środa, 27 maja 2015

Książkowe amory

Hej!
(ostatnio zauważyłam, że większość moich postów zaczyna się od ,,witam". Czas na urozmaicenie!)

Dzisiejszy post powstaje dzięki Tutti, która nominowała mnie do zabawy o wdzięcznej nazwie ,,Courthip Book TAG". Bardzo dziękuję:)
TAG traktuje o książkach, ale w dosyć nietypowy sposób- otóż pytania są stworzone na wzór rozwijającej się miłości. Może być ciekawie...
Zaczynajmy więc!

1. ZAUWAŻENIE
Książka, którą kupiłaś ze względu na okładkę. 

Na myśl przychodzi mi zbiór opowiadań,,Epopeja.Legendy fantasy". Kupiłam ją między innymi ze względu na piękną okładkę, obiecującą mi magiczny pobyt w fantastycznym świecie. To antologia, w której swoje teksty mają najlepsi współcześni pisarze gatunku, czyli np. Ursula K.Le Guin, Robin Hobb, Brandon Sanderson, Tad Williams, Orson Scott Card, Trudi Canavan... przyznam szczerze, że mimo tego, iż znam wiele nazwisk z ,,Epopei..." to nie czytałam żadnej powieści spod pióra któregokolwiek z autorów. Czas to zmienić, zdecydowanie, bo niektóre opowiadania są naprawdę dobre.
Wracając do okładki, uważam, że jest przepiękna. Przynajmniej mi się podoba. W ogóle, całe wydanie zostało wspaniale zrobione i aż przyjemniej się czyta:) A potem można postawić na półce i podziwiać...

 

2. PIERWSZE WRAŻENIE
Książka, którą kupiłaś ze względu na opis

Heh, niemal wszystkie książki, które posiadam, kupiłam, ponieważ zaintrygował mnie opis. I co tu teraz wybrać...
Przykładem powieści, która weszła w moje posiadanie właśnie dzięki opisowi, jest ,,Fałszywy książę" autorstwa Jennifer A. Nielsen. Pewien arystokrata, chcąc zapobiec wojnie domowej, ma plan osadzenia na tronie oszusta, który będzie udawał zaginionego przed laty księcia Jarona. Do rywalizacji o rolę przyszłego króla zostają zmuszeni czterej chłopcy, w tym główny bohater, czyli Sage. Cytując z tyłu okładki (która sama w sobie jakoś szczególnie przyciągająca nie jest): ,,Kolejne dni odsłaniają nowe oszustwa i tajemnice, aż w końcu na jaw wychodzi prawda..." (obowiązkowe trzy kropki na końcu, aby wzmóc napięcie...).
Cóż, moim skromnym zdaniem, brzmi naprawdę interesująco.

 
A wiecie, że ostatnio napisałam komentarz (po angielsku, of course) na blogu autorki ,,Trylogii władzy"? A'propos ekranizacji, która być może powstanie. I ODPISAŁA MI! To znaczy... napisała tylko ,,Thank you, Pola. I hope so too!" (bo wspomniałam, że mam nadzieję, iż niedługo w Polsce wyjdzie trzecia część serii i będę mogła ją przeczytać), ale... ale odpisała! Jestem taka szczęśliwa!:D


3. SŁODKIE ROZMÓWKI
Książka z niesamowitym stylem pisania

Od razu na myśl przyszedł mi ,,Świat Dysku" Terry'ego Pratchetta. Styl pisania sir Pratchetta jest po prostu niesamowity! Dowcipny, barwny, żywy, ironiczny. A do tego mnóstwo świetnych, błyskotliwych, oryginalnych porównań. No i ten świat w krzywym zwierciadle, satyra na wiele motywów z literatury oraz idealne przedstawienie ludzkich wad, śmiesznostek. Czyta się z ogromną przyjemnością. Po prostu... uwielbiam! Pratchett był geniuszem.
Muszę jeszcze wspomnieć o stylu Olgi Gromyko (autorki takich książek jak ,,Zawód: wiedźma" czy ,,Wierni wrogowie") , który również należy do moich ukochanych. Jest ironiczny, nieco zgryźliwy i złośliwy, lekki, a także bardzo zabawny (wielokrotnie wybuchałam niekontrolowanym śmiechem w czasie czytania). Kartki właściwie przewracają się same. Coś cudownego, naprawdę! 

  
O wklejenie 40 tomów  ,,Świata Dysku" trochę trudno, więc oto obrazek przedstawiający sam Świat Dysku, który stoi na grzbietach czterech żółwi, które z kolei stoją na skorupie wielkiego żółwia- A'Tuina, dryfującego dostojnie przez kosmos... czujecie ten klimat?

 

4. PIERWSZA RANDKA
Pierwszy tom serii, który sprawił, że od razu chciałaś sięgnąć po kolejny

,,Kolor magii" Terry'ego Pratchetta. Głównie dlatego, że urwał się w naprawdę emocjonującym momencie. SPOILER!!! Bohaterowie spadli z krawędzi Dysku, z krawędzi świata, prosto w kosmos. I co? I koniec! Tak po prostu!KONIEC SPOILERU. Dlatego też od razu po skończeniu książki zapragnęłam sięgnąć po kolejny tom.

  

5. NOCNE ROZMOWY TELEFONICZNE
Książka, przy której przetrwałaś noc

Cóż, w zasadzie to raczej nigdy nie zarywam nocy, chodzę spać o stosunkowo normalnej porze. A książką, którą czytałam do późna, jest, o dziwo... ,,Władca piasków" Elizy Drogosz. Recenzję mogliście przeczytać TU. Jak niektórzy pamiętają, książka specjalnie mi się nie podobała. Jednak pamiętam, że akurat wtedy nieźle się wciągnęłam, a rodzice poszli spać wcześniej ode mnie, więc nikt nie przerywał mi lektury.

Władca Piasków 

6. ZAWSZE W MYŚLACH
Książka, o której nie możesz przestać myśleć

Bardzo, ale to bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie ,,Alicja w Krainie Czarów", o której ostatnio pisałam. Nie mogę przestać o niej myśleć, cały czas doszukuję się metafor i analizuję różne sceny. To naprawdę świetna książka, którą można interpretować na swój sposób właściwie bez końca. Muszę koniecznie upolować ,,Po drugiej stronie lustra",  nie znalazłam jej w szkolnej bibliotece. 

 

7. KONTAKT FIZYCZNY
Książka, którą pokochałaś za towarzyszące przy niej uczucia

Z tym pytaniem mam chyba największy problem... w zasadzie to ciężko powiedzieć, czy jest książka, która sprawiła, że zalała mnie fala intensywnych uczuć, no i nade wszystko: jaka to książka...
Pamiętam, że ,,Igrzyska śmierci" wywołały u mnie wiele emocji. Miałam dziesięć lat, gdy przeczytałam tę powieść i była to chyba pierwsza taka poważniejsza, po którą sięgnęłam... do tej pory uważam to za naprawdę dobrą literaturę. Może nie wybitną, ale nie zmienia to faktu, że bardzo lubię ,,Igrzyska śmierci".
Jeśli chodzi o wzruszenia, to będzie sztampowo: wzruszyłam się na ,,Gwiazd naszych wina". Wiem, wiem, wiem- oryginalna nie jestem. Ale to naprawdę książka, która sprawia, że łezka może zakręcić się w oku...
Strasznie płakałam przy ,,Psie, który jeździł koleją". Wprawdzie miałam wtedy siedem, osiem lat... ale przy tej powieści zdecydowanie odczuwałam niesamowite emocje. Chyba największe. Poryczałam się też na ,,Drodze do domu". Ale nie lubiłam tej książki, właśnie dlatego, że była taka smutna... to coś a'la ,,Lassie, wróć". Jeny, chyba w życiu nie płakałam tak przy żadnej lekturze... ale z drugiej strony, też byłam w wieku wczesnopodstawówkowym. 
O, przyszła mi jeszcze jedna rzecz do głowy! ,,Zabić drozda"! Tak! To była niesamowita książka! Wprawdzie nie płakałam, nie wzruszyłam się bardzo, ale mimo wszystko podczas czytania zalewało mnie wiele rozmaitych emocji.
Hm, wiecie co, chyba nie będę wstawiała pięciu zdjęć okładek... 

8. SPOTKANIE Z RODZICAMI
Książka, którą możesz polecić rodzinie i znajomym

,,Mikołajek"!
Taak, ,,Mikołajek"! On wszystkim się podoba, zarówno małym, jak i dużym... pamiętam, jak tata czytał mi te książeczki. Heh, wiele dowcipów załapałam dopiero kilka lat później... 
Powieści o przygodach Mikołajka to naprawdę ciepła, zabawna i przyjemna lektura. A dla wielu także wspomnienie dzieciństwa.

 

9. MYŚLENIE O PRZYSZŁOŚCI
Książka, którą będziesz wiele razy czytać w przyszłości

 ,,Duma i uprzedzenie" Jane Austen. Uwielbiam tę książkę, czytałam ją już kilka razy i za każdym razem, gdy do niej wracam, świetnie się bawię, a także odkrywam coś nowego. Przełom XVIII i XIX wieku, subtelna ironia, wyśmiewanie ludzkich wad, świetne dialogi i ciekawi bohaterowie... naprawdę urzekła mnie ta powieść! I myślę, że w przyszłości przeczytam ją jeszcze wiele razy.


10. DZIELMY SIĘ MIŁOŚCIĄ!
Czyli kogo otagujesz?

Taguję następujące osoby (jeśli oczywiście mają ochotę wziąć udział w zabawie)
Każda Osoba Która Chce Zrobić TAG (w skrócie:KOKCZT)


Pozdrawiam ciepło i... niech los zawsze Wam sprzyja!
Pola


Ostatnio ciągle słucham tej piosenki. Bardzo podoba mi się tekst (sprawdźcie koniecznie), a także wokal. No i to ukulele! A teledysk jest nieco... specyficzny.

poniedziałek, 18 maja 2015

Radosna tfurczość fotograficzna, czyli Pola kontra ostrość

 Witam Was dzisiaj:
a.) niezbyt wyspana
b.) mocno rozleniwiona
c.) absolutnie zauroczona niesamowitym filmem ,,Atlas chmur" (oglądał ktoś może?)
d.) rozkminiająca ,,Alicję w Krainie Czarów" (mam naprawdę niezłą zabawę w szukaniu metafor oraz drugiego dna! Poza tym czytanie tej dziwnej, pełnej absurdu i groteski książki sprawiało mi sporą przyjemność:D)
e.) planująca zacząć jakieś porządne opowiadanie i mająca nadzieję, że na planach się nie skończy i że nie skończę jak zwykle przeglądając filmiki na YouTubie albo grając w ogłupiające gierki
f.) z zamiarem podręczenia Was moją radosną ,,tfurczością" (buahahaha)

Czas rozwinąć podpunkt ,,f". W dzisiejszym poście chciałabym pokazać Wam trochę zdjęć, które porobiłam w weekend majowy, będąc w domku letniskowym dziadków. Pogoda wtedy nie dopisała- na przemian zimno i ciepło, a do tego ten deszcz... ale deszcz, jak się okazało, miał swoje wielkie plusy. Otóż na liściach i gałązkach osadziły się drobniutkie kropelki, które wyglądały przepięknie.
Od razu więc wyruszyłam dzielnie na dwór z aparatem, pomimo lodowatych wichrów, zawiei, ulewy, burzy z piorunami i innymi przeszkodami, które na mej drodze ustawiła Matka Natura...
A tak serio, to było nieco wilgotno i chłodno, a momentami padała mżawka, której nie można nawet nazwać deszczem.
Ale ćśśś! Pozostańmy przy wersji, że odważna Pola w imię sztuki wyruszyła w drogę na pastwę żywiołów...
Zdjęć napstrykałam mnóstwo, nie tylko kropelek, wyszło oczywiście tylko kilka. Miałam spory problem z ustawianiem ostrości i przez to na wielu fotografiach, które zrobiłam, obraz był zupełnie rozmazany... w ogóle, nierzadko trudność sprawia mi dobra ostrość na zdjęciach tego typu, czyli alias makro. Za to miałam niezłe ćwiczenie na cierpliwość... 
No dobrze, nie przedłużajmy i zaczynajmy.




Tutaj trochę wystąpiły problemy z ostrością, ale fajnie widać kropelki wody, więc wstawiam:) 






Poniżej zdjęcia Tiny- psa, który należy do gospodarstwa agroturystycznego nieopodal naszego domku, ale najczęściej włóczy się po okolicy. Uwielbia moich dziadków i dlatego często do nich przychodzi- wie, cwaniara, że zawsze coś dostanie dobrego... Podczas majówki miałam okazję zobaczyć ją po raz pierwszy. Tina to przeurocza i bardzo towarzyska suczka, jednak mimo tego ma w sobie taki smutek, widoczny czasem w jej pięknych oczach. Podobno jej obecni właściciele znaleźli ją w lesie...




 Ostatnie zdjęcie pochodzi z wycieczki szkolnej, którą opisywałam w ostatnim poście. Zrobione zostało komórką, na zamku w Ogrodzieńcu, gdzie właśnie spotkałam takie śmieszne okna.


Pozdrawiam ciepło!
Pola



piątek, 8 maja 2015

Wycieczkowe historie i ,,Świadek"

Witam, witam.

EDIT: Uwaga dość istotna - post jest z cyklu ,,pół na pół" (kiedyś miałam irytujący nawyk robienia w ten sposób) to jest - najpierw, nazwijmy to, trochę ,,lajfstajlu", czyli relacja z wycieczki, a zaraz potem opowiadanie. Więc jeśli jesteście tu tylko dla opowiadania, to zapraszam do drugiej połowy posta, za obrazkiem. 

Właściwie dopiero wczoraj naprawdę wróciłam do domu. Na weekend majowy (który przypadł w weekend! Czy to nie jest okrutne?) wyjechałam z rodzicami do domku letniskowego, który należy do moich dziadków, a zaraz potem, w poniedziałek, miałam wycieczkę szkolną. Na tej ostatniej było naprawdę wesoło. Zgubienie się podczas imprezy na orientację, zwiedzanie parku narodowego w czasie ulewy, ataki głupawki, emocjonująca rozgrywka Jungle Speeda, budowanie szałasów (nasz zawierał nawet kuchnię z paczką paluszków, huśtawkę w postaci bujającej się gałęzi oraz hodowlę mrówek na sprzedaż przed wejściem- osobiście zachęcam do kupna. Taka mrówka to przydatna rzecz!), a to tylko niektóre atrakcje... ale najważniejsze były zajęcia ze wspinaczki. Nie dlatego, że jestem wielką fanką sportów ekstremalnych. Nigdy nie lubiłam parków linowych, wspinaczki i tak dalej, i tak dalej. Nigdy.

Ponieważ zawsze się tego bałam.

Nie mam lęku wysokości. Jednak bycie przywiązaną jedynie do liny i chodzenie na tak dużej wysokości mnie przerażało. Piszę w czasie przeszłym, bo... na wyjeździe przełamałam się i postanowiłam spróbować. Wśród linowych ,,atrakcji" znajdowała się też taka, w której schodziło się po niemal pionowej skale o wysokości ok.30 metrów, a od jakiegoś fragmentu zostawało się spuszczanym na ziemię. Chciałabym napisać, że z heroiczną odwagą stawiłam temu czoła, że nie ulękłam się i bez problemu zeszłam z tej wysokości, ot tak.

No nie do końca.

Przed zejściem ryczałam i myślałam, że zwymiotuję ze zdenerwowania.
Jednak mimo tego byłam zdeterminowana,żeby to zrobić. Nie miałam zamiaru zrezygnować. Chciałam spróbować. Zmierzyć się. 
Gdy nadeszła moja kolej, dostałam kask, uprząż, zostałam przyczepiona do liny. Instruktorzy kazali mi wejść na półkę skalną. No to weszłam. Szybkie zerknięcie w dół. O-o. Szybkie zerknięcie w górę. Okej. Okej. Wdech-wydech. Nie będzie tak źle, prawda? Mówili, że nikomu nigdy nie stała się  tu krzywda.
,,Na razie."
,,Ej, pesymistyczna części mojego mózgu, zamknij się!"
Gdy wszystko już było gotowe, kazano mi podejść na krawędź półki i odchylić się maksymalnie do tyłu. Tak jakby usiąść w powietrzu.
Moje ciało rozpaczliwie się buntowało, chciało przylgnąć do bezpiecznej skały. Część mojego umysłu wrzeszczała, żebym wracała do góry, na bezpieczny, stały grunt.
Zacisnęłam zęby i odchyliłam się.
Powoli, spokojnie. A już w końcu się udało.
Wisiałam częściowo w powietrzu.
No, ale to dopiero był początek zabawy. Musiałam zacząć schodzić w dół.
Wolno, małymi kroczkami. Na wyprostowanych nogach, jak mówili mi instruktorzy. Oczywiście nogi wrednie się uginały. Na swoje szczęście nie widziałam świata pode mną, tylko skałę i swoje stopy, które stąpały po niej ostrożnie. Schodziłam. Robiłam to. Naprawdę.
Po jakimś czasie straciłam grunt pod nogami i zaczęli mnie spuszczać. Dotknęłam stopami ziemi.
O kurde.
Udało się!
Byłam z siebie taka dumna... owszem, niby nic takiego, ale przełamałam mój lęk i to było niesamowite uczucie. Po fakcie doszłam nawet do wniosku, że było całkiem... fajnie.
Później jeszcze mieliśmy wspięcie się na mniejszą skałę, a także chodzenie po takiej linie nad niezbyt wielką  przepaścią (tego akurat nie zrobiłam). I chyba pozbyłam się swojego strachu. Chociaż nadal czuję, że wspinanie się i zabawa na parkach linowych to coś niekoniecznie dla mnie. Jeszcze chyba pozostanie  niechęć do takiej rozrywki...

Gdy wróciłam, czekała mnie miła niespodzianka. Pamiętacie opowiadanie ,,Uśmiech twojego psa"? Powstał na konkurs organizowany przez czasopismo Victor Gimnazjalista. Zadanie polegało na napisanie tekstu zainspirowanego jednym z podanych zdjęć.Znowu postanowiłam wziąć udział i wysłałam im swoją pracę (w ostatniej chwili- napisałam dzień przed ostatecznym terminem, a poprawiłam i przesłałam następnego dnia). I wyróżnili ją (chociaż nie opublikowali). Naprawdę się cieszę:D Zapraszam Was do czytania i oczywiście czekam na komentarze.

 
Zdjęcie, do którego napisałam pracę.

ŚWIADEK


Październik, 1793 r.
Oczy chimery wpatrują się beznamiętnie w plac przed katedrą. Pada deszcz. Krople agresywnie bębnią w kamienny garb. Ulicami płynie krew zmieszana z deszczówką.
Gilotynka pracuje.
A rewolucja szaleje.
„Przepraszam, monsieur,zrobiłam to niechcący”- mówi szybko więźniarka numer 280, nadeptując katu na stopę.
Każdy może podzielić jej los. Każdy może zostać oskarżony. Każdy może trafić na podest. Gilotyna czeka.
Niepewne kroki. Urywany oddech. Położyć głowę na wyznaczonym miejscu. Wysłużone drewno drapie w szyję. Cisza. Tłum wstrzymuje oddech.Już za moment. Już za chwilę…
Świst ostrza, które spada błyskawicznie.
Po wszystkim.
Katedra Notre Dame w trakcie terroru straciła dachy.
Maszkaron moknie w deszczu i szczerzy zęby.

Marzec, 1889 r.
Kamienny maszkaron patrzy groźnie na budowlę, która wznosi się w oddali. Wysoka, nawet stąd ją widać. Brzydka jak noc, brzydsza nawet niż szkaradna rzeźba (ona chociaż swojska i znana). Paskudztwo jest całe z żelaza, ostrym kłem wgryza się w błękitne niebo. Artystom się to nie podoba. Jak to? To… to… to coś psuje wizerunek tak pięknego miasta! Ich miasta! Wokół zdobione, bogate budynki. A tu kupa żelastwa…
Ach, moi drodzy, wy jeszcze nie wiecie i nie dowiecie się nigdy…

Styczeń, 1910 r.
Maszkaron stoi sobie bezpieczny na dachu katedry. Z satysfakcją  patrzy na świat. Na dole ulewa. Paryż nawiedza powódź. Sekwana burzy się gwałtownie.

Luty, 1912 r.
Wiadomo było, że z żelastwa to tylko same kłopoty wynikną.
 Z wieży spada ciemny kształt.
Co rozpościera? Czy to skrzydła? Nie, nie niosą w powietrze…
Krawiec przecenił swe możliwości. Niestety, panie Reichelt… pański wynalazek nie zadziałał. Władze usłyszały, że w cudownym płaszcz-spadochronie spuszczona zostanie kukła. A jednak to nie manekin brutalnie uderza o ziemię, to nie manekin…
Maszkaron szczerzy się złośliwie.

Marzec, 1918 r.
Maszkaron nachyla się w stronę widniejącego pod nim miasta. No i kto by pomyślał? Życie ludzkie takim kruchym jest… niemieckie „działo paryskie” sieje postrach. Śmierć od pocisków, śmierć w gruzach kościoła…
A rzeźba stoi. Zgarbiona, ale trwała i dumna.

Kwiecień, 1929 r.
Ach, szalone, szalone lata dwudzieste! Jazz, namiętne tango, chłopczyce, rewia, Moulin Rouge, Montparnasse! Szaleństwo w obyczajach, szaleństwo w sztuce! Nadchodzi niesamowity, działający na wyobraźnię surrealizm!
Szalony, magiczny świat…
Maszkaron krzywi się ze wstrętem.

Czerwiec,1940 r.
Chimera ma paszczę otwartą ze zdumienia. W Paryżu ktoś się pojawił, ktoś, kogo tu jeszcze nie było. Słyszy się słowa w obcym języku. Widzi się mundury. Odbywają się uroczyste parady.
Paryżanie spuszczają wzrok.
Heil Hitler!

Maj, 1968 r.
Wrzaski, huki, bijatyki! Co się dzieje, co się dzieje?!
Niemców już dawno tu nie ma. To strajk studentów. Unosi się gaz łzawiący. Policja brutalnie niszczy barykady. W kierunku stróżów prawa lecą kostki brukowe.
Maszkaron obserwuje to z politowaniem.

Listopad, 2005 r.
Płomienie.
Płoną samochody i budynki. Chimera śledzi przebieg zdarzeń z obojętnym zainteresowaniem. To wszystko zaczęło się od śmierci dwóch nastoletnich imigrantów, którzy podczas ucieczki przed policją niefortunnie wybrali sobie kryjówkę. Stacja transformatorowa…  
Zamieszki. Imigranci,ale także biali obywatele wywołali rozruchy. Strach wychodzić na ulicę…
Maszkaron wiele widział. Wiele wie. Zwłaszcza to, że ludzie się nie zmieniają.

Kwiecień, 2015 r.
Rzeźba spokojnie obserwuje Paryż. Słońce świeci, ogrzewając ją. Tłumy przechodniów. Nowoczesne kamienice. Sznury samochodów na ulicach. Sielanka. Czy to będzie trwało? Spokój to coś kruchego. Maszkaron o tym wie najlepiej.
W oddali wznosi się żelastwo, które ma się najwidoczniej świetnie.
Maszkaron wyszczerza się makabrycznie.
Paryżanie nie są pewni swej przyszłości. Nie znają dalszych losów swego pięknego miasta.
Czy maszkaron zna?







 ***
Wszystkie wydarzenia opisane w tekście miały miejsce naprawdę. Kilka wyjaśnień i ciekawostek historycznych...
Więźniarka numer 280 to Maria Antonina, która rzeczywiście przed egzekucją przypadkowo nastąpiła katu na stopę i wypowiedziała słowa ,,Przepraszam, monsieur, zrobiłam to niechcący".
Chyba wszyscy odgadli, czym jest ,,żelastwo":) Wieża w istocie była potępiane przez artystów, jako brzydka. A suma sumarum stała  się symbolem miasta... cóż za ironia losu...
Franz Reichelt skoczył z wieży Eiffla, testując swój płaszcz-spadochron. Jak zostało wspomniane, władzom powiedział, że spuści najpierw kukłę. Jednak w ostatniej chwili sam przetestował swój wynalazek...na YouTubie można zobaczyć nawet nagranie. Straszne...
Jak podaje Wikipedia, podczas okupacji niemieckiej, Paryż był nazywany ,,miastem bez spojrzenia", bo jego mieszkańcy, na widok niemieckich żołnierzy np.na ulicy, spuszczali wzrok.
W tekście dominują wydarzenia straszne. Chciałam pokazać mroczniejszą stronę pięknego Paryża, również jako odniesienie do świadka wydarzeń, czyli maszkarona- demonicznej istoty z kamienia, zainspirowanej potworami ze średniowiecznych bestiariuszy.
Gdy szukałam informacji, dowiedziałam się, że te kamienne rzeźby to właśnie maszkarony i chimery, a nie, jak powszechnie się mówi, gargulce. Gargulce to ozdobne zakończenia rynien.


A'propos Paryża- znane ,,Champs Elysees" w wykonaniu świetnej artystki Zaz.