piątek, 31 stycznia 2014

1 urodziny bloga!!!

Hej!
Dzisiejszy post jest wyjątkowy. Dlaczego? Ano dlatego, że dziś mój blog obchodzi pierwsze urodziny!
 
Pierwszy post pojawił się 31 stycznia 2013 i miał tytuł "Początki są trudne" (klik).
Początkowo nie komentował nikt. Później pojawili się pierwsi czytelnicy.
Wprawdzie nigdy nie miałam kilkudziesięciu komentarzy, ale bywało, że pojawiało się ich całkiem sporo. Chociaż wiem, że niektóre blogi mają mnóstwo komentarzy, to ja mogę poszczycić się tym, że miałam i mam stałych czytelników:-)
Nikt z pierwszych komentatorów nie zostawia już śladów na tym blogu. Większość po prostu odeszła z blogosfery. Ale gdy tamci odchodzili, pojawiali się nowi.
Nie zmieniali się tylko czytelnicy. Wygląd bloga także przechodził przemiany. Ja też bardzo się zmieniłam. Zmieniał się mój styl pisania, tematyka postów. Przechodziłam załamania, nie miałam motywacji i bywało, że nie chciało mi się pisać. Jednak zawsze wracałam.
W tym urodzinowym poście chcę podziękować Wam, moim czytelnikom, za to, że jesteście. Za to, że wchodzicie na tego bloga, czytacie moje wypociny, pozostawiacie miłe komentarze. Większości z Was nie znam osobiście, ale czuję z Wami jakąś dziwną więź. Kiedy czytam o Waszych niepowodzeniach opisywanych na blogach, współczuję Wam. Cieszę się z Waszych sukcesów, czytam o Waszych pasjach. Po prostu Was lubię.  To dla Was staram się, aby każdy post dobrze wyszedł. I to dzięki Wam nadal prowadzę tego bloga.
Dlatego dziękuję. Po prostu dziękuję za to, że jesteście:-)
 
Dziś, jak widzicie, króciutko. Jest koniec miesiąca, więc powinnam zrobić hity stycznia, ale uznałam, że skoro są urodziny bloga, to posta można przełożyć na później.
Do zobaczenia!

wtorek, 28 stycznia 2014

Lucyna z Radomia, kapryśna pogoda, trochę historii i pokazy kung fu, czyli ferie 2014

Hej, Kochani!
W końcu zmotywowałam się i piszę tego posta. Z ferii wróciłam w sobotę wieczorem. Było świetnie! Wprawdzie tylko raz byłam na stoku (i wiele się nie nauczyłam- uczyć próbował mnie tata, który nie jeździł od 20 lat. Domyślacie się, że musieliśmy bardzo ciekawie wyglądać...), ale za to dużo zwiedzałam, pływałam w basenie, chodziłam... Poznałam też całkiem sporo ciekawych ludzi, a także jednego niezwykle przyjaznego kota o wdzięcznym imieniu Łajza. Narobiłam również mnóstwo zdjęć- bo aż 428 (!)
Ale zacznijmy od początku.
Podróż była strasznie długa (dlaczego jeszcze nie wymyślili teleportera?!!!) w dodatku prowadził nas nasz GPS, którego nazywamy Lucyną z Radomia (długa historia...), który uwielbia wszelkie małe miejscowości czy kręte, wiejskie drogi. Skąd wiem? Bo właśnie przez nie Lucyna nas prowadziła! Jednak jakimś cudem dojechaliśmy do miejscowości, w której był nasz hotel. Nazywa się ona Korbielów. Ciekawe skąd taka nazwa?
Nasz hotel był naprawdę bardzo ładny. Podawali nam bardzo dobre jedzenie (na obiadokolację- zawsze przystawka, zupa, danie główne i deser...), pokoje były ładne i wygodne. Żyć, nie umierać! W dodatku nieopodal jest stok, a w programie mamy przeróżniaste atrakcje. Ognisko, dyskoteka, wieczór chiński... W dodatku można było też posiedzieć w jacuzzi, saunie, basenie, pójść na zabiegi SPA, posiedzieć w
Oto i nasz piękny pokój. Wprawdzie panował w nim lekki bałagan, ale później się ogarnęliśmy.
 
Następnego dnia  (niedziela) okazało się, że... W ogóle nie ma śniegu. Null. Zero. Tylko pojedyncze plamki. Kiedy opowiadaliśmy o tym znajomym przez telefon, nie wierzyli. Wszyscy uznawali, że bez sensu wyjeżdżaliśmy. Pojechaliśmy aż w góry, gdzie wiosna, z Gdańska, gdzie minus piętnaście stopni. Ale wiecie co? Niezbyt przejęłam się brakiem śniegu. W okolicy było naprawdę pięknie. Moja przyjaciółka wraz ze swoją mamą i kolegą jej mamy pojechali aż na Słowację w poszukiwaniu śniegu. Ja zostałam z tatą i poszliśmy na dłuuugi spacer po Korbielowie. Miejscowość ta nie jest zbyt wielka, za to ciągnie się niczym długie pęto kiełbasy. Dlatego też żartowaliśmy, że nie przeszliśmy tej miejscowości wszerz, ale wzdłuż na pewno. Fajnie się spacerowało. Dookoła pustka, prawie zero samochodów, ludzi też niewiele. Myślę, że gdyby nie to, że przez moje buty obtarłam sobie stopy, zawędrowalibyśmy jeszcze dalej.
 
 Zielony lasek szumi...
Tak wyglądał stok w pobliżu hotelu...
Nie wiem, czy wiecie co to jest. Są to BAZIE, które dostrzegliśmy w czasie spaceru. Zupełnie, jakby był marzec czy kwiecień!
Przez cały Korbielów płynął urokliwy potok.
Po prostu MUSIAŁAM zrobić to zdjęcie. Ten smutny, chudy pies wśród małego wysypiska śmieci... Mnie to chwyta za serce.
Jedna z miliona wypożyczalni.
Wieczorem odbyło się spotkanie z bibułczarką. Zbyt czynnie nie brałam w tym udziału, ale i tak bardzo spodobały mi się kwiatki z bibuły, które robiła energiczna, starsza pani.
 Przepraszam, że fotka niewyraźna. Ale możecie zobaczyć, jaka to piękna, misterna robota.
W poniedziałek znowu nie jeździliśmy na nartach. Pojechaliśmy za to na Słowację, do aquaparku o wdzięcznej nazwie "Gino Paradise". Droga dla mnie nie była przyjemna (nie lubię długiej jazdy samochodem, w dodatku strułam się oscypkami- już chyba nigdy nie wezmę tych serków do ust...). Mimo to, w parku bawiłam się naprawdę super. Bardzo podobał mi się basen z pomarańczową (to za sprawą chyba... syjanu? coś w ten deseń) i gorącą wodą. Można było się zrelaksować i spokojnie pogadać, w dodatku było to niesamowite- w twarz Ci zimno, kapie deszcz, a reszta ciała zanurzona w gorącej wodzie (miała podobno 47 stopni). Tylko siedziałam tam zbyt długo i potem czułam się osłabiona (trzeba tam przebywać max. 20 minut, a wraz z tatą wygrzewaliśmy się w tym basenie chyba z 40...). Nie myślcie jednak, że tylko leniłam się w wodzie, która przypominała herbatę. Pływałam też, zjeżdżałam z krętej zjeżdżalni... Było naprawdę super.
  
Zdjęcie z internetu. Jeden z wielu basenów i zjeżdżalnia. To głównie tu przebywaliśmy.
   
Znowu zdjęcie z internetu. Tak wyglądał basen z pomarańczową wodą. To zdjęcie zostało zrobione latem. Zimą, gdy nie ma śniegu, ale jest pochmurno i pada deszcz, robi to większe wrażenie.

Nie zdążyliśmy na obiadokolację w hotelu, więc zjedliśmy w zajeździe "U Kuby". Grała tam rockowa muzyka, było pyszne jedzenie, a także dostaliśmy piwo za darmo (tata rozpoznał piosenki, które leciały i tak zaczął rozmowę z właścicielem. Kolejny dowód na to, że muzyka łączy ludzi;-)). To w tym miejscu właśnie spotkaliśmy czarną kotkę Łajzę, która była zresztą bardzo towarzyska.
  
Zdjęcie z internetu.

We wtorek  zrobiliśmy sobie dzień lenia. Krążyliśmy między trzema miejscami: kawiarnią, pokojem, a basenem. W ten dzień były również moje urodziny. Dostałam prezenty, tort i wiele miłych życzeń:-D
Oprócz tych książek dostałam jeszcze powieść "Szklany tron" (aktualnie ma ją przyjaciółka), szlafrok i czekoladę. Dwie książki z powyższego stosiku już przeczytałam;-)

W środę (wtedy spadł śnieg!) i piątek  pojechaliśmy na wycieczki do Krakowa i Żywca. Było tam świetnie, dużo się dowiedziałam, narobiłam też masę zdjęć. Jednak myślę, że chyba poświęcę tym dwóm miejscowościom więcej uwagi w następnych postach. Pytanie tylko brzmi, czy chcecie.
 Ach, jak te ośnieżone drzewa pięknie wyglądają... Ale osobiście chyba wolałam, gdy były zupełnie zielone.
Tu mamy Wawel, jedno z wielu zdjęć z Krakowa.

Przejdźmy więc do czwartku. W ten właśnie dzień pojechaliśmy na stok. Chyba z pół godziny wraz z tatą zapinaliśmy buty i narty. W pewnym momencie zaczęłam jechać, ale nie mogłam się zatrzymać. Dlatego w całym moim geniuszu postanowiłam po prostu się przewrócić. Wszystko ładnie, tylko potem nie mogłam wstać...
Tak mniej więcej wyglądała moja jazda na nartach. Po jakimś czasie wraz z tatą zrezygnowaliśmy. Uznaliśmy, że po prostu potrzebujemy instruktora, bo w ten sposób w życiu się nie nauczymy.
Wieczorem w hotelu odbył się Wieczór Chiński. Dowiedzieliśmy się sporo o samych Chinach, klasztorze Shao Lin, a także chińskich sztukach walki. Szkoda, że panu, który opowiadał, przeszkadzały dzieciaki (nazywane przeze mnie i moją przyjaciółkę Batmanami- długa historia), które owszem, słodkie były, ale rozpuszczone jak dziadowski bicz. Krzyczały, przeszkadzały, śmiały się... A te rzeczy były naprawdę ciekawe.
Później oglądaliśmy pokazy- tai chi z wachlarzami, a także kung fu. Wyglądało to niesamowicie i bardzo efektownie. Następnie dostaliśmy ryż z kurczakiem i pałeczki. Ciężko jest jeść jak Chińczycy. Trzeba też pamiętać, że nie wolno krzyżować pałeczek- oznacza to śmierć. Wiecie co? Chyba wolę nóż i widelec. Są (moim zdaniem) bardziej praktyczne.
Po Wieczorze Chińskim, mój tata, który trenuje tai chi i chin na, pokazywał nam parę chwytów. Wydawało nam się, że minęło pół godziny, ale okazało się, że ćwiczymy półtorej godziny (!). Musieliśmy więc kończyć.
A szkoda, bo było super.
 
Zdjęcie z internetu. Tai chi z wachlarzem.
Na dziś to chyba tyle. Mam nadzieję, że się nie nudziliście:)

Mam do Was pewną prośbę. Otóż założyłam zeszyt z wpisami od innych osób. Pomyślałam, że fajnie by było, gdybyście też napisali coś w rodzaju takiego wpisu do pamiętnika. Wydrukowałabym to i wkleiła do mojego zeszyciku. Oczywiście do niczego nie zmuszam, tylko zwyczajnie proszę. Byłoby mi bardzo miło:-)
Pozdrawiam,
Wasza Pola
 

czwartek, 16 stycznia 2014

Liebster Blogger Award

Witajcie!
Aż 2 osoby- Zuzza i Patka- nominowały mnie do Liebster Blogger Award. Bardzo mnie to cieszy:-D Dziś postaram się odpowiedzieć na ich pytania. To ostatni post przed moim wyjazdem. Napiszę za około tydzień, jak było;-)
No to zaczynamy!


PYTANIA PATKI
1.














4.Twoje ulubione zajęcie?
Czytanie książek i blogów, pisanie (bloga, opowiadań, rozdziałów na drugiego bloga, wierszy, artykułów do szkolnej gazetki), taniec, spotykanie się z koleżankami i kolegami, dyskutowanie z innymi, granie w piłkę nożną i bujanie w obłokach...


5.Twoje zainteresowania?
Tak naprawdę, to wszystko powyżej, plus jeszcze mitologia, kultury innych państw, muzyka, kino, języki...

6.Jakie jest Twoje (zrobione przez Ciebie) ulubione zdjęcie? Jeśli możesz wstaw je.
Oj... Mam mnóstwo ulubionych zdjęć... Większość jest z ludźmi, którzy raczej by nie chcieli, aby ich zdjęcia tu się znalazły. Po długich (minutowych) rozmyślaniach, postanowiłam dać fotkę, którą dobrze znacie...


7.Czy umiesz bardzo dobrze jakiś język obcy(chodzi mi o swobodne porozumiewanie się tak, żeby np. gdy jesteś za granicą w żaden sposób nie poznali, że jesteś zza granicy)? Jeśli tak, jaki?
Polski:-P Nie no, wiem, że nie o to przecież chodzi. Dosyć płynnie mówię po angielsku, ale raczej z akcentem, w dodatku często brakuje mi jakichś słów. Nie, chyba nie ma takiego języka obcego, w którym mówiłabym aż tak dobrze.

8. Z jakiego przedmiotu w szkole jesteś najlepsza?
Polskiego, angielskiego, historii.
9. Jakie jest Twoje wymarzone miejsce na wakacje( pomijając koszty rzecz jasna) ?
Ach, marzę o wycieczce przez stolice Europy... Wycieczka trwałaby bardzo długo, chciałabym mieć wystarczająco dużo czasu na poznanie każdego miasta. Marzę też o zjechaniu Ameryki Północnej. No i chciałabym wrócić do Włoch oraz Hiszpanii. Jest takich miejsc mnóstwo. 
10. Leciałaś kiedyś samolotem?
Jasne, wiele razy.
11. Masz lęk wysokości?
Nie, raczej nie, chociaż, gdy się np. wspinam na ściance wspinaczkowej, potrafię nagle go dostać. Ale nigdy nie odczuwałam lęku, gdy np. leciałam samolotem, czy znajdowałam się bardzo wysoko.
A teraz uwaga- NOMINUJĘ WSZYSTKICH CHĘTNYCH. Ci, którzy chcą odpowiedzieć na podane poniżej pytania, mogą czuć się przeze mnie nominowani:-)
A oto i te pytania:
1. Gdybyś mógł/mogła przenieść się w czasie, jakie czasy byś wybrał/a?
2. Czy dla Ciebie świat mógłby istnieć bez szkoły?
3. Masz do wyboru: pójść do restauracji z kuchnią azjatycką albo zjeść w swojskiej, polskiej knajpie. Co wybierasz? Dlaczego?
4. Wolisz rysować czy malować? Dlaczego?
5. Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie ze słowem "miłość"? (to może być obraz, kolejne słowo, wiersz, itd...)
6. Wolałbyś/ wolałabyś pójść na zajęcia kung-fu, czy raczej baletu? Dlaczego?
7. Jaki jest Twój znienawidzony książkowy bohater? Uzasadnij.
8. Czy kiedykolwiek byłeś/aś w kraju poza Europą? Jeśli tak, to jakim?
9. Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Twoim mieście? Uzasadnij.
10. Czy masz swoją ulubioną szkolną lekturę? Jeśli tak, to jaką?
11. Jakie są Twoje ulubione lody?

No dobrze. To teraz czas się pożegnać. Jak obiecałam, napiszę po wyjeździe. Wam, którzy też mają w tym okresie ferie, życzę też wspaniale spędzonego czasu;-)
Pozdro,
Wasza Pola

wtorek, 14 stycznia 2014

Przepraszam!

Hej, Kochani!
Wiem, wiem- nie pisałam całe dwa tygodnie. I długo nie zaglądałam na Wasze blogi. Wybaczcie:-( Cóż, po prostu ostatnio tyle się dzieje... I przyznam szczerze- nie miałam weny na posty i ogarnęło mnie straszne lenistwo... Jeszcze raz przepraszam.
Ale teraz już jestem. Przyznaję, że zmotywowały mnie dwie osoby- moja mama i przyjaciółka. Ta druga podsunęła mi zresztą sporo fajnych pomysłów na posty, z których na pewno skorzystam:-D
To pierwszy post w 2014 roku. Będzie nieco krótki i raczej bez jakiejś zniewalającej, arcyciekawej treści. Za to w następnym poście mam zamiar napisać coś naprawdę ciekawego.
 Sylwestra spędzałam wraz z koleżankami. Było świetnie! Wygłupiałyśmy się, kręciłyśmy filmiki, gadałyśmy, robiłyśmy pizzę... Oczywiście oglądałyśmy też fajerwerki, które uwielbiam. To tak niesamowicie wygląda, gdy na ciemnym niebie widać eksplodujące kolorami fajerwerki. Wprawdzie zawsze najwięcej jest dymu i smrodu, fajerwerki są też niebezpieczne, ale nie zmienia to faktu, że patrzeć na nie bardzo lubię.
 
Niestety, po świątecznej przerwie trzeba było wrócić do szkoły. Przyznam szczerze, że ciężko było mi się przestawić na szkolne tory. Ale na szczęście- już niedługo ferie! Przynajmniej dla kilku województw, w tym mojego. Jadę na narty (po raz drugi w moim życiu). Myślę, że będzie fajnie.
Bo muszę Wam szczerze przyznać, że ja raczej nie uprawiam sportów zimowych. Nawet na sankach dawno nie jeździłam (sama, dookoła pięciolatków- nie, jakoś mnie to nie bawi. Z kumplami to jednak coś innego, prawda?). Ale myślę, że to się zmieni. Mam ambitny plan nauczyć się chociaż nieźle jeździć na nartach. Trzymajcie za mnie kciuki.
 
A jak tam u mnie z pisaniem? Cóż, całkiem nieźle. Ostatnio skupiłam się na pisaniu rozdziałów na bloga o herosach (KLIK) i nadprogramowych opowiadań. Napisałam też kilka krótkich wierszyków, które może opublikuję.
Ostatnio (w piątek) byłam na rejonowym etapie konkursu kuratoryjnego z polskiego. Chociaż miał tylko 14 zadań, to był trudny. Tylko jedna osoba uznała, że był łatwy. Na pisanie mieliśmy półtorej godziny (strasznie dużo czasu!). Pierwszy etap (szkolny) był bardzo łatwy, więc w sumie logiczne, że ten zrobili trudniejszy. Większość zadań było z gramatyki:-/ Ciekawe, czy przejdę do wojewódzkiego. Fajnie by było (ciężkie westchnięcie).

Wiecie, że dziś jest Dzień Osób Nieśmiałych? A także Dzień Ukrytej Miłości. Nie jestem w nikim skrycie zakochana, ale czasem bywam nieśmiała. Jednak wydaje mi się, że przez ostatni rok stałam się pewniejsza siebie i odważniejsza. Chociaż czasem wstydzę się np. przeczytać mój tekst publicznie.
Ale wydaje mi się, że nieśmiałość często psuje ludziom życie. Dlaczego? Bo to właśnie z tego powodu wiele osób nie robi tego, na co ma ochotę, żyje w samotności i przeżywa psychiczne rozterki. Nie jestem panią psycholog, więc nie będę dawać Wam rad.
Za to pragnę złożyć życzenia wszystkim nieśmiałym osobom- żeby uwierzyły w siebie, zyskały pewność siebie i odwagę, żeby miały jak najwięcej przyjaciół i żeby mogły w końcu pokazać, jakie są świetne:-D A tym nieszczęśliwie zakochanym życzę także odwagi i jeśli nawet nie miłości, to chociaż przyjaźni albo "odkochania się" jeśli ta osoba nie jest warta uczucia. Jeżeli jednak jest, to życzę powodzenia w rozmowie z tym "kimś", niekoniecznie o swoich uczuciach- nawet takiej zwykłej, o pogodzie czy lekcjach. W końcu od takich niewinnych pogaduszek zwykle zaczynają się znajomości.
A jak jest u Was z nieśmiałością? Jesteście nieśmiali? A może skrycie kochacie kolegę/koleżankę ze szkoły, klasy, zajęć dodatkowych czy nawet wakacji? Piszcie koniecznie, jestem ciekawa;-)
 
Pozdrawiam,
Wasza Pola