środa, 30 grudnia 2015

Odkrycia i objawienia 2015

Witam Was po świętach, zrelaksowana, obżarta, zmęczona relaksem i jedzeniem, rozleniwiona, a przy tym, co tu kryć, szczęśliwa (po takim urlopie od szkoły nie da się nie być szczęśliwym)!

Kajam się, opowiadania na Kreatywne Spojrzenie nie ma i nie będzie. Nie zabijajcie! W przyszłym miesiącu na pewno się pojawi. Na pewno. Tak.
No właśnie,  w przyszłym miesiącu, czyli w przyszłym roku. Już jutro... Matko, ten czas gna jak głupi. 

Uwaga, teraz nadchodzi czas ckliwej refleksji nad odchodzącym rokiem.
Brace yourselves!
2015 był pod wieloma względami wyjątkowy. Na pewno zmienił się mój charakter, nadal trudny, ale może trochę mniej. Mam trochę inne podejście do świata, mniej idealistyczne i optymistyczne. Nadeszły refleksje egzystencjalne (taaaa...). Przełamałam się pod wieloma względami, pokonałam swój strach przed wspinaczką. Nauczyłam się nowych rzeczy. Zaczęłam robić więcej zdjęć i bardziej się tym interesować. Napisałam całkiem sporo tekstów, oczywiście mnóstwo (większość, uczciwie mówiąc) niedokończonych. Co do tych, które tworzą ładną, zamkniętą całość, to powstało ich około szesnastu, dziewięć można przeczytać na blogu. No właśnie, blog. Chyba też się rozwinął, mimo wszystko. Przybyło czytelników, zmieniła się trochę formuła postów.

No tak, a'propos bloga... Moje postanowienie noworoczne jest takie, aby posty pojawiały się częściej i stały się ciekawsze. Mało tego, chciałabym publikować trochę więcej radosnej tfurczości literackiej, oczywiście głównie w postaci opowiadań. Nie wiem, czy się uda, ale ten, tego... trzeba dążyć do samorozwoju! 

Z postanowień, mam jeszcze plan, który pewnie nie wypali, ale dzielę się nim. Może dzięki temu trudniej będzie mi się z niego wymigać, tego...
Otóż chciałabym stworzyć w końcu coś większego niż dwadzieścia kilka stron, najlepiej, co jest moim marzeniem powieść (ach, jakże to dumnie brzmi). Niektórzy czytelnicy pamiętają, że moim jedynym dłuższym, ukończonym dziełem była ,,książka", tworzona w wieku lat dziewięciu. Występowały tam tak dramatyczne wydarzenia jak ,,toniencie" (słabo mi...) psa, złodziej złapany przez szczura, zaginiona papuga i inne, ekhem, przygody. Ale ad rem, jak to mawia Bukwa. W 2016 roku chciałabym porwać się na dłuższą formę i stworzyć powieść/nowelę, ewentualnie zbiór opowiadań. Nie sądzę, abym chciała ewentualnie napisany twór wydawać, wręcz zdecydowanie nie, po prostu... tak, dla siebie, ewentualnie do opublikowania w internetach. Ale cóż, zobaczymy! Znając moją wytrwałość, a raczej jej brak, będzie ciężko.

Odejdźmy jednakowoż od postanowień i przejdźmy do tematu głównego, czyli...
*werble*
*żałosne budowanie napięcia, chociaż jest to w tytule*
...największych odkryć i objawień roku 2015! Pół żartem, pół serio, przed państwem sześć rzeczy, które odmieniły moje życie albo przynajmniej gusta i horyzonty. 
Zaczynamy!

 grafika night, light, and sky 

QUIZWANIE
 Znajomi, którzy ewentualnie wchodzą na tego bloga (mało ich wprawdzie, ale kilka zerka) pewnie uśmiecha się porozumiewawczo. Ach, cudne Quizwanie!
Jest to gra, którą można ściągnąć między innymi z AppStore (czyli na iPhony i iPady), chociaż nie tylko. Nie jestem wielką fanką gierek, ale Quizwanie... toż to naprawdę było objawienie! 
W dużym skrócie, polega to na quizach, w które bawisz się z przeciwnikami (można zapraszać znajomych albo wybierać losowych rywali). Jedna gra ma bodajże sześć rund, raz Ty wybierasz kategorię (do dyspozycji masz losowe trzy), raz Twój przeciwnik. Kategorie są naprawdę różne- W cyberprzestrzeni, Książki i słowa, Dziki instynkt, Muzyka i hity, Wierzenia i przesądy... Zaletą jest to, że można toczyć kilka gier jednocześnie (maksymalnie osiem).
Nie brzmi to może jakoś świetnie, ale wciąga niesamowicie. Granie w pojedynkę jednak jest niczym w porównaniu z grą w kilka osób (jako jeden zawodnik). Zdarzało się, że w starciu brało udział chyba nawet osiem ludzi (warto tu wspomnieć, że na jednym iPadzie). Ludu, jakie emocje! Większe niż przy mistrzostwach w piłkę nożną. Krzyki, wrzaski, gorączkowe klikanie, ryki radości przy dobrych odpowiedziach... Cóż, Quizwanie zbliża ludzi! A do tego uczy. Same zalety!

LITERACKIE OBJAWIENIA
Ach, nie mogło zabraknąć tego podpunktu! W końcu w tym roku odkryłam między innymi Kurta Vonneguta. Jego twory są specyficzne, bardzo groteskowe, momentami przerażające, ale przypadły mi do gustu. Przeczytałam na razie ,,Matkę noc" oraz ,,Rzeźnię numer pięć" i stanowczo na tym nie poprzestanę.
Z innych objawień... po raz pierwszy sięgnęłam po Rainbow Rowell (recenzję ,,Eleonory i Parka" przeczytacie tu). Jej książki są naprawdę zacne, takie perełki wśród młodzieżówek. Odkryłam również Neila Gaimana. O ile ,,Nigdziebądź" średnio mi się podobało, to ,,Księga cmentarna" już o wiele bardziej. Ma klimacik, zdecydowanie! Gaiman może mnie nie powalił, ale chętnie sięgnęłabym po coś jeszcze jego pióra,  bo mnie zaintrygował. Z innych książkowych odkryć mogę wymienić jeszcze ,,Cienie na księżycu" (ten klimat starej Japonii... absolutnie magiczny), ,,Piaskową górę" i ,,Chmurdalia" (genialne książki, które pożyczyła mi polonistka) oraz trylogię ,,Morze drzazg" (może i nie jest wybitne, ale podoba mi się pomysł na głównego bohatera-intryganta. No i zakończenie pierwszej części- mnie wbiło w fotel). Ach, no i jeszcze! Prawie bym zapomniała. Zaczęłam moją przygodę z Sapkowskim, czytając ,,Ostatnie życzenie". Pierwsza myśl po skończeniu: chcę więcej!

ANIME
W tym roku Kajax w końcu osiągnęła swój cel i wciągnęła mnie w świat japońskich animacji. Opierałam się, nie chciałam, ale o dziwo... niektóre mi się spodobały.
Należy tu zaznaczyć, że absolutnie nie jestem znawczynią, nie, nie, w całości obejrzałam  tylko jedno anime (,,Akatsuki No Yona") i właśnie kończę pierwszy sezon ,,Haikyuu!!". No, oglądnęłam też mnóstwo pierwszych odcinków rozmaitych seriali. Mam w planach zobaczenie ,,Noragami". Pierwszy odcinek kusi, oj kusi! Niedawno też przeczytałam jeden tomik mangi ,,Kuroshitsuji". Całkiem ciekawe, ale kontynuować tej konkretnej serii raczej nie będę, chociaż po inne komiksy chętnie sięgnę. I nawet da się przyzwyczaić do tego czytania ,,od tyłu", czyli od prawej do lewej!
Japońskie animacje są... specyficzne. To na pewno. Reakcje ludzi są bardzo przesadzone, wręcz groteskowe, a humor może wydawać się nam, Europejczykom, po prostu dziwny. Do tego w wielu produkcjach (ale nie wszystkich) pojawiają się wnerwiające, słodkie lolitki. W niektórych bywa drastycznie, co dla nas, przyzwyczajonych do tego, że animacje są dla dzieci, może wydawać się dziwaczne.
Jednak mi anime przypadło do gustu, można wyłowić perełki, w czym specjalizuje się Kajax (która teraz pewnie triumfuje), mistrzyni w podsuwaniu tytułów (tu można znaleźć kilka przez nią polecanych). Mangi i anime przebierają w mnóstwie gatunków, właściwie wszystkich, co było dla mnie pewnym odkryciem - przedtem byłam zupełnym, totalnym laikiem. Teraz wciąż jestem w tym temacie żółtodziobem, ale wiem trochę więcej i mam zamiar obejrzeć czy przeczytać inne produkcje. 
  
Plakacik Haikyuu.

MUZYCZNE OBJAWIENIA
Oj tak, ten rok był w nie bogaty!
O genialnym 2cellos oraz oldschoolowym Postmodern Jukebox pisałam już tutaj (Zaz i Studio Accantus z tego posta znałam już wcześniej), więc rozpisywać się nie będę.
Zespoły takie jak zwariowany Fall Out Boy czy stary (ale jary!) Led Zeppelin, oczywiście kojarzyłam, czasem słuchałam nawet w zeszłym roku, ale dopiero w tym odkryłam ich geniusz i wciągnęłam się w tę muzykę. Fall Out Boy miksuje różne gatunki, a ich kawałki są takie... świeże, z pazurem, świetnie się ich słucha. No i bardzo podoba mi się głos wokalisty. Led Zeppelin - klasyka, oczywiście, która niesamowicie do mnie trafia. Kawałki mają klimacik. 
W 2015 odkryłam również Royal Blood, za sprawą utworu ,,Figure it out"- fajne, mocniejsze brzmienie. Utwór ,,Psycho" Muse (poniżej) szybko trafił do moich ukochanych kawałków, tak jak i ,,Nearly Forgot My Broken Heart" Chrisa Cornella. Mogę słuchać tych dwóch utworów w nieskończoność.
No i Domowe Melodie! Grupa wykonująca muzykę alternatywną, zamiast studia wybierająca własne mieszkanie, podwórko, pomost nad jeziorem. Są tacy szczerzy, radośni i autentyczni. Coś pięknego.


YOUTUBERZY
Oczywiście, wcześniej oglądałam youtuberów oraz w ogóle sporo czasu spędzałam na tym portalu, ale w tym roku moje zainteresowanie YouTubem zdecydowanie wzrosło i odpalam go wyjątkowo często. Dzięki temu też odkryłam sporo moich muzycznych objawień. W każdym razie, zaczęłam (powiedzmy) regularnie oglądać niektórych ludzi, którzy zajmują się kręceniem filmików ,,zawodowo". Do moich faworytów należą danisnotonfire, AmazingPhil (książkę tej dwójki- ,,The Amazing Book Is Not on Fire"- mam nawet w domu i podczytuję), polandbananasBOOKS (nie, nazwa nie ma nic wspólnego z narodowością tej zacnej youtuberki - człon ,,poland" pochodzi od nazwy wody ,,Poland Spring"), czasem zerkam też na Olsikową, a moim najświeższym odkryciem są Sfilmowani. Wszystkich gorąco polecam, oczywiście. Pokazują, że można tworzyć fajne, kreatywne, zabawne filmiki i zdobywać tym sposobem rzesze fanów. Zacna rzecz, która niesamowicie wciąga. No wiecie, coś z cyklu ,,Aaa, tylko jeden filmik obejrzę i zacznę robić matmę"...
Jeden filmik. Bardzo zabawne.

Literatura, muzyka, filmiki, animacje... ach, czymże jest to wszystko wobec niesamowitej, wspaniałej, rozwojowej, uduchowionej czynności jaką jest...

PYKANIE FOLIĄ BĄBELKOWĄ
Lepiej późno, niż wcale, jak to mawiają. Dopiero w tym roku zakochałam się w tak przeze mnie dotąd niedocenianej folii bąbelkowej. Pykanie jest... ach, brak mi słów. Najbardziej wciągające zajęcie świata. Bez tego odkrycia moje życie nie byłoby takie samo. *ociera łzę wzruszenia*

Źródło


No i cóż, to by było na tyle. Pozostaje mi tylko życzyć Wam szczęśliwego 2016, co też skwapliwie czynię: w nadchodzącym roku życzę Wam uśmiechu, wspaniałych chwil, radości, rozwoju, spełnienia marzeń, realizowania celów, robienia tego, co kochacie oraz po prostu... żeby nadchodzące dwanaście miesięcy było jak najlepsze.
Amen.

Do zobaczenia w przyszłym roku!
P.

sobota, 19 grudnia 2015

,,Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań"

Uwaga, teraz nastąpi odkrywcze stwierdzenie roku.
Hej, ludzie! Zbliżają się święta! 
Zaskoczeni, prawda? Normalnie szok. W końcu centra handlowe wcale nie świecą się jak supernowy od początku listopada. W końcu Mariah Carey i Wham nie nękają nas od miesiąca. Nie. Wcale nie.
A tak serio, to rzeczywiście Wigilia tuż tuż. Czasem wydaje mi się, że wśród ogromu reklam i kiczu gubi się gdzieś prawdziwe przesłanie świąt (miłość, rodzina), ale z drugiej strony, ten klimat ma w sobie pewną magię.

Ale dobrze, skończmy temat komercyjności świąt. Taka kolej rzeczy i w ogóle. Od bożonarodzeniowego klimatu jednak nie będziemy odchodzić, bowiem w ramach wczuwania się w atmosferę miałam okazję przeczytać zbiór świątecznych opowiadań ,,Podaruj mi miłość". Tak więc aby tradycji świątecznych postów na blogu stało się zadość, będzie recenzja.

  

Kelnerka chcąca wyrwać się z zapyziałego miasteczka... pardon, jednostki osadniczej o nazwie Christmas. Żyd udający Mikołaja dla siostry swojego chłopaka. Młodociany przestępca skazany na pomoc w jasełkach. Impreza sylwestrowa z demonem Krampusem. Fikcyjna kraina, w której niechcąca wyjść za mąż dziewczyna budzi tajemniczego Śniącego.
Te oraz wiele innych historii można znaleźć w tomiku opowiadań ,,Podaruj mi miłość", w których, jak głosi okładka: ,,12 autorów powieści dla młodzieży, między innymi Rainbow Rowell, Gayle Forman i David Levithan przyniesie Ci najpiękniejszy prezent".
Czy rzeczywiście najpiękniejszy?...
Chyba muszę skończyć z tymi żałosnymi pytaniami i wielokropkami w recenzjach, bo to zmienia się w nałóg.
Ekhem. 

Ho, cholerne, ho.

Przyznam szczerze, że trochę obawiałam się rozczarowania. Święta, target: młodzież, miłość, brokatowe gwiazdki na okładce... mogło być kiczowato. Mogło być ckliwie. Mogło to być to bólu przesłodzone. W gruncie rzeczy wszystko na to wskazywało. 

Momentami rzeczywiście jest troszkę cukierkowo. Jednak ,,Podaruj mi miłość" ma w sobie magię. Prawdziwą magię. Czaruje omamionego czytelnika i wciąga go w ten świąteczny świat, w dwanaście różnych opowieści związanych z Bożym Narodzeniem. Każda jest oryginalna, pisana innym stylem. Mamy tu nie tylko obyczajówki, ale też fantastykę. Sporo opowiadań zaś naprawdę wypełnia piękne ciepło związane z tym okresem. Zapach gorącej czekolady i świerków, delikatne płatki śniegu, dźwięk kolęd, pierwsza miłość...
Widzicie, jak mnie poniosło? Oto, co ta książka robi z człowiekiem!
Jest romantycznie, zabawnie, bardzo świątecznie, wzruszająco, a czasem trochę mrocznie i baśniowo. Czegóż chcieć więcej? 

Elsa mierzy mnie lodowatym wzrokiem, Arielka patrzy na mnie jak na tonącego, a radosny uśmiech Belli zdaje się mówić: ,,Dupa z ciebie, nie Mikołaj. Do roboty, żydku".

Oczywiście teksty były na naprawdę różnym poziomie. Kilka do mnie nie trafiło, po prostu nie przypadło mi do gustu. Chociaż muszę przyznać, każdy utwór coś w sobie miał, czymś urzekał i intrygował, nawet jednym elementem- lekkim stylem, baśniowym pomysłem.
Wiadomo, sporo było jednodniowych znajomości, namiętnych pocałunków i lukru. Ale nie będę ukrywać- czytało się niesamowicie przyjemnie. Niektóre pomysły na opowiadania aż proszą się o rozwinięcie. Nie zdążyłam nawet się zorientować, a tekst już się kończył. Wkręcam się w bohaterów, w klimat, jestem ciekawa świata, który poznałam i następnych wydarzeń, a tu nagle KONIEC. Aha.
Ale cóż, tak to jest z krótkimi formami.

Nie będę tutaj opisywać wszystkich dwunastu opowiadań, aczkolwiek pozwolę sobie wymienić moich faworytów. Po myślniczkach, a co.
  • ,,Cud Charliego Browna" Stephanie Perkins - jedno z najcieplejszych opowiadań w całej antologii. Do tego ma taki... nie wiem jak to nazwać. Wdzięk? W każdym razie, swego rodzaju czar, a z pewnością wspaniałe lekkość i humor. A wszystko zaczyna się od tego, że główna bohaterka chce namówić nieznajomego sprzedawcę choinek (z absolutnie genialnego, klimatycznego stoiska ze świerkami- serio, żeby u nas coś takiego było) do podkładania głosu w jej filmiku animowanym. Potem już z górki. Niesamowicie podobały mi się postacie- ludzie z pasją i trudnymi doświadczeniami z przeszłości. Cud nie tylko Charliego Browna, ale też Stephanie Perkins, bo to naprawdę cudowne opowiadanie.
  • ,,Kryzysowy Mikołaj" Davida Levithana - wspominałam o tej historii na początku posta. Główny bohater, notabene Żyd, udaje Mikołaja, żeby siostra jego chłopaka nie przestała w niego wierzyć. Co ciekawe, ani razu nie pada imię naszego kryzysowego świętego. To trochę frapujące, szczerze mówiąc. W każdym razie, opowiadanie jest urzekające. Śmieszne, ironiczne, ale jednocześnie wzruszające i rozczulające, pełne ciepła. No coś pięknego! Chciałabym sięgnąć po jakąś powieść Levithana, bo jestem ciekawa, do czego jest zdolny, gdy ma większe pole do popisu.
  • ,,Coś ty narobiła, Sophie Roth?" Gayle Forman- w sumie ten tekst nie powalił mnie może na kolana, ale  ma w sobie to coś. Zauroczenie dwójki inteligentnych indywidualistów na prowincjonalnym uniwersytecie w czasie świąt śledzi się z prawdziwą przyjemnością. Do tego poczucie humoru jest nawet w moim typie, tak samo jak ,,teorie konspiracyjne" (symbolika świecących swetrów z reniferami... absolutnie bezcenne). No i sarkazm. Uwielbiam sarkazm. A bohaterom nawet się kibicuje. 
  • ,,Witamy w Christmas, w Kalifornii" Kiersten White - Chyba mój faworyt. Tak, to to opowiadanie o kelnerce z kalifornijskiej jednostki osadniczej Christmas. Nazwa, chociaż brzmi radośnie, raczej nie pasuje do ponurej miejscowości z kopalnią bromu i uczciwie mówiąc, beznadziejną, ,,świąteczną" restauracją. Mieszkańcom też daleko od bożonarodzeniowego nastroju, do czasu, gdy do jedynego lokalu gastronomicznego przyjeżdża nie do końca zwyczajny kucharz. Opowiadanie jest naprawdę... smaczne, jeśli mogę tak to nazwać. Lekkie, podszyte ogromną dawką ironii i humoru, słodko-gorzkie (zgorzkniała Maria i entuzjastyczny Ben naprawdę dobrze się uzupełniają), romantyczne, wzruszające. Serwować z gorącą czekoladą. A do tego koniecznie  bita śmietana.

Więc... kto sprawia, że ty czujesz się szczęśliwy?

Podsumowując- zacny zbiór świątecznych, naprawdę różnorodnych opowiadań. Nie każdemu przypadnie do gustu, na pewno nie jest to wybitna literatura- ot, urocza, troszkę naiwna i przesłodzona młodzieżówka. Nie ukrywam jednak, że ja spędziłam cudowny czas.

Ocena końcowa: 8,5/10

***
Na koniec jeszcze muszę podzielić się emocjami po wczorajszej świątecznej imprezie (coroczna szkolna tradycja). Przed nią odbył się konkurs międzyklasowy (również tradycja), tym razem na filmik z przesłaniem dla świata (my zrobiliśmy o pokoju na świecie). Wprawdzie zajęliśmy miejsce na podium (trzecie), ale jak dla mnie zasługiwaliśmy na najwyższą nagrodę. Może i nie mogę tego ocenić obiektywnie, ale... no skandal, no! 
Na samym świątecznym spotkaniu było śpiewanie kolęd, dzielenie się opłatkiem, ale poza tym miejsce miało kilka... powiedzmy, nie do końca zwyczajnych rzeczy. Pierwsza: jasełka. Hm. Jasełka... Dobra, z jasełkami to niewiele miało wspólnego. Aktorzy byli przebrani za hipisów, hipsterów, baletnice, wokalistów disco i tak dalej, i tak dalej, a spektakl polegał na dzikich tańcach. Nie zabrakło też nieśmiertelnego ,,Tunak Tunak Tun" (nawet teraz mi to siedzi w głowie...). Jak dla mnie było świetnie. 
Ale największym hitem był filmik z tańczącymi elfami. Sęk w tym, że elfy miały wklejone twarze nauczycieli. Sala, zarówno uczniowie, jak i samo ciało pedagogiczne, wyła ze śmiechu. A autorami dzieła była... dyrekcja. 
Moja szkoła jest jednak niestandardowa.

grafika disney, gif, and merry christmas 

No i już na sam koniec, życzę Wam prawdziwie zacnych, spokojnych, rodzinnych, radosnych świąt ♥ 
P.

Rozpłakałam się, gdy pierwszy raz oglądałam to wideo. Autentycznie. Coś ostatnio za często się rozklejam.

niedziela, 6 grudnia 2015

Too Much Information TAG

Witam!

Dziś będzie bardzo narcystycznie. Dostaniecie solidną dawkę zupełnie zbędnych informacji o mej skromnej osobie.Post bowiem sponsorowany jest przez Muminka , która nominowała mnie do tagu o dosyć trafnej nazwie TMI (Too Much Information) TAG. Pytań  jest pięćdziesiąt, więc informacji w istocie będzie sporo, wręcz przesyt.  Ale o to najwyraźniej chodzi, więc po mentalnym przygotowaniu dzielnie zasiadam do klawiatury z zamiarem odpowiedzenia na wszystkie. 
Za nominację oczywiście dziękuję.
No to jedziemy z koksem.

1. Co masz na sobie?
Bluzę i dres.

2. Czy kiedykolwiek byłaś zakochana?
A i owszem, owszem. Na przykład w przedszkolu. Ach, cóż to była za nieszczęśliwa miłość! On był zakochany w innej, ta inna jeszcze w innym, ten inny w innej... przedszkolny krąg złamanych serc!:D

3. Czy kiedykolwiek miałaś ,,straszne zerwanie"?
Nigdy nie byłam w związku, więc zerwania siłą rzeczy też nie miałam. 

4. Ile masz wzrostu?
Tak... ze 168 centymetrów? Może nawet trochę więcej.

5. Ile ważysz? 
Nie tyle, ile bym chciała:D

6. Jakieś tatuaże?
Kiedyś z henny. 

7. Jakiś piercing?
W uszach.

8. OTP? (one true paring)
Nie bawię się zwykle w paringi, więc mam mały problem, ale... hm. Szelena i Weres z ,,Wiernych wrogów" to według mnie para idealna. Oboje złośliwi, z ironicznym poczuciem humoru i niezłym charakterkiem. Ulepieni z tej samej gliny.

9. Ulubiony program (serial)?
Możecie się ze mnie śmiać, ale namiętnie oglądam Masterchefa. Ludzie, wiecie, jak to niesamowicie wciąga? No i jest usprawiedliwienie, żeby jeść na potęgę, bo tego nie da się oglądać z pustym żołądkiem. 
Jeśli zaś chodzi o seriale, to nie oglądam zbyt wielu, ale podobało mi się anime ,,Akatsuki No Yona"

10. Ulubione zespoły?
2Cellos, Fall Out Boy,  Postmodern Jukebox, Pentatonix, Studio Accantus, Led Zeppelin, Red Hot Chili Peppers, wczesne Guns'n'roses. Ostatnio słucham też Domowych Melodii. 

11. Coś, czego Ci brakuje?
Chęci do nauki. Nie chcem, ale muszem.

12. Ulubiona piosenka?
Ostatnio namiętnie słucham kawałka poniżej i nie mogę przestać. Czasem gdy się kończy, to włączam go od początku i słucham jeszcze raz...
To uzależnienie!

 
13. Ile masz lat?
Trzynaście. Tutaj nastąpi ciekawostka (przyrodnicza):poszłam do szkoły w wieku sześciu lat,  co czyni mnie najmłodszą z mojego rocznika.
Mało ciekawa ta ciekawostka w sumie.

 14. Znak zodiaku?
Wodnik.

15. Czego szukasz u partnera?
Dobroci, inteligencji, poczucia humoru i wrażliwości.

16. Ulubiony cytat?
Mam ich sporo, ale ostatnio przodują te:  ,,Ludzie nie znoszą tych, którzy wyróżniają się z ogółu tłumu. Szczególnie w lepszą stronę" (Olga Gromyko, ,,Wierni wrogowie") i ,,Słowa zawsze miały moc zmieniania świata" (Terry Pratchett, ,,Muzyka duszy").

17. Ulubiony aktor?
Nie posiadam, aczkolwiek lubię Zbyszka Cybulskiego.

18. Ulubiony kolor?
Niebieski i zielony.

19. Głośna muzyka czy cicha? 
Zależy. Najlepiej taka pomiędzy.

20. Gdzie idziesz, gdy jesteś smutna?
Położyć się i poczytać. Albo posłuchać muzyki- to zawsze pozwala mi naładować akumulatory.
Gdy jestem w szkole i potrzebuję złapać oddech, uciekam do biblioteki. Szkoda tylko, że ostatnio najczęściej jest ona wypchana po brzegi i głośna, nie mając nic wspólnego z cichym azylem. Ale gdy nie ma wielu ludzi- coś cudownego. Mam nawet swoje ulubione miejsce- to czerwona kanapa przy oknie, na końcu biblioteki. Do tego tyle wspomnień wiąże się z tym kącikiem...

21. Jak długo zajmuje Ci prysznic?
Tak około dwudziestu minut. Chociaż jestem w stanie wyrobić się w pięć, gdy się spieszę.

22. Jak długo zajmuje Ci przygotowanie się rano?
Tak... od piętnastu do trzydziestu minut.

23. Czy kiedykolwiek brałaś udział w bójce?
Tak.
(ujawnia się nowe oblicze Poli!)
No... chyba. 
O ile dobrze pamiętam, to w pierwszej/drugiej klasie podstawówki, z jakąś koleżanką. Bójka to tak naprawdę chyba nie była, w każdym razie na pewno nie poważna i z prawdziwego zdarzenia. Raczej takie niewinne pacanie się.

24. TURN ON: co Cię kręci/co Ci się podoba u chłopców?
Znowu: inteligencja, poczucie humoru, wrażliwość. Niesamowicie podobają mi się również ludzie z pasją.

25. TURN OFF: co Ci się nie podoba u chłopców?
Głupota, czyste chamstwo, zarozumiałość.
Plus przekonanie, że słowo na k zastępuje przecinek. Uwaga, szokująca wiadomość: nie, nie zastępuje.

26. Powód, dla którego dołączyłaś do blogosfery?
Klasyka klasyk: chciałam mieć swoje miejsce w Internecie, w którym mogłabym dzielić się swoją twórczością. Zainspirowała mnie moja koleżanka Horsefan, która ponad trzy lata temu zaczęła prowadzić bloga o koniach (teraz zaś ma drugiego, do którego prowadzi link).

27. Czego się boisz?
Wojen, chorób i fanatyków. Plus tragicznej śmierci. 

28. Kiedy ostatnio płakałaś?
O dziwo, całkiem niedawno. Czułam się tak zmęczona, zniechęcona i przygnębiona, że pociekło mi kilka łez.

29. Kiedy ostatnio powiedziałaś, że kogoś kochasz?
Niedawno, rodzicom.

30. Co oznacza Twój blog username?
Moje imię.

31. Ostatnia przeczytana książka?
,,Wielki Gatsby" (uwielbiam!).

32. Książka, którą aktualnie czytasz?
,,Kamienie na szaniec". Dziś zaczęłam też podczytywać ,,The Amazing Book is Not on Fire", którą dostałam na Mikołajki.

33.  Co ostatnio oglądałaś? 
,,Kosogłos cz.2" (czy tylko ja czuję się rozczarowana?).

34. Ostatnia osoba, z którą rozmawiałaś?
Rodzice.

35. Relacja między Tobą, a osobą, której ostatnio wysłałaś SMSa?
Przyjaźń.

36.Ulubiona potrawa?
Zdecydowanie nie mam jednej, aczkolwiek uwielbiam makarony, zarówno te na włosko, jak i na chińsko. Żywię też gorące uczucie do kuchni meksykańskiej i indyjskiej.

37. Miejsce, które chcesz odwiedzić?
Nowy Jork, Hiszpania (zwłaszcza Andaluzja), Londyn, Amsterdam, Drezno. 

 38. Ostatnie miejsce, w którym byłaś?
Kościół.

39. Czy ktoś Ci się teraz podoba?
Niet.
(jakoś podejrzanie dużo pytań tego typu w tym tagu)


40. Ostatni raz kiedy pocałowałaś kogoś?
 Dzisiaj, mamę w policzek.

41. Ostatnio kiedy ktoś Cię obraził?
 Nie przypominam sobie takiej sytuacji.

42. Ulubiony smak słodki?
Będę mało oryginalna... czekoladowy. Uwielbiam też owoce (właściwie prawie wszystkie).

43. Na jakich instrumentach grasz?
Niestety, tylko ludzkich nerwach.

44. Ulubiona część biżuterii?
Podobają mi się długie kolczyki. Mam swoje ulubione-  z Hiszpanii, które sama sobie kupiłam- takie pawie oka. Coś pięknego.


45. Ostatni uprawiany sport?
Siatkówka.

46. Jaką piosenkę ostatnio śpiewałaś?
Chyba ,,Kokonata" (tak, znowu) , ale głowy nie dam.


 47. Ulubiony tekst na podryw?
 Niestety, nie posiadam.

48. Czy kiedykolwiek użyłaś tego tekstu?
Nie mogłabym użyć czegoś, czego nie mam, więc nie.

49. Z kim ostatnio przebywałaś w swoim wolnym czasie?
 Z rodzicami (again!).

50. Kto powinien odpowiedzieć na pytania?
Ten, kto czuje przemożną chęć odpowiadania na pięćdziesiąt dziwnych pytań związanych z jego osobą.
 
***

Ostatnio ujrzałam dwie zatrważające rzeczy, a mianowicie:
    1. Drugi etap olimpiady z angielskiego, z zeszłego roku. Groza! Słówka typu conjuctivitis (zapalenie spojówek). Do tego będę musiała nakręcić film (olimpiada rządzi się innymi prawami niż konkurs kuratoryjny), oczywiście w którym mam wystąpić i przez cały czas gadać. W co ja się wkopałam?...
    2. Moje stare posty. To już nawet nie jest groza. To jest horror. 
No dobrze, może z tym ostatnim troszkę przesadziłam (ekhem, wcale nie, ekhem). Tego, młoda byłam i głupia... chociaż teraz wiele się pod tym względem nie zmieniło.
Ale dobrze, nie narzekam, bo nie mam powodu. Dziś dostałam kilka wymarzonych książek, moje literackie serduszko się raduje i w ogóle, pełnia szczęścia. Aż głupio zgredzić. 

Jak widać na załączonym obrazku, blog przeszedł dość drastyczną zmianę wizerunku, ale chyba na dobre mu to wyszło. Heh, aż ciężko uwierzyć, że w styczniu skończy trzy lata...

Trzymajcie się i koniecznie pochwalcie, co dostaliście od Mikołaja!
P. 
 Na koniec łapcie jeszcze niesamowicie zacny cover ,,Thunderstruck" w stylu country.

sobota, 28 listopada 2015

,,Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia" (Flp 4,13)

Udało się! Myślałam, że tym razem znowu nie wyrobię się z tekstem na Kreatywne Spojrzenie, ale jednak oto dziś z nim przybywam. Radujmy się!
Tym razem nie jest to opowiadanie, a wiersz, do którego napisania zainspirowała mnie Tutti, a także tak uwielbiane przez wszystkich uczniów kartkówki z historii (pozdrawiam wszystkich uciśnionych!).
Nie umiem pisać wierszy. To znaczy, zrymować to zrymuję, ale żeby całość brzmiała, ładnie się czytała i miała sens, to już gorzej. Dlatego też poniższy radosny utworek jest bardzo  nieporadny i niezgrabny. Sensu też ze świecą szukać. Heh, ale muszę przyznać, że naprawdę dobrze się bawiłam podczas pisania. Naprawdę dawno nie tworzyłam żadnej poezji.
Wyzwanie na ten miesiąc to: duch, mleko, ściąga.
I nie, wiersz nie jest bezpośrednio oparty na moich osobistych doświadczeniach, to zupełna fikcja, chociaż kartkóweczki to temat mi bliski:D



Wybija godzina- ostatnia godzina.
Na twarzy belferskiej triumfalna mina.
Nadszedł czas zemsty, zwycięstwa czas:
„W końcu na dobre pokonam was!”

Wchodzą uczniowie w niewiedzy błogiej,
Bez świadomości czającej się trwogi.
Lecz wtem: „Rozsiadka! Teraz kartkówka!”
Panika! Gdzie pomoc, wymówka?

Nauczyciel już nie zwleka,
Twarze białe są jak mleko.
Jak nie żywi, a jak duchy,
Są niewinne te maluchy

(Chociaż tak gwoli ścisłości,
Daleko im od niewinności)

Jedna kartka, kartka druga
Kartkówka jak sprawdzian długa.
Śmieje się triumfator niecny:
Uczniów czeka dziś zgon wczesny!

Jedna z ofiar już wyciąga
Długopis, a długopisem ściąga,
Na ręce szybko jest pisana,
Coby pokonać złego tyrana...

Lecz oto oprawca oszustwo dostrzegł
I już tam krokiem szybkim nadciąga.
Nie nakrzyczał, milczał- nie ostrzegł,
Wstawił zero- niepotrzebna ściąga.

Klasa patrzyła w trwodze i bólu,
Nauczyciel podle się śmieje.
Odniosłeś cel swój, zły królu…
Oto umarły ostatnie nadzieje.

 grafika animation, art, and flower 

***
Szczęśliwie mam już za sobą próby ognia pierwsze etapy z konkursów kuratoryjnych. Udało mi się przejść z polskiego i prześlizgnąć (dosłownie, jeden punkt mniej i by się nie udało) z angielskiego. Co do tego ostatniego, to trochę się boję, bo zdaję sobie sprawę, że mam problemy z niektórymi formami gramatycznymi i będę musiała się solidnie poduczyć i przygotować... a do tego jeszcze dochodzi olimpiada z tego języka... 
To będzie intensywne kilka miesięcy...
A teraz nastąpi  anegdotka o tym, jak to Pola poszła na konkurs kuratoryjny z matematyki.
Pewnego (niezbyt) pięknego dnia, na lekcji matematyki, trwały zapisy na powyższe. Pola spokojnie rozwiązywała sobie zadania, dyskretnie zerkając na zegar i odliczając minuty do końca lekcji, gdy wtem z ust nauczycielki padło: ,,Pola, a ty nie chcesz?".
Szczęście, że zapytana niczego nie piła, bo niechybnie by się zakrztusiła. Do jej rozlicznych, a jakże w końcu, zalet (ekhem, ekhem) nie należały niestety zdolności matematyczne- przeciwnie, świat Poli i świat matematyki dzieli odległość jak z jednego do drugiego bieguna. Jednak jakaś część (ta odpowiadająca za wszystkie szalone przedsięwzięcia)  szepnęła: ,,A czemu nie? Można spróbować! Nawet jeśli matematyczny talent się nie objawi, to można się sprawdzić...".
Pola więc wzięła swe pióro i złożyła swój zamaszysty (no dobra, podpis był normalny, Pola nie umie zamaszyście się podpisywać) podpis na kartce zapisów (jak na cyrografie!). 
I tak tydzień, może dwa później, bez żadnego przygotowania (zerknięcie na konkurs z zeszłego roku i przerażenie na widok zadań liczy się?), nasz geniusz (ha, ha... nie) wyruszył na konkurs, w towarzystwie swojej koleżanki, którą tutaj nazwiemy Matematycznym Koksem (bez sarkazmu, serio jesteś Matematycznym Koksem, Matematyczny Koksie. Pozdrawiam, jeśli to czytasz).  
Wybiła godzina (ostatnia godzina!). Pola usiadła przy stoliku, nieopodal Matematycznego Koksa i innych matematycznych geniuszy. Przez ułamek sekundy zaczęła nawet się zastanawiać, co by się stało, gdyby przeszła dalej, ale wystarczyło, żeby zobaczyła test i ta myśl błyskawicznie wyleciała jej z głowy. 
Nie umiałam zrobić absolutnie żadnego zadania! Dosłownie, rozwiązałam tylko jeden podpunkt i nawet w nim machnęłam się o jedno zero:D Uzyskałam więc zacny wynik 0 %. Strasznie mnie za to ta sytuacja rozbawiła, zresztą moich znajomych także. Morał z tego taki, że jednak matematyczny geniusz tak nagle się nie objawia:D
***

To już ostatni cytat w ramach biblijnego wyzwania, więc wypadałoby ładnie wszystko podsumować- fragment z Listu do Filipian w tytule świetnie spełnia tę funkcję.
Jestem chrześcijanką. Nie oznacza to, że narzucam innym moją wiarę, nie akceptuję ludzi innych wyznań albo niewierzących- wielu z moich krewnych i bliskich znajomych to ateiści. Każdy ma wolny wybór  i żyje tak, jak chce, co jest piękne.
Ostatnimi czasy miałam trochę problemów z wiarą i to wyzwanie, to przeglądanie Pisma, częściowo mi pomogło.
Moja wiara nie jest idealna. Wciąż mam kryzysy, wątpliwości. Wciąż próbuję znaleźć swoje miejsce w świecie. Nie zgadzam się z wieloma rzeczami w Kościele, wiele rzeczy mnie frustruje.
Ale wiecie co? Wiara rzeczywiście uskrzydla - brzmi to patetycznie, ale kontaktując się z Bogiem, naprawdę jestem szczęśliwa i wypełnia mnie taka pozytywna energia. Czuję, że Ktoś mnie słucha i mało tego- ten Ktoś daje mi niesamowitą siłę.
I z nim naprawdę mogę wszystko.

Patetycznie zrobiło się na koniec, ale czasem... czasem można:)
Trzymajcie się ciepło,
P.

 Pentatonix w końcu tworzy własne utwory!Teledysk jest specyficzny, ale piosenka zacna.

czwartek, 12 listopada 2015

,,Miłuj bliźniego swego jak siebie samego" (Rz 13,9)

Witam Was serdecznie, tego paskudnego i mokrego dnia, dobita po ,,Rzeźni numer pięć" oraz szczęśliwa z powodu zakupienia płyty ,,Shatter me" (szukałam, szukałam i w końcu się doszukałam)! 

Tak jak było obiecane- przed państwem kolejna recenzja, a pod nią kolejne Liebster Blog Award.
Jeeej, czy coś.
Tym razem na warsztat idzie ,,Międzypiekle. Pierwszy Ruch" autorstwa Nikoliny Rudol (wydawnictwo Novae Res).
Tylko błagam... nie przestraszcie się okładki.

  

Szczerze? Gdybym zobaczyła tę powieść w księgarni, najpewniej podeszłabym do niej tylko z dwumetrowym kijem. Jestem bowiem podłym człekiem i zdarza mi się oceniać książki po ich wyglądzie (nie bijta, błagam! Ta okładka naprawdę mnie odstrasza), a poza tym odepchnęłaby mnie tematyka- anioły, demony… ekhem. Taaa. Nie moje klimaty. Cóż, jak się później okazało, ten wątek nie występował jakoś bardzo często, ale o tym później.  
A jednak… zainteresowałam się tą pozycją i mało tego, bardzo chciałam ją przeczytać.
Teraz tłum wstrzymuje oddech i wychyla się z napięciem, chłonąc moje słowa (no co? Można sobie pomarzyć!). Dlaczego, Polu? Dlaczego zainteresowałaś się  „Międzypieklem”?
*odchrząknięcie i efektowna pauza*
No cóż… Głównym powodem był wiek autorki. Nikolina Rudol napisała bowiem swój debiut w wieku około piętnastu, szesnastu lat, a ja ostatnimi czasy czytuję utwory młodych autorów, ciekawa, jak im one wychodzą. Słyszałam też sporo dobrych opinii na temat owej książki (mrugnięcie do Tutti), czytałam wywiad z autorką, fragment, no i…
No i w końcu przeczytałam.

Witajcie w Międzypieklu- miejscu, w którym anioły i demony spotykają się na towarzyskie rozgrywki. Właśnie tam przybywają anioł Nathaniel i demon Felix, aby zagrać w szachy. Wiadomo jednak- zwykłe figury są dla luzerów, więc jako pionki służą… ludzie. No, tacy ludzie-nieludzie w sumie.
Uwaga, proszę pastwa! Zaczyna się emocjonujący pojedynek! W lewym narożniku (no dobra, wiem, to szachownica, ale ćśś, jest klimacik), szanowni państwo, Samara Phantom, królowa Felixa! Dziewczyna, która po utracie pamięci dowiaduje się, że należy do społeczności Cieni, zabójców z nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Ba, nie tylko się dowiaduje, ale też musi dołączyć do tej grupy mrocznych morderców, żyjących w Cienistej Metropolii i nauczyć się zabijać. W prawym narożniku, po stronie anioła- Ian Avalone, członek Nietykalnych vel Szeptów, którzy od wieków walczą z Cieniami. Chłopak niezbyt pewny siebie, prześladowany w szkole, z kontuzją nogi. A do tego połączony dosyć nieoczywistą relację z bratem- jedną z największych szych Miasta Dźwięków.
Grę czas rozpocząć…

- (…) Zaczynajmy. Tylko nie oszukuj!
Demon wybuchnął śmiechem, odchylając głowę do tyłu.
- Ojej, aleś mnie rozbawił!
- Niby czym?
- Bo widzisz… już zostałeś oszukany!

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie pomysł- zarówno na partyjkę szachów o ludzkie istnienia oraz dwie, walczące między sobą, niestandardowe społeczności. A te anioły i demony na szczęście nie zawładnęły pierwszym planem, chociaż miały istotną rolę w fabule (w końcu to gracze nią kierowali). Do tego zostały opisane w nieco ironiczny, prześmiewczy sposób. Przedstawienie Cieni i Nietykalnych było naprawdę zacne, szkoda tylko, że cała uwaga skupiła się na tych pierwszych. Owszem, zabójcy byli całkiem interesujący (chociaż okrucieństwo tej społeczności, te wszystkie patologie i morderstwa, które tam się działy… masakra! No i dyskryminacja oraz podłe traktowanie czarodziejów. Tak nie wolno, rasiści jedni! No dobrze, żartuję. To w sumie zaplusowało, bo było niestandardowe- rzadko główni bohaterowie robią złe rzeczy. A szkoda, to zawsze intrygujące wątki), Cienista Metropolia miała klimacik i w ogóle, ale żałowałam, że nie pozwolono mi głębiej poznać świata Szeptów.
Momentami jednak odczuwałam podobieństwo do innych pozycji- zwłaszcza serii o Harrym Potterze i „Darach anioła”. Przykładowo sceny w akademiach dla Cieni i Szeptów,  przypominały mi Hogwart.
Ale mimo wszystko, światy zostały wykreowane ze sporą wyobraźnią, a do tego tak pięknie opisane, że naprawdę czułam się tak, jakbym tam była, więc to mi się bardzo podobało. Wczułam się, że tak powiem. Owszem, pojawiały się nielogiczności, ale jakoś nie raziło to aż tak.

Styl może nie był wybitny, w końcu „Międzypiekle” stworzyła osoba bardzo młoda, ale ku mojemu zaskoczeniu, naprawdę przypadł mi do gustu- barwny, lekki, nieco sarkastyczny, taki swobodny. Owszem, niektóre fragmenty wydawały się nieco wymuszone, ale i tak jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak autorka swobodnie pisze, będąc tak młodą dziewczyną. Dodajmy do tego ironiczne poczucie humoru (które darzę wielką miłością).


Znowu nie umiem się nie bać.


Bohaterowie… polubiłam większość z nich, zostali naprawdę fajnie (Pola i wielki zasób mądrych słów) wykreowani- są tacy nieoczywiści. Protagonistka, Samara, czasem może irytowała (zwyczajowo lekka ciapa, pakowała się w kłopoty i miała niskie poczucie własnej wartości), ale ogólnie była w porządku, całkiem sympatyczna. Ku mej ogromnej radości, nie wpakowała się w żaden romans, a co gorsza, trójkącik miłosny (ile można trójkącików?!). Hurra!
Wielkie, ale to wielkie wrażenie zrobiła na mnie relacja Iana i Mishy, dwóch braci. Taka… nieoczywista i niepokojąca. To był w sumie taki psychologiczny, głębszy wątek.  Karcianego Shaddy’ego również całkiem polubiłam. Dialogi, które toczyli między sobą bohaterowie były, przynajmniej dla mnie, dosyć naturalne, a do tego ironiczne, cięte i zabawne. Sakramencko dobre, jak to mawia Matt, jeden z bohaterów.
Wrażliwszych uprzedzam, że można napotkać sporo wulgaryzmów. Mi to akurat nie przeszkadzało i w sumie pasowało do charakteru postaci.

Oczywiście książka nie jest bez wad- momentami występuje lanie wody, czasem coś zgrzyta w stylu i fabule, niektóre sceny oraz opisy (np.walk) wydają się naiwne oraz nieprawdopodobne. No i przedstawienie głównie jednej strony pojedynku mi się nie spodobało (chcę więcej Mishy i Iana!). Szkoda też, że fabuła, główna intryga (nie wiem nawet, czy można to tak nazwać) nie została jakoś bardzo rozwinięta. „Pierwszy ruch”, jak sama nazwa wskazuje, wydaje się takim wstępem. Długim i nieco rozdmuchanym, ale wstępem. Jednak minęły trzy lata od premiery i zastanawiam się, czy kolejna część będzie. W każdym razie, do tej pory ani widu, ani słychu. A szkoda, bo jestem ciekawa, co będzie dalej, a chyba się nie dowiem…

Pomimo nieograniczonego potencjału ludzie pozwolą wmówić sobie wszystko. Nawet to, że są słabi. I są.

Jednak przyznam szczerze, że „Międzypiekle. Pierwszy ruch” bardzo mi się podobało, spędziłam przyjemny czas. Nie jest to specjalnie wymagająca lektura, nie powala na kolana, ale mimo wszystko nazwałabym ją całkiem zacną. Mam cichą nadzieję, że będzie mi dane przeczytać coś innego, co napisała pani Nikolina Rudol, bo przypadł mi do gustu jej styl. A teraz, gdy jest pewnie jeszcze bardziej dojrzała literacko, naprawdę chętnie sięgnęłabym po coś jej pióra.
 No i chylę czoła, że stworzyła powieść w tak młodym wieku. A do tego dobrą, przemyślaną i z zacnymi bohaterami.

Ocena końcowa: 6,5/10 

***

Przechodzimy teraz, trochę niezgrabnie, bo trochę niezgrabnie, do nominacji, za którą pięknie dziękuję  Fobos.
No to jedziem. 

1. Jesteś umysłem ścisłym, czy humanistycznym? A może artystycznym?
Zdecydowanie humanistycznym. 

2. Co byś zrobiła, gdyby nagle wybuchł wulkan pod Yellowstone, a ty byłabyś w Ameryce, a chmura pyłu zmierzała w twoją stronę? (tak, tak, oglądałam ostatnio 2012)
Szczerze, to nie mam pojęcia, co zrobić w tak niekomfortowej sytuacji jak wybuch wulkanu, chyba nikt z szarych obywateli nie wie.
Ha! Co za szczęście więc, że przezorne Hollywood postanowiło wydobyć świat z mrocznej niewiedzy, tworząc takie filmy katastrofalne. Uff, co za ulga! Biorę więc przykład z bohaterów tych dzieł kinematografii- wsiadam w moje wypasione auto i uciekam nim przed ową chmurą pyłu, zręcznie omijając przeszkody w rodzaju lawy, szczelin w ziemi i innych tego typu rzeczy,  po drodze ratując kogo się da. 
Och, no i tak, świat też przy okazji ocalę. A co. 

3. Wolałabyś autograf swojego ulubionego pisarza, czy aktora/piosenkarza/reżysera itp. ?
Zdecydowanie pisarza. Marzą mi się autografy od Ricka Riordana i Olgi Gromyko. No dobrze, i jeszcze od kilku(dziesięciu) autorów. 


4. Jaki jest sens w powieściach o miłości?
Taki, że miłość to nieodłączny element życia ludzkiego, a do tego marzenie wielu osób. Powieści o miłości mogą wprowadzić w optymistyczny, romantyczny nastrój, zapewnić rozrywkę. A jeśli nie są przekombinowane czy nierealne, to pokazać nam część rzeczywistości. 

5. Jak się nazywa Twój ulubiony polski film?
Lubię stare, polskie filmy. Do moich faworytów należą ,,Popiół i diament", ,,Giuseppe w Warszawie" i ,,Miś". Podobały mi się również bardzo ,,Zaklęte rewiry" i ,,Rękopis znaleziony w Saragossie". Ze współczesnych do gustu przypadli mi ,,Bogowie", a także oscarowa ,,Ida" (głównie ze względu na niesamowity klimat i piękne zdjęcia).
No i dobra- ,,Listy do M."też były całkiem-całkiem, daleko im od poziomu ,,To właśnie miłość", a jeszcze dalej od kina ambitnego, ale ogląda się naprawdę przyjemnie.
 
Tutaj Zbyszek Cybulski w ,,Popiele i diamencie". Film genialny i przezacny.

6. Zrobiłabyś sobie w przyszłości tatuaż? Jeśli tak, to jaki?
 Raczej nie. W końcu coś takiego zostaje na zawsze. Ale jeśli (w końcu nie wiadomo, jak się los potoczy), to chciałabym, żeby był mały i estetyczny, np. takie niewielkie piórko albo jakiś napis.

7. Jakiego gatunku zwierząt się boisz?
Chyba żadnego. To znaczy, gdyby przedstawiciel jakiegoś gatunku, przykładowo jakaś wściekła wiewiórka (może nawet burunduk, którego niektórzy pewnie pamiętają- małe toto takie, słodkie, a kto wie, co się w tym małym łebku czai), rzuciłby się na mnie, to pewnie bym się bała.  

8. Wolisz chemię, czy biologię?
Biologię, wydaje mi się po prostu ciekawsza. Zwłaszcza organizm ludzki jest dla mnie interesujący- fascynuje mnie to, że wszystko funkcjonuje właściwie idealnie. Trochę jak maszyna.
A tak przy okazji, to do końca życia będę pamiętała przerażenie na twarzy mojego kolegi podczas omawiania miesiączki... 

9. Wiesz już, co chcesz robić w przyszłości?

 Być szczęśliwa!
Jeśli chodzi o zawód, to nie wiem. Najchętniej wykonywałabym taki związany z literaturą i pisaniem, czyli rzeczami, które mnie pasjonują. Chciałabym bowiem robić coś, co mnie uszczęśliwia. Idealistyczne dosyć to podejście, ale będę dążyła do tego, aby się udało.

grafika unicorn, tangled, and disney
 Źródło
Ta scena z ,,Zaplątanych" była cudownie rozwalająca... Każdego coś uszczęśliwia. Dlaczego nie miałaby to być kolekcja jednorożców?

10. Chciałabyś umieć jeździć na motorze?
Kiedyś było to moje marzenie, teraz... niekoniecznie. Chociaż kto wie, kto wie. Kiedyś miałam przyjemność jechania na motorze (oczywiście nie jako kierowca) i cóż... uczucie było niesamowite.

11. Lubiłaś Witch?
Taaak! Namiętnie kupowałam gazetki! Serialu nie oglądałam (może fragment jednego odcinka i to niedawno, w ramach przeglądu bajek dla dzieci i prokrastynacji. Dziwne toto było, jakoś nie przypadło mi do gustu...), za to te krótkie komiksy czytałam bardzo chętnie. Miałam nawet jeden komiks w całości. Lubiłam to, zacna rzecz!

Przepraszam, ale nikogo nie nominuję, ponieważ nie chce mi się (jak zwykle) wymyślać pytań. 

***
Wiem, wiem, cytat w tytule wydaje się wyjątkowo oklepany i niby oczywisty. No właśnie, niby to dobre słowo. Jak się okazuje, wcale taki oczywisty nie jest, bo ludzkość jakaś niezbyt jest skłonna do miłowania się wzajemnie... 
Wczoraj był Dzień Niepodległości- piękna data, powód do świętowania, rocznica odzyskania wolności. Szkoda tylko, że wtedy wychodzą tematy takie jak rasizm, homofobia, ksenofobia i nacjonalizm, z którym niestety w Polsce jest problem. Patriotyzm jest dobry, ale nacjonalizm i nienawiść w stosunku do innych narodowości już nie. Tak samo jak wybielanie Polaków- halo, nie jesteśmy idealni, nieważne, jak bardzo będziemy zaprzeczyć,  faktów historycznych nie zmienimy!
 Ale dobrze, nieważne, bo zbaczam tematu. Zmierzam do tego, że nienawiść i agresja, którymi tacy rzekomi ,,patrioci" epatują, są po prostu... złe. Bo gdzie tu ta miłość do bliźniego? Nie jesteśmy jedyni na świecie, a dla mnie odmienność ludzi, ta mnogość rozmaitych kultur, spojrzeń, wyglądów i dokonań jest niesamowita, piękna. Dlatego nie ma sensu izolować się czy wyrażać swoją pogardę dla innych. Jako osoba wierząca myślę, że Bóg kocha nas tak samo, niezależnie od koloru skóry, płci, orientacji seksualnej czy miejsca urodzenia. I wszyscy jesteśmy bliźnimi (dobrze odmieniłam?), którym przyszło żyć na jednej planecie. Tak więc nie utrudniajmy sobie życia i nie walczmy między sobą, tylko zaakceptujmy swą odmienność i miłujmy innych tak, jak siebie.
Och, normalnie głęboko się zrobiło.
A co Wy o tym myślicie?

Trzymajcie się ciepło,
Pola