piątek, 2 września 2016

5 metod na naukę

A więc zaczęło się. 
Powrót do ciemiężycielskiego systemu, bezlitosnej harówy, wszechobecnej propagandy... 
Dobra, dobra, żartuję.

Ekhem.
Pewnie dla wielu z Was wrzesień oznacza powrót do instytucji zwanej szkołą. Dla mnie również. 
Może nie skaczę z radości (tym bardziej, że to ostatnia klasa gimnazjum, a więc spora dawka stresu i ciężkiej pracy), ale też jakoś szczególnie nie rozpaczam. Placówka edukacji nigdy nie była dla mnie synonimem kary czy mordęgi. Ośmielę się wręcz stwierdzić, że pod wieloma aspektami lubię szkołę. Przyjemność sprawiają mi chociażby spotkania z zacnymi ludźmi, ciekawe lekcje z ulubionych przedmiotów, słuchanie pełnych charyzmy nauczycieli, tak jak i samo zdobywanie wiedzy, nauka interesujących (niektóre naprawdę takie są) rzeczy. Bo gdy coś mnie zafascynuje, to uwielbiam zdobywać nowe informacje, proces uczenia się zagadnień, które nas kręcą jest świetny.
No dobra, są ciemne strony początku września.  Szkoła jednak dopiero się zaczęła, więc wolę nie psuć sobie i Wam humoru ich wyliczaniem na samym wstępie. Jeszcze zdążę ponarzekać, spokojnie. 


Każdego ucznia czeka wkuwanie nowej dawki wiedzy. Ile ludzi, tyle sposobów na naukę. W tym poście przedstawię Wam swoje metody, które stosuję, żeby ogarnąć wszystko, zdobyć trochę wiedzy i do tego przeżyć. To sposoby nie tylko do szkoły, ale do nauki w ogóle - na przykład języka. Przyznaję się bez bicia - nie zawsze udaje mi się je realizować. Ale staram się, bo mi naprawdę pomagają.
Nie jest to złota recepta na sukces, bo taka nie istnieje. U każdego działa co innego, u mnie to są wymienione niżej sposoby. 
Enjoy! 

 


Własnoręczne notatki
Jestem absolutnym wzrokowcem. Do tego najłatwiej zapamiętać mi coś, gdy sobie to zapiszę (dlatego nagminnie bazgrzę po rękach, żeby niczego nie zapomnieć). Tak więc nic dziwnego, że moją ulubioną metodą nauki jest tworzenie kolorowych, dużych, pięknych notatek.
Markery, cienkopisy i karteczki samoprzylepne w trakcie roku szkolnego stają się moimi najlepszymi przyjaciółmi. Nie jestem wielką fanką map myśli, robię je rzadko. Po prostu jak dla mnie nie są zbyt czytelne, za to forma dużej, ładnej notatki - jak najbardziej tak. 
Ktoś kiedyś odważył się nazwać moje skrzętne notatki ,,chińskimi znaczkami". No i tak, na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zabazgrane i chaotyczne, ale nie dajcie się zwieść! To wszystko powstało w oparciu o wcześniej ustalony, wyższy porządek - na przykład zwykle jedne informacje są utrzymane w tej samej kolorystyce, żeby się nie mieszały. Chyba, że zabraknie mi kolorków. No to wtedy nie. Ale pamiętajcie, to wszystko ma głębszy sens.
Takie własnoręcznie wykonane ,,ściągi" z najważniejszymi zagadnieniami nie tylko ułatwiają zapamiętanie informacji - są najlepsze przy powtarzaniu całego materiału (na przykład pięć minut przed sprawdzianem), bo macie wszystko w jednym miejscu. Dlatego jeśli jesteście wzrokowcami, to myślę, że to metoda dla Was. Pola poleca, czy coś. 

Gra w skojarzenia
Chyba każdy zna ten moment, w którym zapamiętał coś, ponieważ skojarzyło mu się z czymś zabawnym albo charakterystycznym. Czemu nie wykorzystać tego również w szkole? 
No dobra, znam jeden powód. Czasami skojarzenie może tak bardzo wbić się w mózg, że z głowy wylatuje właściwa definicja. Przykład? Bardzo proszę. Podczas pisania tego posta, jako dowód na geniusz tej metody chciałam opowiedzieć o tym, jak króla Sargona zapamiętałam dzięki skojarzeniu z Sajgonem. Sęk w tym, że na śmierć zapomniałam o tym, jak naprawdę nazywał się ten władca, bo w głowie utkwił mi ten nieszczęsny Sajgon. Musiałam ratować się Internetem.
Ale to skrajny przypadek. W większości sytuacji to naprawdę działa, chociażby do nauki słówek albo faktów. Nauczyłam się tak wszystkich przywilejów nadanych szlachcie. Koszycki, czyli stały podatek w postaci dwóch groszy z łana - wrzucają pieniądze do koszyka. Warcki, ograniczający prawo chłopów do opuszczania wsi - chłopi nie mogli przechodzić przez Wartę. Czerwiński, czyli król nie mógł odebrać szlachcie majątku bez wyroku sądu - pieniądze z czerwonego złota.
A słówko degrengolada (jedno z moich ulubionych w ogóle! Prawda, że piękne? Oznacza rozkład wartości moralnych) na zawsze wryło mi się w pamięć dzięki skojarzeniu z pinacoladą.
Głupawe? Owszem. Ale o to właśnie chodzi. 


Rozłożyć sobie naukę
Wielokrotnie robiłam tak, że ledwo wracałam do domu, od razu siadałam do lekcji i odrabiałam wszystko naraz, bo już chciałam mieć to za sobą, odbębnić,  a potem rzucić się na kanapę i odpocząć.
Błąd.
Po pierwsze, często robiłam to niedokładnie, na szybko. Po drugie, byłam bardzo zmęczona, bo bezpośrednio po wysiłku intelektualnym w szkole bombardowałam samą siebie następnymi zadaniami, ćwiczeniami, faktami. Nauka paru przedmiotów na raz też nie jest szczególnie dobrym pomysłem - wszystko się miesza. Mieszko staje się mniszkiem, kość promieniowa na pewno ma coś wspólnego z promieniotwórczością, a te elektrony to chyba od Elektry...
Dobra, może niezbyt trafne zobrazowanie sytuacji. Ale chyba wiecie o co chodzi, prawda? Podobnie nauka na dzień przed testem raczej nie jest świetnym pomysłem. Chyba, że u Was ta metoda działa, wtedy luz.
Dlatego warto rozsądnie rozplanować sobie naukę, żeby jednak coś tam wynieść, a przy tym zrozumieć. Bo wykuć i po chwili zapomnieć na rzecz wkuwania czegoś innego, każdy potrafi.


Łączenie nauki z zainteresowaniami
Ten punkt bardzo działa w nauce języków obcych. Swój angielski rozwinęłam nie tylko na lekcjach. Moja pasja do tego języka zaczęła się od oglądania filmików na YouTubie oraz wyszukiwaniu informacji, które mnie interesowały - chociażby o premierach książek, ulubionych autorach. Dość szybko bowiem zorientowałam się, że nie wszystko jest dostępne po polsku, a większość faktów znajdę po angielsku. A wracając do YouTuba- zaczęło się również od książek, bowiem początkowo zainteresowałam się booktubem, czyli kanałom poświęconym literaturze, później odkryłam też innych zacnych, anglojęzycznych youtuberów. I oglądanie tych krótkich filmików dało mi naprawdę wiele. Nawet nie zauważałam, że uczę się nowych słówek, osłuchuję z angielskim, poznaję slang i ,,żywy język". Dużo dało mi również sprawdzanie tekstów piosenek. 
Da się także przemycić trochę swoich hobby do innych przedmiotów - chociażby napisać pracę o ulubionym bohaterze literackim albo filmowym (sama stworzyłam charakterystykę Cinder z ,,Sagi księżycowej", a jeden z argumentów w rozprawce poświęciłam Cath z ,,Fangirl"), zrobić prezentację na geografię o ukochanym kraju... 
Nie zawsze się udaje (na przykład nie wiem, jak przemycić element literacki do znienawidzonej przeze mnie fizyki. Chyba tylko napisać opowiadanie o sile tarcia... ej, chwila. *rozważa możliwości fabuły*), ale na przykład przy językach obcych działa doskonale. 
Człowiek najłatwiej uczy się przez przyjemność.


Dać sobie czas na odpoczynek
Niby oczywiste, a jednak nie. Są tacy ludzie, którzy nie dają sobie ani chwili na oddech - bez przerwy wkuwają, wchłaniają kolejne porcje wiedzy, bombardują się nowymi informacjami. W końcu mózg i ciało, zmuszane do ciągłego wysiłku intelektualnego i narażone na ciągły stres, się zbuntują. Coś o tym wiem.
Wiadomo, czasami jest tyle roboty, że chce się usiąść i płakać, bo nie ma jak się wyrobić. Ale myślę, że da się tak rozłożyć sobie naukę, zagospodarować czas, żeby znaleźć chwilę dla siebie. Chociaż pół godziny. Ja na przykład ciągu dnia muszę mieć czas dla siebie i świruję, gdy go nie mam, bo bardzo go potrzebuję - no i zawsze udaje mi się go jakoś wygospodarować. Czasem jest trudno, ale warto.
Szanujcie swój mózg, on potrzebuje odpoczynku. Wy też. Usiądźcie, zrelaksujcie się. Poczytajcie książkę, obejrzyjcie odcinek serialu, posłuchajcie muzyki, zjedzcie coś dobrego, nie wiem. Nagródźcie samych siebie za wytężoną pracę umysłową i odpocznijcie. 
Należy Wam się. 


Koniecznie podzielcie się swoimi sposobami! 
Trzymajcie się,
P. 

Uwielbiam to wykonanie - jest takie piękne!

13 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie posty ^^ Kolorowe notatki są super (chociaż ja i tak muszę je sobie potem na głos przeczytać)! Tak samo jak nauka angielskiego przez czytanie książek czy oglądanie YouTube. A propos skojarzeń... Na konkursie rok temu, kiedy miałam wypisać plagi egipskie, ze stresu zapomniałam jednej. Siedziałam, wpatrując się w okno i po pewnym czasie w mojej głowie było tylko jedno "Boże, jak mogłam zapomnieć, przecież tyle razy to powtarzałam...", przez co zestresowałam się jeszcze bardziej. W końcu wzięłam głęboki oddech i zaczęłam myśleć o ładnych i przyjemnych rzeczach. Na przykład o motylach. I wtedy mnie olśniło! SZARAŃCZA! Co prawda nie zostałam wtedy laureatką, ale polubiłam motyle jeszcze bardziej :')
    Pozdrawiam ciepło!
    Muminek

    OdpowiedzUsuń
  2. Niektóre sposoby na pewno sie przydają, bo dzięki nim choć trochę można sobie ułatwić życie, no i naukę oczywiście. Ja mam w planach wprowadzić u siebie naukę angielskiego nie tylko w szkole (czy jak w moim przypadku nie tylko na uczelni). Nawet myślałam o tym, żeby ponownie rozpocząć wymianę e-maili z osobami z różnych państw, aby podszkolić swój angielski. Notatki robiłam na początku trzeciej klasy z biologii, ale zrezygnowałam, bo nic mi to nie dawało. Notatki podobno powinny być skrótowe i znaleźć się na nich najważniejsze informacje. Co mi po tym, jeśli ja musiałam pamiętać wszystko, a nie to co najważniejsze. Do tego z przepisywaniem zdań schodziło mi bardzo dużo czasu, a sprawdzianów i tak nie pisałam lepiej, więc dałam sobie spokój.

    Podobno pojawienie się czterolistnych koniczynek zależy od gleby. I na prawdę talentu w tym nie ma żadnego, bo w podstawówce miałam złamanego palca, siedziałam na boisku na lekcji wf-u i po chwili ogarnęłyśmy z koleżankami, że w jednym miejscu rosną same czterolistne koniczynki, więc szybko uzbierałam ile się da, a po lekcjach zaniosłam do domu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kto ma zapowiedziane już 3 sprawdziany? Ja. Więc na pewno skorzystam z porad. Mam nadzieję że trochę ułatwią mi życie ;D

    http://i-love-books-more-than-people.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Pola, dlaczego Ty wszystko piszesz tak, że czyta się miło?
    Czekam na opowiadanie o sile tarcia! Naprawdę. Myślę, że mogło by być ciekawe xD
    Też mam tę przypadłość iż jestem wzrokowcem, dlatego wszelkie pisaki i karteczki ogromnie ułatwiają mi sprawę. Do tego rysunki i karykaturki walające się na stronach notatek. Ach! I potem, właśnie, człowiek wychodzi na takiego "chińczyka".
    Kiedy uczyłam się chemii do egzaminu gim. Zmieściłam całe dwa lata nauki w dwóch stronach A4. Było tam tyle obrazków, że głowa mała.
    Sposób skojarzeniowy jest obłędny. Nigdy nie pomyślałabym, że można tak się w niego wkręcić, iż w głowie pozostaje tylko sajgonka :D
    U mnie najwięcej sposób na uczenie uaktywniało się podczas nauki wiersza. Było więc bieganie po całym domu, skakanie po łóżku i krzyczenie do poduszki "tyś krwię, ja w sobie nie mam rumianości ", wychodzenie na świeże powietrze i powtarzanie w kółko tego samego, kręcenie się na krześle i wyobrażanie sobie tego, czego się uczy.
    Podziwiam Cię, że potrafisz tak wcześnie wziąć się do nauki. Ja zawsze wszystko (zwłaszcza w trzeciej klasie) odkładam i odkładam, aż w końcu wstawałam o 4:30 bo trzeba było napisać wypracowanie, nauczyć się do sprawdzianu i dwóch kartkówek... Ech! Nie wiem, Polu, która metoda jest gorsza. Nie potrafię np. Uczyć się po 21:00. Mój mózg wtedy się wyłącza. Może to jest właśnie ta potrzeba odpoczynku mózgu.
    Mam też zły zwyczaj ignorowania kartkówek z angielskiego, którego jakoś nie lubię (pewno przez lenistwo) i uczenia się do nich na przerwie. Jest to już po prostu kucie. 60 słówek w 15 minut i wszystkie odchodzą tuż po napisaniu kartkówki. Ech!
    No nic, miłego roku szkolnego! :) też lubię szkołę. W końcu to taki kawał mojego życia!

    Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Skojarzenia czasami potrafią tak ułatwić życie. Kiedy w trzeciej klasie musiałam się nauczyć, co odróżniać homozygotę i heterozygotę. Zamiast wkuwania formułek wolałam skojarzyć sobie te pojęcia odpowiednio z homoseksualistami heteroseksualistami. Do dziś pamiętam :D
    Teraz, kiedy nie otworzono mi w szkole grupy z włoskiego i musiałam iść na hiszpański (?Que tal? - ciekawe, jak się robi na klawiaturze ten odwrócony znak zapytania) bazuję na tym, co kojarzę z włoskiego. Cuaderno - Quaderno. Como - Come. Nombre - Nome. Estas - Stai. Mal - Male. Asi, asi - Cosi, cosi.
    Po powrocie ze szkoły nie wolno siadać od razu do lekcji, tylko dać sobie czas na odpoczynek, by mózg trochę się zregenerował.
    Sama trochę przemycam trochę geografii do swojego życia i wychodzi z tego coś mniej więcej w stylu gadania o prądach akumulacyjnych, migracjach, różnicach kulturowych i trzęsieniach ziemi. Okej, to nie jest normalne :D
    Pozdrawiam
    (Buenas noches)
    Tutti :D

    OdpowiedzUsuń
  6. jak dobrze, że edukacja dawno za mną:D ale szkoła to tak naprawdę też wyjątkowy w życiu czas i najlepsze znajomości:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Używam takich samych porad, u mnie się sprawdzają, więc polecam tez innym. ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Porady idealne. Dla mnie najbardziej przydatne te z rozkładaniem sobie pracy i robieniem odpoczynków. Nie robię odpoczynków, przez co źle rozkładam pracę XD jedno ciągnie drugie. Nie wiem dlaczego. Mam zawsze w głowie taką myśl, że jak przerwę to nie zdążę i potem siedzę do nocy, bo mój mózg pracuje na mniejszych obrotach... A do tego jeszcze kiedyś muszę pisać i czytać i ehhhh... Za dużo tego. Ale w tym roku, postanawiam, że zastosuję się do WSZYSTKICH twoich porad XD
    Ze skojarzeń korzystam często... W podstawówce na hiszpańskim skojarzyłam sobie la derecha z beretem. Co prawda nie widzę tutaj prawie żadnego podobieństwa, ale kiedyś widziałam i ważne że zapamiętałam XD
    Notatki zawsze i wszędzie, kolorki często idą w ruch. Najczęściej zapisuję w jakiś punktach i czasami do tego rysuję obrazki. Ale to naprawdę rzadko, raczej nie mam na to czasu...
    Jeśli chodzi o łączenie nauki z zainteresowaniami to nie zawsze się to udaje... Ehhh... Ale co zrobić? Staram się wykorzystywać każdą sytuacje, żeby nawiązać gdzieś do mitologii, pistarstwa lub opowiedzieć o miejscach, które odwiedziłam.
    Tak, na pewno skorzystam z twoich rad. Koniecznie, więcej przerw w nauce.
    Pozdrowionka,
    Bianka!
    zakrecone-zycie-huncwotow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Też bardzo bardzo zaprzyjaźniam się zawsze z notatkami i w sumie lubię je robić :D Najłatwiej mi się w sumie tak uczy. Ogólnie jeżeli są jakieś tematy do czytania z podręczników (biologa czy historia) to łatwiej mi też zawsze się skupić jak idę na dwór (póki ciepło ;3) poczytać w jakimś cichym miejscu w ogrodzie (jezu to tak majestatycznie brzmi) :D
    Jedynie z rozkładaniem nauki mam trochę problemy...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju chciałbym tyle napisać w komentarzu do tego posta, że aż mi się nie chce #leniuszek. Ale to dlatego, że wiem, że sama wydrukuję nasę postów na ten temat niedługo ;)
    Na razie więc tylko chwalę post, a najbardziej część o odpoczynku (i to nie dlatego, że jestem #leniuszkiem, le dlatego, że dobre rozłożone przerwy to podstawa).

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja używam własnych notatek i dobrze gospodaruję czasem, no i daje sobie duuużo momentów na odpoczynki! Poza tym, jestem chyba inteligentny x) Skojarzenia u mnie zazwyczaj nie działały, ale YouTube'y i piosenki... hmm... może trochę poprawiły mój angielski, kto wie... ;D

    Dawaj abstrakcyjne opowiadanie o sile tarcia!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe metody, które mogą ułatwić niektórym ogarnięcie materiału i naukę. Ja sama nie korzystam z tych, których wyżej wymieniłaś... Chyba nie korzystam z żadnej metody do nauki w liceum. Chociaż... W trakcie czytania podręcznika zakreślam sobie zakreślaczem ważne informacje (głównie w podręczniku od historii) i wolę niektóre notatki pisać od myślników, wtedy szybciej rzucają mi się w oczy i łatwiej mi zapamiętać np. liczbę cech w czymś tam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Korzystam ze wszystkich wymienionych przez ciebie sposobów, prócz rozkładania nauki... niestety, najczęściej uczę się tylko noc przez testem, a potem się dziwię, że mało pamiętam. Trzeba się nauczyć organizować czas, bo potem na nic go nie starcza! :I
    Aby określić swoje predyspozycje naukowe, polecam stronkę indywidualni.pl - dzięki zakupionemu tam pakietowi przekonałam się, jak się uczyć, by się nie przemęczać i coś z tego wynieść ;p Niestety, jest on dosyć drogi, ale wszystkie informacje, które tam uzyskałam, przydały mi się w 100%.
    Też nie lubię map myśli! Są zbyt chaotyczne. Wolę sobie zrobić kolorową notatkę na kartce A4 z rysunkami, wykresami itd., niż pięćset strzałek przecinających się w każdym możliwym punkcie.
    Pozdrawiam i życzę sukcesów w nauce! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń