czwartek, 23 lipca 2015

We are all mad here, czyli obóz literacki 2015!

Witam, witam!

EDIT - Uwaga dość istotna - post jest z cyklu ,,pół na pół", to jest - najpierw, nazwijmy to, trochę ,,lajfstajlu" i moja relacja z zacnego obozu, a zaraz potem opowiadanie. Więc jeśli jesteście tu tylko dla opowiadania, to zapraszam do drugiej połowy posta, za obrazkiem. 

Oto powracam, po jedenastodniowym pobycie na obozie literackim- jeszcze dziwniejsza, jeszcze bardziej zakochana w literaturze i jeszcze bardziej zakręcona na punkcie pisania. I gotowa do nękania Was moją radosną tfurczością, której podczas pobytu w górach przybyło. Ha, ha, ha!
*śmieje się złowieszczo (a przynajmniej próbuje)*
Był to mój drugi raz na takim obozie (relację z poprzedniego możecie przeczytać tutaj- KLIK) i tym razem również naprawdę dobrze się bawiłam. Świetni ludzie. Niesamowite warsztaty. Rozmaite formy literackie. Tworzenie grupowej fabuły do kryminału (w którym występowały chińskie wazy w groszki, jamnik o imieniu Pysio, zamordowany właściciel owiec, zatrute cukierki, kilkuletni przestępca i owce. Głównie owce). Śpiewanie ,,The Mysterious Ticking Noise" na obozowym ,,Mam Talent". Dyskoteka w stylu lat 80. Emocjonujące rozgrywki w ,,Wilkołaki" razem z dziewczynami z obozu fotograficznego (pozdrawiam, jeśli to czytają!). Ankieta o książkach w Zakopanem. Hejt na Mary Sue. Lamorożce. Jeszcze raz owce. The Coconut Song (Kokonat podbija świat!). Dodajcie to wszystko do siebie, a wyjdzie Wam niemal pełen obraz mojego wyjazdu. Bardzo się cieszę, że znowu tam pojechałam. Chciałabym bardzo podziękować naszej wychowawczyni oraz wszystkim dziewczynom z obozu literackiego, dzięki którym było tak cudownie. Dwie z nich to blogerki Horsefan i Kotołaczka , z którymi znałam się już wcześniej i cieszę się, że mogłam z nimi pojechać. Cała nasza dziewiątka (z panią dziesiątka) zaś, tworzyła fajną, mocno zwariowaną grupę. Tak zwariowaną i nietypową, że przy wejściu do naszej sali powinno wisieć ostrzeżenie: ,,We are all mad here!".
Podsumowując- było zacnie! Naprawdę zacnie.
(tak a'propos- czytam teraz chyba po raz czwarty ,,Dumę i uprzedzenie". I tam wielokrotnie występuje słowo ,,zacnie"! Moja radość, gdy to odkryłam, była nie do opisania!)


Tak, właśnie to zaśpiewałyśmy na obozowym ,,Mam Talent". Niestety nie udało nam się wygrać, ale za to dostałyśmy trzy razy tak, a to już coś.



W najbliższych postach najprawdopodobniej pojawi się sporo tekstów, które napisałam na tym obozie. Dziś przedstawiam Wam opowiadanie finałowe. Naszym zadaniem było napisanie tekstu, którego tytuł (oczywiście odnoszący się do treści) zawiera słowo ,,zabarwione".
Praca, którą wklejam poniżej, ma wiele odwołań do ,,Alicji w Krainie Czarów", jest też nieco mroczna, przynajmniej dla mnie. Oczywiście jak zwykle mam nadzieję, że się spodoba.  Zapraszam!
  File:16-field drawing - rose tree screencap.jpg


Zabarwione na czerwień

Początkowo moja Kraina Czarów była miejscem cudownym. Tego rodzaju miejscem, do którego nadwrażliwe dziecko może uciec przed rzeczywistością. Tego rodzaju miejscem, w którym można się schować i nie wychodzić, dopóki koszmar na zewnątrz się nie skończy, dopóki zwiadowca nie wyjdzie na świat zewnętrzny, a następnie wróci i zamelduje: ,,Na froncie bezpiecznie!".
Mój Biały Królik miał idealne wyczucie czasu. Przyszedł po mnie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowałam. Spojrzał na swój kieszonkowy zegarek i wtem zamarł z przerażenia.. ,,Jesteśmy spóźnieni! Już czas!"- wykrzyknął. Zaczął skakać wokół mnie i wołać przenikliwie ,,Już czas!". Wahałam się, a  Królik, ciągle krzycząc, popędzał mnie do zanurzenia się w mój własny, magiczny świat, w którym miało być lepiej. W świat mojego zagmatwanego umysłu.
Wzięłam głęboki oddech i wskoczyłam do króliczej nory. Od tamtej pory miałam wyglądać z niej sporadycznie.
,,Już czas!"
***
Mój świat był piękny.
Nie brakowało w nim dziwactw, absurdu, czy też nawet okrucieństwa. Najbardziej przerażającą mnie  rzeczą, którą odkryłam podczas podróży po moim świecie fantazji, były niezrozumiałe dla mnie   emocje i myśli, prosto z mrocznych zakamarków mojej podświadomości . Dusiłam je w sobie, bojąc się, że będą chciały uciec z bezpiecznej króliczej nory. Przypominały mi bombę zegarową, która tylko czekała, aby wybuchnąć. Dlatego spychałam, je głęboko, głęboko, do innych, zamkniętych miejsc w Krainie Czarów.
Jednak  poza tymi mankamentami, reszta mojego świata była dopracowana i absolutnie idealna. Niekończące się dyskusje z osobami, które jako jedyne mnie rozumiały. Niezliczone, bogato urządzone pokoje, każdy inny, jedne stojące przede mną otworem, a inne zamknięte na wszystkie spusty. Mnóstwo tajemnic do rozwikłania i nowych, fascynujących miejsc do odkrycia. Piękne, rozległe ogrody, skały, morze z łez, pałace. I białe róże- czyste, nieskalane, beztroskie, niewinne.
Zanurzałam się w tym świecie coraz bardziej i bardziej. Bo był najlepszym, w jakim kiedykolwiek się znalazłam.
***
Pewnego ranka obudziłam się, a rzeczywistość uderzyła we mnie z całą siłą. Czułam intensywny ból podbrzusza. Spojrzałam na prześcieradło i przez chwilę wpatrywałam się w nie tępo.
Widniały na nim czerwone plamy krwi.
To ja krwawiłam.
Poczułam, jak strach ściska mi gardło, jakby wczepiły się w nie lodowate palce.  Dopiero później dowiedziałam się, co się wydarzyło.
Zostałam kobietą. Osiągnęłam pewien stopień dojrzałości.
Panika. Świat zewnętrzny znowu stał się dla mnie miejscem, które mnie przytłaczało. Błyskawicznie uciekłam do Krainy Czarów.
Nie mogłam jednak nie zauważyć, że jedna rzecz się zmieniła- na białych różach coś się znajdowało. Jakieś czerwone smugi. Jakby i kwiaty zostały ubrudzone krwią.
***
Nie lubiłam chodzić do szkoły.
Szkoła przypominała mi zakład karny dla nieletnich, w którym musieli przetrwać, aby osiągnąć dorosłość. Wszystkie dni były szare, ciągnące się w nieskończoność, takie same. Nie uważałam na lekcjach, nie słuchałam nauczycieli, nie rozmawiałam z nikim. Przemykałam korytarzami jak cień i ukrywałam się w mojej Krainie Czarów. Wpatrywałam się tępo w nauczycieli, którzy mówili mi, że nic w życiu nie osiągnę. Być może. Było mi to dziwnie obojętne. Wiedza, ktorą nam przekazywano, nic mi nie mówiła. Już zagadka Kapelusznika wydawała mi się bardziej logiczna.
Jakoś czołgałam się przez kolejne lata szkoły. Nauczyciele i rodzice przestali mnie namawiać do większego wysiłku, motywować, grozić, prosić. I dobrze. Utrudniało mi to unikanie rzeczywistości,  wymagało słuchania albo chociaż udawania, że słucham.
Snułam się po mojej Krainie Czarów i patrzyłam na moje róże, wyglądające tak, jakby pochlapała je czerwona farba.
***
Bałam się.
Moje mroczne myśli, do tej pory skutecznie tłumione, wychodziły ze swoich więzień i próbowały przejąć kontrolę. Świat poza Krainą Czarów atakował mnie zalewem nowych informacji i odczuć związanych z dojrzewaniem, z którym nie dawałam sobie rady. Znowu panikowałam. Próbowałam poskromić i zamknąć w głębi podświadomości te nowe myśli i emocje. Nie potrafiłam ich jednak ujarzmić. W Krainie Czarów przybyło niebezpieczeństw i rzeczy złych, które do tej pory zręcznie omijałam. Oto zamknięte pokoje otworzyły się, uwalniając nowe dziwactwa.
Spacerowałam po mojej Krainie, patrząc ponuro na to,co znajdowało się wokół. Doszłam do róż.
Jedna z nich była zupełnie czerwona.
***
Pewnego dnia jeden pokój otworzył się nagle przede mną. Nie znajdowały się tam jednak moje złe myśli ani nic niebezpiecznego, więc mimo wszystko postanowiłam sprawdzić, co tam się znajduje. Weszłam do środka, rozglądając się z ciekawością. Ściany pomieszczenia były czerwone, a meble fikuśne, bogato zdobione. Na samym środku stał okrągły stolik. Podeszłam do niego. Znajdowała się na nim buteleczka, podpisana słowami ,,wypij mnie". Wzięłam do rąk napój. Otworzyłam buteleczkę i powąchałam ostrożnie zawartość. Pachniała nieprzyjemnie. Jednak upiłam łyk. Poczułam ogień w gardle, ale wypiłam jeszcze, postępując tak, jak napisano na karteczce, proszącej ,,wypij mnie".
Mimo tego, że napój mi nie smakował, spodobała mi się ta dziwna lekkość, którą odczułam. Kraina Czarów stała się o wiele wyraźniejsza, a świat rzeczywisty rozmazał się. O to mi chodziło. Chciałam zanurzyć się zupełnie w Krainie, a napój mi to umożliwiał. Poczułam ekscytację. Piłam do dna, czując to uczucie oderwania od rzeczywistości. Gdy efekt działania się kończył, świat realny znowu atakował, ale szczęście był na to sposób- wystarczało wypić więcej.
W ten sposób skurczyłam się do mikroskopijnych rozmiarów, stając się małą, żałosną istotką.
***
Gąsienica siedziała na wielkim grzybie i patrzyła na mnie z góry. Paliła fajkę, chuchając na mnie dymem. Byłam tak mała, że ta fajka wydawała się większa ode mnie. Traciłam orientację między rzeczywistością a Krainą. Nie wiedziałam, co jest czym. A róże już niemal straciły swoją nieskazitelną biel. Nie chciano mnie ani w świecie zewnętrznym, gdzie ludzie patrzyli na mnie pogardą, ani w moim świecie. Kapelusznik, Nibyżółw, Królowa, wszyscy... Odwracali się ode mnie, mówiąc mi, że jestem żałosna. Pogrążałam się.
,,Wypij mnie".
Ha, ha, ha.
-Chcesz znowu stać się duża?- zapytała Gąsienica, wydmuchując obłok niebieskiego dymu, który przesłonił mi widok.
-Chcę- odpowiedziałam bez wahania. Czułam się upodlona i żałosna, a Gąsienica wydawała się jedyną osobą chcącą mi pomóc.
-Odłam kawałek tego grzyba i zjedz go. Wtedy na nowo będziesz mogła przeżywać piękne chwile w Krainie Czarów.
-A świat rzeczywisty?- spytałam.
-Grzyb sprawi, że niemal zupełnie zniknie. Będziesz mogła przebywać tutaj cały czas.
Zawahałam się.
-Zależy ci na rzeczywistości?- zapytała z kpiną Gąsienica. -Przecież i tak tam nie bywasz. A to sprawi, że tutaj będzie jeszcze lepiej.
Tak niewiele wystarczyło, żeby mnie przekonała. Oderwałam kawałek grzyba i wpakowałam go do ust. Kraina Czarów nabrała wyrazistości i kolorów.
Róże zaś były już niemal zupełnie czerwone.
***
Wizje były pełne rażących, jaskrawych kolorów, dziwnych dźwięków. Tonęłam w nich i rozpaczliwie próbowałam złapać powietrze w płuca. Kraina traciła logikę, pogrążając się w absurdzie. A może zawsze tak było?
***
Pewnego ranka obudziłam się, a rzeczywistość uderzyła we mnie z całą siłą. Była zimna i brutalna. Zadrżałam i rozejrzałam się wokół mnie. Odczuwałam silny ból głowy. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Obcy pokój, obce łóżko. Mężczyzna leżący obok mnie także był obcy.
Czułam się  wyprana z emocji i to przerażało mnie najbardziej. Wszystko wydawało mi się bezbarwne i obojętne. Drżałam jedynie z zimna pod cienkim prześcieradłem.
Zacisnęłam powieki. Uciekłam do Krainy Czarów. Bez grzybów, bez napojów. Na własną rękę. Jak w dzieciństwie. Dzieciństwo. Kiedy to było? Wydawało mi się, że nigdy.
Znalazłam się w mojej starej Krainie Czarów. Pragnęłam znowu poczuć jej bezpieczną atmosferę, zanurzyć się w świecie magii i piękna.
Pierwszą rzeczą, którą ujrzałam, były zabarwione na czerwień róże.




Nie dość, że tej piosenki świetnie się słucha, to ma ona jeszcze niesamowity tekst... 

13 komentarzy:

  1. Kurcze, Polu, to opowiadanie było (jest) piękne! Naprawdę, ogromnie mi się podoba (przepraszam jeśli komentarz będzie bardziej nieskładny niż zwykle - piszę na komórce)! Całkowicie wsiąkłam w tajemniczą, ponurą atmosferę i tą niepokojącą metaforę. Matulku, cieszę się, że przeczytałam je rano, bo wieczorem mogłabym popaść w przygnębienie. Jestem pod ogromnym wrażeniem i gratuluję absolutnie genialnego i wyjątkowego pomysłu! Smutno mi jednak trochę. Pomyśleć, że po świecie szwenda się tysiące zagubionych ludzi. Nigdy nie pomyślałam, by w ten sposób spojrzeć na Alicję. Kompletnie zbiłaś mnie z tropu! Oczekiwałam wesołego, optymistycznego opowiadania, a dostałam coś naprawdę bajecznego i refleksyjnego. Strasznie spodobał mi się motyw grzybków i butelki 'wypij mnie'! Polu, naprawdę naprawdę naprawdę napisałaś coś cudownego! To było mega! Poznałam drugą inną stronę twórczości Poli :)
    Ja tam wiedziałam, że wrócisz zadowolona z wyjazdu. Brzmi super! Mam nadzieję, że wszystkie opowiadanka już niebawem się tu ukażą. Fajnie jednak, że już wróciłaś :) a miałam też jechać xD

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahaha, koniec opowiadania. :D Ogólnie opowiadanie super, w miarę czytania coraz fajniejsze. Na początku czytało mi się je jak bajkę (to nie w tym złym sensie; nie daję ci za to minusa). ;) Wow! Super ten obóz literacki! :D ,,The Mysterious Ticking Noise" - niezły musiał być ubaw. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam Twój post i stwierdzam, że chyba nie ma znaczenia na jaki obóz się jedzie, bo wszędzie znajdą się osoby, z którymi nie można przestać się śmiać :D Twoja "tfurczość" jak zwykle przypadła mi do gustu. Czekam na kolejne opowiadania ! Chciałabym zobaczyć na żywo wasz występ w "Mam Talent", gdyż z tą piosenką (!?) to musiało być naprawdę śmieszne.
    Pozdrawiam :)
    ksiazkowepodroze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Obóz literacki? To coś dla mnie. Bardzo zachęciłaś mnie do wyjazdu na jakiś.
    Jestem na Twoim blogu po raz pierwszy i jestem pod wrażeniem. Opowiadanie jest genialne. Ma w sobie coś z bajki i jest zarazem refleksyjne. połączenie, które nie powinno zachwycić kogoś takiego jak ja, a jednak zrobiło to. Ciężko mnie zadowolić, więc możesz być z siebie dumna ;).
    Życzę udanego wyjazdu do Włoch.
    truthofthunder.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojeju, no zagrałam no, ale żeby od razu mistrzowsko, spokojnie... :D
    A opowiadanie już słyszałam i obwieszczam wszem i wobec: żałujcie, ci, co nie słyszeli ich z ust Poli, bo brzmiało to fajowsko! I zacnie!
    Wiesz pewnie, jaka jest moja opinia o tym tekście, ale pragnę powtórzyć jeszcze raz: popieram motyw "Alicji w Krainie Czarów", a całość jest tak... tak zacna i fajowska, że aż słów brak!
    A obrazek dobrany idealnie!
    Aj, żebyśmy się jeszcze spotkały na takim obozie! Byłoby cudownie!
    Pozdrawiam i życzę udanych wakacji! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  6. Woh, jak dla mnie jeden z lepszych twoich tekstów :D Domyślam się, że na obozie musiało być na prawdę świetne :) Aż zazdroszczę, sama bym na taki z chęcią pojechała ^^
    Oj ile bym dala żeby zobaczyć Wasz występ na żywo xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Spodziewałam się tego,że ten obóz, tak samo jak zeszłoroczny, również będzie udany. To świetnie,że się dobrze na nim bawiłaś, a także jeszcze bardziej pokochałaś literaturę, niż dotychczas.
    Jestem pod wrażeniem opowiadania. Ma w sobie zarówno coś z bajki jak i z takiej refleksyjności. Jest na prawdę niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm... Sam tekst jest w pewien sposób niesamowitym polem do popisu dla osób, które lubią interpretować, doszukiwać się ukrytych znaczeń, drugiego dna, popatrzeć na coś i na podstawie tego zrobić jakiś psychiczny wywód :) Są tekst jest niesamowity, z początku tak bajkowy, nie zapowiada się, aby coś złego się stało, wszystko jest w miarę dobrze... Potem zaczyna być coraz mroczniej... W sumie to całe opowiadanie jest metaforą dorastania, w większości dojrzewania emocjonalnego. Bohaterka z początku jest jeszcze mała, jest dzieckiem; kiedy jest jej źle ukrywa się we własnym świecie, tłamsi w sobie uczucia, próbuje sobie wmówić, że nic złego się nie dzieje, postanawia to wszystko przeczekać. Może nikt nie widzi z początku tego, co się z nią dzieje? Może mało kto się nią interesuje, bo ona tak dobrze wtapia się w tło? I może Królik to osoba, która w końcu ją zauważa, zdobywa w jakiś sposób jej zaufanie? Może sobie tego Królika tylko wymyśliła i on żyje tylko w jej umyśle? To tylko przypuszczenia. Ważne, że to Królik wprowadził ją do Nory po raz pierwszy. Przez niego tam tak długo pozostawała. Może Królik to odpowiednik całego świata, splotu niefortunnych zdarzeń, smutku i emocji, które zepchnęły ją do Krainy Czarów?
    I główna bohaterka dorasta w tym świecie, obcując z wytworami jej umysłu... Myśli, że tylko one potrafią ją zrozumieć... A może nawet nie próbowała porozmawiać z kimś innym? Może od razu założyła, że nikt nie będzie potrafił z nią rozmawiać?
    I główna bohaterka po raz pierwszy ma okres. Jest przerażona w pewien sposób, bo jest to jej nieznane... W sumie jest to niepokojący znak - w końcu nie wie, co się z nią dzieje, co może wskazywać na to, że świat poza Krainą Czarów jest jej obojętny, a wiedza, jaką można posiąść w Krainie Czarów jest mocno ograniczona. Sama późniejszą wieść o tym, że stała się kobietą, była również dla niej niezrozumiała. Nadal jej wiedza była ograniczona... Psychicznie też nie była na to przygotowana. Jej niewiedza ją przytłoczyła... Możliwe, że zrozumiała by w pełni to, że nieodwracalnie przestała być już dzieckiem z fizycznego punktu widzenia, i przyzwyczaiła się do tego, ale ona uciekła - znowu - do Krainy Czarów.
    Kolejna część odkrywa więcej na temat sytuacji bohaterki ogólnej i psychiki. Żyje na granicy. Świat rzeczywisty ma wiadomo gdzie... Nikt się nie liczy. Nie obchodzą jej własne oceny, ale oni martwią się o nie... I chyba tylko nie. Czyżby dla jej rodziców były ważne tylko oceny córki, a nie ona sama? Ale oni się poddają i widocznie nie próbują dowiedzieć się, dlaczego ich córka jest taka zamknięta w sobie.
    W sumie to wydaje mi się, że główna bohaterka cały czas ucieka do Krainy Czarów, ale teraz jest to już tylko ucieczka z przyzwyczajenia. Nie próbuje się do niczego dowiedzieć, może nawet z góry zakłada że to nic interesującego czy ważnego.
    W kolejnej części tekstu bohaterka trochę otwiera się na świat rzeczywisty. Wszystko ją zalewa, po raz kolejny nie potrafi tego zrozumieć... Ba, próbuje wszystko odegnać na bok, zamknąć w szafie na klucz i już nigdy jej nie otworzyć. To smutne, że nie potrafiła spróbować nawet się z tymi emocjami oswoić... By the way i tak okazuje się że tych emocji i informacji nie da się stłamsić... I co? Ona po raz kolejny ucieka do swojej Krainy, pewnie po cichu wierząc że tam jej ktoś pomoże. W sumie to wygląda na to, że Kraina Czarów to tal naprawdę odzwierciedlenie stanu jej umysłu. Ona w jakiś sposób się zmieniła, to i w Krainie zaszły pewne zmiany...
    Otwarty pokój według mnie może znaczyć to, że przed narratorką pojawiło się coś nowy - może osoba, która po prostu wykorzystała jej zagubienie i obiecała jej wspaniałe doznania, podając jej narkotyk? Bohaterka może chciała znów poczuć klimat dawnej Krainy Czarów? W każdym razie narkotyk dał tylko krótkotrwały efekt - świat i zagubienie znowu powróciły, a ona znowu chciała zanurzyć się w dziwnym uczuciu błogości. Może nie wiedziała, że każdy kolejny łyk uzależnia i pociąga na dno?

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejna część - Kraina Czarów się załamuje, świat rzeczywisty również - wydaje mi się także, ze obie krainy się zacierają. Gąsienica być może w jakiś sposób imponuje bohaterce - przekonuje ja do tego, aby zjadła grzyba. Bohaterka ponownie się nabiera - zjada grzyba prawdopodobnie wierząc, że rozwiąże on jej wszystkie problemy, usunie ją z świata rzeczywistego, dzięki czemu będzie mogła naprawić to, co w Krainie Czarów uległo destrukcji. Ba! Może nawet wierzy, że wszystko w Krainie Czarów wróci do normy i znowu będzie taka jak dawniej. W jakiś sposób pochłania ją wszystko po zjedzeniu grzyba, ma jakieś halucynacje, wszystko odczuwa inaczej, jest jej w jakiś sposób dobrze, traci świadomość, a później budzi się obok obcego mężczyzny.
    I tu mam własną pokrętna teorię. Może Gąsienica to tak naprawdę mężczyzna z końcówki tekstu, który jako kolejna osoba chciał wykorzystać bohaterkę (np. ograbić z pieniędzy), dając jej złudną nadzieję, lub nawet to on ją pociągnął na dno. Obiecywał jej ucieczkę od problemów, rozwiązanie ich, ale tak naprawdę wyciągnął od niej pieniądze i podał specyfik, po którym nie potrafiła racjonalnie myśleć, i być może wykorzystał ją wtedy seksualnie.
    I nagle bohaterka się budzi i widzi wszystko tak, jakie jest naprawdę. Według mnie kiedy stała się prawdziwą kobietą i stoczyła już na dno, Kraina Czarów znikła. Bo Kraina Czarów była tylko wytworem dziecięcej wyobraźni i wraz z dzieciństwem znikła bezpowrotnie. Pozostały po niej już tylko wspomnienia.
    Bohaterka znowu niczego nie rozumie i ponownie chce uciec do Krainy Czarów, ale to tylko ucieczka do wspomnień. W wspomnieniach istniała najbezpieczniejsza wersja Krainy Czarów, najlepsza, utkana przez dziecięcy umysł, niezmącona niczym złym, pełna absurdów... Ale róże nie były już białe, tylko czerwone. Po co? Moze po to, aby przypominać jej o tym, com utraciła?
    Bo biel to kolor niewinności - tak bardzo pasuje do dziecka, ale wraz z wiekiem coraz bardziej się zabarwił czerwienią, a czerwień można interpretować na wiele sposobów.
    Czerwień to kolor miłości, ale też krwi. I to może od nas zależy, czym róże zostaną zabarwione mieszanką czerwieni krwi, bólu i miłości (no cóż... okresu nie da się uniknąć), czy wyłącznie czerwienią krwi i bólu. W życiu bohaterki nie było czerwieni miłości. W mojej interpretacji oszukiwano ją, dawano jej złudną nadzieję, pozbawiono wbrew jej woli dziewictwa i napiętnowano narkomanią i samotnością - to była w większości jej wina. Bo zamknęła się w sobie, nie wylewała swoich uczuć na wierzch, uciekła przed emocjami i innymi ludźmi, nie starała się wystarczająco zrozumieć tego, co ją otacza, była naiwna i żyła cały czas dzieciństwem, które dzieciństwa tak naprawdę nie przypominało... Byli też jej rodzice, którzy prawdopodobnie nie interesowali się nią wystarczająco/interesowali się tylko jej ocenami/zobaczyli zbyt późno, co się z nią dzieje. I środowisko, które zachowało się być może w podobny sposób.
    Oj, ile ja się rozpisałam :o
    W każdym razie to tylko moja bardzo długa interpretacja.mam nadzieję, że chociaż po części jest dobra :)
    Musiało być bardzo fajnie na tym obozie ^^
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i przepraszam za wszelkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne oraz połknięte słowa :)

      Usuń
  10. Jeju, uwielbiam takie wyjazdy, z których ma się takie cudowne wspomnienia jak te, które opisałaś! ^^ I w ogóle, świetnie to opisałaś! :D Aż Ci zazdroszczę! :D
    Też byłam Harrym Potterem w 'Mysterious Ticking Noise'! :D Śpiewaliśmy to kiedyś w szkole na apelu z okazji Dnia Nauczyciela... Nie wiem w zasadzie czemu... Ale ta piosenka jest genialna! xD Mimo tego, że nie wygrałyście, musiałyście świetnie bawić się przedstawiając ją. :D
    Tekst jest taki... głęboki! Kurcze, w życiu nie napisałabym czegoś takiego, nad rozszyfrowaniem czego trzeba byłoby tak głęboko pomyśleć... W ogóle to jest takie niesamowite, że w wieku czternastu lat potrafisz wszystko tak pięknie ubrać w słowa! Mam nadzieję, że Twoje opowiadania staną się kiedyś sławne i Twoje książki będzie można znaleźć w księgarniach, bo naprawdę na to zasługujesz.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, nie wiem co napisać na temat Twojego opowiadania... Targają mną skrajne emocje. Strach? Ale przed czym? Rozczarowanie? Ale dlaczego? Spodziewałam się happy endu i go nie dostałam. To nadało opowiadaniu charakteru, smaczku, swojego rodzaju wyjątkowości, ale wzbudza w czytelniku pewne obawy. Zapewne o to Ci chodziło i udało Ci się osiągnąć we mnie efekt przerażenia! Jak dla mnie bomba! Uwielbiam teksty, które grają mi na emocjach!
    Co do wyjazdu to po samym opisie wnioskuję, że bawiłaś się przednio! :) Nie zmarnowałaś tego czasu, ale mądrze i efektownie go wykorzystałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nominuje cię do Liebster Award ;))
    Więcej znajdziesz tutaj----> http://hpipj-medalion-fortuny.blogspot.com/p/libster-award.html

    OdpowiedzUsuń