Heloł!
(inglisz tak bardzo)
Stosunkowo niedawno pytałam się Was, czy bylibyście zainteresowani postem ze
wskazówkami dotyczącymi pisania, które wyniosłam z rozmaitych zajęć, lektur i innych takich. Odzew był przychylny, więc z wielką
przyjemnością zasiadam dziś do klawiatury, aby przedstawić państwu zbiór rozmaitych
rad, które mogą (chociaż nie muszą) ułatwić proces twórczy i pomóc się rozwinąć
w pisarskiej pasji. Wczoraj właściwie był nawet Międzynarodowy Dzień
Piśmiennictwa (właściwie to nawet miałam opublikować posta wczoraj. A nawet
przedwczoraj. A nawet kilka dni temu. Tak, tworzę ten wpis kilka dni.
Taaak...).
Muszę tutaj koniecznie zaznaczyć, że bynajmniej te wskazówki nie zostały
wymyślone przeze mnie. Umówmy się, w kwestii pisania jestem stanowczo zbyt
marna i mało doświadczona, żeby udawać znawcę i udzielać złotych rad innym.
Sama się uczę, więc nie mam prawa, żeby pouczać. Przedstawione niżej podpowiedzi są naukami, które sama wyniosłam
z warsztatów pisarskich, obozu literackiego oraz od wielkich autorów, czyli ogólnie - mądrych ludzi. Znajdują
się tu także takie, które wydają się dosyć oczywiste, a jednak warto o nich
wspomnieć, bo nie zawsze oczywiste są. To nie reguły - w pisaniu nie ma reguł
(chyba, że mówimy o szkolnych wypracowaniach). To tylko luźne wskazówki, które przypadły mi do gustu i akurat dla mnie działają. Ten
miks pragnę Wam dziś zaprezentować, ponieważ... kto wie? Może się komuś przyda?
W końcu wśród Was jest całkiem sporo miłośników słowa pisanego.
Nie przedłużając więc (co zwykle, niestety, czynię)...
Zapraszam!

Czytaj i pisz
Łaał, jakież to górnolotne,
czyż nie?
Ale serio- wyobrażacie sobie pisanie
bez czytania książek? Gdyby nie czytanie, pragnienie tworzenia własnych opowieści
nie miałoby szansy w ogóle w człowieku zakiełkować. Gdyby nie czytanie, pisarz
nie miałby pojęcia, jak w ogóle pisać. Ponadto to nasz księgozbiór wpływa na
nasz styl, zasób słownictwa, na sposób postrzegania świata, na gatunek, w
którym tworzymy. Na nas samych. To inne książki kształtują warsztat pisarza i
jego osobowość, rozwijają go. Oczywiście zdarzają się autorzy, którzy nie
czytają. Ale co tu kryć- jest ich niewielu.
,,Pisz"- tak brzmi
pierwsza z ośmiu rad Neila Gaimana. Niby oczywiste. Ale ważne. Bo
pisania nie da się nauczyć czytając literaturę innych pisarzy, czy poradniki
pisarskie. Nie da się wkuć regułek na pamięć i dobrze tworzyć. Trzeba po
prostu... pisać. I pisać. I pisać. I jeszcze raz: pisać. I jeszcze raz... no
dobra, starczy. W każdym razie... w inny sposób nie da się rozwinąć. Najlepiej,
oczywiście, zasiadać do tekstów regularnie, ale... ekhem, ekhem... wiadomo, jak
to jest... Warto jednak jakoś się mobilizować i pisać nawet krótkie formy, żeby
nie wyjść z wprawy . Pomaga też ustalenie sobie jakiegoś rytmu, czy czegoś w
tym stylu. Albo powiedzieć do siebie: ,,Dobra! Nie odchodzę od laptopa, dopóki
nie napiszę siedmiu stron!" (okej, to nie zawsze działa. U mnie na
przykład dziwnym trafem siedem stron zmienia się w pięć, a potem w cztery, a
potem w jedną... ale... tego... trzeba próbować!). Są autorzy, którzy
wyznaczają sobie dane godziny pracy (np. piszą równo godzinę, ani minuty więcej
lub mniej), limit stron albo znaków... metody są różne. Niektórzy uważają, że należy się nie
ograniczać, tylko pisać wtedy, kiedy ma się na to ochotę. Wszystko zależy od osoby.
W każdym razie- najważniejsze jest to, aby dużo, dużo pisać i czerpać z tego wielką radość, rozwijając się i tak dalej (w praktyce wygląda to tak, że podczas tego rozwoju i radosnego procesu twórczego często ma się ochotę walić głową w klawiaturę, przynajmniej w moim przypadku, ale ćśśś, pisanie jest świetne!).
W każdym razie- najważniejsze jest to, aby dużo, dużo pisać i czerpać z tego wielką radość, rozwijając się i tak dalej (w praktyce wygląda to tak, że podczas tego rozwoju i radosnego procesu twórczego często ma się ochotę walić głową w klawiaturę, przynajmniej w moim przypadku, ale ćśśś, pisanie jest świetne!).
No dobra. Kończymy
oczywistości.

No ba.
Spotkajmy się w realu, czyli wiarygodni bohaterowie
To jedna z rzeczy, o których
wielokrotnie mówiono mi na przezacnym obozie literackim. Mianowicie- wykreowane
postaci powinny być pełnokrwiste, interesujące i wiarygodne. To znaczy, w miarę
możliwości takie, które funkcjonowałyby w prawdziwym świecie. Nie chodzi mi
tutaj o kwestię np. rasy (wiadomo, że taki Legolas we współczesnych realiach
żyć by raczej nie mógł), ale charakteru, konstrukcji. Przykładowo,dziecko,
które doświadczyło przemocy w domu, raczej nie będzie się zachowywać tak, jak
inne maluchy. Będzie nieufne, wycofane, skryte, momentami wręcz nieprzyjazne, a
może agresywne, nieprzystosowane do kontaktu z ludźmi? Niewskazane są również
sprzeczności w postaci, które są nienaturalne i nieprawdopodobne (ekhm,
,,Szklany tron", ekhm). Bohater powinien mieć także wady- czyli precz z
Mary Sue (dla niezorientowanych służę linkiem do Wikipedii, a jednocześnie
pozdrawiam Literatów). Ludzie idealni nie istnieją, a więc postacie, którym
wszystko się udaje, są piękne, inteligentne, lubiane, odważne, cudowne i w
ogóle och, ach, ojej, są nie tylko nieprawdopodobne, ale też dosyć trudne do
polubienia. Oczywiście nie ma problemu, kiedy bohater jest zdolny czy
atrakcyjny. Ale nie kumulujmy w nim wszystkich najwspanialszych zalet, ani nie
przemieniajmy go w lepszą wersję samego siebie. Nie tędy droga. Aby postać była
intrygująca i pełnokrwista, musi mieć wady.
Pozwolę sobie także posłużyć się
cytatem z ośmiu rad Kurta Vonneguta: ,,Daj czytelnikowi przynajmniej
jednego bohatera, którego stronę będzie mógł trzymać". Jednego.
Jakiegokolwiek. Nawet, jeśli postać jest zła, jej losy powinny zainteresować i
kurczowo trzymać przy lekturze, żeby czytelnik nie musiał stwierdzić: ,,Ej,
właściwie to nic mnie nie obchodzi, czy ten bohater przeżyje, czy
nie".
,,Każdy bohater powinien czegoś chcieć, nawet jeśli jest to tylko szklanka wody"- K. Vonnegut
Tak, znowu pan Vonnegut. Wiem. Ale co
poradzę na to, że w większości miał naprawdę dobre rady dla pisarzy? Zresztą książki również
(czytałam wprawdzie jedną, ale była genialna). Ale do brzegu, do brzegu.
O tym, że pragnienia bohaterów
napędzają fabułę czytałam dawno, dawno temu w takim pisarskim poradniku dla
młodzieży, bodajże ,,Chlapanie atramentem" Anne Mazer i Ellen Potter.
Cytując: ,,Gdyby ta opowieść była samochodem, to to pragnienie pełniłoby rolę
silnika". Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie chodzi tylko o największe
marzenia, ale o pragnienia w ogóle. To, czego postać w danym momencie chce, ma
wpływ na jej dalsze losy oraz na losy innych.
Przykładowo, motorem fabuły jest
wielka chęć zemsty głównego bohatera na przyjacielu, który włamał się na jego
konto i powypisywał takie rzeczy, że teraz nasz protagonista ma obniżoną ocenę
z zachowania, stracił znajomych i zaufanie bliskich. I w ogóle wszystko. Czarna
rozpacz, masakra, tragedia. Nikt nie chce uwierzyć, że to nie nasz biedny...
powiedzmy, Tom. Jednak poza tą zemstą, do której Tom dąży, są również inne
pragnienia. Na przykład... chłopak nie chce jechać tramwajem, tylko
przejść się pieszo. I robi to, a po drodze napada go jakiś bandyta w czarnym
kapturze, który chce jeść i wyrywa mu drugie śniadanie, a następnie
ucieka, więc nasz pokrzywdzony protagonista jest głodny. Chce więc zjeść
w swojej ulubionej pizzerii. Udaje mu się to i przypadkowo spotyka fałszywego
przyjaciela, który zniszczył mu życie. Ten zaś chce mu dokuczyć jeszcze
bardziej, więc zaczyna atakować go złośliwymi komentarzami. Tom nie chce
tego dłużej znosić, więc w ataku szału rzuca pizzą w swojego podłego,
zdradzieckiego kolegę. Wszyscy znajomi Toma i jego eks-przyjaciela chcą zaznać
odrobiny rozrywki, więc zaczyna się bitwa na pizzę. Właściciel pizzerii jednak nie
chce tego znosić, więc wzywa policję.
Ta-dam!
Łał, ten przykład był żałosny.
Ale... chyba mniej więcej wiecie o co
chodzi. Gdyby bohaterowie nie mieli żadnych celów i pragnień, nawet najbardziej
błahych, to suma sumarum taka powieść czy inny tekst, byłby o niczym. To,
czego w danej chwili chcą postacie spełnia się albo nie, ale napędza fabułę.
No.

Pokazywanie > opisywanie
Jeżeli masz do wyboru opisać jakąś
postać albo pokazać ją w akcji, to zawsze wybierz to drugie.
Tak, zgadliście- znowu nauka
wyniesiona z obozu literackiego.
Wyobraźcie sobie, że macie opisać
jakiegoś wyjątkowo podłego łotra (może ten przykład wyjdzie lepiej niż przygody
Toma z pizzą). Łotra nad łotry. Czarny Charakter pisany Wielkimi Literami.
Ogółem- złego złoczyńcę. Oczywiście, aby czytelnik nie miał żadnych
wątpliwości, że ten nikczemnik w istocie jest nikczemny, trzeba ukazać
jego nikczemność w pełnej krasie. No właśnie- od razu włącza się odruch
machnięcia opisu tego drania, ze szczegółowym podaniem jego cech charakteru,
listy złych występków, być może nawet wyglądu (demonicznego, a jakże). Można,
oczywiście, że można. Tylko, że zdecydowanie lepiej byłoby zamiast tego
przedstawić scenkę z udziałem Czarnego Charakteru, w której te okrutne cechy
zostałyby pokazane, a opisy np. wyglądu przy okazji. Czytelnik dzięki ujrzeniu
bohatera w akcji zrozumie, jakim jest człowiekiem. To matematyczne działanie:
pokazywanie > opisywanie, naprawdę warto zapamiętać. A największą zaletą jest
to, że nawet nic nie trzeba liczyć.

To tak w sumie tylko a'propos łotrów,
a nie wskazówki, ale jest genialne. I bardzo prawdziwe, ku mojemu utrapieniu w
przypadku niektórych bohaterów (,,No zabij tego idiotę w końcu, zabij, nie
gadaj tyle, zabij...")
,,Jeśli w pierwszym akcie na ścianie
wisi strzelba, to w drugim albo trzecim musi wystrzelić"- A. Czechow
Tutaj znowu kłania się obóz
literacki, a także różne strony internetowe poświęcone pisaniu - nie
wprowadzajmy do tekstu rzeczy, które nie mają znaczenia dla fabuły. Wszelkiego
rodzaju zapychacze, niedokończone wątki, zbędne fragmenty- mówimy temu
,,nie". Piszę to z bolesną świadomością, że ja tak często robię, dodając
do moich tekstów rzeczy, które może i brzmią dobrze, ale właściwie nie mają
żadnego znaczenia. A liczba stron rośnie i rośnie... niestety, gdzieś głęboko
mamy zakorzenione przeświadczenie, że np. taka powieść musi być długa. Długa
może być wtedy, kiedy jej rozmiary są uzasadnione. Ale nie wpychamy
bezsensownych wątków, relacji, scen i tak dalej, i tak dalej, bez żadnego
konkretnego celu. Wbrew pozorom, w wielu przypadkach mniej=więcej.
Zacytuję Kurta Vonneguta (again!)-
,,Każde zdanie musi spełniać jedną z dwóch funkcji- odkrywać bohatera lub
rozwijać akcję".
Cóż... nic dodać, nic ująć, tylko
przejść do kolejnej wskazówki.
Poprawiaj
Umówmy się- prawie nigdy pierwsza wersja tekstu nie wygląda dobrze. Bo to pierwsza wersja. To znaczy, może dobrze wyglądać, ale utwory poprawione najczęściej prezentują się o wiele, wiele lepiej. Dobrze jest czytać swoje teksty jakiś czas po ich napisaniu- wtedy można ocenić wszystko na chłodno, spojrzeć na to z większym dystansem, dostrzec więcej błędów. Nie należy bać się nanoszenia poprawek, czy reagować na to niechęcią. Często to naprawdę dobra zabawa, jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi. Można przeczytać całe swoje dzieło i wprowadzić do niego coś nowego, zmieniać, bawić się tym, co się już napisało, zobaczyć, jaką drogę już przebyliśmy.
Jeśli chodzi o mnie, to bardzo
często poprawiam to, co stworzyłam.
Właściwie mam wręcz manię poprawiania.
Gdybyście widzieli moje brudnopisy, to... nie, lepiej nawet sobie tego nie
wyobrażajcie. To przerażający widok. Nawet, gdy czytam moje stare utwory, to aż
palce mnie świerzbią, żeby poprawić błędy interpunkcyjne, logiczne czy
ortograficzne (niedawno, w ramach przeglądu starej ,,tfurczości" znalazłam
moją powieść, którą napisałam w wieku lat dziewięciu- notabene jest to jedyna
dłuższa rzecz, którą dokończyłam- i naprawdę, ale to naprawdę ciężko było mi
się powstrzymać przed wykreśleniem słowa ,,utoniencie". W końcu
pozostawiłam w pierwotnym stanie, żeby mieć pojęcie, jak kiedyś pisałam, ale
naprawdę wiele, oj, wiele mnie to kosztowało:D).
Lecz o ile z tym nie ma problemu, to
pojawia się on, gdy trzeba wyciąć jakieś sceny.
Taaak.
Jak już Wam pisałam, mam skłonności
do pisania fragmentów, które wcale nie są potrzebne- to znaczy może i
zabawnych, ale zbędnych dialogów (które darzę wielką miłością), opisów
nieistotnych postaci i tak dalej... a jednocześnie przywiązuję się do
stworzonych przeze mnie zdań i nie mam serca ich wycinać. A czasem, niestety,
trzeba. To straszne, wiem. Ale jeśli mamy świadomość że coś nie pasuje do
tekstu, tylko zajmuje miejsce i w ogóle, trzeba się tego pozbyć, to...
pozbywamy się.
Auć...
Jedziemy dalej.
Dokańczaj
Znowu. Auć.
Jedyna powieść, którą kiedykolwiek
ukończyłam, to ta wyżej wspomniana, stworzona w wieku lat dziewięciu. Nie
zajęła nawet całego zeszytu (96 kartek, A5).
Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że
projekty powinno się dokańczać. Zmotywowanie się jest trudne, owszem.
Znalezienie czasu jest trudne, owszem (w końcu pisanie jednak trochę zajmuje).
Z weną jest trudno, owszem. Warto jednak próbować, pisać regularnie i starać
się zajmować jedną albo niewielką ilością rzeczy naraz. Można spróbować
postawić sobie za cel ukończenie danego tekstu i nagrodzić samego siebie
zrobieniem tego. Od razu jest motywacja!
Ale serio, warto doprowadzać rzeczy do
końca. Wytrwałość jest trudna, ale da się ją sobie wypracować. Tak mi się
przynajmniej wydaje, bo mi się jeszcze nie udało.
Wyjdź do świata
Pisarze nie powinni zamykać się
w swoich literackich światach i nie wychodzić z domu. Inspiracje są w ludziach,
w świecie realnym, wszędzie wokoło. Należy się na to otwierać, chłonąć to,
poznawać nowe rzeczy, odkrywać, bawić się, spełniać marzenia... a potem
opisywać to, ubierać w swoje słowa, przelewać doświadczenia na papier.
Ach, normalnie wzniośle się
zrobiło.
Ale wydaje mi się, że dla autora
dobrze jest mieć otwarty umysł, uczyć się nowych rzeczy, doświadczać nowości.
Oczywiście nie mówię tutaj o tym, że każdy literat powinien na wariata latać po
świecie i próbować wszystkiego. Nie, oczywiście, że nie. Każdy powinien robić
to, co chce. Chodzi mi o to, że fajnie jest poszerzać horyzonty, a dla pisarza,
który w końcu para się opisywaniem rzeczywistości (w wypadku fantastyki jej
przekształconej wersji) tym bardziej.
Nauka wyniesiona oczywiście z obozu
literackiego. Jeeej!
Pisz o tym, co cię interesuje
Niekoniecznie o tym, na czym się znasz.
Tylko o tym, co Ciebie samego ciekawi.
Po co pisać o tym, co jest
teraz modne, na fali? Po co kopiować? Po co zmuszać się do pisania czegoś, co w
ogóle Cię ni interesuje? Twórzmy rzeczy, które sami chcielibyśmy przeczytać
(obóz literacki po raz nieskończony), napiszmy to tak, jak nam się podoba.
Oczywiście, nikt
nie jest nieomylny. Owszem, pisząc tak, jak uważamy za słuszne, możemy
popełniać błędy. Ale najważniejsze jest to, żeby opowieść była nasza- niekoniecznie
jakaś szalenie oryginalna, w końcu rzekomo większość motywów była już
poruszona. Ale można te motywy przekształcać, bawić się nimi i pokazywać je ze
swojej perspektywy, od siebie. Bo Twojego punkty widzenia jeszcze nie było.
Można opowiedzieć swoją historię z pasją i
miłością do tworzenia. Wiem, brzmi to patetycznie. Może trochę naiwnie. Ale
pisanie to dla mnie kreowanie własnych światów, własnej rzeczywistości,
własnego ja, przelewanie tego na papier.
I to jest w tym takie piękne.
,,Napisz więc swoją historię tak, jak
twoim zdaniem musi być napisana. Napisz ją szczerze, opowiedz najlepiej, jak
tylko potrafisz. Jestem pewien, że nie ma innych zasad. A przynajmniej takich,
które mają znaczenie"
Neil Gaiman. Ostatnia z jego ośmiu rad.
Neil Gaiman. Ostatnia z jego ośmiu rad.
Jestem w stanie się pod tym
podpisać.

Pozdrawiam ciepło (przyda się, bo na dworze zimno),
Pola
*woła z wyrzutem* Jak mogłaś napisać post w tym czasie, w którym skomentowałam ostatni?! Muszę szybko przeczytać także ten!
OdpowiedzUsuńNie no, żartuję. Już się zabieram do czytania.
*po parunastu minutach*
Ach, no tak. Rady z zacnego Literackiego. Warto sobie poprzypominać, właściwie to gdzieś tutaj mam te kartki... chyba wsadziłam do "Podróży autora" Ch. Voglera. (Muszę to w końcu skończyć, to przestaje być zabawne).
BTW punktu numer jeden - moja siostra (a tak w ogóle to ona założyła sobie bloga, mogę posłużyć linkiem? Taka mini-reklama, nie obrazisz się? p-and-a-wm.blogspot.com, o) też dosyć dobrze pisze (głównie wypracowania) i tak dalej, ale nie znosi czytać i w ten sposób stoi w miejscu! Mówię jej: bez czytania nie ma pisania, ale jak kto woli. Potem się przekona, że to prawda w stu procentach, nie ma co.
Te wszystkie porady przypominają mi też, że dawno nie pisałam :< Znaczy, ostatnio stworzyłam pewnego potworka i go wstawię (chyba wspominałam o tym w poprzednim komentarzu? Tak, chyba tak), ale muszę też w końcu skończyć "Życie Toyani" (wytrwałość tak bardzo) i tekst na Kreatywne Spojrzenie... w ostatnim miesiącu nie popisałam się, nie ma co...
O! Tak A propos pragnień, to idealnym tego przykładem jest "Nie kończąca się historia". Tam właściwie najważniejszą rolę odgrywały pragnienia. Więc ten. Ogólnie polecam. Taak.
Idę dalej!
Pozdrawiam i życzę powodzenia w szkole! kotołaczka02
Problem z bohaterami polega na tym, że wiemy, że nie powinniśmy przesadzać i przypisywać postaci samych dobrych cech, ale czasami to wychodzi spod kontroli. Tak samo z zainteresowaniem czytelnika losami bohatera - chcę, aby było fajnie, ciekawie, aby odbiorca polubił główną postać. I to jest trudne. Stworzyć coś oryginalnego, wiarygodnego i trafiającego do serc czytelników. Mi natomiast zawsze (przynajmniej tak to odczuwam) wychodzą zbyt przerysowane postaci, czasami takie z "żółtej gumy" ulepione, mało plastyczne i ciekawe. Hmm... Chyba jestem zbyt krytyczna, chociaż to właśnie podobno samokrytyka jest bardzo potrzebna młodemu autorowie i prowadzi do ciągłych zmian.
OdpowiedzUsuńTen demotywator nasunął mi na myśl Dundersztyca z Fineasza i Ferba. Zawsze mnie to denerwuje w książkach (w filmach i kreskówkach jakoś nie:P) - czarny charakter gada i gada i daje czas temu dobremu na wygraną... Zawsze się zastanawiałam dlaczego tak się dzieje. Nagła potrzeba wyżalenia się komuś z swoich mrocznych sekretów, ewentualnie strasznych planów? Chociaż może autorzy wstawiają takie monologi po to, aby ukazać motywy działania czarnych charakterów? Bo w sumie gdzie indziej mogliby pisarze je przedstawić, aby czytelnicy się o nich dowiedzieli?
Czytanie książek jest bardzo ważne przy pisaniu, ponieważ to właśnie one kształtują styl. Chociaż spotkałam się z osobami, które pisały opowiadania w internecie, chociaż nie czytały książek np. o "Harrym Potterze", a były tylko pozostałością po sezonowcach, którzy namnażają się po każdorazowym maratonie HP w wakacje na TVN. Wiadomo jak to opowiadanie wygląda. Styl leży, interpunkcja leży. Ogólnie wszystko leży, a niektóre postacie nazywają się Dambledore, Snejp bądź Hermiona Grandżer...
Dziękuję za całkiem pomocne rady :)
u mnie aż tak zimno nie jest, nawet byłam na dworze w krótkich spodenkach i T-shircie (dobrze napisałam?).
No i przepraszam za wszelkie błędy ortograficzne - mam brzydki zwyczaj niesprawdzania komentarzy po ich napisaniu :/
Pozdrawiam
Tutti
Ciekawe rady, ich opisy i przykłady. ;) Ale... Przecież Augustus Waters nie ma żadnych wad, a je nawet ciekawą postacią, czytelnicy go lubią. xD Wiem, wiem, o co chodzi. Hahahahaha, też mam wielki problem ze zbędnymi scenami, postaciami itp. :D
OdpowiedzUsuńHahah, ale ciekawie i w zabawny sposób to opisałaś! :D Aż miło czytać takie wpisy!
OdpowiedzUsuńRady bardzo ciekawe, chociaż według mnie nie ma jakichś sztywnych wyznaczników jeśli chodzi o pisanie. Każdy dochodzi do własnych wniosków i ma swoje sposoby. Akurat z tymi radami, które przytoczyłaś w zupełności się zgadzam. Zwłaszcza z tymi o kreowaniu bohaterów. Chociaż ja lubię wykreować kogoś na początku z pozoru idealnego, a potem po kolei pokazywać jego wady, ukazując, kim jest tak naprawdę, a nie kogo udaje. To ciekawy zabieg według mnie.
Ale... Vonnegut twierdzi też, że autor powinien pisać jak najprostszym językiem, by pisać pod czytelników. Co prawda nie ujął tego dokładnie w ten sposób, ale do tego wniosku dochodzi się, czytając jego słowa. Akurat ta rada według mnie jest kompletnie bez sensu, pisanie dla wszystkich to pisanie dla nikogo, a zbyt prosty język traci swój urok... no ale! Każdy ma inny gust. Poza tym co ja mogę mu podskakiwać? To on pisze książki i na nich zarabia, nie ja. xD Poza tym nie przeczytałam nic z jego twórczości, więc nie chcę oceniać z góry. Po prostu zaskoczyła mnie taka opinia. Wiadomo, że nie można przesadzać w żadną stronę. ;)
Kurczę, ale chciałabym pojechać na obóz literacki, ciekawie musi na nim być... ale chyba za stara już jestem na coś takiego... :'( Przykro.
Pozdrawiam!
Eveline
Dziękuję bardzo, cieszę się, że się podobało:)
UsuńOczywiście, że nie ma sztywnych reguł, podkreśliłam to nawet na początku. To, co dzisiaj napisałam, to jakieś wskazówki, które usłyszałam, a które mi się spodobały i uznałam je za warte przekazania światu:D
Naprawdę Vonnegut tak twierdził? Przyznam szczerze, że nigdy o czymś takim nie słyszałam. I również się z tym nie zgadzam, każdy powinien pisać, tak, jak uważa za słuszne, chyba, że ktoś pisze tylko dla pieniędzy. Zaskoczyłaś mnie, powiem Ci;)
Pozdrawiam ciepło!
P.
Juhu! Ten post jest zacny, Polu. Pozwolisz, że skomentuję go w analogicznych podpunktach.
OdpowiedzUsuń1. O tak, czytanie jest ważne. Bez czytania ani rusz! O tak! Czytanie górą! Tak!
2. Precz z Mary Sue, na stos, na stos! I precz z wyidealizowanym alter ego pisarza!
3. Pragnienia to całkiem sprytny sposób na ogarnięcie jakiejś fabuły. Jako żem człek, co wymyśla sobie epickich (przynajmniej we własnym mniemaniu) bohaterów i świat, a potem tak zupełnie nie ma pojęcia, co z nimi zrobić, być może powinnam potraktować tę radę poważnie. A historyjka o Tomie podbiła moje serce! Zwłaszcza ten fragment, jak nasz wspaniały bohater ciska pizzą w tego podłego zdrajcę! Dobrze mu tak (zdrajcy, nie Tomowi)!
4. Zastąpienie suchego opisu postaci bardziej barwnym, plastycznym opisem sytuacji zawsze wychodzi na plus. Amen. (Czytałam jeden poradnik na temat pisania - tam też to było, więc ufam).
5. Znałam ten cytat Czechowa (ale nie mam pojęcia skąd. Może to moje wrodzone skille mądro-cytatowo-znaniowe). Nasz Antonek był mądrym człowiekiem (chociaż ja i tak lubię upychać te wszystkie niepotrzebne szczególiki. No bo co w końcu, barwna wizja ma być, to jest).
6. Czy ta powieść zostanie wydana nakładem jakiegoś wydawnictwa? Osobiście w to nie wątpię, skoro traktuje o tak poważnych i dramatycznych sprawach jak, powiedzmy, toniencie. :D (To takie urocze ♥).
7. "Auć" to mało powiedziane. NIGDY nie kończę żadnych tekstów, poza tymi do szkoły czy na jakiś konkurs. Ale jeśli piszę coś sama... uch, nigdy, nigdy. Łączmy się w bólu!
8. Nic dodać, nic ująć. Im więcej potencjalnych źródeł inspiracji, tym lepiej.
9. Ach, ten punkt w tych wszystkich poradnikach zawsze tak mnie wkurzał! A co, jak mnie nic w tym stylu nie interesuje? Jak ja się na niczym na tyle nie znam? A co, jak nawet się znam, ale nie chcę o tym pisać? Guzik! Natomiast tworzenie tego, "co sami chcielibyśmy przeczytać", jest już bliżej mego serca. To mądre słowa. O tak. Jołs.
Wnioski:
1. Pisać, bo aż mnie zawstydza moja absolutna niewydajność w porównaniu z Tobą, Polu, oraz wieloma innymi aspirującymi pisarzami z pasją. Ech, gorzka Bukwa.
2. Czas zabrać się za Vonneguta!
3. Obozy literackie to źródło wiedzy tajemnej i potężnej. Chwała obozom literackim!
Z cieplutkimi uściskamy,
B. ♥
*tfu, uściskami, rzecz jasna.
UsuńRozpisało mi się ciut. ^^'
B.
Bardzo przydatne rady. Z tymi Vonneguta już się spotkałam. Ja muszę przede wszystkim nieco lepiej rozplanowywać fabułę, bo jeżeli tego nie zrobię, to sama gubię się w swoich opowiadaniach (w Truth of Thunder na przykład). Powiem, że wcale nie boli mnie dokańczanie i kasowanie tekstu (nieprzydatnego tekstu, oczywiście). Niektóre swoje opowiadania pisałam kilka lat, bo chciałam je skończyć, no i skończyłam. Moim postanowieniem jest również czytanie więcej niż jednej książki na dwa tygodnie.
OdpowiedzUsuńNie spotkałam się z tymi radami. No może np. o pierwszej pomyślałam, bo jest trochę oczywista. Wszystkie zasady są bardzo pomocne. Szczerze mówiąc za poprawianie się nigdy nie biorę (co prawda napisałam tylko jedno opowiadanie ostatnio i ileś tam wierszy, ale zarówno w jednej jak i w drugiej formie, poprawiałam tylko pojedyncze słówka). Potwierdzam to,że żeby pisać należy też czytać. Beż tego ani rusz. Poza tym to prawda, że trzeba dokańczać. O wiele lepiej wygląda tekst, który jest dokończony. Jestem zdecydowanie przeciwko tworzenia Mary Sue. Niestety wiele osób tworzy takie postacie. Ogólnie mówiąc to pomocne rady, aczkolwiek w najbliższym czasie nie skorzystam z nich (poza wyzwaniem KS nie planuję żadnych opowiadań i wątpię,żebym znalazła na nie czas. Grunt,że dotrzymałam swojego planu i napisałam opowiadanie w wakacje).
OdpowiedzUsuńNowy adres bloga: http://idonttcare.blogspot.com/
Witam szanowną Polę,
OdpowiedzUsuńMuszę Cię ostrzec, że ten komentarz będzie najbardziej narcystycznym w historii, bo zamierzam powiedzieć Ci słów kilka o mnie. Hio hio. Sama zachęcałaś pod koniec, więc teraz już nie ma odwrotu, oj nie ma! Strasznie się cieszę, że napisałaś tego posta, przy okazji dowiedziałam się co nie co o metodach tak zacnej bloggerki, co z pewnością się przyda. I w końcu wiem, że nie jestem sama i że nie tylko ja wiecznie nie dokańczam historii! xD Naprawdę, Twoje rady na pewno się przydadzą. I czuję się bardzo zmotywowana. Właśnie zmotywowałaś leniwca, więc to nie lada wyczyn xD
Ja też jak byłam malutka pisałam "książkę", niestety nigdy jej nie dokończyłam (w przeciwieństwie do Ciebie! To naprawdę jest wyczyn w tak młodym wieku samej wmyślić całą opowieść! Łooo.... tak zaczynała Pola ^^ Jak będziesz już mieć rzeszę zmaniaczonych fanów, powiem im to!) Zajęła mi ponad dwa zeszyty (60 k i 96k), a to nawet połowa nie była! Taka opowieść o dziewczynie, która tak naprawdę nie pochodziła z Ziemi, a w jej rękach leżały losy Adelmii (takiej planetki). W ogóle, jak teraz sobie przypomnę, to wymyśliłam całą kulturę tej krainy, mnóstwo gatunków i wątek polityczny xD Ekhm... i można się załamać, kiedy się to czyta! Główna bohaterka uwierzyła dwóm obcym bandzorom, którzy wpakowali ją do czarnej furgonetki i związali, że jest z innej planety i ma uratować świat. Co więcej, zrobiła prezent jednemu z badziorów, fajnie, nie? :D
Więc nie jesteś sama. Masz przed sobą człeka, który zrobił na dyktandzie z polskiego w czwartej klasie dwa błędy w słowie "duży". Ekhm... Moja wychowawczyni prawie popłakała się ze śmiechu. Ale nie o tym miało być. Najgorzej jest znaleźć ten czas! Po prostu czasem mi się wydaje, że go po prostu nie ma. Mam już tyle opowiadań do napisania, a żadnego nawet nie zaczęłam i to jest mega dobijające. W ogóle plan, żeby napisać 7 stron jest strasznie ambitny, Polu. ja nigdy nawet nie miałam nadziei na 1! xD I znów łączę się z Tobą w literackim bólu. Przeczytałam tego posta w sumie wczoraj i zdążyłam go przemyśleć. Przez Ciebie nawet zasiadłam do klawiatury i otworzyłam worda, ale usunęłam wszystko, co napisałam. Taaak... Rady tego człeka są po prostu genialne! :) Takie trafne. Bardzo, bardzo trafne. Hihi... a opowieść o Tomie była naprawdę poruszająca. Na zawsze ją zapamiętam xD Metodę "chcę" postanowiłam wprowadzić do mej twórczości! Choć myślę, że człowiek zazwyczaj intuicyjnie wkłada swoim bohaterom do łepetyn różne pragnienia. W ogóle tworzenie bohaterów jest bajeczne. To najbardziej lubię robić, ale potem gdzieś ich wkleić... Ekhm. To już trudniej xD Czy Ty też tak masz? czy może na odwrót? najpierw wymyślasz jakąś sytuację, a potem bohaterów. Problemem dla mnie jest to, że w zanadrzu mam kilka postaci, do których się przywiązałam, ale nie mam siły ożywić ich na papierze. Ostatnio czytałam sobie taką bardzo fajną stronkę "Spisek pisarzy" i tam właśnie pewien pan ciągle powtarzał, jeżeli możesz pokazać jakąś cechę, to tak właśnie zrób, a nie opisuj jej. To często jest trudne. Ale już nie paplam, bo, bo w sumei gadam od rzeczy! :)
Posiadasz bardzo fajny dyg do poprawiania swoich tekstów. ja często pomijam ten etap, albo bardzo go skracam, a po tygodniu mam ochotę usunąć swoje opowiadania xD Zamiast wcześniej je poprawić, albo głębiej przemyśleć!
To co, pozdrawiam serdeczniutko! :)
Oczytałam się milion różnych artykułów o pisaniu, przeczytałam mnóstwo rad, jedne się powielały, inne dramatycznie różniły, aż w końcu natrafiłam na jedną radę od pewnej młodej, debiutanckiej autorki i ona szczerze do mnie przemówiła - reguła jest jedna: nie trzymaj się żadnych reguł, bo jesteś młody i powinieneś próbować wszystkiego.
OdpowiedzUsuńTo chyba jest właśnie najlepsze, że pisanie pozwala ci odkrywać siebie i to, co dla innych działa, dla ciebie może nie działaś, ale to nie znaczy, że robisz coś źle - to znaczy, że jesteś oryginalny i kreatywny. I tego trzeba się trzymać :)
Books by Geek Girl
Pola, dziecko szczęścia ty moje! Powiedz mi łaskawie, jakim prawem ten cholerny Internet ukrył przede mną twoją twórczość. Szczyt bezczelności!
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, że mnie pamiętasz. Dla przypomnienia - różdżka we włosach!
Teraz, to na pewno wiesz o kogo chodzi. :) Przygotuj się więc na przeskakiwanie z tematu na temat. Oto nadchodzi najbardziej nieskładny komentarz w historii!
Ze względu na to, że postów na forum jest dużo ( nawet bardzo dużo ) ocenię całokształt. Jestem człowiekiem wyjątkowo leniwym i po prostu nie chcę mi się komentować nawet kilku ostatnich postów. Taką mam naturę.
Czy ja już ci mówiłam jak kocham twój styl. Jeśli nie, to mówię ci to teraz. W tej chwili. Głośno i wyraźnie. Zrozumiałaś? To dobrze, bo to bardzo ważne.
Za co go kocham? Za wszystko. Za niesamowite dialogi, świetnie wplecione opisy, prawdziwych bohaterów i tysiące innych rzeczy, których nie wymienię. Mogłam bym w nieskończoność czytać twoje opowiadania. Każde jest inne, każde jest wyjątkowe. Oczywiście jedne są lepsze, a drugie gorszę, ale wszystkie trzymają poziom. I to naprawdę wysoki poziom.
Uwielbiam dialogi i choć wiem, że ich nadmiar jest zły, to dobrze skonstruowane dialogi wywołują na moje potterowej twarzy szeroki uśmiech. Przykład genialnych dialogów - opowiadanie bez tytułu z dwunastego sierpnia. Miałam okazje usłyszeć jak je czytasz, ale z jakiegoś powodu nie pamiętałam go dokładnie. Przeczytałam go sobie jeszcze raz i teraz nie będę mogła spać po nocach.
Zdajesz sobie sprawę, ze przez ciebie oplułam ekran? Po przeczytaniu wszystkich tych recenzji i innych wpisów tego typu, mam wrażenie, że wyczerpałam limit niekontrolowanego wybuchania śmiechem, na najbliższe parę miesięcy.
Kolejna zmiana tematu, czyli trochę o poradniku. Podziwiam cię, bo ja czegoś takiego nie byłabym w stanie napisać. Niby wszystkie te zasady znam, ale jednak... Nie potrafię ich w żaden sensowny sposób przekazać. A wierz mi, próbowałam wiele razy.
Mam ochotę na pizze. Chyba zaciągnę Jule i Radzia do jakiejś bliżej nieokreślonej pizzerii. Porzucamy sobie ciastem, zrobimy rozróbę. Będzie fajnie.
Taa... Znów zaczynam pleść bzdury. Lepiej przestań mnie słuchać, bo jeszcze zepsuje ci psychikę.
W każdym razie twój blog powinien dostać Order Merlina.
Teraz masz przechlapane - już się mnie nie pozbędziesz. Sorry.
Myślałam, że zrobisz to wszystko w trochę innej formie, ale taka także jest cudowna i mimo że swoim blogu opowiadań nie publikuję, to rady te z pewnością przydadzą choćby w wypracowaniach szkolnych czy czymkolwiek innym co będę tworzyć. :D
OdpowiedzUsuńCo do pierwszej rady: weźmy na przykład takiego mojego brata. Czyta duuuużo więcej niż ja, praktycznie KAŻDĄ wolną chwilę poświęca na czytanie, nawet na czytanie książki, którą czytał już milion razy. Ale pisać nienawidzi. Robi w banalnych słowach typu 'liść' (tak! liść! ;-;) błędy. A wydawałoby się, że skoro tyle czyta, to powinien robić ich mniej. Ja na przykład, kiedy zaczęłam więcej czytać, odniosłam takie wrażenie, że faktycznie piszę trochę lepiej. Ale mimo wszystko uważam, że rada pierwsza jest jak najbardziej słuszna, tyle że są też wyjątki! :D
Bez poprawiania tekstów świat byłby jeszcze dziwniejszy. Myślę, że każda pierwsza wersja wszystkich tekstów jest dużo gorsza niż po poprawce. Ja czasem, poprawiając notki, znajduję w nich tak głupie błędy, że aż trudno mi je czasami zauważyć...
U mnie było dzisiaj gorąco! ;-; I już w zasadzie nie wiem nawet co wolę...
Pozdrawiam serdecznie!
Bardzo przydatne wskazówki. Zwłaszcza podoba mi się ta, że zawsze trzeba dać czytelnikowi bohatera, któremu będzie mógł kibicować. Bez takiej postaci - ani rusz. Często się łapię na tym, że tak w sumie to niezbyt mnie obchodzi czy Nico di Angelo będzie martwy czy nie... Tak, jestem okropna, ale po prostu nie lubię gościa ;)
OdpowiedzUsuńjuliabarbasiewicz.blogspot.com
Dobrą książkę powinno pisać się co najmniej dziesięć razy.
OdpowiedzUsuńTak powiedziała mi nauczycielka polskiego w piątej klasie podstawówki. Wydało mi się to totalna głupotą, ale teraz - po spoooorej ilości lat - widzę, że miała rację.
:)
Niby wiadome, proste i banalne, ale często się o tym zapomina :) Kiedy ja osobiście tworzę jakieś opowiadanie, mam problem z ubraniem moich pogmatwanych myśli w słowa :3 Wiem co chciałabym przekazać, ale brakuje mi słów. Czasem buduję zbyt skomplikowane i długie zdania, czasem zdecydowanie za krótkie... Czasem kiedy coś wydaje mi się oczywiste, dla czytelnika takowe nie jest. W każdym razie staram się pracować nad wszelkimi błędami/przyzwyczajeniami i dużo pisać, bo to w pisarstwie najważniejsze :)
OdpowiedzUsuńCześć Pola (hehe... Mam problemy z odmianą tego imienia)! Skoro ty mnie odwiedziłaś, to ja zawitałam u Ciebie! :D
OdpowiedzUsuńTo zabawne, ile razy wspomniałaś o tegorocznym obozie, ale z drugiej strony rzeczywiście chyba wszystkie wyniosłyśmy z niego naprawdę wiele. Mogę Ci nawet powiedzieć, że być może w najbliższe wakacje (letnie, rzecz jasna. Na zimowisko nigdzie się nie wybieram. Nie znoszę zimy. Najchętniej bym się wtedy z domu nie ruszała. Teraz nawet siedzę pod gorącym grzejnikiem, bo mi zimno) udam się na niego ponownie, a jeśli jednak zrezygnuję, to z całą pewnością pojadę za rok, dwa, może trzy... Ważne, aby jednak po raz kolejny i przypomnieć sobie wszystkie rady, by nie wypaść z rytmu! :)
Odnośnie samej treści to szczerze mówiąc, racja, motywujące, choć większość z nich nadal pamiętam z obozu. No i przypomniało mi to o ponad piętnastu opowiadaniach, które muszę dokończyć na moich blogach. Ludzie się niecierpliwią. Eh... Ciężka dola "pisarza", nawet tego, który jest prawdziwym amatorem. Chyba muszę trochę zwolnić. Dałam sobie za dużo roboty na raz. ;/
Szkoda tylko, że szkoła się zaczęła, a w gimnazjum nauczyciele wyjątkowo bardzo lubią dawać nam dużo prac domowych, projektów do zrobienia i najukochańszych kartkówek... Chyba każdy z nas tutaj zebranych doskonale wie, o czym mówię. Gdyby nie to, zdecydowanie pisałabym dużo więcej. Nawet na lekcji nie można się wykazać. W końcu mamy ograniczenie czasowe i co ważniejsze - piszemy ręcznie, za czym nie przepadam. Nie mogę wtedy dopisywać w połowie nowego akapitu z opisem lub dialogu, który wyda mi się tam niezwykle przydatny. Wizja doklejania kartki nie wygląda dla mnie zbyt atrakcyjnie... Ponadto na klawiaturze piszę dużo szybciej. Czytając własne notatki połowy nie mogę rozczytać. ;/
Pozdrawiam, SuzA :)
http://sekrety-magii.blogspot.com/