poniedziałek, 16 maja 2016

William Hawkings musi umrzeć

Witam!

Jak zapowiadałam w poprzednim poście, dzisiaj będzie opowiadanie! 
(Można klaskać, czy coś)
Otóż pismo Victor Gimnazjalista co jakiś czas organizuje konkurs na opowiadanie inspirowane zdjęciem albo ramką ze słowami. Wcześniej już próbowałam swoich sił, dwa opowiadania można przeczytać na blogu, być może niektórzy z Was nawet pamiętają- były to Uśmiech twojego psa oraz Świadek (matko, rok minął od tego czasu, jak to się w ogóle stało).
W każdym razie, tym razem wysłałam swój tekst i został on opublikowany. 
Proszę państwa, oto ,,William Hawkings musi umrzeć"!
Wyzwanie to hasła: biblioteka, martwy, promień, skok, kolce. 
No to zapraszam:


William Hawkings musi umrzeć



Jestem mordercą, pomyślałem z odcieniem mrocznego triumfu.
Aga wpatrywała się oniemiała w niepodważalny dowód mojej zbrodni. Czekałem cierpliwie na jej reakcję, siedząc na kanapie i nie mogąc opanować złośliwego uśmiechu.
– Zabiłeś go – szepnęła w końcu. – Naprawdę go zabiłeś.
– No – odrzekłem z dumą.
Aga pokręciła głową. Jej niebieskie oczy rozszerzyły się.
– Nie wierzę. Myślałam, że żartujesz.
– Ani trochę.
Jej mina wyrażała tak bezgraniczne potępienie, że na ułamek sekundy ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Szybko wyrzuciłem je z głowy. To była świadoma decyzja, nad którą wystarczająco długo myślałem. Koniec zastanawiania się. Koniec śmiesznych oporów. Koniec życia w ucisku.
William Hawkings musiał umrzeć.
Aga odwróciła się do laptopa dumnie spoczywającego na biurku i znowu wpatrzyła w lśniący ekran. Kursor przy pogrubionym wyrazie KONIEC migał prowokacyjnie.
– To zbrodnia – oświadczyła. – Zbrodnia przeciwko wszystkim czytelnikom.
Wzruszyłem ramionami.
– Konieczna zbrodnia.
– William Hawkings jest martwy!
– Przecież wiem, sam go zabiłem – warknąłem. – Zresztą mówiłaś, że go nie lubisz. Czemu tak to przeżywasz?  
– Bo oni cię znienawidzą, nie rozumiesz? Będziesz przeżywał najazdy krwiożerczych fanów! Pamiętasz, jak było z Arthurem Conan Doylem? Po zabiciu Sherlocka dostawał tyle listownych pogróżek, że w końcu go ożywił!  
Wyprostowałem się.
– A ja nie będę nikogo ożywiać! – oznajmiłem buntowniczo. – I wiesz co? Cieszę się! Cieszę się jego śmiercią!
Powiedziałem prawdę, jakkolwiek strasznie by nie brzmiała. Dawno tak dobrze mi się nie pisało, jak tego dnia, gdy kończyłem ósmą część „Przygód Williama Hawkingsa”. Moje palce wręcz śmigały po klawiaturze, słowa same układały się w zdania, a ja nigdy nie czułem się tak lekki. Nienawidziłem Williama. Szczerze nie znosiłem własnego bohatera, z którym przeżyłem siedem części serii i piętnaście nadprogramowych opowiadań. Coś, co miało być luźną, jednotomową, nieco kiczowatą opowiastką o zadufanym w sobie poszukiwaczu skarbów próbującym odkryć tajemnice antycznej biblioteki, okazało się bestsellerem. Czytelnicy oraz wydawnictwo wciąż pragnęli więcej. I jeszcze więcej. A ja posłusznie im tego dostarczałem, mimo że w środku aż mnie skręcało.
Dlaczego? Bo ludzie chcieli to czytać. Bo tylko to, ze wszystkich moich powieści, zostało ciepło przyjęte. Bo fani wysyłali mi nieco przerażające listy w stylu „Pana książki są jak promień słońca w mrocznej rzeczywistości”. Bo wymagano ode mnie, żebym pisał, więc to robiłem, cierpiąc nad każdym zdaniem narracji Hawkingsa.   
Stałem się niewolnikiem własnego dzieła.
Aga wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić. Rola pierwszej czytelniczki i korektorki moich tekstów nauczyła ją niezbędnej cierpliwości.
– Jesteś pewien, że chcesz to zrobić?
Pokiwałem głową.
– Na pewno?
– Nienawidzę go – oświadczyłem patetycznie.
Dziewczyna dyskretnie przewróciła oczami.
– Wiem, mówiłeś. Ale obawiam się, że jesteś w tym zdaniu odosobniony. Adam, ludzie mają plakaty z Hawkingsem. Wieszają sobie jego słowa na ścianach. Chodzą w koszulkach z jego twarzą. Przeżywają każdą jego porażkę jak własną. Kochają go.
– Ale ja nie.
– Stworzyłeś go.
– Wiem! Nie sądziłem tylko, że będę musiał to ciągnąć! – Wypuściłem ze świstem powietrze. – Słuchaj, ja już tak dłużej nie mogę.  Po prostu… gdy myślę o tym, że znowu mam pisać o poszukiwaniu jakichś debilnych artefaktów, starożytnych bibliotekach w podziemiach, książkowych szyfrach oraz o tym heroicznym, tępym Hawkingu i jego miłostkach, to robi mi się niedobrze. Mam dosyć, Aga. Chcę się rozwijać. Chcę stworzyć coś nowego. Chcę się uwolnić.
Dziewczyna okręciła się na obrotowym krześle. Przez jakiś czas milczała, najwidoczniej analizując mój żałosny monolog.
– No dobra. Okej. Rozumiem. A przynajmniej tak mi się wydaje. Tylko nie mógłbyś chociaż jakoś sensownie go zabić?
Uniosłem brwi.
– To znaczy?
– To znaczy, że zamordowałeś go w wyjątkowo mało wyrafinowany sposób. Daj spokój, jak to w ogóle brzmi: Hawkings próbował przeskoczyć pułapkę, jednak źle wymierzył odległość i spadł prosto na żelazne kolce.  
Uśmiechnąłem się mściwie.
– Ostatni skok!
– Adam, litości. Ludzie tego nie kupią. Dawno nie widziałam tak idiotycznej śmierci, nie wspominając o tym, że William przeskoczyłby tę pułapkę. Jest bohaterem, największym poszukiwaczem skarbów w historii i w ogóle. Ja wiem, że go nie lubisz, ale zasługuje na śmierć z klasą.
Westchnąłem. Może rzeczywiście trochę przesadziłem z zemstą.
Moja przyjaciółka wstała z krzesła.
– Muszę już iść. Zmień te kolce, błagam. Może spróbuj jakoś bardziej dramatycznie, no wiesz, poświęcenie, bohaterstwo, ratowanie życia, te sprawy. Zresztą, znasz się na tym.
To prawda. Miałem lata praktyk w pompatycznych scenach z Hawkingsem.
Dziewczyna ruszyła w stronę drzwi. Zatrzymała się jeszcze w przejściu i odwróciła się. Na jej twarzy zaigrał uśmiech.
– Wiesz co?
– Co?
– W sumie to nawet jestem z ciebie dumna.
Po jej wyjściu usiadłem przy biurku. Przez chwilę wpatrywałem się w ekran, na którym widniały napisane przeze mnie słowa. Kolce… Rzeczywiście brzmiało tragicznie. Musiałem to zmienić. A potem doszlifować całość i wysłać do redaktora.
Dawno nie miałem takiej tremy.
Zawiesiłem palce nad klawiaturą. Po chwili bezproduktywnego gapienia się przed siebie, skapitulowałem i kliknąłem krzyżyk w prawym, górnym rogu. 
Otworzyłem nowy plik. Odetchnąłem głęboko, nie mogąc powstrzymać dziecinnego podniecenia.
Biała kartka. Czysta strona.  
Rozprostowałem palce i zacząłem pisać.

***

Ciekawostka- zainspirowało mnie to, że ponoć Arthur Conan Doyle nie znosił Sherlocka Holmesa. Jednak fani (jakby jeden z pierwszych fandomów!) tak go kochali, że gdy pisarz uśmiercił swojego bohatera, wielbiciele wysyłali mu listy z pogróżkami i w ogóle była żałoba, więc biedny Doyle musiał ożywić detektywa.


Pozdrawiam!
P. 


20 komentarzy:

  1. *cichutko klaszcze opuszkami palców*
    Gratuluję publikacji ;) Przynajmniej swój tekst opublikowałaś na blogu, ja z moim zwlekam od końca wakacji...
    Lubie to powiadanie. Może nie odmieniło dogłębnie mojego życia, ale przyjemnie się je czyta, a na dodatek jest bardzo pomysłowe. Ilez to autorów pisze, bo tak chcą fani. Choćby taka pani Montgomery. Miała być jedna - bodajże - Ania, wyszło kilka.
    Nie wiedziałam, że tak się z tym Sherlockiem historia potoczyła. Oj, ciekawie, nie powiem. Czego to fani nie zrobią dla ulubionego bohatera - mogą nawet prześladować psychicznie swojego najukochańszego autora :P
    Pozdrawiam ciepło, serdecznie i mocno (?)
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam ciekawa jak to było z tym Scherlockiem, więc cieszę się, że o tym napisałaś. Ja za to o słyszałam, że Artur Conan Doyle nie chciał wydawać Scherlocka. Początkowo chciał wydać inne dzieła, ale nikt mu nie chciał przyjąć. Za to w jednym wydawnictwie zauważyli inną książkę jaką był Scherlock i powiedzieli, że tamtej nie wydadzą, ale tą detektywistyczną, którą autor pisał do szuflady, bardzo chętnie wydadzą. I tak świat ujrzał przygody Scherlocka.
    Jednak nawiązując do Twojego opowiadania to jest bardzo fajne. Przyjemnie się czyta, a i schemat nie jest oklepany.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, hej!
    Baaaaardzo fajne opowiadanie! Temat oryginalny, jeszcze się z takim nie spotkałam. Nie wedziałam, że sprawa z Sherlockiem potoczyła się w taki sposób. Interesujące xd
    Przyjemnie się czytało, naprawdę. Nie chciałabym pisać przez taki długi czas o bohaterze, którego nienawidzę. Chyba że dla samej przyjemności, którą sprawiłoby mi ostateczne uśmiercenie postaci xd
    Czekam na więcej twoich opowiadań! Z niecierpliwością!
    Pozdrowionka,
    Bianka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Co ja Ci, geniuszu, mogę powiedzieć? ^^ spróbowali by tylko tego nie opublikować!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję publikacji! (Brzmi tak profesjonalnie... kurczę, kurczę, kariera kwitnie - i słusznie!) Opowiadanko jest bardzo zacne i sympatyczne. Adam nie musiał się długo starać, by zdobyć me serce, jego skłonność do dramatycznych monologów i rozwalająca mściwość zrobiły swoje :D
    Słyszałam tę historię z Conan Doylem i rozhisteryzowanymi fanami Sherlocka; zdaje się, że nawet opublikowano nekrolog pana Holmesa w gazecie.
    Nie no, fajne to opowiadanie. Serio mi się podoba. A dialogów, jak wiadomo, nigdy dosyć!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam z wielką przyjemnością ,jeszcze nigdy nie czytałam czegoś podobnego czekam z niecierpliwością na dalszą część.
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję publikacji! Victora Gimnazjalistę swojego czasu czytałam i to dość regularnie :) Tak samo zresztą jak Victora Juniora czy Cogito. Super, że to opowiadanie się znalazło w magazynie, bo rzeczywiście jest super.
    I ta ciekawostka o autorze Sherlocka ;) Nie byłam jakoś świadoma tego, że autor może mieć dość pisania o bohaterze, którego sam stworzył :)

    Pozdrawiam i życzę więcej sukcesów w pisaniu :)
    www.itakowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie dziwię się, że opublikowali ten tekst. Opowiadanie jest wprost genialne! Pod koniec miałam tylko jedną myśl w głowie: ,,Czemu to się tak szybko skończyło?" :D
    Naprawdę oczarowałaś mnie. Było intrygująco (zwłaszcza na początku), a z drugiej strony pokazałaś dylematy, które towarzyszą pisarzom. A zabijanie bohaterów jest naprawdę fajne! :>
    Jakby ktoś wyrwał jedną kartkę z książki - o pisarzu nienawidzącym swojego głównego bohatera. Czytało się naprawdę płynnie i niesamowicie przyjemnie. Z odpowiednią dozą humoru. Po prostu codo! <3
    Pozdrawiam!
    academie-mirandel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku! Jak tu jest ślicznie! Widzę, że dość znacznie zmieniłam szatę graficzną bloga! :D Jest po prostu cudowna! ♥
    Jaa! Ale świetne opowiadanie! Takie iście profesjonalne!
    Ciekawa historia z tym Sherlockiem i Doylem, nie miałam o tym pojęcia! :D A Sherlocka również baardzo lubię! ^^
    Byłam na recitalu Kuby Jurzyka w zasadzie przez przypadek, bo miałam jechać na recital Sylwii Przetak, która się rozchorowała, a w zastępstwie za nią wystąpił Kuba. Średnio byłam do tego przekonana, ale, szczerze mówiąc, bardzo mi się podobało i przekonałam się do Kuby, za którym nigdy nie przepadałam ^^. Jeżeli będziesz mieć jeszcze kiedyś okazję, to bardzo polecam recital Natalii Piotrowskiej - najlepszy z wszystkich 3, na których byłam! <3
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie:) Tak, dość znacznie zmieniłam szatę graficzną bloga i chyba na dobre mu to wyszło, cieszę się, że się podoba:)
      No ja właśnie też nigdy nie byłam fanką Kuby, ale ostatnio jakoś tak bardziej go polubiłam. Marzę o recitalu Natalii Piotrowskiej, to chyba moja ulubiona wokalistka z Accantusa! I po cichu mam nadzieję, że Krzysztof Szczepaniak również zacznie recitalować;)
      Pozdrawiam również!
      P.

      Usuń
  10. Popatrz, taka zdolna Dziewucha z publikacjami w prasie papierowej, a swojego bloga nazwała "takizwyczajnyblog", paranoja! ;d

    Podoba mi się jak operujesz tymi "warknął", "wypuścił powietrze ze świstem", "obróciła się na krześle". Bardzo to naturalnie wychodzi i uwiarygadnia dialog!

    Mam takie wrażenie, że Adam siadł do tego kompa i konformistycznie napisał kolejny tom o dzielnym Hawkingsie, który NIE spadł na kolce, tylko wpadł w dziewiątą, dziesiątą (itd.) część serii i kolejne nadprogramowe opowiadania! ;d

    Pozdrawiam, zabieraj się za Sabinka cz. 2!

    I jeszcze się zareklamuję, a co!
    KULTURA & FETYSZE BLOG (KLIK!)

    OdpowiedzUsuń
  11. O rany, ale świetne opowiadanie! :D Chwalę kreatywność. Z tych słów złożyłabym jakąś absurdalną groteskę, ale tobie udało się z tego zrobić coś fajnego. Super :D
    Tylko dlaczego on wszystko zaczął pisać od nowa! ;-; Taka długa powieść, już gotowa. Można było usunąć parę ostatnich rozdziałów i pół pracy nie poszłoby na marne! ;-; Ale dobra. Nowy początek, lepszy start. Rozumiem. Czasami trzeba zacząć od zera zamiast poprawiać, bo jeszcze bardziej to można zniszczyć. (Ale i tak płacząca emotka. ;-;).
    Szczerze powiedziawszy, w ogóle nie rozumiałam A.C.Doyla. No bo jak można nie lubić bohatera, którego się samodzielnie stworzyło? No błagam. Ale wszystko się zmieniło po tej opowieści. Biedny Adam. W sumie to poradził sobie, jednak te wszystkie lata męczenia się ze znienawidzonym protagonistą... a wydawca, fani, krytycy i cały świat krzyczą "Kolejna powieść! Kolejna powieść!". To musi być okropne :<
    I właściwie to nie potrafię zrozumieć postępowania pierwszych fanów Sherlocka. To tak, jakby czytelnicy Rowling zalewali ją listami z pogróżkami, że czemu uśmierciła tyle ukochanych postaci, a ona napisałaby wtedy ósmą część Harry'ego Pottera, w której wszyscy (oprócz Voldka) ożywiają. Przecież to byłaby jakaś parodia! Ogólnie to jestem przeciwnikiem jakichkolwiek zmian w kanonie pisarza, nawet w fanfickach. Ostatecznie jest to wizja autora, który chce się dzielić swoją twórczością ze światem, a odbiorcy albo to przyjmują, albo nie.
    Gratuluję publikacji na łamach Victora! :D
    Pozdrawiam i życzę weny! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo, bardzo fajnu tekst! Nie za dlugi przez co latwo go przeczytac jednnym tchem no I ma sie wrazenie jakby sie czytslo ksiazke, przynajmniej ten poczatek typowo ksiazkowy :) Pozdrawiam I gratuluje :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo niebanalny tekst! Ja pewnie napisałabym o akcji, która dzieje się w bibliotece, a Ty świetnie wplotłaś to w dialog. Jestem pod wrażeniem! :)
    Poszerzając horyzonty - Klik!

    OdpowiedzUsuń
  14. O, nie wiedziałam, że z Sherlockiem wiąże się taka ciekawa historia. I kto by pomyślał - pierwszy fandom powstał XIX wieku :D
    Tak sobie myślę, że teraz bardzo wielu autorów tworzy kolejne książki, mimo że nie lubi swoich bohaterów. Wiele osób pisze też tak, jak pragną tego czytelnicy - po prostu ich pomysły ubierają w ładne słowa i wydają w wielomilionowych nakładach. Smutne, ale prawdziwe.
    Bardzo fajne jest to Twoje opowiadanie - takie niebanalne, bez schematów. Muszę się pochwalić, że ja i mój brat mamy takie imiona jak bohaterowie Twojego opowiadania :D
    No i przede wszystkim: gratuluję publikacji! ♥
    Pozdrawiam cieplutko,
    Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj, przeczytałam sobie komentarze ludzi i muszę dodać... '
    Swojego bohatera naprawdę można nie lubić! Jestem tego żywym przykładem. A co do tej białej kartki. Ja zinterpretowałam to tak, że biedak zaczął na nowo zupełnie inną opowieść i w sumie, jeśli tak było, zupełnie chłopinę rozumiem xD też bym tak zrobiła :P

    Pozdrawiam cieplutko Polę i wszystkim zacnych komentatorów ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli mam być szczera, to nie sądziłam, że to pismo jeszcze się ukazuje :D Pamiętam to z dzieciństwa i myślałam, że umarło śmiercią naturalną.
    Ej no, po takim bohaterze to ja tez spodziewałabym się jakiejś innej śmierci. Coś musiało się stać, coś szalonego i dramatycznego. Coś, o czym wszyscy będą mówić :D Tak to sobie wykminiłam: powinien być wielki czyn, a potem płacz i stypa. Wiele łez. I kobiet chyba też. Coś mi się jednak wydaję, że jak Twój bohater usiadł do pisania to stworzył nową książkę, a nie scenę śmierci. W końcu - skoro przeżył już tyle z bohaterem, którego nie cierpiał, to mógł się przemęczyć jeszcze trochę.
    Fajny tekst i naprawdę gratuluję publikacji. Życzę kolejnych sukcesów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pismo żyje i ma się dobrze:D
      Tak, bohater zaczął tworzyć zupełnie nową książkę. A kolce poprawi, wszak William Hawkings musi zginąć śmiercią wielką, heroiczną i dramatyczną! Podoba mi się to, co wykminiłaś:D
      Dziękuję pięknie:)
      Pozdrawiam ciepło!
      P.

      Usuń
    2. Taki ze mnie dziennikarz, że nawet nie ogarniam, że te gazety jeszcze się ukazują:D

      Usuń