niedziela, 4 maja 2014

Majówka i Audrey Hepburn

Hej!

Jak dużo komentarzy pojawiło się pod ostatnim postem... i to w tak krótkim czasie! Dziękuję bardzo, to wiele dla mnie znaczy:D Tylko pamiętajcie- jeśli przeczytaliście posta, to pokażcie mi to, pokażcie mi, że cokolwiek skumaliście. Jeśli nie, to trudno. Lepsze to, niż komentarz, miły bo miły, ale pokazujący, że osoba, która go napisała nawet nie przeczytała jednego zdania. Wiecie, o czym mówię.
Na majówce było świetnie, szkoda, że się skończyło tak szybko... i już jutro do szkoły, niestety.
Co robiłam? Tak naprawdę, to leniłam się. Grałam z rodzicami w badmintona, piłkę ręczną i nożną, parę razy spacerowałam, a poza tym to głównie czytałam (skończyłam w końcu "Perswazje" i przeczytałam "Zawód: wiedźma") i pisałam recenzje tych książek. Pobyt bardzo udany:)
A jak Wam minęły te dni wolnego?

Dzisiaj jest 85 rocznica urodzin jednej z moich idolek- Audrey Hepburn (urodziła się 4 maja 1929 roku, a zmarła 20 stycznia 1993).
A kim ona jest? Albo raczej: kim była?
Bardzo popularną w XX wieku aktorką i modelką, a także działaczką humanitarną (pod koniec swojego życia została ambasadorką dobrej woli UNICEF). Często porównywana z Marylin Monroe- może dlatego, że kariera obu rozkwitała zwłaszcza w latach 50-60? A może dlatego, że obie były znanymi ikonami stylu? Tylko, że Monroe skandalizowała. Audrey była raczej pełna wdzięku, skromna. Nie można jednak przyczepić jej etykietki "grzeczna dziewczynka" Audrey Hepburn miała po prostu własny styl. Była sobą.
Nie wiem, czy oglądaliście jakikolwiek film z nią. Jeśli nie, to moim zdaniem naprawdę powinniście. To jedna z moich ulubionych aktorek. Grała świetnie, miała też zacięcie komediowe. Śpiewała gorzej, ale mimo to zagrała w musicalu- "My fair lady"- główną rolę i zrobiła to po prostu bosko.

Była córką holenderskiej arystokratki i angielskiego bankiera. Na świat przyszła jako Audrey Kathleen Ruston. Jej ojciec po jakimś czasie do nazwiska Ruston dołączył także Hepburn.
Podczas wojny przyjęła nazwisko holenderskie- Edda van Heemstra (van Heemstra to panieńskie nazwisko matki, baronówny), ponieważ mieszkała w okupowanej Holandii. "Audrey" brzmiało zbyt brytyjsko. Większość Holendrów w czasie okupacji miało problemy z niedożywieniem. Przyszła aktorka również- odbiło się to nieco na jej zdrowiu. Zresztą przez całe swoje życie była naprawdę chuda.
Po wojnie zaczęła naukę w szkole baletowej, ale później porzuciła taniec (nie wiem, dlaczego). Stała się modelką, a później aktorką. Z dziewczyny występującej jako statystka albo postać trzecioplanowa, przekształciła się w wielką gwiazdę grającą u boku wybitnych aktorów (min. Humphrey Bogart, Sean Connery, Rex Harrison, Gregory Peck).

Teraz może wymienię najpopularniejsze filmy z tą aktorką, które widziałam albo chociaż coś mi mówią. Grała w wielu pozycjach, więc nie będę wymieniać wszystkich;) Więc
  • Rzymskie wakacje jako księżniczka Anna (1953 rok)
Kiedyś pisałam recenzję tego filmu (teraz widzę, że jest niepoprawna gramatycznie i niektóre zdania nie mają sensu, ale cóż... kiedyś pisałam gorzej!)- znajdziecie ją tu. Skoro opisałam już fabułę tego filmu, powtarzać się nie będę i dodam tylko, że nadal uważam ten film za bardzo dobry. To taka "bajunia", ale romantyczna, w pięknej rzymskiej scenerii i mogąca się pochwalić świetną grą aktorską.
 
Po prostu kocham to zdjęcie:)

  •   Wojna i pokój jako Natasha Rostov (1956 rok)
Nie widziałam tego filmu w całości- tylko fragmenty. Ale za to z Audrey:)
Film to adaptacja słynnej książki Lwa Tołstoja "Wojna i pokój" (pierwsza wersja była amerykańsko-włoska, dopiero później Rosjanie nakręcili swoją- to nieco dziwne, biorąc pod uwagę to, że Tołstoj pochodził właśnie z Rosji... a może nie takie dziwne?).  Hepburn wcieliła się tam w główną bohaterkę- młodziutką Natashę Rostov, która przeżywa dramatyczne sercowe perypetie. A w tle codzienne życie w Rosji podczas epoki napoleońskiej.
Jak mówiłam: widziałam tylko fragmenty, ale bardzo chciałabym obejrzeć cały film i przeczytać książkę.
  

  • Śniadanie u Tiffany'ego jako Holly Golightly/Lula Mae Barnes (1961)
Filmu niestety nie obejrzałam całego. Szczerze mówiąc, gdy go oglądałam, nieco mnie znudził w którymś momencie. Ale teraz żałuję i chcę powrócić, bo im więcej czasu mija, tym bardziej doceniam historię.  Hepburn (mimo, że wtedy miała 32 lata) na ekranie wyglądała jak zwykle młodo, czarująco i pięknie. Zagrała moim zdaniem naprawdę świetnie, z taką klasą, ale też lekkim zacięciem komediowym. Z tym swoim "czymś", co powodowało, że zdobywała fanów na całym świecie.
O czym opowiada film ? Wklejam opis z Filmweba, bo nie potrafię chyba trafniej napisać:
Ekranizacja opowiadania Trumana Capote. Holly Golightly jest postrzeloną dziewczyną, której życie upływa na nieustannej zabawie na koszt bogatych adoratorów. Pewnego dnia piętro wyżej wprowadza się młody pisarz, który także jest utrzymankiem. Tę dwójkę zaczyna łączyć przyjaźń, która przerodzi się w głębsze uczucie. Oboje będą musieli zweryfikować swe dotychczasowe życie i zdecydować, czy są w stanie być razem.
"Śniadanie u Tiffany'ego" to najpopularniejszy film z tą aktorką w roli głównej- na pewno kojarzycie poniższy wizerunek najlepiej. To jej najsłynniejsza rola i większość ludzi zna ją właśnie z tego zdjęcia:
  
  
A to miałam kiedyś na profilu;)

 A tu scena początkowa.

  • My fair lady jako Eliza Doolitle (1964 rok)
Mój ulubiony film z Audrey. Dlaczego? Ponieważ tu jej rola była jak najbardziej komediowa i nieźle się z niej uśmiałam. Ale w pozytywny sposób! Zagrała naprawdę świetnie.
"My fair lady"-musical oparty na sztuce "Pigmalion"- opowiada o bogatym profesorze fonetyki, który zakłada się ze znajomymi, że z prostej kwiaciarki, mówiącej ze strasznym akcentem właściwym dla niższych sfer Londynu, uczyni damę. Czy mu się to uda?
Profesor strasznie traktuje Elizę i to tak bardzo strasznie. Nie, nie bije jej, ani nic, ale jest zbyt surowy i często ją obraża. To wzmogło moją nienawiść do niego i spowodowało, że przyłączyłam się do "Team Eliza". Zakończenie jest oczywiście szczęśliwe. A jakie? Oj, nie zdradzę:) 
Ten film gorąco Wam polecam, ale uprzedzam- jest bardzo długi!
  
Tutaj w niektórych momentach ktoś inny śpiewa za Audrey. Można tu szczególnie zauważyć jej (trzeba przyznać- straszny!) akcent.


No i jeszcze na koniec cytacik:
Nigdy nie myślałam o sobie jako o ikonie. To są poglądy innych. Ja po prostu robię swoje.

Tym miłym akcentem zakończę. Mam nadzieję, że Wam się spodobało i Was nie zanudziłam;)
Pozdrawiam!
Pola


                                                                        

8 komentarzy:

  1. Całkiem ładna ta aktorka, i wygląda sympatycznie, ale człowieka po wyglądzie się przecież nie ocenia:) Niestety nie widziałam żadnego filmu z nią...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że majówka się udała. Ja moją spędziłam pomagając zuchom i składając wieńce pod pomnikiem nieznanego żołnierza w krzywo założonym berecie. ;__;
    Nie słyszałam o tej aktorce. W każdym razie kojarzyłam to zdjęcie z Twojego profilowego. Dzisiaj rano szukając ikon na bloga po wpisaniu w google hasła 'ikona' wyskoczyło mi zdjęcie Audrey. :D
    Była bardzo ładną aktorką. Szczególnie zauroczyło mnie zdjęcie z musicalu. ^^
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Tak, tak! :D Odkryłam Waszego bloga o herosach! ^^ Jest NAPRAWDĘ genialny! ^^ I mieliście świetny pomysł z pisaniem czegoś takiego! :D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Też ją uwielbiam :). Co prawda z tych filmów zobaczyłam tylko "Rzymskie wakacje" ale bardzo mi tym filmem zaimponowała, od razu ją pokochałam! Muszę oglądnąć też inne filmy zwłaszcza "Śniadanie u Tiffany'ego" to zdjęcie jest teraz bardzo popularne widzę je na obrazach i plakatach. Muszę sobie wywołać któreś jej zdjęcie i powiesić wraz z innymi na ścianie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejna świetna kobieta z XX wieku, skąd ty tyle o nich wiesz??? Jest bardzo ładna i taka z klasą? Niestety, nie miałam nigdy przyjemności obejrzeć filmu, w którym grała - może kiedyś się to zmieni ;) Pamiętam jak to jedno ze zdjęć było na twoim profilowym^^
    Serdecznie pozdrawiam Alokin <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Może nie jestem jej wielką fanką, ale naprawdę ją lubię. Oglądałam "Śniadanie u Tiffany'ego" już bardzo dawno temu i zakochałam się w tym filmie. Później trochę wyleczyłam się z tego rodzaju filmów... Aż w końcu na zajęciach filmowych trafiłam na "Rzymskie wakacje". I ponownie się zakochałam! Uwielbiam ten film i zawsze z chęcią do niego wracam.
    Bardzo fajny post i gratuluję tylu komentarzy :)

    http://waysaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. ta aktorka przeszła do legendy :) Jak dla mnie jest ikoną kina! Majówkę spędziłam podobnie :) Chociaż moja majówka jeszcze trwa, bo matury, ale jutro trzeba iść już do szkoły :((

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiedzę, że miło spędziłaś majówkę. "Perswazje" ostatnio widziałam na półce w bibliotece i się zastanawiałam, czy może nie przeczytać. Godna polecenia? ;) Ja majówkę spędziłam siedząc w domu z grypą. W piątek mi przeszło i wybrałam się do kina, ale nie okazało się to jednak dobrym pomysłem, bo tylko mi się pogorszyło i musisłam siedzieć w domu do wtorku :/
    Słyszałam o Audrey nie jeden raz, ale oglądałam tylko "Śniadanie u Tiffany`ego" i to strasznie dawno, ledwo pamiętam fabułę. Jednakże po tak pozytywnej opinii, weekend spędzę chyba na oglądaniu wymienionych przez Ciebie filmów :D
    AM <3

    OdpowiedzUsuń