środa, 23 marca 2016

Cyklameny atakują, czyli wiosenny TAG kwiatowy

Witam!

W końcu nadeszła ta jakże wyczekiwana chwila, w której nastała wiosna! Tak więc aby temu zacnemu klimatowi stało się zadość, mam zaszczyt przedstawić wiosenny TAG kwiatowy, do którego nominowała mnie  Lunatyczka. Pięknie dziękuję.
No to jedziem!


Bratek, czyli książka o której pamiętasz i masz nadzieję, że główny bohater też o Tobie pamięta 
,,Trylogia władzy" pióra pani Jennifer A. Nielsen (czy ktoś jeszcze może cierpi z powodu chwilowego braku tłumaczenia trzeciej części?)! Na punkcie ,,Fałszywego księcia" (pierwszego tomu) miałam swego czasu lekkiego świra, zresztą nadal należy do moich ulubionych pozycji. Zdecydowanie nie jest wybitna, ma swoje niedoskonałości (małe), ale nie zmienia to faktu, że absolutnie ją uwielbiam. Za humor, za pomysł, za wciągającą fabułę... no i wreszcie za głównego bohatera z wyjątkowo ciętym językiem, czyli Sage'a.  Mam nadzieję, że o mnie pamięta, zdecydowanie! To właśnie on zapoczątkował moją miłość do ironicznych, charakternych i nieco złośliwych bohaterów.

Frezja, czyli książka, którą darzysz szacunkiem i uznaniem
Oj, ale że jedna?:D Ja naprawdę wiele książek darzę uznaniem, każdą właściwie za coś innego...
W sumie stosunkowo niedawno przeczytałam ,,Portret Doriana Graya" i myślę, że ta książka zyskała mój wielki szacunek. Nie dość, że wspaniale opisane zepsucie ludzkiej duszy, to do tego przepiękny, kwiecisty język. I dialogi. Dialogi! *nieopanowane, rozmarzone westchnięcie* No majstersztyk! Genialna pozycja, którą niesamowicie podziwiam.


Źródło
Zdjęcie z ekranizacji. Nie widziałam, ale mam w planach. 

Cyklamen, czyli książka, której szczerze nienawidzisz
Chwila, cyklamen? Co to jest cyklamen? Boru Sosnowy, moja wiedza o kwiatach chyba wymaga uzupełnienia... cyklamen... w sumie nawet tak groźnie brzmi. Jak cyklon. Cyklameny atakują!
Nie potrafię z czystym sumieniem wskazać znienawidzonej książki, bo w gruncie rzeczy... nie posiadam takiej. Zdarzało mi się trafiać na pozycje bardzo słabe, wręcz marne, ale nigdy nie czułam do nich nienawiści (chociaż może jeszcze taka książka przede mną, kto wie). Po prostu... nie lubię, nie podobało mi się, bywa. Chociaż trochę się pośmiałam, wykpiłam albo nauczyłam, jak nie pisać, więc co mam nienawidzić:)

Hiacynt, czyli książka, która sprawiła Ci przykrość przez zachowanie głównego bohatera
*wdech-wydech*
Celaena Sardothien ze ,,Szklanego tronu".
Nie bijcie, błagam. Wiem, że ciągle narzekam na tę książkę. I to w sumie nie dlatego, że była jakaś bardzo zła, bo nie była. Miała sporo zalet, ładny świat, lekki styl, niezły klimat i w ogóle. Po prostu tak nastawiłam się na tę książkę (wydawało się wręcz, iż nie może mi się nie spodobać, tematyka- zabójcy, dworskie intrygi, te sprawy w moim guście), że gdy okazała się naiwna,  źle poprowadzona i wypełniona główną, absolutnie perfekcyjną bohaterką, która może przyprawić o nerwicę... no rozczarowanie mnie przygniotło. Do drugiej części podeszłam bez żadnych oczekiwań i przyznaję, że nawet dobrze się bawiłam, czytało się przyjemnie (no dobra, niektóre sceny wciąż wywoływały u mnie ataki facepalmów, ale ogólnie było całkiem okej). Morał: nie nastawiać się. Można uniknąć bolesnego rozczarowania.
No dobrze, ale do brzegu. Jak wspomniałam, ,,Szklany tron" mocno mnie zawiódł, a głównym powodem była protagonistka, Celaena. Jej zachowanie autentycznie sprawiło mi przykrość. Należy bowiem wiedzieć, że dziewczyna jest sławną na cały kraj (ba, świat!) zabójczynią, królową zbrodni, te sprawy (w wieku osiemnastu lat, ale okej, okej, w końcu młodzieżówka, można przymknąć oko). No i fajnie, szkoda tylko, że ta super-ekstra-fantastyczna, bystra (khem), podstępna (khem, khem), piękna (zwłaszcza piękna), wszechstronnie utalentowana, zabójcza i dziewczęca zarazem przestępczyni zachowuje się jak narwana, rozkapryszona królewna z problemami emocjonalnymi, a czasem jest wręcz zatrważająco tępa. W drugiej części zdecydowanie się poprawiła. A może się przyzwyczaiłam. No, nieważne. Z bólem przyznaję, że autentycznie dobijało mnie sporo numerów Celaeny... Pewnie dlatego, że tak bardzo się nastawiłam na mocną, ciekawą bohaterkę, a dostałam bardzo niespójną, niezgrabną postać, do tego istną Mary Sue.
No i było mi przykro.
Się rozpisałam. Obiecuję, już nie będę smędzić.

 Żonkil, czyli tak świetny fikcyjny świat, że aż wzbudza w Tobie zazdrość
Hm, ale zazdrość z powodu tego, że w nim nie żyję, czy tego, że w życiu nie umiałabym wykreować tak mistrzowskiej rzeczywistości?
Chyba nie umiałabym autentycznie przenieść się do jakiejś fikcyjnej rzeczywistości, życie w naszym pokręconym, acz swojskim świecie naprawdę mi pasuje. No i wszędzie jakieś mroczne zła, tyranie i tak dalej, ja nie wiem. Wolałabym raczej nie uciekać przed jakimś szurniętym Voldemortem albo naparzać się na arenie, czy coś.
Jednak bardzo, ale to bardzo lubię Krainę Czarów, Świat Dysku i może jeszcze Belorię z książek Olgi Gromyko. Niesamowicie działają na wyobraźnię. W sumie nie pogardziłabym takim miesięcznym pobytem. Z all-inclusive najlepiej.

Konwalia, czyli książka z delikatną i nieśmiałą główną bohaterką
Pasuje mi tu Cesia z ,,Szóstej klepki" Małgorzaty Musierowicz. To była zacna książka, jak prawie wszystkie części Jeżycjady, taka cieplutka i zabawna.

Czerwony tulipan, czyli książka, którą darzysz gorącą miłością
Sporo ich w sumie. Moje serce jest pojemne, dużo książek się mieści... ostatnio zauroczyła mnie ,,Saga księżycowa" Marissy Meyer, którą naprawdę pokochałam. Połączenie motywów baśniowych z futurystycznym science fiction, sympatyczni bohaterowie, zabawa tymi elementami z baśni, wciągająca fabuła, różne perspektywy, świetne zwroty akcji, statki kosmiczne, zaraza, Lunarzy, czyli mroczni mieszkańcy Księżyca oraz mocna główna bohaterka-cyborg... absolutnie zacne. Tym bardziej boli mnie to, że w Polsce dostępne są tylko dwa tomy (,,Cinder" i ,,Scarlet") z czterotomowej serii. Wydawnictwo już oświadczyło, że na razie nie ma zamiaru tłumaczyć kolejnych części. Dla mnie to dosyć chamskie. Jak już się biorą za serię, która do tego zyskała sporo zwolenników (i jest zacna), to wypadałoby dokończyć... może kwestia finansowa, nie wiem, nie znam się.
Ale nie zmienia to faktu, że cierpię.
Bardzo.

Irys, czyli książka, którą czytałeś tak dawno, że już nie pamiętasz, co o niej myślałeś
,,Eragon"! Przeczytałam dwie części i słabo pamiętam, czy przypadło mi do gustu. Chyba tak. Pewnie tak. A może nie... Naprawdę mam mgliste wspomnienia z lektury. W sumie mam zamiar wrócić. Poza tym jednak zazwyczaj wiem, czy dana książka wydała mi się dobra, czy raczej słaba. Nawet, jeśli nie kojarzę już fabuły (co zdarza się podejrzanie często, wielu pozycji autentycznie nie pamiętam), to zwykle potrafię mniej więcej (czasem mniej, niż więcej, ale jednak) stwierdzić, czy mi się podobało.

Fiołek, czyli świetna książka, którą masz zamiar przeczytać jeszcze raz
Mam zamiar odświeżyć sobie całą serię o wiedźmie autorstwa Olgi Gromyko, czyli autorki o jednym z najlepszych stylów, z jakimi miałam do czynienia. Niestety mam w posiadaniu tylko pierwszy tom (,,Zawód: wiedźma cz.1"), bo seria jest już właściwie nie do dostania w księgarniach. Mam zamiar upolować pozostałe części w bibliotece. ,,Upolować" to dosyć adekwatne słowo, zważając na to, jak często są wypożyczane. 

Chryzantema, czyli osoby, które nominujesz do wykonania tego TAGu 
Wszystkich, którzy tylko mają na to ochotę.



Trzymajcie się ciepło!
P. 


W sobotę byłam na recitalu Sylwii Banasik!  Cudowna muzyka, żarty na scenie, ogrom pozytywnej energii i wzruszeń... było przezacnie. Udało mi się również zdobyć autografy od Adriana Wiśniewskiego, Karoliny Warchoł i oczywiście samej Sylwii Banasik. 
Niesamowite przeżycie.

sobota, 12 marca 2016

Najlepsze disnejowskie covery

Wiem, że moja nieobecność była troszkę dłuższa niż zwykle, co usprawiedliwiam dosyć gorącym tygodniem (i ogólnie byciem nieogarem). Teraz jednak powracam i to z postem muzycznym, które zawsze niesamowicie przyjemnie mi się pisze.

Osoby, które są tutaj nieco dłużej, pewnie wiedzą, że lubię animacje. I to nawet bardzo. Daleko mi od znawcy, wiele pozycji jeszcze przede mną, ale nie zmienia to faktu, że uwielbiam tę dziedzinę X muzy. Piękne, zapierające dech w piersiach grafiki, rysunki, nieśmiertelne gagi, wzruszające historie - no działa to na mnie, nie ukrywam. Na bajki nigdy się nie jest za starym, tak?
Nierzadko jedną z najmocniejszych stron filmów dla najmłodszych jest muzyka, zwłaszcza ta z filmów Disneya. Niektóre piosenki to naprawdę cudeńka. Jak się okazuje, nie tylko ja tak myślę, bo w Internecie można znaleźć ogrom coverów tych bajkowych utworów. Wiadomo, jedne lepsze, drugie gorsze, ale bywa, że prześcigają oryginały. I to właśnie moim ulubionym, przezacnym wykonaniom piosenek z disnejowskich animacji, poświęcony będzie ten post. 
Kolejność przypadkowa, bo nie umiem numerować faworytów. Zawsze pęka mi serce, gdy muszę to robić, więc pozwolę sobie tego uniknąć:D

Przyjdzie czas (,,Król lew") - Krzysztof Szczepaniak (Studio Accantus)


No cóż, tego pana nie mogło tu zabraknąć. Uwielbiam Studio Accantus (notabene za tydzień idę na recital Sylwii Banasik! Nie mogę się doczekać), uwielbiam Krzysztofa Szczepaniaka, uwielbiam tę piosenkę (jak dla mnie jeden z najlepszych utworów antagonisty w ogóle, zresztą sam Skaza to jeden z najbardziej udanych i niepokojących czarnych charakterów Disneya).  Pan Szczepaniak jest absolutnie cudowny, zarówno pod względem wokalu, jak i gry aktorskiej. Ta mimika! Te gesty! Jest bardzo teatralny, zabawny, trochę straszny, jak na Skazę przystało. Widzicie to szaleństwo w oczach? W ogóle w Krzysztofie Szczepaniaku uwielbiam to, że zawsze gra i śpiewa całym ciałem, całą duszą, w ogóle- całym sobą.
Tego samego wokalisty polecam również cover ,,Nie ma takich dwóch" z ,,Aladyna", równie genialny, chociaż w zupełnie innym klimacie. No i oczywiście zachęcam do zapoznania się ze wszystkimi utworami  w wykonaniu Accantusa, bo są przezacne.


Zero to hero (,,Herkules") - Jonathan Young feat. Savannah Stuckmayer

 

Uwielbiam ,,Herkulesa", to jedna z moich ukochanych bajek Disneya z fantastycznym soundtrackiem. Większość utworów jest śpiewana przez greckie muzy i przypomina... no nie znam się na gatunkach, ale mi przywodzi na myśl taki gospel wymieszany z energetycznym soulem. 
Powyżej zaś mamy cover ,,Zero to hero", który został wykonany na rockowo. Może nie jest jakiś super profesjonalny, ale dla mnie brzmi naprawdę świetnie i zaskakująco, no i przyznaję, że lubię takie muzyczne klimaty. Mocne wokale, nutka humoru, multiinstrumentalista... 
Czegóż chcieć więcej?


Friend Like Me (,,Aladyn") - annapantsu


,,Aladyn" moim zdaniem posiada jedną z lepszych ścieżek dźwiękowych ze wszystkich filmów Disneya, a ze wszystkich piosenek wybija się właśnie ,,Friend like me", w oryginale świetnie zaśpiewana przez Robina Williamsa.
Tutaj mamy cover z  fantastycznym wokalem Anny (annapantsu), który dosłownie mnie zauroczył. Niesamowicie podoba mi się jej głos (jest taki mocny i czysty, jakkolwiek to dziwnie nie brzmi) i to, co z nim robi. Tak mogłaby brzmieć oficjalna żeńska wersja Dżina, zdecydowanie!
Tak przy okazji, strasznie podoba mi się grafika w filmiku.

Evoulution of Disney - Todrick Hall 


Dzieło powyżej to, jak sam tytuł wskazuje, muzyczna ewolucja filmów Disneya - od ,,Królewny Śnieżki", do ,,Krainy lodu". Hall nie pomija również produkcji fabularnych, typu ,,Hokus pokus" , ,,Mary Poppins" czy tworów Disney Channel, np. ,,Hannah Montana". Ogółem- mnóstwo wspaniale połączonych piosenek w fantastycznym wykonaniu. Świetny wokal, świetna gra aktorska, świetna choreografia. Matko, wyobrażacie sobie, ile pracy zostało włożonej w ten filmik? Tym bardziej podziwiam, nie wspominając o tym, że absolutnie uwielbiam. Podoba mi się idea mieszania ze sobą utworów, np. ,,Under the sea" z ,,Why should I worry", czy ,,Let it go" z ,,I see the light" (gdzie razem śpiewają słowo ,,light"- cudo!). Niesamowity pomysł i jeszcze lepsze wykonanie.

After ever after - Paint


(jest z jakimiś napisami w tajemniczym języku, bo oryginalne wideo nie chciało się wstawić)
Któż z nas nie zastanawiał się, co zdarzyło się po słynnym ,,i żyli długo i szczęśliwie"? Czy na pewno tak było?
Z własną odpowiedzią na to pytanie przybywa Paint, który przerabiając znane piosenki, pokazuje, że losy disnejowskich bohaterów niekoniecznie były takie ,,długie i szczęśliwe", wręcz przeciwnie. Arielka żyje w zaśmieconym oceanie, Jasmina i Aladyn brani są za terrorystów, Bellę oskarża się o przemoc wobec zwierząt, a Pocahontas pada ofiarą pogromu Indian.
Uwielbiam Painta. Za niesamowitą wyobraźnię, poczucie humoru, celne obserwacje, świetne przeróbki znanych utworów, talent wokalny i ukazywanie ważnych problemów. ,,After ever after" jest naprawdę zacne i zasłużenie popularne. Powstała również część druga, moim zdaniem nieco gorsza, ale wciąż trzyma poziom.

Come Little Children (,,Hokus pokus") - Lizz Robinett


Piosenka ta pochodzi z filmu ,,Hokus pokus", którego przyznaję, że nie widziałam, chociaż mam zamiar to zmienić.
W każdym razie, z tego co wiem, utwór w oryginale wybrzmiewa dosyć krótko, więc ta wersja jest zdecydowanie dłuższa.
Zauroczył mnie piękny, delikatny głos Lizz, jest śliczny! Chociaż zawsze wydawało mi się, że wolę mocne wokale, to ten dosłownie mnie zachwycił. Coś pięknego.
Cover, mimo że spokojny, ma w sobie coś niepokojącego, wręcz lekko psychodelicznego, przynajmniej dla mnie. W każdym razie, piękny, bardzo zacny utwór.


Na dzisiaj to już koniec. Znacie może jeszcze jakieś zacne disnejowskie covery? 

Od czapy: chcę wiosnę. Bardzo chcę wiosnę. Ale chyba już się zbliża, czasem na pięć sekund wyjdzie słońce, ptaki śpiewają (lub skrzeczą), koledzy hodują w szafce rzeżuchę  (jest żółta, ale chyba jadalna, bo kolega zjadł i żyje. Przynajmniej żył, gdy go ostatnio widziałam. W każdym razie, eksperymentalna roślina znajduje się teraz na parapecie w sali matematycznej i czekamy, aż choć trochę zzielenieje. Na razie stoi i roztacza woń. Intensywną woń), ogólnie wszelkie oznaki:D

EDIT: Rzeżucha padła. R.I.P rzeżucho. 

Pozdrawiam ciepło!
P.