czwartek, 24 kwietnia 2014

Niania o duszy artystki

Hej!
Dziękuję bardzo za pozytywne komentarze pod postem z moim opowiadaniem! To wiele dla mnie znaczy, bo pisząc to opowiadanie szczególnie się starałam. Poza tym, zawsze miło, gdy ktoś docenia moją twórczość:D Sia Siaa zapytała, czy będzie dalszy ciąg. Nie, raczej nie będzie, chyba, że opowiadanie o podobnej tematyce;)
Jak minęły Wam święta? Mi bardzo dobrze, tylko zbyt szybko, jak na mój gust. Było oczywiście mnóstwo jedzenia, śniadanie wielkanocne z rodziną, wszyscy chcieli robić sobie zdjęcia, zorganizowaliśmy rodzinny quiz, mój kot wyrażał swoją wielką miłość do wszystkich i wszystkiego, łącznie z krzesłem (bez skojarzeń, proszę)... czyli wesoło:D
Dziś u mnie w szkole były takie warsztaty psychologiczne. Na lekcji wychowawczej, dla naszej klasy. Początkowo oczywiście były rozmowy o stresie, co nas czeka w gimnazjum i inne takie... może to jest ważne, okej, ale gdy temat powtarza się  milion razy, człowiek odruchowo zaczyna ziewać, gdy tylko słyszy zdanie: "W gimnazjum czeka was wiele wyzwań i stresu, dziś właśnie o tym porozmawiamy..." Na szczęście później odbyło się dosyć fajne zadanie, przy którym było naprawdę dużo śmiechu:) Dostaliśmy kartki z pytaniami. Mieliśmy na nie odpowiedzieć. Później kartki były czytane na głos (przez losowe osoby) i wszyscy musieli zgadywać, czyja to kartka. Na pierwsze pytanie "Jakiej słuchasz muzyki?" odpowiedziałam "Różnej" i właściwie jest to prawda. Ulubiony zespół- Guns'n'roses, film- Za wszelką cenę i Leon zawodowiec, program- Kobieta na krańcu świata... Starałam się jak najbardziej utrudnić kolegom zadanie, pisząc np. w spędzaniu czasu wolnego "Czytanie i bujanie w obłokach", ulubionym stroju oszczędne "Ładny i wygodny". W "co lubisz jeść?", wpisałam pierwszą moją myśl- "yyy... jedzenie?". No bo co mam lubić? Przedmioty.... Zdradziłam się w "ulubionej książce", pisząc, że jest ich zbyt wiele, aby wymieniać. Tak przeważnie odpowiadam, gdy słyszę to pytanie.

Ale nie o tym miało dzisiaj być. Jak zwykle zbaczam z tematu. Dzisiaj chciałam napisać o pewnej niezwykłej kobiecie- mianowicie Vivian Maier.
  
Tak właśnie wyglądała Vivian. Urodzona w 1926 roku, osoba bez wykształcenia, pracownik fizyczny według urzędu, niania. Pochodziła z Francji, tam też dosyć długo mieszkała, później jednak przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Na początku żyła w Nowym Jorku, następnie wyprowadziła się do Chicago. Mało tego, korzystając ze spadku po krewnych (bardzo dalekich zresztą) odbyła podróże na Daleki Wschód. Prawdopodobnie na wyjazdy wydała większość albo nawet całość spadku, bo później nie należała do szczególnie bogatych, wręcz przeciwnie. Mimo tego, że nie miała żadnych kwalifikacji do opieki nad dziećmi, w 1956 roku dano jej pracę, jako opiekunka młodych Gensburgów. 
Wyglądała jak prawdziwa dziwaczka- nosiła męskie koszule i buty, niemodne długie sukienki bądź płaszcze  i zawsze aparat fotograficzny na szyi,  nie depilowała nóg, przeklinała po francusku, była zamknięta w sobie, tajemnicza i niezamężna. Intrygująca osoba, trzeba przyznać. W dodatku bardzo pewna siebie, oczytana, chociaż nie wykształcona. Interesowała się polityką, była feministką.
Nianią była podobno bardzo dobrą- dla Gensburgów, ale też kolejnej podopiecznej w latach 70- Inger Raymond. Jeździła z dzieciakami na rowerze, uczyła francuskiego, wybierała się z nimi na wycieczki, o których opowiem za chwilę. Na pewno kochała swoich podopiecznych, chociaż do bardzo wylewnych i czułych nie należała.
Ale, ale. Opisuję, jaką Vivian Maier była nianią, a przecież to nie o to chodzi. Ta kobieta z przedmieść Chicago, dziwaczka w męskich koszulach, nie bez powodu nosiła aparat fotograficzny na szyi. Jej wielką pasją było robienie zdjęć. Miała fotografie z Nowego Jorku, a także swoich podróży do min. Filipin, Malezji, Chin.  Zabierała dzieci, którymi się opiekowała, na nietypowe wycieczki- do najgorszych dzielnic, do sklepu jubilerskiego, na wysypisko śmieci. Tam pokazywała im różne rzeczy, uczyła ich, a przede wszystkim robiła zdjęcia. Fotografowała wszystko- głównie podopiecznych, ale też każdy szczegół życia codziennego w domach, w których pracowała, miastach. Uwielbiała dokumentować wizyty z Johnem, Lane i Matthew Gensburgami na plaży nad jeziorem Michigan- robiła zdjęcia zamkom z piasku, zabawom, ludziom, modzie plażowej. 
Każdy negatyw opisywała, tworzyła coś w rodzaju dziennika. Widać było, że jej powołaniem, marzeniem jest fotografia. Uwielbiała włóczyć się po ulicach z aparatem. Jej ulubione miejsce? Pani Gensburg nie miała pojęcia, gdzie jej pracownica się zapuszcza w weekendy. Dopiero wiele lat później okazało się, że chodziła na tanie targi, gdzie wszystko było tandetne albo do slumsów, gdzie nikt się nie zapuszczał. 
Maier nikomu nie pokazywała swoich fotografii. W laboratorium fotograficznym, gdzie wywoływała zdjęcia, nie rozmawiała z nikim. Gensburgowie urządzili jej ciemnię w łazience i nikt nie miał tam wstępu. Nikt nie wiedział, że Vivian to artystka, zgłębiająca tajniki i historię sztuki, fotografii. Jak już napisałam, była to osoba bardzo tajemnicza.
Jej pasja nieraz utrudniała jej życie. Szukała pracy przemieszczając się z całą swoją graciarnią, z mnóstwem zdjęć. Ciężko było jej się zatrudnić, bo pracodawcom niekoniecznie podobało się jej zamiłowanie do fotografii. Często zmieniała pracę. Brakowało jej pieniędzy na wywoływanie zdjęć.

A przez 40 lat zrobiła sto pięćdziesiąt tysięcy zdjęć. 
Jej fotografie zostały odkryte po jej śmierci, znalezione tak naprawdę przez przypadek. Zdjęcia zamieszczono w internecie. I co? Zachwycono się nimi. O Vivian Maier zrobiło się głośno. Wkrótce okrzykniętą ją "najbardziej intrygującą fotografką XX wieku", prekusorką fotografii ulicznej. Z powodu jej tajemniczej przeszłości jeszcze bardziej się nią zainteresowano. Stała się fotografką znaną na całym świecie.
I trzeba przyznać, że jej zdjęcia (przypominam, że była tak naprawdę amatorką!) są naprawdę niesamowite. Dobrze zrobione, czarno-białe, klimatyczne. Niesamowicie oddają lata 60 i 70. Tworzą taką trochę kronikę, ponieważ Vivian fotografowała życie codzienne ludzi na ulicach. W dodatku dodawała opisy.
Wklejam poniżej zdjęcia, które najbardziej mnie zaintrygowały. W internecie jest tego bardzo dużo, więc jeśli chcecie, to poszukajcie koniecznie:)
 
  
Vivian często brano za bezdomną z atrapą aparatu, więc mogła bez przeszkód robić zdjęcia.
  
Zapuszczała się w rozmaite slumsy i dzielnice o złej reputacji. 

 
 
  
 
  
I jak? Podobają Wam się? Bo mi bardzo.
W ogóle wydaje mi się, że Vivian Maier była niezwykle zdolną fotograficzką i inspirującą postacią. To niesamowite, że zwykła francuska niania, często uznawana za bezdomną, stała się później popularna na całym świecie, uznawana wręcz za wybitną. Wiele osób może powiedzieć, że szkoda, że jej talent nie został doceniony przed jej śmiercią. Ale w zasadzie... Przecież ona chyba nie pragnęła sławy. Nie lubiła, gdy ktoś oglądał jej zdjęcia. Fotografowała do szuflady. Więc właściwie... Prawdopodobnie nie czułaby się szczęśliwa, gdyby na jej zdjęcia patrzyły miliony. 
Ale mimo to, wydaje mi się, że to wspaniale, że jednak została odkryta i ludzkość może oglądać jej zdjęcia. Wielu ludzi zainspirowała. Kolekcjonerzy jej fotografii zainteresowali się sztuką, osiągnęli sukcesy. Powstał film dokumentalny "Szukając Vivian Maier" (chyba muszę go znaleźć i obejrzeć!), a w Warszawie odbywa się wystawa jej zdjęć.

Podobał Wam się post? Mam nadzieję, że Was zainteresował i że nie był dla Was nudny. Wprawdzie nie wszyscy pasjonują się fotografią, ale wydaje mi się, że postać Maier zaintryguje nie tylko fanów robienia zdjęć:)
Pozdrawiam ciepło!
Pola

10 komentarzy:

  1. Ale świeeeetnyyyy post! Nawet nie musiałaś się pytać ^^
    Nie słyszałam nigdy o Vivian. Musiała być naprawdę oryginalna osobą. Żeby udawać bezdomnego!!! Chciałabym ją kiedyś spotkać! Zdjęcia są przecudowne, takie prawdziwe - zero sztucznych, hollywoodzkich uśmiechów, wypudrowanych twarzy i peruk. Życie, ot co! Ci dzisiejsi reporterzy muszą być czerwoni ze wstydu, gdy o niej słyszą. Latają za gwiazdeczkami, zamiast rozejrzeć się wokoło. No Polu, zaciekawić Ci się mnie naprawdę udało! Ciesze się, że napisałaś o tej niesamowitej Nianii :) ^^ :D ;) !!!!
    Ale o co im chodzi z tym gimnazjum? Wcale człowiek się tam tak nie stresuje! Prędzej liczy minuty do dzwonka (wcale nie mówię o geografii i angielskim, nieeee). W ogóle w gimnazjum jest masa interesujących lekcji i nauczycieli! I wcale nie trzeba się stresować... No dobra - czasami. ale w podstawówce tez tak jest! :D
    No tak, po czym poznać Polę? Hm... pomyślmy - po książkowym maniactwie!!!

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie dawno miałam takie profilaktyczne zajęcia o gimnazjum. I też pisaliśmy na kartkach coś takiego, jak Wy. Ja zdradziłam się przy pytaniu 'Czy grasz na jakimś instrumencie?'. Odpowiedziałam, że 'brzdąkam na wszystkim, co wpadnie mi w ręce'. No, bo po czym mogłabyś się zdemaskować jak nie po książkach? :D
    Mnie bardzo wkurza to gadania nauczycieli, że 'jak my mamy zamiar iść do gimnazjum z takim poziomem', albo że 'tam będzie dużo więcej pracy niż w podstawówce'. Przecież wszyscy o tym doskonale wiemy.
    Nigdy nie słyszałam o Vivian. Jej życiorys jest bardzo ciekawy. Pomyśleć, że taka uboga kobieta z 'atrapą aparatu' stała się fotografką znaną na całym świecie. Ludzie musieli ją uznawać za trochę dziwną osobę, skoro zabierała swoich podopiecznych na śmietniki... W każdym razie jej zdjęcia są przecudowne! Faktycznie nadają takiego wystroju tamtych lat.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award! Szczegóły u mnie! :)

      Usuń
  3. Boże i to się nazywa silna kobieta. Uwielbiam osoby o innych poglądach^^
    Zdjęcia cudowne, ale ta baba w tym fytrze z jakiegoś, biednego, niewinnego zwierzaka mnie wkurza, no ale kogo to obchodzi?!
    Pozdrawiam serdecznie Alokin <3

    OdpowiedzUsuń
  4. O Vivian Maier wiedziałam tylko tyle, że chodziła z aparatem po ulicach. ;d Nie interesuję się zbytnio fotografią- moje 'dzieła' ograniczają się zwykle do selfie i zdjęć kamerką w tablecie albo laptopie xd
    Jednakże historia Vivian bardzo mnie zaciekawiła. Rzeczywiście miała wrodzony talent- robiła take zdjęcia bez żadnego doświadczenia! Zdumiewające.
    Mam do Ciebie pytanie- skąd bierzesz pomysły na tego typu posty? Co jest Twoją inspiracją? Pytam tak po prostu, z ciekawości, bo Twoje wpisy są naprawdę oryginalne ;)
    Pozdrawiam,
    Alexis Murphy :)
    aleeexismurphy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ją po prostu ubóstwiam! Jest moją boginią <3 Mam wydrukowaną masę jej zdjęć i każde jest moją inspiracją!

    amcia-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. słyszę o Vivian po raz pierwszy i dziwię się, dlaczego tak późno?! zrobiła na mnie ogromne wrażenie. nie tylko jej zdjęcia, ale sama jej historia. i wydaje mi się, że w dzisiejszym świecie ma wielu naśladowców. to wspaniałe! :D

    http://waysaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście, ogromny talent - umiejętność uchwycenia prawdy w swoich dziełach :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzeczywiście zdjęcia są niesamowite, szczególnie ten smutny klaun. Dobrze że są czarno-białe, tak chyba bardziej... No sama nie wiem. Donrz że są czarno-białe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiem, że mnie za to zamordujesz, ale czytam Twoje stare posty! Muachacha! Strasznie się wszystko pozmieniało przez te lata i to tak dziwnie, że tyle czasu minęło! 0.0

    Pozdrawiam cieplutko ^^

    OdpowiedzUsuń