poniedziałek, 29 września 2014

Rozwiązanie mini-konkursiku oraz miks zdjęć przenajróżniejszych

Hey, hi, hello!

No i proszę. Wbrew moim obawom, kilka osób spróbowało swoich sił w wyzwaniu! A wyzwanie było trudne, oj trudne... bo jak tu zinterpretować jakąś garstkę wylosowanych słów?... (ja też miałam z tym problem, przyznaję... w dodatku musiałam wymyślić interpretację w zaledwie kilka minut!)
Ale Wam się udało. I to niesamowicie udało.
Naprawdę byłam pod wrażeniem Waszych pomysłów! Inteligentne, nietypowe, szukaliście naprawdę głęboko, nie potraktowaliście tematu po łepkach... przeanalizowaliście każde słowo. Jesteście niesamowici. Pisałam już wiele razy, że Was uwielbiam. Ale teraz to mnie aż zatkało (a to się rzadko zdarza, znajomi to potwierdzą;)).
Zanim jednak przejdziemy do ogłoszenia zwycięzców, chciałabym przedstawić moją własną interpretację, która, muszę przyznać, jakaś taka niezbyt lotna jest w porównaniu z Waszymi, ech...
No dobrze. Najpierw przypomnijmy sobie moje ,,wybitne" haiku:

Wszędzie czerwone latają drzewa
ja wśród marmurów, dynamitów i farb
klik- królu, piecz

No tak... zinterpretowałam to jako opis upadku monarchii, a mówiąc ściślej- rewolucji komunistycznej. 
Ale od początku;) 
Wszędzie czerwone latają drzewa- dlaczego latają? Armia Czerwona niszczy wszystko, co napotka na swej drodze.Także drzewa. Możliwe też, że drzazgi zniszczonych, drewnianych domów fruwają w powietrzu. A czemu czerwone? Może od krwi ofiar. Ale pomyślałam sobie też, że barwa ta może odwoływać się właśnie do Armii Czerwonej.
Ja wśród marmurów, dynamitów i farb- chaos. Wokoło wybuchy, rozwalone budynki z marmuru (kolejne skojarzenie z komunistyczną Rosją- marmurowe budynki wyglądają bogato, królewsko. Radzieckie idee raczej niekoniecznie były za takim wyglądem, a przede wszystkim takim sposobem życia), rozlane farby. Ale czemu farby? Cóż, może to symbolizować ten cały chaos, ale ,,farba" w slangu może oznaczać po prostu ,,krew". Czyli jeszcze więcej ofiar...
Klik- królu, piecz- ,,klik"- odgłos odbezpieczanego pistoletu. Królu, już nie jesteś królem. Jesteś robotnikiem. Uczciwie pracuj w fabryce albo zakładzie pracy. Albo... w piekarni. Piecz dla innych chleb. I zawsze będziesz musiał piec go sam dla siebie.

Taką interpretację wymyśliłam ja. Co ciekawe, prawie nikt z Was nie poszedł tym tropem. Tylko jedna osoba otarła się trochę o komunizm (dowiecie się zaraz, kto!), ale i tak nie był to najważniejszy wątek w jej interpretacji.
No dobrze! Czas przejść do analizy Waszych interpretacji i ogłoszenia zwycięzców!
(jeeej!)
Większość z Was uznała, że haiku jest o tematyce wojennej. II Wojna Światowa, rebelia, pojawiło się nawet podejrzenie, że dotyczy to Głodowych Igrzysk z ,,Igrzysk śmierci" (to była interpretacja, Kolorowego Stworzonka;))! W sumie nic dziwnego. W końcu głównie takie odczucia budzi ten wiersz. Zdecydowanie nie można nazwać go pozytywnym, wesołym.
Wszystkie interpretacje bardzo mi się podobały, ale postanowiłam przyznać trzy zwycięskie miejsca. Interpretacje tych osób są bardzo oryginalne, świeże, inteligentne, ale także (i to również zaważyło) logicznie wyjaśnione. Dlatego też wygrały to wyzwanie;)
A więc tak...

III miejsce- Tutti!

(...) Kojarzy mi się ono [haiku,oczywiście;)- dopisek Poli] z II Wojną Światową (chyba przez to, że ostatnio czytałam Kamienie na Szaniec).
Wszędzie czerwone latają drzewa --> samoloty przypominają mi kształtem trochę uschnięte drzewa, a więc mowa tu oczywiście o samolotach niemieckich, ale dlaczego są czerwone? Może dlatego, że w świetle zachodzącego słońca samoloty przybierają czerwony odcień lub dlatego, że samolot spuszcza bombę, a bomba podpala wszystko, a ogień równa się kolor czerwony
ja wśród marmurów, dynamitu i farb --> marmur - może jesteś Polakiem ukrywającym w ruinach jakiegoś domu (ruiny=marmur); dynamit - wszystko wokół Ciebie wybucha (granaty i tym podobne rzeczy); farba - w Warszawie malowano na murach kotwicę czyli Znak Polski Walczącej (chyba tak to się pisze) i inne hasła dywersyjne
klik-królu, piecz --> król - Hitler/Niemcy?; klik - kilka mi się kojarzy z naciskaniem klawisz myszki, a więc z wykonywaniem rozkazu; a Hitler mógł jednym rozkazem zrównać jakiś budynek z ziemią; piecz - komory gazowe i tym podobne rzeczy w obozie koncentracyjnym lub bomby/bomby atomowe (tu chyba ludzie się palili żywcem).

Jedna z interpretacji ,,wojennych", która najbardziej do mnie przemówiła. Widać, że Tutti całkiem sporo wie o II Wojnie Światowej. Wszystko doskonale, logicznie wyjaśnione, zwłaszcza podobała mi się interpretacja pierwszego wersu. Mówiąc szczerze, nigdy bym nie skojarzyła samolotów z drzewami:) Ale jest to jak najbardziej sensowne i co tu kryć- bardzo kreatywne! Pomysł na te nieszczęsne farby, które większości (mi zresztą również;)) sprawiły najwięcej problemu, również świetny. Wszystko ze sobą się łączy. To tragiczna historia, w końcu cała II Wojna Światowa była jedną wielką tragedią. Możliwe, że podmiot liryczny zginął, spalił się żywcem...
Gratulacje, Tutti! Naprawdę dobra interpretacja:D

II miejsce- Bukowina!


Widzę kilka możliwości. Pierwsze skojarzenie nie świadczy chyba o mnie najlepiej...Pierwsze zdanie kojarzy mi się z narkomańską wizją, więc wnioskuję, że podmiot liryczny coś brał. No a miał akurat widok na drzewa, więc zobaczył owe drzewa ciut zmienione. Czemu latają? Bo on się właśnie rymnął na glebę, to mu latają przed oczami. Czemu czerwone? Kolor krwi, ale też miłości i władzy. W tym wypadku stawiam na miłość, tak, ten człowiek to nie jest zwykły narkoman tylko człowiek nieszczęśliwy z miłości. Marmur: rymnął się na glebę, zapewne na beton (czyli to miasto), może pod mostem? Hm, nawet znam takie miejsce w swoim mieście. Farba. W żargonie krew. Upadając, skaleczył się i leży we krwi, to też trochę tłumaczy czerwony kolor. Dynamit... To wszystko dzieje się w jego umyśl zaprzątniętym wizją śmierci. Ten człowiek chce umrzeć, więc dynamit jak najbardziej pasuje. On marzy o tym dynamicie. Klik. Dla mnie dźwięk otwieranej torby, takiego zatrzasku z plastiku jak czasami jest na torbach. Czemu królu i czemu piecz? Bo wyjmuje zapałki. Bez wchodzenia w szczegóły, zależnie od tego co chce jeszcze ćpać po coś te zapałki wyjmuje. Albo już w ogóle nie myśli logicznie i wyjmuje te zapałki żeby umoczyć je we krwi i patrzeć jak się palą i czuć ten swąd...
Kurcze, przerażająca wizja! To już wolę drugą, czyli wizję spiskowca. Niestety, też z zapałkami, one mi się narzucają...
Czerwone drzewa to przedstawiciele władzy, policja, w czerwonych mundurach, więc komuniści albo słudzy wyjątkowo krwawego władcy. Jak drzewa oplatające planetę Małego Księcia, policja chce zniszczyć planetę (dom, państwo) podmiotu lirycznego, który, ukrywając się za marmurowym posągiem władcy szykuje dynamit. Ma farbę, ponieważ wcześniej rysował na murach propagandowe znaki, a teraz planuje wysadzić ten pomnik króla. Klik, wyjmuje zapałki z tegoż plecaka z zapięciem co poprzednio, względnie pstryka zapalniczką i zapala dynamit. jego ostatnie słowa są życzeniem, by król smażył się w piekle. Potem oczywiście wylatuje w powietrze, bo nie ma kiedy uciec przed wybuchem. 

Obie interpretacje bardzo mi się podobają i chyba nie potrafię wybrać, która jest lepsza!
Pierwsza to zupełnie inne podejście do tematu, takie oryginalne i... bardzo szczere! I naprawdę logiczne. Pierwsze skojarzenie niezwykle trafne. Powstała nieco przerażająca historia, skupiająca się na doznaniach nieszczęśliwego podmiotu lirycznego , ale co tu kryć... jest  tak bardzo prawdziwa!Aż boję się, co ten człowiek po zażyciu tylu używek zrobi z zapałkami. Nie, inaczej. Co zrobi sobie z pomocą tych zapałek?!  Bukowino, czy masz pomysł na finał tego wszystkiego?
Druga wersja. Rebelia. Tutaj Bukowina lekko otarła się o komunizm, czyli moją interpretację, ale mimo wszystko poszła inną drogą. Tu również bardzo podoba mi się fajny, inteligentny pomysł, wyjaśnienie każdego słowa... no i ta puenta. Zabójcza po prostu. Dosłownie i w przenośni.
W obu interpretacjach pojawiają się torby (klik- jako odpinanie zapięcia torby/plecaka, również uważam, że świetny pomysł), no i zapałki. Coś je łączy, ale są tak odmienne...
Hmm, chyba jednak jestem za wersją numer jeden. To ona najbardziej podbiła moje serce;)

Ach, to ten moment... moment, w którym przedstawiam zwycięzcę...
Napięcie rośnie...

I miejsce...
...Bukwa!
otchlan-internetu.blogspot.com



Czerwone drzewa. Nie ulega wątpliwości, że chodzi o konkretne drzewo: dąb czerwony, gatunek inwazyjny, który zagraża naszej rodzimej faunie i florze (ciocia Wiki pozdrawia). Latają, czyli są, biegają, pojawiają się wszędzie. Ich znaczenie łączy się bezpośrednio z ostatnim wersem "klik-królu, piecz", jednak na razie przejdźmy do wersu drugiego, w którym ujawnia się podmiot liryczny, "ja".
Osoba mówiąca w wierszu znajduje się w potrzasku, w strasznej sytuacji. Między młotem a kowadłem - między marmurem a dynamitem. Marmur jest zimny i nieustępliwy. Dynamit prędko wybucha. Jednak co z farbą? O tym też zaraz, bo i tak najważniejszy jest wers ostatni.
"Klik". Nie chodzi tu o dźwięk. Chodzi o klikę (nieformalną grupę społeczną w tym przypadku dążącą do przejęcia władzy). "Klik-królu", czyli królu klik, przywódco kliki. Nie da się ukryć, że ma on złe zamiary. Stawia przed podmiotem lirycznym trudny wybór - czy "ja" wesprze klikę, czy pozostanie wierny swoim ideom sprzed jej panowania? Nie da się bowiem ukryć, że ci źli, których symbolizuje dąb czerwony (przypominam: "drzewo inwazyjne") są wszędzie i jest ich coraz więcej. A przynajmniej że "ja" już od dłuższego czasu przebywa w ich otoczeniu. Czy więc podmiot liryczny okaże się "marmurowy", czyli twardy, czy będzie dynamitem: zapali się do złego pomysłu, da się wciągnąć i zacznie siać zniszczenie. A co z farbami? Cóż, farbą powleka się powierzchnie, zamalowuje błędne pociągnięcia pędzlem albo zacieki na ścianach. Król kliki nie mówi szczerze o swoich zamiarach i metodach, pokrywa je farbą kłamstw, żeby podmiot uwierzył w słuszność celów kliki.
No i jaką decyzję podejmuje podmiot liryczny?
Staje się członkiem kliki. Przyjmuje jej poglądy, porzucając własne. Skąd to wiemy? Z ostatniego słowa haiku, "piecz". Prawdopodobnie chodzi tu o przypiekanie, dokładniej po prostu o ładniejszą, delikatniejszą formę zwykłego PODPALENIA - podpalenia lontu, by dynamit mógł wybuchnąć. Czemu forma jest delikatniejsza? Ano, jak mówiłam, farby. Wszystko jest niejasne, zakryte.
Jaki jest cel członków tajemniczej kliki siejącej postrach? Zły. To na pewno. Przejęcie władzy nad światem.
To smutny wiersz. O trudnej decyzji i błędzie. Ale kto wie? Może podmiot liryczny jeszcze go naprawi? 

Kiedy przeczytałam tę interpretację, dosłownie szczęka mi opadła i to z takim impetem, że prawie wbiła się w biurko.
Interpretacja Bukwy była zupełnie inna od pozostałych. Bardzo świeża, oryginalna. Pomysł moim zdaniem genialny i wyjątkowo inteligentny. Czerwony dąb jako drzewo inwazyjne, farby jako maskowanie czegoś, pokrywanie warstwą kłamstw... wszystko się jakoś łączyło, to była cała sieć skojarzeń, łącząca się w fascynującą i trochę przerażającą opowieść o wątku nieco psychologicznym. Tajemnicza klika, zabijanie, no i niewinny, biedny podmiot liryczny stojący przed trudnym wyborem oraz w końcu podejmujący taką, a nie inną decyzję- polegającą na przyłączeniu się do tej grupy... osobiście mam nadzieję, że naprawi swój błąd;)
Powiem Ci, Bukwo, że jestem pod wielkim wrażeniem, naprawdę. Mogę chyba tylko bić brawo (przerywa pisanie, aby zaklaskać).No po prostu brak mi słów. 


Oczywiście wszystkim bardzo dziękuję za to, że wzięli udział w wyzwaniu i gratuluję świetnych interpretacji! Aż mi wstyd, że nie przygotowałam żadnych specjalnych nagród, poza wymienieniem najlepszych i moją pochwałą... z drugiej strony jednak... przyznaję, nie mam żadnego pomysłu, co to mogłoby być... a może Wy macie jakieś pomysły? A może zdobywczyni pierwszego miejsca wie, co chciałaby wygrać?;) Piszcie koniecznie!

 Myślicie, że to koniec tego posta? Bardzo mi przykro, ale nie! Ponieważ ostatnio porobiłam trochę zdjęć, zarówno w domu, jak i na gdańskiej starówce, postanowiłam je wstawić. To znaczy, niektóre. Taki lajtowy elemencik. Mam nadzieję, że się spodobają i zachęcam do jakiegoś ich komentowania. Początkującej fotografce przyda się kilka rad;)
A więc...





 Mój kot po prawdzie nie był zbytnio zachwycony tą sesją, ale miałam akurat... tę... no... wenę twórczą i nie było zmiłuj. Szkoda tylko, że Leoś, jak to każdy kot w zasadzie, ruszał się i przez to zdjęcia nie powalają doskonałym kadrem, niestety... mam nadzieję jednak, że nie jest bardzo źle. 



Tutaj moje eksperymenty z aparatem. Pierwsze zdjęcie- jedna z kłujących roślinek na moim parapecie. Zdjęcie drugie- prawdziwa maska wenecka (podarunek od Kajaxa).



 



 Zdjęcia z gdańskiej starówki. Papuga należała do ,,warszawskiego kataryniarza", który miał swoje stanowisko na ulicy Długiej. Ptak ów wykonywał rozmaite wygibasy ku uciesze gawiedzi. W tym mnie, bo w końcu było coś do fotografowania! Po wielu ujęciach i nieudanych próbach, nareszcie udało mi się zrobić to zbliżenie. 
Ostatnie dwa zdjęcia to uwiecznienia nowo wybudowanej fontanny. I tak- na ostatnim znajduje się również moje zniekształcone, rozmazane odbicie z aparatem;)


Dziękuję za uwagę, et cetera, et cetera.
Czekam na Wasze komentarze:)
Pozdrawiam ciepło!
Pola

piątek, 19 września 2014

Mój post jest zbyt fajny, aby mieć tytuł

Witam, witam!

Rozkręca się ta szkoła, oj rozkręca, że hej. Prace domowe, kartkówki, odpytywania, widma sprawdzianów i prezentacji... na szczęście jakoś mi idzie, oceny wpadają dobre. Tylko wiadomo, że trochę nie chce się wkuwać tej całej wiedzy... mówię tu zwłaszcza o angielskim, bo na razie nie mamy podręczników, więc nauczycielka zawala nas kserówkami ze słówkami i gramatyką... za to już przez te trzy tygodnie nauczyłam się więcej niż przez dwa miesiące w podstawówce! Na ten przykład... wiem, jak są drewniaki i halka. Clogs i slip. O! I nie, nie wpisałam tego w Google Translate ani inny tłumacz. (Tylko sprawdziłam w zeszycie)  No. Nieważne. W każdym razie- z angielskiego uczymy się naprawdę dużo. Nie jest to jednak dla mnie jakaś tragedia, gdyż (ach, no czyż to słowo nie brzmi mądrze?:D) lubię naukę języków i chciałabym perfekcyjnie mówić po angielsku, a dzięki temu, że poznaję tak szczegółowe słówka, jestem na dobrej drodze, aby to osiągnąć! Może moje okulary są trochę zbyt różowe, ale nie przeszkadza mi to. Dobre nastawienie to podstawa!
Chociaż przyznaję, że czasem dobija mnie wkuwanie słówek. W dodatku muszę błagać rodziców, żeby mnie przepytali, bo są tak optymistyczni, że machają ręką i mówią: ,,Daj spokój, na pewno umiesz!". A może po prostu im się nie chce. Tak, to chyba to.



 
Dobrze, koniec o szkole... a nie, przepraszam, niezupełnie koniec. Przy okazji chciałabym też uprzedzić, że pewnie w najbliższych postach sporo o niej będzie. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was nudne. Po prostu nadal jestem na etapie odkrywania i ekscytowania się gimnazjum, a jak wiecie, uwielbiam moje przeżycia opisywać, prawda.
No. Ale przejdźmy do rzeczy. Otóż... w tym poście ogłaszam pierwszy...
(werble...)
pierwszy...
(werble...)
pierwszy...
(werble)
(werble po raz ostatni, bo czytelnicy chyba zaraz stąd wyjdą, znudzeni taką ich ilością)
Konkurs na ,,Takim zwyczajnym blogu"!
Juhuuuu!
No, właściwie to taki ,,konkurs nie konkurs". Bo nie jest na wielką pompę, nie ma nagród... to takie po prostu wyzwanie dla chętnych! Dla tych, którzy chcieliby trochę wysilić wyobraźnię i pokombinować. Nie wiem, czy w ogóle ktoś by chciał wziąć w tym udział. Może i nie... ale mimo wszystko zachęcam. Chociaż trochę pomyślcie i napiszcie. Nagród tak naprawdę nie ma. Chociaż... cóż najciekawszą interpretację zaraz-się-dowiecie-czego zaprezentuję w kolejnym poście i pochwalę. Można to chyba uznać za jakieś wyróżnienie?...
Ale czas wyjaśnić, o co chodzi w tym wyzwaniu (konkurs to chyba jednak za dużo powiedziane).
Więc taaak... gdy mieliśmy zastępstwo z inną polonistką na języku polskim, lekcja była trochę... inna. A dlaczego? Ponieważ pisaliśmy... haiku!
Do tej pory miałam tak naprawdę mgliste pojęcie o tym rodzaju poezji. No coś tam wiedziałam- że to tworzenie wyjątkowo krótkich, wyrażających jakieś emocje wierszy, które są kombinacją kilku słów i wszystko polega na tym, aby uchwycić coś dobrze w niewielkiej ilości wersów. Miałam też pojęcie o pochodzeniu haiku (Japonia). A tak poza tym, to kojarzyło mi się to tylko z marnymi wierszydłami Apolla z serii ,,Percy Jackson i bogowie olimpijscy" (fani Ricka Riordana na pewno wiedzą, o czym piszę;)). Dlatego też strasznie ucieszyłam się, gdy nauczycielka ogłosiła temat lekcji. Mogłam w końcu dowiedzieć się więcej o tym gatunku poezji i przy okazji spróbować w nim własnych sił! Zapowiadało się super.
I nie zawiodłam się.
Bo naprawdę ciekawie się te nasze haiku pisało. Polegało to na tym, że mieliśmy wybrane losowo słowa (różne części mowy) i oraz określony schemat. Każde słowo musiało mieć wyznaczone miejsce, nawet gdy zupełnie nie pasowało. Nie mogliśmy dodawać innych wyrazów niż te, które nam przypadły. Jedyne, co nam było wolno, to zmienienie formy niektórych słów. I to tyle. No i napisało się te haiku, a tu... trzeba wymyślić interpretację. I to sensowną!
Pewnie już się domyśliliście, na czym polega wyzwanie. Oczywiście na stworzeniu interpretacji do mojego zacnego haiku, który prezentuję poniżej. Ja sama wymyśliłam dosyć nietypową i to tak nietypową, że nauczycielce prawie szczęka opadła...ale ma sens! I to naprawdę ma. Jakiś. Całą historię dorobiłam...
W kolejnym poście opublikuję moją interpretację tego wiersza, a także najciekawsze z Waszych. Zachęcam do pisania swoich pomysłów, jestem ciekawa, czy coś wydobędziecie z tych trzech wersów! To może być przy okazji niezła zabawa:D
A oto i haiku:

Wszędzie czerwone latają drzewa
ja wśród marmurów, dynamitu i farb
klik-królu, piecz

Pewnie Wam trochę szczęka opadła, hm? No cóż... zadanie łatwe nie jest! Bo to pozornie nie ma sensu. Ale trzeba po prostu poszukać głębiej! 

 




 

Taak, to by było dziś na tyle. Napiszcie koniecznie, czy już się oswoiliście ze szkołą, znacie grę w biegańca, też Wam czasem odbija, co myślicie o haiku w ogóle... a może próbowaliście już swoich sił w tym gatunku? Kto wie, kto wie. Czekam na komentarze!
Pozdrawiam ciepło!
Pola