sobota, 18 marca 2017

Rozmaitości #2: ,,Gdzie Wieczności głębie słone"

To przykre, kiedy patrzysz w kalendarz i widząc, że nie masz niczego trudnego w tym tygodniu, od razu wietrzysz podstęp.*



Jako że jedną z rzeczy z listy ,,Powody Dla Których Regularność Na TZB Spadła Ostatnio", czyli konkurs kuratoryjny z polskiego, już mam za sobą, mam małą chwilkę wolnego i przybywam dzisiaj z najbardziej wielowątkową, nielogiczną i chaotyczną serią na blogu.
Zapraszam na Rozmaitości!

Ostatni etap konkursu za mną, wciąż wiele rzeczy przede mną, ale cieszę się, że chociaż to już mam odfajkowane. W poprzednich Rozmaitościach wspominałam o złowrogo łypiącym z półki ,,Panu Wołodyjowskim" i mogę z dumą oznajmić, że skończyłam.  I mało tego - chyba w końcu przekonałam się do tego Sienkiewicza. Wciąż nie jest to mój ulubiony typ literatury, ale ku własnemu zdziwieniu odkryłam, że bawiłam się dobrze i od pewnego momentu bardzo się wciągnęłam. Chwilami brnęłam, trochę wymęczyłam, jednak ze zdumieniem uświadomiłam sobie, że wiele rzeczy mi się podobało. Doceniłam Sienkiewicza, wcześniej wzgardzonego przez traumatyczne ,,W pustyni i w puszczy". Szanuję. Wciąż nie moja literatura do końca, ale szanuję. 

Dopadł mnie ostatnio mały kryzys na tle bloga. Zaczęło się od tego, że kliknęłam coś, w co nie powinnam stanowczo klikać, mianowicie....
*muzyczka grozy*
Weszłam w stare posty.  
Brrr.
Uświadomiłam sobie boleśnie, że nie mogę pokazać wielu postów na tym blogu bez zażenowania. Dość mocno przybiło mnie, że jestem zadowolona tak naprawdę tylko z części wpisów. Zwłaszcza posty z dwóch pierwszych lat są chwilami wybitnie załamujące i w pierwszym rozpaczliwym odruchu chciałam je natychmiast rozgromić przyciskiem ,,usuń", jednak powstrzymałam się. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale nie byłam w stanie zlikwidować radosnej tfurczości młodszej mnie. Wydało mi się to nie fair w stosunku do tej Poli sprzed kilku wiosen. To miejsce pokazuje, jak w przeciągu czterech lat zmieniał, rozwijał się mój styl, sposób prowadzenia bloga i ja sama. Nie mam serca niszczyć połowy tego wszystkiego, nawet mimo gigantycznego zażenowania i cringe atracków, które towarzyszyły mi w trakcie czytania.
Jak coś, to spokojnie, te małe chwile podłamania nic nie znaczą, ja TZB nieodmiennie kocham, czasem trudną miłością, ale to miejsce zajmuje ogromną część mojego serduszka (kiedyś zrobię normalnie wykres, co tam jest w moim serduszku, bo dużo tam rzeczy). Czytałam sobie ostatnio komentarze i to zawsze dodaje mi ogromnej otuchy. Jesteście cudowni, ludzie, serio ♥ 

Od jakiegoś czasu marzy mi się, cichutko, nieśmiało założenie drugiego bloga, tylko z opowiadaniami, w sensie, tu byłyby te wszystkie posty tematyczne, a tam opowiadania, również te dłuższe, kilkuczęściowe. Nawet o tym wspominałam, dawno, dawno temu i gdzieś po głowie mi to cały czas krąży. Na razie miałabym za mało tekstów, żeby zacząć coś takiego, bo większość jest nieskończona i na etapie tworzenia, a pusty blog to smutny blog, więc na razie to dopiero bardzo dalekie, luźne przemyślenia, ale kiedyś, w przyszłości (pewnie odległej), może się uda, jednak bardzo możliwe, że skończy się na sferze marzeń i planów.

A'propos pisania, jakiś miesiąc temu zaczęłam tworzyć coś bez żadnych zobowiązań. Uświadomiłam sobie bowiem, że dawno nie tworzyłam niczego tak zupełnie dla siebie. Bo zawsze coś albo na konkurs, albo do projektu, albo na bloga, wszystko cudowne oczywiście, ale zrozumiałam, jak rzadko piszę coś zwyczajnie dla rozrywki, po prostu, ot tak. Dlatego też zaczęłam opowiadanie pisane bez żadnej presji i terminów. Tak po prostu. Dla zabawy, na boku. I o rany, jakie to było odświeżające. Obecnie ma trzydzieści pięć stron i stale się rozrasta. Trzydzieści pięć stron w miesiąc, aż samej trudno mi w to uwierzyć. Po prostu... pisałam. Bez presji, dla samej radości pisania. To było naprawdę odświeżające i potrzebne. Wciąż nad tym pracuję, zdecydowanie wolniej, niż wcześniej, ale pracuję i może nawet uda mi się skończyć. Na razie bawię się setnie.

Z ostatnich zachwytów, niedawno dorwałam tomik poezji Emily Dickinson, zainspirowana częściowo ,,Patersonem" Jima Jarmuscha, częściowo ,,Edgar Allan Poe's Murder Mystery Dinner Party" i po pierwszych kilku wierszach jestem absolutnie zauroczona. Zauroczona tym, jak kilkoma słowami można zaskoczyć, chwycić za serce, wywołać emocje, poruszyć, zmusić do refleksji o egzystencji, jak można przepięknie bawić się językiem i rytmem, pisać tak subtelnie i wyraziście jednocześnie. Mistrzowskie, serio.  I czapki z głów dla Stanisława Barańczaka, że tak świetnie to przetłumaczył. Delektuję się tymi wierszami, czytając jeden po kilka razy, próbując interpretować (co czasem jest dość trudne), więc idzie mi wolno, ale nie spieszę się i rozkoszuję lekturą. Na razie cudeńko.
I na koniec chciałam się podzielić jednym z tych cudeniek. To pierwszy w zbiorze ,,Drugie 100 wierszy" i jak do tej pory mój absolutnie ulubiony, wiersz ,,76" (zamiast tytułów są numery).
Nie wiem, co takiego ma w sobie, ale ściska mnie za serce, porusza i zapiera dech w piersiach za każdym razem, gdy go czytam.


Uniesienie - to wyprawa 
Duszy śródlądowej w stronę
Morza - poza domy - cyple
Gdzie Wieczności głębie słone -

Czyż żeglarz potrafi pojąć,
Jak nas, wśród gór wychowanych,
Jednym łykiem - pierwszą milą -
Upajają oceany?

(Exultation is the going
Of an inland soul to sea,
Past the houses - past the headlands-
Into deep Eternity

Bred as we, among the mountains,
Can the sailor understand
The divine intoxication 
Of the first league out of land?)

~Emily Dickinson
,,76"



Nie da się nie kochać Loru po prostu. ,,Keaton" odkąd wyszło, słucham w nieskończoność i nieodmiennie się zachwycam. 



* To był podstęp. *sprawdzian z historii śmieje się złowrogo*

Zdjęcie: kaboompics

niedziela, 5 marca 2017

Siła nawyku

Uwielbiam obserwować ludzi.
Naprawdę, momentami fascynują mnie ich zachowania. Lubię obserwować, zauważać sposób mówienia, poruszania się, zwyczaje, powiedzonka, nawyki. Lubię dostrzegać małe szczególiki, niuanse.
Dość szybko można odkryć, że większość, jeśli nie wszyscy, posiada jakiś, nazwijmy to, nawyk bądź tik - czy to jakiś gest, słowo, reakcje na stres; każdy ma swoje charakterystyczne zachowania i przyzwyczajenia, które czasem wykonuje tak mechanicznie, odruchowo, że nawet nie zdaje sobie z nich sprawy.

Po obserwowaniu innych ludzi, postanowiłam zmienić obiekt badań i przyjrzeć się samej sobie. W efekcie udało mi się wychwycić parę charakterystycznych, momentami dość zabawnych nawyków.
Szanowni państwo, oto lista typowych zachowań, po których można mnie poznać!





Dotykam włosów i szyi

Zwłaszcza objawia się to, kiedy czuję się zestresowana, zdenerwowana, stremowana, chociaż to nie jest reguła. Ale czasem łapię się na tym, że moja dłoń w jakiejś onieśmielającej sytuacji wędruje w górę.
Właściwie to ciekawe. Dotykam okolic szyi, jakby chcąc sprawdzić, czy jest na swoim miejscu. Jakiś pierwotny instynkt?
*Pola robi mądrą minę psychologa*
Ale ludzie, co tam szyja! Co ja wyprawiam z włosami!
Bawię się nimi non-stop i tutaj nie ma reguły - robię to nie tylko w sytuacjach stresujących, ale właściwie zawsze. Często ich dotykam, przekładam je, poprawiam, zbieram, przygładzam. Mam też taki, w sumie dość zabawny, odruch, że nakręcam sobie kosmyki na długopis, czasem wsadzając biedne narzędzie pisarskie we włosy. Bywa, że potem nie mogę go wyjąć, bo czuprynę na głowie mam imponująco gęstą i skłonną do plątania się.
Pamiętam, że raz z kimś rozmawiałam i właśnie odruchowo zaczęłam nawijać sobie pasma włosów na długopis, tworząc mini-kok z boku głowy. Mój interlokutor (kocham to słowo) na chwilę się zaciął. Kątem oka widziałam wyraz panicznej dezorientacji na jego twarzy, ale szybko i taktownie przeszedł do dalszej dyskusji.
No cóż.


Zaznaczam tekst

Och tak. 
Kiedy czytam coś na ekranie, na przykład komputera, mam dziwaczny nawyk zaznaczania tekstu. To jest, jednocześnie pogrążam się w lekturze i bezmyślnie zaznaczam kursorem fragmenty posta, artykułu, opowiadania, wstaw odpowiednie. 
...
Czemu? Czemu to robię?
Serio, mnie samą to zadziwia.
Chyba nie muszę mówić, że irytuje to wszystkich, którzy mają nieprzyjemność czytać jakiś tekst na ekranie razem ze mną, więc często muszę się wstrzymywać. Ale palec na myszce aż świerzbi...  


Noga na nogę

Ostatnio ktoś zwrócił mi uwagę, jak często siadam w ten sposób. Bardzo wygodna pozycja, serio, chyba moja ulubiona. Czasem jednak nastręcza pewnych trudności. 
Przykładowo, wczoraj byłam w teatrze. Siedziałam, jakżeby inaczej, z nogą na nodze. Jednak po pewnym czasie jedna mi zdrętwiała, więc chciałam je zamienić i... no cóż. W rzędzie nie było szczególnie dużo miejsca i musiałam trochę się nagimnastykować, żeby nie kopnąć siedzeń przede mną, co chyba i tak wiele nie dało. I tak zmieniałam pozycję parę razy, przekładając nogi, wyginając się, żeby nikogo nie kopnąć. Pełna kultura.
Fakt, że jestem wiercipiętą, to chyba temat na osobny post. W tym podpunkcie niech starczy, że zakładam nogę na nogę, jedna mi drętwieje, zmieniam nogi, znowu jedna drętwieje, znowu przekładam i tak w kółko, w kółko, w nieskończoność... *dramatyczny wielokropkek* .


Czyszczę okulary


Robię. To. Cały. Czas.
Chyba nauczyła mnie tego moja koleżanka, która kiedyś nie mogła uwierzyć, jak ktoś może funkcjonować z tak brudnymi okularami jak moje. I rzeczywiście wyrobiłam sobie nawyk regularnego pucowania szkieł, tylko ta regularność przerodziła się w małą obsesję.
Niektórzy nie mogli się nadziwić, jak w kinie, w momentach akcji, nagle zdejmowałam okulary i zaczynałam wycierać je swoją ściereczką. Jakieś pięć minut później znowu brałam je do ręki i czyściłam na nowo. Aż moja mama zapytała kiedyś z rozbawieniem, czy one brudzą mi się w trakcie oglądania.
Najwidoczniej tak!
Na tym etapie trudno mi wytrzymać tłuste, brudne okulary, bo dla mnie zwyczajnie psują widoczność. Dlatego też pucuję szkła dość, no dobra, bardzo często, żeby mieć jak najlepszą wizję.
Wyobrażacie sobie, jaki dramat przeżyłam, kiedy moja niezawodna szmatka zaginęła gdzieś w szkole i nigdy się nie odnalazła? 
Obecnie przerzuciłam się więc na jednorazowe, mokre chusteczki do okularów, ale wyczerpałam całe opakowanie i pożyczam, no dobra, może raczej biorę, od mojego taty. Muszę sobie kupić jakąś szmatkę, bo jak tu żyć? W sytuacji, w której nie mam już nic, pozostaje mi próba wyczyszczenia szkieł wszystkim, co się nawinie, łącznie ze skrawkiem spódnicy czy bluzki. Działa średnio, więc zwykle chowam w piórniku ze dwie chusteczki.
Och, moja biedna szmatko do okularów. Co ja bez ciebie zrobię?


Dziwnie trzymam długopis

Nie zliczę, ile razy słyszałam ,,Dziecko, jak ty trzymasz długopis?!".  
A jak trzymam długopis? Wszystkimi palcami, poza małym. Najwyżej wskazujący, trochę niżej kciuk i palec środkowy, najniżej serdeczny, mały radośnie odstaje. Jeśli ktoś nie potrafi sobie tego wyobrazić (wysoce prawdopodobne), poniżej prezentuję zdjęcie, wykonane telefonem, które przedstawia moją dłoń w trakcie pisania.
Ludzie często nie dowierzają, że w takiej pozycji może mi być wygodnie, no bo jak to, co to za dziwactwo. A jednak. To mój normalny sposób trzymania, zawsze piszę w ten sposób, od małego. Próbowano mnie kiedyś tego oduczyć jakąś dziadowską nakładką na pióro, ale tak trochę nie wyszło. Gdy usiłuję pisać w ten ,,normalny" sposób, długopis wydaje mi się taki niestabilny, chwiejny, więc za chwilę łapię go w resztę palców. Siła przyzwyczajenia. Taka pozycja wydaje mi się zwyczajnie wygodna i to mój mechaniczny, odruchowy sposób trzymania długopisu. 

 
Fotografia dokumentująca moje dziwne trzymanie długopisu. Proszę patrzeć i podziwiać. 


Identyfikujecie się z którymiś nawykami? A może sami macie jakieś charakterystyczne zachowania? 

***
Ogłoszenia parafialne
Tydzień temu post się nie pojawił i obawiam się, że do kwietnia trudno będzie z regularnością. Dlatego też ogłaszam, że moja aktywność spadnie. Konkurs, egzaminy, szkoła - dużo zwaliło mi się na głowę i trochę nie wyrabiam. Do tego pochłonął mnie pewien projekt literacki, plus muszę popracować nad Cyklem Słowiańskim, który strasznie się opóźnia. Jednak za miesiąc wracam i planuję napisać parę odcinków ,,sabinkowego uniwersum" z wyprzedzeniem, żebyście nie musieli tak strasznie długo czekać na kolejne części. Chciałabym, aby pojawiały się w niewielkich odstępach czasowych, ale muszę je wtedy zawczasu przygotować. Dlatego też jeśli przez jakiś czas mało będzie się pojawiało, to dlatego, żeby później było lepiej. Stąd też ogłaszam spadek regularności, może nawet krótką przerwę, ale niedługo wracam. Muszę po prostu trochę poogarniać życie.


Pierwsze zdjęcie: Magdeleine