poniedziałek, 16 czerwca 2014

Muzyka, wolność, narkotyki - czyli o życiu Janis Joplin

Hej!
Bardzo chciałabym Wam podziękować za komentarze pod ostatnim postem. Bo nie pisaliście banałów i było mi naprawdę miło. I każdy komentujący jednak poruszył temat śmierci, chociaż jest on, co tu kryć, trudny. Niedawno był pogrzeb i nie ukrywam, że totalnie się rozkleiłam, płakałam bez żadnej przerwy, nie mogąc w żaden sposób przestać. A powtarzałam sobie, że będę taka opanowana, spokojna i niewzruszona niczym głaz... hmm...
W rodzinnych sprawach jest chyba w porządku. Ostatnio wraz z rodzicami często jeździmy do mieszkania prababci i sprzątamy, wyrzucając ubrania, niektóre naczynia, stare jedzenie i tak dalej. Oczywiście zdjęć i książek się nie pozbywamy. Mówiąc szczerze, nie miałabym kompletnie serca, aby wyrzucić stare, pożółkłe fotografie albo powieści... jestem cholernie sentymentalna, uwielbiam stare rzeczy i uważam, że wyrzucenie jakiejkolwiek książki to grzech! Też tak macie, czy tylko ja jestem taka dziwna?...
Co poza tym się u mnie wydarzyło? Raczej nic szczególnego. Nauczycielka od hiszpańskiego zabrała naszą grupę do restauracji (hiszpańskiej, naturalnie), gdzie zachowywaliśmy się tak, że niektórzy nauczyciele padliby na zawał, bo raczej nie reprezentowaliśmy godnie naszej szkoły. Na szczęście belferka, która poszła z nami jest raczej wyluzowana;) Muszę przyznać, że "tapas" (czyli takie przekąski, które zamówiliśmy, bo są bardzo popularne w Hiszpanii) są pyszne i mimo tego, że tak niewielkie, strasznie sycące. Niektórzy z nas (także ja, przyznaję się!) po pożarciu tego wszystkiego, dopchali się jeszcze deserami. Ciężko się oprzeć sernikowi, prawda? Ten kuszący napis w karcie, ciasto pyszniące się za szkłem i jego krzyk w głowie: "Zjedz mnie, zjedz mnie!"...
Byłam też  na filmie "Gwiazd naszych wina" z przyjaciółką. Jako zagorzała fanka książki bałam się, że film totalnie zawalą. I czekało mnie bardzo przyjemne zaskoczenie, bo ekranizacja była świetna! Niemal wszystko, co znajdowało się w książce, obejrzałam w filmie. Na przemian śmiałam się i płakałam. Aktorzy zagrali świetnie, wręcz wybitnie. Dialogi- błyskotliwe, ironiczne, inteligentne, żywcem wzięte z książki... więc gorąco polecam!
 


Ale nie o tym miał być post. Jak zwykle rozpisałam się nie na temat... notka będzie o kolejnej niezwykłej kobiecie z XX wieku (mam straszną słabość do tego okresu!)- pierwszej na scenie rocka znanej przedstawicielce płci pięknej, czyli piosenkarce Janis Joplin.
Wielu z Was słyszy pewnie o niej po raz pierwszy, bo nie jest tak sławna jak inni muzycy z lat 60-70, typu Jimi Hendrix. Ale jednak przeszła do historii. Jako piosenkarka rockowa, bluesowa i soulowa, o nieco skrzekliwym, ochrypłym, ale pełnym emocji głosie; jako osoba, która tworzyła niesamowitą muzykę, czuła się wolna, była ekscentryczna, wyróżniała się w epoce, w której scenę muzyczną zdominowali mężczyźni, podbiła serca ludzi nie dzięki urodzie, ale talentowi i osobowości i  zginęła z powodu używek, jak wielu artystów żyjących i tworzących w epoce hipisów (zresztą nie tylko). Była fenomenem, ze swoją burzą brązowych, naelektryzowanych włosów, chodząca w spodniach i włóczkowej sukience, a później ubrana w rozmaite bransoletki, korale, spodnie dzwony i sandały. Skandalizowała, szokowała, zdobywała (i zdobywa też dziś) uznanie. A najlepsze jest to, że jej kariera trwała tylko kilka lat...
Ale od początku.
  
Przyszła na świat jako Janis Lyn Joplin,19 stycznia 1943 roku, w Teksasie, czyli miejscu niestety niezbyt interesującym i strasznie konserwatywnym. Wychowała się wraz z rodzicami i dwójką rodzeństwa, w rodzinie z klasy średniej, w Port Arthur, na wybrzeżu. Czyli tak naprawdę... przeciętnie.
Może najpierw przybliżę Wam nieco klimat środowiska, w którym wychowała się Janis.  Teksas, południe Ameryki. W latach pięćdziesiątych czarnoskórzy są dyskryminowani, biali raczej nie słuchają bluesa, miłośnicy country wręcz pogardzają tą "muzyką czarnych". W dobrych rodzinach na południu panuje przekonanie, że:
blues=Murzyni=seks=śmierć!
Uważa się również, że perfekcyjna młoda dziewczyna powinna być: ładna, dobrze wychowana, miła, wykształcona, po szkole. Ach, no i powinna błyskawicznie wyjść za mąż! 
Okej, już macie obraz tamtej  rzeczywistości.
Joplin niesamowicie się wyróżniała. Mieszkała w okolicy, gdzie mieszały się różne kultury, w tym też ta "czarnuchów", którymi dziewczyna zupełnie nie pogardzała. Wręcz przeciwnie, lubiła ich, spędzała z nimi czas. Słuchała bluesa (min. Bessie Smith, Leadbelly), o zgrozo, jeździła też na koncerty takich wykonawców i mówiła o tym głośno w szkole! Zaczytywała się również w nietypowej literaturze, tzw. "bitnikach" (tu macie LINK do wyjaśnienia tego hasła), dużo malowała wpadła w "złe towarzystwo" (zakumplowała się z grupą wyrzutków- to właśnie oni pokazali jej świat afroamerykańskiego bluesa). Chodziła w dżinsach i na bosaka, plotka głosiła nawet, że nie nosiła stanika, co było po prostu skandalem! W gazetce studenckiej napisano nawet o niej artykuł pt.: "Ona ma odwagę być inna!"
Jak widać, ciężko nazwać Janis Joplin miłą, grzeczną osóbką. Ładna też nie była. W szkole przezywano ją "świnią", ze względu na brzydotę, problemy z figurą i cerą.  Jej skórę pokrywały blizny, rozstępy. Nic dziwnego, że nie potrafiła się przystosować i tonęła w kompleksach.  
Oczywiście rodzice raczej nie akceptowali tego, jak ich córeczka żyła i co chciała robić. Bo dziewczyna pragnęła śpiewać. Jak ona sama to wspomina:

"(...) postanowiłam śpiewać. Słuchałam wtedy naprawdę dużo muzyki... i pewnego dnia przyszłam, zaśpiewałam. Rodzice byli zaskoczeni. Musieli zaakceptować to, czym chcę się zajmować."

Znalazłam też taką jej wypowiedź:
"Zaczęłam śpiewać bluesa, bo zawsze kochałam to robić. Byliśmy wolnymi ptakami, graliśmy sami dla siebie albo za piwo (...) Kamery, publiczne występy... to coś nowego i pojawiło się przy okazji. Śpiewałam, ponieważ to było moje środowisko, moi przyjaciele, mój klimat. Zarówno muzycy jak i ich słuchacze tworzyli rodzinę. To była kwestia ciepła i bliskości z nimi."
Piękna słowa, trzeba przyznać...

W końcu Joplin (w wieku 20 lat) postanowiła opuścić Teksas, gdzie raczej nie miała szans na rozwój. Nie wspominając o tym, że wszyscy uznawali ją za wariatkę. Rzuciła studia i pojechała autostopem  do Kalifornii.
 
  
Janis Joplin w dzieciństwie.

W końcu czuła się wolna. Nagrała pierwsze  demo, występowała w kafejkach, w których królował folk. Zdobyła znajomych, dzięki min. swej inteligencji.
Jednocześnie bardzo wcześnie zaczęła przygodę z narkotykami i alkoholem. Pewnie to też trochę z powodu jej strachów, lęków, kompleksów, których w końcu artystka miała od groma.  Ponieważ Janis musiała zarobić na amfetaminę, którą zażywała, oprócz śpiewu i dorywczych prac zajmowała się też handlem "towaru". Była w takim stanie, że przyjaciele odesłali ją do domu na odwyk. 
Chociaż dziewczyna  podczas pobytu u rodziców naprawdę starała się być normalna- zaczęła studia, ubierała się zwyczajnie- nadal grała i śpiewała. 
W roku 1966 zauważył ją menadżer niezbyt popularnego zespołu Big Brother & the Holding Company. Grupa potrzebowała właśnie wyrazistego, ciekawego wokalu. I właśnie tak Joplin dołączyła do tej formacji. Stała się symbolem rozpoznawczym, ze swoim charakterystycznym głosem. Wraz z zespołem nagrała dwa albumy: "Big Brother & the Holding Company" oraz "Cheap Trills"
Na początku piosenkarka nie zażywała narkotyków, było w porządku. Jednak później zaczęło się znowu. Janis Joplin nie szczędziła sobie uniesień, balansowała tak naprawdę na krawędzi i... wykańczała się. Miała mnóstwo romansów (również z kobietami), skandalizowała, prowokowała.
Do rangi wielkiej gwiazdy artystkę podniósł The Monterey International Pop Music Festival, na którym wystąpiła z zespołem. Ta piosenkarka podbiła serca dzięki talentowi, szczerości i niesamowitej osobowości. Nie jbyła seksowna, piękna, nie nosiła ogromnych dekoltów czy krótkich spódniczek. Była symbolem feminizmu, kobiecej siły, emancypacji.
W końcu pojawiły się spory w grupie muzycznej. Janis odeszła i uformowała własny zespół: Kozmic Blues Band, który grał jednak nie tylko blues, ale także w ogromnej ilości soul. Chociaż wydawałoby się, że wszystko się świetnie układa, gwiazda czuła się ogromnie samotna i nieszczęśliwa. Album, który wydała: "I Got Dem Ol' Kozmic Blues Again Mama!" nie zdobył zachwytu publiki, był krytykowany. Chociaż jeszcze niedawno starała się nie brać używek, Janis Joplin znowu, za przeproszeniem, ćpała
Na koncertach piosenkarka ledwo dawała radę, była w złym stanie. W końcu rozstała się z Kosmic Blues Band (1969). Mimo, że podczas pobytu w Brazylii znowu poszła na odwyk i wszystko wydawało się być w porządku, po powrocie znowu zaczęła wstrzykiwać sobie zastrzyki.  Zorganizowała też kolejny zespół- Full Tilt Boogie Band. Wraz z nim pojechała na trasę po Kanadzie (o nazwie Festival Express). Brzmiała świetnie, publicznie mówiła, że jest "czysta".
Wystąpiła również w swym rodzinnym mieście. Z różowymi boa wplecionymi we włosy, w okularach "lenonkach". Jednak przed występem pokłóciła się z matką. Znana biografka Janis- czyli Myra Friedman- uważa, że rodzicielka powiedziała piosenkarce, że żałuje, iż ją urodziła. To musiał być wielki cios dla Joplin, która powoli staczała się w dół.
Jednak tworzyła dalej. Powstał album "Pearl". A trzy dni po nagraniu słynnej piosenki "Mercedes Benz" i takiej z życzeniami urodzinowymi dla Johna Lennona... Janis Joplin przedawkowała heroinę i umarła w hotelu w Los Angeles. 4 października 1970 roku. Zmarła w wieku 27 lat, dwa tygodnie po słynnym, czarnoskórym gitarzyście- Jimim Hendrixie- i rok przed liderem zespołu "The Doors"- Jimem Morrisonem. Epoka hipisów się kończyła.
 
  
 
Musicie przyznać, że była niesamowitą osobą. Symbolem siły, chociaż zżerały ją wątpliwości, kompleksy i narkotyki. Osobą, która żyła na szybko, gwałtownie, jak to w czasach hipisowskich- wolna miłość, muzyka, dzieci-kwiaty... osobą, która mimo statusu wielkiej gwiazdy czuła się słaba psychicznie...
Moim zdaniem była też wielką artystką, chociaż jej głos z pewnością był nietypowy. Wstawiam kilka jej kawałków, moich ulubionych. Nie jestem wprawdzie zagorzałą fanką Janis Joplin, jednakże lubię niektóre jej piosenki i... co tu kryć, ta artystka mnie zafascynowała! Mam nadzieję, że Was również, chociaż wiem, że nie wszyscy interesują się tymi czasami, tą muzyką... jednak jak zwykle chcę, aby post Wam się spodobał:)
A teraz trochę muzyki, czyli najważniejszej tak naprawdę rzeczy...

To mój absolutnie ukochany kawałek, uwielbiam go!

  

Z góry dziękuję za uwagę:D
Pozdrawiam!
Pola

16 komentarzy:

  1. Świetny post! Choć przyznam się, że przeraziła mnie długość biografii tej znakomitej piosenkarki, ale myślę sobie "a co mi tam!" i czytam.
    Nie wiem ile w Twojej głowie się mieści! To jest wręcz przerażające. pomyśl sama, własnie napisałaś samiuteńka biografię, wszystko zapamiętałaś, wcześniej przeczytałaś i posłuchałaś. To z mego punktu widzenia jest godne podziwu, dlaczego na tym świecie rodzą się sami geniusze, hm? O Joplin słyszałam, przyznam się, że ma niesamowity głos, taki niby niski z taką chrypką, ale to właśnie jest fajne! :D jak piszesz miała ciekawe życie, choć ja na jej miejscu wolałabym nie osiągnąć sławy, bo była przecież nieszczęśliwa, po co ludzie zaczynają z narkotykami?! To praktycznie wszystkich wyniszcza, zabija i co daje? nic, człowiek staje się coraz bardziej nieszczęśliwy... Lubię takich ludzi co się nie poddają, nie zważają na to co myślą inni, na to kogo wypada lubić, a kogo nie, co mówi lud. To jest fajne ^^ Straszne, jak matka może powiedzieć, że żałuje iż urodziła dziecko? to musi być cios w samo serce, okropieństwo...
    Kiedyś napiszesz biografię (książkę), ja to wiem, jesteś świetna i masz talent i lekkie pióro!
    Ale masz fajnie! W moim mieście nie ma ekranizacji "Gwiazd naszych wina", a tak chciałam pójść, tym bardziej, że film jak mówisz jest dobry... Ech :C
    Pozdrawiam serdecznie ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Z czasem smutek przejedzie- zostaną tylko dobre wspomnienia :)
    Miałam jutro jechać do kina na "Gwiazd naszych wina", ale niestety, to przedostatni dzień przed radą pedagogiczną, a ja muszę napisać sprawdzian z angielskiego i historii, a aby pojechać do kina, nie mogłabym pójść do szkoły.
    Jednakże książka spodobała mi się bardzo- raz smutna, wyciskająca łzy, raz wesoła, aż wybuchałam śmiechem przy niektórych momentach. Szczerze mówiąc, przeczytałam ją poniekąd dzięki Tobie- napisałaś komentarz na moim blogu przy "Liebster Blog Award" o tym, że się na niej rozpłakałaś oraz napisałaś, cytuję: "Najbardziej smutna była śmierć SPOILER!!!GusaKONIEC SPOILERU!!!"A że ja jestem super ciekawską osóbką, to nie wzięłam sobie do sera Twoich ostrzeżeń i się dowiedziałam, że Augustus umrze przed przeczytaniem książki, co wcale nie przeszkodziło mi w płakaniu jak małe dziecko...
    Janis ma wspaniały, niepowtarzalny głos. Uwielbiam "Cry baby", piosenka fenomenalna, a ten jej pisk na początku- oszałamiający. Tak jak napisałaś, miała postawionych dużo przeszkód na swojej drodze, ale ostatecznie, nie przeszkodziło je to w rozwinięciu swojej kariery. Robiła to co kochała, mimo wszystko, wracając z odwyków, zakładała nowe zespoły i robiła to co potrafiła najlepiej. Skończyła nadużyciem narkotyków- ale kto wtedy tak nie kończył?
    Mimo młodego wieku, pozostawiła po sobie kawał dobrej muzyki- bo jej głos jest niepowtarzalny, ale sama, tak jak ty, nie należę do jej największych fanek.
    A.M. (:

    OdpowiedzUsuń
  3. Pola, ile ty wiesz o tamtych czasach! Ja nigdy nie wiedziałam, że istniała kiedykolwiek taka artystka jak Janis Joplin (ładnie wyglądała, ale która dziewczyna nie ma w życiu chociaż jednego kompleksu?). Ciekawie o niej piszesz, jak o każdym z resztą. Mogłabyś zająć się pisaniem biografii...
    Na początku wspominałaś o pogrzebie... Ja pamiętam, że jak moja prababcia zmarła, kiedy miałam bodajże 10 lat, już sama informacja wystarczała, żebym się rozpłakała.Nie znałam, co prawda, mojej prababki tak dobrze, ale jej po prostu było jej żal - do dziś mam obraz uśmiechniętej, prawie bezzębnej babki, w łóżku, i to jeszcze ze złamanym biodrem. Wiem więc (mniej więcej) co czujesz. Dzisiaj akurat jadę posprzątać grób mojej innej prababci i nie jest mi do śmiechu.

    Pozdro

    Zosia

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post! Aż jestem pod wrażeniem, że interesujesz się takimi klasykami, na jakie młodzi ludzie w dzisiejszych czasach z reguły nie tracą swojego "cennego" czasu. A tymczasem Janis z pewnością jest postacią wartą uwagi. Postacią! Bo aby nazwać ją zwykły człowiekiem... kurcze, to za mało! Choć może sama muzyka nie jest moją ulubioną - no, może poza "Mercedes Benz" - to z pewnością cała ta hipisowska kultura jest wspaniałym kontrastem dla codziennej, szarej rzeczywistości.
    A jeśli chodzi o "Gwiazd naszych wina" to nie słyszałam ani o książce, ani o filmie, którego niestety w moim mieście nie puszczają. A szkoda, bo z twojego opisu wynika, że naprawdę warto się temu przyjrzeć. No cóż, może kiedyś znajdzie się na internecie.

    http://waysaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam o Janis, ale jej nazwisko kojarzę przez jednego z bardzo popularnych pianistów XX wieku - Scotta Joplina. Komponował muzykę do filmu 'Żądło'. Może byli ze sobą jakoś spokrewnieni? :D
    Jeśli chodzi o piosenkarkę - jej biografia mnie przeraża, ale nie do końca w negatywnym znaczeniu. Jak widać była bardzo oryginalną osobą. 'Mercedez Benz' w jej wykonaniu jest przepiękna. Miała bardzo ciekawy głos, jakich wtedy brakowało i brakuje też teraz. Życie Janis musiało być naprawdę okropne. Z całego serca jej współczuję, szczególnie relacji z mamą. Ale to w końcu epoka hipisów! Przecież wtedy działy się przedziwne rzeczy.
    Z pewnością kojarzysz polski zespół - Dżem. Najlepszy w historii wokalista tej grupy również przedawkował narkotyki. Taka śmierć jest straszna. Najgorsze jest to, że gdyby Riedel nie zmarł wtedy, do tej pory by pewnie żył. Takie uzależnienie jest okropne i współczuję wszystkim osobom, które się w to wciągnęły.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja! Zazdroszczę Ci, ja nie umiem tak pisać. :) Piszesz wciągająco i nie da się nie doczytać do końca. :D W wolnym czasie zapraszam do mnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Post mnie bardzo zaciekawił. Świetnie napisana biografia. Zawsze myślałam,że Janis jest kimś znanym, bo przynajmniej ja kojarzyłam jej imię i nazwisko. Jednak nigdy nie zagłębiłam sie w to co tworzy. A co dopiero mówić o jej biografii. Więc wielu rzeczy się dowiedziałam z postu. Oczywiście mam zamiar przesłuchać wszystkich piosenek, które podałaś. Kojarzę tylko ze słyszenia "Cry baby' i wcale nie wiedziałam,że to jej piosenka. Po prostu piosenka była w the voice of Poland.
    Współczuję jej,że miała takie dzieciństwo i tak umarła. Chociaż... nie ona jedna przedawkowała narkotyki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy ten post zobaczyłam, myślałam że będzie nudny. Pomyliłam się. Wspaniale piszesz, może zostaniesz pisarką? Myślałaś o tym?

    OdpowiedzUsuń
  9. Smutek w końcu minie, to naprawdę trudne chwile, kilka lat temu przeżywałam pogrzeb bardzo bliskiej osoby, płakałam strasznie, cieżko jest się pogodzić z takimi myślami ale życie trwa dalej, trzeba dalej żyć :) również jestem sentymentalna i mam manię kolekcjonerską. wszystko zbieram, nie potrafię nic wyrzucić :) słyszałam wiele dobrego o tym filmie, będę musiała go obejrzeć :)
    świetna notka :) nie znałam tej pani, biografia nie co pomogła mi oswoić się z nowo poznaną osobą. pozdrawiam cieplutko ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Też wybieram się na ten film ale najpierw muszę przeczytać książkę. Nie słyszałam o tej artystce. Faktycznie jak na tamte czasy musiala byc bardzo kontrowersywna, dzis niestety to coraz częstsze ... Faktycznie nie była jakąś pięknlością ale glos miala świetny. Szkoda ze zmarla przez narkotyki, niestety tak jak wielu inych. Moja ulubiona piosenkarka Amy Winehouse też niestety tak skończyła :(. Planuję w najbliższym czasie zrobic o niej post. Przepraszam ze tak krótko ale jestem na komórce.
    Pozdrawiam!
    PS to ja Zuzza zmieniłam nick :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie słyszałam o tej piosenkarce, więc miło było o niej poczytać :) Szkoda, że tak skończyła, choć mi jej piosenki się nie podobały :( Ten, jakże oryginalny wokal mi nie spasował.
    Przykro mi z powodu twojej prababci, choć co mogą znaczyć dla ciebie moje kondolencje? Ale będzie tylko lepiej :)
    Lubię jak się tak rozpisujesz na początku, fajnie się to czyta :)
    Mecie ekstra, że nauczycielka zabiera was po restauracjach, tez bym tak chciała.
    Ps. Sorry że nie wchodziłam na twojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jim Morrison jak już :) świetny post <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba kiedyś o niej słyszałam, nie mogę sobie przypomnieć. Nie rozumiem, czemu ludzie myślą, że ,,inny'' znaczy gorszy. Dla mnie to oznacza po prostu coś nowego i choć oczywiście pewnie zdarzyły się ,,inne'' osoby, które są źle wspominane to jednak oryginalność jest w scenie. Moim zdaniem lepiej się wyróżniać niż być kolejną szarą myszką, jakich na tym świecie jest masa.
    Eh no i szkoda, że tak skończyła, ale masa gwiazd zakończyła swoje życie właśnie przez swoją głupotę i narkotyki. No cóż, głupota ludzka jest nieskończona, a szkoda że Janis nie jest aż tak znana. Kto wie, może typ przyczynisz się do tego, że ją bardziej poznają? Kto wie, a nóż może coś u mnie wspomnę o niej na blogu, czemu nie... tylko najpierw ogarnę notki, bo mam istne urwanie głowy :) Pozdrawiam!
    music-the-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Mercedes Benz- i widzę przed sobą autobus którym jeżdżę czasami, tej właśnie marki... Nie!!
    Jak można było nigdy o niej nie słyszeć? Jak można nie kojarzyć jej nazwiska? To jedna z postaci, którymi tata straszył mnie najczęściej (tuż obok Kurta Cobaina). Powtarzał ,,buntuj się tak dalej to skończysz jak ona, zajmuj się tą muzyką to skończysz jak ona..." i tak dalej, cała litania.
    Ogólnie, dobrze napisane. jak o żywym człowieku, prawdziwym, nie jakiejś sztucznej lalce, jak to niektórym wychodzi. jednocześnie- jak bardzo jej biografia przypomina mi inne gwiazdy... Pochodząca z małej, dołującej miejscowości, wyróżniająca się i nieakceptowana. To nie dusze towarzystwa zostają gwiazdami, to ci pogardzani, z kompleksami, to ci ,,inni". Tak samo było właśnie z Kurtem. Potem samodzielna droga, kariera i nałóg. Jak lustrzane odbicie... Bo to idzie ze sobą w parze. Niektórzy ludzie się temu dziwią, nie mogą pojąć, ale ja rozumiem ją doskonale.
    Czasy hipisów były świetne...w porównaniu z tym co jest teraz wydają mi się bardzo prawdziwe, chociaż zazwyczaj nie narzekam na swój świat. Ale teraz... to wszędzie jest sztuczność, beton, szkło.

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj na pewno każdy słyszał o Janis Joplin, a gdyby nie to bardzo dobrze, że przedstawiasz jej postać. Co do starych fotografii to w żadnym wypadku nie powinno się ich wyrzucać! Każde zdjęcie pisze inną historię i nie rozumiem osób, którzy nie zachowują zdjęć. "Gwiazd naszych wina" to genialna książka i sama koniecznie muszę obejrzeć ten film.

    OdpowiedzUsuń
  16. Widzę, że pomału wracasz do siebie :) To dobrze, a zdjęcia i książki obowiązkowo musisz zatrzymać! Należy Ci się jakaś pamiątka. Nie można tak po protu za pomocą rzeczy wyrzucić czegoś z pamięci. Nawet gdybyś chciała, to by Ci się to nie udało. Wspomnienia są częścią nas i to jest piękne :) Filmu jeszcze nie oglądałam, ale słyszałam od koleżanki, że genialny!
    Ta kobieta to legenda! Często natykam się na jej kawałki i słucham ich z wielką uwagą :)

    OdpowiedzUsuń