Czasem świat mnie dobija.
Kiedy oglądam wiadomości. Słucham wypowiedzi niektórych polityków. Trafiam na wulgarne, podłe, nienormalne komentarze w Internecie. Słyszę kłótnie sąsiadów piętro niżej. Przypominam sobie, że wokół toczą się wojny, giną, chorują, głodują i cierpią ludzie.
Chyba każdy ma takie chwile, prawda?
Jestem optymistką, czy pesymistką? Zależy. Ale chyba troszkę bardziej skłaniam się ku temu pierwszemu, bo wydaje mi się, że potrafię dostrzec pozytywne strony w tej naszej szarej rzeczywistości oraz docenić to, co mam (nie zawsze,bo nie zawsze, ale jednak). Chcę cieszyć się każdą chwilą. Jednak przyznaję, że zdarza mi się łapać doła, a jako że jestem osobą, która wszystko bardzo przeżywa (nawet najprostsze rzeczy, serio), to te stany przygnębienia są dla mnie bardzo nieprzyjemne. A przychodzą bardzo często wtedy, gdy widzę, jacy ludzie potrafią być okrutni, o czym zresztą też napomknęłam w poprzednim poście.
Ale wiecie co?
Mimo tego, że nie mam na wiele rzeczy wpływu, nie jestem w stanie zaprowadzić pokoju, wynaleźć rewolucyjnej szczepionki na wszystkie choroby, zapobiec biedzie i wyplenić zło z ludzi, coś jednak zrobić mogę. W sumie prawie każdy człowiek może.
A mianowicie... postępować dobrze.
Ktoś może parsknąć z rozczarowaniem i politowaniem. No, Pola, żeś poleciała!
Ale serio. Tak jak z miłością- wydaje mi się, że dobrzy ludzie naprawdę wiele mogą. I że dobro to piękna rzecz, którą możemy z siebie wydobyć. Nikt nie rodzi się dobry czy zły- ale da się to chyba w sobie wykształcić. Uważam, że warto po prostu nieść miłosierdzie, uśmiech, radość i sprawiać, aby żyło się nam i innym na tym świecie dobrze. Chwila, w której uświadamiasz sobie, że właśnie zrobiłeś komuś przyjemność, pomogłeś mu i sprawiłeś, że jest mu lepiej... bezcenna. Coś pięknego.
Dlatego nie dajmy się zwyciężyć złu, tylko zwyciężajmy zło dobrem (cytat w tytule oficjalnie dodaję do moich ulubionych- serio, jest piękny). Czesław Niemen wierzył, że ,,ludzi dobrej woli jest więcej". Ja też w to wierzę i wiem, że dzięki ludziom, którzy chcą postępować tak, aby inni również dobrze się czuli i byli szczęśliwi, nasz świat nie zginie.
Refleksja w ramach wyzwania postów z cytatami z Biblii.
Refleksja w ramach wyzwania postów z cytatami z Biblii.
***
Późno, bo późno, ale jest- wrześniowe opowiadanie na Kreatywne Spojrzenie, czyli naprawdę zacne literackie wyzwanie, które motywuje takich leniwców jak ja do pisania.
Pomysł na ten tekst krążył mi po głowie od dawna- jak wyglądałaby rozmowa stereotypowych, skrajnych Pesymisty i Optymisty? A jakimi byliby przyjaciółmi? Z tych rozważań wyszło opowiadanie. Mam co do niego bardzo mieszane uczucia, jestem średnio zadowolona, ale wstawiam, bo w sierpniu się nie wyrobiłam z tekstem i będzie wstyd, jak we wrześniu też zawalę.
I... tak, znowu przeważa dialog.Wyzwanie na wrzesień brzmiało: lakier, parasol, klamka.
Opowiadanie, tradycyjnie, tytułu nie ma. Ech, chyba muszę ogarnąć te tytuły, bo aż wstyd.
Opowiadanie Bez Tytułu/Lakier, parasol, klamka
Padał deszcz.
Krople bębniły
brutalnie w szyby, jakby próbując się dostać do ciepłego, suchego wnętrza
restauracji. Na dworze zaroiło się od pospiesznie otwieranych parasoli. Ludzie
w pelerynach z kapturami zazdrośnie przyglądali się jedzącym i wesoło rozmawiającym
klientom lokalu zza szyby. Ci zaś rzucali im przelotne spojrzenia, ale jakby z
odcieniem triumfu.
Po prawdzie ten
uśmiech szybko znikał, gdy przypominano sobie, że w końcu będzie trzeba z
restauracji wyjść.
̶ Leje – powiedział niezbyt odkrywczo
Pesymista.
̶ Zaraz przestanie – odparł Optymista.
Siedzieli
naprzeciw siebie przy restauracyjnym stoliku, pijąc wodę z cytryną. Szklanka
Pesymisty była do połowy pusta, a Optymisty do połowy pełna.
Restauracja
miała dobrą opinię. Krzesła i kanapy z czerwonymi obiciami, żyrandole, obrazy
na ścianach. Optymiście bardzo się wystrój podobał.
̶ Nie wygląda na to, żeby miało prędko przestać
– mruknął Pesymista.
̶ Nawet jeśli, to trudno. Zobaczysz, jakie
będzie rześkie powietrze. Zresztą dawno nie było deszczu.
̶ I mogłoby tak pozostać.– Pesymista upił łyk
wody i rozejrzał się z niesmakiem.
Nie przepadał za takimi lokalami. Sztucznie
pozłacane ramy, wypucowane klamki, ogólna atmosfera snobizmu i przesady w wystroju.
Nie mówiąc o cenach. Oczywiście to Optymista go tu zaciągnął.
̶ Niedawno
narzekałeś na to, że ciągle jest gorąco – przypomniał z uśmiechem Optymista.
Pesymista nie
lubił tego uśmiechu. Był zatrważająco wręcz szeroki i tak radosny, że aż
idiotyczny. Uświadamiał mu też, że tylu na świecie naiwnych idealistów, których
tak łatwo zniszczyć.
̶ Ze skrajności
w skrajność – burknął Pesymista. – Jakby nie można było czegoś pośrodku.
Optymista nie
lubił tego burczenia i miny, jakiej przy tym przybierał jego znajomy. Były one
tak ponure, że aż nieprzyjazne. Uświadamiały mu także, że tylu na świecie
nieszczęśliwych ludzi, niepotrafiących znaleźć radości życia.
Zapadła
niezręczna cisza. Deszcz nie przestawał padać.
̶ Wiesz, ostatnio przeczytałem naprawdę dobrą
książkę – zagaił w końcu Optymista, próbując nawiązać normalną rozmowę.
̶ Jaką?
̶ Kryminał. No wiesz, morderstwa, krew,
tragedie, te sprawy. Twoje klimaty.
̶ Nie lubię kryminałów – oświadczył Pesymista.
̶ Dlaczego?
̶ Nie wiem. Po
prostu nie lubię. Zresztą zawsze wiem, kto zamordował. Co to za przyjemność?
- Daj spokój,
przecież można ją czerpać z samej lektury. A zresztą, zakończenie jest naprawdę
niespodziewane.
̶ Hm.
̶ Naprawdę. Może kiedyś sięgniesz.
̶ Raczej nie.
̶ Dlaczego?
Pesymista
westchnął ciężko.
̶ Dobrze, może kiedyś sięgnę. Szczęśliwy?
Optymista uśmiechnął
się mimowolnie, a Pesymista od razu pożałował swoich słów. Znowu spojrzał przez
okno i skrzywił się.
̶ Paskudna pogoda. Właśnie położyłem lakier na
samochód.
̶ Pewnie po deszczu się rozpogodzi. Może nawet będzie tęcza.
Pesymista
przewrócił oczami.
̶ No i co z tego?
̶ Jak to: co z tego? – nie zrozumiał Optymista.
̶ Czemu wszyscy tak się ekscytują tą tęczą?
Załamanie światła i tyle.
̶ O załamanie to ty mnie przyprawiasz.
̶ Staram się jak mogę.
̶ Wiesz co, czasem naprawdę mam ciebie dosyć.
Pesymista tylko
roześmiał się ironicznie.
̶ Ciekawe. Co zatem cię przy mnie trzyma?
Optymista tylko wzruszył
ramionami i zapatrzył się w żyrandol wiszący nad ich głowami. Ciepłe, złote światło
tańczyło w licznych kryształach.
̶ Ładny – zauważył po chwili ciszy.
̶ Tandeta – stwierdził Pesymista.
̶ Kwestia gustu.
̶ Albo jego braku.
Optymista
spojrzał na Pesymistę z niesmakiem.
̶ Jesteś wredny.
̶ Nieprawda.
̶ Ależ prawda.
̶ Po prostu wyrażam własne zdanie.
̶ Po prostu
jesteś zamkniętym w sobie, zakompleksionym gburem! – nie wytrzymał Optymista.
Pesymista
parsknął gniewnie.
̶ Tak? Ale za to nie jestem naiwnym, głupim
szczeniakiem, któremu wydaje się, że świat został stworzony dla jego
przyjemności.
̶ Jak tak ci przeszkadza moje towarzystwo, to
możesz wyjść, nikt ci nie broni.
Pesymista
zamilkł.
Dla
uspokojenia wypił trochę wody.
Deszcz
jakby się wzmógł.
̶ Jestem głodny. I nie mam parasola – mruknął w
końcu Pesymista.
Optymista nie
miał okazji odpowiedzieć, ponieważ nadszedł kelner, niosąc zamówione dania.
Pesymista
przyjrzał się nieufnie swojej rybie. Dźgnął
widelcem kawałek brokuła, zastanawiając się, czy jest świeży. Starał się
przy tym ignorować Optymistę, który oczywiście posłał kelnerowi swój firmowy,
promienny uśmiech i podziękował mu tak żarliwie, że Pesymista prawie schował
się pod stół ze wstydu. Żaden z nich nie zauważył, że kelner jeszcze długo po
odejściu obserwował ich z zainteresowaniem.
Optymista zabrał
się do stojącego przed nim makaronu z owocami morza z takim zapałem, jakby
właśnie zrezygnował z wyjątkowo drastycznej diety.
Pesymista
ostrożnie wziął do ust kawałek ryby.
̶ Za taką cenę
mogłaby być lepsza – powiedział o tyle głośno, że usłyszało go kilku kelnerów i
klientów.
Optymista
stłumił grymas. Czasem Pesymista osiągał apogeum swojego pesymizmu, czym
doprowadzał swojego kolegę do szału. Czy naprawdę musiał na wszystko narzekać?
Czy naprawdę musiał na siłę szukać we wszystkim złych stron?
Optymista tego
nie rozumiał.
Chociaż w gruncie
rzeczy było to bardzo ciekawe.
Jedli w
milczeniu. Optymista pogrążony w zachwycie nad swoim daniem, Pesymista w
irytacji i niesmaku. Gdy kelner przyszedł po talerze, zastał jeden pusty, a
drugi z rozgrzebanymi, niedojedzonymi resztkami.
Optymista
zamówił deser. Niech to, jemu nawet podczas zamawiania deseru uśmiech nie
schodził z twarzy! Oczywiście nie obyło się bez peanów na cześć dania głównego
i pytań o rodzaje ciast. Pesymista patrzył na tę scenę zmrużonymi oczami.
Radość najwidoczniej była zaraźliwa, na twarzy kelnera bowiem również pojawił
się wielki „banan”.
̶ Czemu tak się
do wszystkich przyklejasz? – zapytał w końcu Pesymista, gdy zostali sami. W
jego głosie zabrzmiało poirytowanie.
Optymista
wzruszył ramionami.
̶ Lubię przekazywać ludziom pozytywną energię.
̶ Pozytywną energię? Naprawdę?
̶ Tak. A dlaczego niby nie?
Pesymista
zabębnił palcami o stół., niemal zgrywając się z pukaniem deszczu. Optymista
dzisiaj jakoś nadzwyczajnie go irytował.
„Pozytywna energia”. Jasssne.
̶ Ludzie są z
natury dobrzy. Czasem trzeba to tylko z nich wydobyć. – Optymista powiedział to
takim tonem, że brzmiało to jak prowokacja.
Pesymista uniósł
brew, starając się stłumić zdenerwowanie.
̶ Z natury dobrzy? Proszę cię.
̶ No co?
̶ Ludzie nie są z natury dobrzy.
̶ Na pewno nie są z natury źli.
̶ To już bardziej.
Optymista
zmarszczył brwi.
̶ Dlaczego tak sądzisz?
̶ Proszę cię! – wybuchł Pesymista. – Dzieciaku,
rozejrzyj się! Nie widzisz, co się dzieje na świecie? Ile jest wojen, ile
patologicznych rodzin, ile cholernych prześladowań i przemocy? Naprawdę tego
nie widzisz? Jesteś aż tak zaślepiony swoją różową, cukierkową wizją świata?
̶ A ty jesteś aż tak zaślepiony tym całym złem,
że nie dostrzegasz dobra?
Pesymista
pokręcił głową. Z takim nie pogadasz.
Optymista
zacisnął usta. I spróbuj przemówić takiemu do rozumu.
„Co zatem cię
przy mnie trzyma?”.
Optymista
wiedział, co. Pesymista także. Gdzieś, w głębi duszy wiedzieli, chociaż nie
chcieli się do tego przyznać.
Optymizm
Optymisty nieodmiennie zadziwiał Pesymistę. A Pesymizm Pesymisty fascynował
Optymistę.
Kelner przyniósł
deser Optymisty. Nawet on wyczuwał napięcie, które zapadło między siedzącymi
przy stoliku klientami. Spojrzał najpierw na jedną twarz (pochmurną, z ustami
jakby nawykłymi do krzywienia się), a później na drugą (raczej pogodną i jasną,
teraz jednak bez uśmiechu). Postawił na stole ciasto i z ulgą się oddalił,
kierując się do kuchni.
̶ Dziwni – mruknął do siebie.
Zerknął kątem
oka na Pesymistę i Optymistę, chwilowo na siebie obrażonych. Obserwował ich już
od jakiegoś czasu i musiał przyznać, że to, co widział, było naprawdę
interesujące.
A mówili mu, że
ta praca nie rozwija.
Pewnie zaraz się
pogodzą, pomyślał kelner.
Był bowiem
Realistą.