czwartek, 18 czerwca 2015

,,Kulturalny miks", czyli recenzje trzy, wielokropków jeszcze więcej i próba zbudowania napięcia

Hej!

Bardzo, ale to bardzo dziękuję Wam za komentarze pod ostatnim postem i słowa wsparcia w tak ciężkim dla blogera momencie, w którym cały wpis się usunął... posta odzyskać się niestety nie udało i nadal zachodzę w głowę, jakim cudem jedno kliknięcie zwykłego klawisza sprawiło, że tekst zniknął bezpowrotnie. Ostatnio mam kilka problemów z Bloggerem... ale nie dam się! I tym razem będę mądrzejsza- tego posta skopiuję do Worda. Dla bezpieczeństwa.
Pewnie wielu zastanawiało się (łącznie ze mną), czy zdecyduję się napisać recenzję ,,Eleonory i Parka" od nowa, czy też zrezygnuję i poruszę zupełnie inny temat...
Teraz rośnie napięcie i wszyscy z niecierpliwością wyczekują ogłoszenie mojej decyzji...
Nie?
...
No trudno. I tak powiem.
Moja opinia na temat  ,,Eleonory i Parka" pojawi się w tym poście, ale... nie tylko!
(Czy teraz napięcie wzrosło? Błagam, powiedzcie, że tak...)
Dzisiaj będzie swego rodzaju zestaw krótkich recenzji- recenzja książki, recenzja filmu i coś, czego w życiu nie robiłam, czyli recenzja płyty.  Czyli taki ,,kulturalny miks"(ej, to całkiem profesjonalnie zabrzmiało. Szkoda, że szczególnie profesjonalne nie jest). Właściwie to myślałam o tym, żeby częściej robić takie posty. Dajcie znać, czy pomysł Wam się podoba:)
Nie przedłużajmy więc (oj, ja bardzo często przedłużam wstępy. Pewnie stali czytelnicy to doskonale wiedzą) i zaczynajmy...

KSIĄŻKA: ,,Eleonora i Park" Rainbow Rowell

 

Ona... wyróżnia się w tłumie. Nie dość, że pulchna i z burzą rudych włosów, to jeszcze ubiera się, delikatnie mówiąc, specyficznie. Pochodzi z rodziny, w której jest nie tylko bieda, ale też przemoc. Czyta mu komiksy przez ramię. Twierdzi, że X-meni są seksistowscy, a Romeo i Julia byli rozpuszczonymi dzieciakami.
On... outsider i samotnik, jednak bezpieczna pozycja w szkolnej dżungli bardzo się dla niego liczy. Pół-Koreańczyk. Uwielbia muzykę punkową i komiksy. Zawsze wie, jaka piosenka się jej spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Dobrze mu w czerni. Chociaż potrafi prowadzić auto z ręczną skrzynią biegów, przy ojcu ta umiejętność magicznie znika.
Oto właśnie nasi bohaterowie- Eleonora i Park. Ich relacja z początkowej niechęci przeradza się w uczucie. Tylko czy pierwsza miłość ma w ogóle szansę przetrwać?...

,,Eleonora i Park" to opowieść słodko-gorzka, szczera, romantyczna, czuła i wyrazista. Miłość głównych bohaterów rozwija się powoli, naturalnie, została niezwykle trafnie opisana. To znaczy, jak na osobę, która nie przeżyła prawdziwego zauroczenia (chyba, że liczymy te z przedszkola?), takie odniosłam wrażenie. Te wszystkie emocje, myśli i niepewności kotłujące się w dojrzewających mózgach, to całe skrępowanie... Rainbow Rowell doskonale oddała charakter nastolatków, tak samo jak często brutalny, szkolny świat. 
,,Eleonora i Park" to powieść bardzo romantyczna, co nie znaczy jednak, że ckliwa czy cukierkowa. Sporo tu goryczy, trudnych tematów. Nie zmienia to faktu, że młodzieńcza miłość głównych bohaterów jest naprawdę piękna i podczas wielu fragmentów na mojej twarzy wykwitał szeroki uśmiech. W czasie czytania książki tak jakoś się cieplej robi na sercu. Przyznam szczerze, że to ta bardziej romantyczna część mnie przejęła stery w trakcie lektury i wręcz się rozpływałam. Chociaż ta bardziej zrzędliwa narzekała na momenty, w których bywało odrobinkę zbyt patetycznie, to jednak byłam zachwycona tym, jak pani Rowell sprawiła, że czytelnik wciąga się w tę historię i nierzadko wydaje z siebie pełne zachwytu ,,ooo...". Sama fabuła, mówiąc szczerze, nie powala. Wiele się tu nie dzieje, ale dziwnym trafem... to w ogóle czytelnikowi nie przeszkadza. Bo powieść czyta się bardzo dobrze i można delektować się każdą sceną.
Co jeszcze podobało mi się w tej pozycji? Przystępny, lekki styl, zabawę perspektywami obu bohaterów, intrygujące postacie, trochę humoru, mnóstwo elementów popkultury lat 80, w których to toczy się akcja oraz ironiczne dialogi (a ironia to coś, co Pola lubi najbardziej!). ,,Eleonora i Park" nie jest z pewnością powieścią wybitną czy doskonałą, nie należy do moich ukochanych książek. Jednak nie będę udawać, że mi się nie podobała. Bo bardzo mi się podobała, z pewnością na długo zostanie mi w pamięci i wszystkim zainteresowanym gorąco polecam. 
Końcowa ocena: 9/10

Film: ,,Mad Max: Na drodze gniewu" 

  

,,Mad Max" to bardzo znana seria filmów z lat 80. Jednak historię zapragnęli pociągnąć i opowiedzieć na swój sposób również współcześni twórcy. I tak właśnie powstała najnowsza pozycja o Mad Maxie, na którym byłam w kinie, pierwszy raz mając do czynienia z tym bohaterem. Zachęciły mnie pozytywne opinie krytyków, którzy wychwalali film pod niebiosa. Czy słusznie?...(ach, te dramatyczne pytania na końcu i  jeszcze bardziej dramatyczne trzy kropki!)
Akcja toczy się w przyszłości. Australia po wojnie nuklearnej jest zupełnie zniszczona. Panuje anarchia i chaos, rządzą gangi albo dzikie społeczności. Wartości nabrały samochody i motory, apokaliptyczny świat jest zupełnie zmotoryzowany, więc wszyscy walczą o paliwo. Główny bohater, Max, prowadzi samotną wędrówkę przez ten przerażający świat, walcząc o przetrwanie i zmagając się z demonami przeszłości. Wszystko zmienia się, gdy tafia w niewole Wiecznego Joe, który posiada dostęp do cennej wody pitnej, więc ma władzę nad sporą grupą. W tym samym czasie rebeliantka Imperator Furiosa uwalnia nałożnice Wiecznego i ucieka, kierując się do tajemniczej Oazy. Drogi Maxa oraz Furiosy skrzyżują się. Muszą połączyć swoje siły, żeby umknąć ścigającej ich, demonicznej ,,armii" Joego... (dramatyczny wielokropek  po raz drugi).

Wiem, jak brzmi ten opis. Pewnie wielu z Was pomyślało, że oto mamy tutaj naszpikowaną efektami specjalnymi, tandetną, dystopijną opowieść science-fiction, z wybuchami co minutę i innymi takimi. Otóż nie do końca. Owszem, efektów specjalnych tu sporo, patos typowy dla tego typu kina się zdarza, ale nie zmienia to faktu, że najnowszy ,,Mad Max"jest pozycją bardzo dobrą, niestandardową, zaskakującą, inteligentną i trzymającą w napięciu.
 Co ciekawe, sam Max nie wybija się na pierwszy plan, gra Toma Hardy'ego jest bardzo oszczędna. Nie zła, ale właśnie oszczędna. Sam protagonista wiele nie mówi, to typ milczka. Film zdecydowanie skradła Charlize Theron w roli Furiosy. Jej postać jest bardzo złożona, a Theron zagrała niesamowicie, w niesamowity sposób przedstawiając psychikę swojej bohaterki i oddając jej emocje. Podobał mi się również Nux grany przez Nicholasa Houlta, który także został świetnie wykreowany.
Film nie jest głupi. Zdecydowanie nie. Pokazuje apokaliptyczną, naprawdę przerażającą wizję przyszłości, w której rządzi anarchia. Do tego dostajemy obraz ludzi (oraz nieludzi) w takim świecie, ich poczynania i charaktery, których starcie robi wrażenie. Niesamowite są scenerie (te australijskie pustkowia...), charakteryzacja, sceny walk i pościgów, a także  efekty specjalne, których tutaj doświadczymy w naprawdę dobrej jakości i bez przesady.
Jeśli nie widzieliście poprzednich części z lat osiemdziesiątych, to nie bójcie się iść do kina na najnowszą. Ja również nie znałam pierwszych opowieści o Mad Maxie i po krótkim wprowadzeniu przez tatę, nie miałam problemów z odbiorem historii.
Podsumowując- film polecam, jeśli lubicie tego typu klimaty i szukacie rozrywki, która jednak składnia do refleksji. Do refleksji nad tym, czy przypadkiem nasz świat kiedyś nie będzie wyglądał tak, jak w przyszłości Mad Maxa.
Końcowa ocena: 7,5/10 

Płyta: ,,Folie a deux" Fall Out Boy



Fall Out Boy to amerykański zespół, złożony z czterech członków. Odkryłam go dzięki piosence ,,Immortals" z filmu ,,Wielka szóstka" (o której pisałam już wiele razy), a zainteresowanie nim wzmogła moja koleżanka (którą pozdrawiam, jeśli to czyta), wielka fanka tej grupy. To właśnie ona pożyczyła mi płytę ,,Folie a deux". 
Zanim przejdę do muzyki, chciałam napisać trochę o wydaniu samej płyty. Cóż znaczy to tajemnicze ,,folie a deux"? Otóż wyrażenie to pochodzi z francuskiego i oznacza... paranoję indukowaną, czyli udzielony obłęd, ,,stan, w którym osoba blisko związana z chorym zaczyna traktować bezkrytycznie paranoiczne myśli chorego" (źródło: Ciocia Wikipedia). Tytuł intrygujący, prawda? Dodajmy do tego niestandardową okładkę oraz tytuły piosenek, zapisanych tak, że do odczytania potrzebne jest lusterko. Chyba, że ktoś woli po prostu czytać od tyłu, jak ja. Trzeba przyznać, że to wszystko jest bardzo nietypowe. Wydanie płyty strasznie mi się więc podoba. A jak z zawartością?
Fall Out Boy gra muzykę rockową, z elementami punka i popu.  Z tego, co wiem, nie trzymają się jednego gatunku, zresztą w ich utworach pobrzmiewają bardzo różne rytmy, raz bardziej punkowe, raz bardziej popowe, zazwyczaj ciężkie do określenia. Fajne jest to, że zespół eksperymentuje, nie skupia się na jednym stylu i tworzy różnorodną muzykę. Jeśli się porówna starsze utwory grupy z tymi najnowszymi, to widać wielką różnicę. Skupmy się jednak na płycie ,,Folie a deux", w której piosenki można ogólnikowo określić jako lekki rock. Brzmienie to jest przyjemne, chwytliwe, łatwo wpada w ucho. Do tego dochodzi dobry, bardzo charakterystyczny wokal, rytmiczna perkusja. Kawałki są melodyjne, z rockowym pazurkiem. Szkoda tylko, że niektóre utwory są dosyć przeciętne i podobne do siebie, jeśli chodzi o instrumenty. Sporo kawałków nie wyróżnia się niczym specjalnym, nie zachwycają specjalnie. Jednak przyznaję, że było kilka takich, które wpadły mi w ucho i bardzo się spodobały. Między innymi ,,I don't care", ,,The (shipped) gold standard", czy też ,,(Coffee's for closers)". 
Wrażenie robią też teksty, przynajmniej te, które sprawdziłam. Są momentami wręcz poetyckie, niebanalne i trzeba się odrobinę nagłowić, zastanawiając się, co autor miał na myśli. Więc za to plus.
Album podobał mi się, chociaż przyznaję, że nie rzucił mnie na kolana. Mimo tego jednak polecam, bo przyjemnie się słucha, a niektóre piosenki po jakimś czasie odruchowo zaczyna się nucić.  
 Końcowa ocena: 7/10


Teledysk jest... specyficzny, ale utwór fajny (ach, wiem, to wyszukane słownictwo), no i wpada w ucho niesamowicie.



Mam nadzieję, że post się podobał:) Mieliście do czynienia z książką/filmem/płytą? A może odkryliście ostatnio coś ciekawego i chcecie mi polecić? 
A tak od czapy, to wczoraj dostałam od Kajaxa kulę z Paryża (dziękuję!). Owiniętą w folię bąbelkową. O jeny. Nigdy nie przypuszczałam, jak to pykanie może wciągać. Żyłam w smutnej niewiedzy i ciemnocie. Folia bąbelkowa jest cudowna!
Ehm... 
No dobrze, zanim zacznę pisać kolejne dziwne rzeczy, to pozwolę sobie zakończyć tego posta:)
Pozdrawiam ciepło!
Pola

16 komentarzy:

  1. Ach, mi też się podoba "Eleonora&Park"! Pozwoliłam sobie nawet postawić ją na mojej Półce Ulubionych. A chociaż jest to romans, a za romansami nie przepadam, to jednak "E&P" baaardzo mnie wciągnęła i serdecznie ją każdemu polecam.
    Niestety, ani nie oglądałam filmów (nawet starszych wersji), ani nie słuchałam płyty. Te dwie piosenki, które udostępniłaś - podoba mi się ten rytm, muszę się jednak zgodzić - teledysk tej pierwszej jest, hm, ciekawy, że tak powiem...
    Pozdrawiam i życzę udanych wakacji! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejo!

    Polu, jak mogłaś żyć w niewiedzy nad geniuszem folii bąbelkowej?! Toż to się...nie godzi! Żartuję, oczywiście (postanowiłam w tym komentarzu nie użyć ani jednego emotikonka, co będzie trudne, bo mam ochotę wstawić milion uśmiechniętych buziek, bo tak teraz wygląda moja piegata twarz. Wyszczerzooona w uśmiechu! ten post jest świetny!). Cieszę się, że nie opanowała Cię bezgraniczna irytacja i nie porzuciłaś pisania jakichkolwiek notek na miesiąc, jest moc! Uroczyście oświadczam, droga bloggerko (z Gdańska!), że zbudowałaś odpowiednie napięcie, kilka sekund dłużej, a rozstroiłabyś mnie nerwowo! Żyję jednak, bez jakichkolwiek urazów na psychice, dziękuję (uśmiecham się. Emotikonkom mówimy nie!). Uwielbiam czytać przydługie wstępy Poli, bo są one idealnym wprowadzeniem, a przesiąknięte ironią i humorem po prostu zmuszają do przeczytania całego posta.
    Droga Polu, weź głęboki wdech, bo ten komentarz może być długi. Z góry przepraszam za ten zapychacz.
    Masz talent do pisania krótkich recenzji, wiesz? Zwłaszcza urzekła mnie (o ile coś takiego może urzec, a może jednak?) recenzja do filmu, faaajna (leniwy uśmiech). Dlaczego Ty tak ładnie operujesz niecodziennymi słowami. Ja nie potrafię.
    Hm! Taak... filmy science-fiction to coś przed czym Stasia ucieka i zawsze z chęcią zastępuję romansidłem, no bo, kurcze, do tego gatunku trzeba się urodzić. Chociaż mój tata jest fanem i dlatego obejrzałam ich naprawdę dużo i muszę przyznać, że wiele jest wręcz urzekających i (co wcześniej zdawało się niemożliwe) dających do myślenia. Zaufam Twej zacnej recenzji, by kiedyś obejrzeć ów film.
    Ojej! Ta książka wydaje się przesympatyczna. Ostatnio tęsknię za takimi właśnie powieściami, nie ma więc co zwlekać i po Sherlocku i Ogniem i mieczem zabieram się właśnie za nią! Ech, skąd ja to znam. Rozczulam się na obyczajówką, po czym zdaję sobie sprawę, że sama nigdy nic takiego nie przeżyłam (no, oprócz przedszkola. To szalone przedszkole!)
    Pola, ja nie rozumiem tych piosenek. Kompletnie. Trzeba mieć potężny łeb. Ja chyba nie mam. Maciuśku, ten tekst jest jakiś zupełnie pokręcony!!! Ale kiedyś spróbuję i zrozumiem (taa...na pewno!). Ale muzyka wpada w ucho!

    Pozdrawiam serdecznie (może mój komentarz będzie pierwszy? Fajnie by było!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niech to. Kotołaczko 02, policzymy się! xD

      Usuń
    2. Kto pierwszy, ten lepszy! :D (Żarcik. Mały, słodki, niewinny żarcik. A teraz zmykam, bo robię spam).

      Usuń
    3. Dziękuję bardzo za długi komentarz, Stasiu! Jak zwykle cudowny:D
      Oj tak, te piosenki są strasznie pokręcone, jeśli chodzi o teksty! Ja również głowię się nad większością i próbuję rozkminić, o co w nich dokładnie chodzi. Ale nie traćmy nadziei! Może kiedyś nam się uda!:)
      Oj, ja chyba też muszę ograniczyć emotikonki, bo za dużo ich w moich komentarzach;)
      Pozdrawiam ciepło!
      P.

      Usuń
  3. O, Rainbow Rowell to takie magiczne nazwisko... Lubię, jak autorzy mają takie ciekawe nazwiska. Silvana de Mari. Aprylinne Pike. Lemony Snicket (to pseudonim, ćśśś).
    Muszę przyznać, że "Eleonora i Park" mają śliczną okładkę. W sensie, wydaje mi się taka... gimbusiarska (?), ale przy tym jest taka estetyczna, pastelowa i bardzo, bardzo mi się podoba. Ale na tym moja opinia się kończy, gdyż powieści samej w sobie nie czytałam ;) Choć po Twojej pozytywnej opinii nabrałam apetytu, w sumie to jest taka książka, jaką powinno się czytać w czerwcu - taka właśnie słodko-gorzka. Może się skuszę, poszukam po znajomych i pożyczę :p
    Mad Maxa nie oglądałam (nieobeznana jestem). Ale śmiesznie, żeby Australia brała udział w wojnie atomowej. Zawsze myślałam, że to najbezpieczniejszy kontynent (oprócz tych wielkich skolopendr) :<
    Wielka szóstka! ♥ O tak! Ojej! O tak! "Immortals" jest super, w ogóle Fall Out Boy wydają mi się bardzo spoko. I rzeczywiście, okładka tej płyty jest niesamowita! Podobnie jak tytuł. To takie moje schizowe klimaciki. Fajne te piosenki, "I don't care" faktycznie nieźle wpada w ucho.
    Więcej takich postów! Jasne że tak! :D
    Kocham te wielokropki i te mroczne znaki zapytania... "Czy słusznie?..." ♥
    Ciepłe uściski,
    B.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że poprzednia recenzja "Eleonory i Parka" się usunęła. Była świetna. Ta też jest dobra, ale tamta była dłuższa. Rozumiem, że musiałaś pisać po raz drugi z pewną frustracją, lecz dobrze Ci to wyszło. Moja koleżanka jest fanką Fall Out Boy, mnie się całkiem podobają ich utwory. Na pewno są lepsze od One Direction. Piosenka jest fajna, a przerywnik z kotem w teledysku... :D
    Pozdrawiam serdecznie!
    Fanny http://buszujacawsrodksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nominowałam Cię do Scooby Doo Tag :)

      Usuń
  5. Książkę kojarzę tylko z tytułu. Była polecana w Cogito albo Victorze Gimnazjaliście (takie drobny szczegół,że już skończyłam gimnazjum, ale obie gazety czytam i trudno mi powiedzieć co było w której). Sama zauważyłam książka w bibliotece. Była akurat w nowościach i już miałam pożyczyć, gdyby nie to,że wzięłam 6 innych, a w tym dwie lektury szkolne (jedna nie zdążyłam przeczytac na czas, a drugą musiałam zacząć czytać, bo mieliśmy przerabiać). Mam nadzieje,że jeszcze uda mi się ja znaleźć, choć z nową książką to może być ciężko, jednak postanowiłam ją przeczytać, więc spróbuje ją dostać.
    Żebyś wiedziała,że po samym opisie Mad Maxa można pomyśleć,że to tandeta naszpikowana efektami specjalnymi, jednak nie miałam takiego odczucia z jednego względu. Jak zobaczyłam zwiastun od razu uznałam,że to może być bardzo ciekawy film. Ja właśnie czasem takie lubię oglądać. I jeśli mi się uda to go kiedyś zobaczę.
    Spodobał mi się tytuł płyty. To wyjaśnienie jest na prawde intrygujące. Z utworów znam tylko "I don't care", które od bardzo dawna mi się podoba. Właściwie nie słucham Fall out boy, ja tylko lubię ten utwór.

    OdpowiedzUsuń
  6. Płyty nie znam, książki nie znam, filmu nie znam.... Ehh nie ma się czym chwalić... Całe szczęście, że trafiłam kiedyś na twojego bloga :D Ileż ja wspaniałych książek poznałam właśnie dzięki twoim postom :) Opisaną w tym poście też koniecznie muszę przeczytać :D Tak coś czuję, że mi się spodoba, po samym opisie bohaterów :)
    Co do filmu... Raczej nie moje klimaty, ale obejrzeć nie zaszkodzi. Tylko jak wykombinuję w końcu trochę więcej wolnego czasu, ogólnie filmy oglądam dość rzadko, gdyż poświęcenie dwóch godzin na jakąś produkcję musi być przeze mnie na prawdę porządnie przemyślanie, a sama produkcja też wybrana bez pośpiechu. W końcu to zazwyczaj są mniej więcej 2 godziny, a 2 godziny to masa czasu! Można przez ten czas napisać posta, przeczytać nie mały kawałek książki (a o swoich książkowych zaległościach wolę już nie wspominać...), opanować kolejne słówka i dialogi z nowego języka... Z resztą na pewno wiesz o co mi chodzi.. Tyle rzeczy do zrobienia a doba jak na złość dalej ma tylko 24 godziny xD
    Piosenki zaraz sobie przesłucham :D
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopiero odkryłaś frajdę z folii bąbelkowej?! O.O Lepiej późno, niż później. xD Z tych trzech rzeczy słyszałam tylko o książce. "Eleonora & Park" niezbyt mnie interesowało, ponieważ nie przepadam za typowo miłosną fabułą, jednak po obejrzeniu filmiku Next Chapter (polecam ich filmiki, które są w pewnym sensie recenzjami książek) na YT, zmieniłam zdanie. Chcę to przeczytać! :D Filmowy plakat "Mad Max" kilka razy widziałam na stronie kinowej, ale jakoś szczególnie mnie ten film nie zainteresował. A o płycie Fall Out Boy w ogóle. Null, zero. Ogólnie nie słucham za bardzo płyt. Wolę odsłuchiwać konkretne utwory na YT. ;)
    Super, że się nie poddałaś i napisałaś recenzję książki od nowa. Błąd komputera/bloggera był dla Ciebie inspirujący, bo nawet zrecenezowałaś płytę! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Tyle ostatnio słyszę o książce "Eleonora & Park"! Chętnie bym ją przeczytała, może kupię ją sobie na urodziny (które są za ponad miesiąc, ale cii).
    Filmu nie oglądałam, chociaż chciałam się na niego wybrać, bo leciał w kinie tuż po filmie, który oglądałam, a nie chciało mi się wracać do domu. Trochę żałuję, że nie zostałam, ale wtedy kompletnie nic o nim nie wiedziałam i popełniłam okrutny błąd-oceniłam go po plakacie i stwierdziłam, że pewnie mi się nie spodoba. Może kiedyś go nadrobię.
    Fall Out Boy lubię, chociaż słucham w sumie okazjonalnie. Sam zespół poznałam już dawno, przypadkiem, przez piosenkę "sugar, we're goin down". Z niewiadomych powodów bardzo spodobały mi się jelenie poroże w teledysku i jakoś tak wyszło, że zaczęłam ich słuchać...:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczerze mówiąc jeszcze nie miałam do czynienia z żadną z rzeczy, które zrecenzowałaś, ale o książce 'Eleonora i Park' słyszałam bardzo dużo i chyba w końcu ją kupię. :D Czytam ostatnio same kryminały, więc może pasowałoby trochę od nich odpocząć i wziąć się za coś 'normalniejszego'. :D
    Na 'Mad Maxa' mieliśmy jechać z klasą, ale przy głosowaniu wygrał w końcu 'Wiek Adaline' (z resztą też bardzo dobry film). Tak naprawdę nie wiedziałam, że 'Mad Max' był też w latach 80., a szkoda. Charlize Theron bardzo lubię, między innymi z 'Adwokata Diabła' i 'Królewny Śnieżki i Łowcy'. Bardzo zachęciłaś mnie do obejrzenia tego filmu. ^^
    Fall Out Boy to raczej nie mój typ muzyki, szczerze mówiąc 'Immortals' raczej mi się nie podobało. Za to 'I don't care' jest bardzo ciekawe. ^^ Ten drugi utwór z resztą też jest niczego sobie. :D
    Ja tak mam z niektórymi tekstami Domowych Melodii. :D
    Folia bąbelkowa rządzi! ^^ Pamiętam jak kilka lat temu na obozie dostałam kubek w takiej folii, a potem przez całą drogę potrowtną się nią bawiłam. :D
    Współczuję sytuacji z postem :/ Blogger w ogóle coś ostatnio wariuje, mi kiedyś tak jkaby przetłumaczyło cały tekst na angielski, a potem z powrotem na polski i wyszły z tego jakieś dziwne rzeczy. o.O
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fall Out Boy są świetni, już od jakiegoś czasu słucham ich piosenek, a wszystko zaczęło się kiedy usłyszałam "Centuries" - genialna piosenka ;) Chłopaki mają bardzo fajny pomysł na swój zespół i trzeba to docenić ;)
    http://przygody-mileny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. O "Eleonorze i Parku" już się wypowiadałam w tamtym już nieistniejącym poście, wiec moją opinię już znasz. Chyba kupię tą książkę, zwłaszcza, że jakimś dziwnym cudem jest dostępny w tym mikroskopijnym empiku w mojej miejscowości :)
    "Mad Max" średnio mnie zainteresował - może go obejrzę, może nie. Zależy, czy mi się zachce, czy nie :p
    Fall Out Boy co nieco kojarzę... Ej, oni nie miel przypadkiem piosenki "Century"/"Centuries"? 'The gold (shipped) standard" (dobrze napisałam?) wpada mi w ucho. Hmm... Muszę zobaczyć tekst tej piosenki.
    Folia bąbelkowa jest super :D Nie wierzę, że dopiero teraz odkryłaś jej cudowność! No ale lepiej w wieku lat czternastu niż nigdy ;)
    E tam, wcale nie przedłużasz wstępów :) Jak dla mnie długość idealna wprowadzenia do głównego tematu!
    Pozdrawiam ciepluteńko :)
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
  12. Eleonory i Parka jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale niedługo na pewno za to się zabiorę.
    Na Mad Max'e byłam w kinie i stwierdzam jedno : FILM OBŁĘDNY <3 Zgadzam się całkowicie, iż Charlize Theron była głównym punktem w filmie. Stała się moją ulubioną postacią, a zaraz potem aktorką <3 (Jak ona to robi?)
    Piosenki nie słuchałam, ale na pewno niedługo zobaczę czy warto : D
    Pozdrawiam : )
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń