszyscy blogerzy, których bardzo lubię, ale wszystkich nie dałabym rady.To jest taka ósemka wspaniałych. O pozostałych na pewno jeszcze napiszę:D
Raz jeszcze bardzo, ale to bardzo Wam wszystkim dziękuję za czytanie mojego bloga i za to, że jesteście. Wszystkiego najlepszego z okazji Waszego, a właściwie to naszego święta. Uwielbiam Was:)
Mam nadzieję, że podobał się prezent z okazji Dnia Bloga. Napiszcie koniecznie o swoim blogowaniu, swoich początkach, za co tak lubicie blogosferę... 
Pozdrawiam ciepło!
Pola

czwartek, 21 sierpnia 2014

Nieco dobijające stwierdzenie faktu i tramwajowe opowieści

Dzień dobry, cześć i czołem!
Bardzo dziękuję za komentarze pod poprzednim postem! Widać, że spojrzeliście na zdjęcia, przeczytaliście posta. Cieszę się, że próbki mojej fotograficznej twórczości tak się spodobały! Posypało się sporo pochwał i trochę rad co do techniki, kadru, itd. Dziękuję Wam bardzo:D Wszyscy uznali, że zdjęcia z Bukowiny Tatrzańskiej są najlepsze. Mi też się najbardziej podobają. Tak pięknych zachodów słońca i widoków nie widziałam dawno, oj dawno!
Tak, nad zdjęciami ludzi muszę popracować, ale zwykle robię je na szybko, żeby w porę uchwycić pozę modela i przy okazji zrobić to niepostrzeżenie. Więc łatwo nie jest;) Są to fotografie powstałe przez przypadek, pod wpływem chwili. Ale jak dobrze napisała Bukowina- ćwiczenie czyni mistrza. Dlatego też zamierzam robić jeszcze więcej zdjęć i... zasypywać Was nimi, buahahahahahahaha! (szkoda, że nie możecie usłyszeć mojego szatańskiego śmiechu, jest naprawdę bardzo efektowny!)

Zostało dziesięć dni do rozpoczęcia roku szkolnego.
"Dzięki, Pola! Musiałaś przypominać?!"- wrzaśniecie z wyrzutem.
Ach, to Wy tego nie zauważacie... naprawdę tylko ja? Upsss...
No, ale nie ma co się oszukiwać. Jest to znana powszechnie prawda- nawet wakacje się kończą. A tegoroczne kończą się za bardzo niedługo. Każdego dnia, gdy patrzę w kalendarz, wydaje mi się, że szepcze złośliwie: "Już za chwilę, już za chwilę!".
Dla niektórych jest to równoznaczne z końcem świata. Cóż, dla mnie to koniec świata nie jest, ale koniec wylegiwania się do dwunastej, błogiego lenistwa całymi dniami i robienia tego, co się chce, na pewno... poza tym te dwa miesiące tak szybko zleciały! Nic dziwnego, w końcu zawsze, jak człowiek fajnie spędza czas, to czas mknie z prędkością błyskawicy... to lato było jednym z moich najlepszych, ponieważ poznałam świetnych ludzi, spotykałam się ze znajomymi, wyjeżdżałam w ciekawe miejsca, brałam udział w imprezach... było naprawdę super. Spróbowałam też wielu nowych rzeczy. Jakich, zapytacie?
Po raz pierwszy zrobiłam sobie tatuaż z henny. Po raz pierwszy tańczyłam pogo. Po raz pierwszy grałam w bilarda. Po raz pierwszy byłam na obozie literackim. Miałam swój pierwszy wernisaż (właściwie to był wernisaż obozowy i był na nim tylko fragment mojego tekstu, ale... ale był!). Po raz pierwszy zrobiłam mydełka, figurki z czekolady i pomalowałam torby. Po raz pierwszy brałam udział w piżama party (na wyżej wspomnianym obozie). Ta lista pewnie jest dłuższa. Tak, te wakacje były naprawdę wspaniałe i ciężko pogodzić się z tym, że za niedługo koniec, ech...


Jednak z drugiej strony, szkoła nie jest taka zła... w końcu spotka się niewidzianych od dawna znajomych, za którymi człowiek się już trochę stęsknił, w czasie roku szkolnego będą wycieczki, dyskoteki, konkursy, wygłupy na przerwach... poza tym- bez szkoły byłoby przecież nudno, prawda? Nie? Tylko ja tak myślę? Hmmm...
Cóż, dla mnie rozpoczęcie szkoły będzie też nowym etapem w życiu w jakimś sensie. W końcu opuszczam bezpieczną przystań podstawówki i zaczynam gimnazjum. Czy się boję? Noo... może troszkę;) Ciężko będzie też przyzwyczaić się do bycia najmłodszą osobą w szkole...ale staram się nie pisać ani specjalnie czarnych, ani różowych scenariuszy. Po co wyobrażać sobie ciągle, jak będzie? Lepiej chyba po prostu poczekać, a wtedy sama się przekonam:D Ja akurat jestem w dobrej sytuacji, bo wiele osób z mojej podstawówki idzie do tego samego gimnazjum, co ja. A najbliższe koleżanki będą ze mną w klasie. Więc nie mam na co narzekać właściwie. No, to akurat nieprawda. Zawsze znajdzie się coś, na co można narzekać, czyż nie?;)

Chciałabym się jeszcze podzielić z Wami pewną refleksją. Nie, refleksja to złe słowo. Raczej... obserwacją.
Ostatnio dosyć często jeżdżę tramwajami. I nie da się nie zauważyć, że większość pasażerów stanowią osoby starsze. To, że im się miejsca ustępuję, to ja wiem i tak robię, oczywiście kiedy uda mi się zająć miejsce siedzące, co zdarza się raczej rzadko. Chodzi mi o coś innego. Otóż niektóre starsze, chorowite panie dostają nagłego przypływu energii i zatrważającej siły, gdy wsiadają albo wysiadają z tramwaju. Nie daj Boże, a nie wejdą/wyjdą pierwsze! Nie można do tego dopuścić, więc pchają się, pchają innych, torują sobie drogę swoimi wózkami na kółkach w kratę, aby tylko dobrnąć do drzwi! Jak to się mówi- cel uświęca środki. Niektóre również nie uznają zasady: "Najpierw się wysiada" i w tym samym czasie, w którym pasażerowie wychodzą, one wchodzą. A nuż ktoś wsiądzie przed nimi... nie! Nie można dopuszczać do siebie tak strasznej myśli! Trzeba się pchać i już. Prawo dżungli.
Podobną wytrwałość wykazują (ale w tym wypadku są to również osoby młodsze), gdy widzą wolne miejsce siedzące. Ostatnio jedna pani, gdy ujrzała, że kilka metrów od niej znajduje się puste krzesełko, ruszyła błyskawicznie (w każdym razie na tyle błyskawicznie, na ile pozwalała jej na to imponująca tusza) w jego stronę, niemalże taranując ludzi, którzy stali na jej drodze i mamrocząc z nutką paniki w głosie: "Przepraszam, przepraszam!". Udało się! Usiadła. Wydała z siebie westchnienie ulgi. Och, prawie by się nie powiodło! Usadowiła się wygodnie na siedzeniu i przybrała minę królowej. W końcu miała do tego pełne prawo. Wygrała w tym jednoosobowym wyścigu o wolne miejsce, czyż nie?
Ale co by się stało, gdyby nie wygrała? Gdyby inna osoba, stojąca bliżej,  zajęła siedzenie? Cóż, pozostałoby jej i wielu innym ludziom tego rodzaju spoglądanie na szczęśliwca wzrokiem sugerującym, że wyrządził jej wielką krzywdę, popełnił wielką zbrodnię i powinien się wstydzić.
Dobra, to było strasznie złośliwe. Ale chyba trochę słusznie, nie uważacie? Nie chcę nikogo obrażać, ale... kultura zobowiązuje. To smutne, że to najczęściej (bo nie zawsze, młodsi często też tak robią) starsi ludzie, o których każdy mówi, że trzeba ich szanować (i jest to stwierdzenie słuszne)... nie szanują innych! Bo nie uważam, żeby pchanie kogoś za tyłek albo przepychanie się do tramwajowych drzwi było kulturalne. Czasem odnoszę wrażenie, że emerytom wydaje się, że wszystko im wolno, że są najważniejsi. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich starszych ludzi. Ale z tego, co widzę, wynika, że sporo osób tak się zachowuje. Dobijające, że często inni wykazują się, mówiąc wprost, jawnym chamstwem.


A Wy co o tym myślicie? A może Was też coś takiego spotkało? Czujecie się zbulwersowani jak ja? A jak z końcem szkoły? Przeżywacie? Nie możecie uwierzyć, że to koniec, czy nie przejmujecie się tym zbytnio? Napiszcie koniecznie;)
Cóż, dziś taki post trochę od czapy, ale mam nadzieję, że czytało się przyjemnie:D
Pozdrawiam ciepło!
Pola


wtorek, 12 sierpnia 2014

Ludzie, romantyczne zachody słońca i stwory z czekolady, czyli jestę artystom cz.2!

Witojcie!
Dziękuję za pozytywne komentarze pod ostatnim postem dotyczące zarówno moich rękodzieł jak i opowiadania, to jest shorta (chociaż liczyłam na więcej dłuższych...). W odpowiedzi na pytanie Lennyk- wydaje mi się, że short nie ma ustalonej liczby znaków. Nasze prace na obozie miały tylko taki limit (w wydawnictwach też są limity na ilość znaków i nie mówi się raczej, ile stron ma opowiadanie/powieść, tylko właśnie ile znaków, więc dla praktyki też tak mieliśmy;)). Ale short, zgodnie z nazwą, powinien być krótki i mieć ok. 3, 4 stron. Tak mi się wydaje, nie mam doświadczenia, więc ciężko mi powiedzieć;)

Zgodnie z tradycją, starą jak ten blog, na początku napiszę, co tam u mnie.
Niedawno wróciłam z domku letniskowego, w którym byłam cztery dni. Nic ciekawego tam nie robiłam, nie licząc nałogowego czytania, jedzenia i czasem spacerów po lesie. Relaksowałam się:D
Zrobiłam sobie dziarę. Teoretycznie na dwa tygodnie, w praktyce na tydzień, bo już prawie mojego tatuażu nie ma, tak szybko wyblakł. Szkoda, myślałem, że pochodzę z nim dłużej. Naprawdę mi się podobał- ozdobny, czarny napis "Carpe diem" ("Chwytaj dzień"- z łaciny). Może wstawię kiedyś zdjęcie, które szczęśliwie zdążyłam zrobić:)
Uczę się grać w bilard. To naprawdę świetna gra, trudna, ale sprawia mi przyjemność. Dopiero się uczę, więc wybitna nie jestem, ale może kiedyś będę grała niczym Paul Newman w filmach "Bilardzista" i "Kolor pieniędzy" (oglądałam ten drugi, grał w nim również Tom Cruise, a jego bohater również był niezwykle zdolnym bilardzistą)... kto wie, kto wie...
Umyłam ręce tym cytrynowym mydłem, które widzieliście w poprzednim poście! Spełnia świetnie funkcję prawdziwego mydełka, w dodatku pachnie przepięknie. I najlepsza jest świadomość, że zrobiłam to zupełnie sama!
Do końca sierpnia chyba będę siedziała w domu, ale myślę, że nie będę się nudzić. Ostatnio ciągle spotykam się ze znajomymi, to na starówce, to w domach, to na plaży... zawsze mogę też ciekawie spędzić czas w towarzystwie książki, laptopa, aparatu, telewizora, muzyki... zawsze coś się znajdzie;) Ale wakacje dobiegają końca, niestety...

Dziś, zgodnie z obietnicą, kolejne próbki mojej radosnej twórczości, tym razem fotograficznej.
To może tak na dobry początek trochę o tym moim fotografowaniu.
Już ponad rok temu odkryłam, że robienie zdjęć sprawia mi dużą przyjemność. Na początku robiłam zdjęcia oczywiście komórką, później domowym aparatem, który zbyt dobry nie był (gdy teraz patrzę na niektóre fotografie z niego to po prostu łapię się za głowę z przerażenia, bo jakość taka beznadziejna, że aż oczy bolą!), a następnie upragnioną lustrzanką, którą dostałam chyba w kwietniu, czy maju... już nawet nie pamiętam. Mam ją stosunkowo krótko, a czuję się, jakbym miała od zawsze. Mało tego, jakbym się urodziła z tym aparatem w rękach. Wiadomo, że z takim sprzętem wszędzie się nie pójdzie i pod tym względem stary aparat był na pewno wygodniejszy, bo mniejszy, lżejszy i nie taki cenny. Ale jestem zachwycona możliwościami, jakie daje mi mój ukochany aparacik. W ciągu ostatnich miesięcy ciągle się rozwijam fotograficznie. Najbardziej lubię robić zdjęcia portretowe i krajobrazowe. Fotografia makro aż tak mnie nie kręci, chociaż uważam, że jest ładna i próbuję czasem robić takie zdjęcia. W większości wychodzą niestety słabo, ale niektóre nie tak źle... co tu kryć, jestem amatorką, jeszcze do tej pory nie ogarniam spraw technicznych, nie znam wielu terminów, bywa, że zdjęcia nie wychodzą totalnie. Jednak stale próbuję. No i właśnie poniżej macie efekty tych prób.
Wybrałam (moim zdaniem) najlepsze zdjęcia z tych wakacji.
Jak zwykle proszę o szczerą opinię i- UWAGA! UWAGA!- gorąco uprasza się również o niepisanie komentarzy typu "Fajne zdjęcia". Chciałabym jednak przeczytać dłuższe wypowiedzi na temat moich zdjęć. No wiecie, może jakieś rady co do techniki, które Wam się najbardziej podobają, coś o własnym fotografowaniu... oczywiście wiadomo, że nie każdy to lubi i nie każdy się na tym zna, ale... no wiecie, o co chodzi. O jakąś bardziej rozbudowaną opinię. Będzie mi po prostu bardzo, bardzo miło:D
No dobrze, przejdźmy więc do fotografii. Raz, dwa, trzy... zaczynamy!


EDIT: Kiedyś były tu zdjęcia ludzi, ale uznałam publikowanie zdjęć bez zgody i wiedzy modeli za mało moralne, dlatego też je usunęłam. 





Po portretach z życia codziennego Gdańska, nadszedł czas na trochę inne zdjęcia. Jak widać powyżej, są to krajobrazy, zrobione podczas pobytu w Bukowinie Tatrzańskiej. Trzy czwarte tych fotografii to niezwykle piękne, efektowne i romantyczne zachody słońca. Ostatnie zdjęcie nie przeszło żadnych przeróbek. Ustawiłam tylko w aparacie opcję robienia czarno-białych fotek, reszta, ta mgła i to wszystko- sama natura. Fotografie takie trochę tajemnicze, mroczne...



Naprawdę ciężko fotografuje się ogień. Wiem, bo zrobiłam chyba z milion ujęć, zanim udało mi się osiągnąć w miarę zadowalający efekt. To zdjęcie jest niezbyt wyraźne, ale trochę o to chodziło. Żeby pokazać dzikość, nieprzewidywalność, ale też piękno płomieni. To białe to paląca się kartka- paliliśmy różne niepotrzebne dokumenty i inne papiery.

 

Tak, tak, dobrze widzicie- zdjęcie makro. Jedna z moich prób. To chyba najładniejsze zdjęcie tego typu, które zrobiłam. Ale to raczej zasługa uroczego kwiatka:)

 
Ta stokrotka wygląda tak krucho i niewinnie w moich paluchach... 

Słońce nieśmiało prześwitujące przez gałęzie modrzewia. 

 A tu jeszcze trochę mojego rękodzieła... odnalazłam figurki z czekolady, które robiłyśmy razem z Kają (alias "Kajaxem Szydercą") miesiąc temu. To znaczy zdjęcia figurek, te prawdziwe zostały już dawno pożarte. Zrobiłyśmy je z pomocą specjalnej masy czekoladowej firmy E-Wedel (o wdzięcznej nazwie "Czeko-lepki"). Otóż i te, które zrobiłam ja, figurki Kajaxa (trzeba przyznać, że o wiele staranniejsze od moich...) może ona wstawi na swoim blogu. W każdym razie, oto moje dzieła:

 
Zastanawiam się, czy to widać, więc napiszę: to bałwanek. Z tej perspektywy jego długiego nosa w postaci marchewki z ciemnej czekolady można nie zauważyć, więc dlatego piszę... w tle kawałki masy czekoladowej.


Tu moje krzywe, pełne odcisków palców, ale zrobione prawdziwie od serca, serduszko dla Kai. Tak słodko... i to dosłownie:)


Uuu, troszkę przydługi zrobił się ten post... zostaliście naprawdę zbombardowani!  Mam nadzieję jednak, że się nie nudziliście i że się podobało. Napiszcie koniecznie, co myślicie o moich zdjęciach oraz czekoladowych stworkach i serduszku, a także które fotki najbardziej Wam się podobały! 
Pozdrawiam cieplutko!
Pola


sobota, 2 sierpnia 2014

Pola company, jakże artystyczne torby oraz "Ostateczny krach systemu rady uczniowskiej" czyli jestę artystom!

Hey, hi, hello!
Na samym początku chciałabym odwołać się do poprzedniego posta. Dziękuję za tyle pozytywnych, sympatycznych komentarzy, to zawsze jest bardzo, bardzo miłe:) Dla zainteresowanych (a wiem, że znajdą się tacy)- obóz organizowała firma "Poszukiwacze przygód" (link). Gorąco polecam, jak już pewnie wiecie:D
Większość komentujących naprawdę zdziwiła się, że uważam dwudziestoosobową (mówiąc ściślej: osób było dwadzieścia trzy) grupę za dużą. Trochę źle się wyraziłam... bo o ile obozów tematycznych było mnóstwo, to były one raczej kameralne. Na kilku zdarzało się po pięciu uczestników... największa grupa to chyba ok. trzydziestoosobowa (ale w dużym zaokrągleniu). Więc na tym tle literacki wypada nieźle, prawda?

A teraz krótka przerwa na... reklamę! Tak, dokładnie. Otóż moja przyjaciółka, Kaja, znana teraz jako Kajax, założyła bloga (nieskromnie mówiąc, przy mojej skromnej pomocy;)). Wstawiła na razie jedną recenzję, blog dopiero się rozkręca, ale już jest fajnie, zapowiada się świetnie, bo recenzja bardzo dobrze napisana. Więc zapraszam gorąco, proszę wchodzić i komentować:D

Właśnie wróciłam z Bukowiny Tatrzańskiej. Byłam tam na kilkudniowym wyjeździe z rodzicami. Czy zdobywaliśmy szczyty? Nie, w ogóle nie chodziliśmy po górach. Po prostu ośrodek dawał nam tyle atrakcji, że nie potrzebowaliśmy. Spędzaliśmy większość czasu w basenach z wodą termalną. Było ich mnóstwo, a w nich masaże, wodospady, czasem strasznie gorąca woda, zjeżdżalnie... wypływałam się, wymasowałam i wygrzałam za wszystkie czasy! Poza tym uczyłam się grania w bilard, obżerałam pysznymi posiłkami w hotelu, ćwiczyłam na siłowni... naprawdę fajny wyjazd, takie byczenie się było mnie i rodzicom naprawdę potrzebne. Podczas wyjazdu porobiłam kilka dobrych ujęć krajobrazów, w tym niezwykle efektownych zachodów słońca.
W ogóle, wakacje to ostatnio dla mnie okazja do wyżycia twórczego na różne sposoby. Dużo fotografuję, piszę, rysuję po chodnikach z Kajaxem (może wstawię kiedyś zdjęcia naszych złotych myśli zrobionych na chodniku przed domkiem letniskowym moich dziadków, warto w sumie zobaczyć!) i... param się rękodziełem.
No dobra, dobra, to był żart (ha, ha, śmiech na sali, puste krzesła...). Wcale się nie param rękodziełem, miesiąc temu tylko pomalowałam dwie torby i zrobiłam dwa mydełka na festynie. Ale jestem z tego niezwykle dumna, nie ukrywam, bo w czynnościach manualnych zwykle leżę, a tu proszę, nie wyszło tak źle! Wklejam poniżej zdjęcia efektów, proszę patrzeć i podziwiać, drodzy państwo!
 Na początek- moje mydełka, moja duma po prostu! Wprawdzie to skomplikowane nie było (wymieszać składniki, poczekać aż zastygnie i gotowe...), ale mimo wszystko jestem szczęśliwa, że się udały! Mydło czerwone ma zapach czekolady, a żółte pomarańczy. Pachną przepięknie, szkoda, że nie możecie powąchać przez ekrany, ale chociaż sobie wyobraźcie...
I... tak, na pudełeczkach są naklejki z napisami "Pola company". Tak mnie naszło, żeby podpisać akurat w ten sposób. Mogłam przez chwilę poczuć się,  jak rasowy producent mydła:D

 Ręcznie pomalowana torba numer jeden. Chyba zielona... a może czerwona? W każdym razie któraś farba była na wykończeniu, ale udało się, szczęśliwie dokończyłam. Napis ("Life is like a book. Make yours a bestseller!") wzięłam z okładki jeszcze czystego, ładnego zeszytu z uroczym, różowym rowerem. No, tam było zamiast "book", "story", ale lekko to przekształciłam. A dokładniej przekształciła to wyżej wspomniana Kaja, która uznała, że "book" brzmi o wiele lepiej. No i chyba ma trochę racji.

Torba numer dwa. Tu już na stoisku z farbami zostało farb naprawdę niewiele, marne resztki tak naprawdę, więc wiele było paćkania, zanim udało mi się osiągnąć znośny efekt. Jednak znowu się powiodło! Hurrraaa!!! Zwłaszcza, że na tej torbie zwłaszcza mi zależało. Na środku widać wielki napis "60's", a dotyczy to oczywiście moich ulubionych lat sześćdziesiątych. Wokoło mamy ikony tego czasu (przynajmniej moim zdaniem ikony): czarnoskórego geniusza gitary Jimiego Hendrixa, lidera zespołu "The Doors" Jima Morrisona, Janis Joplin (pamiętacie pewnie tego posta;)), polską aktorkę i sex bombę Kalinę Jędrusik (jako, że jestem patriotką, Polka musiała być!), słynną Marylin Monroe, artystę Andy'ego Warhola (kojarzycie jego słynne grafiki, min. właśnie z Monroe i sławną puszką zupy pomidorowej?), Audrey Hepburn (też o niej pisałam- tutaj) i piękną, francuską aktorkę Brigitte Bardot.


A teraz czas na coś, co obiecałam w poprzednim poście- short (odpowiadając na pytanie Stasi- to po prostu krótkie opowiadanie o wydumanej, anglojęzycznej nazwie:)), który zajął trzecie miejsce na obozie. Dobra. Trzy, dwa, jeden... wklejam.
A nie, pardon, jeszcze nie wklejam. Jedna uwaga- wydaje mi się, że trochę za szybko pobiegłam do finiszu, ale miałam ograniczenie co do ilości znaków. I to tyle. Dobra. TERAZ wklejam. Życzę miłej lektury i proszę o komentarze co do mojego tekstu. Korzystałam trochę z moich doświadczeń z radą uczniów, chociaż mocno podkolorowałam rzeczywistość, a postacie są wymyślone. Okej, okej, teraz już naprawdę zamieszczam!


"Ostateczny krach systemu rady uczniowskiej"

Stanęłam przed drzwiami sali numer  dwadzieścia siedem. Tak, to tu miała odbyć się tzw. comiesięczna rada uczniów, czyli najgorsze zło świata. Nie wiedzieć czemu, na kartce przyczepionej do drzwi, przy napisie  o zgromadzeniu dorysowano krzywą, brzydką, ale szeroko uśmiechniętą gębę. Moja twarz, chociaż też niezbyt urodziwa, do wesołych nie należała. Westchnęłam ciężko. Sama się prosiłam. Trzeba było się nie zgłaszać na cholernego zastępcę gospodarza klasy…
Przez niemal cały rok szkolny udawało mi się z wdziękiem omijać tego typu zgromadzenia. Nie tym razem. Gospodarz klasowy złamał nogę i to na mnie spadł przykry obowiązek reprezentowania naszej grupy.
Otworzyłam gwałtownie drzwi, chcąc mieć to już za sobą,
Widok, który ujrzałam, po prostu mnie dobił.
W sali polonistycznej, trochę tylko większej od szafy, siedziało kilku osobników różnej płci, każdy sam w dwuosobowej ławce, w składzie następującym:
- dziewczyna ubrana na czarno, wpatrzona natchnionym wzrokiem w przestrzeń, z położoną ostentacyjnie na ławce książką „W otchłanie mroku”
- chłopak o wyglądzie typowej szkolnej gwiazdy, czyli w markowych ciuchach, rurkach bardziej obcisłych niż moje, z potwornie przylizaną fryzurą, miną typu „jestem boski” i komórką w dłoni
- dwóch niespecjalnie wyróżniających się przeciętniaków, jeden z miną wyraźnie tęskniącą za rozumem, a drugi  z twarzą kompletnie wyzutą z emocji.
Postanowiłam usiąść za przeciętniakiem numer dwa i właśnie w tym momencie do klasy wpadła opiekunka nieszczęsnej rady uczniów, pani Zygzuła (tak, to jej prawdziwe nazwisko), wypalając na wstępie:
- Czy jest ktoś, kogo nie ma?
Wywołało to kilka drwiących chichotów. Tylko przeciętniak numer jeden, siedzący po mojej lewej, wpatrywał się w nauczycielkę ogłupiałym wzrokiem.
- Zaczniemy od razu, bo jesteśmy spóźnieni - zaczęła Zygzuła, rzucając torbę na krzesło  i niemal od razu zaczynając zawzięcie gestykulować.
Zawsze wypluwała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, machając przy tym energicznie rękoma, przez co kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z gadającym wiatrakiem.
Znowu nostalgicznie westchnęłam, obserwując, jak nauczycielka nawija, tak szybko, że nic nie rozumiałam i po chwili zupełnie się wyłączyłam, podobnie jak cała reszta poza właścicielką książki o tym mrocznym tytule, która kiwała ciągle głową z miną wyrażającą absolutne zaangażowanie. Zaczynałam się naprawdę nudzić i nawet rozważałam pożyczenie od niej powieści o mroku i jego otchłaniach, bo nie wytrzymywałam.
Nagle belferka urwała i zapytała urażonym tonem:
- Słuchacie mnie?
Rozległy się potakujące pomruki. Uspokojona nauczycielka  mówiła dalej, by po chwili jednak ponownie przerwać i spojrzeć się prosto na przeciętniaka numer jeden.
- Ty! - prawie krzyknęła. –Zgadzasz się z tym, co mówiłam?
- Noo - mruknął zapytany inteligentnie.
- Na pewno?
- Noo.
Tym razem to pani Zygzuła westchnęła i przetoczyła wzrokiem po klasie, zastanawiając się pewnie, jak by tu niecnie zmusić nas do aktywności. W końcu dostała objawienia.
- Hmm… ma ktoś może jakieś, no nie wiem, pomysły, nie wiem, uwagi? - zdołałam to zrozumieć, z czego byłam naprawdę dumna.
Zapadła cisza.
- A może ty? - palec wskazujący kobiety pokazywał niewątpliwie moją osobę. – Jak masz na imię?
- Kamila - wydukałam, rozglądając się gorączkowo po klasie w poszukiwaniu ratunku. – Eee… nie mam pomysłów.
- Na pewno nie? - naciskała.
- Nie? - raczej zapytałam niż stwierdziłam.
- A może dyskoteka? Wi-fi dla uczniów? Akcja charytatywna? Więcej kółek?
- Wi-fi  w szkole? - zaryzykowałam.
- Wiem, że bardzo tego chcecie i prosicie o to od dawna - zaczęła z satysfakcją Zygzuła. – Ale to nie takie proste, uwierzcie. Wręcz niemożliwe, ze względów technicznych i finansowych, więc wybacz, ale tę prośbę odrzucam, przykro mi.
Zatkało mnie na moment. Czy to jest jakiś żart?
- Ale…- zaczęłam niepewnie. – To przecież był pani pomysł.
- Noo - mruknął przygłup w niebieskiej koszulce.
- Przecież ty go powiedziałaś - pani Zygzuła uniosła brwi.
Załamałam się.
Przeciętniak numer dwa podniósł rękę.
- Tak?! - wrzasnęła radośnie nauczycielka, która tak się ucieszyła, że aż się przeraziłam.
- Mogę pójść do toalety? - zapytał beznamiętnie chłopak.
Belferka wyraźnie oklapła i tak smutno, że aż zrobiło mi się jej żal, wydała pozwolenie. A gdy przeciętniak numer dwa wyszedł, zgłosiła się dziewczyna w czerni.
- Też do toalety? - zapytała zrezygnowanym głosem nauczycielka.
Zgłaszająca się chyba też jej pożałowała, bo nawet jeśli chciała udać się za potrzebą, to dzielnie zaproponowała jakąś wycieczkę. Zyguła widocznie się ucieszyła.
- Chcecie wycieczkę? - zapytała energicznie.
- Noo - odpowiedział zwyczajowo przygłup.
- Świetnie - zareagowała żywo. – Jest to raczej niemożliwe, ale i tak się zapytam.
Po chwili zaczęła coś mówić, o jakichś świetnych pomysłach, aktywnych uczniach, itd. Tak się tym podnieciła, że przestała na nas zwracać uwagę. Pozostało mi tylko obserwować z zadziwieniem niesamowity taniec jej rąk.
Nagle koleś w rurkach przerwał czynność polegającą na wpatrywaniu się w ekran komórki i podniósł dłoń.  Nawet pani Zygzuła wydawała się zaskoczona, ale pozwoliła mu mówić.
- Dłuższa przerwa obiadowa - zaproponował chłopak, takim tonem, jakby robił wielką łaskę.
- Macie tyle pomysłów! - zapiała radośnie nauczycielka. – Ale nie możemy tego zrobić, bo trzeba by było zmienić cały plan lekcji. Ktoś jeszcze?
Nagle rozległ się odgłos, na który wszyscy prawie że zerwali się z ławek.
Alarm przeciwpożarowy.
- Próbne ćwiczenia - westchnęła ze smutkiem belferka. - Musimy przerwać i ewakuować się. Ej, ty, poleć po tego chłopca, który jest w toalecie - wskazała na przygłupa, który odpowiedział swoim „noo” i powlókł się do wyjścia.
Czułam wręcz nieopisaną radość. Nareszcie! Nareszcie koniec tej komedii, tej męczarni!
Wtem usłyszałam słowa nauczycielki:
- … radę dokończymy oczywiście jutro, musimy jeszcze coś przedyskutować…
Chyba muszę złamać nogę. 


Nie mogę znaleźć żadnej ładnej grafiki do tego opowiadania... dziś w poście mało zdjęć, dużo tekstu. 
W następnej notce prawdopodobnie zaprezentuję kolejne próbki mojej radosnej twórczości, tym razem fotograficznej. Bo tego lata zrobiłam sporo fotek i niektóre opublikuję. 
Napiszcie koniecznie co sądzicie o moich rękodziełach i tekście. Czekam z niecierpliwością:D
Pozdrawiam ciepło!
Pola