wtorek, 28 lipca 2015

Wiedźmy, książki i ofiary dla Czarnego Pana, czyli LBA (razy trzy)

Witam!

Bardzo się cieszę, że opowiadanie (notabene jedno z najmroczniejszych, jakie kiedykolwiek napisałam...) umieszczone w poprzednim poście Wam się podobało.Tutti napisała naprawdę długą i ciekawą interpretację w dwóch komentarzach (jeden taki był i tak najdłuższym, jakiego kiedykolwiek ktokolwiek mi napisał na tym blogu!). Bardzo dziękuję, to było niesamowite:D

Oczywiście każdy może rozumieć tekst na swój sposób, więc absolutnie nie kierujcie się tym, co napiszę niżej, nie ma przecież jedynego słusznego rozumienia opowiadania! Chciałabym po prostu napisać, co myślałam w trakcie pisania i jak ja je rozumiem:)

Opowiadanie zawiera dużo motywów z ,,Alicji w Krainie Czarów", to taka moja wariacja na temat tej książki, którą w sumie trochę rozumiem w taki sposób.
Tekst opowiada o dziewczynie, która od dziecka zamykała się w wykreowanym przez siebie świecie, świecie fantazji. Kraina Czarów to jej umysł, a Biały Królik to postać z niego pochodząca, która zachęca ją, aby zamknęła się w Krainie. Bohaterka nie radzi sobie z realnym życiem, jest dzieckiem bardzo zamkniętym w sobie, dlatego ucieka do swojego pięknego świata. Jednak w jej umyśle, jak w umyśle każdej osoby, znajdują się również rzeczy mroczne, przerażające. Tekst opowiada o dojrzewaniu, o tym, jak dziewczyna wchodzi w dorosłość i traci dziecięcą niewinność, zaczyna mieć problemy z samą sobą, nie potrafi zdusić w sobie tych wszystkich emocji i w końcu zatraca się we własnym umyśle- Kraina zaczyna być niebezpieczna. Bohaterka dorasta, staje się kobietą, chodzi do szkoły- nie radzi sobie z tym, co ją otacza w świecie rzeczywistym, boi się tego. Woli uciekać do wykreowanego przez siebie miejsca. Jednak konfrontacji z realem nie da się uniknąć. Za otwartymi drzwiami (które symbolizują nowy etap w życiu, jakąś nową możliwość, związaną z dojrzewaniem) czeka napój- tu chodziło mi o alkohol, który w jakiś sposób umożliwia narratorce utracenie kontaktu z rzeczywistością. Bohaterka stacza się i jeszcze bardziej tonie w Krainie, która zdecydowanie nie jest taka jak kiedyś. Wtedy nasza Bohaterka Bez Imienia odkrywa narkotyki, które pozwalają jej zupełnie zatonąć swoim świecie. Traci zupełnie kontrolę nad samą sobą, dwa światy mieszają się, nie wiadomo, co jest czym.
Tutti miała teorię, że obcy mężczyzna, obok którego budzi się bohaterka, to występująca wcześniej Gąsienica. Mówiąc szczerze, taki pomysł nie przyszedł mi wcześniej do głowy, ale przyznam, że jest on ciekawy i dosyć trafny. Mi chodziło o to, że narratorka traci już zupełnie orientację, co dzieje się w świecie zewnętrznym, balansuje na krawędzi szaleństwa. Budzi się obok mężczyzny, którego nie pamięta, nie wie, kim jest. Traci  resztki niewinności.
No właśnie, róże. Symbolizują tą utratę dziecięcej niewinności i beztroski. Im bohaterka staje się starsza i im mocniej się pogrąża, tym bardziej róże stają się czerwone. Dziewczyna przestaje być dzieckiem, straciła też kontrolę nad sobą i swoim umysłem...
Uff, rozpisałam się...

Ostatnio dostałam aż trzy nominacje do znanej wszystkim zabawy Liebster Blog Award, dlatego też dzisiaj, jak pewnie już zgadliście, odpowiem na pytania, które zadały mi trzy blogerki: Aniaxxp, Tutti i Fobos.
Endżoj. Czy coś.

PYTANIA OD ANI

1. Ulubiona książka z dzieciństwa, do której często wracałaś?
Zdecydowanie książki Astrid Lindgren- ,,Dzieci z Bullerbyn", ,,Pippi Pończoszanka", ,,Bracia Lwie Serce"... piękne, pełne ciepła, wzruszeń i humoru powieści. To dzięki pani Lindgren zaczęłam marzyć o pisaniu.

2. Skąd wzięło się Twoje zamiłowanie do czytania książek?
Od zawsze w moim domu były książki, rodzice czytali mi przed snem, a tata opowiadał niesamowite bajki. Jako mała dziewczynka, nieumiejąca jeszcze czytać, lubiłam brać do ręki książki i wymyślać własne historie, na podstawie obrazków, a najczęściej nawet nie. A gdy nauczyłam się odszyfrowywać literki (chociaż nadal zdarzało mi się trzymać książkę i fantazjować, wymyślać własną fabułę, zamiast czytać- stąd wzięła się moja późniejsza pasja pisania), pokochałam czytanie. I ta miłość trwa do dziś! Książki to wdzięczny obiekt uczuć. Nigdy cię nie zostawią!

 3. Najgłupsza książka, jaką przeczytałaś?
Nigdy nie spotkałam się z książką, która była po prostu głupia. Ale jedną z najbardziej głupiutkich i naiwnych powieści, jakie czytałam, był ,,Szklany tron" (wspominałam o nim w tym poście). 

4. Znajdujesz rękopis swojej ukochanej książki w oryginalnym języku, którego nie znasz. Co robisz?
Nie rozpaczałabym jakoś bardzo, że nie potrafię tego przeczytać, chociaż z pewnością byłabym ciekawa, czy ten rękopis różni się czymś od oryginału. Moja ukochana książka, która została napisana w nieznanym mi zupełnie języku, to ,,Zawód:wiedźma" Olgi Gromyko, która pochodzi z Białorusi. Horsefan coś ogarnia z cyrylicy i rozróżnia np. białoruski i rosyjski, może zgłosiłabym się do niej i zapytała, czy byłaby w stanie przetłumaczyć chociaż jeden fragment? A później rozejrzałabym się za kimś, kto zna ten język na tyle dobrze, aby przełożyć mi większą część tekstu. Jeśli nikogo bym nie znalazła, to... trudno, odpuszczę. Ale rękopis zachowam:)

5. Idealne zajęcie na wakacje to...
...podróże po ciekawych miejscach, czytanie, pisanie, realizowanie swoich pasji, wyjścia ze znajomymi, spanie i jedzenie.

6. Odwieczny dylemat, czyli: morze czy góry?
Morze! Góry są piękne, ale morze ma w sobie coś niesamowitego i pociągającego. Do tego uwielbiam w nim pływać, spacerować nad nim... nawet nasz brudny Bałtyk wydaje mi się cudowny.
Poza tym, cóż...jako mieszkanka Gdańska chyba nie potrafiłabym odpowiedzieć inaczej.

7. Jeżeli tajemniczy człowiek podający się za wędrowca z magicznymi zdolnościami, zaproponowałby Ci możliwość spotkania jakiegoś bohatera książkowego, to kto by to był?
Bardzo chciałabym spotkać Leona Valdeza z ,,Olimpijskich herosów" (ach, kto by się spodziewał!). Na pewno pragnęłabym spędzić czs również z Elizabeth Bennet z ,,Dumy i uprzedzenia" oraz Wolhą Redną z cyklu o wiedźmie pani Gromyko, czyli moimi ulubionymi postaciami literackimi. Naprawdę marzę o spotkaniu się z tą trójką... 
Ej, tajemniczy wędrowcze, gdzie się szlajasz?! Ja tu czekam na Leona, Lizzy i Wolhę!
 
Fanarty Virii są świetne!

8. Czekasz na jakieś premiery książkowe tego roku? 
Jesienią w USA ma wyjść nowa książka Ricka Riordana- pierwszy tom cyklu ,,Magnus Chase i bogowie Asgardu", o tytule ,,Miecz lata". Nie wiem, kiedy będzie polska premiera, mam nadzieję, że jeszcze w 2015. Bo zapowiada się na to, że wujek Rick wraca w wielkim stylu i nawet rozczarowanie ,,Krwią Olimpu" nie zniechęca mnie do jego nowej powieści. Czytałam pierwszy rozdział w internecie i... wpadłam. Teraz nie mogę się już doczekać. 

9. Zdarzyło Ci się czytać coś tak nudnego, że pierwotny ,,relaks" skończył się drzemką?
Nie, nigdy jeszcze nie zasnęłam przy książce.

10. Podaj ciekawy cytat z ostatnio czytanej przez Ciebie książki.
-(...)Czerpiesz przyjemność z dręczenia mnie. Nie masz za grosz litości dla moich zszarganych nerwów.
-Mylisz się, kochana. Mam dla nich najwyższy szacunek. Twoje nerwy są moimi starymi przyjaciółmi. Rozprawiasz o nich już od co najmniej dwudziestu lat.
~Jane Austen ,,Duma i uprzedzenie"  

11. Bohater, któremu współczułaś tego, w jakiej sytuacji się znajdował, to...?
 Chyba Howard Campbell Junior z ,,Matki noc" Kurta Vonneguta (ta książka jest genialna!). Wszyscy uważali go za kogoś, kim tak naprawdę nie był, a on sam stracił sens życia.

PYTANIA OD TUTTI

1. Wyobraź sobie, że dostajesz pocztówkę z Kilmore Cove z prośbą o pomoc. Co robisz? Uznajesz to za zwykły żart, sprawę niewartą Twojej uwagi, czy wyruszasz do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu miasteczka, którego nie ma na żadnej mapie? 
Być może to smutne, ale najpewniej uznałabym to za żart albo niespodziewany prezent od fana serii ,,Ulysses Moore". I nie pojechałabym na poszukiwania Kilmore Cove...

2. Kim byłabyś, gdybyś nie była sobą?
Kimś innym:D
Najprawdopodobniej byłabym jakąś nastolatką o zupełnie innych zainteresowaniach niż moje obecne. Może pasjonowałabym się matematyką? Może spędzałabym życie na robieniu sobie selfie (dziś w centrum handlowym widziałam jakąś dziewczynę, która szła i w tym samym czasie robiła sobie zdjęcie... aha...)? A może byłabym podobna do siebie? Nie wiem, naprawdę nie wiem...

3. Wybierz trzech blogerów, z którymi wyruszyłabyś w podróż, którą śmiało można by było nazwać przygodą Twojego życia. Dlaczego wybrałaś właśnie tych?
Ej, trzech? Jak to... tylko trzech?! Najchętniej pojechałabym ze wszystkimi, których blogi czytam! No ale dobrze, jak trójka, to trójka...
Na przygodę życia chętnie wyruszyłabym wraz ze Stasią , z pewnością wniosłaby mnóstwo pozytywnej energii i nie dałoby się z nią nudzić. Jako drugą osobę wybieram Bukwę- myślę, że z nią przeżyłybyśmy sporo zwariowanych przygód oraz świetnie się bawiły (ćwikła!). Do tego obie dziewczyny mają niesamowite poczucie humoru. Trzecią blogerką jest Kolorowe Stworzonko- wydaje się bardzo miłą, bardzo ciepłą i radosną osobą, z którą na pewno wspaniale byłoby podróżować. A do tego to harcerka, więc dzięki niej poradziłybyśmy sobie nawet w survivalowych warunkach.
Wszystkie wymienione przeze mnie blogerki są również muzycznie uzdolnione, a to również daje mnóstwo świetnych możliwości- granie przy ognisku, zarabianie na dalszą podróż z pomocą muzyki... same plusy!:D 

4. Wypisz z książek/opowiadań trzy fragmenty, które są Twoim zdaniem najśmieszniejsze.
Znowu trudne pytanie... ale dobrze, spróbujmy...

-Panno Wolho, wiem, że to niestosowne pytanie... Ale ile pani ma lat?- zapytał niebieskooki Starszy.
-Eee... Dwadzieścia. -Nie skłamałam. Zaokrągliłam.
Ktoś gwałtownie zakasłał, zakrztusiwszy się moją szczerością.
-A dlaczego pan pyta?- rzuciłam obojętnie, zagryzając sałatkę kromką chleba.
-Jest pani jeszcze bardzo młoda- ostrożnie powiedział Starszy.
-Rzecz ulotna, zestarzeć się zawsze zdążę.
Był to żart, ale chyba nie najlepszy, bo epidemia kaszlu wybuchła już w trzech miejscach.
Olga Gromyko, ,,Zawód: wiedźma cz.1"

Nie trzeba było przysyłać chłopaczka z tak wyrazistą mimiką. Kolejno zademonstrował zdziwienie, strach i zmieszanie, a potem nieśmiało powiedział, że powinnam pojechać sobie dobrowolnie albo będzie musiał mnie do tego... skłonić.
Byłam najedzona i w dobrodusznym nastroju, więc nie zamieniłam Bogu ducha winnego dziecięcia w ropuchę. Po prostu strzeliłam z oczu parą bardzo efektownych błyskawic, a następnie złośliwym tonem zaproponowałam, żeby spróbował.
Chłopak wykazał się zdrowym rozsądkiem i zwiał. (..)
Niedługo przed obliczem mojej skromnej osoby pojawiła się Rada Starszych w pełnym składzie, w liczbie sztuk trzech i na trzy głosy zaczęła czynić aluzje, że tak w ogóle to miło było i tak dalej, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Ja stawiałam opór jak cnotliwa mniszka, do której próbuje dobrać się trójka rozpustników. Nie, nie wyjadę z Dogewy. A jeśli spróbują wyrzucić mnie siłą, to najpierw będą musieli wykopać osikę (...), ponieważ uczepię się jej rękoma i nogami i będę się drzeć. By nie wątpliwi w powagę moich zamiarów, mocniej objęłam drzewko, odkaszlnęłam i niezbyt głośno (na próbę) śpiewnie krzyknęłam długie ,,A!". 
Dogewa nie miała jeszcze okazji gościć szurniętych adeptek i wcześni przechodnie postanowili obejrzeć sobie ów niesamowity fenomen z bliska."
Olga Gromyko, ,,Zawód: wiedźma cz.1"

Noc była czarna jak wnętrze kota. Można by uwierzyć, że właśnie w taką noc bogowie przesuwają ludzi niczym pionki na szachownicy losu. Pośród tej burzy żywiołów ogień migotał pod ociekającymi krzewami kolcolistu jak obłęd w oczach łasicy. Oświetlał trzy przygarbione postacie. Kiedy zabulgotał kociołek, ktoś zajęczał przeraźliwie:
-Rychłoż się zejdziem znów? 
Zapadło milczenie.
Aż w końcu ktoś inny odpowiedział tonem o wiele bardziej zwyczajnym:
-Myślę, że dam radę w przyszły wtorek.
Terry Pratchett, ,,Trzy wiedźmy"

Tak wiedźmowato:D 
 
Magrat, Babcia Weatherwax i Niania Ogg z ,,Trzech Wiedźm".

5. Twoja ulubiona herbata to...
...taka z pomarańczą i goździkami.

 6. Przypuśćmy, że wytwórnia filmowa chce nakręcić film o Twoim życiu. Kogo widzisz w obsadzie aktorskiej?
Ło matko, nie wiem, naprawdę... to trudne! W mojej roli widziałabym aktorkę, która potrafiłaby oddać na ekranie mój charakter i wyglądałaby jak ja, tylko jaka to mogłaby być aktorka? Nie mam pojęcia... 

7. Którego bohatera literackiego najbardziej pragnęłabyś udusić/utopić/poddusić/zastrzelić/ugotować w kociołku/zepchnąć do Tartaru/rzucić lwom na pożarcie/wyrzucić z samolotu/zamknąć w szafie z kolcami/podstawić pod różdżkę Lorda Voldemorta i krzyknąć "Czarny Panie, to Potter!" - jednym słowem zabić?
Lydię Bennet z ,,Dumy i uprzedzenia"! I jej matkę przy okazji może też. Strasznie denerwuje mnie ich głupota. Zostały tak wykreowane celowo, ale ich tępota, prostactwo i frywolność doprowadzają mnie do szału.
Powtarzam się, wiem, ale chętnie zepchnęłabym do Tartaru również Celaenę Sardothien ze ,,Szklanego tronu". Irytowała mnie, no nie ukrywam.
,,Czarny Panie, ta trójka tutaj to Potter!"

8. Potrafisz wyobrazić sobie życie w stanie bezkształtnej masy?
Z trudem, ale chyba sobie wyobrażam... nie byłoby to raczej jakieś świetne życie...

9. Jaka jest Twoja ulubiona... para literacka?
Napisałabym, że Lizzy i pan Darcy z ,,Dumy i uprzedzenia", ale widzę, że non stop się powtarzam, więc... nie! Znajdę inną parę!
*chwila namysłu*
Eleonora i Park z ,,Eleonory i Parka" Rainbow Rowell (tu była recenzja)! 
O! To była fajna para! 
  

10. Siedzisz na sali egzaminacyjnej, dostajesz arkusz do rąk. Patrzysz - wszystkie kartki puste. Prosisz egzaminatorów o nowy arkusz, jednak oni mówią, że Twój arkusz jest przecież zadrukowany. Co robisz?
Jestem strasznie zestresowana i zdenerwowana. Jeszcze raz przeglądam arkusz, a następnie próbuję znowu poprosić o nowy. Jeśli nie chcą mi go dać, to zaczynam się z nimi kłócić. Tylko czemu ten arkusz jest dla mnie pusty, a oni widzą na nim litery? Jakowaś magia? A może to oszustwo? Chcą, żebym nie zdała egzaminu! A to łotry! Już oni zobaczą, co oznacza mój gniew!

11. Jaką postać przybrałby Twój patronus?
Pierwszą moją myślą był tygrys, a późniejszą taki łagodny, piękny wilk. I bardziej skłaniam się ku temu drugiemu. 

PYTANIA OD FOBOS

1. Co sądzisz o akcji na Facebooku "tęczowe profilówki"? 
Dla niewtajemniczonych: chodzi o nakładanie na zdjęcia na Facebooku tęczowych filtrów, jako oznakę poparcia dla małżeństw homoseksualistów.
Uważam to za ciekawy pomysł- ludzie mogą pokazać, że są za tym, jeśli chcą. To pozytywna akcja. Zresztą myślę, że małżeństwa dwóch osób tej samej płci powinny być legalne.
  
Są ludzie, którzy krytykują osoby zmieniające zdjęcia profilowe na tęczowe. Uważam, że nie powinni, każdy robi co chce. Powyżej cięta riposta Arnolda. Hasta la vista!
ŹRÓDŁO zdjęcia

2. Czy chciałabyś nauczyć się łaciny?
Tak, bardzo bym chciała. Na razie znam tylko kilka słynnych sentencji. Kto wie, być może kiedyś? 

3. Uważasz, że lepiej iść za głosem serca i studiować to, co cię interesuje, czy lepiej iść na kierunek, który cię w ogóle nie interesuje, ale zapewnia przyszłość?
Uważam, że lepiej iść za głosem serca. Tak ja bym przynajmniej chciała zrobić w przyszłości i wybrać kierunek, który będzie zgodny z moim zainteresowaniami. 


4. Jakie minusy posiada książka, którą uważasz za najlepszą?
Weźmy na warsztat wspominaną już w tym poście milion razy powieść: ,,Zawód: wiedźma". Minusem jest z pewnością to, że niewiele się tam dzieje, nie ma tam zapierających dech w piersiach zwrotów akcji. Fabuła nie powala. Wątki fantastyczne nie są jakoś bardzo rozwinięte, ośmielę się wręcz stwierdzić, że niektóre zostały potraktowane wręcz po macoszemu. Świat przedstawiony został opisany dosyć pobieżnie, chociaż ma w sobie wielki potencjał i wiele wątków nie zostało rozwiniętych.
Dlaczego więc tak uwielbiam tę książkę?
Bo wszystko wynagradzają niesamowity styl, humor i wspaniali bohaterowie. I dzięki temu na te mankamenty przymyka się oko.

5. Jaki film poleciłabyś swoim czytelnikom i dlaczego?
Poleciłabym ,,Buntownika z wyboru", bo to naprawdę fajny film, z nietuzinkowym bohaterem. Opowiada o rzeczach trudnych, ale równocześnie nie jest za ciężki, a więc taki dla wszystkich. A miłośnikom animacji z ręką na sercu polecam ,,Strażników marzeń" i ,,Wielką szóstkę". Genialne pozycje. 

6. Masz ulubionego aktora lub aktorkę?
Nie za bardzo, chociaż są tacy, którzy robią na mnie wielkie wrażenie, którzy świetnie grają/grali. Przykładowo: Meryl Streep, Audrey Hepburn, Zbyszek Cybulski. Kiedyś bardzo lubiłam Johnny'ego Deppa, teraz już mniej, ale przyznam szczerze, że do tej pory strasznie podoba mi się jako Jack Sparrow. 

7. Co sądzisz o aktorach (tych starszych, lepszych), którzy grają w reklamach?
Sądzę, że jeśli chcą grać w reklamach, to proszę bardzo- w końcu też sposób na zarobek. Czasem jednak bywa, że wielcy aktorzy znani są już jedynie z reklam. To jest dosyć przykre. Ale jeśli taka reklama w żaden sposób nie szkodzi karierze aktora, wręcz przeciwnie, to uważam, że jest to jak najbardziej w porządku. 


8. Zamieszkałabyś z jakimś blogerem przez tydzień, wiedząc, że znacie siebie tylko ze swoich postów i krótkich komentarzy? To spotkanie może być jedyną okazją do poznania siebie w realnym świecie.
Najpierw muszę upewnić się, kim jest ten bloger. Jeśli okaże się, że to naprawdę jest osoba, którą znam z jej bloga, a  z którą mogę bezpiecznie zamieszkać, to... czemu nie? To byłoby naprawdę ciekawe przeżycie i okazja do poznania się w realu. 

9. Oglądasz horrory? Jeśli tak, to czy w najgorszych sytuacjach (np. jesteś sama z koleżanką w lesie) przypominają ci się sceny z tych filmów? 
Nie oglądam horrorów. Po prostu się boję. A do tego sporo z tego typu filmów nie grzeszy inteligencją.
 
10. Który rodzaj wampirów jest ci bliższy? Edward czy Dracula? 
Chyba Dracula. Chociaż Edward może być bliższy, bo jest bardziej ludzki. Ale chyba Dracula. Bardziej przypomina wampira z prawdziwego zdarzenia. I się nie świeci.

 

11. Wchodzisz czasem na czat 6obcy? Miałaś tam kiedyś śmieszną rozmowę, sytuację?
Nigdy nie słyszałam o tym czacie...

Uff, w końcu! Skończyłam! Mam nadzieję, że wytrwaliście jakoś te 33 pytania. 
Wybaczcie, ale mówiąc szczerze, nie chce mi się wymyślać pytań i nikogo tym razem nie nominuję... 
Następny post pojawi się dopiero po moim powrocie z Włoch, więc na jakiś czas się z Wami żegnam.
Hasta la vista, kochani czytelnicy! Pozdrawiam ciepło,
Pola 

Piosenka na dziś: świetny cover ,,Zero to hero" z disneyowskiego ,,Herkulesa".

czwartek, 23 lipca 2015

We are all mad here, czyli obóz literacki 2015!

Witam, witam!

EDIT - Uwaga dość istotna - post jest z cyklu ,,pół na pół", to jest - najpierw, nazwijmy to, trochę ,,lajfstajlu" i moja relacja z zacnego obozu, a zaraz potem opowiadanie. Więc jeśli jesteście tu tylko dla opowiadania, to zapraszam do drugiej połowy posta, za obrazkiem. 

Oto powracam, po jedenastodniowym pobycie na obozie literackim- jeszcze dziwniejsza, jeszcze bardziej zakochana w literaturze i jeszcze bardziej zakręcona na punkcie pisania. I gotowa do nękania Was moją radosną tfurczością, której podczas pobytu w górach przybyło. Ha, ha, ha!
*śmieje się złowieszczo (a przynajmniej próbuje)*
Był to mój drugi raz na takim obozie (relację z poprzedniego możecie przeczytać tutaj- KLIK) i tym razem również naprawdę dobrze się bawiłam. Świetni ludzie. Niesamowite warsztaty. Rozmaite formy literackie. Tworzenie grupowej fabuły do kryminału (w którym występowały chińskie wazy w groszki, jamnik o imieniu Pysio, zamordowany właściciel owiec, zatrute cukierki, kilkuletni przestępca i owce. Głównie owce). Śpiewanie ,,The Mysterious Ticking Noise" na obozowym ,,Mam Talent". Dyskoteka w stylu lat 80. Emocjonujące rozgrywki w ,,Wilkołaki" razem z dziewczynami z obozu fotograficznego (pozdrawiam, jeśli to czytają!). Ankieta o książkach w Zakopanem. Hejt na Mary Sue. Lamorożce. Jeszcze raz owce. The Coconut Song (Kokonat podbija świat!). Dodajcie to wszystko do siebie, a wyjdzie Wam niemal pełen obraz mojego wyjazdu. Bardzo się cieszę, że znowu tam pojechałam. Chciałabym bardzo podziękować naszej wychowawczyni oraz wszystkim dziewczynom z obozu literackiego, dzięki którym było tak cudownie. Dwie z nich to blogerki Horsefan i Kotołaczka , z którymi znałam się już wcześniej i cieszę się, że mogłam z nimi pojechać. Cała nasza dziewiątka (z panią dziesiątka) zaś, tworzyła fajną, mocno zwariowaną grupę. Tak zwariowaną i nietypową, że przy wejściu do naszej sali powinno wisieć ostrzeżenie: ,,We are all mad here!".
Podsumowując- było zacnie! Naprawdę zacnie.
(tak a'propos- czytam teraz chyba po raz czwarty ,,Dumę i uprzedzenie". I tam wielokrotnie występuje słowo ,,zacnie"! Moja radość, gdy to odkryłam, była nie do opisania!)


Tak, właśnie to zaśpiewałyśmy na obozowym ,,Mam Talent". Niestety nie udało nam się wygrać, ale za to dostałyśmy trzy razy tak, a to już coś.



W najbliższych postach najprawdopodobniej pojawi się sporo tekstów, które napisałam na tym obozie. Dziś przedstawiam Wam opowiadanie finałowe. Naszym zadaniem było napisanie tekstu, którego tytuł (oczywiście odnoszący się do treści) zawiera słowo ,,zabarwione".
Praca, którą wklejam poniżej, ma wiele odwołań do ,,Alicji w Krainie Czarów", jest też nieco mroczna, przynajmniej dla mnie. Oczywiście jak zwykle mam nadzieję, że się spodoba.  Zapraszam!
  File:16-field drawing - rose tree screencap.jpg


Zabarwione na czerwień

Początkowo moja Kraina Czarów była miejscem cudownym. Tego rodzaju miejscem, do którego nadwrażliwe dziecko może uciec przed rzeczywistością. Tego rodzaju miejscem, w którym można się schować i nie wychodzić, dopóki koszmar na zewnątrz się nie skończy, dopóki zwiadowca nie wyjdzie na świat zewnętrzny, a następnie wróci i zamelduje: ,,Na froncie bezpiecznie!".
Mój Biały Królik miał idealne wyczucie czasu. Przyszedł po mnie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowałam. Spojrzał na swój kieszonkowy zegarek i wtem zamarł z przerażenia.. ,,Jesteśmy spóźnieni! Już czas!"- wykrzyknął. Zaczął skakać wokół mnie i wołać przenikliwie ,,Już czas!". Wahałam się, a  Królik, ciągle krzycząc, popędzał mnie do zanurzenia się w mój własny, magiczny świat, w którym miało być lepiej. W świat mojego zagmatwanego umysłu.
Wzięłam głęboki oddech i wskoczyłam do króliczej nory. Od tamtej pory miałam wyglądać z niej sporadycznie.
,,Już czas!"
***
Mój świat był piękny.
Nie brakowało w nim dziwactw, absurdu, czy też nawet okrucieństwa. Najbardziej przerażającą mnie  rzeczą, którą odkryłam podczas podróży po moim świecie fantazji, były niezrozumiałe dla mnie   emocje i myśli, prosto z mrocznych zakamarków mojej podświadomości . Dusiłam je w sobie, bojąc się, że będą chciały uciec z bezpiecznej króliczej nory. Przypominały mi bombę zegarową, która tylko czekała, aby wybuchnąć. Dlatego spychałam, je głęboko, głęboko, do innych, zamkniętych miejsc w Krainie Czarów.
Jednak  poza tymi mankamentami, reszta mojego świata była dopracowana i absolutnie idealna. Niekończące się dyskusje z osobami, które jako jedyne mnie rozumiały. Niezliczone, bogato urządzone pokoje, każdy inny, jedne stojące przede mną otworem, a inne zamknięte na wszystkie spusty. Mnóstwo tajemnic do rozwikłania i nowych, fascynujących miejsc do odkrycia. Piękne, rozległe ogrody, skały, morze z łez, pałace. I białe róże- czyste, nieskalane, beztroskie, niewinne.
Zanurzałam się w tym świecie coraz bardziej i bardziej. Bo był najlepszym, w jakim kiedykolwiek się znalazłam.
***
Pewnego ranka obudziłam się, a rzeczywistość uderzyła we mnie z całą siłą. Czułam intensywny ból podbrzusza. Spojrzałam na prześcieradło i przez chwilę wpatrywałam się w nie tępo.
Widniały na nim czerwone plamy krwi.
To ja krwawiłam.
Poczułam, jak strach ściska mi gardło, jakby wczepiły się w nie lodowate palce.  Dopiero później dowiedziałam się, co się wydarzyło.
Zostałam kobietą. Osiągnęłam pewien stopień dojrzałości.
Panika. Świat zewnętrzny znowu stał się dla mnie miejscem, które mnie przytłaczało. Błyskawicznie uciekłam do Krainy Czarów.
Nie mogłam jednak nie zauważyć, że jedna rzecz się zmieniła- na białych różach coś się znajdowało. Jakieś czerwone smugi. Jakby i kwiaty zostały ubrudzone krwią.
***
Nie lubiłam chodzić do szkoły.
Szkoła przypominała mi zakład karny dla nieletnich, w którym musieli przetrwać, aby osiągnąć dorosłość. Wszystkie dni były szare, ciągnące się w nieskończoność, takie same. Nie uważałam na lekcjach, nie słuchałam nauczycieli, nie rozmawiałam z nikim. Przemykałam korytarzami jak cień i ukrywałam się w mojej Krainie Czarów. Wpatrywałam się tępo w nauczycieli, którzy mówili mi, że nic w życiu nie osiągnę. Być może. Było mi to dziwnie obojętne. Wiedza, ktorą nam przekazywano, nic mi nie mówiła. Już zagadka Kapelusznika wydawała mi się bardziej logiczna.
Jakoś czołgałam się przez kolejne lata szkoły. Nauczyciele i rodzice przestali mnie namawiać do większego wysiłku, motywować, grozić, prosić. I dobrze. Utrudniało mi to unikanie rzeczywistości,  wymagało słuchania albo chociaż udawania, że słucham.
Snułam się po mojej Krainie Czarów i patrzyłam na moje róże, wyglądające tak, jakby pochlapała je czerwona farba.
***
Bałam się.
Moje mroczne myśli, do tej pory skutecznie tłumione, wychodziły ze swoich więzień i próbowały przejąć kontrolę. Świat poza Krainą Czarów atakował mnie zalewem nowych informacji i odczuć związanych z dojrzewaniem, z którym nie dawałam sobie rady. Znowu panikowałam. Próbowałam poskromić i zamknąć w głębi podświadomości te nowe myśli i emocje. Nie potrafiłam ich jednak ujarzmić. W Krainie Czarów przybyło niebezpieczeństw i rzeczy złych, które do tej pory zręcznie omijałam. Oto zamknięte pokoje otworzyły się, uwalniając nowe dziwactwa.
Spacerowałam po mojej Krainie, patrząc ponuro na to,co znajdowało się wokół. Doszłam do róż.
Jedna z nich była zupełnie czerwona.
***
Pewnego dnia jeden pokój otworzył się nagle przede mną. Nie znajdowały się tam jednak moje złe myśli ani nic niebezpiecznego, więc mimo wszystko postanowiłam sprawdzić, co tam się znajduje. Weszłam do środka, rozglądając się z ciekawością. Ściany pomieszczenia były czerwone, a meble fikuśne, bogato zdobione. Na samym środku stał okrągły stolik. Podeszłam do niego. Znajdowała się na nim buteleczka, podpisana słowami ,,wypij mnie". Wzięłam do rąk napój. Otworzyłam buteleczkę i powąchałam ostrożnie zawartość. Pachniała nieprzyjemnie. Jednak upiłam łyk. Poczułam ogień w gardle, ale wypiłam jeszcze, postępując tak, jak napisano na karteczce, proszącej ,,wypij mnie".
Mimo tego, że napój mi nie smakował, spodobała mi się ta dziwna lekkość, którą odczułam. Kraina Czarów stała się o wiele wyraźniejsza, a świat rzeczywisty rozmazał się. O to mi chodziło. Chciałam zanurzyć się zupełnie w Krainie, a napój mi to umożliwiał. Poczułam ekscytację. Piłam do dna, czując to uczucie oderwania od rzeczywistości. Gdy efekt działania się kończył, świat realny znowu atakował, ale szczęście był na to sposób- wystarczało wypić więcej.
W ten sposób skurczyłam się do mikroskopijnych rozmiarów, stając się małą, żałosną istotką.
***
Gąsienica siedziała na wielkim grzybie i patrzyła na mnie z góry. Paliła fajkę, chuchając na mnie dymem. Byłam tak mała, że ta fajka wydawała się większa ode mnie. Traciłam orientację między rzeczywistością a Krainą. Nie wiedziałam, co jest czym. A róże już niemal straciły swoją nieskazitelną biel. Nie chciano mnie ani w świecie zewnętrznym, gdzie ludzie patrzyli na mnie pogardą, ani w moim świecie. Kapelusznik, Nibyżółw, Królowa, wszyscy... Odwracali się ode mnie, mówiąc mi, że jestem żałosna. Pogrążałam się.
,,Wypij mnie".
Ha, ha, ha.
-Chcesz znowu stać się duża?- zapytała Gąsienica, wydmuchując obłok niebieskiego dymu, który przesłonił mi widok.
-Chcę- odpowiedziałam bez wahania. Czułam się upodlona i żałosna, a Gąsienica wydawała się jedyną osobą chcącą mi pomóc.
-Odłam kawałek tego grzyba i zjedz go. Wtedy na nowo będziesz mogła przeżywać piękne chwile w Krainie Czarów.
-A świat rzeczywisty?- spytałam.
-Grzyb sprawi, że niemal zupełnie zniknie. Będziesz mogła przebywać tutaj cały czas.
Zawahałam się.
-Zależy ci na rzeczywistości?- zapytała z kpiną Gąsienica. -Przecież i tak tam nie bywasz. A to sprawi, że tutaj będzie jeszcze lepiej.
Tak niewiele wystarczyło, żeby mnie przekonała. Oderwałam kawałek grzyba i wpakowałam go do ust. Kraina Czarów nabrała wyrazistości i kolorów.
Róże zaś były już niemal zupełnie czerwone.
***
Wizje były pełne rażących, jaskrawych kolorów, dziwnych dźwięków. Tonęłam w nich i rozpaczliwie próbowałam złapać powietrze w płuca. Kraina traciła logikę, pogrążając się w absurdzie. A może zawsze tak było?
***
Pewnego ranka obudziłam się, a rzeczywistość uderzyła we mnie z całą siłą. Była zimna i brutalna. Zadrżałam i rozejrzałam się wokół mnie. Odczuwałam silny ból głowy. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Obcy pokój, obce łóżko. Mężczyzna leżący obok mnie także był obcy.
Czułam się  wyprana z emocji i to przerażało mnie najbardziej. Wszystko wydawało mi się bezbarwne i obojętne. Drżałam jedynie z zimna pod cienkim prześcieradłem.
Zacisnęłam powieki. Uciekłam do Krainy Czarów. Bez grzybów, bez napojów. Na własną rękę. Jak w dzieciństwie. Dzieciństwo. Kiedy to było? Wydawało mi się, że nigdy.
Znalazłam się w mojej starej Krainie Czarów. Pragnęłam znowu poczuć jej bezpieczną atmosferę, zanurzyć się w świecie magii i piękna.
Pierwszą rzeczą, którą ujrzałam, były zabarwione na czerwień róże.




Nie dość, że tej piosenki świetnie się słucha, to ma ona jeszcze niesamowity tekst...