czwartek, 5 czerwca 2014

COŚ

Hej!
Na początek się pochwalę. A czym? A wynikiem ze sprawdzianu szóstoklasisty. Nie moim, bo z automatu dostałam 40/40, mimo, że nie pisałam (niech żyje konkurs kuratoryjny!), ale całej klasy. Bo my, ta "najgorsza", najbardziej zbuntowana i hałaśliwa, skłonna do dyskusji, nieznośna klasa, mamy najwyższą średnią. Pobiliśmy nawet "najlepszą" klasę, która i w konkursach międzyklasowych wygrywa i zawsze wyniki testów ma od nas lepsze (przez to mamy lekkie kompleksy, ale zawsze pocieszamy się, że my jesteśmy klasą artystów...). 1/3 klasy ma 40/40 punktów. Więc naprawdę się cieszę. Ale było u nas wesoło, kiedy lataliśmy do sekretariatu po wyniki, a potem gorączkowo pytaliśmy siebie nawzajem: "Ile masz punktów, ile?". I te dzikie wybuchy radości... ciężko będzie mi się rozstać z większością z tych ludzi:( Wprawdzie mnóstwo osób idzie do tego samego gimnazjum co ja, ale przecież najprawdopodobniej nas rozdzielą i wszyscy nie trafią do tej samej klasy... szkoda...
Niedawno odbyła się też szkolna impreza- nocowanie w szkole. Był film w kinie ("Czarownica", który był w sumie całkiem niezły. Ach, te nasze komentarze do każdej reklamy i każdego fragmentu filmu, robienie sobie selfie z lampą błyskową przez moje koleżanki- tak wiem, świetny pomysł, entuzjastycznie oklaski młodszych klas, gdy nastąpił kluczowy moment- z happy endem naturalnie, wrzaski i głośne żarcie popcornu... mam nadzieję, że na sali nie było nikogo poza nami. Jeśli jednak jacyś biedacy tam się znaleźli, to współczuję im z całego serca!), pizza- jedzona oczywiście po barbarzyńsku na podłodze, bo (cytuję mojego kolegę): "Cywilizacja jest dla cieniasów!"; miniwykład o astronomii, głupawka... wesoło było. Na 36 godzin spałam jakieś pięć. Więc miałam niezły maraton... a w tym tygodniu czeka mnie kolejne nocowanie, tym razem literackie. I mam nadzieję, że wszystko wyjdzie. Tylko, że... z organizacją niestety prawie leżymy (jestem jednym z organizatorów). A to już jutro!
 
Film "Czarownica" powalający nie jest (zwłaszcza pod względem scenariusza, gry Elle Fanning i dubbingu), ale efekty specjalne i gra Angeliny Jolie robią wrażenie. Całe widowisko wygląda po prostu pięknie, a aktorka zagrała naprawdę dobrze. Więc polecam:)
 
Ale do rzeczy, czyli do COSIA w tytule. Jest to mój tekst. Nie opowiadanie. Bo to opowiadaniem nazwać ciężko. To raczej proza poetycka, monolog, takie trochę nie wiadomo co. Ale przeczytajcie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. I (jak zwykle) proszę o jakąś dłuższą, ciekawszą wypowiedź. Chociaż będzie ciężko, bo tekst zajmuje... pół strony w Wordzie. Tak, tak wiem- oszałamiająca ilość.
Ale na początku trzeba Was, moi kochani czytelnicy, podszkolić (he, he!). Bo inaczej opowiadania mojego kochanego cosia nie zrozumiecie... nie jest to w żaden sposób aluzja do tego, że jesteście nieinteligentni, czy coś, bo akurat wiem i z wielką dumą zawsze powtarzam, że moi czytelnicy są naprawdę myślącymi, mądrymi osobami, które umiejętnie i ciekawie prowadzą swoje blogi.

Tekst powstał w wyniku mojej fascynacji commedią dell'arte. A co to jest?...
 Całą dobę (albo więcej) później.
(ogarnęło mnie straszne lenistwo i zacytowałam sobie powiedzonko przyjaciółki i często też moje: "To co możesz zrobić dzisiaj, możesz zrobić też jutro". Przypomniał mi się jednak finał powiedzenia, czyli "albo wcale". Uznałam, że ta złota myśl jednak nie we wszystkich sytuacjach się sprawdza, w blogowych zwłaszcza;))

Commedia dell'arte to włoska komedia ludowa, która była bardzo popularna w XVI-XVIII wieku, nie tylko we Włoszech, ale też w całej Europie, w tym w Polsce (wielką popularność osiągnęła też we Francji). Scenariusz tak naprawdę... nie istniał. Był bardzo, bardzo szkicowy. Aktorzy przede wszystkim improwizowali. To właśnie było taką nowością: zerwanie z klasycznym, literackim tekstem. Zamiast tego widowisko opierało się na schematycznych sytuacjach, komizmie sytuacyjnym, grotesce, parodii, trikach, akrobacjach i stale powracających postaciach. Tak, w każdym przedstawieniu byli tak naprawdę ci sami bohaterowie dzielący się na "maski poważne" i "maski komiczne". Mieli swoje charakterystyczne zachowania, stroje, maski. Jestem pewna, że słyszeliście o wielu. Mówią Wam coś takie nazwy jak Pierrot, Arlekin, Kolombina, tak popularne w dzisiejszych czasach, wykorzystywane w kulturze, literaturze, filmie, często jako nazwy słodyczy (jak np. deser lodowy "Arlekin", czy czekoladowy batonik Wedla "Pierrot)? To właśnie jedne z takich postaci. Jak już wspomniałam, każda miała swoje cechy charakterystyczne, np. Pierrot wybieloną mąką twarz z dużymi, czarnymi łzami, a także czarno-biały strój. Był smutny, romantyczny. Jego przeciwieństwem był Arlekin,jego rywal, wesoły, ubrany w strój w kolorowe romby, komiczny, sprytny, ruchliwy sługa, taki pajac.
 http://www.ericjoisel.com/commedia_files/BIGcostumes.jpg.jpg
No i widzicie- już znacie dwie postacie z commedii dell'arte. Ale nie na nich chciałam się skupić. Tylko na tym trzecim od lewej osobniku, w środkowym rzędzie. Tak, tym w czarnej masce.
To Poliszynel, z włoskiego Pulcinella.
Też był maską komiczną, zachowywał się też niezwykle komicznie. Posiadał garb, ogromny koguci pióropusz na kapeluszu, głębokie zmarszczki na czarnej masce, haczykowaty nos, złe oczy, stroje w krzykliwych kolorach. Był paskudny, egoistyczny, ironiczny, samolubny, lubił się chwalić. To szyderca i złośliwiec. Scenicznym szeptem lubił rozsiewać plotki na temat innych bohaterów, oczywiście po chamsku i złośliwie skomentowane. Niby miało to być "pod nosem", ale oczywiście publika wszystko słyszała i zawodziła ze śmiechu, bo komentarze Poliszynela były pewnie trafne, szydercze i zabawne. Stąd też się wzięło powiedzenie tajemnica Poliszynela- czyli sekret, który tak naprawdę wszyscy znają, więc nie jest on żadnym sekretem.
Teraz prezentuję Wam monolog tej właśnie postaci. Z małą dedykacją dla mamy (nieco spóźniona na Dzień Matki- chociaż dałam już inne prezenty- i dlatego, że teatr i sztuka to właśnie jej klimaty. Nie ukrywam, tata lekko zazdrosny był, ale dla niego opowiadanie też pewnie będzie:D).
Jest nawet tytuł!

Poliszynel bez tajemnic
Mamie. Za... po prostu wszystko.
Czasem nawet słowa to za mało.

Większość mojego życia spędziłem z twarzą ukrytą za czarną maską. Jak o mnie mówią? Złośliwiec, szyderca, okrutnik. Wyjawiam tajemnice innych, zawsze głośnym szeptem, ku uciesze głupiej gawiedzi. Przez zajmowanie się sekretami innych, nie mam własnych.

Tak długo noszę sztuczny garb, że niemal we mnie wrósł. Tak długo szydzę, złośliwie komentuję, że nie potrafię być poważny. Tak długo jestem egoistyczny i wredny, że ludzie mnie kochają.

Ale tylko na scenie.

Nie mam przyjaciół w realu. Nie mam prawdziwych przyjaciół. Gdy milkną śmiechy, kończą ukłony i schodzę ze sceny, ludzie cofają się ode mnie z obrzydzeniem. Bo jestem nieludzki. Bo mam złe oczy. Bo gdy nie bawię, przerażam swoim wyglądem i okrucieństwem.

Pragnę innego życia? Tak. Ale to niemożliwe. Scena zrobiła ze mnie kogoś, kim nie jestem. Nie nazywają mnie już moim prawdziwym imieniem, tak bardzo zawsze wczuwałem się w rolę- nie jestem sobą. Na karty historii wpisałem się jako wyjawiciel tajemnic. Jako kolejna komiczna postać w commedii dell’arte. Jako podły, bezlitosny komentator. Jako garbus z czarną, pokrytą zmarszczkami twarzą. Jako zły, ale będący zabawnym egoista.

Jako Poliszynel.

***
O rany. Teraz, w bloggerze, ten tekst wydaje się jeszcze krótszy...
No nic. Przecie nie ilość się liczy, ale jakość, nie? Ale (jak zwykle) co do jakości pewna nie jestem. Więc znowu, z uporem maniaka powtarzam: komentować. Komentować, chwalić albo krytykować, zależy i mimo, że tekst jest króciutki, to pisać coś więcej niż "podoba się", "nie podoba się". Niby nigdy tak nie jest, ale mimo to przypominam i proszę:)
Dziękuję za przeczytanie i (z góry) za skomentowanie!
No i oczywiście pozdrawiam Was ciepło!
Pola

13 komentarzy:

  1. Jej aż 1/3 klasy u Was miała 40 pkt? Ja mam tylko 36, ale i tak (chyba) jest najgorzej :D. Na Czarownicy byłam mi się bardzo podobała, tylko był jeden urwany wątek, a ja nienawidzę urwanych wątków! Pamiętasz scenę, w której, książę Stefan (?) mówił do tych skrzydeł w gablocie? Nagle wszedł jakiś strażnik i powiedział, że jego żona jest umierająca, a Stefan go zignorował. No co z tą żoną? Umarła, czy nie? Bo wątek się nagle urwał, a ja nie wiem... Angelina Jolie grała świetnie, ale nie podobała mi się ta śpiąca królewna. I ten jej "książę". No ale rzecz gustu :D. Świetny tekst! Uwielbiam czytać takie refleksje różnych bohaterów! Ten (jak zwykle :D) wyszedł Ci świetnie! Jestem pod wrażeniem! Na prawdę Ty powinnaś zostać pisarką. Masz talent dziewczyno! Będziesz sławna jak Rowling, będziesz zarabiała miliony, a ja będę się chwaliła, że byłam jej czytelniczką bloga i go komentowałam, a co najlepsze także Ona zaszczyciła mnie swoimi komentarzami u mnie! :))) Piszę to na serio, pisanie to Twój żywioł!
    Moja koleżanka przeczytała Twoje opowiadanie (z mojego polecenia :)) o syrenach i była pod ogromnym wrażeniem! Jest tego samego zdania co ja, masz ogromny talent!!!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sorry w pierwszej linijce miałam napisać ale i tak (chyba) nie jest najgorzej :D. Sorry :)
      A i zapomniałam Ci napisać, chyba niedługo będziesz musiała zmienić nazwę bloga, bo robi się NADzwyczajny :D.

      Usuń
    2. Tak, też zauważyłam to niedopowiedzenie w scenie z królem (nie księciem;)) Stefanem (gdy Stefan się przedstawiał na filmie, wszyscy zaczęli wyć ze śmiechu...). I też mnie to strasznie wkurzyło! A księżniczka doprowadzała mnie do furii, taka z niej była dobra duszyczka, która ze wszystkiego się śmiała. Grr!
      Daj spokój, 36 punktów to świetny wynik! Gratulacje, tak w ogóle:D
      Ojej, jak mi się miło zrobiło... dziękuję za pozytywną opinię na temat... hm, cosia. I nie wiem, co napisać, tak mnie obsypałaś komplementami! Bardzo, bardzo dziękuję:* :D
      Pozdrawiam,
      Pola

      Usuń
    3. No tak król :D . Pomyłka, wiedziałam, ze coś przekręciłam, ale nie wiedziałam co dlatego dałam w nawiasie pytajnik :D. Dzięki za poprawkę, a ta księżniczka też okropnie mnie wkurzyła, bo ciągle się chichrała, z byle czego wprost, ale filmu nie zmienię, choć i tak mi się podobał :) .

      Usuń
  2. 1/3 klasy to faktycznie bardzo dużo. o.O U nas w całej szkole tylko jedna dziewczyna napisała na tyle. Były tylko trzy 39, 38 też było malutko. Pogratuluj swojej klasie w moim imieniu i powiedz, że szóste klasy z Małopolski marzą o takim wyniku, jaki Oni osiągnęli.
    W środę jadę do kina na 'Czarownicę'. Jeśli w filmie występuje Angelina Jolie, film musi nie może być beznadziejny. Może mu czegoś brakować, ale beznadziejny być nie może. Ta aktorka sprawia, że wszystkie filmy, w których występuje nie są beznadziejne. W każdym razie: pojedziemy - zobaczymy.
    Jedzenie pizzy na podłodze zawsze spoko! xD Na zlocie hufca jedliśmy tort na ziemi, i to rękami...
    Poliszynel, Pulcinella, czy jak tam wolisz kojarzy mi się z pomidorami... Nie, może nie z pomidorami, raczej czymś z puszki... W każdym razie o commedii del'arte nie słyszałam. Opowiadanie jest jak zawsze genialna. Twoja mama musi być strasznie szczęśliwa mieszkając z takim talentem literackim jak Ty! ^^ Zawsze potrafisz się tak świetnie wczuć w bohatera i po prostu to napisać. Podziwiam Cię.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, przekażę chętnie klasie. I bardzo dziękuję:D
      Hm, ludzie, którzy po raz pierwszy słyszą o Poliszynelu, mają ciekawe skojarzenia... Tobie ta postać kojarzy się z puszką/pomidorami, a mojemu tacie z żydowskim bankierem;)
      Dzięki za pozytywną opinię!
      Pozdrawiam,
      Pola

      Usuń
  3. Gratuluję dobrego klasowego wyniku jak i Twojego osobistego sukcesu :) Jak dobrze, że póki co ja nie muszę pisać żadnych egzaminów. Dopiero za rok czeka mnie egzamin zawodowy, ale to dopiero za rok.... :P Chyba wybiorę się na ten film do kina :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie można oceniać ludzi na podstawie wyniku jakiegoś tam egzaminu - przecież to tylko spiętych ze sobą, kserowanych kartek. Przynajmniej taki jest mój pogląd na daną sytuację :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, osiągneliście naprawdę dobry wynik! Moja klasa również była najlepszą w szkole, chociaż było to już tak dawno, że nawet nie pamiętam, ile punktów miał każdy z nas. Zresztą, z tego, co patrzyłam na tegoroczne testy szóstoklasisty, to w niektórych zadaniach wręcz kpiono z waszych umiejętności. Ale cóż, takie rzeczy zdarzyły się i na moich egzaminach gimnazjalnych.
    Jeśli chodzi o film "Czarownica" to wcześniej jakoś mnie nie zachęcał. Obejrzałabym go chyba jedynie ze względu na Angelinę Jolie. Ale może kiedyś się skuszę...
    A twój tekst - genialny! Zresztą, jak zawsze. To naprawdę super, że dzielisz się z nami na blogu swoją twórczością.

    http://waysaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w tamtym roku na teście szóstoklasisty straciłam tylko 4 pkt w matematyce. c;

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam Polu!
    Gratulację! Jejku... ty to masz genialną klasę! 1/3 miała 40 punktów?!!! U mnie NIKT nie miał, dosłownie nikt! Ale jeszcze raz: hip, hip, hurra! Hip, hip, hurra! Obawiam się, że mylisz się co do jednego komentatora, a tym komentatorem jest... ta, ta ta... ja! ^^ Jakby Ci się kiedyś chciało, wejdź na mojego bloga i przeczytaj post ze stycznia 2013 roku "Pomarańcza", ech...a w moją inteligencje zwątpisz błyskawicznie! :D
    Jejku, Ty kochasz wiedzę. Wiem, wiem, zaraz będzie "wcale nie, ja?!", ale tak to w każdym razie wygląda :) Przetaczasz biografie, znasz się na teatrze, wygrywasz konkursy , kochasz książki, no, Polu - rodzi się z Ciebie geniusz! Podziwiam Cię! ;)
    Komedii za bardzo nie czytam i nie oglądam, wolę te zwyczajne opasłe książki, bo no cóż, dramat mnie bawi nawet jeśli jest tragedią :D Oczywiście teatr kocham i uważam, że jest to sprawa cudowna, ale jeśli podkłada mi się dzieła antyczne pod nos, to mówię "nie!". Chociaż nie, co ja plotę. Niektóre dramaty bardzo mi się spodobały, np. "Skąpiec" ^^
    Twoje "Coś" jest bardzo fajnym cosiem :) Co prawda uważam, że Poliszynel za bardzo użala się nad sobą i niech się chłopak weźmie w garść (do Poliszynela - "słyszysz?! Weź się w garść chłopie"). Podoba mi się temat, masz talent do wymyślania cudacznych pomysłów ("wymyślania pomysłów" - hm...). Są po prostu genialne!
    Mity, postać komedii, cytaty z klasyków - cuuuudoooo!
    Przyznam się, że wolałabym gdybyś tchnęła w Poliszynela trochę komizmu. Bo on ciągle żartował, prawda? Żeby w jego monologu, było więcej, jego - o!
    Ale i tak składam pokłonik, geniuszu! Teraz tak będą do Ciebie mówić: Pola + Geniusz = Gela, albo Poniusz ;)
    Masz talent i go nie marnujesz! Dobra mówię jak jaki profesor, w każdym razie - aby więcej takich cosiów!
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Taaa, dla mnie też to był szok, kiedy dowiedziałam się, że mam 38/40. A jeszcze większy, kiedy dowiedziałam się, że jesteśmy lepsi od klasy 6c, która w 75% składa się z gburowatych kujonów.
    Pamiętasz ten tekst Michela z nocowania? Bijąc Łukasza poduszką, krzyczał:
    "Za Allaha [choć do muzułmanina mu daleko], za wrogów Ameryki, za nową Prawicę Korwina, za Narnię i niech Moc będzie z nami!" - *Padłam*
    Booosko było na nocowaniu...
    Fajnie napisałaś o tym Poliszynelu, ale zgodzę się z powyższym komentarzem.
    Tak czy owak, do zoba w szkole

    Zosia

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś po szóstej klasie? A mi się wydawało że jesteś dużo starsza! Tekst jak to nazwałaś jest super.

    OdpowiedzUsuń