piątek, 10 lipca 2015

Wakacyjnie, literacko, kokosowo i kreatywnie

Heloł!

Na początku małe ogłoszenie: dziś (dokładnie o 23:30) wyjeżdżam na obóz literacki i nie będzie mnie przez jedenaście dni. Oczywiście przez ten czas żadne posty się nie pojawią, nie będę też odwiedzać Waszych blogów. To mój drugi taki obóz i nie mogę się doczekać, bo w zeszłym roku było świetnie:D

Niech żyje ,,Coconut song"! W zeszłym roku to był niemalże hymn obozu literackiego:D 
 
Wakacje spędzam dosyć aktywnie- wczoraj wieczorem wróciłam z domku letniskowego rodziny Kajaxa (słynnej właścicielki czerwonych trampek), gdzie spędziłam czas razem z samą Kają, a w ciągu dwóch pierwszych dni, także z Horsefanem i Bogną. Były długie kąpiele w jeziorze, próby skoków z pomostu w czwórkę i uchwycenia tego na zdjęciach (zdecydowane większość to jakże artystyczne fotografie piany...), skakanie na trampolinie, obchody urodzin Kajaxa (przedwczesne), było oglądanie bajek na laptopie, dużo jedzenia... szkoda tylko, że pod koniec mojego pobytu popsuła się pogoda. Z drugiej strony jednak, weekendowe upały również nie były za dobre.
Cóż... człowiekowi zawsze jest źle.
W poprzednim poście pisałam o warsztatach tanecznych, a że kilka osób to zainteresowało, wypadałoby, żebym również poruszyła ten temat. Zajęcia były świetne, chociaż wymagające. Modern jazz to piękny taniec, nauczyłam się ciekawego układu. I chociaż po każdych lekcjach wszystko mnie bolało, zarobiłam też kilka siniaków, to jednak bawiłam się naprawdę dobrze i chętnie powtórzyłabym to doświadczenie. Zauważyłam niestety, że jestem słabo rozciągnięta i chyba muszę się wziąć za siebie. Wypadałoby.
Ale tak mi się nie chceee...
Tak więc mam plan na wakacje: poprawić kondycję i rozciągać się. Plan piękny. Czy wypali, to nie wiem.

Dziś również pomęczę Was moją radosną tfurczością, tym razem literacką. Ostatnio bowiem dołączyłam do akcji, która nazywa się Kreatywne Spojrzenie.  Każdego miesiąca na tym blogu pojawia się wyzwanie, do którego uczestnicy mają napisać opowiadanie. Fajna rzecz, naprawdę. Można wyrobić sobie systematyczność i właśnie, jak wskazuje sama nazwa bloga, kreatywność. Akcję odkryłam dzięki Kotołaczce.
Wyzwanie na lipiec to: nożyczki, dywan, krowa. 
Wstawiam moje opowiadanie i życzę miłej lektury:)


 Opowiadanie Bez Tytułu/Nożyczki, dywan, krowa

Siostra zastała mnie, gdy siedziałam na dywanie ze skrzyżowanymi nogami i masakrowałam przedmioty. Moim narzędziem zniszczenia stały się zielono-różowe nożyczki. Na pierwszy rzut oka wyglądały całkiem niewinnie, ale jak się jednak okazało, cięły całkiem nieźle.
Odwróciłam się w stronę Agnieszki, która w milczeniu mi się przypatrywała, stojąc w progu.
-Cześć- powiedziałam pogodnie.
Siostra ciągle nic nie mówiła i pocierała dłonią policzek, jak zwykle, gdy zastanawiała się, co powiedzieć. Wróciłam więc do wycinania wzorków na brzegu zdjęcia,  które właśnie trzymałam. Trójkącik, kwadracik, trójkącik, kwadracik, trójkącik, kwadracik...  krawędź się skończyła, więc zaczęłam wydłubywać oczy ludziom na fotografii.
Agnieszka potoczyła wzrokiem po zniszczonych przedmiotach. Zatrzymała go na kupce strzępów papieru, która odcinała się od ciemnoniebieskiego dywanu i intensywnie myślała.
Moja siostra w tym momencie przypominała stratega, który zastanawia się, jaki wykonać ruch, żeby podejść wroga i nie narazić własnych oddziałów. W końcu zdecydowała się na dyplomatyczne posunięcie, poprzez zapytanie się:
-Co robisz?
-Tnę- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-To widzę.
Wzruszyłam ramionami.
-To czemu się pytasz?
Agnieszka znowu potarła policzek. Zapadła cisza, podczas której dziewczyna myślała. Wnioskując po wyrazie twarzy, intensywnie.
-Rozumiem, że chcesz się pozbyć wszystkich przedmiotów, które wiążą się z…- zawiesiła znacząco głos, jakby bała się wypowiedzieć jego imię. Zresztą obie wiedziałyśmy, o kogo chodzi.
-Psycholożka mi kazała- wyjaśniłam. –No wiesz. To ma sprawić, że się oczyszczę, zostawię przeszłość za sobą, symbolicznie chociaż zniszczę resztki tego, co zostało po nim i tak dalej, i tak dalej.
-No i co, pomaga?- spytała siostra.
Zapatrzyłam się na zdjęcie.W miejscach jego i mojej twarzy widniały ziejące dziury. Byliśmy chyba w Toruniu. Wtedy po raz pierwszy się pokłóciliśmy. Zakazał mi spędzania czasu z przyjaciółmi, którzy rzekomo sprawiali, że mniej czasu poświęcałam jemu.
Posłuchałam się. Bo myślałam, że to on jest najważniejszy.
 Dźgnęłam nożyczkami środek zdjęcia. Ostrze przeszyło fotografię na wylot. Odrzuciłam strzępki na stosik kawałków papieru i fotografii.
-W sumie to może i pomaga. Ta psycholożka nie jest taka głupia.
Od jakiegoś miesiąca chodziłam do psycholożki, o wdzięcznym nazwisku Natasza Mucha, którą można by z pewnością określić osobą z powołaniem do swojej pracy. Gdy siedziałam w jej gabinecie i coś tam dukałam, nie umiejąc ubrać moich myśli w słowa, jej mina wyrażała wielkie zaangażowanie i przejęcie, a z ust (pomalowanych na krwistą czerwień) non stop padało „yhm”, które chyba miało na celu upewnienie mnie, że pani Mucha słucha mnie uważnie. Ba, mało tego, nie tylko słucha, ale także wykazuje pełne zrozumienie dla moich problemów, bo jakżeby inaczej. Co rusz dotykała mojej dłoni, chyba aby pokazać mi, że nie jestem sama, że ona mnie wspiera całą swoją duszą. To jednak było nic. Gdy kończyłam mówić (z niejaką ulgą), pani psycholog zakładała nogę na nogę, odchrząkiwała, a ja już wiedziałam, że muszę przygotować się mentalnie na długi monolog. Kobieta rzucała teoriami na mój temat, dawała mi złote rady, wyrażała swoje współczucie i co rusz powtarzała, że nie muszę się martwić, że nie jestem sama, że mogę liczyć na wsparcie z jej strony i że teraz już po wszystkim.
Tylko sęk w tym, że nie było po wszystkim. I dlatego musiałam przychodzić do gabinetu Nataszy Muchy i co kilka dni słuchać jej natchnionych wypowiedzi i zapewnień o jej zaangażowaniu. Mówiąc szczerze, aż szkoda było mi jej przerywać, tak była pełna zapału. Psycholożka przejmowała się chyba moją sprawą bardziej, niż ja sama. Cytując: „Ofiary toksycznych związków potrzebują wsparcia i zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby ci pomóc”. Powiedziała to z taką pasją, że aż trochę się wystraszyłam.
Oczywiście krzepiąco dotknęła mojej dłoni.
Taaak.
Sięgnęłam po kolejny przedmiot. Tym razem nie zdjęcie, a książkę. O genetyce.       Czytanie jej było dla mnie torturą- niczego nie rozumiałam. Ale przeczytałam. Bo on chciał, żebym to zrobiła. Żebym przestała być taka głupia, jaka jestem. Przecież to ja byłam ta głupia, a on ten mądry, który spotykał się ze mną z litości. Z litości nazywał mnie też tępą, wredną jedzą (zamiast „jędzy” użyte zostało słowo bardziej dosadne). Pewnie żeby mnie uświadomić.
Uniosłam dłoń z nożyczkami, ale zawahałam się. Zniszczenie książki zawsze wydawało mi się największą zbrodnią. Nawet takiej o genetyce. Opuściłam nożyczki i zaczęłam przewracać kartki. Kątem oka widziałam, że Agnieszka stoi w drzwiach, nie wiedząc jak się zachować- czy powstrzymywać mnie przed przestępstwem, które właśnie miałam uczynić, czy nie. Nawijała brązowy kosmyk włosów na palec i odwijała, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Zacisnęłam zęby i szybkim ruchem wbiłam nożyczki w stronę, na której właśnie się zatrzymałam. Zaczęłam ciąć kartki i okładkę (była miękka, co zdecydowanie ułatwiało mi destrukcję).
Agnieszka aż pobladła z przerażenia. Kochała książki bardziej niż ludzi i mój czyn prawdopodobnie był dla niej równoważny z dźgnięciem człowieka nożem.
W głębi aż korciło mnie, żeby wydać z siebie złowieszcze „muahahaha”.
Po chwili odrzuciłam smętne resztki na bok.
Poczułam dziwną lekkość.
-To nawet przyjemne- stwierdziłam na głos.
Agnieszka odetchnęła głęboko.
-Nie wierzę, że zniszczyłaś książkę.
-Uwierz. To właśnie się stało.
Siostra zamrugała. Kolejny jej odruch. Za sprawą wielkich, niebieskich oczu, wyglądało to nawet uroczo.
-Zamierzam pociąć jeszcze kilka książek, więc radziłabym wyjść- poinformowałam ją uprzejmie.
Rzeczywiście, w kolejce czekały jeszcze trzy pozycje. Znowu prezenty. Nie czułam wyrzutów sumienia przed powtórzeniem przestępstwa. Czyżbym miała zadatki na recydywistkę?
Agnieszka westchnęła.
-No dobrze, idę. Jakbyś czegoś potrzebowała, to wołaj.
Poczułam ukłucie rozczarowania. Głupie. Ale jakoś naiwnie liczyłam,że chociaż raz moja siostra będzie chciała ze mną porozmawiać prosto w oczy, zamiast stać i bezradnie patrzeć. Tymczasem jednak wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Jak zwykle.
Na oślep sięgnęłam po następny przedmiot. Był miękki i przyjemny w dotyku. Spojrzałam na niego.
Krowa.
Pluszowa, zielona, uśmiechnięta szeroko krowa.
Pierwszy prezent, jaki od niego dostałam.
Wiem, nie jakiś bardzo powalający i z pewnością nie dla osób w moim wieku. Ale wtedy ta nieszczęsna krowa wydawała mi się urocza.
Spojrzałam prosto w jej czarne, maślane oczy. Patrzyła na mnie z tym głupawym, radosnym uśmiechem, jakby niewiarygodnie się cieszyła, że mnie widzi. Jakbym była dla niej całym światem.
Kogoś mi to przypominało.
Przynajmniej kogoś do niedawna.
Pani Mucho, byłaby pani ze mnie dumna.
Wbiłam nożyczki w maskotkę i cięłam tak długo, aż wypadła z niej cała wata.


Nie jestem jakoś bardzo zadowolona z tego opowiadania, ale i tak jestem z siebie dumna, że przemogłam swoje lenistwo i je napisałam:D Oczywiście jak zwykle ciekawią mnie Wasze opinie:)

W końcu zaczęłam robić w moich tekstach jakieś porządne akapity. Soł profeszonal.
No i w tenże sposób dochodzimy do końca posta. Zaśpiewajmy raz jeszcze: ,,da kokonat nat is a dżajant nat" i... do zobaczenia za kilkanaście dni!
Pola
 
Jack Frost to umie się z bajerem pożegnać.

14 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle świetnie piszesz a opowiadanie było zabawne i pomysłowe. Super się je czytało...
    Mam pytanie związane z tym obozem. Gdzie on się odbywa i czy da się jeszcze w tym roku na niego zgłosić?

    Życzę udanych wakacji na obozie i życzę postępów w poprawianiu kondycji i rozciąganiu się ;P xDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Da kokonat is a dżajent nat, if ju it tu macz ju get weri fat! *weri gud inglisz*
    To ja też napiszę - to już jutro! Nie mogę się doczekać! :D
    Ja wyjeżdżam jutro rano. Współczuję tak długiej podróży! Ostatnio miałam nieprzyjemność jechać 18 godzin autokarem, so... znam twój ból :I
    A opowiadanie cudne! Szkoda mi głównej bohaterki. Ostatnie miesiące musiały być trudne, skoro udała się do psychologa. Ciekawa interpretacja! Szkoda mi trochę tej krowy, ale to było konieczne... chyba. Chyba na pewno.
    Jack Forst! A propos bajek - oglądałaś może "W głowie się nie mieści"? Cudna bajka!
    Do zobaczenia jutro! ^^
    Pozdrawiam! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  4. Jack Mróz :D
    Fajne opowiadanie, ale... Na mój gust mdłe, znaczy temat. Coś w stylu "Trudne Sprawy", jasne problem trudny i uniwersalny, ale jego ujęcie nudne, często się powtarzające. Pewnie dalsze opowiadania będę lepsze. ;) Trudno wymyślić opowiadanie, które będzie zawierać z góry ustalone elementy (nawet jeśli są one małe).

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta piosenka mnie rozwala :D Muszę ją kiedyś pościć Kudi - pewnie zacznie śmiać się psychicznie, jak ją usłyszy, no ale cóż... Psychiczny śmiech jest najlepszy!
    No tak człowiekowi jest źle, jak jest gorąco to chce, aby było zimno, a jak jest zimno, to chce, żeby było ciepło. Rzadko zdarza się idealna pogoda, że nie jest ani ciepło, ani zimno.
    "Nożyczki, dywan, krowa" <--- kiedy przeczytałam te trzy słowa, wyobraziłam sobie krowę na latającym dywanie, trzymającą ogonem (?) nożyczki... Opowiadanie ciekawe, trochę szkoda mi głównej bohaterki. To nazwisko - Natasz Mucha = śmieję się jak głupia do monitora. Hah... Ciekawa akcja!
    Akapity, po co komu akapity? xd Kiedyś je robiłam, ale teraz jakoś bardziej preferuję pisanie bez nich.
    Przy zdaniu z Jackiem Frostem też zaczęłam się śmiać, ale to zrozumieją tylko osoby, które znają mnie... powiedzmy, że bliżej :D
    Ale i tak jack jest boski <3
    Życzę Ci miłego obozu literackiego!
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nominowałam Cię do LBA!
      http://onlyexperiences.blogspot.com/2015/07/mozesz-zdobyc-swiat-lecz-to-bedzie.html

      Usuń
  6. Hhahaha piosenka mnie rozwaliła, czemu ja jej nigdy wcześniej nie słyszałam? Od razu życzę mile spędzonego wyjazdu! Mam nadzieję, że podzielisz się swoimi przeżyciami z nami :p
    Podobało mi się Twoje opowiadanie, choć jakbyś napisała o Alladynie, który ścina włosy Jasmine razem z krową na latającym dywanie, to byłoby magicznie :D
    Pozdrawiam serdecznie!
    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  7. Piosenka na prawdę mnie rozwala. Z tego co mi sie wydaje to już ją słyszałam gdy pisałaś o twoim pierwszym obozie literackim. Na pewno ten wyjazd będzie tak samo udany jak poprzedni. Tego Ci właśnie życzę :)
    Oczywiście czekam na relację po przyjeździe.
    Taki wypad do domku letniskowego tez jest dobrym pomysłem. Można miło spędzić czas i z tego co widać tobie się to udało.
    Opowiadanie się dobrze czyta. Została opisana zwykła historia, ale z uwzględnieniem szczegółów. Poza tym miałaś ciekawą wizje, ponieważ te poszczególne elementy są tylko tłem Twojego opowiadania, a nie głównym wątkiem. Jedynie uważam,że zakończenie wypadło średnio. Liczyłam na cos zaskakującego, na jakąś puentę albo podsumowanie, a tu okazało się,że koniec był przewidywalny. Przynajmniej takie jest moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Proszę Panią, czy mi Pani w myślach czyta bądź mnie śledzi?
    Ta sama piosenka była hitem na naszym obozie (z którego właśnie wróciłam XD) !
    "Da kokonat nat iz a dżajent nat".....
    Pozdrawiam, Matsu :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć, Polu! :)

    Wróciłam już z wyjazdu, ale za to Pola wyjechała, no cóż! Mam nadzieję, że świetnie się na obozie bawisz, choć nie wątpię w to, bo ostatnio było super! :D ech. Ja chciałam jechać, ale wybrałam wędrowną :)
    O nie... Polu, czyżbyś szykowała się na zostanie człowiekiem gumą?! :-o masz przed sobą osobnika, który nie potrafi się rozciągać i który czuje do Ciebie podziw, że podjęłaś wyzwanie i tańczysz! Fajnie! (dopisać taniec do listy umiejętności Poli!)
    A teraz dochodzę do ulubionego tematu, czyli do opowiadanka! No, co mogę powiedzieć? Podoba mi się :) chociaż nie spodziewałam się, że poruszysz taką tematykę! Strasznie spodobał mi się opis krowy! Zrobiłaś to w bardzo obrazowy sposób i po prostu widziałam tego pluszaka jak...żywego (?) uwielbiam Twoje twory! :) może nie jest on moim ulubionym, ale czytało mi się go z przyjemnością. I podbiły moje serce opisy odruchów siostry. Kurczę, szkoda, że nie odważyła się i nie porozmawiała z główną bohaterką! :( a psycholożka. Hihi... Jest świetna! Ta ironia w opisie naszej narratorki była bezcenna! Chociaż ostatnio poznałam pewną psycholog i poczułam sentyment do tego fachu, więc smutno mi, gdy ktoś opisuje w ten sposób psychologów. Ale wiadomo. Taka jest po prostu pani Mucha, a nie cała rzesza psychologiczna. Dziękuję Ci za to opowiadanie :) (przypominało mi troszkę w klimacie książkę pani Nowak "bardzo biała wrona". Może czytałaś?)

    Może sama wezmę udział w tym przedsięwzięciu? :D

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Podziwiam Cię, że chciało Ci się w wakacje chodzić na kurs tańca! :D Ja totalnie nie umiem tańczyć, chociaż kiedyś to robiłam... Teraz tańczę tylko z harcerzami i zuchami rzeczy typu 'Chocolate' albo 'Hey, baby!'...
    Ja za to postanowiłam sobie, że w każdy dzień wakacji będę wstawać o siódmej rano i biegać! Tak, biegać! Jako że jestem bardzo trwała w swoich postanowieniach, jednego dnia nawet wstałam o tej siódmej, ale uznałam, że jednak nie chce mi się teraz nigdzie iść i położyłam się z powrotem. I od tej pory biegam 'od jutra'. ^^
    Kurcze, zaczęłam czytać Twoje opowiadanie i nie skończyłam przed moim wyjazdem, w trakcie którego czytałam inną książkę i Twoje opowiadanie i ta książka mi się trochę pomieszały. xd W każdym razie 'Nożyczki/dywan/krowa/' jest naprawdę ciekawe! :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurde taki kurs tańca to musiała być na prawdę super sprawa :) Haha, moim wakacyjnym postanowieniem też jest trochę się porozciągać i naprawić nieco swoją kondycję, bo jest w nie najlepszym stanie :/ A tobie życzę oczywiście powodzenia! No i udanego obozu... Właściwie to przeczytasz to jak już wrócisz, więc mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś :)
    Opowiadanie bardzo fajne, ciekawy pomysł :) Ja ostatnio niby pomysłów mam dużo ale jak piszę te wszystkie zdania to nic się kupy nie trzyma, tym sposobem już dobre 3 miesiące żadnego opowiadania nie pisałam :P
    Pozdrawiam!
    dreams-lunatyk.blogspot.com (przenoszę się na nowego bloga :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Teraz będę cały czas śpiewać "ko ko nut, ko ko ko ko nut". Ja kilka dni temu z obozu wróciłam i rozpaczam, że już się skończył :C Teraz zostało mi czekać cały rok - może czas w szkole szybciej zleci ;p
    Co do opowiadania to jest naprawdę ciekawe i dobrze rozwinięte - jeśli można tak powiedzieć, ale chyba można ?
    Ja jakoś nie mam smykałki do opowiadań, a poza tym pewnie by mi się nie chciało więc szacun!
    A no i udanego obo obo zu !
    Pozdrawiam :)
    ksiazkowepodroze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie będę się rozpisywać - genialna opowieść. Od razu widać, że masz duży talent. Kurcze. Zero usilnego składania zdań, typu: byle się kleiło jedno z drugim. xD
    Ciekawa byłam, gdzie umieścisz tę krowę. Ale jest! Doskonale wieńczy tę krótką historyjkę. Cóż mogę mówić więcej. Zazdroszczę. Mi chyba z wiekiem idzie coraz gorzej. Never mind. xD
    Pozdrawiam, http://www.w-popiolach-igrzysk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń