poniedziałek, 17 lutego 2014

Dzień Kota, polonez i gdybym była...

Hej!
O-o, nie pisałam aż 11 dni. Nieładnie z mojej strony. Obiecałam sama sobie, że będę pisać częściej... I co? I klops!
Ale, jak widzicie, już jestem! Dziękuję za zagłosowanie w ankiecie. Wynika z niej, że najchętniej przeczytalibyście post o rzeczach które mnie denerwują i o moim pobycie w Krakowie. Obiecuję, że je wstawię, ale trochę to potrwa, bo posty te wymagają trochę pracy i mojej cierpliwości.

Wiecie, że dzisiaj jest Dzień Kota? I to w dodatku międzynarodowy! Mojemu kotu chyba z tego powodu nieco odbija, bo gdy wróciłam z basenu, latał po mieszkaniu jak wariat, a potem na przemian łasił się do mnie i mnie gryzł. Może tak się podniecił tym, że dziś jego dzień? Mimo to nie odpuściłam mu i nakrzyczałam na niego, bo postanowił zabawić się w panterę i rzucił mi się na nogę. Nie pozwala mi zapomnieć, że jego przodkiem był tygrys szablozębny.
Więc (zdania się od więc podobno nie zaczyna, ale i tak wszyscy łamią tą zasadę), jeśli macie kota, to... Hm, no właśnie, co? Kupcie mu nową zabawkę albo jego ulubioną karmę? Poświęćcie mu więcej czasu niż zwykle? Mocno uściskajcie? Złóżcie życzenia? A może macie własne pomysły na obchody Dnia Kota???
A oto zdjęcia mojego kota, Leona, którego już dobrze znacie:
 Mój kot chyba polubił tragedie greckie...
 Po co pić wodę z miski, skoro można z kranu?
Założyliśmy mu kiedyś gumkę z różyczką na szyję. Potem nie dawał jej sobie zdjąć...

***


"Jakaż jest najmilsza teza
W naszych win i kar nawale?
Tany, tany, bale, bale...
Więc zatańczmy poloneza."
Jan Lemański, "Polonez"

Dziś zaczęliśmy próby do poloneza, chociaż bal szóstoklasisty dopiero w czerwcu. Wuefiści, którzy wszystko organizują chyba bardzo się przejęli- walnęli nam na początku przemówienie, w którym wyrazili nadzieję, że potraktujemy to poważnie, a jeśli będziemy się źle zachowywać, to będą zmuszeni podjąć inne środki (tu się trochę przestraszyłam- inne, czyli jakie???). Uczniowie się raczej nie przejęli, ale na pytanie, czy potraktują to poważnie, wymruczeli "Taaaak". 
Jak na pierwszą próbę, wyszło nam naprawdę spoko, moim zdaniem. Wprawdzie równo nie było, jakoś wybitnie pięknie też nie, płyta się zacinała i brzmiało to jak jakiś remiks, a wtedy niektóre osoby wykrzykiwały jakże inteligentne hasła w stylu "Party haaard!" i "Imprezaaa!", ale nie myliliśmy się jakoś super często i było nawet do rytmu (oczywiście w miarę naszych możliwości). Mieliśmy też dużo śmiechu. Ja prawie ciągle miałam na twarzy "banana" i nie byłam w stanie go zdjąć:) Potem w głowie ciągle huczała mi muzyka z poloneza i kiedy chodziłam, to ledwo powstrzymywałam się przed tańczeniem tego tańca. Nawet gdy piszę te słowa, to w głowie słyszę to "ta ta da daaa, ta ta da daaa...". Ciekawe, czy do jutra mi przejdzie.
Tu polonez z "Pana Tadeusza". My tańczymy o wiele gorzej;)

 Znacie taką grę, w której zadaje się pytania typu "Gdybyś był owocem, jakim byś był?". Ja osobiście bardzo ją lubię. Można też urządzać zgadywanki- np. opisywać w ten sposób jakąś osobę, coś w stylu "Gdyby ta osoba była warzywem, byłaby marchewką". Inni muszą zgadywać, kogo masz na myśli. Zostało to też wykorzystane w książce "Gdybym była czekoladą" Katarzyny Majgier, którą zresztą bardzo polecam, bo jest świetna.  
Postanowiłam dziś właśnie napisać tego typu rzeczy. Możecie się dzięki temu sporo o mnie dowiedzieć, a także sami napisać w komentarzu, czym bylibyście, gdybyście nie byli ludźmi. No to zaczynamy! 
UWAGA- w odpowiedziach na te pytania nie kierujemy się swoimi upodobaniami, tylko bierzemy pod uwagę swój charakter.
Gdybym była czekoladą, byłabym taką mleczną, z nadzieniem owocowym.
Gdybym była ubraniem, byłabym T-shirtem z jakimś oryginalnym, ciekawym i mądrym napisem/kolorową, zwiewną spódnicą/ wytartymi dżinsami.
Gdybym była kolorem, byłabym pomarańczowym/zielonym.
Gdybym była sklepem, byłabym sklepem z różnymi drobiazgami, duperelkami- biżuterią, ciuchami, ozdobami, oryginalnymi przedmiotami.
Gdybym była meblem, byłabym regałem na książki/sofą.
Gdybym była deserem lodowym, byłabym ogromnym pucharem lodowym z wieloma rodzajami lodów (ale w większości byłyby to takie owocowe, świeże), z owocami, bitą śmietaną, wieloma posypkami i polewami- łączyłby w sobie wiele elementów, jak ja łącze cechy.
Gdybym była kwiatem, byłabym tulipanem albo stokrotką.
Gdybym była częścią ciała, byłabym mózgiem albo sercem.
Gdybym była samochodem, byłabym starym, kolorowym autem z dobrym silnikiem.
Gdybym  była piosenką, byłabym taką wesołą, rytmiczną, z niebanalnym tekstem i melodią.

Zachęcam Was do odpowiedzenia na te pytania! Albo w komentarzu, albo na blogu, jak wolicie. 
No dobra, muszę kończyć, bo jeszcze mam przyrodę na nauczenia się. 
Do zobaczenia  napisania!
P.

czwartek, 6 lutego 2014

Okładki dookoła świata- "Percy Jackson i bogowie olimpijscy"

Hej!
Może zdziwi Was pora, o której piszę tego posta- przecież powinnam być w szkole. Ale wczoraj dostałam gorączki, bólu gardła i głowy. Dziś czuję się niby lepiej (wreszcie gorączka spadła), ale doszedł katar no i nie czuję się najlepiej.
Dodałam ankietę na bloga (po prawej), ponieważ mam mnóstwo pomysłów na posty, ale nie wiem, które wybrać. Dlatego postanowiłam przedstawić Wam moje propozycje i pozwolić Wam wybrać:-D
Dziś postanowiłam (jak wskazuje tytuł) pokazać Wam okładki książek o Percym Jacksonie z różnych stron świata. Niektóre są piękne, inne ohydne. Jedne przykuwają uwagę, inne zdecydowanie nie. Trochę poanalizuję, trochę pokrytykuję. No to co? Zaczynamy!
Stany Zjednoczone
 
Tak wyglądało pierwsze wydanie "Złodzieja pioruna" w Stanach. Nie wygląda zbyt imponująco, prawda? Cóż, początkowo książka ta prawie w ogóle nie była popularna. Może to właśnie dlatego potem zmieniono okładkę? W końcu niby książki nie ocenia się po okładce, ale i tak większość ludzi tak robi. Dobrze, że potem wyszło kolejne wydanie:
  
Tak, tą okładkę znamy doskonale, ponieważ w Polsce też taką mamy. I w sumie dobrze... Ponieważ niektóre pomysły innych państw mrożą krew w żyłach...

Niemcy
Nasi sąsiedzi postanowili wymyślić własną wersję okładki "Złodzieja pioruna". I chyba nie był yo dobry pomysł. Pierwsze wydanie wygląda bowiem tak:
 

 Gdy to zobaczyłam, prawie jęknęłam z rozpaczy. Co za masakra! Nie chcę krytykować Niemców, czy coś, ale mogli się bardziej postarać... Na spotkaniu z czytelnikami, gdy Rick pokazywał tą okładkę, podchodził do tego z dystansem i poczuciem humoru. Nie jestem pewna, czy ja bym tak potrafiła, gdyby to moja książka miała mieć taką okładkę...
Na szczęście Niemcy później zmienili wygląd tej serii. Kolejne wydania pierwszej części wyglądają tak:
http://4.bp.blogspot.com/-aAqRvaBadCg/TmBp8dBWWNI/AAAAAAAABVw/vmHg0Odnsjw/s1600/LT_German.jpg 
Ta okładka akurat bardzo mi się spodobała. Rick Riordan też ją zresztą pochwalił (jak to on powiedział? Not bad, not bad.). Ta jest nieco mroczna i intrygująca. Tylko czemu Percy stoi z rozstawionymi rękami i nogami, jak żaba? Takie było moje pierwsze skojarzenie, gdy na niego spojrzałam. Nie może stać normalnie?.
 http://1.bp.blogspot.com/-FsTZab_8Xgw/TmBp9KRJjBI/AAAAAAAABV4/sbseyZgkxlw/s1600/LT_German4.jpg  
Hm, ta podoba mi się o wiele, wiele mniej. Percy, Annabeth i Grover przed jakimś okiem. No i w dodatku widać jakieś dziwaczne symbole. Niezbyt mi to pasuje do fabuły książki. W dodatku widać, że zbyt wiele kasy nie dali na tą okładkę.
http://1.bp.blogspot.com/-gCh3abrdyJM/TmBp9Jkls5I/AAAAAAAABV8/cTnKEw3lHok/s1600/LT_GermanHardover.jpg
Ta okładka występowała także w UK. Jak dla mnie nie jest taka zła, tylko, że Percy wygląda jak dwudziestolatek (a w "Złodzieju pioruna" ma 12 lat...). Jednak podobają mi się te wzburzone fale i miecz w ręku chłopaka- wyglądają naprawdę dobrze.
Rosja
 http://4.bp.blogspot.com/-2ueCT6aniTY/TuehQM-NfWI/AAAAAAAACUU/5CUDKPturjM/s1600/176534.gif 
Oto i rosyjska okładka. Jak dla mnie jest... No,  niezbyt dobra. Postacie wyglądają nienaturalnie, jak dziewięcioletnie dzieciaki, w dodatku... Rany, w co oni są poubierani?! Dlaczego Percy ma jakąś chustę w pasie? Czemu Annabeth (to chyba ona) ma na sobie jakiś różowy szlafroko- płaszczyk?! Niezbyt podoba mi się to wydanie. Jest... Po prostu kiepskie. 

Wielka Brytania
http://4.bp.blogspot.com/-8shw9sMWMqY/TmBrW5T41jI/AAAAAAAABWw/CL1ErEDKBqw/s1600/LT_UK.jpg 
Okej, już chyba wolę rosyjską okładkę. To też mi się nie podoba (ależ jestem wybredna!). Wygląda... Po prostu brzydko. Ale jeszcze gorsze jest wydanie "Klątwy tytana":
 
To już jest chyba jakaś kpina. Ubrany w podkoszulek i bojówki szkieletor na tle Nowego Jorku i koła, jak z jakiejś loterii. Ach, no i tryska na niego keczup. Nie no, brawo. Po prostu super! Jak mogli zrobić coś takiego?!!! Potem na szczęście się poprawili:
  
O wiele lepiej, nieprawdaż?
 
Znowu "Złodziej pioruna". Znowu to dziwne koło, jak na loterii. A w środku latający trampek, który akurat nie odegrał najważniejszej roli w tej książce. Taak... Mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa mogli jednak pozostać przy oryginalnej okładce.

 Włochy
 
Dobra, tu nie jest źle, bo jest Percy Jackson z filmu. Ale okładka "Morza potworów"...
  
Dobra, niby to wydanie nie jest takie złe. Na pierwszy rzut oka. Ale krajobraz wygląda nienaturalnie,a Percy... No właśnie, Percy jest blondynem, trzyma w ręku wielki trójząb (owszem, jego ojcem jest Posejdon, ale Percy nigdy nie używał takiej broni), w dodatku ma taką minę, jakby chciał powiedzieć "Ale jestem boski. Spójrzcie na moją klatę! Taki gościu jak ja uratuje świat jedząc hot doga!". Takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Gapi się w dal, takim niby twardym spojrzeniem superbohatera. Taaa...
Na włoskich okładkach kolejnych części ciągle pojawia się ten koleś, zawsze w bluzie z kapturem.

Indonezja
 http://1.bp.blogspot.com/-968BvrHqf9w/TmBp9R0TYhI/AAAAAAAABWA/8YgYsbMSIyk/s1600/LT_Indonesian.jpg 
Indonezyjska okładka jest... Dziwna. Percy stoi w jakiejś greckiej świątyni, na rozstawionych nogach, bez żadnej broni, jakby chciał powiedzieć do potwora w wejściu: "Chodź, zjedz mnie". A może wydawcy uznali, że syn Posejdona to taki siłacz, że pokona erynię jednym ciosem? Pomylili się. 
W dodatku jak dla mnie okładka jest po prostu źle zrobiona, wygląda nieestetycznie.
 
Dobra, jeśli ta rozmazana, potężna postać z ogromnymi barami, ubrana w pomarańczową bluzę w wodzie to Percy, to ja jestem królową Kleopatrą. Ta okładka jest chyba jeszcze gorsza, niż poprzednia. Wszystko jest takie niewyraźne i po prostu nie wygląda dobrze.

Holandia
 http://2.bp.blogspot.com/-W_NL8irtO4A/TmBn4U_EJ-I/AAAAAAAABVU/GpL1JY7OXT0/s1600/LT_Dutch.jpg 
Ta okładka wygląda całkiem spoko. Tylko czemu Percy stanął w takim miejscu, gdzie może spaść i się zabić, w dodatku ma szalik i wykałaczkę (to chyba miał być miecz, tak?) w dłoni? Jednak widok na Nowy Jork wygląda naprawdę fajnie. Ach, jest też pegaz, jakże by inaczej. Też dobrze wyszedł, jak dla mnie.

Korea
  
 
To koreańskie okładki "Złodzieja pioruna" i "Morza potworów". Niestety, też nie wyszły zbyt dobrze. Wręcz koszmarnie. W obu na dole okładki są jakieś dziwne rzeczy- jakieś szkieletony, jaskinie, glony, wielka, niebieska ręka Minotaura... Są po prostu dziwne.

Japonia
 
Ahaaa... No dobra, to już jest masakra. Szczyt masakry. Całość wygląda wręcz komicznie. Percy (to chyba on, poznaję po mieczu) ma jakąś dziwną głowę, sylwetki wyglądają okropnie, całość to tandeta. Niestety. Nie mam nic więcej do dodania.

Jest jeszcze wiele innych okładek z różnych miejsc na świecie. Niektóre są ładne, inne brzydkie. Wiem, że prawie wszystkich się czepiałam. Po prostu wydaje mi się, że tak naprawdę to ta oryginalna, ta, którą mamy w Polsce jest najlepsza. Niektóre wydają się wręcz komiczne i straszne.
A która najbardziej Wam przypadła do gustu? 
Pozdrawiam,
Pola
PS: A tak w ogóle- ten post jest wyjątkowo, bo SETNY. Jestem dumna, że opublikowałam już tyle wpisów! Mam nadzieję, ze będę miała siłę i motywację, aby napisać jeszcze więcej postów!

poniedziałek, 3 lutego 2014

Hity stycznia 2014

Witajcie moi kochani, niezastąpieni czytelnicy!
Oczywiście dziękuję za ostatnie komentarze pod postem o 1 urodzinkach bloga. Bardzo mi było miło, gdy je czytałam. Aż mi się cieplej na serduszku zrobiło!
Dziś był pierwszy dzień w szkole po feriach. Mimo to było... Fajnie. Prawie przez cały dzień miałam głupawkę.  Zresztą dziewczyny też. Fajnie by było, gdyby utrzymało się to do końca roku szkolnego.
Ach i jeszcze jedna miła wiadomość- dostałam się do wojewódzkiego etapu konkursu kuratoryjnego z polaka! (jako jedyna z całej szkoły zresztą). Pewnie domyślacie się, że bardzo się cieszę:)
No dobra, ale przejdźmy do głównego tematu posta, czyli hitów stycznia 2014. No to co? Zaczynamy!
KSIĄŻKI
W styczniu przeczytałam łącznie 8 książek (brawa). Chociaż nie wszystkie były jakieś powalające, to nie żałuję, że którąkolwiek przeczytałam. Wszystkie były wyjątkowe i nietuzinkowe. W hitach znalazły się 4 książki.
 
Tą książkę większość ludzi chyba zna. Czytałam ją już wiele razy. Była jedną z pozycji na konkurs kuratoryjny z polskiego. Wybrałam właśnie "Baśnobór", ponieważ bardzo lubię tą powieść i często do niej wracam.
Książka opowiada o rodzeństwie- Kendrze i Secie- którzy jadą na lato do dziadka. Ten ostatni wita ich serią zakazów, z których najważniejszy brzmi: "Nie wchodzić do lasu"! Oczywiście dzieci łamią ten zakaz. Okazuje się, że dziadek prowadzi rezerwat, w którym mieszkają różne magiczne zwierzęta, takie jak wróżki, satyry, wiedźmy, centaury, olbrzymy, trolle i inne...  Jednak radość odkryciem zaczarowanego świata nie trwa długo. Seth popełnia pewien poważny błąd. Cały rezerwat jest w niebezpieczeństwie...
Książka zachwyca niezwykłymi pomysłami, barwnymi opisami, interesującymi postaciami. Chociaż akcja zbyt wolno się rozwija, to dzięki temu możemy dobrze poznać bohaterów i magiczne istoty. Gorąco polecam!!!
 
Akcja "Więźnia..." toczy się w przyszłości. Jednak w tych nowych czasach ludzie żyją jak w siedemnastym wieku. Światem sterują komputery, a technika jest zakazana.
 Ludzie stworzyli niezwykłe więzienie- Incarceron. Jest ono zamknięte od wieków i tak wielkie, że mieszczą się tam miasta, rzeki... Samo więzienie żyje. Garstka więźniów (w tym Finn, główny bohater) chce uciec, korzystając z pomocy Claudii- dziewczyny z Zewnątrz, skazanej na aranżowane małżeństwo. Kontaktują się z pomocą tajemniczych kluczy. Czy Finnowi i jego towarzyszom uda się uciec? I czym tak naprawdę jest Incarceron?
Jaka jest ta książka? Na pewno oryginalna. Pomysł jest niezwykły, bardzo ciekawy i oryginalny. Powieść nie przestaje zaskakiwać, każe czytać do ostatniej strony, aby czytelnik dowiedział się wszystkiego. Bohaterowie też są niezwykli. Ja osobiście najbardziej polubiłam Claudię. Finn wydawał mi się taki... Nijaki. Wartka akcja, jednocześnie barwne, niezbyt długie opisy, oryginalne pomysły, ciekawy styl... Naprawdę, to świetna książka. Bardzo polecam. Czasem można pogubić się w nieco skomplikowanej fabule, ale to tylko jedna wada.  Podobno mają zrobić ekranizację tej powieści, a w rolę Finna ma się wcielić Taylor Lautner.
 
Artemizja Fitz Willoughby (znana jednak szerzej jako kapitan Art Blastside) to córka nadętego lorda i słynnej piratki Molly Faith. Dziewczyna, odzyskując utracone wspomnienia o matce, ucieka ze szkoły dla panienek z dobrego domu i pragnie znowu zebrać załogę Molly, aby wyruszyć w morze. Nie będzie to jednak łatwe- piraci zajmują się sprzedażą kawy i ani im się śni rabować inne statki. Jednak dla Art nie ma rzeczy niemożliwych! Sami się o tym przekonajcie.
Wszystkie książki, które stały się moimi hitami tego miesiąca, charakteryzuje to, że mają twarde, nietypowe główne bohaterki. Art też taka jest. Chociaż to prawdziwa piratka, świetna w szermierce i nigdy nie chybi, gdy strzela z pistoletu, to nigdy nie zabija. Chociaż zawsze jest uprzejma, to jednak ma nieco cięty język. W dodatku myślę, że to odważna, nieco szalona, ale sprytna i inteligentna dziewczyna. Nie jest też idealna- bywa nierozsądna. Czyli to nie kryształowa postać.
Wszyscy bohaterowie zresztą są cudowni! Bosko opisani i niepapierowi. Akcja jest wartka, ale spotkamy też opisy. Tematyka jest bardzo nietypowa- to jedna z niewielu (a może aktualnie jedyna) powieść dla młodzieży o piratach. Autorka jednak świetnie radzi sobie z tematem. Chociaż niektóre rzeczy są nieco dziecinne (ale kurczę, to w końcu książka dla dzieci i młodzieży, prawda?) to można naprawdę przyjemnie przy niej spędzić czas, nieźle się pośmiać i przeżyć niesamowitą przygodę! Polecam!!!
  
Książka "Eksperyment anioł" (1 tom serii "Maximum Ride") opowiada o przygodach czternastolatki Max i jej rodzinie, czyli piątce dzieciaków, kompletnie z nią niespokrewnionych. Noszą oni następujące imiona (a raczej przezwiska): Kieł, Iggy, Kuks, Gazownik i Angela. Zostali stworzeni przez niezbyt normalnych psychicznie naukowców, którzy więzili ich w dość upiornym miejscu zwanym "Szkołą", w którym nastolatki były przetrzymywane w klatkach i poddawane bolesnym, strasznym eksperymentom. Na szczęście udało im się uciec. Jednak nie mogą być do końca bezpieczni. Nikt nie wie o ich istnieniu. Wszczepiono im ptasie DNA, więc mają skrzydła i nadludzkie zdolności. Polują na nich Likwidatorzy- także mutanci, pół ludzie, pół wilki. Gdy najmłodsza ze Stada (tak siebie nazywają), sześcioletnia Angela, zostaje przez nich porwana, reszta rusza na ratunek. Czy uda im się ocalić dziewczynkę, zanim będzie za późno? Co odkryją, czego się dowiedzą? I w jakim celu zostali stworzeni?...
Początkowo, czytając tą książkę, czułam się, jakbym weszła na jakiegoś średniej jakości bloga. Prawie zero opisów, w ogóle nie ma powiedziane, jak wygląda otoczenie, króciutkie rozdziały, powtórzenia (nie zawsze, ale często), powtarzanie faktów (np. Max 2 razy opisywała swoje skrzydła, jakby autor zapomniał, że już o nich napisał). Ale jednak powieść "Eksperyment anioł" znalazła się w hitach stycznia. Ponieważ mimo wszystko, podobała mi się. Wartka akcja, nietuzinkowi, sympatyczni bohaterowie,  sarkastyczne i zabawne komentarze głównej bohaterki... Naprawdę mi się to podobało. Ups, rozpisałam się troszeczkę. Pardon!
FILMY
Filmów w styczniu oglądałam niewiele, bo pięć. Oto te najlepsze.
 
Nastoletni Patel (zwany Pi) (Suraj Sharma) przeżywa katastrofę statku. Jednak okazuje się, że na jego szalupie znajduje się kilka dzikich zwierząt, które także płynęły statkiem (jego rodzice zajmowali się właśnie takimi zwierzętami): zebra, małpa, hiena i... Tygrys bengalski. Czy chłopakowi uda przetrwać się na morzu z takim drapieżnikiem? Czy znajdzie kontakt ze zwierzętami? Czy dotrze do lądu?...
Film jest niesamowity. Oszałamia pięknem i dzikością natury, chwyta za serce, czasami wzrusza do łez, są sceny, gdzie czujemy dreszcz strachu na plecach i zaczynamy obgryzać paznokcie ze zdenerwowania. Film porusza też ważne w życiu sprawy: miłość, przyjaźń ze zwierzętami, religię... Ma z pewnością wiele emocji. Mi osobiście bardzo się podobał i gorąco polecam.
  
"Hobbit. Pustkowie Smauga" to kontynuacja przygód hobbita Bilba Bagginsa (Martin Freeman), krasnoludów, którymi dowodzi Thorin Debowa Tarcza (Richard Armitage), a także czarodzieja Gandalfa (Ian McKellen). W tej części możemy spotkać się też z elfami, ludźmi, smokiem, strasznymi potworami, a także, oczywiście z naszymi kochanymi, słodziutkimi, żądnymi krwi orkami. 
Bilbo wraz z Gandalfem i krasnoludami kontynuuje podróż do Ereboru. Hobbit ma wykraść okrutnemu smokowi Smaugowi arcyklejnot. Jednocześnie Thorin pragnie zabić bestię i odzyskać nie tylko nagromadzone przez Smauga bogactwa, ale też (przede wszystkim) utracone królestwo. Czy powiedzie im się?
Zacznę od wad tej pozycji. Przede wszystkim- za dużo scen walk. To już się robi nudne. W dodatku... No błagam, dwójka elfów pokonuje setkę orków?! Poza tym zdziwiłam się logiką Legolasa- kiedy stoi bardzo blisko wroga, zamiast zabić go mieczem, strzela z łuku. Gdy ork jest na drugim końcu uliczki, nasz mądry elf, zamiast wyciągnąć strzałę z pełnego kołczana i strzelić, to idzie z mieczem. Serio?! Zdziwiło mnie też, że bohaterowie spadają z wodospadu, przewracają się, walczą, a nie mają ani zadrapania... Ech... No i film nie jest podobny do książki, jest mnóstwo innych elementów. A najgorsze jest chyba to, że pozycja ta jest po prostu strasznie długa, a mogłaby być krótsza. Zdecydowanie.
Jednak ma też mnóstwo zalet. Film zachwyca niesamowitymi krajobrazami, humorem, akcją, dreszczykiem emocji i strachu, chwilami grozy, efektami specjalnymi... A smok Smaug to już mistrzostwo świata. Jest niesamowity i przerażający. Nie krzyczy, nie warczy, tylko mówi taka okrutnie... Delektuje się każdym słowem, wręcz cedzi wyrazy. Niesamowite. Dlatego też bardzo Wam polecam drugą część "Hobbita".
 
Kolejna wersja "Alicji w krainie czarów" Tima Burtona. 
Alicja (Mia Wasikowska) jest już prawie dorosła. Niedługo ma wyjść za mąż. Jednak na przyjęciu zaręczynowym spostrzega białego królika... W kamizelce. Biegnie za nim, unikając w ten sposób odpowiedzi na oświadczyny nadętego lorda. I (oczywiście) wpada do dziury, tym samym powracając do krainy, w której kiedyś była w dzieciństwie. Tam dowiaduje się, że jej przeznaczeniem jest pokonać straszną, okrutną Czerwoną Królową (Helena Bonham Carter). Jednak dziewczyna ciągle uważa, że to sen i nie ma zamiaru nikogo zgładzać. Czy mimo to uratuje całą Krainę Czarów?
W filmie nie podobało mi się kilka rzeczy: gra Mii Wasikowskiej (wydawała mi się taka sztywna i nienaturalna), za mało absurdu, który występował w książce.
Za to jestem absolutnie zachwycona grą Johnny'ego  Deppa i Heleny Bonham Carter! Jak dla mnie odwalili kawał dobrej roboty! To świetni aktorzy.
Scenariusz też jest ciekawy i nietuzinkowy. Efekty specjalne są niesamowite. Pomysł też jest świetny. Chociaż film jest zwariowany i nieco... Pojechany, to mimo wszystko bardzo mi się podobał.
PIOSENKI
Cudowna piosenka z chwytliwą melodią i niebanalnym tekstem. Bardzo popularna zresztą. Ostatnio ciągle jej słucham.
Piosenka Amy Winehouse "Rehab" w wydaniu Glee- to jeden z moich ulubionych seriali ostatnio. Posłuchajcie- ta wersja jest raczej radosna i energiczna.
Boska piosenka. Nie mogę przestać jej słuchać. Tu akurat nie ma videa, tylko fan-arty Virii. Na fan-artach tych są bohaterowie serii "Olimpijscy herosi". Obejrzyjcie koniecznie!
Znowu "Glee"- tym razem piosenka "I pray a little prayer for you". Też bardzo mi się spodobało. Choreografia na video jest naprawdę fajna!
Świetna, rytmiczna piosenka z latynoskimi rytmami.