niedziela, 20 września 2015

,,Bo jak śmierć potężna jest miłość" (Pnp 8,6)

Powyższy, notabene bardzo piękny cytat, pojawił się tutaj nie bez przyczyny. 
No, w sumie jest to oczywiste, bo rzekomo nic nie dzieje się bez przyczyny, ale już tak ładnie mi się to pierwsze zdanie napisało (a ze wstępem zawsze mam problemy).
No dobra, do brzegu. Przyczyną jest nie tylko tematyka posta, ale przede wszystkim  Monika P. , która nominowała mnie do pewnego wyzwania- otóż w następnych postach pojawiać się będą cytaty lub krótkie fragmenty z Pisma Świętego, wraz z moją refleksją, komentarzem. Bardzo spodobała mi się ta akcja, nie tylko dlatego, że jestem wierząca, ale także dlatego, że w Biblii naprawdę można znaleźć wiele pięknych, pozytywnych, motywujących myśli oraz uniwersalnych mądrości- również dla ateistów. Dlatego też Monice pięknie dziękuję i oczywiście do wyzwania przystępuję (nawet nie czuję kiedy rymuję). 
Do akcji nominuję wszystkich zainteresowanych i zachęcam do udziału, nawet, jeśli ktoś nie jest wierzący. Naprawdę, można znaleźć wiele pięknych zdań.

Wierzę w miłość. 
Serio.
I wierzę w to, że miłość wiele może. Ba, myślę, że jest to najpotężniejsze uczucie i najpiękniejsza rzecz, jaką jeden człowiek może dać drugiemu (jeśli jest prawdziwa). Mam wielkie szczęście, bo żyję  w rodzinie, w której codziennie mówi się sobie ,,kocham cię". Taki prosty zwrot, a często sprawia nam tyle problemu. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wielu jest na świecie ludzi nieszczęśliwych, niekochanych i samotnych. Jednak wiem także, że nasz gatunek, chociaż tak wyspecjalizowany w okrucieństwie i zbrodniach, jest również zdolny do miłości- tej do rodziny, do ojczyzny, do osoby, w której jest się zakochanym, po prostu... do drugiej osoby, bliźniego. Także tej do Boga, świata oraz życia. I kurczę, wierzę w to, że to niesamowite, szczere uczucie może góry przenosić. Pamiętajcie, że nie piszę tutaj o toksycznych związkach, czy miłości, która niszczy człowieka od środka, czy doprowadza go do obłędu (bo i takie są. Jeśli chodzi o to ostatnie, to wystarczy chociażby obejrzeć ,,Psychozę"). Mam na myśli piękne relacje polegające na przywiązaniu, wzajemnym zaufaniu, zrozumieniu, przyciąganiu, et cetera. Wbrew pozorom, takich jest sporo, nie tylko na srebrnym ekranie czy kartkach powieści. I nie dotyczą jedynie zakochania. Doświadczam miłości każdego dnia- to naprawdę coś pięknego. Ta wiedza, że jesteście dla kogoś najważniejsi na świecie, a ktoś jest najważniejszy dla was. 
Wiem, wiem, zrobiło się tkliwie i trochę zbyt słodko. Nie bójcie się, zaraz zrównoważę ironią. Ale kurczę, miłość ma w sobie coś uskrzydlającego. Powiedzcie dzisiaj do kogoś bliskiego ,,kocham cię", oczywiście jeśli go naprawdę kochacie. 
Zobaczcie, takie proste dwa słowa, a tyle w nich mocy.

Love 

Z tematu miłości nie schodzimy, acz teraz będzie o nim z trochę... eee... innej strony. 
Zaraz bowiem Wasze oczy ujrzą...
Ujrzą...
Ujrzą...
(żałosna próba zbudowania napięcia zawsze spoko)
...pierwszy na tym blogu dramat!
*fanfary, brawa, wiwaty, okrzyki euforii, itd.*
Powstał on na obozie literackim (jestem ciekawa, jaki uzyskałoby się wynik, gdyby policzyło się, ile razy na tym blogu wspominam ten wyjazd). Otrzymaliśmy bowiem zadanie napisania dramatu o uczuciach. Efekt możecie zobaczyć poniżej. 
Twór jest to dziwny, nawet bardzo dziwny, ale... raz kozie śmierć. Wstawiam i życzę dobrej zabawy.


Amadeusz i Rozalia
Tragedia miłosna w 3 scenach

Scena 1
Mała miejscowość. Słońce świeci, niebo jest błękitne. Amadeusz stoi pod oknem domu Rozalii. Dom jest dosyć duży i zrobiony z kamienia.
Amadeusz rzuca kamyczkiem w szybę okna. Nie trafia.

AMADEUSZ: O Rozalio, podejdź do okna!

Rozalia otwiera okno i wygląda przez nie. Dostrzega Amadeusza.

AMADEUSZ: Och, Rozalio!

ROZALIA: Och, Amadeuszu!

AMADEUSZ: Me serce krwawi, najdroższa!

ROZALIA (z niepokojem): Ach, gdzie? Nie widzę!

AMADEUSZ: Tego nie da się zobaczyć!

ROZALIA: To krwotok wewnętrzny?

AMADEUSZ: To metaforyczny krwotok.

ROZALIA: Och, nie! A na czym on polega?

AMADEUSZ: Na tym, że kocham cię aż do bólu!

ROZALIA: Och, nie! To jak cię boli, nie chcesz przestać?

AMADEUSZ: W tej udręce znajduję słodycz, albowiem ma miłość jest gorąca i wspaniała niczym słońce!

ROZALIA: A nie parzy cię?

AMADEUSZ (z czułością): Nie, mój kwiecie, nie parzy.

ROZALIA: To cudownie.

AMADEUSZ: Zaiste, wiem. Nie chcesz zejść do mnie, najdroższa?

ROZALIA: Nie mogę, nie wolno mi samotnie wychodzić z domu. Ale za to ty mo…

AMADEUSZ: Ach, gdybyś miała winorośl, to mógłbym się po niej wspiąć do ciebie!

ROZALIA: Ale niestety nie mam, najdroższy.

AMADEUSZ: A może zasadzisz, najsłodsza?

ROZALIA: Nie mam miejsca, najdroższy.

AMADEUSZ: Balkon ci potrzebny, najdroższa!

ROZALIA: Och, tak! Jakiś ty mądry, najdroższy!

AMADEUSZ: Ach, dziękuję ci, najsłodsza.

Scena 2
Dom Rozalii. Duży, piękny salon. Rozalia rozmawia ze starym, znudzonym ojcem, który siedzi w fotelu.

ROZALIA: Ojcze, mam do ciebie prośbę.

OJCIEC (ze znużeniem): Jaką?

ROZALIA: Chcę mieć balkon, ojcze.

OJCIEC (ze zdziwieniem): Po cóż ci balkon?

Zapada krótka cisza.

ROZALIA: Bo chcę zasadzić winorośl na balkonie.

OJCIEC: A po co ci winorośl?

Ponownie zapada cisza.

ROZALIA (cicho, zalękniona): Nie wiem…

OJCIEC: Aha.

Ojciec zasypia w fotelu, Rozalia idzie do swojego pokoju.

Scena 3
Amadeusz stoi pod oknem Rozalii. Rozalia stoi przy oknie.

ROZALIA: Niestety, nie możesz wejść do mnie po winorośli, Amadeuszu. Ojciec nie chciał mi zrobić balkonu.

AMADEUSZ: Och, nie!

ROZALIA: Och, tak.

AMADEUSZ: To potworne!

ROZALIA: To fakt. Ale za to możesz…

AMADEUSZ: Ach, czyli to koniec! To koniec naszej miłości! Ach, serce mi krwawi! Tonę w smutku! Nie możemy się więcej spotykać!

ROZALIA: Ach, nie! Czemu?

AMADEUSZ: Nie możemy się spotkać poza twym domem, gdyż nie możesz wychodzić sama! Ja zaś nie mogę wejść do ciebie, gdyż nie masz winorośli ani balkonu! To potworne! To przerażające! To… och!

ROZALIA: Ale…

AMADEUSZ: Konam!

Amadeusz umiera z rozpaczy.

ROZALIA: Och, Amadeuszu! Przecież mogłeś wejść po schodach i przez drzwi, w ten sposób wolno by nam było się spotkać! Och, nie…

Rozalia rzuca się z okna.

KURTYNA


Tak.
Ekhem.
Mam oczywiście nadzieję, że dramat się podobał. Koniecznie dajcie znać:) 

FFFFOUND! | zoom.gif 710×499 pixels 

W ogóle doszłam do wniosku, że ostatnio wokół mnie ciągle coś się dzieje. Ledwo się zorientowałam, a już zaczęła się szkoła. Nie zdążyłam mrugnąć, a zleciało dwadzieścia dni września. Sprawdziany, wyjścia, wypady ze znajomymi, operacja (na szczęście nic bardzo poważnego), mnóstwo tekstów do napisania. Czasem wydaje mi się, że jest tego za dużo, a dni gnają jak głupie. Też macie takie wrażenie, czy tylko mój zegarek jakoś tak dziwnie przyspieszył?

Niebawem możecie spodziewać się kolejnego ataku mojej radosnej ,,tfurczości", bowiem zapewne pojawi się opowiadanie (będące w trakcie tworzenia).
Tym optymistycznym akcentem więc zakańczam!
Pozdrawiam ciepło,
Pola 


PS: Oznajmiam jeszcze wszem i wobec, że po raz pierwszy na tym blogu zastosowałam wyrównanie tekstu. A wszystko dzięki Julii Barbasiewicz, która wydobyła mnie z mroków niewiedzy. Dziękuję!

10 komentarzy:

  1. Wielki powrót Amadeusza i Rozalii! Jak ja kocham ten dramat. Znów przez ciebie zaplułam ekran. Chyba będę musiała zakupić jakąś osłonkę na niego czy coś.
    Miłość jest piękna, nieprawdaż? Podobnie jak ty zawsze w nią wierzyłam i wierzyć w nią będę. To niesamowite uczucie, którego jest zawsze za mało. Każdy dobry rodzaj miłości, od razy sprawia, ze świat wydaje mi się bardziej optymistyczny.
    Kiedy wspomniałaś o różnych rodzajach miłości, zaraz przypomniała mi się Patriotka. Mimo, że czasami jej zachowanie było strasznie denerwujące, to jednak jej miłość do ojczyzny była... niesamowita? Niezwykła? Na pewno mnie poruszyła.
    Znów zmienię temat. Zdajesz sobie sobie sprawę, że jak tylko zobaczyłam ten rysunek, to aż zapiszczałam z radości. Kocham, uwielbiam " Odlot ". Moja najukochańsza bajka dzieciństwa forever :)
    Trochę krótki ten komentarz, ale naprawdę nie mam pojęcia co napisać.
    Pozdrawiam
    Luna

    OdpowiedzUsuń
  2. No, Biblia jest większą kopalnią cytatów niż Mały Książę, a to naprawdę coś. :D (Zastrzegam - nie lubię Małego Księcia. W przeciwieństwie do Biblii).
    Zwykle wypowiedzi bazowane na jakimś aforyzmie balansują na granicy niepotrzebnego patosu i zdecydowanie zbyt cukierkowej wizji świata, i Bukwa w kontakcie z takimi bywa bardzo krytyczna (jako że sama nie potrafi się mądrze wypowiedzieć w żaden sposób :P). Tobie się jednak udało. Twój pogląd nazwałabym optymistycznym, w czym oczywiście jest bardzo dużo dobrego. Z reguły zgodziłabym się z Tobą. W sensie, też uważam, że miłość jest potężna. Ale czasem czytam "Władcę much" albo po prostu gazetę i trochę powątpiewam w dobrą wolę ludzkości... *Bukwa-filozof*
    O mój borze! Od dziś ogłaszam się oficjalnie wielbicielem Amadeusza i Rozalii! Dramat ten jest obecnie mym obiektem kultu. Wyszedł bezbłędnie :D Zwłaszcza podoba mi się druga scena, ale oczywiście Amadeusz podbił me serduszko swym konaniem i winoroślą... Ach, biedny, dzielny młodzian... *roni łzę* I w ogóle zrobiło się tak zielonogęsiowo, a Bukwa ma obsesję na punkcie Zielonej Gęsi. Od dzisiaj jesteś drugim Gałczyńskim, Polu!
    Faktycznie, czas się nie obija. Wakacje były już, hoho...! Nie wiem, z jakieś sto lat temu. No i te klasówki... taak... Od razu życie robi się bardziej barwne.
    Mam nadzieję, że po przejściu enigmatycznej operacji czujesz się dobrze i tego Ci życzę, oraz przesyłam ciepłe uściski, jako że to taki zwyczaj - w każdym razie
    trzymaj się, Konstanty... znaczy, Polu!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach Polu! Me serce krawawi, ponieważ nie ma drugiej części dramatu! Cóż, ale tak na poważnie to post bardzo zacny - zwłaszcza jego pierwsza część jakoś tak mnie poruszyła... Z reguły (niemalże jak w.w. Bukwa) podchodzę dość sceptycznie do wszystkiego co górnolotne, ale twój post górnolotny nie był. Był taki w sam raz... Też od razu twój dramat skojarzył mi się z K.I.Gałczyńskim, a to nie byle co! Także życzę szczęścia w dalszej radosnej "tfurczości"

    P.S. Jestem bardzo dumna mogąc ujrzeć wyrównany wpis u Ciebie na blogu. Jest progress :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zegarki spieszą, ja nie mam prawie na nic czasu... A dramat jest przegenialny :') Zwłaszcza pierwsza scena, która absolutnie mnie rozwaliła :") My na literackim nie pisaliśmy dramatów, czemuu?
    A pierwsza część posta zacna. Bardzo zacna. Ja też wierzę w miłość. Nie wyobrażam sobie bez niej życia... Żywię ją nie tylko do ludzi, ale też do psów i rzeczy (w stylu pianino, książki, herbata...)... Miłość jest przecież w życiu potrzebna. Zarówna ta do bliskich, jak i do ojczyzny, życia, Boga...
    Pozdrawiam refleksyjnie...
    Muminek

    OdpowiedzUsuń
  5. Niezmiernie się cieszę, że podjęłaś akcję i propagujesz ją na swoim blogu :) Przyznam, że na ten cytacik nie wpadłam, ale bardzo mi się spodobał i jakby nie było pasuje do przyszłej notki, która jest w trakcie tworzenia... więc... czy mogłabym odgapić? (tak, tytuły wymyślam na końcu) :D Swoją drogą, twój komentarz na temat miłości jest cudowny. To niesamowite, że piszesz z takim optymizmem, jakbyś była przepełniona tym uczuciem :)
    Dramat w trzech aktach genialny! Od razu skojarzył mi się z "Romeo i Julia", ale to takie jakby streszczenie i do tego dosyć zabawne :) Ten paradoks sytuacji iście komiczny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Scena druga i tak powala mnie na kolana xD Fajny wyszedł ci ten dramat i faktycznie dramatyczny... Ahh niespełniona miłość...
    A zegarki faktycznie przyspieszyły. To dosyć straszne ale co zrobić :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Dramacik na prawdę fajny. Taki trochę podobny do Romea i Juli, chyba przez ta scenę z balkonem lub bez balkonu jak w tym przypadku. Scena druga mi sie chyba najbardziej podoba. Fakt jest taki,że domyśliłam się z tymi schodami (jak chyba każdy), ale za to nie pomyślałam,że on umrze z rozpaczy, a ona sie rzuci. Nawet, gdy pisze słowo "dramat" zapominam o nim i nie przychodzi mi do głowy,że się tragicznie zakończy.
    Bardzo pozytywnie podchodzisz do miłości. Ja też mam zdanie,że miłość jest w stanie góry przenosić. Też mi się wydaje,że czas szybko pędzi do przodu. Problem w tym,że ja za tym nie nadążam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tam na tych miłościach się nie znam, nie ogarniam, nie wiem co i jak, z kim, gdzie i po jaką cholerę. Temat miłości jest wałkowany wszędzie po pierdyliard razy i czasami naprawdę mam go dość, kiedy ktoś opisuje to wyjątkowo nieumiejętnie, schematycznie i gra na moich nerwach. Nie lubię, po prostu nie lubię. Zapewne zmienię zdanie, jeżeli w przyszłości zaznam jakiejś innej niż ta do mojego kota.
    A dramacik pozostawię bez komentarza.
    P.S. W wolnej chwili zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepraszam, że komentuję tak późno, ale życie robi nam czasem naprawdę ciekawe niespodzianki. :D
    Miłość to naprawdę niesamowite uczucie, chociaż raczej się na tym nie znam. :D Ale kocham moich rodziców i rodzeństwo i kocham oczywiście harcerstwo, i kocham flet, i ukulele, i w ogóle gdybym mogła to kochałabym wszystkich ludzi! ^^
    Hah, dramat bardzo ciekawy, troszkę z początku 'Romeo i Julię" przypomina, ale bardzo mi się podoba! :D Końcówka rozwala! <3
    też wyrównuję tekst dzięki Julce! :D To chyba faktycznie coś daje. :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń