wtorek, 29 września 2015

,,Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12 , 21)

Czasem świat mnie dobija.
Kiedy oglądam wiadomości. Słucham wypowiedzi niektórych polityków. Trafiam na wulgarne, podłe, nienormalne komentarze w Internecie. Słyszę kłótnie sąsiadów piętro niżej. Przypominam sobie, że wokół toczą się wojny, giną, chorują, głodują i cierpią ludzie.
Chyba każdy ma takie chwile, prawda?
Jestem optymistką, czy pesymistką? Zależy. Ale chyba troszkę bardziej skłaniam się ku temu pierwszemu, bo wydaje mi się, że potrafię dostrzec pozytywne strony w tej naszej szarej rzeczywistości oraz docenić to, co mam (nie zawsze,bo nie zawsze, ale jednak). Chcę cieszyć się każdą chwilą. Jednak przyznaję, że zdarza mi się łapać doła, a jako że jestem osobą, która wszystko bardzo przeżywa (nawet najprostsze rzeczy, serio), to te stany przygnębienia są dla mnie bardzo nieprzyjemne. A przychodzą bardzo często wtedy, gdy widzę, jacy ludzie potrafią być okrutni, o czym zresztą też napomknęłam w poprzednim poście.
Ale wiecie co?
Mimo tego, że nie mam na wiele rzeczy wpływu, nie jestem w stanie zaprowadzić pokoju, wynaleźć rewolucyjnej szczepionki na wszystkie choroby, zapobiec biedzie i wyplenić zło z ludzi, coś jednak zrobić mogę. W sumie prawie każdy człowiek może.
A mianowicie... postępować dobrze.
Ktoś może parsknąć z rozczarowaniem i politowaniem. No, Pola, żeś poleciała!
Ale serio. Tak jak z miłością- wydaje mi się, że dobrzy ludzie naprawdę wiele mogą. I że dobro to piękna rzecz, którą możemy z siebie wydobyć. Nikt nie rodzi się dobry czy zły- ale da się to chyba w sobie wykształcić.  Uważam, że warto po prostu nieść miłosierdzie, uśmiech, radość i sprawiać, aby żyło się nam i innym na tym świecie dobrze. Chwila, w której uświadamiasz sobie, że właśnie zrobiłeś komuś przyjemność, pomogłeś mu i sprawiłeś, że jest mu lepiej... bezcenna. Coś pięknego.
Dlatego nie dajmy się zwyciężyć złu, tylko zwyciężajmy zło dobrem (cytat w tytule oficjalnie dodaję do moich ulubionych- serio, jest piękny). Czesław Niemen wierzył, że ,,ludzi dobrej woli jest więcej". Ja też w to wierzę i wiem, że dzięki ludziom, którzy chcą postępować tak, aby inni również dobrze się czuli i byli szczęśliwi, nasz świat nie zginie.

Refleksja w ramach wyzwania postów z cytatami z Biblii.

***

Późno, bo późno, ale jest- wrześniowe opowiadanie na Kreatywne Spojrzenie, czyli naprawdę zacne literackie wyzwanie, które motywuje takich leniwców jak ja do pisania. 
Pomysł na ten tekst krążył mi po głowie od dawna- jak wyglądałaby rozmowa stereotypowych, skrajnych Pesymisty i Optymisty? A jakimi byliby przyjaciółmi? Z tych rozważań wyszło opowiadanie. Mam co do niego bardzo mieszane uczucia, jestem średnio zadowolona, ale wstawiam, bo w sierpniu się nie wyrobiłam z tekstem i będzie wstyd, jak we wrześniu też zawalę.
I... tak, znowu przeważa dialog.
Bo dialogi są fajne, okej?
Wyzwanie na wrzesień brzmiało: lakier, parasol, klamka.
Opowiadanie, tradycyjnie, tytułu nie ma. Ech, chyba muszę ogarnąć te tytuły, bo aż wstyd. 


Opowiadanie Bez Tytułu/Lakier, parasol, klamka


Padał deszcz.
Krople bębniły brutalnie w szyby, jakby próbując się dostać do ciepłego, suchego wnętrza restauracji. Na dworze zaroiło się od pospiesznie otwieranych parasoli. Ludzie w pelerynach z kapturami zazdrośnie przyglądali się jedzącym i wesoło rozmawiającym klientom lokalu zza szyby. Ci zaś rzucali im przelotne spojrzenia, ale jakby z odcieniem triumfu.
Po prawdzie ten uśmiech szybko znikał, gdy przypominano sobie, że w końcu będzie trzeba z restauracji wyjść.  
̶  Leje – powiedział niezbyt odkrywczo Pesymista.
̶  Zaraz przestanie – odparł Optymista.
Siedzieli naprzeciw siebie przy restauracyjnym stoliku, pijąc wodę z cytryną. Szklanka Pesymisty była do połowy pusta, a Optymisty do połowy pełna.
Restauracja miała dobrą opinię. Krzesła i kanapy z czerwonymi obiciami, żyrandole, obrazy na ścianach. Optymiście bardzo się wystrój podobał.
̶  Nie wygląda na to, żeby miało prędko przestać – mruknął Pesymista.
̶  Nawet jeśli, to trudno. Zobaczysz, jakie będzie rześkie powietrze. Zresztą dawno nie było deszczu.
̶  I mogłoby tak pozostać.– Pesymista upił łyk wody i rozejrzał się z niesmakiem.
 Nie przepadał za takimi lokalami. Sztucznie pozłacane ramy, wypucowane klamki, ogólna atmosfera snobizmu i przesady w wystroju. Nie mówiąc o cenach. Oczywiście to Optymista go tu zaciągnął.
̶ Niedawno narzekałeś na to, że ciągle jest gorąco – przypomniał z uśmiechem Optymista.
Pesymista nie lubił tego uśmiechu. Był zatrważająco wręcz szeroki i tak radosny, że aż idiotyczny. Uświadamiał mu też, że tylu na świecie naiwnych idealistów, których tak łatwo zniszczyć.
̶ Ze skrajności w skrajność – burknął Pesymista. – Jakby nie można było czegoś pośrodku.
Optymista nie lubił tego burczenia i miny, jakiej przy tym przybierał jego znajomy. Były one tak ponure, że aż nieprzyjazne. Uświadamiały mu także, że tylu na świecie nieszczęśliwych ludzi, niepotrafiących znaleźć radości życia. 
Zapadła niezręczna cisza. Deszcz nie przestawał padać.
 ̶ Wiesz, ostatnio przeczytałem naprawdę dobrą książkę – zagaił w końcu Optymista, próbując nawiązać normalną rozmowę.
̶  Jaką?
̶  Kryminał. No wiesz, morderstwa, krew, tragedie, te sprawy. Twoje klimaty.
̶  Nie lubię kryminałów – oświadczył Pesymista.
̶  Dlaczego?
̶ Nie wiem. Po prostu nie lubię. Zresztą zawsze wiem, kto zamordował. Co to za przyjemność?
- Daj spokój, przecież można ją czerpać z samej lektury. A zresztą, zakończenie jest naprawdę niespodziewane.
̶  Hm.
̶  Naprawdę. Może kiedyś sięgniesz.
̶  Raczej nie.
̶  Dlaczego?
Pesymista westchnął ciężko.
̶  Dobrze, może kiedyś sięgnę. Szczęśliwy?
Optymista uśmiechnął się mimowolnie, a Pesymista od razu pożałował swoich słów. Znowu spojrzał przez okno i skrzywił się.
̶  Paskudna pogoda. Właśnie położyłem lakier na samochód.
̶  Pewnie po deszczu się rozpogodzi. Może  nawet będzie tęcza.
Pesymista przewrócił oczami.
̶  No i co z tego?
̶  Jak to: co z tego? – nie zrozumiał Optymista.
̶  Czemu wszyscy tak się ekscytują tą tęczą? Załamanie światła i tyle. 
̶  O załamanie to ty mnie przyprawiasz.
̶  Staram się jak mogę.
̶  Wiesz co, czasem naprawdę mam ciebie dosyć.
Pesymista tylko roześmiał się ironicznie.
̶  Ciekawe. Co zatem cię przy mnie trzyma?
Optymista tylko wzruszył ramionami i zapatrzył się w żyrandol wiszący nad ich głowami. Ciepłe, złote światło tańczyło w licznych kryształach.
̶  Ładny – zauważył po chwili ciszy.
̶  Tandeta – stwierdził Pesymista.
̶  Kwestia gustu.
̶  Albo jego braku.
Optymista spojrzał na Pesymistę z niesmakiem.
̶  Jesteś wredny.
̶  Nieprawda.
̶  Ależ prawda.
̶  Po prostu wyrażam własne zdanie.
̶ Po prostu jesteś zamkniętym w sobie, zakompleksionym gburem! – nie wytrzymał Optymista.
Pesymista parsknął gniewnie.
̶  Tak? Ale za to nie jestem naiwnym, głupim szczeniakiem, któremu wydaje się, że świat został stworzony dla jego przyjemności.
̶  Jak tak ci przeszkadza moje towarzystwo, to możesz wyjść, nikt ci nie broni.  
Pesymista zamilkł.
Dla uspokojenia wypił trochę wody.
Deszcz jakby się wzmógł.
̶  Jestem głodny. I nie mam parasola – mruknął w końcu Pesymista.
Optymista nie miał okazji odpowiedzieć, ponieważ nadszedł kelner, niosąc zamówione dania.
Pesymista przyjrzał się nieufnie swojej rybie. Dźgnął  widelcem kawałek brokuła, zastanawiając się, czy jest świeży. Starał się przy tym ignorować Optymistę, który oczywiście posłał kelnerowi swój firmowy, promienny uśmiech i podziękował mu tak żarliwie, że Pesymista prawie schował się pod stół ze wstydu. Żaden z nich nie zauważył, że kelner jeszcze długo po odejściu obserwował ich z zainteresowaniem.
Optymista zabrał się do stojącego przed nim makaronu z owocami morza z takim zapałem, jakby właśnie zrezygnował z wyjątkowo drastycznej diety.
Pesymista ostrożnie wziął do ust kawałek ryby.
̶ Za taką cenę mogłaby być lepsza – powiedział o tyle głośno, że usłyszało go kilku kelnerów i klientów.
Optymista stłumił grymas. Czasem Pesymista osiągał apogeum swojego pesymizmu, czym doprowadzał swojego kolegę do szału. Czy naprawdę musiał na wszystko narzekać? Czy naprawdę musiał na siłę szukać we wszystkim złych stron?
Optymista tego nie rozumiał.
Chociaż w gruncie rzeczy było to bardzo ciekawe.
Jedli w milczeniu. Optymista pogrążony w zachwycie nad swoim daniem, Pesymista w irytacji i niesmaku. Gdy kelner przyszedł po talerze, zastał jeden pusty, a drugi z rozgrzebanymi, niedojedzonymi resztkami.
Optymista zamówił deser. Niech to, jemu nawet podczas zamawiania deseru uśmiech nie schodził z twarzy! Oczywiście nie obyło się bez peanów na cześć dania głównego i pytań o rodzaje ciast. Pesymista patrzył na tę scenę zmrużonymi oczami. Radość najwidoczniej była zaraźliwa, na twarzy kelnera bowiem również pojawił się wielki „banan”.
̶ Czemu tak się do wszystkich przyklejasz? – zapytał w końcu Pesymista, gdy zostali sami. W jego głosie zabrzmiało poirytowanie.
Optymista wzruszył ramionami.
̶  Lubię przekazywać ludziom pozytywną energię.
̶  Pozytywną energię? Naprawdę?
̶  Tak. A dlaczego niby nie?
Pesymista zabębnił palcami o stół., niemal zgrywając się z pukaniem deszczu. Optymista dzisiaj jakoś nadzwyczajnie go irytował.  „Pozytywna energia”. Jasssne.
̶ Ludzie są z natury dobrzy. Czasem trzeba to tylko z nich wydobyć. – Optymista powiedział to takim tonem, że brzmiało to jak prowokacja.
Pesymista uniósł brew, starając się stłumić zdenerwowanie.
̶  Z natury dobrzy? Proszę cię.
̶  No co?
̶  Ludzie nie są z natury dobrzy.
̶  Na pewno nie są z natury źli.
̶  To już bardziej.
Optymista zmarszczył brwi.
̶  Dlaczego tak sądzisz?
̶  Proszę cię! – wybuchł Pesymista. – Dzieciaku, rozejrzyj się! Nie widzisz, co się dzieje na świecie? Ile jest wojen, ile patologicznych rodzin, ile cholernych prześladowań i przemocy? Naprawdę tego nie widzisz? Jesteś aż tak zaślepiony swoją różową, cukierkową wizją świata?
̶  A ty jesteś aż tak zaślepiony tym całym złem, że nie dostrzegasz dobra?
Pesymista pokręcił głową. Z takim nie pogadasz.
Optymista zacisnął usta. I spróbuj przemówić takiemu do rozumu.
„Co zatem cię przy mnie trzyma?”.
Optymista wiedział, co. Pesymista także. Gdzieś, w głębi duszy wiedzieli, chociaż nie chcieli się do tego przyznać.
Optymizm Optymisty nieodmiennie zadziwiał Pesymistę. A Pesymizm Pesymisty fascynował Optymistę.
Kelner przyniósł deser Optymisty. Nawet on wyczuwał napięcie, które zapadło między siedzącymi przy stoliku klientami. Spojrzał najpierw na jedną twarz (pochmurną, z ustami jakby nawykłymi do krzywienia się), a później na drugą (raczej pogodną i jasną, teraz jednak bez uśmiechu). Postawił na stole ciasto i z ulgą się oddalił, kierując się do kuchni.
̶  Dziwni – mruknął do siebie.
Zerknął kątem oka na Pesymistę i Optymistę, chwilowo na siebie obrażonych. Obserwował ich już od jakiegoś czasu i musiał przyznać, że to, co widział, było naprawdę interesujące.
A mówili mu, że ta praca nie rozwija.
Pewnie zaraz się pogodzą, pomyślał kelner.
Był bowiem Realistą.

 


12 komentarzy:

  1. Ja wychodzę z założenia, że nikt nie jest całkowicie dobry, i nikt nie jest całkowicie zły. I nikt nigdy nie postępuje całkowicie dobrze. Trzeba się jednak starać chociaż w większości kierować się dobrem, empatią. W zasadzie częściowo zależy to także od systemu wartości człowieka.
    Opowiadanie jest genialne. Dialogi są jak zwykle zacne, Pesymistę i Optymistę pokochałam po prostu - lubię takie skrajne typy postacie, o ile są dobrze poprowadzone. Realista na końcu jest doprawdy ciekawym zamknięciem całości :)
    Ja raczej jestem realistką...
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
  2. Końcówka najlepsza! :D powiem szczerze, że piszesz genialne opowiadania! Wciągają czytelnika w całości :) Niby krótka historyjka ale naprawdę da się wyczuć ten humor, grymas i przesłanie :) Mam wrażenie, że moje opowiadania przy Twoich są pozbawione wyrazu :3 Osobiście uważam się za optymistę, aczkolwiek tym razem bardziej do gustu przypadła mi postać pesymisty :D Chyba mnie zaintrygowałaś tym typem osobowości, a łatwy to on nie jest...
    Mamy takie same poglądy! Na świecie jest mnóstwo zła, przemocy, gniewu, mściwości... Świat i życie samo w sobie jest piękne, a ludzie są dobrzy, tylko nie wszyscy potrafią to dobro w sobie odkryć. Skoro my już odkryliśmy, pomóżmy innym. Zmieniajmy na lepsze nie cały świat, ale skrawek wokół siebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i przypomniał mi się żarcik o trzech mężczyznach w tunelu. Zacny post! Jestem realistką, ale czasem miewam niekontrolowane napady pesymizmu. Ale muszę to w sobie zwalczać bo pesymizm skutecznie obrzydza mi Świat w okół mnie...

    OdpowiedzUsuń
  4. No jasne, że w każdym jest coś dobrego! Człowiek często potrafi chamsko tego nie dostrzegać, bo to bo tamto, ale jestem pewna, że nie ma ludzi złych do szpiku kości. To już drugi post Poli z większymi przemyśleniami, widzę, że ciężko Ci przełamać tak doszczętnie wszelką ironię, ale wiedz, że zgadzam się z Tobą w zupełności, trzeba czynić dobro! I choć faktycznie brzmi to lekka naiwnie, to tak po prostu jest. Koniec kropka, sprzeciwów nie przyjmujemy (nasunęła mi się teraz myśl z Quo Vadis, że gdyby wszyscy kierowali się zasadą miłości, to świat byłby o wiele lepszy). Strasznie podoba mi się ten pomysł z fragmentami z Pisma Świętego (przepraszam, że nie skomentowałam ostatniej notki. Czasu brakło. Ale przeczytałam z uśmiechem na twarzy! ^^). Sama znalazłam w Biblii masę maksym, które powinnam niezwłocznie wprowadzić w życie. No i, nie oszukujmy się, jest to Księga, która powinna być dla każdego chrześcijanina przewodnikiem, ale (ech) nie zawsze wychodzi! :/ Ale trzeba się starać :)
    Pomysł na opowiadanie jest naprawdę super! Ha! Taki nietuzinkowy (ho ho. elokwentne słownictwo, a co mi tam!). Tak przesympatycznie przeplatałaś myśli Pesymisty i Optymisty, że nie mogłam powstrzymać uśmiechu! :) Sama gorliwie kibicowałam temu wariatowi z "bananem" na twarzy, choć Pesymistę naprawdę polubiłam. Wykreowałaś go przecudnie ^^ Rozwalił mnie fragment, jak obydwoje zamilkli i nie chcieli od siebie odejść, w sumie nie wiem dlaczego, ale był mega :D Nie, nie. W sumie Twój geniusz najbardziej wypłynął w ostatnim zdaniu "był bowiem realistą" xD Nie wiem, co mogę Ci powiedzieć, Polu. Twoje pomysłu są naprawdę genialne! A nastrój w tym opowiadanku był taki cieplusieńki (pomimo deszczowej scenerii), opatulający, rozśmieszający, nastrajający pozytywnie (ha. potyczkę wygrał więc Optymista!), że no. Faaaajnie. Słowo to wypowiadam z błogim uśmiechem na twarzy :) Dlatego też kochamy ten kącik!
    Mam też takie maleńkie pytanko - czy startujesz w konkursie z Victora? xD Ja postanowiłam się powygłupiać i wysłać im coś mega absurdalnego :D Nie spodziewam się jakiegokolwiek wyróżnienia.

    Pozdrawiam serdeczniutko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę fajne opowiadanie, przypomina mi to, co dzień w dzień dzieje się w odmętach mojego mózgu... zakończenie przypomniało mi to, co w końcu stwierdzam na końcu takich małych kłótni:)
    Choć, fakt faktem, nie sądzę, że każdy człowiek jest z natury dobry. Na początku po prostu jest, a potem schodzi na jakąś drogę w życiu - czasem tego chce, czasem nie.

    Pozdrawiam i do zobaczenia (mam nadzieję) w poniedziałek!

    Zosia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam bardzo podobnie jak Ty. :P Ogólnie znajomi uważają mnie za osobę wiecznie wesołą, myślącą pozytywnie, uśmiechniętą itd., ale mam czasem takie dni, kiedy mam za dużo na głowie, nie daję sobie z wszystkim rady, martwię się o przyszłość. I wtedy najczęściej płaczę.
    Kurcze, taka rozmowa prawdziwego pesymisty i optymisty w realu byłaby dziwna... Bo w zasadzie nie wydaje mi się, żeby każdy był w 100% optymistą lub pesymistą. Chyba każdy ma raz na czas jakieś przebłyski 'tego drugiego'... Realistów chyba jednak można jeszcze czasem spotkać, ale to też dziwne np. przed sprawdzianem z fizyki, na który się nie uczyło i nic się nie umie mówić sobie, że nie będzie się mieć dobrej oceny. Wydaje mi się, że czasem trzeba być po części optymistą, czasem pesymistą, a czasem też realistą. Skomplikowane to wszystko. xD Ale opowiadanie super! ^^
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam mniej więcej tak: w sprawach prywatnych jestem raczej optymistką (choć czasem - ostatnio - mam doła, cierpię i jestem najbardziej mhrocznym dzieckiem świata), a tych dotyczących całej ludzkości... cóż, "Władca much" na tyle mocno odbił się na moim niewinnym dotychczas umyśle (nieskalanym myślą, chciałoby się powiedzieć :P), że ludzi uważam za zdolnych z natury raczej do zła niż do dobra. Dokładniej widzę to w ten sposób: są w nas pokłady dobroci i pokłady zła, ale do tych dobroci ciężej sięgnąć - bo tak nas kształtuje społeczeństwo, tak jest łatwiej i wygodniej, i tak dalej. Czasami jednak zostaję młodym Enjolrasem i posyłam przechodniom radosne uśmiechy, i śpiewam pieśni pochwalne o "okruchu dobra" :D Więc właściwie... różnie bywa. Nie no, nie wiem kim jestem, strach, mrok, ból!
    Z każdym nowym opowiadaniem widać zmiany, jakie następują w Twoim warsztacie - czasem przejściowe, ale niektóre pewnie zostaną na stałe. Moją wielką trójcą są jak na razie: tekst o Alicji, o gargulcu, i ten właśnie o tu, powyżej, jest absolutnie cudowny! Podoba mi się szalenie (lubię to wyrażenie... nawet nie czuję, kiedy rymuję) :> Zdarzały Ci się pewne drobne potknięcia, ale zupełnie nieznaczne, bo przede wszystkim miałaś genialny pomysł. Naprawdę, Polu, jesteś kozakiem i koksem. Kurczę. Twoje opowiadania... one po prostu mają jakiś sens. Są oryginalne, nie wciąż o tym samym. A poza tym kocham Optymistę (no bo on taki jest rozczulający ♥), Pesymistę także zresztą (bo on jeszcze bardziej rozczulający z tą swoją gburowatością ♥), no i naprawdę dobra puenta. Miodzio, mocium panie!
    Szerzmy dobro! Ahoj!
    Twoja B.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem optymistką ale też zdarza mi się (jak chyba każdemu) złapać takie chwile doła...
    Zgadzam się w pełni! Każdy człowiek może coś zdziałać, wystarczy po prostu nieść uśmiech i pomoc, niektórzy chyba jednak nigdy nie zrozumieją, że optymistyczne spojrzenie i nutka radości w życiu nie bolą.. Jednak najlepiej zacząć zmieniać świat na lepsze od samego siebie, prawda? :D
    A opowiadanie bardzo fajne :D

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja nie wiem kim jestem, czy optymistą, pesymistą, czy realistą. Chyba u mnie trudno to stwierdzić, ale wydaje mi sie,że mam takie optymistyczno-realistyczne podejście. Od jakiegoś czasu staram się bardziej cieszyć z życia, dostrzegać dobro, a także to,że do szczęścia nie potrzeba wiele. To są na pewno cechy optymistyczne. Myślę,że pesymistą nie jestem, bo pesymista kojarzy mi się z kimś, kto wiecznie narzeka bez powodu, ma zły humor. Fakt, łapię czasem dołki, jak każdy, ale są to tylko przejściowe stany. Za to stwierdziłam,że jest ze mnie trochę realisty, bo dostrzegam w świecie wiele absurdów życiowych, wiele rzeczy, które są dla mnie niedorzeczne, ale wiem, że nic z nimi nie zrobię, więc staram się pomimo ich obecności cieszyć się życiem, bo tak po prostu żyje się łatwiej. Właściwie z powodu tych czynników uważam się za optymisto-realistę. Inaczej tego nie umiem zdefiniować. Z reszta kto powiedział,że nie mogą być postawy pośrednie.
    Nigdy jakoś by mi nie przyszło do głowy, aby napisać opowiadanie o optymiście i pesymiście. Już miałam napisać,że zawiódł mnie koniec, bo spodziewałam,że nic się nie wydarzy, ale po chwili przeczytałam ostatnie zdanie, więc zakończenie mi sie bardzo spodobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. nie wiem, czy pisałam, ale zmieniłam adres bloga. Oto nowy adres: idonttcare.blogspot.com

      Usuń
    2. Rozumiem,że z czasem wolnym jest ciężko. Z resztą wydaje mi się,że większość osób ma z tym problem

      Usuń
  10. 1. Trafiłam akurat tu, bo bardzo byłam ciekawa, jakie piszesz opowiadania! :D
    2. Też jestem optymistką, piątka! :D
    3. Też przeżywam, rozumiem Cię, piątka! :<
    4. "Szklanka Pesymisty była do połowy pusta, a Optymisty do połowy pełna" - urzekło mnie to... Słyszałam już gdzieś coś takiego, ale jednak... Nie wiem czemu, ale poruszyłaś mnie tym tekstem, no! :D
    5. Przeczytałam całość i jestem pod wrażeniem! Zdecydowanie mogłabym się dogadać z tym Optymistą! Dodatkowo masz na prawdę talent, jeżeli chodzi o pisanie! Żyć nie umierać! :3

    No i to tyle, od teraz będę czytać na bieżąco Twojego bloga i zamierzam poczytać również wcześniejsze posty. ;3

    OdpowiedzUsuń