środa, 28 maja 2014

Viva Wawa

Hello!
Dziś, jak sam tytuł posta wskazuje, będzie o naszej stolicy. Dlaczego? Ano dlatego, że w sobotę byłam w Warszawie z rodzicami. Pojechałam tam na targi książek i wystawę Vivian Maier, którą pewnie pamiętacie z tej notki.
Wzięłam na tą jednodniową wycieczkę oczywiście mój nowy aparat. Kiedy robię zdjęcia, czuję się tak, jakbym urodziła się z lustrzanką w ręku! Fotek naprawdę zrobiłam sporo. Zaprezentuję tu niektóre. Wybitne na pewno nie są, w końcu jestem amatorką. Ale złymi też chyba nazwać ich nie można. Po prostu najczęściej "trzaskałam" na szybko, przemieszczając się z jednego miejsca do drugiego... Wiem też, że muszę na pewno popracować nad kadrowaniem.
Więc (kocham łamać regułę niezaczynania zdania od "więc")... zaczynamy!

Wypad do stolicy był fajny, tylko... strasznie męczący. Byliśmy na nogach od piątej do północy, co jednak odbiło się trochę na naszym samopoczuciu.
Śniadanie zjedliśmy w McDonaldzie. Składało się z produktów niezwykle zdrowych: kanapek, frytek i croissantów z czekoladą... Eee, raz można sobie pozwolić, nie?
Jechaliśmy w zasadzie krótko, bo cztery godziny... nie, cztery nie, raczej pięć. Z przerwami. Więc wcale nieźle.
Wprawdzie w Warszawie już byłam i to dwa razy, ale to miasto mnie zawsze zaskakuje, gdy do niego wjeżdżam... zacznijmy od tego, że nie jest na pewno tak zabytkowe jak Gdańsk. Składa się w większości z bloków i wieżowców. Więc po prostu jestem zawsze zaskoczona: "O, to jest już stolica?". Spodziewam się po prostu czegoś większego...
Niemniej jednak w naszej stolicy zawsze czuję się dobrze. Nie potrafię tego wyjaśnić... miasto nie jest tak piękne jak Gdańsk, który uwielbiam, niektóre miejsca są wręcz brzydkie, wokół tyle ludzi, samochodów... a mimo to czuję się tak, jakbym kiedyś tam mieszkała. I mam po prostu dobre samopoczucie. To kwestia poprzednich wcieleń??? Nie wiem...
Im głębiej wjeżdżaliśmy w Warszawę, tym było ciekawiej. Teraz to miasto wygląda w centrum tak naprawdę coraz lepiej. Coraz bardziej europejsko.

 Widoki zza samochodowej szyby. Fotki robione na szybko, niewyraźne... przykro mi:( Na pierwszym zdjęciu słynna palma, a na drugim "basen" narodowy.
 Pałac Kultury.
Ten budynek  nazywany jest "Szklanym żaglem". Nie mam pojęcia dlaczego, żagla mi to nie przypomina... raczej ścianę baru z opartą deską surfingową... a Wam co to przypomina???
Pierwszym punktem naszego programu była wystawa fotografii Vivian Maier, która odbywała się w Leica Gallery, na ulicy Mysiej 3. Trzeba przyznać, że inspirujące miejsce, z pięknymi dekoracjami, takie... twórcze. Widać, że stworzone przez ludzi zafascynowanych sztuką:) 
A wystawa?... mówiąc szczerze, spodziewałam się czegoś większego. Wprawdzie zdjęcia Maier na wystawie były piękne, oryginalne, klimatyczne i nieco przewrotne, czyli takie, jakie Vivian robiła (to za to ją tak kocham...), ale... jakieś takie... małe. I myślałam, że będzie ich więcej...
Ale mimo to bardzo mi się wystawa podobała. Oglądanie zdjęć nie trwało bardzo długo, ale jeszcze głębiej zakorzeniło we mnie przekonanie, że jednak ich autorka była prawdziwą artystką!




Po wizycie w galerii wsiedliśmy w nasz samochód i pojechaliśmy na stadion, gdzie miały odbywać się targi książki.
Ludzi było po prostu mnóstwo!
Chodząc między stoiskami rozmaitych wydawnictw- tych mniej i bardziej popularnych- musieliśmy przedzierać się przez dzikie tłumy. I tu muszę dodać, że gdy jestem w gęstej masie ludzi, wszyscy mnie dotykają, potykam się o nogi innych, to mam straszne wrażenie klaustrofobii. Więc to była ta zła strona. Czułam się nieco rozdrażniona i zagubiona. Wiecie, od razu pojawiają się myśli o stratowaniu przez tłum... Brr!
Za to same targi zostały zorganizowane świetnie! Spotkania z pisarzami (marzyłam o autografie od Rafała Kosika czy Beaty Pawlikowskiej, ale po pierwsze- nie wzięłam żadnych książek do podpisania, więc chyba musieliby podpisać mi się na brzuchu, a po drugie- dawali podpisy zbyt późno, musiałabym strasznie długo czekać), warsztaty, kąciki dla dzieci, oferty wielu wydawnictw, spotkania ze sztuką, wywiady ze znanymi ludźmi w środku stadionu-na takim podwyższeniu, konkursy, mnóstwo gier planszowych, komiksów i KSIĄŻEK! A przy książkach pełno ludu, więc bzdurą jest, że ludzie nie czytają! 
Tyle powieści, poezji, dramatów, opowiadań w jednym miejscu... to było cudowne! Tak, wiem, jestem książkowym maniakiem na całego, ale nic na to nie poradzę. Jestem uzależniona!
Mówiąc szczerze, nie znalazłam jednak w ofertach aż tylu wspaniałych pozycji. Moje łupy to pięć książek- dwie dla całej rodziny (o Japonii i o szalonej podróży autostopem) i trzy tylko dla mnie (dostałam powieści: "Boy7", "15 dni bez głowy" i "Wierni wrogowie"). I znowu przybyło książek. Kiedy ja to przeczytam?... Ale co tam ja... moi rodzice dopiero nakupowali książek!


Witamy na targach!

 Ludzie, ludzie... na drugim zdjęciu jeszcze jest ich niewiele, bo był to dopiero początek całej imprezy.
 
Podczas targów odbywało się wiele spotkań z autorami. Tu lista tych, których książki wydało wydawnictwo Muza. Jest wśród nich też Michał Piróg, którego- uwaga!- mijałam w tłumie. I jestem pewna, że to był on!

 A tu pan Jerzy Bralczyk, od którego z mamą dostałyśmy autograf. To znany językoznawca, specjalista od języka mediów, polityki, reklamy. Może przeczytam jego książkę?... zapowiada się interesująco.
Odbyło się też spotkanie z Zygmuntem Miłoszewskim. Moja mama dostała od niego autograf:)

 
Targi to nie tylko książki!


Wywiad na scenie z Arturem Andrusem (kabareciarz, konferansjer, dziennikarz, piosenkarz, autor tekstów piosenek) śledziłam z trybun i wielkiego ekranu. To była naprawdę interesująca rozmowa! Andrusa znam średnio, czasem oglądam polskie kabarety (niektóre są moim zdaniem naprawdę dobre) i stąd go kojarzę. Po słuchaniu wywiadu stwierdziłam, że musi to być ciekawy człowiek:)

Po targach, wymęczeni, z siatami pełnymi książek, postanowiliśmy pójść do jakiejś kawiarni na mieście i odpocząć. No i zajść do księgarni "Dedalus", bo mało nam było literatury. Wprawdzie nic nie znalazłam dla siebie, ale sporo pokręciłam się między regałami. 
Usiedliśmy w Starbucksie, zamówiliśmy coś do picia.
 Za co kocham Starbucksa? Za to, że piszą na kubkach imiona klientów. I za to, że mają przepyszne frappuccino!

EDIT: Kiedyś były tu zdjęcia ludzi, ale uznałam publikowanie zdjęć bez zgody i wiedzy modeli za mało moralne, dlatego też je usunęłam. 

Za to obiad zjedliśmy w... Hard Rock Cafe! To już moja trzecia taka restauracja. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam: jest to sieć restauracji z pysznym, amerykańskim jedzeniem. Takie knajpy są na całym świecie. Charakteryzują się tym, że w środku leci świetna, rockowa (a także popowa, metalowa, bluesowa, soulowa, itp.) muzyka, a każda placówka to takie małe muzeum- za gablotami są gitary, ubrania, zdjęcia, płyty i inne przedmioty należące do wielkich sław z całego świata. Coś niesamowitego! Zawsze te rzeczy są dla mnie najbardziej fascynujące w Hard Rock Cafe. A w Warszawie ta knajpa jest naprawdę świetna! Ciekawa jestem, jak będzie wyglądała ta w Gdańsku, którą niedługo otworzą... 
Od razu uprzedzam: w środku było niemal zupełnie ciemno, więc zdjęcia powychodziły w słabej jakości ( w większości przynajmniej). Ale i tak wstawiam, żebyście zobaczyli, jak tam było:)
 
Od zewnątrz.

W amerykańskich Hard Rockach można znaleźć wielkie cadillaki na środku restauracji, słońca z papierosami w ustach, a u nas... ścianę z gitarami. Świetnie to wyglądało!
 
Gitara zespołu "Black Sabbath".

 
Koszula Jimmiego Hendrixa- wielkiego gitarzysty, idola mojego taty.

 A tu koszula niesamowitej rockowej artystki Janis Joplin.
 
Tu mamy do czynienia z zespołem punkowym Sex Pistols.

 Jej! Jest i zespół Guns'n'roses. Na ścianie obok wisi jeszcze wielki plakat, ale zdjęcie jest odwrócone i nijak nie mogę go obrócić...
 
Skóra należąca do jednego z członków "Gunsów".

 
Aaaa!!! Jaka straszna jakość! Niestety, z powodu beznadziejnego oświetlenia, wszystkie ujęcia tych drzwi wychodziły strasznie słabo... ale po prostu muszę Wam pokazać tą fotkę! W warszawskim Hard Rocku ktoś wpadł na fajny pomysł oznaczenia toalet, które są tuż przy przedmiotach związanych z zespołem Guns'n'roses- męska kryje się pod napisem "Guns" a damska "Roses". Pomysł naprawdę oryginalny, nie uważacie?

I właśnie po pysznym, ale strasznie sytym obiedzie w tej restauracji zakończyła się nasza wyprawa do Warszawy... gdy wracaliśmy do domu, rozpętała się przerażająca burza. Na północy lało równo. I definitywnie skończyła się ładna pogoda...
Mam nadzieję, że post się podobał, chociaż z pewnością był przydługi. Jeśli czytacie to zdanie, to oznacza, że dobrnęliście do końca i nie umarliście z nudów. Gratulacje! Chyba jeszcze nigdy nie pisałam tak długiej relacji... 
Pozdrawiam!
Pola

11 komentarzy:

  1. Mimo wszystkich negatywnych opinii o stolicy, również lubię to miejsce. a im więcej się o nim dowiaduję, tym bardziej je lubię! Teraz, jak napisałaś o tej rockowej knajpie, już je uwielbiam. Moje klimaty, bardzo moje, mogłabym w takiej pracować! jako muzyka na żywo :) Tyle gitar, nie no, marzenie...Cudowne miejsce, u mnie jest tylko jeden klub w podobnym stylu, i to od 18 lat, więc są problemy z wbiciem tam. Jak tylko będę w Wawie, szukam tego miejsca! Tylko trochę się obawiam, że jak tam pojadę, trafię na twoją fotkę :D Chyba zwróciłabym twoją uwagę, nie ubieram się zbyt...normalnie...no wiesz, samodzielnie szyte ubrania, kapelusz na łbie, wielkie okulary. A obok mnie Hipis z włosami do pasa, taka parka sobie łazi. Oczywiście zauważyła, gość na jednym ze zdjęć ma koszulkę z Led Zeppelin!
    Nie wiedziałam o targach książki, ale tam też bym chętnie poszła, można by porozmawiać z tyloma ciekawymi ludźmi! na pewno mieliby jakieś rady dla adeptki literatury :D
    Świetna relacja, no zobacz, tyle rzeczy się dowiedziałam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy tylko ja jeszcze nigdy nie byłam w Warszawie? Bardzo dużo słyszałam o tym, mieście, mieliśmy nawet w piątej klasie jechać tam na szkolną wycieczkę, ale nie wypaliło. Ciągnie mnie tam, żeby zobaczyć, w jakim stopniu stolicy różni się od mojego kochanego Krakowa.
    Na targach książki też nigdy nie byłam. Do Krakowa jeżdżę dość często, ale jeżeli są tam one organizowane to akurat musi to być któryś z dni tygodnia, w których chodzę na kształcenie, zespół lub flet! Za dużo tego wszystkiego...
    Na facebook'owej grupie fandomu dziewczyny pisały, że na tych targach będę rozdawać koszulki Obozu Herosów. Wiesz coś o tym?
    Mój tata słucha Andrusa. :D Już po jego piosenkach można poznać, że jest BARDZO ciekawym człowiekiem. :D Teksty są... na po prostu świetne!
    A tak w ogóle to przepiękne zdjęcia! ^^ Też uwielbiam fotografować przypadkowych ludzi! :D W moim aparacie zajmują oni większość zdjęć, ale raczej ich nie publikuję. :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszym akapicie miało być „stolica", a w trzecim „będą". xD

      Usuń
  3. Zastanawiam się jak zacząć ten komentarz, mam tyle do napisania, a w głowie jeden wielki ogromny chaos, też czasem tak masz? Więc (ja też lubię takie zdania :) ja Warszawy prawie nie znam, bo byłam tam raz, może dwa (?) chyba jakieś 8 lat temu. Czyli miałam wtedy nie więcej niż 5 lat. Pamiętam tylko mur Zamku Królewskiego (dlaczego mur nie wiem, chyba byłam tak mała, że nie widziałam całego : D) parking, na którym zostawiliśmy auto, jakąś drogą restaurację i pajacyka z jakiejś fundacji na jej ścianie, oraz jakąś długą ulicę. Ta tym kończą się moje wspomnienia z Warszawy, wiem pozazdrościć można... Więcej o Warszawie wypowiem się więc w czerwcu, bo wtedy będę tam na 2 albo 3 dni, jeszcze nie jestem pewna na ile dokładnie. Zdjęcia cóż bardzo mi się podobają! Jedyne co mogły by być odrobinkę większe? Targi Książek... Też chciałam wyciągnąć tatę do Warszawy na nie, ale się nie zgodził, bo po pierwsze byłam na Targach Książek dwa razy w Krakowie, a autorzy są praktycznie ci sami, po drugie będę tam w przyszłym miesiącu, a po trzecie jest za daleko, aaa po czwarte już za pół roku TARGI KSIĄŻKI W KRAKOWIE!!!! W zeszłym roku i dwa lata temu byłam tylko za każdym razem jeden dzień, ale w tym roku w pierwszy dzień idę z tatą, w drugi wyciągnę mamę, w trzeci padnie na babcię, w czwartym będzie to ciocia! A jak ktoś zrezygnuje z tego zaszczytu uganiania się ze mną za autografami to wyciągnę kuzynkę, tylko ona nie jest zbyt chętna na takie wypady, ale jakoś się ją wyciągnie, a jak nie będzie chciała to namówię jej chłopaka, żeby on ją namówił, wtedy się pewnie zgodzi haha :). Tak żebyś się nie zdziwiła, że ma już chłopaka to od razu piszę, że ona ma już 21 lat, no prawie, ale co tam postarzę ją :). Ja muszę się pochwalić autografami (niektóre są już prawie z przed trzech lat, więc autorzy trochę dziecinni) Rafała Kosika, Martyny Wojciechowskiej (niestety nie spotkałam jej osobiście tylko autograf wzięła mi ciocia), Agnieszki Stelmaszyk, Andrzeja Maleszki, oo Leona Knabita, Wandy Chotomskiej, a mój tata Krzysztofa Hołowczyca oraz autograf zadedykowany dla mojej babci od Danuty Wałęsa (żony Lecha Wałęsy). Z dwoma autorami też sporo rozmawiałam! :) Był to oo Leon Knabit i pani Stelmaszyk, z którą zrobiłam nawet wywiad do gazetki szkolnej :). Może się nie zgodzisz z moim zdaniem, ale ja nie przepadam za panem Arturem Andrusem, ale każdy ma przecież swoje zdanie a Ty to doskonale rozumiesz :)). Jak będę w Warszawie to muszę iść do tej restauracji :). Chyba kończę, bo coś się rozpisałam!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niestety aż tak nie przepadam za Warszawą. Tłumy ludzi, hałaśliwe ulice i fakt, że dosłownie w każdej uliczce jest jakiś sklep- to mnie stanowczo przytłacza. Nie znoszę takich miejsc, ja nie mogłabym tam mieszkać. Na zakupy owszem pojechać, ale żeby dłużej tam zabawić to nie.
    Tragi książki to moja gratka, ale niestety nie pojechałam. Widać, że całkiem sporo mnie ominęło. Eh trzeba wybrać się za rok! Może przy okazji jakiś autor podpowiedział mi jak pisać powieści, bo każda wskazówka się przyda, co nie?
    Jeżeli znowu pojadę do Warszawy: kierunek Hard Rock Cafe! To są moje klimaty! Ciekawe tylko czy nauczyciele na wycieczce by się zgodzili, aby tam zawitać (zapewne nie, ale pomarzyć zawsze można). Na pewno moja koleżanka byłaby ze mną w niebie- także uwielbia te klimaty i pewnie piszczała by z radości a gdyby były jeszcze dekoracje rodem z Japonii, to zemdlałaby pewnie z wrażenia xd).
    Fajnie, że dobrze się bawiłaś. Pozdrawiam!
    music-the-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. W odpowiedzi na twój komentarz: mówiłaś, że zachwycił cię nagłówek, więc proszę: http://szablonownica.blogspot.com/ wykonywała go szabloniarka royalrockin, co prawda momentami ciężko tam dostać szablon, ale efekt końcowy jest świetny (widać to np. na moim blogu). Wiesz mi, że ja także nie lubię tych piosenek o imprezach aż tak bardzo. Już naprawdę rzadko ich słucham, ale często mnie odstraszają, choć kiedyś je uwielbiałam. Tak, stary rock to było coś, chociaż go nie lubię no poza Nirvaną:) Teksty piosenek miały jakiś sens, a teraz to szkoda gadać: impreza, impreza i jeszcze raz impreza, aż się wymiotować chce.
    Miło, że mój blog ci się spodobał. Serdecznie pozdrawiam, mam nadzieję, że wpadniesz do mnie nie raz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No tu mnie zaskoczyłaś. Nikt poza mną z mojego otoczenia nie lubi mitologii, a ja po prostu kocham. Uwielbiam mity, naprawdę moim zdaniem wyobraźnia Greków (Rzymian średnio, bo trzeba przyznać, że pościągali nieźle z Greków) była bardzo bogata. Po prostu kocham mity i mitologię, a przyznam że mitologia Słowiańska nie jest zła, aczkolwiek dla mnie trochę ciekawsza jest nordycka. Strasznie mnie ciekawią Walkirie- zobacz sobie kim one są jak chcesz xd Mam nadzieję, że cię zaciekawią i nie przeraź się tym, że informacje są ci znane, w komiksach np. o Thorze jest tego sporo.
    Co do tych piosenek to żadnej z nich nie oceniałam. Mam trochę pozycji, ale brak czasu na ich opisywanie, ale postaram się twoje opisać. Musisz się jednak uzbroić w cierpliwość..
    PS: Spokojnie, też kiedyś była bloggerką typu obs za obs i kom za kom. Wstydzić trochę się wstydzę, ale cieszę się, że z tego wyszłam

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja sobie mieszkam w Warszawie, w sumie to nie zastanawiałam sie czy mogłabym mieszkać gdzieś indziej - a dzisiaj przyjeżdża do stolicy Barack Obama :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja chrzestna mieszka w Warszawie, lubie do niej jeździć na tydzień bądź dwa, ale jak dla mnie Warszawa jest zdecydowanie za tloczna. I z roku na rok przybywa do niej coraz więcej ludzi.
    Bardzo ciekawa fotorelacja, lubie Artura Andrusa, fajnie że moglas sluchac i widziec go na żywo. No to mialas bardzo interesujacy dzien i świetne zdjecia !

    OdpowiedzUsuń
  9. ogólnie wszelkie wycieczki i podróże są bardzo męczące, ale czego się nie robi dla zwiedzania :P Ja osobiście jeszcze nigdy nie byłam w Warszawie, ale na pewno kiedyś odwiedzę naszą stolicę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj Polu. Tylko nie myśl, że o Tobie zapomniałam co to to nie! Posta przeczytałam dawno, dawno temu kiedy po świecie chodziły dinozaury, ale nie zdążyłam napisać komentarza! Strasznie rozbawiła mnie wizja Poli z aparatem w dłoni, i co sekundowego "cyk, cyk, cyk". W ogóle jak robiłaś zdjęcia tym ludziom? Tak po prostu, czy starałaś się by tego nie widzieli? Kryłaś się np. za jakąś palmą w doniczce, albo coś...? ^^
    Super zdjęcia! najbardziej podoba mi się to z panem i panią i różowym rowerkiem w tle :D
    Niestety nigdy nie byłam ani na targach książki, ani na stadionie, ani w takiej restauracji... :C No, ale musiało być to ciekawe przeżycie!
    Obawiam się, że w takiej restauracji weszłabym nieumyślnie do męskiej toalety xD

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń