piątek, 8 marca 2013

Nasze chłopaki się postarały...

... na Dzień Kobiet. Pierwsze lekcje to były dwa polskie. Polonistka jest naszą wychowawczynią, więc "poświęciła" jedną lekcję na obchody tego jakże przecież ważnego dnia. Chłopacy zamknęli więc się w sali i coś tam przygotowywali.
W końcu wpuścili nas do klasy, stając w progu i śpiewając "Sto lat!". Na środku sali stał stół z przekąskami i napojami. Dostałyśmy też po czekoladzie z orzechami i tulipanie. Tylko my siedziałyśmy przy stole- chłopcy stwierdzili, że będą stali i naleją nam soków, podadzą jakieś ciasteczka. Czyli, jeśli można to tak nazwać, usługiwali nam:-) Jeden chłopak z naszej klasy jeszcze później nosił trzem moim koleżankom plecaki (bo one tak sobie zażyczyły). Ja wolałam trzymać plecak na własnym kręgosłupie. Owszem, był ciężki, ale dziwnie bym się czuła, gdyby  ktoś targał moje rzeczy.
Dostałyśmy jeszcze kwiaty "od szkoły" (chociaż wręczali nam je nasi klasowi koledzy, bukiety tulipanów zakupiła "szkolna władza"). Po lekcjach tata dał mi i mamie kwiaty, a ja jeszcze dostałam książkę. Różnego rodzaju literaturę moi rodzice często kupują mi nawet bez okazji- sami uwielbiają książki i córce nie poskąpią.

Aktualnie szukam jakiś letnich obozów. Niby tam jakieś oferty znalazłam, ale nie jestem pewna. Może ktoś mógłby mi polecić coś fajnego? Najlepiej, żeby to były obozy taneczne, literackie, bądź sportowe.
Moje opowiadanie jest w trakcie pisania. Jestem z niego dosyć zadowolona. Napiszę, wyślę, może potem wstawię. No dobra, kończę. Muszę jeszcze popisać w Wordzie.
Następny post będzie o pewnym rodzaju muzyki.
POLA

3 komentarze:

  1. U mnie chłopaki nic takiego nie przygotowali i szkoła też:(

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie nie ma mowy o prezentach od chłopaków ale dostałyśmy od wychowawcy:)Fajny blog naprawdę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ...i ostatecznie stanęło na KPP, z czego się niezmiernie cieszę :)
    Pozdrawiam, kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń