sobota, 8 października 2016

Wstydzę się

Wstydzę się
Za każdym razem gdy zaczynam
Nową rzecz
To krew ze strachu mi odpływa
Nie wiem gdzie
Się bardziej schować więc wychodzę

(Domowe melodie, ,,Wstydzę.Się") 

Czyli osobisto-refleksyjny słowotok.

 


Wstydzę się. 
Wstydzę się, gdy coś mi nie wychodzi. Gdy powiem coś głupiego. Gdy popełnię błąd. Gdy mam wystąpić publicznie. Gdy ktoś się ze mnie śmieje. 
Wstydzę się starych tekstów. Nawet nie wchodzę w posty sprzed trzech i dwóch lat, bo gdy tylko o nich pomyślę, mam dreszcze. Wstydzę się tego, co kiedyś zrobiłam. Jaką gafę popełniłam, jaką bzdurę powiedziałam. Wstydzę się dawnych wpadek. Wstydzę się swoich przeszłych zachowań. Wstydzę się tego, że się wstydzę. 

Cóż, trochę utrudnia mi to życie. 

Oczywiście nie jest tak, że w ogóle nie robię niczego, tylko siedzę w domu i płaczę nad własną głupotą. Nie jest tak, że boję się wyjść do ludzi. Nie jest tak, że cały czas tylko się rumienię. Zacznijmy od tego, że raczej w ogóle się nie rumienię, bo moja reakcja na onieśmielenie to ściszanie głosu. Zawsze, kiedy robię się zestresowana, mówię bardzo, bardzo cicho i niewyraźnie.
Gdy jestem w towarzystwie osób, które znam, lubię albo po prostu z którymi czuję się dobrze, to odprężam się zupełnie. Dużo mówię, żartuję. Lubię dobre towarzystwo. Umiem wyjść przed tłum i improwizować, nie mam problemu z gadaniem. W gadaniu jestem dobra akurat. Mam zrywy odwagi, w których potrafię robić dosyć szalone rzeczy, jeśli zachodzi taka potrzeba.

Główny problem polega na tym, że wszystkim się przejmuję.
Najczęściej własnymi błędami, różnymi problemami i tym, co pomyślą ludzie. To ostatnie jest chyba najgorsze. Sama wielokrotnie powtarzałam, że przecież nie warto się przejmować, nieważne, co powiedzą inni.
No i co z tego, gdy człowiek taki głupi, że się przejmuje?
Robię to, co kocham. Jestem sobą, bo nie potrafię być nikim innym. Ale czasem gdzieś z tyłu głowy pojawia się to pytanie: ,,A co powiedzą inni?".

Jestem tym nieznośnym typem człowieka, który wszystko przeżywa. Typem nadwrażliwca, który dużo płacze, dużo myśli, długo się gryzie. 
Ludzie. Ja się wstydzę i przeżywam od nowa gafy z pierwszej klasy podstawówki.
Momentami wręcz wydaje mi się, że to trochę chore.
Pewnie, wstyd jest dość ważną emocją, która pozwala nam zrozumieć, że popełniliśmy błąd, zrobiliśmy coś złego.
Gorzej, gdy dopuścimy do tego, aby z błahych powodów zatruwał nam życie.

Bo ja naprawdę latami myślę o tym, co zrobiłam nie tak, a najczęściej są to, przepraszam za wyrażenie, pierdoły. Mam coś, co youtuber danisnotonfire nazwał ,,cringe attack" (filmik obejrzycie tutaj). Nagle przypominam sobie o żenujących sytuacjach z przeszłości. Dosłownie nagle, często bez kontekstu.  
Nieważne, że to było dawno i nieprawda. Nieważne, że już trudno, minęło, nie naprawię tego. Nieważne, że nikt o tym nie pamięta. Ja to pamiętam. I wyrzucam sobie, co zrobiłam nie tak. Mam pretensje sama do siebie, mogłam to przecież zrobić tak, tak i tak. Mogłam uniknąć stresu, nieprzyjemnych sytuacji, zażenowania. Mogłam, mogłam, mogłam. 

Paraliżuje mnie to. Sprawia, że mam mało zaufania do samej siebie. Nie mówię na głos niektórych rzeczy, bo boję się wyśmiania, zepsucia czegoś. Duszę w sobie emocje. Jak było w piosence: Jąkam też/Choć bardzo chciałabym wykrzyczeć.

Do niedawna miałam tak również z tekstami. Jestem perfekcjonistką pod względem pisania, co, jak podejrzewam, stanowi całkiem dobrą cechę, bo lubię dopieszczać swoje opowiadania, tworząc je w miarę możliwości najlepszymi.  Niebezpiecznie się robiło, gdy uważałam, że żaden tekst nie wygląda wystarczająco dobrze i gdy nie pozwalałam sobie na żaden błąd. Wstydziłam się swoich starych i nowych utworów, a to sprawiało, że nie pisałam w ogóle albo bardzo mało. W końcu nic nie było wystarczająco dobre.
Teraz to zwyciężam. Piszę więcej. Pewnie sporo rzeczy nie jest najwyższych lotów, ale wiecie co? Trudno. Bo nie da się od razu być nowym Dostojewskim, pewnie nigdy nim nie zostanę. Najważniejsze, że piszę, tworzę, rozwijam się i robię to, co kocham.

I tak dochodzimy do tego pięknego momentu, w którym wreszcie się ocknęłam.
Zorientowałam się, jak wiele tracę. Jak często wstyd mnie paraliżuje, nie pozwala robić tego co chcę. Powstrzymuje przed spontanicznością i próbowaniem nowych rzeczy. Dręczy, wysysa energię i radość. Zamyka w kokonie, odgrodzonym od świata i ludzi.
Od tak dawna nie pozwalałam sobie na popełnianie błędów. Katowałam się wyrzutami sumienia i głupim wstydem. Żyłam przeszłością, zamiast tym, co tu i teraz.
A przecież jestem człowiekiem. Popełniam błędy. I do cholery, będę je popełniać. Teraz, kiedyś, już zawsze. Nie jestem idealna i nigdy nie będę. Trzeba to sobie raz na zawsze powiedzieć, pogodzić się z tym. Pozwolić sobie na wygłupienie się, beznadziejny żart, gorszy tekst. 

Wypchnąć wstyd za drzwi i cieszyć się życiem.

Post, jak pewnie zauważyliście, jest w czasie teraźniejszym. Nie bez powodu. Moja walka z własnym wstydem trwa. Idzie raz lepiej, raz gorzej. Wciąż przejmuję się tym, co wydarzyło się dawniej, wciąż bywam nadwrażliwa. Ale czasem udaje mi się po prostu wyciągnąć wnioski, wzruszyć ramionami i żyć dalej. Piękne momenty.
Bo czas już skończyć z paraliżującym strachem. 


Nie będę wstydzić się tego, kim jestem.

13 komentarzy:

  1. Ślicznie piszesz, jestem zachwycona.
    Nie wstydź się niczego, miej dystans i opieraj się ludzkim atakom. Wstyd niczego nie wnosi pouczającego do naszych życiorysów, nie ufam mu. Wstyd wszak zależy od punktu widzenia. Czasem się wstydzimy, mimo iż nie mamy czego.
    Pozdrawiam serdecznie i zapowiadam swe częstsze wizyty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ajaj, Polu, wszystko tu zabrzmiało tak... smutno. I z serca. Pozwól, że Cię wirtualnie uściskam!
    Nie piszę "nie wstydź się, Ty, Ty niepoważna istoto", bo, na szczęście, wiesz, że wstydzić się nie warto. Niemniej bardzo bardzo bardzo wspieram w postanowieniu, żeby tę cechę zwalczać. Bo, ależ owszem, jest ona ograniczająca. Przytłaczająca. I okropna. I chyba nie ma nikogo, kto by tego gęstego, wdzierającego się do uszu i dziurek od nosa wstydu nie doświadczył. Makabra. Kurcze, jesteś człekiem genialnym, wiem to, mimo, że Cię tak osobiście nie znam i Ty chyba też wiesz, że fajna z Ciebie osóbka. Ale nawet jeśli człowiek to wie, to się wstydzi. Bo czemu nie.
    A u Ciebie to widzę, że poziom hard takiego bicia głową o poduszkę z zażenowania.
    Kurcze, znam to, oj znam za dobrze i nie raz nie mogłam ścierpieć tego, co powiedziałam, co zrobiłam. Dosłownie biłam głową o ścianę. Okropne uczucie. Bo właśnie człowiek nie dość, że musi się poprawić, to jeszcze sobie wybaczyć. A może zwłaszcza wybaczyć sobie samemu (hoho, mądrze zabrzmiało).
    Wyobraziłam sobie Polę, której głos nagle cichnie, cichnie i cichnie, a Pola maleje i maleje. Ale Tyś jest artysta! Ja się nie zgadzam na zamienianie się w wróżkę! Ja z chęcią przeczytam wszystkie teksty wychodzące spod pióra Poli. Wszystkie!
    Cieszę się, że się przełamałaś. i piątka dla Ciebie!
    Opisałaś to wszystko tak, jak jest i jak działa w człowieku <3 W kaaażdym.
    Powiem Ci, że ja się ze wstydu rumienię. Znaczy, bardziej wtedy jak większa grupa ludzi się ze mnie śmieje. Momentalnie zamieniam się w buraka.
    I, jako córeczka Boga, powiem Ci, że ze wstydu pomaga mi wyjść spowiedź ;) Jakoś tak. no nie wiem. lepiej się czuję. Bo mnie On umacnia. Ale też często nie daje sobie pomóc, taaa.
    Ściiiiiiskaaaaam z całych sił.
    Wiadomo, że jeszcze biliard razy zrobisz coś nie tak.
    i tam. Trudno xD
    Ja też, więc piątencja! (oto masz przed sobą mistrza nietaktu i wpadek).
    Nieboraki z nas ;D

    Pozdrawiam, pozdrawiam, pozdrawiam! ^^








    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *przyjmuje wirtualny uścisk*
      Dziękuję pięknie za tak miłe słowa, od razu człowiekowi lepiej się robi i czuje takie przyjemne ciepełko, tam gdzieś po lewej stronie klatki piersiowej:) Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
      Tak, najtrudniej właśnie wybaczyć samemu sobie. Nawet trudniej, niż innym. Powiedzenie sobie: ,,dobra, Pola, wybaczam, nic się nie stało" naprawdę nie jest łatwe.
      Piąteczka, nieboraku! I jeszcze raz dziękuję ♥
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  3. Pierwszy fragment to w sumie moje myśli, fragment mnie. Wstydzę się wielu rzeczy, które zdarzyły się dawno temu. Gafa, błąd. Co z tego, że byłam wtedy w podstawówce i byłam zupełnie inną osobą? Przecież nadal muszę to przeżywać. Minęły 4 lata albo i więcej, aja nadal czasami myślę, że kiedyś tam zrobiłam coś takiego. Martwię się. Wstydzę się. Przeżywam. Nagle zatraca się różnica pomiędzy dwunastoletnią a szesnastoletnią Magdą.
    czasami też mnie to paraliżuje w kontaktach z innymi ludźmi, ale i tak już jest lepiej niż kiedyś. Czasami boję się coś powiedzieć, bo wstydzę się błędnej odpowiedzi. Coś takiego ostatnio zdarzyło mi się ostatnio na geografii. Gdyby to był hiszpański, to bym się nie wahała, bo uczę się go dopiero pierwszy miesiąc, a poza tym nie jestem z nim związana w jakikolwiek sposób. Ale geografia... Byłam w gimnazjum laureatką, teraz piszę pracę na olimpiadę i boję się, że właśnie z tego przedmiotu dostanę gorszą ocenę. Nie daje sobie prawa do błędu, potknięcia. Bo co powie nauczyciel? Co powiedzą znajomi? Magda z tróją? Dwóją? Nie daj Boże, jedynką. Dla mnie w sumie tez oznaczałoby to osobistą porażką, bo bardzo lubię ten przedmiot, zależy mi na nim. Nie chcę zawieść swoich oczekiwań i przez to bałam się odpowiedzieć na pytanie zadane przez nauczyciela. Kontur. Co to za kraj? No, Brazylia. Ale jeśli to nie Brazylia? Nie, to musi być Brazylia. Ale jeśli to nie jest Brazylia? Wydaje mi się, że tak. A jeśli źle mi się wydaje? Udzielona odpowiedź: "Jeszcze się zastanawiam". Tak, to była Brazylia.
    Ze wstydu też się nie rumienię, ale widać to po moim skrepowaniu. czasami schylam głowę, pozwalam włosom opaść jak najbardziej na twarz.
    Trzymaj się :*
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam tak, że nie chcę zawieść oczekiwań, zwłaszcza, gdy chodzi o coś, z czego jestem dobra, co lubię. I również, nawet, gdy znam odpowiedź, to jednak wątpię w to, że mam rację. Zastanawiam się. Nie, na pewno to nie tak. Pewnie nie mam racji. Pewnie jest inaczej. Nie będę ryzykować.
      Bum, miałam rację.
      Czasem jednak warto uwierzyć w siebie, mimo wszystko i zaryzykować popełnienie błędu:)

      Usuń
  4. Choć pewnie nie taki był Twój zamiar, to czytając, poczułam się, jakby ten post był mi dedykowany. To znaczy... był tak bardzo o mnie. Bo ja też jestem tym typem nadwrażliwca. Przewrażliwienie uważam za swoją najgorszą wadę, bo zatruwa życie mi i innym, jest źródłem wszystkich narcystycznych i egocentrycznych zapędów, które jak szalona staram się z siebie wyplenić; podsyca moją głupią zazdrość; sprawia, że doznaję częstych cringe attacków (w ogóle nie znam innych filmików Dana, ale ten jest tak genialny :D) i potrafię jedną wypowiedź czy wiadomość analizować i zamartwiać się nią godzinami; no i budzi we mnie coraz to nowe pokłady lęku. Uch.
    Ostatnio, co pewnie widać na Otchłani, dręczy mnie paląca samokrytyka, która oczywiście również wiąże się ze wstydem. Wstyd nie pozwalał mi pokazywać nikomu żadnych tekstów przez strasznie długi czas. A gdy już coś tam pokazałam, zaczął mnie zżerać, bo to nie było dostatecznie (no, właściwie to nie było w ogóle) dobre.
    Ale wiesz co? Ostatnio też zaczynam się ogarniać. Motyla noga, mam jeszcze... mleko pod wąsem (dodawanie wypowiedzi plastyczności i barwności za pomocą fatalnie dobranych związków frazeologicznych zawsze na propsie :'D). Mam czas. Nic mi się nie stanie, gdy napiszę jakiegoś gniota. Może wszystko, co piszę, to gniot. Ale trudno, kurczę. W końcu nadejdzie czas na coś dobrego. Takiego celnego, i ważnego, taką dobrą rzecz.
    I jeszcze się wstydzę, że cały ten komentarz zdominowała pierwsza osoba liczby pojedynczej i cały czas tak piszę o sobie, ale żeś mnie poruszyła, o najzacniejsza spośród Pol (Pól? Nie wiem, wybacz :D). Bardzo cieszy mnie wniosek, który wieńczy Twój dzisiejszy tekst, i życzę Ci ciągłego wygrywania ze wstydem. Jesteś świetna.
    Nóżką szasta
    B.
    PS W ogóle Domowe Melodie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niesamowite, napisałam bardzo egocentryczny, osobisty post, a okazało się, że tyle osób się z nim utożsamia. Możesz więc traktować go jako dedykację :)
      Cieszę się, że również zaczęłaś walczyć ze wstydem i samokrytyką. Właśnie pamiętam, że ostatnio Cię dopadła, a moim zdaniem niepotrzebnie, bo uwielbiam Twój styl pisania, absolutnie uwielbiam.
      Dziękuję pięknie, Ty też jesteś świetna. Zwycięż wstyd, tego drania jednego.
      Domowe Melodie to geniusz ♥

      Usuń
  5. ,,Wstyd to kraść'' - powiedziała mi jedna koleżanka z podstawówki, gdy nie chciałam pokazać jej nieudanego rysunku. Coś w tym jest, jak można wstydzić się błędu, który nie jest zły. Potknięcia są naturalne,pojawią się zawsze, gdy działamy i to jest piękne. Wstyd, rodzi strach, blokuje potencjał. Błąd to dowód na to, że się zmieniamy i nieustannie uczymy się czegoś nowego. Mam wiele sytuacji, o których wolałabym zapomnieć, ale z drugiej strony, gdy wymagamy od siebie perfekcji po części zabijamy cząstkę natury człowieka.Utrudniamy sobie spontaniczne działanie, usypiamy wenę i często przestajemy wierzyć w siebie - skąd ja to znam, na szczęście dla mnie to już przeszłość...
    I dlatego cieszę się, że pracujesz nad sobą, całym serduchem popieram Cię w twoim postanowieniu!
    Dzięki za szczere słowa na moim blogu - takie cenię sobie najbardziej.

    Trzymaj się! Niela z bloga → KOI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa Twojej koleżanki są naprawdę świetne, dobrze to ujęła:) A Ty świetnie ujęłaś, że wstyd ,,blokuje potencjał". I że błąd to dowód na naszą zmianę. W sumie wspominane błędy udowadniają nam, jaką drogę przeszliśmy jako ludzie:)
      Cieszę się, że u Ciebie to już przeszłość :) Dziękuję bardzo za ciepłe słowa.

      Usuń
  6. Nie martw się, nie tylko Ty tak masz. Ja boję się ludzi, i chociaż wśród przyjaciół czy ludzi, których znam bardzo dobrze z reguły się nie wstydzę i jestem jedną z najbardziej pewnych siebie osób, to jednak z reguły wolę się nie wychylać. Najważniejsze to znaleźć ludzi, którzy nas zrozumieją i będą starali się nam pomóc.
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wiesz, jak doskonale to znam!
    Siedzisz sobie normalnie na krześle i przypominasz sobie, że obraziłaś chłopczyka jak byłaś w przedszkolu. To typowa ja. Przez takie coś moja samoocena leci na łeb na szyję w dół, nie lubię siebie, nie lubię swojej twórczości i życia. (*pesymizm*)
    To bardzo dobrze, że w pewnym momencie odepchnęłaś od siebie cały ten wstyd! Ja chyba jeszcze muzę na niego poczekać. No nic, żyję dalej, chociaż chwil, w których marzę o zapadnięciu się pod ziemię jest coraz więcej:D
    Pozdrawiam i życzę wielu zabawnych żartów! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że z wieloma zdaniami z Twojego tekstu mogłabym się utożsamić. Choć czasami dane zdarzenie było wieeeki temu, ja wciąż rozgrzebuję je na nowo i z takim żalem do siebie, sama się na siłę próbuję przekonać, że to głupstwo. Ale siedzi ta zadra we mnie, która każe mi rozpamiętywać chwilę, kiedy mając 5 lat i będąc z rodzicami w muzeum, chciałam podnieść filiżankę -eksponat, który był przyklejony do blatu. Zrobiło mi się głupio, gdy z rogu sali doszedł do mnie dźwięk pani pilnującej "Nie można niczego dotykać". I to zażenowanie, do którego wracam, choć już wtedy postanowiłam o tym incydencie zapomnieć, wyrzucić go z pamięci.
    Ale trzeba z tym walczyć, bo takie negatywne momenty, które się pielęgnuje gdzieś w swojej głowie (może i podświadomie) prowadzą do smutnych konsekwencji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam podobnie, tak mi się zdaję. Czasem przypomnę sobie jakąś sytuację, kiedy byłam mała (jak to dziecko, różne rzeczy się robiło) i... Myślę, jaka ja byłam głupia, wstyd mi za swoje zachowania, bo teraz rozumiem, że nie powinnam była się tak zachować. I choć może reszta tego nie pamięta, to ja mam świadomość, że ja pamiętam. Nawet nie muszą to być odległe czasy. Często mówię dużo przy znajomych, czasem nie panuję nad sobą, albo mam jakieś zaniki, co powiedziałam i kiedy się dowiaduję to taki wstyd mnie ogarnia... Nie jeden raz pisałam później do tych ludzi z przeprosinami. Niby już się przyzwyczaili, że tak mam, ale... Rozumiesz, ta świadomość. Wstyd. Poniekąd to dobrze, że takie coś mam. Można powiedzieć, że nie mamy wyjebane na swoje zachowanie (przepraszam za to słowo). Ale z drugiej... Trzeba się ogarnąć. Utworzyć tę magiczną granicę. Pytanie tylko, gdzie ona jest?

    OdpowiedzUsuń