sobota, 31 stycznia 2015

Dowód wytrwałości Poli i dużo podziękowań, czyli przytulmy się wszyscy!

Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy.Dlaczego?
Cóż, oto najważniejsze powody:

Jest Dzień Przytulania (przytulajmy się wszyscy!)
 Justin Timberlake ma urodziny (wszystkiego najlepszego, Justin!).
Zaczął się Festiwal Tradycji i Kultury Tapati na Wyspie Wielkanocnej (ktoś wie, co to kultura Tapati?).
Dla mojego województwa właściwie zaczęły się ferie zimowe.

A ,,Taki zwyczajny blog" obchodzi 2 urodziny!


Czy to do wiary, że wytrwałam tak długo? Dwa latka... no nieźle, nieźle:) Moje poprzednie blogi były aktywne jakieś kilka miesięcy...
Nie ukrywam, że zdarzały się momenty, w których miałam serdecznie dosyć.  Pisanie nie sprawiało mi radości.  Albo rozpaczałam, że mam, w porównaniu do innych blogów, niewiele komentarzy i obserwacji. Żeby zdobyć czytelników, wchodziłam na blogi, które mnie w rzeczywistości nie interesowały, dawniej, o zgrozo, spamowałam bezczelnie - na szczęście już z tym skończyłam... Zdarzały się więc dołki. Jednak potem mi przechodziło i nigdy nie rzuciłam bloga, chociaż przerwy w pisaniu się zdarzały. Chęć do blogowania zawsze wracała niczym bumerang. Dlaczego?  Bo uwielbiam mój mały, zwyczajny zakątek w sieci. Mam kochanych, wiernych czytelników, którzy piszą świetne komentarze- zawsze czytam je z przyjemnością. I najważniejsza jest dla mnie radość z pisania, z tworzenia postów i czytania niesamowitych blogów innych.
,,Taki zwyczajny blog" stał się naprawdę ważnym elementem mojego życia, tak samo jak przynależność do blogosfery w ogóle. Nie będę tutaj roztkliwiać się nad wszystkimi czynnikami, które odmieniły mój żywot, nie martwcie się:) Chcę tylko napisać, że przez te dwa lata blog nabierał dla mnie coraz większego znaczenia. Zmieniał się mój styl pisania, zmieniałam się ja. I mam nadzieję, że uda mi się prowadzić moją stronkę jeszcze dłużej. Kto wie? Może dobiję do trzech lat? Na razie nie chcę wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Cieszę się chwilą:D

No tak, a teraz trochę statystyk, które pewnie niewielu interesują, ale... i tak wstawię!

Przez dwa lata napisaliście 816 komentarzy.
Bloga obserwuje 41 osób.
Postów powstało 140.
Ludzie muszą naprawdę błądzić w internecie, bo mam wyświetlenia ze Stanów Zjednoczonych, Francji, Niemiec, nawet Kenii...
Najwięcej wyświetleń ma post Cytaty z piosenek. 
Wyświetleń ogólnie: 24 870 (w tym pewnie mnóstwo moich, ale ćśśś...).

Chciałam bardzo podziękować wszystkim czytelnikom. Dzięki Wam tego bloga już dawno by nie było:) Wasze komentarze zawsze są po prostu wspaniałe. Bardzo, bardzo dziękuję:)

Pozdrawiam ciepło i przesyłam wirtualne uściski z okazji Dnia Przytulania (międzynarodowego!)
Pola

 Piosenka na dziś:)

PS: Na kuratoryjnym było... nieźle. Naprawdę. Sporo pisania i samodzielnego myślenia, więc nie wiem, jak to będzie- klucz odpowiedzi wiele nie mówi. Ale ogółem- nie był aż taki trudny. Pożyjemy, zobaczymy.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

O dzielnym Wacławie


Dawno, dawno temu, żył sobie rycerz. Rzekłabym, rycerz typowy. W przelocie między jedną bitwą a drugą pokonywał smoki, dla rozrywki uwalniał piękne księżniczki, siekał wrogów na kawałki i zwyciężał przeciwników w turniejach. W czasie wolnym dzielił się swoim majątkiem z ubogimi i przeprowadzał staruszki przez ulice. Przynajmniej tak mówiono. Legendy o Wacławie- bo tak zwał się ten znany wojownik- krążyły po całym królestwie. On sam bardzo chętnie rozpuszczał plotki o  sobie. Nazwisko zobowiązuje. Rycerz nie mógł wszak pozwolić, aby jego popularność w jakimkolwiek stopniu osłabła.
Pewnego dnia Wacław z przerażeniem uświadomił sobie, że już od kilku miesięcy nie dokonał żadnego odważnego czynu. Wszyscy żyli jego dawnymi dokonaniami, nikt nie mówił niczego nowego o jego osobie- a to najlepsza droga do tego, aby spaść z pozycji gwiazdy rycerstwa w królestwie! Dlatego też heros rozkazał szukać wieści na temat kogokolwiek w potrzebie. Najlepiej jakiejś pięknej damy w opresji. O takich wyczynach mówiło się najchętniej.
W końcu udało się znaleźć odpowiednią osobę, która potrzebowała natychmiastowego wybawienia. Chodziły słuchy, że na krańcu dzikiej puszczy stoi wysoka, kamienna wieża, w której  jest piękna księżniczka, więziona przez podłego smoka. Wacławowi w to graj. Zaraz kazał giermkowi przygotować swoją najlepszą zbroję i wiernego rumaka Pimpusia. Następnie wyruszył w drogę.
Zanim Wacław dotarł na miejsce, napotkał trochę komplikacji. Po pierwsze, nie wiedział, gdzie ma dokładnie jechać i musiał zniżyć się do pytania plebsu o drogę. Wiadomo przecież, że mapy, a tym bardziej nędzni przewodnicy nie są godni rycerzy. Prawdziwy rycerz zawsze odnajduje drogę sam! Ewentualnie z drobną pomocą, jak i tym razem.
Po drugie, okazało się, że przedzieranie się przez las nie służy dobrze jego pięknej zbroi, ani Pimpusiowi, który, tak jak jego pan, nie był nawykły do jazdy w takich survivalowych warunkach.
Posuwali się więc w tempie z pewnością niezadowalającym. Wacław, odwykły już trochę od heroicznych czynów, po zaledwie pięciu minutach przeprawy przez gęstą puszczę, zaczął tęsknić za życiem, które wiódł przez ostatnie kilka miesięcy. Był to żywot wyjątkowo beztroski- wypełniony kuflami piwa, wystawnymi ucztami, balami i flirtami z damami dworu.
Rycerz westchnął tęsknie. Pimpuś, nie chcąc pozostać gorszym, westchnął również. Jego wielki brzuch, który urósł od ciągłego pożerania siana, kołysał się w rytm powolnego marszu.
Wacław w ostatniej chwili uchylił się przed niebezpiecznie niską gałęzią.
„Będzie dobrze”- próbował dodać sobie otuchy. „Tam gdzieś czeka na mnie piękna księżniczka, którą jak zwykle uratuję  i jak zwykle zabiję smoka. Jak zwykle dostanę ofertę w postaci księżniczki i połowy królestwa. Będzie dobrze!”.
To sprawiło, że poczuł nagły przypływ entuzjazmu. Przyspieszył Pimpusia, przez co prawie wpakowali się w drzewo. Koń spojrzał na swojego pana z wyraźnym wyrzutem. Wacław uznał, że w gruncie rzeczy to mu się nie spieszy i wrócił do powolnego tempa.
Po kilku godzinach jazdy drzewa zaczęły się przerzedzać. W serca konia i człowieka wstąpiła nadzieja. W końcu las się skończył, a ich oczom ukazała się zalana słońcem, zielona dolina. W niewielkiej oddali wznosiła się wysoka wieża z kamienia, w której to zapewne przebywała więziona królewna.
Rycerz poczuł swego rodzaju ulgę. No, teraz powinno pójść jak z górki.
Wyprostował się z godnością i ruszył w kierunku wieży. Gdy był już dostatecznie blisko, zatrzymał konia i przybrał pozę „wielki heros”. Sprytnie ustawił się tak, aby promienie słoneczne odbijały się od jego lekko pokiereszowanej, ale mimo wszystko nadal robiącej wrażenie, zbroi. Wyciągnął swój wielki, piękny miecz i wzniósł go wysoko. Świeżo wypolerowana klinga błyszczała od słońca.
Wacław stał więc i lśnił, pozwalając całemu światu podziwiać jego doskonałość.  Po jakimś czasie jednak wrócił do normalnej pozycji, ponieważ w okolicy niewiele było osób, które mogły zachwycać się jego wspaniałością. Poza tym zrobiło mu się trochę gorąco w ciężkiej zbroi, a ręka z mieczem zdrętwiała niemiłosiernie.
Pimpuś ze swoim panem na grzbiecie pogalopował prosto  do wieży. Całe żelastwo, które miał na sobie wojownik, grzechotało, tworząc istną orkiestrę. Mało tego, hałas zwiększyły jeszcze bojowe okrzyki rycerza, niestety nieco stłumione przez hełm. Nic więc dziwnego, że więziona królewna zaraz wyjrzała przez niewielkie okienko, żeby zobaczyć, co się, u licha, dzieje.
Wacław zatrzymał się przed wieżą.
-Pani!- zakrzyknął głośno. –Przybyłem, aby cię uratować!
Księżniczka osłupiała. Zamrugała pięknymi, błękitnymi oczętami i wyglądała na zdezorientowaną. Rycerz, przez swój hełm, nie zobaczył tego, ale brak odpowiedzi go zaskoczył. Spodziewał się raczej wybuchu euforii, czy czegoś w tym stylu.
-Przybyłem cię wybawić, piękna królewno!- spróbował raz jeszcze.  
Właściwie to nie wiedział, czy jest piękna, bo przez niewielkie szparki na oczy  w zbroi nie widział za wiele, ale komplementy dla dam są zawsze na miejscu.
-Co?- wrzasnęła dziewczyna niezbyt po królewsku, a mężczyźnie aż zadzwoniło w uszach. –Nic nie rozumiem!
„Po tylu latach w niewoli na pewno nie spodziewa się, że ktoś ją uratuje”- pomyślał z rozczuleniem Wacław. „Dlatego, biedactwo, nie wie, co się dzieje”.
-Nie lękaj się, piękna panno! Jestem twoim wybawicielem! Dziś pokonam twojego prześladowcę, smoka i uwolnię cię od cierpień! Jesteś wolna!
-Nic nie słyszę!- krzyknęła księżniczka. –Zdejmij ten hełm!
Rycerz nie zdążył, ponieważ oto nadciągnął smok.
Potwór miał intensywnie zieloną skórę, monstrualne cielsko, błoniaste skrzydła  i  gigantyczną paszczę z zastępem ostrych zębów. Ryknął tak głośno, że aż zatrzęsła się ziemia.
Pimpuś zarżał z niepokojem, a Wacław z trudem przełknął ślinę, jednak wzniósł wysoko swój miecz.
-To twoje ostatnie chwile, bestio!- zawołał wojowniczo.
Smok zatrzymał się i przekrzywił łeb z widocznym zaciekawieniem. 
Rycerz zaś brnął dalej.

-Podejdź tu! Walcz! Ale wiedz, że dzisiaj zginiesz!
Wtem smok się odezwał. Miał głos donośny, głęboki i przerażający. Wydawało się, że świat zamarł w miejscu.
-O co mu chodzi?- zapytał, zwracając wzrok w kierunku wieży.
-Nie wiem- przyznała księżniczka, odrzucając zamaszyście gęste, jasne loki. –Coś tam gada, ale nie słyszę, co.
-Zginiesz!!!- huknął Wacław, mając dosyć tego dobrego i w końcu zrywając z głowy hełm. 
-Ja?- zdziwiła się królewna. –Ale za co?
-Nie ty!- wrzasnął zdenerwowany i upokorzony rycerz.
Po chwili jednak się opamiętał i dodał:
-Wybacz mi, pani, to nieporozumienie. Ta tutaj oto nędzna, podła kreatura dzisiaj zakończy swój żywot, a ty wyjdziesz na wolność! Przybyłem tu po to, aby cię wybawić!
Zapadła cisza. 
Pimpuś dreptał w miejscu niespokojnie.
-Interesujące- zagrzmiał smok w końcu. –Naprawdę interesujące.
-To prawda- przyznała królewna. –Myślałam, że już skończyli.
-Najwidoczniej nie. 
Księżniczka wychyliła się niebezpiecznie z okna, lustrując uważnym wzrokiem Wacława.
-Hm.
Nieszczęsny rycerz, obficie spływający potem z powodu gorąca, stracił już cierpliwość.
-Dosyć tego, smoku! Królewno, nie trać nadziei, za chwilę cię uwolnię! 
-No to dawaj- zachęcił go smok. –Chętnie popatrzę. 
Wacława zatkało. Nic z tego nie rozumiał. 
-Jak to?- wydukał w końcu.
-Co za sierota- wymamrotała złotowłosa dziewczyna pod nosem.
O co tu chodziło? Nic nie przebiegało zgodnie ze scenariuszem! Smok powinien go zaatakować, a on wtedy przebiłby go swoim mieczem, przed którym każdy rozsądny drżał. Księżniczka powinna go wielbić i dziękować mu za ratunek.
-Co się dzieje?- szepnął słynny bohater  do Pimpusia, czując coraz większą dezorientację.
-Co tak stoisz?- zniecierpliwił się potwór. –Ratuj ją!
-Nie, nie ratuj mnie- sprzeciwiła się księżniczka. –Naprawdę, nie trzeba. Ja nie jestem w żadnej niewoli. Siedzę tu z własnej, nieprzymuszonej woli. Ja i smok jesteśmy kumplami. Nie kompromituj się.
-Czemu nie? Nudno tu tak było ostatnio… no dawaj, ratuj ją!- smok wyszczerzył zęby.
Wacław zmusił Pimpusia do galopu i ruszył prosto na zieloną bestię. Księżniczka krzyknęła ostrzegawczo.
Monstrum od niechcenia przewróciło konia łapą. Rycerz, upadł na ziemię i zaraz wstał. Z dzikim wrzaskiem wbił swój miecz w zieloną nogę przeciwnika. Smok ze zdziwieniem spojrzał na triumfującego wojownika.
-Dobra, chłopcze,nie wygłupiaj się- powiedział w końcu. –Wyciągnij to ze mnie i może już sobie idź. To w zasadzie robi się już nudne.
Wacław postanowił zmienić taktykę. Dopadł do ściany wieży, pozostawiając zaskoczonego Pimpusia samego i począł wspinać się, używając kamieni jako uchwytów. Szło mu dosyć opornie, ze względu na ciężką zbroję. Jednak nie poddawał się.
-Zdesperowany jesteś- stwierdziła księżniczka z rezygnacją. 
-Prawdziwy rycerz… - wysapał mężczyzna. –…nigdy się nie poddaje!
-Aha. 
-Nie bój się, pani! Zaraz cię ocalę.
-Yhm. 
-Już niedługo będziesz wolna!  
Królewna zerknęła na niego z politowaniem.
-Ale ty wiesz, że na dole są drzwi?
Wacław zignorował tą uwagę i z uporem maniaka wspinał się dalej. Zbroja tworzyła niesamowity hałas.
-Zdejmij to może- zaproponował litościwie smok, który obserwował poczynania wojownika z wyraźnym zainteresowaniem.
Rycerz popukał się wymownie w czoło. Był to jednak błąd. Teraz zwisał na jednej ręce i musiał naprawdę się wysilić, żeby nie spaść.
-Prawdziwy rycerz nigdy… - zaczął, gdy już odzyskał równowagę.
-Nie zdejmuje zbroi?- domyśliła się księżniczka.
-Twoja bystrość, pani, dorównuje urodzie- zdołał z siebie wydusić marny komplement Wacław.
Już był naprawdę blisko osiągnięcia swojego celu. Już tak niewiele dzieliło go od złotowłosej księżniczki! Pełen zapału przyspieszył, co okazało się niewłaściwym posunięciem. Jego stopa ześlizgnęła się na jednym z kamieni. Zamachał rozpaczliwie rękoma, tracąc już zupełnie jakiekolwiek oparcie.
Zaczął spadać.
Piskliwy wrzask, jaki z siebie wydał, zdecydowanie nie był rycerski.
Smok zareagował szybko. Wzbił się w powietrze i podleciał pod spadającego Wacława. W tym czasie Pimpuś, który w przeciwieństwie do swojego pana uznał, że tchórzliwa ucieczka to nie takie złe wyjście, gnał jak dziki w stronę lasu. Potwór z oszołomionym rycerzem na grzebiecie, po zaledwie chwili znalazł się nad koniem i upuścił swojego pasażera idealnie na siodło.
Wierzchowiec ze swoim upokorzonym panem po chwili zniknął wśród drzew.
Smok, dumny z siebie, wrócił do wieży.
Królewna czekała na niego ze skrzyżowanymi ramionami na piersi.
-Znowu musiałeś?
-No- przyznał z zabójczą szczerością smok. –Wiesz, że mam wtedy świetną zabawę. A ty nie?
-Nie. No… może troszkę- na twarzy dziewczyny wykwitł szelmowski uśmiech. –Ale… trochę mi ich szkoda. No wiesz… męczą się, biedacy…
-Sami są sobie winni. Chcesz zapalić?
-Chcę.
Księżniczka wyjęła fajeczkę, a smok chuchnął na nią swoim ognistym oddechem. Po chwili królewna z lubością wydmuchiwała obłoczki dymu.
-Jak myślisz, pojawi się tu jeszcze?
-Nie wiem. Wyglądał na zdesperowanego.
-Hm. No tak. Zagramy w karty?- zaproponowała księżniczka.
-I tak wygrasz.
-No właśnie. To co, gramy?
Potwór westchnął ciężko.
-Gramy. O jego hełm.
Ich wzrok powędrował w kierunku pozostawionemu samemu sobie elementowi zbroi dzielnego Wacława.  
 
Źródło obrazka: klik
 ***
 To, co Wam przed chwilą zaprezentowałam, to moje opowiadanie na język polski. Tak się składa, że dzisiaj je czytałam na głos, na zajęciach (tak się denerwowałam, że czytałam to z zatrważającą szybkością i w niektórych fragmentach słuchacze nic nie rozumieli:( Tak już to jest, gdy chcę coś powiedzieć albo przeczytać jak najszybciej, lub też zbytnio się podniecę - naprawdę ciężko wyłapać, o co mi właściwie chodzi. No cóż...). Omawiamy właśnie literaturę średniowieczną i temat rycerstwa, więc to właśnie o rycerzach mieliśmy napisać naszą historię. Jak zwykle mam nadzieję, że tekst się podoba. Wszelkie komentarze miło widziane:D
A tutaj link do wersji na storybird.com- w formie książki z ilustracjami! 
Wielkimi krokami zbliżają się dla mnie ferie, z czego się bardzo cieszę. Ostatnio obchodziłam też urodziny, na których zresztą było świetnie. Dobra passa więc trwa! Cieszę się, naprawdę niezmiernie:) A już pojutrze mam etap rejonowy z polskiego... trzymajcie kciuki. Szanse na to, żebym przeszła są raczej marne, ale w gruncie rzeczy... może się udać!
Pozdrawiam ciepło!                                                                                                                                   
Pola

piątek, 16 stycznia 2015

„Najciekawsze rzeczy dzieją się wtedy, kiedy akurat przypadkiem masz przy sobie aparat”- Elliott Erwitt

Witam, witam!

Coś długo tu posta nie było, długo... chciałam wiele razy w końcu usiąść do pisania, ale zawsze tak jakoś... coś nie wychodziło. Zwłaszcza, że semestr się kończy, a nauczyciele nie byliby sobą, gdyby nie powymyślali jakichś sprawdzianów niedługo przed ostatecznym wystawieniem ocen. W przyszłym tygodniu mam cztery (dwa w środę, czyli moje urodziny- sto lat, sto lat, Polu...). A już niedługo drugi etap kuratoryjnego z polaka. Czyli trochę się tego namnożyło, ale już pierwszego lutego zaczynają się ferie. Tylko wytrwać te dwa tygodnie...
Wymyśliłam sobie kilka postanowień noworocznych- chyba po raz pierwszy realnych do spełnienia! Kiedy byłam mała, wymyślałam sobie takie typu ,,Codziennie będę robić brzuszki", ,,Nie będę w ogóle jeść słodyczy". Ha, ha, ha! Oczywiście przez rok zeżarłam mnóstwo słodkości, a codziennie nie ćwiczyłam na pewno. Ale myślę, że naprawdę wielu tworzy takie postanowienia- których i tak nie spełnią.
W każdym razie, moim głównym jest chyba: ,,Wyluzować się". Jestem z natury strasznie ambitna i dlatego zawsze się uczę, we wszystko angażuję i tak dalej, ale skutki są takie, że czuję się potwornie zmęczona i zniechęcona życiem, niestety. Dlatego w tym roku postaram się przede wszystkim rozluźnić się i trochę odpuścić- w końcu moje samopoczucie liczy się najbardziej. Co nie znaczy, że zarzucę zupełnie wszystko. Po prostu chcę znaleźć czas na odpoczynek, dla samej siebie.
Aha, no i mam zamiar pisać częściej na blogu. Ekhem, ekhem. To znaczy... postarać się. Mam nadzieję, że mi się uda:)

Znalazłam ostatnio kilku świetnych fotografów i dwójce z nich postanowiłam poświęcić dzisiejszy wpis. Fotografia czarno-biała, zresztą moja ulubiona. Ktoś mądry powiedział, że gdy na zdjęciu nie ma kolorów, to można się lepiej skupić na tym, co przedstawia. I chyba coś w tym jest- zwykle czarno-białe prace są pełne emocji i mają w sobie coś niepowtarzalnego.Dlatego dzisiaj będę Was nimi zarzucać- kto wie, może i Wy znajdziecie w nich to, co ja?

Pierwszym fotografem, którego dziś chciałam Wam pokazać, jest Elliott Erwitt- bardzo znany fotoreporter, który robił zdjęcia od lat 40 dwudziestego wieku, aż do dzisiejszych czasów. Jego rodzice byli rosyjskimi Żydami, którzy uciekli przed prześladowaniami do Paryża- tam narodził się przyszły fotograf. Następnie cała rodzina przeniosła się do USA i tam głównie tworzył artysta.  Aktualnie ma 86 lat i wciąż robi zdjęcia. Znany z prestiżowej Agencji Magnum.
Zakochałam się w jego pracach od pierwszego wejrzenia- dominuje w nim przede wszystkim niesamowite poczucie humoru. Ale nie złośliwe (chociaż lekko ironiczne na pewno)- Erwitt miał talent do łapania ciekawych, zabawnych, lekko absurdalnych i przewrotnych chwil. Na widok wielu fotografii zwyczajnie nie sposób się nie uśmiechnąć! Zawierają takie śmieszne albo radosne chwile ze zwyczajnego życia, których może czasem nawet nie zauważamy.  Głównie fotografował psy, z tego słynął. Niektóre prace są jednak poważniejsze, przedstawiają pewne problemy, zmuszają do refleksji.
Erwitt imponuje nie tylko dobrym okiem, ale też umiejętnościami- każde zdjęcie jest przemyślane, świetnie skadrowane,mistrzowsko zrobione, po prostu przepiękne i zachwycające!... a zresztą, zobaczcie sami.

  
 

  

 

  

 

  

 

 

 


 

    


Teraz przenosimy się bezpośrednio do Francji, aby poznać prace Henri Cartiera- Bresson. Również wybitny fotoreporter. Uznawany wręcz za ojca fotoreportażu. Fotograf już nie żyje (zmarł w 2004 roku, a urodził się w 1908). Wiele podróżował, sporo przeżył (trafił do niemieckiej niewoli podczas II wojny światowej). To on był jednym z założycieli tej słynnej Agencji Magnum (było już o niej powyżej). Oprócz fotografowania zajmował się też malarstwem i rysunkiem.
Co urzeka w jego pracach, to świetne uchwycenie chwili, a także oddanie emocji na jego fotografiach- wprawdzie Cartier-Bresson nie ma takiego poczucia humoru jak Erwitt, ale również charakteryzuje się niezwykłym wyczuciem chwili, a także wielką kreatywnością. Niektóre zdjęcia są naprawdę piękne. Miał też zawsze pomysł na fotografię- sporo tu ciekawych perspektyw, kadrów. Niektóre portrety aż zapierają dech w piersiach, mają w sobie to niepowtarzalne ,,coś". Także zwariowałam na punkcie jego fotografii.

 

  

 

  

  

 

  

 

 

  

 

  


   


Ach, cudownie byłoby umieć tak fotografować... cóż, jeśli chodzi o mnie, to przede mną wiele, wiele pracy. W końcu jestem amatorką. Ale ćwiczenie czyni mistrza, więc będę się ćwiczyć:) Cytat w tytule niestety niekoniecznie mnie dotyczy- ciekawe rzeczy dzieją się wtedy, gdy akurat nie mam ze sobą aparatu... ale może to znak, że powinnam zabierać go częściej ze sobą? A może zwyczajnie wielu rzeczy nie dostrzegam?;) 
Przepraszam za to zbombardowanie Was zdjęciami. No nie mogłam się po prostu powstrzymać! Ja je uwielbiam, jestem ciekawa, co myślicie o nich Wy. Koniecznie dajcie znać:)
Pozdrawiam ciepło!
Pola

piątek, 2 stycznia 2015

Trochę muzyki na nowy rok

Witam Was w pierwszym poście w 2015 roku!
(fanfary!)
Na początku chciałam Wam bardzo podziękować za tak pozytywne opinie o moim małym, nieskładnym wierszyku z poprzedniego wpisu. Wzięło mnie natchnienie i niedługo przed przygotowaniami do Wigilii go ,,machnęłam". Cieszę się, że się Wam spodobał.
Święta Bożego Narodzenia minęły zatrważająco szybko- a szkoda, bo były w moim przypadku naprawdę pozytywne. Dostałam niesamowite prezenty, spędziłam miły czas z rodzinką i w końcu najadłam się za wszystkie czasy przez większość tego okresu.
Z żarciem wygląda to mniej więcej tak:
Święta- można jeść ile wlezie, w końcu... to święta! Więc człowiek korzysta i napycha się wszystkim, co podadzą na stół.
Po świętach- stop z jedzeniem? Bardzo śmieszne. Przecież zostało mnóstwo żarcia po świętach! Trzeba to wszystko ,,zniszczyć", zanim się zepsuje!
Sylwester/Nowy Rok- jemy, bo przecież nadchodzący rok trzeba przywitać hucznie.
Po Sylwestrze- może dosyć? Może starczy? Gdzie tam. Zostały resztki po imprezie, to trzeba je zjeść, bo przecież ich szkoda...
Nie ukrywam, że właściwie to początkowo nie przeszkadzał mi aż tak ten stan rzeczy. Rozkład dnia polegający na spaniu, jedzeniu i leniuchowaniu jest naprawdę przyjemny, ale po jakimś czasie człowiek zaczyna patrzeć z obawą w lustro, a na kolejny kawałek serniczka (który się je codziennie, bo zostało tego serniczka w bród) z nieskrywaną niechęcią...
Lodówka jednak powoli pustoszeje, przerwa świąteczna się kończy...
A naprawdę udany rok 2014 dobiegł już końca.
Pożegnałam go na dosyć skromnej (bo trzyosobowej) imprezie, na której jednak naprawdę dobrze się bawiłam (i najadłam). Gadałyśmy, wygłupiałyśmy się, słuchałyśmy muzyki, wypiłyśmy aż trzy butelki szampana Piccolo, zapaliłyśmy zimne ognie, podziwiałyśmy fajerwerki... rok 2015 po takim jego powitaniu wydaje się zapowiadać naprawdę pozytywnie!

Wiem, że większość blogerów z okazji Nowego Roku robi podsumowania, statystyki i tak dalej. Ja jednak postanowiłam z tego zrezygnować i zrobić posta o czymś innym.
Niedawno przeżyliśmy Sylwester, a więc rozmaite listy przebojów wszech czasów, koncerty, muzyczne imprezy... z tej okazji postanowiłam napisać trochę o moich ostatnich odkryciach muzycznych.
A więc... zaczynamy!

LINDSEY STIRLING
 

 Jak widać na obrazku powyżej, pani, którą ostatnio odkryłam i polubiłam, jest skrzypaczką. Jednak zdecydowanie nie tworzy jedynie muzyki poważnej. Ta Amerykanka, urodzona w 1986 roku, znana jest tego, że komponuje i gra na skrzypcach utwory, w których słyszy się elementy wielu gatunków- dubstepu, hip-hopu, country, rock'n'rolla. Uzupełnia to tańcem we własnym wykonaniu.  
Lindsey zyskała popularność po tym, jak wzięła udział w America's Got Talent, jako skrzypaczka hip-hopowa i dostała się do ćwierćfinału. Później jej kariera nabrała tempa- głównie dzięki założeniu kanału na YouTubie, gdzie umieszcza naprawdę ciekawe teledyski do swoich utworów- stała się wręcz internetową sensacją. Nagrała do tej pory dwa albumy. Mimo tego, że jak sama mówi, często słyszała, iż to co robi nie ma szansy się sprzedać, osiąga sukcesy i zyskuje popularność.
Stirling naprawdę zrobiła na mnie wrażenie- głównie dzięki temu, że eksperymentuje z muzyką, miesza gatunki, jest kreatywna i widać, że nie brakuje jej pomysłów. Poza tym, nie ukrywam, że bardzo mi się podoba muzyka wykonywana na skrzypcach (za wyjątkiem takiej, która pochodzi od osoby zupełnie nieumiejącej grać na tym pięknym instrumencie... to akurat brzmi strasznie;)). A utwory Lindsey Stirling naprawdę przypadły mi do gustu- są oryginalne i ciekawe, dziewczyna naprawdę dobrze gra. 
A jeśli jesteście zainteresowani tym, jak wygląda ta artystka, gdy akurat nie gra , możecie wejść na kanał o nazwie LindseyTime, gdzie artystka umieszcza klipy o swoim życiu, zza kulis teledysków i tak dalej. Wydała mi się radosną, pozytywną, lekko zwariowaną osobą. 
No, ale teraz najważniejsza rzecz- muzyka!

Piosenka, w której przebrzmiewają country i rock'n'roll. Naprawdę wpada w ucho, jest ciekawa i nietypowa. Teledysk inteligencją raczej nie grzeszy, ale za to jest nieźle zrobiony i zrobiły na mnie wrażenie sceneria, kostiumy, układy... 

Tutaj bardziej klasyczne brzmienia- aranżacja muzyki z ,,Władcy pierścieni". Teledysk kręcony w pięknej Nowej Zelandii:)

Tu mamy elementy dubstepu.

Utwór zainspirowany grą Dragon Age

PENTATONIX
 
Pentatonix to zespół pięciu wokalistów z Arlington, którzy wykonują muzykę używając jedynie albo głównie własnych głosów. Cała grupa połączyła się, gdy jeden z członków chciał wziąć udział w programie Sing-Off. Zachęcił do tego swoich znajomych, a także dwójkę nowo poznanych osób, aby móc wystartować (pierwotny, trzyosobowy skład był za mały). Pentatonix wygrało program. Zespół przeniósł się do Los Angeles i zaczęło prace nad pierwszym albumem. Również zdobył popularność głównie przez serwis YouTube, gdzie regularnie wstawia swoje piosenki. Członkowie to Scott Hoying (lider zespołu- to ten, który wymyślił udział w programie, baryton), Mitch Grassi (kontratenor), Kirstie Maldonado (mezzosopran), Avi Kaplan (bas) oraz Kevin Olusola (beatboxer, a także wiolonczelista).
O Pentatonix dowiedziałam się dzięki Kajaxowi. I naprawdę zauroczył mnie talent wokalny tych ludzi, a także niesamowita, pozytywna energia. Wykonują głównie pomysłowe covery. Są niesamowici!







A tutaj Pentatonix i Lindsey Stirling razem w coverze ,,Radioactive". Naprawdę świetnie wspólnie brzmią!

REPUBLIKA
 
Czas na trochę polskich i starszych brzmień. Tym razem mam na myśli, jak widać wyżej, kultowy zespół Republika. Debiutował na przeglądzie grup nowofalowych w Toruniu, w 1981. Pierwszy skład nazywał się ,,Res publica", a liderem był Jan Kastor. Później jednak zmieniły się nie tylko nazwa i lider (był to Grzegorz Ciechowski), ale także styl. Republika stała się wielką gwiazdą- grali muzykę niezależną, inną, oryginalną, awangardową. Ciechowski pisał nieco poetyckie, świeże teksty. Na scenie zespół również się wyróżniał- ubrani na czarno, spokojni, w tle prosta scenografia. A jednak to chwyciło. Republika stała się wręcz kultowa.
Grupa przeżywała swoje wzloty i upadki- w 1986 roku członkowie pokłócili się i rozstali. Lider rozpoczął solową karierę jako Obywatel G.C. Zespół połączył się w latach 90 w niepełnym składzie, aby wystąpić na koncercie dotyczącym polskiego rocka w latach 80. Pogodzili się i znowu zaczęli grać. Republika rozpadła się ostatecznie po śmierci Ciechowskiego (zmarł w 2001 roku z powodu tętniaka serca). 
Moja fascynacja tą grupą zaczęła się z powodu ,,Mamony"- kawałka, którego słuchałam non stop, bo mi się strasznie podobał. Później zainteresowałam się innymi numerami, a także obejrzałam koncert poświęcony pamięci Grzegorza Ciechowskiego (który notabene był niesamowity). Naprawdę mi się podobają utwory tego zespołu, wpadają w ucho i robią wrażenie swoimi tekstami. 

 


 






LORDE
 

Ella Yelich- O'Connor, czyli prawdziwe nazwisko tej artystki, mówi niewiele, ale jej pseudonim Lorde już więcej. Ta wokalistka, urodzona w 1996 i pochodząca z Nowej Zelandii, zdobyła wielką popularność, głównie dzięki piosence ,,Royals", która była wielkim hitem, a także utworowi do  ,,Kosogłosa". Wikipedia podaje, że gatunki, w którym śpiewa ta młoda artystka, to art pop, dream pop, electropop, indie pop... teoretycznie można by rzec, bez tych wszystkich epitetów, że zwyczajnie pop, ale Lorde jednak ciężko porównać do innych popowych wokalistek. Charakteryzuje się nietypowym, głębokim głosem, a także nieco mrocznymi klimatami w swojej muzyce. Mimo młodego wieku, naprawdę sporo osiągnęła-   piosenkarka otrzymała dwie statuetki Grammy, a utwór ,,Royals" zdobył podwójną platynową płytę w Nowej Zelandii, w USA zaś uplasowała się na pierwszym miejscu na liście Billboard Hot 100 i zaledwie w pierwszym tygodniu sprzedał się w liczbie 85 tysięcy kopii.
Lorde ma naprawdę ciekawy wokal i intrygujące, niektóre trochę mroczne numery, które jednocześnie wpadają w ucho. Ich teksty są jednak niebanalne. Tak przynajmniej ja to odbieram i jestem ciekawa, czy Wy też:)






To już koniec mojej listy ostatnich odkryć. Być może uzbierałoby się ich więcej, ale post zrobił się troszkę przydługi.
Koniecznie dajcie znać, jak przywitaliście nowy rok, a także czy przypadła Wam do gustu muzyka powyżej:)
Pozdrawiam ciepło!
Pola

PS: Uwaga! Z góry przepraszam, jeżeli niektóre fakty o powyższych artystach się nie zgadzają. Korzystałam głównie z Wikipedii albo z osobistych stron muzyków. Jeśli jakiś znawca wyłapie błąd, proszę dać mi znać:)