wtorek, 29 września 2015

,,Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12 , 21)

Czasem świat mnie dobija.
Kiedy oglądam wiadomości. Słucham wypowiedzi niektórych polityków. Trafiam na wulgarne, podłe, nienormalne komentarze w Internecie. Słyszę kłótnie sąsiadów piętro niżej. Przypominam sobie, że wokół toczą się wojny, giną, chorują, głodują i cierpią ludzie.
Chyba każdy ma takie chwile, prawda?
Jestem optymistką, czy pesymistką? Zależy. Ale chyba troszkę bardziej skłaniam się ku temu pierwszemu, bo wydaje mi się, że potrafię dostrzec pozytywne strony w tej naszej szarej rzeczywistości oraz docenić to, co mam (nie zawsze,bo nie zawsze, ale jednak). Chcę cieszyć się każdą chwilą. Jednak przyznaję, że zdarza mi się łapać doła, a jako że jestem osobą, która wszystko bardzo przeżywa (nawet najprostsze rzeczy, serio), to te stany przygnębienia są dla mnie bardzo nieprzyjemne. A przychodzą bardzo często wtedy, gdy widzę, jacy ludzie potrafią być okrutni, o czym zresztą też napomknęłam w poprzednim poście.
Ale wiecie co?
Mimo tego, że nie mam na wiele rzeczy wpływu, nie jestem w stanie zaprowadzić pokoju, wynaleźć rewolucyjnej szczepionki na wszystkie choroby, zapobiec biedzie i wyplenić zło z ludzi, coś jednak zrobić mogę. W sumie prawie każdy człowiek może.
A mianowicie... postępować dobrze.
Ktoś może parsknąć z rozczarowaniem i politowaniem. No, Pola, żeś poleciała!
Ale serio. Tak jak z miłością- wydaje mi się, że dobrzy ludzie naprawdę wiele mogą. I że dobro to piękna rzecz, którą możemy z siebie wydobyć. Nikt nie rodzi się dobry czy zły- ale da się to chyba w sobie wykształcić.  Uważam, że warto po prostu nieść miłosierdzie, uśmiech, radość i sprawiać, aby żyło się nam i innym na tym świecie dobrze. Chwila, w której uświadamiasz sobie, że właśnie zrobiłeś komuś przyjemność, pomogłeś mu i sprawiłeś, że jest mu lepiej... bezcenna. Coś pięknego.
Dlatego nie dajmy się zwyciężyć złu, tylko zwyciężajmy zło dobrem (cytat w tytule oficjalnie dodaję do moich ulubionych- serio, jest piękny). Czesław Niemen wierzył, że ,,ludzi dobrej woli jest więcej". Ja też w to wierzę i wiem, że dzięki ludziom, którzy chcą postępować tak, aby inni również dobrze się czuli i byli szczęśliwi, nasz świat nie zginie.

Refleksja w ramach wyzwania postów z cytatami z Biblii.

***

Późno, bo późno, ale jest- wrześniowe opowiadanie na Kreatywne Spojrzenie, czyli naprawdę zacne literackie wyzwanie, które motywuje takich leniwców jak ja do pisania. 
Pomysł na ten tekst krążył mi po głowie od dawna- jak wyglądałaby rozmowa stereotypowych, skrajnych Pesymisty i Optymisty? A jakimi byliby przyjaciółmi? Z tych rozważań wyszło opowiadanie. Mam co do niego bardzo mieszane uczucia, jestem średnio zadowolona, ale wstawiam, bo w sierpniu się nie wyrobiłam z tekstem i będzie wstyd, jak we wrześniu też zawalę.
I... tak, znowu przeważa dialog.
Bo dialogi są fajne, okej?
Wyzwanie na wrzesień brzmiało: lakier, parasol, klamka.
Opowiadanie, tradycyjnie, tytułu nie ma. Ech, chyba muszę ogarnąć te tytuły, bo aż wstyd. 


Opowiadanie Bez Tytułu/Lakier, parasol, klamka


Padał deszcz.
Krople bębniły brutalnie w szyby, jakby próbując się dostać do ciepłego, suchego wnętrza restauracji. Na dworze zaroiło się od pospiesznie otwieranych parasoli. Ludzie w pelerynach z kapturami zazdrośnie przyglądali się jedzącym i wesoło rozmawiającym klientom lokalu zza szyby. Ci zaś rzucali im przelotne spojrzenia, ale jakby z odcieniem triumfu.
Po prawdzie ten uśmiech szybko znikał, gdy przypominano sobie, że w końcu będzie trzeba z restauracji wyjść.  
̶  Leje – powiedział niezbyt odkrywczo Pesymista.
̶  Zaraz przestanie – odparł Optymista.
Siedzieli naprzeciw siebie przy restauracyjnym stoliku, pijąc wodę z cytryną. Szklanka Pesymisty była do połowy pusta, a Optymisty do połowy pełna.
Restauracja miała dobrą opinię. Krzesła i kanapy z czerwonymi obiciami, żyrandole, obrazy na ścianach. Optymiście bardzo się wystrój podobał.
̶  Nie wygląda na to, żeby miało prędko przestać – mruknął Pesymista.
̶  Nawet jeśli, to trudno. Zobaczysz, jakie będzie rześkie powietrze. Zresztą dawno nie było deszczu.
̶  I mogłoby tak pozostać.– Pesymista upił łyk wody i rozejrzał się z niesmakiem.
 Nie przepadał za takimi lokalami. Sztucznie pozłacane ramy, wypucowane klamki, ogólna atmosfera snobizmu i przesady w wystroju. Nie mówiąc o cenach. Oczywiście to Optymista go tu zaciągnął.
̶ Niedawno narzekałeś na to, że ciągle jest gorąco – przypomniał z uśmiechem Optymista.
Pesymista nie lubił tego uśmiechu. Był zatrważająco wręcz szeroki i tak radosny, że aż idiotyczny. Uświadamiał mu też, że tylu na świecie naiwnych idealistów, których tak łatwo zniszczyć.
̶ Ze skrajności w skrajność – burknął Pesymista. – Jakby nie można było czegoś pośrodku.
Optymista nie lubił tego burczenia i miny, jakiej przy tym przybierał jego znajomy. Były one tak ponure, że aż nieprzyjazne. Uświadamiały mu także, że tylu na świecie nieszczęśliwych ludzi, niepotrafiących znaleźć radości życia. 
Zapadła niezręczna cisza. Deszcz nie przestawał padać.
 ̶ Wiesz, ostatnio przeczytałem naprawdę dobrą książkę – zagaił w końcu Optymista, próbując nawiązać normalną rozmowę.
̶  Jaką?
̶  Kryminał. No wiesz, morderstwa, krew, tragedie, te sprawy. Twoje klimaty.
̶  Nie lubię kryminałów – oświadczył Pesymista.
̶  Dlaczego?
̶ Nie wiem. Po prostu nie lubię. Zresztą zawsze wiem, kto zamordował. Co to za przyjemność?
- Daj spokój, przecież można ją czerpać z samej lektury. A zresztą, zakończenie jest naprawdę niespodziewane.
̶  Hm.
̶  Naprawdę. Może kiedyś sięgniesz.
̶  Raczej nie.
̶  Dlaczego?
Pesymista westchnął ciężko.
̶  Dobrze, może kiedyś sięgnę. Szczęśliwy?
Optymista uśmiechnął się mimowolnie, a Pesymista od razu pożałował swoich słów. Znowu spojrzał przez okno i skrzywił się.
̶  Paskudna pogoda. Właśnie położyłem lakier na samochód.
̶  Pewnie po deszczu się rozpogodzi. Może  nawet będzie tęcza.
Pesymista przewrócił oczami.
̶  No i co z tego?
̶  Jak to: co z tego? – nie zrozumiał Optymista.
̶  Czemu wszyscy tak się ekscytują tą tęczą? Załamanie światła i tyle. 
̶  O załamanie to ty mnie przyprawiasz.
̶  Staram się jak mogę.
̶  Wiesz co, czasem naprawdę mam ciebie dosyć.
Pesymista tylko roześmiał się ironicznie.
̶  Ciekawe. Co zatem cię przy mnie trzyma?
Optymista tylko wzruszył ramionami i zapatrzył się w żyrandol wiszący nad ich głowami. Ciepłe, złote światło tańczyło w licznych kryształach.
̶  Ładny – zauważył po chwili ciszy.
̶  Tandeta – stwierdził Pesymista.
̶  Kwestia gustu.
̶  Albo jego braku.
Optymista spojrzał na Pesymistę z niesmakiem.
̶  Jesteś wredny.
̶  Nieprawda.
̶  Ależ prawda.
̶  Po prostu wyrażam własne zdanie.
̶ Po prostu jesteś zamkniętym w sobie, zakompleksionym gburem! – nie wytrzymał Optymista.
Pesymista parsknął gniewnie.
̶  Tak? Ale za to nie jestem naiwnym, głupim szczeniakiem, któremu wydaje się, że świat został stworzony dla jego przyjemności.
̶  Jak tak ci przeszkadza moje towarzystwo, to możesz wyjść, nikt ci nie broni.  
Pesymista zamilkł.
Dla uspokojenia wypił trochę wody.
Deszcz jakby się wzmógł.
̶  Jestem głodny. I nie mam parasola – mruknął w końcu Pesymista.
Optymista nie miał okazji odpowiedzieć, ponieważ nadszedł kelner, niosąc zamówione dania.
Pesymista przyjrzał się nieufnie swojej rybie. Dźgnął  widelcem kawałek brokuła, zastanawiając się, czy jest świeży. Starał się przy tym ignorować Optymistę, który oczywiście posłał kelnerowi swój firmowy, promienny uśmiech i podziękował mu tak żarliwie, że Pesymista prawie schował się pod stół ze wstydu. Żaden z nich nie zauważył, że kelner jeszcze długo po odejściu obserwował ich z zainteresowaniem.
Optymista zabrał się do stojącego przed nim makaronu z owocami morza z takim zapałem, jakby właśnie zrezygnował z wyjątkowo drastycznej diety.
Pesymista ostrożnie wziął do ust kawałek ryby.
̶ Za taką cenę mogłaby być lepsza – powiedział o tyle głośno, że usłyszało go kilku kelnerów i klientów.
Optymista stłumił grymas. Czasem Pesymista osiągał apogeum swojego pesymizmu, czym doprowadzał swojego kolegę do szału. Czy naprawdę musiał na wszystko narzekać? Czy naprawdę musiał na siłę szukać we wszystkim złych stron?
Optymista tego nie rozumiał.
Chociaż w gruncie rzeczy było to bardzo ciekawe.
Jedli w milczeniu. Optymista pogrążony w zachwycie nad swoim daniem, Pesymista w irytacji i niesmaku. Gdy kelner przyszedł po talerze, zastał jeden pusty, a drugi z rozgrzebanymi, niedojedzonymi resztkami.
Optymista zamówił deser. Niech to, jemu nawet podczas zamawiania deseru uśmiech nie schodził z twarzy! Oczywiście nie obyło się bez peanów na cześć dania głównego i pytań o rodzaje ciast. Pesymista patrzył na tę scenę zmrużonymi oczami. Radość najwidoczniej była zaraźliwa, na twarzy kelnera bowiem również pojawił się wielki „banan”.
̶ Czemu tak się do wszystkich przyklejasz? – zapytał w końcu Pesymista, gdy zostali sami. W jego głosie zabrzmiało poirytowanie.
Optymista wzruszył ramionami.
̶  Lubię przekazywać ludziom pozytywną energię.
̶  Pozytywną energię? Naprawdę?
̶  Tak. A dlaczego niby nie?
Pesymista zabębnił palcami o stół., niemal zgrywając się z pukaniem deszczu. Optymista dzisiaj jakoś nadzwyczajnie go irytował.  „Pozytywna energia”. Jasssne.
̶ Ludzie są z natury dobrzy. Czasem trzeba to tylko z nich wydobyć. – Optymista powiedział to takim tonem, że brzmiało to jak prowokacja.
Pesymista uniósł brew, starając się stłumić zdenerwowanie.
̶  Z natury dobrzy? Proszę cię.
̶  No co?
̶  Ludzie nie są z natury dobrzy.
̶  Na pewno nie są z natury źli.
̶  To już bardziej.
Optymista zmarszczył brwi.
̶  Dlaczego tak sądzisz?
̶  Proszę cię! – wybuchł Pesymista. – Dzieciaku, rozejrzyj się! Nie widzisz, co się dzieje na świecie? Ile jest wojen, ile patologicznych rodzin, ile cholernych prześladowań i przemocy? Naprawdę tego nie widzisz? Jesteś aż tak zaślepiony swoją różową, cukierkową wizją świata?
̶  A ty jesteś aż tak zaślepiony tym całym złem, że nie dostrzegasz dobra?
Pesymista pokręcił głową. Z takim nie pogadasz.
Optymista zacisnął usta. I spróbuj przemówić takiemu do rozumu.
„Co zatem cię przy mnie trzyma?”.
Optymista wiedział, co. Pesymista także. Gdzieś, w głębi duszy wiedzieli, chociaż nie chcieli się do tego przyznać.
Optymizm Optymisty nieodmiennie zadziwiał Pesymistę. A Pesymizm Pesymisty fascynował Optymistę.
Kelner przyniósł deser Optymisty. Nawet on wyczuwał napięcie, które zapadło między siedzącymi przy stoliku klientami. Spojrzał najpierw na jedną twarz (pochmurną, z ustami jakby nawykłymi do krzywienia się), a później na drugą (raczej pogodną i jasną, teraz jednak bez uśmiechu). Postawił na stole ciasto i z ulgą się oddalił, kierując się do kuchni.
̶  Dziwni – mruknął do siebie.
Zerknął kątem oka na Pesymistę i Optymistę, chwilowo na siebie obrażonych. Obserwował ich już od jakiegoś czasu i musiał przyznać, że to, co widział, było naprawdę interesujące.
A mówili mu, że ta praca nie rozwija.
Pewnie zaraz się pogodzą, pomyślał kelner.
Był bowiem Realistą.

 


niedziela, 20 września 2015

,,Bo jak śmierć potężna jest miłość" (Pnp 8,6)

Powyższy, notabene bardzo piękny cytat, pojawił się tutaj nie bez przyczyny. 
No, w sumie jest to oczywiste, bo rzekomo nic nie dzieje się bez przyczyny, ale już tak ładnie mi się to pierwsze zdanie napisało (a ze wstępem zawsze mam problemy).
No dobra, do brzegu. Przyczyną jest nie tylko tematyka posta, ale przede wszystkim  Monika P. , która nominowała mnie do pewnego wyzwania- otóż w następnych postach pojawiać się będą cytaty lub krótkie fragmenty z Pisma Świętego, wraz z moją refleksją, komentarzem. Bardzo spodobała mi się ta akcja, nie tylko dlatego, że jestem wierząca, ale także dlatego, że w Biblii naprawdę można znaleźć wiele pięknych, pozytywnych, motywujących myśli oraz uniwersalnych mądrości- również dla ateistów. Dlatego też Monice pięknie dziękuję i oczywiście do wyzwania przystępuję (nawet nie czuję kiedy rymuję). 
Do akcji nominuję wszystkich zainteresowanych i zachęcam do udziału, nawet, jeśli ktoś nie jest wierzący. Naprawdę, można znaleźć wiele pięknych zdań.

Wierzę w miłość. 
Serio.
I wierzę w to, że miłość wiele może. Ba, myślę, że jest to najpotężniejsze uczucie i najpiękniejsza rzecz, jaką jeden człowiek może dać drugiemu (jeśli jest prawdziwa). Mam wielkie szczęście, bo żyję  w rodzinie, w której codziennie mówi się sobie ,,kocham cię". Taki prosty zwrot, a często sprawia nam tyle problemu. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wielu jest na świecie ludzi nieszczęśliwych, niekochanych i samotnych. Jednak wiem także, że nasz gatunek, chociaż tak wyspecjalizowany w okrucieństwie i zbrodniach, jest również zdolny do miłości- tej do rodziny, do ojczyzny, do osoby, w której jest się zakochanym, po prostu... do drugiej osoby, bliźniego. Także tej do Boga, świata oraz życia. I kurczę, wierzę w to, że to niesamowite, szczere uczucie może góry przenosić. Pamiętajcie, że nie piszę tutaj o toksycznych związkach, czy miłości, która niszczy człowieka od środka, czy doprowadza go do obłędu (bo i takie są. Jeśli chodzi o to ostatnie, to wystarczy chociażby obejrzeć ,,Psychozę"). Mam na myśli piękne relacje polegające na przywiązaniu, wzajemnym zaufaniu, zrozumieniu, przyciąganiu, et cetera. Wbrew pozorom, takich jest sporo, nie tylko na srebrnym ekranie czy kartkach powieści. I nie dotyczą jedynie zakochania. Doświadczam miłości każdego dnia- to naprawdę coś pięknego. Ta wiedza, że jesteście dla kogoś najważniejsi na świecie, a ktoś jest najważniejszy dla was. 
Wiem, wiem, zrobiło się tkliwie i trochę zbyt słodko. Nie bójcie się, zaraz zrównoważę ironią. Ale kurczę, miłość ma w sobie coś uskrzydlającego. Powiedzcie dzisiaj do kogoś bliskiego ,,kocham cię", oczywiście jeśli go naprawdę kochacie. 
Zobaczcie, takie proste dwa słowa, a tyle w nich mocy.

Love 

Z tematu miłości nie schodzimy, acz teraz będzie o nim z trochę... eee... innej strony. 
Zaraz bowiem Wasze oczy ujrzą...
Ujrzą...
Ujrzą...
(żałosna próba zbudowania napięcia zawsze spoko)
...pierwszy na tym blogu dramat!
*fanfary, brawa, wiwaty, okrzyki euforii, itd.*
Powstał on na obozie literackim (jestem ciekawa, jaki uzyskałoby się wynik, gdyby policzyło się, ile razy na tym blogu wspominam ten wyjazd). Otrzymaliśmy bowiem zadanie napisania dramatu o uczuciach. Efekt możecie zobaczyć poniżej. 
Twór jest to dziwny, nawet bardzo dziwny, ale... raz kozie śmierć. Wstawiam i życzę dobrej zabawy.


Amadeusz i Rozalia
Tragedia miłosna w 3 scenach

Scena 1
Mała miejscowość. Słońce świeci, niebo jest błękitne. Amadeusz stoi pod oknem domu Rozalii. Dom jest dosyć duży i zrobiony z kamienia.
Amadeusz rzuca kamyczkiem w szybę okna. Nie trafia.

AMADEUSZ: O Rozalio, podejdź do okna!

Rozalia otwiera okno i wygląda przez nie. Dostrzega Amadeusza.

AMADEUSZ: Och, Rozalio!

ROZALIA: Och, Amadeuszu!

AMADEUSZ: Me serce krwawi, najdroższa!

ROZALIA (z niepokojem): Ach, gdzie? Nie widzę!

AMADEUSZ: Tego nie da się zobaczyć!

ROZALIA: To krwotok wewnętrzny?

AMADEUSZ: To metaforyczny krwotok.

ROZALIA: Och, nie! A na czym on polega?

AMADEUSZ: Na tym, że kocham cię aż do bólu!

ROZALIA: Och, nie! To jak cię boli, nie chcesz przestać?

AMADEUSZ: W tej udręce znajduję słodycz, albowiem ma miłość jest gorąca i wspaniała niczym słońce!

ROZALIA: A nie parzy cię?

AMADEUSZ (z czułością): Nie, mój kwiecie, nie parzy.

ROZALIA: To cudownie.

AMADEUSZ: Zaiste, wiem. Nie chcesz zejść do mnie, najdroższa?

ROZALIA: Nie mogę, nie wolno mi samotnie wychodzić z domu. Ale za to ty mo…

AMADEUSZ: Ach, gdybyś miała winorośl, to mógłbym się po niej wspiąć do ciebie!

ROZALIA: Ale niestety nie mam, najdroższy.

AMADEUSZ: A może zasadzisz, najsłodsza?

ROZALIA: Nie mam miejsca, najdroższy.

AMADEUSZ: Balkon ci potrzebny, najdroższa!

ROZALIA: Och, tak! Jakiś ty mądry, najdroższy!

AMADEUSZ: Ach, dziękuję ci, najsłodsza.

Scena 2
Dom Rozalii. Duży, piękny salon. Rozalia rozmawia ze starym, znudzonym ojcem, który siedzi w fotelu.

ROZALIA: Ojcze, mam do ciebie prośbę.

OJCIEC (ze znużeniem): Jaką?

ROZALIA: Chcę mieć balkon, ojcze.

OJCIEC (ze zdziwieniem): Po cóż ci balkon?

Zapada krótka cisza.

ROZALIA: Bo chcę zasadzić winorośl na balkonie.

OJCIEC: A po co ci winorośl?

Ponownie zapada cisza.

ROZALIA (cicho, zalękniona): Nie wiem…

OJCIEC: Aha.

Ojciec zasypia w fotelu, Rozalia idzie do swojego pokoju.

Scena 3
Amadeusz stoi pod oknem Rozalii. Rozalia stoi przy oknie.

ROZALIA: Niestety, nie możesz wejść do mnie po winorośli, Amadeuszu. Ojciec nie chciał mi zrobić balkonu.

AMADEUSZ: Och, nie!

ROZALIA: Och, tak.

AMADEUSZ: To potworne!

ROZALIA: To fakt. Ale za to możesz…

AMADEUSZ: Ach, czyli to koniec! To koniec naszej miłości! Ach, serce mi krwawi! Tonę w smutku! Nie możemy się więcej spotykać!

ROZALIA: Ach, nie! Czemu?

AMADEUSZ: Nie możemy się spotkać poza twym domem, gdyż nie możesz wychodzić sama! Ja zaś nie mogę wejść do ciebie, gdyż nie masz winorośli ani balkonu! To potworne! To przerażające! To… och!

ROZALIA: Ale…

AMADEUSZ: Konam!

Amadeusz umiera z rozpaczy.

ROZALIA: Och, Amadeuszu! Przecież mogłeś wejść po schodach i przez drzwi, w ten sposób wolno by nam było się spotkać! Och, nie…

Rozalia rzuca się z okna.

KURTYNA


Tak.
Ekhem.
Mam oczywiście nadzieję, że dramat się podobał. Koniecznie dajcie znać:) 

FFFFOUND! | zoom.gif 710×499 pixels 

W ogóle doszłam do wniosku, że ostatnio wokół mnie ciągle coś się dzieje. Ledwo się zorientowałam, a już zaczęła się szkoła. Nie zdążyłam mrugnąć, a zleciało dwadzieścia dni września. Sprawdziany, wyjścia, wypady ze znajomymi, operacja (na szczęście nic bardzo poważnego), mnóstwo tekstów do napisania. Czasem wydaje mi się, że jest tego za dużo, a dni gnają jak głupie. Też macie takie wrażenie, czy tylko mój zegarek jakoś tak dziwnie przyspieszył?

Niebawem możecie spodziewać się kolejnego ataku mojej radosnej ,,tfurczości", bowiem zapewne pojawi się opowiadanie (będące w trakcie tworzenia).
Tym optymistycznym akcentem więc zakańczam!
Pozdrawiam ciepło,
Pola 


PS: Oznajmiam jeszcze wszem i wobec, że po raz pierwszy na tym blogu zastosowałam wyrównanie tekstu. A wszystko dzięki Julii Barbasiewicz, która wydobyła mnie z mroków niewiedzy. Dziękuję!