poniedziałek, 29 czerwca 2015

Freedom!

Czy to możliwe?
Czy to możliwe, że mam przed sobą dwa miesiące wolności?
Libre soy, libre soy... 
Czy to możliwe, że jest poniedziałek, a ja siedzę w domu przed laptopem, przeglądam blogi, filmiki i słucham piosenki o lamach, zamiast gnić w szkolnej ławce?
Czy to możliwe, że nie mam dosłownie nic do zrobienia? 
Czy to możliwe, że życie może być tak piękne?
Czy to możliwe, że do tego wszystkiego pojawiła się okładka do nowej książki Ricka Riordana (klik), co wzbudziło we mnie podejrzenie, że to wszystko jest zbyt piękne, aby było prawdziwe?
A jednak... a jednak to możliwe! To dzieje się naprawdę!
Są wakacje!
Taaak!

Wszyscy blogerzy dzielą się planami na lato, więc ja również podzielę się swoimi. Od dnia dzisiejszego do drugiego lipca mam warsztaty taneczne (godzina dziennie), z modern jazzu. Nie mam pojęcia, jak będzie, mam nadzieję, że dobrze. W lipcu zaś (zaś to zacne słowo, acz ,,zacne" jest zacniejsze) jadę na obóz literacki, a w sierpniu do Włoch, dokładnie do Ligurii. Wakacje zapowiadają się świetnie i już nie mogę się doczekać wyjazdów, chociaż prawdopodobnie czas spędzony w domu również spędzę wesoło. Mam też plan poprawienia kondycji, nadrobienia czytelniczych zaległości (mam szesnaście książek do przeczytania- niektóre leżą na półce od Bożego Narodzenia, więc... ekhem...) i rozwinięcia się fotograficznie, żeby z poziomu ,,amatorka" przenieść się do poziomu ,,mniejsza amatorka".
No i w tenże sposób przeszliśmy do głównego tematu posta, czyli właśnie próbek mojej fotograficznej, radosnej twórczości (vel ,,tfurczości"). Zapraszam!






 
Nie ma to jak zdjęcia groszku...

 
Taaak, udało mi się uchwycić pszczołę (EDIT: a może osę?)!


 
Tina, czyli pies należący do gospodarzy obok domku letniskowego moich dziadków. Bardzo lubi naszą rodzinę i często do nas przychodzi (bo zawsze może liczyć na jakiś kąsek). Często chodzi z moimi dziadkami na spacery, a ostatnio (na początku czerwca), gdy byłam tam z moimi rodzicami, poszła również z nami. Tina non stop wbiegała do jeziora, brzegiem którego szliśmy, bo upał był straszny. W końcu i my zatrzymaliśmy się, żeby zamoczyć stopy, lecz wtem ujrzeliśmy... jakąś rodzinę z psem. Tina zamarła i wpatrywała się w nich z zainteresowaniem oraz niejakim napięciem. Uznaliśmy, że czas się zmywać razem z nią, bo jeszcze będzie jakieś starcie. No i przecież pies nie był nasz. Jednak nie zdążyliśmy nawet założyć butów, gdy właściciele drugiego zwierzaka rzucili mu piłkę... Tina ze szczekaniem zaczęła biec w kierunku piłki, więc siłą rzeczy również w kierunku drugiego psa. Właścicielka tego ostatniego krzyknęła do nas: ,,Proszę trzymać psa na smyczy!", a my spojrzeliśmy po sobie ze strachem i konsternacją, nie wiedząc, co zrobić. Wtedy jednak mój dzielny tata ruszył do akcji i zaczął iść szybkim krokiem w stronę psów, krzycząc: ,,Tina, Tina!", w przerwach mówiąc do kobiety: ,,Przepraszam, ale to nie nasz pies...". Cóż... babka zdębiała;)

 


Czerwone trampki Kajaxa przemierzają świat!

Posta dedykuję Kai, mojej najwspanialszej modelce, której ręce i stopy wystąpiły w trzech ostatnich zdjęciach:D
Dzisiaj króciutko, wiem. Następny post będzie prawdopodobnie bardziej rozwinięty. Napiszcie koniecznie, co myślicie o mojej radosnej tfurczości i jak macie zamiar spędzić wakacje:)
Pozdrawiam ciepło i życzę udanych dwóch miesięcy wolności!
Pola

Jedna z moich ulubionych piosenek z filmu ,,The Commitments". Świetny wokal, świetna melodia, a do tego w pewnym momencie naprawdę się rozkręca.

wtorek, 23 czerwca 2015

Proszę o owacje, dzisiaj nominacje!

Witam, witam!

W dzisiejszym poście, drodzy państwo, będzie coś, co wszyscy kochamy.
A co to jest?...
Nominacje!
*teraz czas na owacje, drodzy czytelnicy!*
(nominacje- owacje. Z cyklu: nawet nie czuję, kiedy rymuję)
Taaak!
Wszyscy kochają nominacje!
Nominacje, owacje, gratulacje, akacje, wakacje...
Zostałam nominowana do dwóch różnych TAGów, które postanowiłam upchnąć w jednym poście.
*ta ta ta ta!*

TAG pierwszy nosi wdzięczną nazwę ,,Scooby Doo Book TAG" i zostałam nominowana do niego przez Fanny Devin, której oczywiście dziękuję. Przyznam szczerze, że jako dziecko nie przepadałam za przygodami Scooby'ego. Bałam się (no wiem, że te potwory nigdy nie były prawdziwe. Ale dla mnie, wówczas niewinnego dziecięcia,  te historie i tak wyglądały upiornie), a później uważałam to za nieco głupawe. Chociaż gdy byłam starsza, w telewizji leciał taki serial o paczce Scooby'ego, która rozwiązywała zagadki kryminalne, związane oczywiście z potworami. Pamiętam, że to akurat pochłaniałam namiętnie.
Ale, ale. Opuśćmy moje dziecięce wspomnienia związane z tą bajką i przejdźmy do rzeczy.

 
Ten obrazek jest naprawdę zacny. I nieee, wcale nie wyświetliło mi się pierwsze, gdy wpisałam ,,scooby doo" w wyszukiwarkę, o czym Wy w ogóle mówicie, naszukałam się i starannie wybierałam oczywiście...


1. Scooby Doo- bohater o wielkim sercu.
Bohater o wielkim sercu... heh, takich to w literaturze nie brakuje, zwłaszcza tej, która opowiada o dzielnych, szlachetnych herosach lub dziewojach. Jednak pierwsza osoba, która przyszła mi na myśl, to Ania Shirley (z ,,Ani z Zielonego Wzgórza", oczywiście). Ania zawsze była taka wrażliwa, taka dobroduszna, życzliwa, właśnie o wielkim sercu. Chociaż czasem bywa denerwująca, to lubię tę postać. Jest urocza!

 2. Velma- bohater, którego umiejętności chłodnej logiki uratowały życie grupy.
Ej, tylko jedna odpowiedź przychodzi mi do głowy i jest ona bardzo oczywista. Takimi postaciami były z pewnością dwie bohaterki słynące z inteligencji: Hermiona Granger z ,,Harry'ego Pottera" oraz Annabeth Chase z ,,Percy'ego Jacksona i bogów olimpisjkich" i ,,Olimpijskich herosów".Często potrafiły wykazać się logicznym myśleniem oraz mądrością, ratując skórę przyjaciołom.O! Jeszcze Felix Polon z ,,Feliksa, Neta i Niki" zawsze zachowywał chłodny spokój i potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji.

3. Fred- bohater, który nie jest znany wyłącznie ze swojej urody.
O nie.
Widząc to pytanie, od razu pomyślałam o ,,Szklanym tronie" autorstwa Sarah J. Maas. Nie lubię ,,Szklanego tronu", wszyscy są gotowi stawiać ołtarzyki tej powieści, a mnie ona nie powaliła, wręcz przeciwnie. Owszem, czytało się szybko i lekko. Owszem, pomysł dobry, nawet bardzo dobry, tyle tylko, że niewykorzystany zupełnie. Naiwność jest przerażająca, wątki akcji, fantastyczne, nie trzymają się kupy. No i dodajmy do tego dziecinnych, śmiesznych, wykreowanych chaotycznie i niezbyt umiejętnie bohaterów. Oraz trójkącik miłosny, oczywiście. Co to za romans bez trójkącika?
Oj, oj, zapędziłam się. W każdym razie... główna bohaterka, Celaena Sardothien, słynie nie tylko z tego, że jest ,,oszałamiająco piękna", co autorka podkreśla nam na każdym kroku, ale głównie z bycia płatną zabójczynią, ,,królową zbrodni" i tak dalej. Autorka uwielbia nam przypominać, jaka to jej bohaterka jest cudowna i wspaniała. Ja za to doprawdy nie mogę pojąć, jak to wiecznie narzekające, rozkapryszone, pyskate, niezbyt lotne dziewczę, które gdy nie wychodzi jej w bilarda, gryzie kij i wrzeszczy na bile, a gdy książę-przystojniaczek na nią tylko spojrzy, jak na zawołanie płonie rumieńcem, zostało tak dobrą przestępczynią.W pewnej, notabene bardzo dobrej, recenzji (TEJ) padło trafne stwierdzenie: ,,[Maas]Nie potrafi też sensownie skonstruować swojej bohaterki, dziwacznej hybrydy powstałej z pobożnych życzeń, by uczynić ją twardszą od Stevena Seagala, z jednoczesnym nadaniem jej cech dziewczyny, przy której Bella Swan błyszczy charyzmą i intelektem." No i coś w tym jest.
Przepraszam za to narzekanie na nieszczęsną Celaenę. Jednak przyznam szczerze, że ,,Szklany tron" czyta się nieźle. Mój błąd, że miałam oczekiwania, gdyby nie to, pewnie by mi się podobało.
Ale cóż. Mogę chociaż wyżywać się w blogosferze.
  (ho, ho,z Poli wychodzi niecny hejter!). 
Uff, rozpisałam się. Wybaczcie. W każdym razie... panna Sardothien nie tylko ze swej urody słynie, tylko głównie z bycia mistrzynią zbrodniczego fachu (HA, HA, HA, HA. Nie). 
Ehm... to może przejdźmy dalej?

4. Kudłaty- bohater żyjący w cieniu swoich przyjaciół.
Ron Weasley z ,,Harry'ego Pottera". Zawsze był ,,tym gorszym", tak czuł się wśród starszych braci, pozostawał też w cieniu przyjaciół- odważnego i popularnego Harry'ego oraz inteligentnej Hermiony. Biedny Ron, serio.
5. Daphne- bohater, o którym zmieniłeś zdanie.
  Chyba Nika Mickiewicz z ,,Feliksa, Neta i Niki". Początkowo lubiłam ją za inteligencję. A także to, że była taka dzielna, mimo trudnej sytuacji rodzinnej, robiła trochę za kręgosłup moralny paczki, no i podobały mi się te zdolności telepatyczne, oczywiście. Jednak w późniejszych częściach Nika stała się jakaś taka sztywna i zwyczajnie nieciekawa, bez głębi. A szkoda, bo to była naprawdę fajna postać.

6. Scrappy Doo- bohater znany ze swej odwagi.
Seth Sorenson z ,,Baśnioboru". Znany ze swojej odwagi, wręcz brawury, która jednak często była zwykłą lekkomyślnością.
Ej, same młodzieżówki tutaj. Dajmy coś z klasyki!  Z odwagi na pewno znany był Herakles, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Nie lubię Heraklesa (uwaga, znowu będzie hejt). Odwagi, a przede wszystkim siły, odmówić mu nie można, ale nie dość, że inteligencją nie grzeszył, to był dziki, barbarzyński i okrutny. Przykład?  Zabił swojego nauczyciela książką kucharską (nauczyciel powiedział herosowi, żeby wybrał dowolną książkę, a ten wybrał wyżej wspomnianą. Mentor zaczął się śmiać, nic dziwnego w sumie. Ale cóż... to był jego błąd. Ostatni błąd). Wymordował także całą swoją rodzinę. Niektóre mity zwalają na Herę, która rzekomo zesłała na niego szał (tak przynajmniej pamiętam, poprawcie mnie, jeśli się mylę).
Dobra, dobra, nie mydlcie nam oczu Herą, wszyscy wiemy, jak to naprawdę było!
A tak serio, to naprawdę nigdy nie pałałam sympatią do Heraklesa. Taki głupek (ale owszem, odważny), którego egzystencja ograniczała się do mordowania potworów. Zawsze wolałam Odyseusza.
 Sory, Herakles.

7. Scooby Chrupki- przysmak, bez którego nie jesteś w stanie czytać.
Nie mam takiego. Czytanie nie jest u mnie związane z jedzeniem, chociaż lubię coś przegryźć w trakcie lektury. Przykładowo jakieś owoce (dzisiaj obżerałam się czereśniami), jakieś słodkości, bywa, że gdy jem kolację albo śniadanie w swoim pokoju, to jednocześnie czytam. 

Do zabawy nominuję każdego, kto tylko ma ochotę odpowiedzieć na pytania. A pytania są zacne. Więc chętnych zapraszam:)

Kolejny TAG nie ma nazwy. Moim zadaniem jest wymienienie pięciu blogów, które czytam i uzasadnienie, dlaczego je tak lubię. Właściciele tych blogów zostają nominowani do tej zabawy. Mnie nominowały Tutti i Fobos, za co bardzo im dziękuję:)
Czytam i uwielbiam wiele blogów, więc wybranie piątki było nieco trudne... jednak w końcu udało się i oto pięć blogerek:
 
Sia Siaa, vel Stasia, która prowadzi tę stronkę, wcześniej publikowała na ,,U radosnej wariatki", stosunkowo niedawno się przeniosła. Oba blogi są naprawdę świetne. Przede wszystkim uwielbiam styl pisania Stasi- jest barwny, żywy, dowcipny, dziewczyna pisze zabawnie i ze sporym dystansem do siebie. Przy jej postach nierzadko śmieję się jak głupia i nie mogę przestać- jeśli macie ochotę na porządną dawkę pozytywnej, radosnej energii, to koniecznie wejdźcie. Sia Siaa tworzy również cudowne opowiadania, które osobiście uwielbiam. 

,,Opowiastki kotołaczki” to blog zupełnie poświęcony opowiadaniom, chociaż zdarzają się również nominacje. Kotołaczka ma bardzo lekkie pióro i dużo świetnych pomysłów na swoje teksty, które z powodzeniem realizuje. Moim faworytem jest opowiadanie „Życie Toyani”, na razie powstały trzy części. Autorka  non stop zaskakuje nagłymi zwrotami akcji, potrafi zbudować niesamowite napięcie (w pewnych momentach bałam się, co będzie dalej...) i  świetnie oddać wszystkie emocje swojej postaci. Czytelnik z niecierpliwością wyczekuje dalszego ciągu. Naprawdę warto wejść, nie tylko dla ,,Życia Toyani", ale także innych, naprawdę zacnych tekstów.  

Lunatyk na swoim blogu pisze głównie o swoim życiu, wstawia też swoje przemyślenia, także sporo fotografii. Wydaje się naprawdę fajną, pozytywnie zwariowaną dziewczyną o nietuzinkowym poczuciu humoru. Pisze lekko, zabawnie, nieco ironicznie (komentarze w nawiasach- bezcenne!), z dużym dystansem do siebie.  Lunatyk potrafi tak opisać zwykłą codzienność, że czyta się to po prostu świetnie. Na blogu znajdziemy również sporą dawkę muzyki i jak już wspomniałam, zdjęć, często naprawdę śmiesznych. 

Autorka, czyli Lennyk, w swoim internetowym zakątku pisze głównie o swoim życiu, natrafimy tutaj także na jej refleksje oraz wiersze. Blogerka ma naprawdę ciekawe, inteligentne przemyślenia, a do tego tworzy  interesujące relacje z wydarzeń, w których uczestniczyła. Z czytelnikami dzieli się również swoimi bardzo trafnymi obserwacjami z życia codziennego. Bardzo podoba mi się jej poezja- dziewczyna nie skupia się na jednym rodzaju wierszy, tworzy bardzo różne, ale głównie właśnie takie refleksyjne, pięknie napisane, poruszające ważne, dobrze znane nam tematy.

Na blogu zakochanej w życiu Moniki P. znajdziemy głównie posty o swoim życiu oraz z rozmaitymi przemyśleniami. Blogerka pięknie pisze o swoich refleksjach, dojrzałych i inteligentnych. Wiele wpisów  naprawdę podnosi na duchu i przekonuje nas do tego, że życie rzeczywiście może być cudowne. Monika zaraża optymizmem i pozytywną energią, ale przy tym często porusza trudne tematy, robiąc to także niezwykle umiejętnie. Na blogu znajdziemy również recenzje książek i filmów, a także wpisy o bardzo różnorodnej muzyce.
  

To już koniec! Z góry dziękuję za uwagę...

  
No nie mogłam się powstrzymać, no...
(źródło)

...i pozdrawiam ciepło!
Pola

Nie mogę przestać słuchać tej piosenki... 

czwartek, 18 czerwca 2015

,,Kulturalny miks", czyli recenzje trzy, wielokropków jeszcze więcej i próba zbudowania napięcia

Hej!

Bardzo, ale to bardzo dziękuję Wam za komentarze pod ostatnim postem i słowa wsparcia w tak ciężkim dla blogera momencie, w którym cały wpis się usunął... posta odzyskać się niestety nie udało i nadal zachodzę w głowę, jakim cudem jedno kliknięcie zwykłego klawisza sprawiło, że tekst zniknął bezpowrotnie. Ostatnio mam kilka problemów z Bloggerem... ale nie dam się! I tym razem będę mądrzejsza- tego posta skopiuję do Worda. Dla bezpieczeństwa.
Pewnie wielu zastanawiało się (łącznie ze mną), czy zdecyduję się napisać recenzję ,,Eleonory i Parka" od nowa, czy też zrezygnuję i poruszę zupełnie inny temat...
Teraz rośnie napięcie i wszyscy z niecierpliwością wyczekują ogłoszenie mojej decyzji...
Nie?
...
No trudno. I tak powiem.
Moja opinia na temat  ,,Eleonory i Parka" pojawi się w tym poście, ale... nie tylko!
(Czy teraz napięcie wzrosło? Błagam, powiedzcie, że tak...)
Dzisiaj będzie swego rodzaju zestaw krótkich recenzji- recenzja książki, recenzja filmu i coś, czego w życiu nie robiłam, czyli recenzja płyty.  Czyli taki ,,kulturalny miks"(ej, to całkiem profesjonalnie zabrzmiało. Szkoda, że szczególnie profesjonalne nie jest). Właściwie to myślałam o tym, żeby częściej robić takie posty. Dajcie znać, czy pomysł Wam się podoba:)
Nie przedłużajmy więc (oj, ja bardzo często przedłużam wstępy. Pewnie stali czytelnicy to doskonale wiedzą) i zaczynajmy...

KSIĄŻKA: ,,Eleonora i Park" Rainbow Rowell

 

Ona... wyróżnia się w tłumie. Nie dość, że pulchna i z burzą rudych włosów, to jeszcze ubiera się, delikatnie mówiąc, specyficznie. Pochodzi z rodziny, w której jest nie tylko bieda, ale też przemoc. Czyta mu komiksy przez ramię. Twierdzi, że X-meni są seksistowscy, a Romeo i Julia byli rozpuszczonymi dzieciakami.
On... outsider i samotnik, jednak bezpieczna pozycja w szkolnej dżungli bardzo się dla niego liczy. Pół-Koreańczyk. Uwielbia muzykę punkową i komiksy. Zawsze wie, jaka piosenka się jej spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Dobrze mu w czerni. Chociaż potrafi prowadzić auto z ręczną skrzynią biegów, przy ojcu ta umiejętność magicznie znika.
Oto właśnie nasi bohaterowie- Eleonora i Park. Ich relacja z początkowej niechęci przeradza się w uczucie. Tylko czy pierwsza miłość ma w ogóle szansę przetrwać?...

,,Eleonora i Park" to opowieść słodko-gorzka, szczera, romantyczna, czuła i wyrazista. Miłość głównych bohaterów rozwija się powoli, naturalnie, została niezwykle trafnie opisana. To znaczy, jak na osobę, która nie przeżyła prawdziwego zauroczenia (chyba, że liczymy te z przedszkola?), takie odniosłam wrażenie. Te wszystkie emocje, myśli i niepewności kotłujące się w dojrzewających mózgach, to całe skrępowanie... Rainbow Rowell doskonale oddała charakter nastolatków, tak samo jak często brutalny, szkolny świat. 
,,Eleonora i Park" to powieść bardzo romantyczna, co nie znaczy jednak, że ckliwa czy cukierkowa. Sporo tu goryczy, trudnych tematów. Nie zmienia to faktu, że młodzieńcza miłość głównych bohaterów jest naprawdę piękna i podczas wielu fragmentów na mojej twarzy wykwitał szeroki uśmiech. W czasie czytania książki tak jakoś się cieplej robi na sercu. Przyznam szczerze, że to ta bardziej romantyczna część mnie przejęła stery w trakcie lektury i wręcz się rozpływałam. Chociaż ta bardziej zrzędliwa narzekała na momenty, w których bywało odrobinkę zbyt patetycznie, to jednak byłam zachwycona tym, jak pani Rowell sprawiła, że czytelnik wciąga się w tę historię i nierzadko wydaje z siebie pełne zachwytu ,,ooo...". Sama fabuła, mówiąc szczerze, nie powala. Wiele się tu nie dzieje, ale dziwnym trafem... to w ogóle czytelnikowi nie przeszkadza. Bo powieść czyta się bardzo dobrze i można delektować się każdą sceną.
Co jeszcze podobało mi się w tej pozycji? Przystępny, lekki styl, zabawę perspektywami obu bohaterów, intrygujące postacie, trochę humoru, mnóstwo elementów popkultury lat 80, w których to toczy się akcja oraz ironiczne dialogi (a ironia to coś, co Pola lubi najbardziej!). ,,Eleonora i Park" nie jest z pewnością powieścią wybitną czy doskonałą, nie należy do moich ukochanych książek. Jednak nie będę udawać, że mi się nie podobała. Bo bardzo mi się podobała, z pewnością na długo zostanie mi w pamięci i wszystkim zainteresowanym gorąco polecam. 
Końcowa ocena: 9/10

Film: ,,Mad Max: Na drodze gniewu" 

  

,,Mad Max" to bardzo znana seria filmów z lat 80. Jednak historię zapragnęli pociągnąć i opowiedzieć na swój sposób również współcześni twórcy. I tak właśnie powstała najnowsza pozycja o Mad Maxie, na którym byłam w kinie, pierwszy raz mając do czynienia z tym bohaterem. Zachęciły mnie pozytywne opinie krytyków, którzy wychwalali film pod niebiosa. Czy słusznie?...(ach, te dramatyczne pytania na końcu i  jeszcze bardziej dramatyczne trzy kropki!)
Akcja toczy się w przyszłości. Australia po wojnie nuklearnej jest zupełnie zniszczona. Panuje anarchia i chaos, rządzą gangi albo dzikie społeczności. Wartości nabrały samochody i motory, apokaliptyczny świat jest zupełnie zmotoryzowany, więc wszyscy walczą o paliwo. Główny bohater, Max, prowadzi samotną wędrówkę przez ten przerażający świat, walcząc o przetrwanie i zmagając się z demonami przeszłości. Wszystko zmienia się, gdy tafia w niewole Wiecznego Joe, który posiada dostęp do cennej wody pitnej, więc ma władzę nad sporą grupą. W tym samym czasie rebeliantka Imperator Furiosa uwalnia nałożnice Wiecznego i ucieka, kierując się do tajemniczej Oazy. Drogi Maxa oraz Furiosy skrzyżują się. Muszą połączyć swoje siły, żeby umknąć ścigającej ich, demonicznej ,,armii" Joego... (dramatyczny wielokropek  po raz drugi).

Wiem, jak brzmi ten opis. Pewnie wielu z Was pomyślało, że oto mamy tutaj naszpikowaną efektami specjalnymi, tandetną, dystopijną opowieść science-fiction, z wybuchami co minutę i innymi takimi. Otóż nie do końca. Owszem, efektów specjalnych tu sporo, patos typowy dla tego typu kina się zdarza, ale nie zmienia to faktu, że najnowszy ,,Mad Max"jest pozycją bardzo dobrą, niestandardową, zaskakującą, inteligentną i trzymającą w napięciu.
 Co ciekawe, sam Max nie wybija się na pierwszy plan, gra Toma Hardy'ego jest bardzo oszczędna. Nie zła, ale właśnie oszczędna. Sam protagonista wiele nie mówi, to typ milczka. Film zdecydowanie skradła Charlize Theron w roli Furiosy. Jej postać jest bardzo złożona, a Theron zagrała niesamowicie, w niesamowity sposób przedstawiając psychikę swojej bohaterki i oddając jej emocje. Podobał mi się również Nux grany przez Nicholasa Houlta, który także został świetnie wykreowany.
Film nie jest głupi. Zdecydowanie nie. Pokazuje apokaliptyczną, naprawdę przerażającą wizję przyszłości, w której rządzi anarchia. Do tego dostajemy obraz ludzi (oraz nieludzi) w takim świecie, ich poczynania i charaktery, których starcie robi wrażenie. Niesamowite są scenerie (te australijskie pustkowia...), charakteryzacja, sceny walk i pościgów, a także  efekty specjalne, których tutaj doświadczymy w naprawdę dobrej jakości i bez przesady.
Jeśli nie widzieliście poprzednich części z lat osiemdziesiątych, to nie bójcie się iść do kina na najnowszą. Ja również nie znałam pierwszych opowieści o Mad Maxie i po krótkim wprowadzeniu przez tatę, nie miałam problemów z odbiorem historii.
Podsumowując- film polecam, jeśli lubicie tego typu klimaty i szukacie rozrywki, która jednak składnia do refleksji. Do refleksji nad tym, czy przypadkiem nasz świat kiedyś nie będzie wyglądał tak, jak w przyszłości Mad Maxa.
Końcowa ocena: 7,5/10 

Płyta: ,,Folie a deux" Fall Out Boy



Fall Out Boy to amerykański zespół, złożony z czterech członków. Odkryłam go dzięki piosence ,,Immortals" z filmu ,,Wielka szóstka" (o której pisałam już wiele razy), a zainteresowanie nim wzmogła moja koleżanka (którą pozdrawiam, jeśli to czyta), wielka fanka tej grupy. To właśnie ona pożyczyła mi płytę ,,Folie a deux". 
Zanim przejdę do muzyki, chciałam napisać trochę o wydaniu samej płyty. Cóż znaczy to tajemnicze ,,folie a deux"? Otóż wyrażenie to pochodzi z francuskiego i oznacza... paranoję indukowaną, czyli udzielony obłęd, ,,stan, w którym osoba blisko związana z chorym zaczyna traktować bezkrytycznie paranoiczne myśli chorego" (źródło: Ciocia Wikipedia). Tytuł intrygujący, prawda? Dodajmy do tego niestandardową okładkę oraz tytuły piosenek, zapisanych tak, że do odczytania potrzebne jest lusterko. Chyba, że ktoś woli po prostu czytać od tyłu, jak ja. Trzeba przyznać, że to wszystko jest bardzo nietypowe. Wydanie płyty strasznie mi się więc podoba. A jak z zawartością?
Fall Out Boy gra muzykę rockową, z elementami punka i popu.  Z tego, co wiem, nie trzymają się jednego gatunku, zresztą w ich utworach pobrzmiewają bardzo różne rytmy, raz bardziej punkowe, raz bardziej popowe, zazwyczaj ciężkie do określenia. Fajne jest to, że zespół eksperymentuje, nie skupia się na jednym stylu i tworzy różnorodną muzykę. Jeśli się porówna starsze utwory grupy z tymi najnowszymi, to widać wielką różnicę. Skupmy się jednak na płycie ,,Folie a deux", w której piosenki można ogólnikowo określić jako lekki rock. Brzmienie to jest przyjemne, chwytliwe, łatwo wpada w ucho. Do tego dochodzi dobry, bardzo charakterystyczny wokal, rytmiczna perkusja. Kawałki są melodyjne, z rockowym pazurkiem. Szkoda tylko, że niektóre utwory są dosyć przeciętne i podobne do siebie, jeśli chodzi o instrumenty. Sporo kawałków nie wyróżnia się niczym specjalnym, nie zachwycają specjalnie. Jednak przyznaję, że było kilka takich, które wpadły mi w ucho i bardzo się spodobały. Między innymi ,,I don't care", ,,The (shipped) gold standard", czy też ,,(Coffee's for closers)". 
Wrażenie robią też teksty, przynajmniej te, które sprawdziłam. Są momentami wręcz poetyckie, niebanalne i trzeba się odrobinę nagłowić, zastanawiając się, co autor miał na myśli. Więc za to plus.
Album podobał mi się, chociaż przyznaję, że nie rzucił mnie na kolana. Mimo tego jednak polecam, bo przyjemnie się słucha, a niektóre piosenki po jakimś czasie odruchowo zaczyna się nucić.  
 Końcowa ocena: 7/10


Teledysk jest... specyficzny, ale utwór fajny (ach, wiem, to wyszukane słownictwo), no i wpada w ucho niesamowicie.



Mam nadzieję, że post się podobał:) Mieliście do czynienia z książką/filmem/płytą? A może odkryliście ostatnio coś ciekawego i chcecie mi polecić? 
A tak od czapy, to wczoraj dostałam od Kajaxa kulę z Paryża (dziękuję!). Owiniętą w folię bąbelkową. O jeny. Nigdy nie przypuszczałam, jak to pykanie może wciągać. Żyłam w smutnej niewiedzy i ciemnocie. Folia bąbelkowa jest cudowna!
Ehm... 
No dobrze, zanim zacznę pisać kolejne dziwne rzeczy, to pozwolę sobie zakończyć tego posta:)
Pozdrawiam ciepło!
Pola

niedziela, 14 czerwca 2015

Cholera

Jeszcze przed chwilą na moim blogu był post z recenzją książki ,,Eleonora i Park". Chciałam edytować jedną rzecz i... usunęło mi całego posta. Bezpowrotnie. Nic nie dało Ctrl-z, ,,przywrócenie wersji roboczej" i tak dalej. Próbowałam go odzyskać, ale stało się. Nie mam pojęcia jak i dlaczego. Przepraszam Was bardzo, ale sama nie wiem, czemu to się wydarzyło. Dziękuję Tutti i Fanny Devin, które zdążyły skomentować, za miłe wpisy.
To już drugi raz, gdy podczas próby edycji posta, przypadkowo go usuwam. Wie ktoś może, z czego to wynika i jak można tego uniknąć? Jeśli tak, to byłabym wdzięczna za odpowiedź.
Przepraszam raz jeszcze i pozdrawiam ciepło,
Pola

niedziela, 7 czerwca 2015

Zacnie, zacnie, czyli LBA

W poprzednim poście była nominacja, a w dzisiejszym poście będzie... też nominacja! Tym razem zabawa, która zbawia wszystkich pozbawionych inspiracji/pozbawionych czasu/zwyczajnie leniwych blogerów, czyli dobrze wszystkim znany Liebster Blog Award. Za nominację bardzo dziękuję Oli.
No to jedziem.

1. Co myślisz o swojej lampie?

W pokoju lampy mam trzy- lampę dużą i dwie lampki małe. Z racji tego, że jestem leniwa, zabiorę się za tą, która jest najbliżej, to jest na biurku. Przyjrzyjmy się jej... lampka, jak na lampkę, jest całkiem spora. Intensywnie czerwona. Można ją regulować. Ma na sobie ślady kleju, ponieważ kiedyś przykleiłam na niej naklejki z magazynu ,,Witch", a potem oczywiście odkleiłam. Mogłam być bardziej przewidująca jako dziecię. Na lampce wiszą czerwone korale i trzy naszyjniki, które powinnam właściwie schować. Na podstawce stoją drewniane koty, sztuki dwie. 
Hm.
Zacna lampa.

2. Jeśli do końca życia miałabyś chodzić w jednych butach, jakie buty by to były?

Ej, do końca życia w jednych butach? A jak zmieni mi się rozmiar?...
To będziesz miała problem.
Ha.
Chyba wybieram adidasy. Są wygodne, mogę w nich biegać, mogę w nich chodzić latem i zimą (no, zimą to jednak byłoby mi trochę zimno, ale z pewnością cieplej, niż w tenisówkach. A w kozakach cały rok popylać nie będę). Pasują do wielu ubrań. Dobre adidasy nie są złe! 

3. Rower czy rolki?

 Rower. Uwielbiam przejażdżki rowerowe. Zresztą, na rolkach jeździć nie umiem. Kiedyś Kajax próbowała mnie uczyć. Nie wywaliłam się ani razu, a to w sumie jakieś osiągnięcie. No dobra, może niekoniecznie, bo przyjaciółka mnie trzymała, a ja właściwie tylko niepewnie, wolno dreptałam. W każdym razie... zdecydowanie rower. 

4. Wolałabyś iść do kina na premierę drugiej części Kosogłosa czy do teatru na RENT lub Metro?

Zdecydowanie wybieram teatr. Bardzo chciałabym zobaczyć ,,RENT" i ,,Metro", a to dzięki Studiu Accantus, którzy wykonywali utwory również z tych musicali. Oglądanie przedstawień na żywo to coś niesamowitego, można poczuć taką więź z aktorami... niepowtarzalne przeżycie. 
Poza tym, na premierach często są dzikie tłumy. Wolałabym pójść do kina innym razem.

5. Jaki jest Twój ulubiony owoc?

Najbardziej chyba lubię truskawki, chociaż uwielbiam także ananasy, maliny, melony, arbuzy, nektarynki...
No i głodna się zrobiłam przez to pytanie. 

6. Jakiego szamponu do włosów aktualnie używasz? Jesteś z niego zadowolona?

Aż musiałam pójść do łazienki, żeby sprawdzić, jakiego szamponu używam...aktualnie korzystam z ,,L'Oreal Paris Elseve". Opakowanie głosi jeszcze, że to ,,szampon upiększający". O, ma nawet jakieś mikrokryształy. Ha. Nie miałam pojęcia!   
Cóż mogę rzec o tym szamponie? Całkiem zacny szampon. A dzięki niemu i odżywce z tego samego zestawu, rozczesywanie moich kudłów idzie całkiem sprawnie. Więc jestem zadowolona.

7. Z jakiego swojego sukcesu w tym roku szkolnym jesteś dumna najbardziej?

Ze zdobycia tytułu finalistki w konkursie kuratoryjnym z języka polskiego. Laureatki wprawdzie nie udało mi się zdobyć, ale i tak jestem z siebie naprawdę dumna:D 

8. Czy na pulpicie Twojego komputera panuje okropny nieład niczym na moim czy wręcz przeciwnie - masz wszystko pięknie poukładane w folderach?

Szybkie zerknięcie na pulpit. O, nie tak źle. W sumie wszystko jest ładnie poukładane. Inaczej sprawa się ma z moimi tekstami. Niektóre zostały pozamykane w folderach. Mam np. taki folder o nazwie ,,Zakończone (radujmy się!)". Tylko większość moich dokumentów z Worda to niedokończone opowiadania, jakieś bzdurki z dawnych lat, brudnopisy... a tego jest mnóstwo. I większość jest nieposegregowana, a wszystkie znajdują się w Dokumentach. Znalezienie niektórych to naprawdę spore wyzwanie... a do tego dochodzą różnego rodzaju zdjęcia oraz grafiki z Internetu, które kiedyś maniakalnie zapisywałam. Sporo  powinnam pousuwać, ale jak zwykle nie mam serca. Nawet gdy posiadam jakieś naprawdę zbędne rzeczy, to gdy przychodzi do wyrzucenia, budzi się we mnie  nagły sentyment. 
W sumie chyba powinnam zrobić porządek wśród tych wszystkich plików.
...
Taaa...
Może innym razem.

9. Jaka jest Twoja ulubiona bajka Disneya, DreamWorks'a, czy czego tam chcesz? Dlaczego?

Olu, uwielbiam Cię!:D Ostatnio mam fazę na wszelkiego rodzaju bajki oraz animacje, co rusz odkrywam nowe. A co? Animacja to też sztuka! 
Ostatnio pierwsze miejsce zajmuje u mnie zdecydowanie ,,Wielka szóstka" Disneya. Oglądałam ją chyba prawie dziesięć razy. Ta bajka jest genialna! Uwielbiam ją za wyrazistych bohaterów, wciągającą fabułę, świetny humor, kilka naprawdę wzruszających scen, przepiękną animację i w ogóle... za wszystko!
Z produkcji Disneya, moje serce podbiły jeszcze: ,,Aladyn", ,,Mulan", ,,Pocahontas", ,,Herkules", ,,Nowe szaty króla", ,,Atlantyda. Zaginiony ląd"... wszystkie są cudowne. 
Co do DreamWorksa, to moim faworytem są ,,Strażnicy marzeń". Głównie z powodu głównego bohatera. Zresztą inne postaci też są ciekawe, ale Jack to mój numer jeden. Dodajmy do tego sporo gagów, poszukiwanie własnej tożsamości, kreatywność i śliczną animację (ten lodowe cuda, które tworzy Jack... po prostu wow). Bardzo lubię też ,,Shreka"i ,,Drogę do El Dorado".
Podobała mi się również ,,Anastazja" wytwórni 20th Century Fox. 

 
Baymax i Hiro z ,,Wielkiej szóstki". Ten obrazek jest taki uroczy! I nie mówcie, że nie jest, bo jest!

10. Nosisz zegarek? Jeśli tak - jaki? Jeśli nie - jaki chciałabyś nosić?

Ha. Zegarek na rękę mam i to naprawdę zacny. Taki granatowy. Tylko rzecz w tym, że go za bardzo nie noszę. A czemu? Bo jakoś o nim zapominam... serio, zapominam o jego istnieniu. I chyba czas zacząć go wkładać.

11. Na co zwracasz szczególną uwagę, kiedy poznajesz nową osobę?

Chyba na to, w jaki sposób mówi i się zachowuje. To może naprawdę sporo powiedzieć o człowieku.

Jak pewnie zauważyliście, ostatnio nadużywam słowa ,,zacnie"...  chyba muszę przestać. 
Ale ,,zacny" to takie zacne słowo!...

A oto moje (zacne, a jakże) pytania:

1. Gdy czytasz te słowa, przychodzi jakiś człowiek i mówi Ci, że możesz pojechać w podróż dookoła świata. Wszystko jest z góry opłacone, nie musisz wydawać żadnych pieniędzy. Masz możliwość zabrania ze sobą bliskich. Warunek jest jeden: musisz zdecydować się i ruszyć teraz, zaraz, dosłownie w tej chwili. No, może dostaniesz krótki czas na spakowanie się. Podróż trwa okrągłe dwa lata. Przyjmujesz propozycję, czy zostajesz w domu? Dlaczego?
2. Wolał(a)byś pójść na kurs robienia sushi, haftowania, czy jazdy na wielbłądach? Dlaczego?
3. ,,Jak to miło Chmurką być/ Niebem płynąć jak po wodzie..."* Wyobraź sobie, że jesteś taką chmurką i płyniesz sobie po niebie. Jak wygląda Twoje życie? Co robisz? Czy wykorzystujesz swoje możliwości jako chmurka?
4. Jesteś ubogi/a, nie masz właściwie żadnych planów na przyszłość, żadnych większych możliwości. Wygląda na to, że będziesz wiódł/wiodła spokojne, ale wyjątkowo nudne życie. Nagle sam Śmierć proponuje Ci, abyś został jego pomocnikiem w zbieraniu dusz.** Posiłki i noclegi w pakiecie. Czy zgadzasz się? Dlaczego tak/nie?
5. Czy masz jakiś przedmiot, który przynosi Ci szczęście, taki amulet? Co to za przedmiot?
6. Jaką książkę lubiłeś najbardziej w dzieciństwie? Dlaczego akurat ją?
7. Czy gdybyś miał/miała taką możliwość, zmienił(a)byś cokolwiek w swoim życiu, (np.:naprawił(a)byś jakieś błędy z przeszłości)? Dlaczego tak/nie?
8. Spotykasz się ze swoim ulubionym artystą (może to być muzyk, malarz, pisarz, aktor, reżyser...). Spotkanie jest bardzo krótkie i możesz zadać mu tylko jedno pytanie.O co pytasz?
9. Otwierasz własny biznes. Co to będzie? Dlaczego właśnie to?
10. Masz możliwość stania się super-bohaterem. Jakie imię i moce sobie wybierasz?
11. Jakiej piosenki ostatnio słuchałeś?

Niektóre pytania są nieco specyficzne. Jak zwykle zresztą... Nominuję każdego, kto tylko ma ochotę na nie odpowiedzieć. Taka jestem dobra.

*,,Kubuś Puchatek"
**faza na ,,Świat Dysku" trwa. Tym razem inspiracją był dla mnie ,,Mort".

Obiecuję, że następny post będzie porządniejszy. Całkiem możliwe, że pojawi się recenzja.

Untitled 
Wiem, wiem, zdjęcie od czapy. Ale strasznie mi się podoba. Jest takie, uwaga... zacne.
Źródło: weheartit.com

Pozdrawiam ciepło!
Pola



Studio Accantus po prostu wymiata.