piątek, 18 kwietnia 2014

Wielkanocny prezent

Hej!
Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami, a ja ostatnio dziwnie się czuję. Jestem podziębiona, mam katar i kaszel, ale poza tym jestem strasznie słaba i nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje. Jakoś na nic nie mam ochoty. Pogoda niby ładna, ale zbyt upalna, przez to nic się człowiekowi nie chce. Znajduję ucieczkę w czytaniu i pisaniu (jak zwykle, zresztą).
U mnie ostatnio wszystko pod hasłem "gimnazjum". Dostałam się do wymarzonego, tuż przy mojej podstawówce, na dobrym poziomie. Idzie oczywiście mnóstwo osób z podstawówki, ale wiele też ludzi z "zewnątrz". Wiem, bo wywieszono listę z osobami, które się dostały. No i teraz wrze- jakie będą klasy, kto z kim będzie w pokoju na obozie integracyjnym... Mnóstwo plotek na temat podziału na klasy i tak dalej. Jeśli chodzi o mnie, to wiadomo, że jestem ciekawa wszystkiego, ale nie chcę wyobrażać sobie nie wiadomo czego. Już niedługo się dowiem, jak to jest w tym gimnazjum, tak naprawdę. Niektórzy mówią, że strasznie, inni, że fajnie. Wiele osób straszy. Ale jakoś się nie przejmuję. Będzie dobrze.
Tylko kurczę... Będę strasznie tęsknić za klasą. Lubię tak naprawdę wszystkich. Wprawdzie wielu idzie do tego gimnazjum, ale wymieszają nas ze sobą no i nie będzie już tak samo. Jednocześnie ciągnie mnie ku nowości, ku bycia "gimbusem" i przejścia na wyższy poziom nauki, ale także czuję sentyment do podstawówki i szkoda mi będzie opuścić szkołę, do której chodziłam tyle lat.
No dobra, koniec roztkliwiania się. Przecież zmiany są nieuniknione. Idę stale do przodu, przecież dorastam, zmieniam się, czyż nie? Przechodzę przez kolejne etapy życia. Niedługo zacznę nowy. Jest to nieodwracalne, ale to chyba w zasadzie dobrze.

A czym jest tytułowy "wielkanocny prezent"? Cóż, postanowiłam w końcu wstawić opowiadanie, które napisałam. Pewnie się rozczarujecie: "Eee, co to za prezent?!".
No doba, nie mam w zanadrzu lepszego. Poza tym, dawno nie mieliście próbek mojej twórczości.
Opowiadanie jest trochę... A zresztą, nie będę robiła recenzji, zanim nie przeczytacie. Życzę miłej lektury;)

 

***
Siedziałam wraz ze swoim siostrami na nagich, morskich skałach. Wiatr targał nasze długie włosy, a słona woda obmywała ogony.
Nie rozmawiałyśmy. Po co prowadzić rozmowę z kimś, kogo zna się od zawsze?
To był nasz codzienny rytuał- wypływałyśmy na powierzchnię, siadałyśmy na skałach i patrzyłyśmy się w horyzont, czasem coś nucąc. Liczyłyśmy też na jakąś rozrywkę- po jakimś czasie nawet rekiny stawały się nużące, a delfiny żałosne.
Na powierzchni można było znaleźć coś ciekawego.
Dookoła panowała cisza, przerywana od czasu do czasu wrzaskami tych białych, niezbyt urodziwych ptaków, które nazywano mewami. Gdy pierwszy raz opuściłyśmy wodę, przeraziły nas te dziwne stworzenia, ale potem przyzwyczaiłyśmy się.
Nagle tą „prawie ciszę” przerwał głos jednej z nas:
-Patrzcie, tam!
Wskazała swoją białą dłonią na prawo.
Na początku tak mnie zszokowało przerwanie milczenia, że nie spojrzałam w pokazanym kierunku. Po chwili oprzytomniałam i wychyliłam się w prawo.
Statek.
-Ludzie!- pisnęła najmłodsza i zaklaskała z radości. –Jak dawno ich tu nie było!
-W istocie- skinęłam głową w zamyśleniu. –Co robimy?
–Może skierujemy ich na skały?- zaproponowała ta, która jako pierwsza dostrzegła statek.
-No wiesz?- oburzyłam się. –Przecież jeszcze coś nam się stanie. Zawsze części tego statku lecą w powietrze.
-Ale woda przybiera taki ładny, czerwony kolor, kiedy oni do niej spadają…- powiedziała najmłodsza przymilnym tonem.  –Poza tym, tak mało było ostatnio ludzi… brakuje mi nowych okazów do mojej kolekcji.
-Kolekcjonujesz ludzi?- zdziwiła się jedna z nas. –To przecież obrzydliwe!
-Och, nie są tacy brzydcy- żachnęła się kolekcjonerka.
Reszta się nie odzywała, ale wyczułam milczącą aprobatę.
Prawda jest taka, że nudziłyśmy się, a żeglarze zawsze patrzyli się na nas z takim zachwytem... Później już nie, ale ta chwila satysfakcji była najlepsza. A potem tak rozkosznie krzyczeli…
Uśmiechnęłam się. Miałam zrezygnować z jedynej rozrywki? Nie ma mowy.
Wyprostowałam plecy i przejechałam palcami po moich długich, złotych włosach. Wiedziałam, ba, byłam pewna, że przyciągną ich uwagę. Oparłam się wygodniej o skałę, prezentując swój zielonobłękitny ogon w całej okazałości.
Reszta czyniła takie same przygotowania. Statek się zbliżał.
Najstarsza zaczęła śpiewać.
Zazwyczaj tylko ona to robiła, ponieważ jej  głos był najpiękniejszy- słodki, wdzięczny, głęboki. Myślę, że początkowo zazdrościłyśmy jej tego talentu,  ale później… Nie pamiętam. Chyba po prostu się przyzwyczaiłyśmy. To było tak dawno temu…
Najstarsza wyśpiewywała piękne melodie. Była to pieśń bez słów, ale wyraźnie przyzywająca. Nawet po moich plecach przeszły dreszcze.
Statek zmienił kurs. Wyraźnie płynął do nas.
Zaśmiałyśmy się. Ależ oni są zabawni!
Najstarsza nie przerywała śpiewu.
W końcu ludzie dopłynęli tak blisko, że mogłyśmy ich zobaczyć. Sami mężczyźni, oczywiście, zebrani na pokładzie, owinięci w jakieś szmaty, z nogami. Patrzyli się na nas maślanym wzrokiem, niemal się ślinili.
-Ależ one są piękne…- dosłyszałyśmy. –I zupełnie nagie!
Nie mogłyśmy powstrzymać chichotu.
-Weźcie szalupy i popłyńcie tu do nas- wyśpiewała najstarsza.
Niektórez nas zareagowały entuzjastycznym piskami.
Ja za to poczułam się dziwnie.
Sprowadzanie statków na skały i podtapianie ludzi to jedno,ale zabawianie się z nimi, jak to czasem czyniłyśmy, było dla mnie nadal nienaturalne. Dziwnie było poczuć brzydki smak czyichś warg na ustach i mieć tak fizyczny kontakt. Podobno wśród ludzi było to normalne, ale my niemal nigdy się nie dotykałyśmy, chyba, że zupełnym przypadkiem.
-Nie bądź taka sztywna- szepnęła do mnie najmłodsza. –Zapamiętasz to na długo.
Zerknęłam na nią. Chociaż miała najmniej lat, to była najpewniejsza siebie, najpiękniejsza i najodważniejsza. Nieraz zastanawiałam się, ile tak naprawdę razy wypływała na powierzchnię  i nawiązywała fizyczne kontakty z mężczyznami.
Uśmiechnęłam się lekko i skinęłam głową, chociaż nadal z duszą na ramieniu. Zerknęłam w stronę statku. Właśnie spuszczali szalupy.
Szczyciłyśmy się bardzo dobrym wzrokiem, więc ujrzałam, że żeglarze nie są specjalnie piękni- brudni, z zarostem, zapewne śmierdzący. Wzdrygnęłam się lekko.
Po chwili zbliżyli się. Najstarsza nadal śpiewała, aby urok nie minął. Jednak nie było to potrzebne- byli już tak oczarowani, że nic nie zdołałoby ich powstrzymać.
W końcu ześlizgnęłyśmy się ze skał do wody. Zanurkowałam pod wodę i podpłynęłam do szalup. Widziałam sylwetki moich sióstr po bokach. Ich długie włosy falowały pod wodą, a ogony zawzięcie machały.
Gdy zobaczyłam łódź bardzo blisko mnie, wynurzyłam się.
Moim oczom ukazała się grupa mężczyzn. Uśmiechnęłam się do nich, a oni odwzajemnili uśmiechy i wpatrywali się we mnie z nieskrywanym zachwytem.
-Ależ ty jesteś piękna…- westchnął jeden i podszedł bliżej.
Szalupa zakołysała się.
Mężczyzna, który wypowiedział te słowa, był naprawdę przystojny, co mnie zaskoczyło. Miał długie,czarne włosy, zarost po wielu dniach żeglugi, ciało okryte brudnym materiałem. Jego zielone oczy lśniły, gdy się we mnie wpatrywał.
„Jaki on jest piękny”- przemknęło mi przez myśl.
Mężczyźni zauważyli, że wpatruję się tylko w niego i nie spodobało im się to. Odepchnęli go, tak, że nie mogłam go ujrzeć.
Wszyscy zaczęli się przepychać, aby dotknąć mojego ciała, moich piersi, pewnie też ogona. Zwinnie umknęłam ich chciwym dłoniom i opłynęłam łódź, by znowu widzieć tego, który przyciągnął moją uwagę. Wpatrywał się we mnie gorąco, ale bez tej chciwości i wyraźnego pożądania.
Skinęłam na niego, aby nachylił się do mnie. Inni patrzyli na niego z nienawiścią, ale rozkazałam im, aby go nie dotykali. Posłusznie usiedli na swoich miejscach.
Mężczyzna przybliżał się do mnie. Ujęłam jego twarz w swoje dłonie i zrobiłam to, co zawsze wydawało mi się nienaturalne i dziwne. Pocałowałam go.
Wpiłam się w jego usta, nawet lekko go gryząc. Był zbyt oszołomiony, aby się ruszyć, więc  ani jeden mięsień mu nie drgnął.
Co dziwne, spodobało mi się to uczucie. Po raz pierwszy od dawien dawna mi się spodobało.
Jego wargi były ciepłe i nieco suche. Pachniał dziwną mieszanką potu, wody morskiej i czegoś, czego nie potrafiłam rozpoznać, czegoś, od czego czuło się pewną egzotykę.
Wyobraziłam sobie, że codziennie wącham ten zapach. Że codziennie mogę widzieć jego zielone oczy, ciemne włosy i wpijać się w jego usta. Że on należy do mnie, tylko do mnie.
Zachwyciła mnie ta myśl. Wręcz widziałam te zazdrosne spojrzenia sióstr, to pożądanie w ich oczach. Ale on będzie mój.
Chwyciłam go za koszulę i przyciągnęłam mocniej do siebie. Musiał na chwilę przerwać pocałunek, aby wziąć oddech. Gdy już to zrobił, znowu go pocałowałam i wciągnęłam do wody.
Zanurzyliśmy się w zielonych odmętach morza, nadal w namiętnym pocałunku. Nie puszczałam go, nie dawałam mu oddychać. Wiedziałam, że moje siostry przewracają szalupy, zabawiają się z ludźmi, wciągają ich pod wodę. Nie upierały się przy jednej osobie, przyjemność sprawiał im każdy.
Mnie nie.
Zaczął się dusić. Chyba czar minął, bo zaczął kopać, wierzgać i wyrywać się. Nie puszczałam, nie przerywałam pocałunku, trzymałam go żelaznym uściskiem. Próbował mnie uderzyć, ale nie udało mu się. Chciało mi się śmiać z rozkoszy. Widziałam jego oczy, szeroko otwarte, już nie pełne zachwytu i gorąca.
Pełne przerażenia.
Bał się. Wiedziałam, że się bał, że chciał wydostać się na powierzchnię. Ludzie, będąc pod wodą, panikowali, walczyli o oddech.
Po co ci oddech? Po co ci oddech, skoro możesz na zawsze zostać w morzu, nie musząc walczyć o łyk świeżego powietrza? Po co ci oddech, skoro będziesz trwał w wieczności przy moim boku?
Po co walczysz?
Po chwili przestał się opierać. Już nie chciał oddychać. Nic nie chciał. Jego ciało stało się bezwładne.
Był mój. Tylko i wyłącznie mój.
 





A jak jest prezent, to i życzonka muszą być:D
Życzę Wam, kochani czytelnicy, wiele zdrowia, radości, uśmiechu, prezentów, rodzinnego ciepła, jedzenia i miłości na święta! Wesołego jajka!
 
Pozdrawiam!
Pola 

9 komentarzy:

  1. Wow jakie opowiadanie! Bardzo mi się podoba! Szczerze mówiąc nie myślałam nigdy o syrenach (bo to były syreny, tak?) w taki brutalny sposób. Rozwaliło mnie zdanie: "Ale woda przybiera taki ładny, czerwony kolor, kiedy oni do niej spadają…" oraz "Poza tym, tak mało było ostatnio ludzi… brakuje mi nowych okazów do mojej kolekcji." :-) . Ale rozwaliło mnie w pozytywnym sensie to znaczy bardzo pomysłowa jesteś! Ja nigdy bym nie wpadła na pomysł napisania takiego oryginalnego opowiadania! Bardzo fajnie się je czyta, zwłaszcza, że mimo iż to amatorskie opowiadanie nie ma w nim żadnych błędów i jest napisane tak poprawnie jakbym czytała 10 razy poprawioną książkę z dobrej księgarni. Ja też życzę Ci wszystkiego najlepszego w te święta!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. To było takie... takie... fajne:) Strasznie mi się to opowiadanko podoba, a szczególnie końcówka...
    Ja osobiście zaczynam trochę tęsknić za podstawówką...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak szczerze mówiąc, patrząc na tytuł notki myślałam, że chcesz nam pokazać swój wielkanocny prezent! XD
    Też czeka mnie przejście do innej szkoły. U nas w gminie jest tylko jedno gimnazjum, ale za to ogromne. Praktycznie wszystkie osoby z mojego rocznika tam idą. Jest też parę osób, które wybierają się do Krakowa, czy Myślenic. Nasze gimnazjum jest na przeciwko mojego domu, więc raczej tu zostanę. Nie mogę się tylko zdecydować na klasę. Niemiecka, angielska, biologiczno-geograficzna czy humanistyczna? Rozstanie z moją kochaną klasą będzie okropne.
    Opowiadanie jest bardzo fajne, aczkolwiek trochę... nietypowe. Wybrałaś sobie dość dziwy temat - syreny. Ale podoba mi się. Na mało którym blogu można się spotkać z taką oryginalną tematyką! :D
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
  4. Polu boję się Ciebie! Czy dobrze rozumuję, że opowiadanie jest o syrenach z mitologii? Jesteś istnym geniuszem i tak to świetnie opisałaś! To jest prezent i to bardzo udany! Tylko, no... lekko straszne. Bardzo podoba mi się pomysł. W ogóle ogromny plus za brak "jestem syreną", opisałaś to zupełnie naturalnie, tak jak powinno być. Tylko czy będzie ciąg dalszy? Ja chcę więcej!
    Biedny zielonooki mężczyzna. Coraz mniej lubię te syreny. Czy ona głupia nie rozumie, że wyssała z biedaka życie! A on chociaż nie był taki bezrozumny i nie tratował kobiet tak przedmiotowo! Masz Polu talent! Ogromny! No i (zgrzytam zębami :D) Piszesz lepiej ode mnie! Grrr! :D I zdobyłaś tym opowiadaniem moje serduszko. Teraz lubię Twojego bloga jeszcze bardziej :) Pisz, pisz jak najwięcej! Tylko mała uwaga "miała lat najmniej", a nie powinno być "była najmłodsza"?
    Wiesz, gimnazjum jest Okej. Tylko za dużo prac domowych i mnóóóóóstwo godzin w szkole. I podobno jest to wielki przeskok w psychice, za dużo zmian. Ja tam nie uważam, żeby gimnazjum było takie złe, aczkolwiek mnóstwo uczniów (zwłaszcza chłopcy) zachowuje się tak... dziecinnie - popisują się, "szpanują", że aż człowiek nie może przestać kręcić oczami. No i jak niektórzy pokazują wszystkim swoje "uczucia" na środku korytarza to aż mnie mdli...
    Gratuluję przyjęcia do dobrego gimnazjum!
    Pozdrawiam : Stasia
    PS. Przepraszam za długo nieobecność.
    PS2. Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie też coś ostatnio zbiera choroba, zmiana pogody tak na mnie dziala ;/
    No przejście z podstawówki do gimnazjum to jednak przeżycie, nowa szkoła, klasa, nauczyciele, więcej przedmiotów i nauki, ale też więcej możliwości :)
    Moje gimnazjum jest w tej samej szkole, więc nadal mam taką samą klasę. Niby wydaje się to fajne bo ta sama klasa, ale ja lubię zmiany więc nowa klasa i szkoła byłaby dla mnie o wiele lepsza...
    Jeju, jak Ty cudownie piszesz! Strasznie podoba mi się ten temat syren, jest dość nietypowy, ale ciekawy i miło się czyta! Bardzo fajny pomysł z tym mężczyzną, a końcówka nieco przerażająca.
    Jeszcze raz, świetne opowiadanie!

    Wracaj do zdrowia, wesołych świąt <3

    OdpowiedzUsuń
  6. coś ty, genialny wielkanocny prezent! wow, świetne opowiadanie! zatkało mnie. naprawdę zostałaś obdarowana wspaniałym talentem pisarskim. ;D
    gratuluję dostania się do wymarzonego gimnazjum. mam nadzieję, że mi uda się dostać do wymarzonego liceum...
    życzę zdrówka i gorąco pozdrawiam :)

    http://waysaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny prezent. Świetne opowiadanie. na początku przypominało mi małą syrenkę. Super - choć jak dla mnie trochę... upiorne, ale w tym pozytywnym sensie :).
    Ja tez całe święta byłam chora, udało mi się nawet wylądować w szpitalu.
    Fajnie, że udało ci się dostać do takiego gimnazjum do jakiego chciałaś :)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też poszłam do gimnazjum pełna obaw. Tak naprawdę to w ogóle nie chciałam do niego iść- wolałam jeszcze trochę zostać w podstawówce, która tak jak u Ciebie, leży obok mojego gimnazjum. Jednakże ten sentyment to tamtych sześciu lat szybko mnie opuścił- kilka dni temu musiałam iść coś załatwić do moje starej szkoły i szłam tamtymi korytarzami bez wzruszenia. To przywiązanie szybko mnie opuściło, mimo że w nowej klasie miałam większość osób ze starej szkoły. Także nie masz się czym przejmować-minie :)
    Mam dla Ciebie radę, gdy już pójdziesz do tego gimnazjum- bądź jak najbardziej asertywna. Większość osób w mojej szkole pali. Nie tylko zwykłe fajki, ale też elektryki. To jest naprawdę przegięcie. Tak samo z alko- większość rzeczy robią dla szpanu. Oczywiście rozumiem, że każdy chce spróbować 'nowych rzeczy', i do tego nie mam prawie nic przeciwko, ale gdy się zaczyna uzależniać i w miarę często pić, to już nie jest tak wesoło.
    Oczywiście piszę to z mojego punktu widzenia- może Twoja szkoła będzie zupełnie inna. Taka jest moja. I gdybym tylko mogła, to bym ją zmieniła. Ale to tylko ze względu na to, iż wolałabym się znaleźć w miejscu, gdzie nikt mnie zna. No ale to ja- introwertyk i maruda ;)
    Mam nadzieję, że dobrze będziesz sobie radzić. Co do nauki- to jest o wieeeeeeele więcej niż w podstawówce. Nowe przedmioty i w ogóle wszystko. Ale jak się w miarę szybko ogarnie, to już później nie jest aż tak źle.
    Co do opowiadania- na początku pomyślałam sobie syrenki, skojarzyła mi się z małą syrenką i z dziecinnymi opowiadaniami, ale bardzo szybko rozwiałaś moje wszystkie przypuszczenia. Zakończyło się genialnie- zaskakująco i zagadkowo. Tak jak lubię najbardziej XD Z niecierpliwością czekam na kolejne Twoje opowiadania! :*
    Pozdrawiam gorąco.
    Alex ;)

    OdpowiedzUsuń