Zaczęło się od posta o serialach internetowych w niestety zawieszonej/zamkniętej już Norze Anny Marii - i później już poszło. Nagle otworzył się przede mną cały świat seriali i filmów na YouTubie - z odcinkami trwającymi po kilka minut albo półgodzinnych produkcji, tworzonych przez profesjonalne grupy filmowe, amatorów, pasjonatów, miłośników literatury. Wspominam tych ostatnich, bo szczególne miejsce w moim sercu mają tak zwane literary web series - literackie seriale internetowe, zwykle adaptujące klasyczne powieści i dramaty w rodzaju ,,Dumy i uprzedzenia", ,,Emmy", ,,Wiele hałasu o nic" czy ,,Ani z Zielonego Wzgórza" oraz przenoszące je do współczesności, bądź też wykorzystujące postacie prawdziwych pisarzy. W Internecie jest cudowny zakątek dla ludzi zakochanych w klasycznej literaturze i są nim właśnie literary web series.
Poza tym każdy znajdzie coś dla siebie - kryminał noir, serial kostiumowy, fantasy, musical, parodia. Jest wielu pasjonatów, którzy tworzą seriale i filmy krótkometrażowe, wykorzystując YouTube'a jako środek przekazu, a do tego często bawiąc się formą vlogów i mediów społecznościowych. Moja lista non stop się powiększa - jest jeszcze dużo rzeczy, o których chciałabym napisać i jeszcze więcej, które chciałabym obejrzeć! Dziś więc tylko ułamek - a niedługo, mam nadzieję, więcej tytułów.
Zanurzmy się więc w świat youtubowego kontentu! Zacznijmy od klasyki...
Poza tym każdy znajdzie coś dla siebie - kryminał noir, serial kostiumowy, fantasy, musical, parodia. Jest wielu pasjonatów, którzy tworzą seriale i filmy krótkometrażowe, wykorzystując YouTube'a jako środek przekazu, a do tego często bawiąc się formą vlogów i mediów społecznościowych. Moja lista non stop się powiększa - jest jeszcze dużo rzeczy, o których chciałabym napisać i jeszcze więcej, które chciałabym obejrzeć! Dziś więc tylko ułamek - a niedługo, mam nadzieję, więcej tytułów.
Zanurzmy się więc w świat youtubowego kontentu! Zacznijmy od klasyki...
The Lizzie Bennet Diaries
(Pemberley Digital)
O The Lizzie Bennet Diaries wspominałam wielokrotnie, zaklinając, że na pewno ,,niedługo o tym napiszę" (to magiczne zdanie, a jego magia polega na tym, że im częściej je powtarzasz, tym mniejszą ma szansę się ziścić). Ostatecznie post nigdy nie powstał, co jest ogromnym skandalem, bo LBD to serial pod każdym względem wspaniały. To zarazem chyba najbardziej ,,klasyczny" literary web series i pierwszy, który zdobył nagrodę Emmy.
Lizzie Bennet to zadłużona studentka komunikacji uwielbiająca ,,deszcz, klasyczne powieści i wszystkie filmy z Colinem Firthem" (!). Wciąż żyje z rodzicami i dwiema siostrami - praktycznie idealną Jane i problematyczną Lydią. Jej kanał na YouTubie to swoisty video blog o jej życiu - w jej filmikach przewijają się matka z obsesją na punkcie zamążpójścia córek, najlepsza przyjaciółka Charlotte (która pomaga jej w tworzeniu filmów), obie siostry, kuzynka Mary, nowy bogaty sąsiad i atrakcyjny student medycyny Bing Lee (!) i pewien irytujący, bogaty arogant nazwiskiem Darcy.
Części osób ten opis na pewno wydaje się znajomy - tak, Lizzie Bennet Diaries to uwspółcześniona adaptacja Dumy i uprzedzenia Jane Austen, powieści z przełomu XVIII i XIX wieku. I jedna z moich ukochanych adaptacji w ogóle. Ten podpunkt można by nazwać właściwie ,,10 powodów, aby kochać Lizzie Bennet Diaries", bo serial darzę ogromną miłością z bardzo wielu powodów. Po pierwsze, uwielbiam Dumę i uprzedzenie. A twórcy, Hank Green i Bernie Su, ewidentnie uwielbiają ją również! Widać w tej produkcji masę pasji i entuzjazmu, i dużo szacunku do oryginału; jasne, jest trochę zmian, jak chociażby w liczbie sióstr Bennet (z pięciu zredukowana do trzech - Mary pojawia się jako kuzynka i ma dość istotną rolę w fabule, a Kitty występuje jako... kociak należący do rodziny) oraz oczywiście związanych z przeniesieniem historii sprzed dwóch stuleci do współczesności. Przeniesienie to jednak jest czymś absolutnie genialnym i uwielbiam to, jak twórcy przekształcili poszczególne elementy historii.
Powieść Austen, autorki często niesłusznie, och, tak bardzo niesłusznie dyskredytowanej jako twórczyni ,,romansów dla pensjonarek", dla mnie jest przede wszystkim znakomitą powieścią obyczajową, błyskotliwym portretem ówczesnej klasy średniej i arystokracji z subtelnym ironicznym humorem i elementami społecznej satyry, przykładem ciętego dowcipu, mistrzostwa w budowaniu dialogów i kreowaniu postaci; wreszcie na wskroś współczesną historią o dwojgu ludzi, którzy mimo różnic i początkowej niechęci budują dojrzały, świadomy związek. Dzisiaj wydaje się oczywiste. Pod koniec XVIII wieku? Dość nowatorskie. Tę obyczajowo-społeczną stronę powieści doceniają i ukazują twórcy Lizzie Bennet Diaries, fantastycznie przenosząc ją na współczesność. W dzisiejszym zachodnim społeczeństwie szybkie małżeństwo z bogatym mężczyzną nie jest aż tak dręczącą i ważną kwestią dla młodych kobiet jak dwieście lat temu - ale kariera, problemy absolwentów uniwersytetów z pracą i trudny wybór między realnym zatrudnieniem a marzeniami już zdecydowanie tak. Pojawiają się tematy rodziny, uprzedzeń, prywatności, Internetu i nowych środków komunikacji, nowych mediów, wciąż istniejących podziałów społecznych, łatwego oceniania ludzi, nieświadomego ranienia bliskich, toksycznych związków, niełatwych relacji. Uwielbiam przeniesienie szczególnie trudnych do uwspółcześnienia elementów z powieści, bo zostały rozwiązane mistrzowsko - scena z oświadczynami pana Collinsa (!!!), wątek Charlotte, czy wreszcie postać Lydii są niesamowicie kreatywne i błyskotliwe. Postać Lydii to zresztą jeden z powodów, dla którego kocham ten serial - uwielbiam rozwinięcie jej wątku i stworzenie z płytkiej i głupiutkiej bohaterki pełnokrwistej i bardzo dramatycznej postaci. Dopóki nie obejrzałam serialu, nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś napiszę to zdanie: płakałam na scenie z Lydią Bennet. Autentycznie płakałam z powodu Lydii Bennet.
LBD różni się od innych adaptacji właśnie tym skupieniem na motywach obyczajowych - większość ekranizacji zdecydowanie koncentruje się na samym wątków miłosnym, te pozostałe często traktując jako wdzięczny dodatek. Tutaj Darcy we własnej osobie pojawia się w 60 odcinku (i zdecydowanie warto czekać!). Oczywiście, wątki romantyczne są tu niesamowicie istotne, a do tego cudownie urocze i... no cóż. Bardzo romantyczne. Chemia między bohaterami jest świetna, relacje nieoczywiste i, tak jak w życiu, skomplikowane i niełatwe; do tego otrzymujemy masę nienachalnej słodyczy, cudownie romantyczne sceny i dwie fantastyczne pary, którym nie da się nie kibicować - wątek, a raczej wątki miłosne są więc poprowadzone świetnie. Ale zarazem nie są to wcale wątki dominujące i nie pochłaniają całej uwagi. LBD skupia się na kwestiach rodziny, przyjaźni, relacji Lizzie z siostrami i Charlotte, czyniąc je równorzędnymi - uwielbiam ukazanie trudnej, ale silnej siostrzanej więzi i fantastycznej, wiernej kobiecej przyjaźni. I to jest coś, co ten serial bardzo wyróżnia.
Do tego aktorzy są absolutnie fenomenalni - Ashley Clements jest jakby stworzona do roli Elizabeth Bennet, ironiczna, zabawna, popełniająca błędy, Laura Spencer (Jane) idealnie kochana i przeurocza (a przy tym w ogóle nieprzesłodzona!), a Mary Kate Wiles (Lydia) ma niesamowitą charyzmę i świetnie prowadzi swoją postać. Charlotte w wykonaniu Julii Cho to fantastyczna, lojalna, inteligentna i praktyczna dziewczyna. Bing Lee (grany przez Christophera Seana) jest idealnie kochany i słodki, pan Collins (Maxwell Glick) jest po prostu panem Collinsem, a Darcy... a Darcy to Darcy. Daniel Vincent Gordh idealnie pasuje mi do wyobrażeń o współczesnym właścicielu Pemberley. Iluzję naturalności poza absolutnie genialną grą aktorską podtrzymuje formuła vlogów (chociaż momentami nieco naciągana - twórcy usiłują wyjaśnić obecność kamery przy wielu wydarzeniach i raz wychodzi im to zgrabnie, innym razem trochę mniej) - istnieje kilka kanałów na YouTubie poszczególnych postaci (jeden z nich jest wręcz kluczowy dla fabuły), Lizzie odpowiedziała na kilka pytań w Q&A, a praktycznie każdy bohater ma swoje konta w mediach społecznościowych (co przy późniejszych literackich serialach internetowych stało się dość powszechne).
The Lizzie Bennet Diaries ma wszystkie cechy dobrego serialu - jest świeży, zabawny, błyskotliwy, napakowany masą ciętego dowcipu, ciepła, humoru i nawiązań do popkultury, świetnie napisany, miejscami komiczny, miejscami dramatyczny, romantyczny, życiowo mądry. A zarazem niesamowicie pokazuje uniwersalność adaptowanej powieści, która poza zmianami wiążącymi się z uwspółcześnieniem pozostała prawie dosłownie żywcem przeniesiona na ekran - bo mogą zmieniać się kostiumy, rekwizyty, niektóre motywy postępowań. Ludzie, ich historie i błędy pozostają zatrważająco podobne.
Za The Lizzie Bennet Diaries stoi Pemberley Digital, firma zajmująca się produkcją seriali internetowych na podstawie klasycznych powieści. Obok Dumy i uprzedzenia mamy więc adaptacje Sanditon (Welcome to Sanditon), Emmy (Emma approved), a spoza dorobku Jane Austen także Małych kobietek (The March Family Letters) i Frankensteina (Frankenstein, MD).
Shipwrecked Comedy

Shipwrecked Comedy to amerykańska grupa filmowa tworząca ,,komediowe historyczne literackie treści" - a więc seriale internetowe, filmy krótkometrażowe, czy vlogi z życia dziewiętnastowiecznych pisarzy i postaci literackich. Ekipę tworzy rodzeństwo Sean i Sinead Persaud (zajmują się scenariuszami), Sarah Grace Hart oraz Mary Kate Wiles (czyli Lydia z The Lizzie Bennet Diaries!) i tworzą absolutne cudeńka. Twórcy ewidentnie są zakochani w dziewiętnastowiecznej literaturze, stylistyce retro i starym kinie i te inspiracje bardzo silnie widać w tych produkcjach - klimat ich filmów jest obłędny. Do tego wszystko tonie w absurdzie, nawiązaniach i specyficznym poczuciu humoru.
O jednej z produkcji Shipwrecked już pisałam - to Edgar Allan Poe's Murder Mystery Dinner Party czyli jedenastoodcinkowy serial z wdziękiem łączący komedię, zbrodnię, sporo literackich nawiązań i znanych pisarzy. Edgar Allan Poe wraz ze swoją współlokatorką Lenore organizuje wielką kolację połączoną z grą kryminalną. Na literacką imprezę zaprasza prawie samych kolegów i koleżanki po fachu - na liście gości są więc takie nazwiska jak Oscar Wilde, Charlotte Brontë, Ernest Hemingway, Fiodor Dostojewski, Louisa May Alcott czy George Elliot; do tego dochodzi jeszcze gość specjalny - piękna Annabel Lee. Kolacja zapowiada się więc całkiem ekscytująco, a na pewno emocjonująco. Gdyby tylko nie ten niespodziewany trup...
Więcej o serialu pisałam tutaj, zapraszam, zachęcam, autopromocja nie hańbi.
Edgar Allan Poe's... poprzedza A Tell Tale Vlog - miniserial w formie video bloga ukazującego proces twórczy Edgara oraz (nie)życie Lenore, ducha nawiedzającego jego dom. Z krótkich form dorobku Shipwrecked mamy też parę filmowych szortów (wykorzystującymi między innymi postać z Dziwnych losów Jane Eyre czy Emily Dickinson, którą ja kocham bardzo, bardzo), i Kissing in the Rain - krótki serial ukazujący scenki z życia pary aktorów, którzy jakoś często razem grają zakochanych - i dużo całują się w deszczu. Produkcja śledzi powolny proces przekonywania się do siebie dwóch filmowych par również poza planem i jest przeurocza - jeden odcinek trwa od minuty do dwóch, więc warto zaparzyć sobie herbatę i na parę minut zanurzyć się w magię kina oraz poodkrywać oblicza miłości w różnych sceneriach.
Najnowsze, bo sprzed paru miesięcy, cudeńko to The Case of the Gilded Lily - około czterdziestomnutowy komediowy kryminał noir, który jest swoistą parodią filmów z lat 30 i 40. Czego tam nie ma: nieco zgorzkniały, introwertyczny detektyw, dociekliwa reporterka, złota era Hollywood, sekrety największych gwiazd, aktorzy, piosenkarki w długich błyszczących sukniach, bar z muzyką na żywo, głos z offu, dużo papierosów. Delikatnie wyśmiewa się tam i celowo przerysowuje schematy z kryminałów noir, jednak bez kpiny, raczej z miłością i podziwem, igra z motywami i przyzwyczajeniami. Jeżeli ktoś ma ochotę na lekką, trochę absurdalną, zabawną historię z sympatycznymi bohaterami i scenerią retro, to The Case of the Gilded Lily jest idealnym wyborem. Ja bawiłam się przednio, a klimat jest obłędny. Po seansie pozostaje spory niedosyt, a że zakończenie pozostawia otwartą furtkę, mam nadzieję, że detektyw Ford Phillips wraz z nad wyraz gadatliwą Fig Wineshine jeszcze ruszą do akcji.
Każda produkcja Shipwrecked to mała perełka - dopracowana, pełna pasji, zaangażowania i miłości. Chyba szczególnie widać to w Edgar Allan Poe's Murder Mystery Dinner Party i The Case of the Gilded Lily, bo to dwa największe projekty tej grupy, zarówno pod względem długości jak i realizacji. Mamy grupę fantastycznych aktorów, w przypadku filmu piękne czarno-białe zdjęcia, a do tego specjalnie skomponowaną muzykę (w obu produkcjach jest fantastyczna! Czasem specjalnie włączam sobie czołówkę do Poe Party albo cały soundtrack, a do The Case of the Gilded Lily poza świetnym głównym motywem muzycznym powstała nawet specjalna piosenka śpiewana przez Mary Kate Wiles, A Change of Scene) i dużo, dużo absurdalnego poczucia humoru.
Seriale gatunkowe
Poza rejonami literatury na YouTubie warto wypuścić się też na inne wody - chociażby musicalowe. Projekt o którym mówię, Muzzled the Musical (Will Save Productions) doczekał się niestety tylko trzech odcinków. Szkoda, bo projekt zapowiadał się dość intrygująco i te powstałe odcinki warto obejrzeć, zwłaszcza jeśli lubi się chociażby bajki Disneya. Rzecz rozgrywa się w świecie, w którym społeczeństwo podzieliło się na księżniczki i książęta, ,,tych dobrych" oraz ,,tych złych", czyli największych baśniowych bandziorów - ,,blackhearts" po przegranej wojnie za karę pozbawieni zostają możliwości śpiewania: a w tym świecie muzyka to największa broń...
Muzzled the Musical to serial miksujący muzykę, humor, zabawę baśniami i a'la disneyowskimi motywami. Mamy główną bohaterkę, Malfalię, która mimo bycia córką jednej z największych ,,złych" w królestwie marzy o śpiewaniu i poznaniu księżniczek, same księżniczki, które są bogatymi wrednymi dziewczynami; mamy paru barwnych i sympatycznych bohaterów oraz liczne pojedynki wokalne. Podoba mi się pomysł na muzykę jako broń i największą magię - muzyczna strona zresztą jest więcej niż satysfakcjonująca, bo aktorzy wokalnie zdecydowanie dają radę, a niektóre kompozycje niesamowicie wpadają w ucho. Efekty specjalne zdecydowanie nie są profesjonalne, ale trzeba pamiętać o ograniczonym budżecie tego typu produkcji. No i pojawia się parę znajomych twarzy z Lizzie Bennet Diaries! Ashley Clements jest świetna jako najbardziej rozpieszczona i okrutna z księżniczek, a Mary Kate Wiles po raz kolejny pokazuje, że potrafi wcielać się w naprawdę różne role, bo każda jej postać jest zupełnie inna. Poza tym kto by pomyślał, że Lydia i pan Collins (tak, on też tu gra!) tak dobrze będą się dogadywać w innym świecie.
Kolejna produkcja to propozycja fantasy od Mythica Entartainment - Ren: The Girl with the Mark to dość klasyczna gatunkowa opowieść o magii, społeczeństwie rządzonym przez tyrana, zakazanej mocy i pewnej niezwykłej dziewczynie, niepasującej do standardów swojej wioski. To co robi zdecydowanie robi wrażenie, to świetna jak na tak niewielką produkcję realizacja - przepiękne scenerie, kostiumy, zdjęcia, całkiem niezłe efekty specjalne. Sama historia może nie jest szczególnie odkrywcza, ale też nie musi być - jest przede wszystkim urzekająca i nieźle zrobiona, a przez swoje pięć odcinków wciąga i trzyma w napięciu. Podoba mi się, jak zbudowane są relacje między bohaterami, podoba mi się postać Ren, wrażliwej i dzielnej dziewczyny niepasującej do niewielkiej społeczności, podobają mi się przepiękne krajobrazy, muzyka, historia, która zdecydowanie angażuje i wzbudza zainteresowanie. Do tego wszyscy bohaterowie mówią z nienagannym brytyjskim akcentem. Warte obejrzenia.
Czekam na
Andersen High Chronicles (The Late Night Thinkers) - anglojęzyczny literary web series tworzony przez trzy dziewczyny z Polski, tym razem bawiący się motywami z klasycznych baśni, a zwłaszcza Królowej Śniegu. Bohaterami będą uczniowie szkoły Andersen High, formuła to vlogi poszczególnych postaci. Obecnie trwają prace nad scenariuszem, niedługo mają zacząć się poszukiwania pierwszych aktorów, a już teraz można zajrzeć na instagramowe konto jednej z postaci o wymownym nazwisku Bianca White. Niedługo mają ruszyć przesłuchania. W projekcie uczestniczą dwie moje koleżanki i bardzo na ten serial czekam. Uwielbiam retellingi baśni, uwielbiam ich uwspółcześnione wersje i uwielbiam literary web series. Obecnie trwają jeszcze prace nad krótkim filmem Play pretend. Warte uwagi.
Zdjęcie 1: kadr z The Lizzie Bennet Diaries
Zdjęcie 2: kadr z The Case of the Gilded Lily
Zdjęcie 3: Melbourne WestFest
Będę pierwsza lalalaaalalalaaa
OdpowiedzUsuńPozwol, ze napisze bez polskich znakow. To yyy zawsze mnie duzo kosztuje, by to poprawiac... bo piszac zupelnie nie zwracam uwagi... Na nic! xd
OdpowiedzUsuńAz czuje potrzebe odwdzieczenia sie Tobie za TAKA ilosc tekstu i informacji i jeszcze TAKI KOMENTARZ u mnie. Odpisalam o ile sie nie myle, mam ogromny problem z systematycznoscia i chyba nalezalo by z tym skonczyc, od dzisiaj zaczynam sumiennie dbac o Rozmowy Noca, yeaaah! Ile mozna gadac o sobie kiedy mozna o Poli(i?). Mloda! xd Leszczu! Piszesz, jak jakas kobitka bisneswoman, sluchaj! "... z redakcji jakiejs czy ten. Tak pisac jest moim marzeniem. Bogate, ale proste slownictwo, nieprzyslaniajace osobowosci, bez lania wody i do tego szczera opinia. Rewelka!
Ja dzisiaj nie kontaktuje, to jest tak z tymi serialami, ze jak Grupa Darwin tworza, tak? Serial, ale na yt? Cos mam w sobie do siebie i obok siebie, ze usmiecham sie na sama mysl o seralach bazujacych na disneyu, basniach, legendach, bywa, ze czasem ukrywam to przed sama soba. Bo jak to tak, byc mieszanka, tu taka, a tu jakies roszpunki, krolewny i rycerze. Pytanie tkwi w tym, po co dlaczego mielibysmy tkwic w tej szarej i chorej rzeczywistosci, c'nie? Mam ogromna nadzieje, ze uda mi sie to poogladac, ostatnio w tej przerwie majowej statam sie ogladac jeden film dziennie, moze skusze sie na to? Dziekuje :D
Za to ze jestes tymbardziej
Zapraszam z gory na wieczorny post(chamska reklama) o ile uda mi sie go wstawic!
Wielbie, Mira
Ha, ha, dziękuję ♥
UsuńTak, trochę jak Darwin! Miałam zresztą napisać o Darwinie, ale to może przy innej okazji. Tak, serial, ale na youtubie - przy czym duża część tych seriali różni się od takich ,,zwykłych" długością odcinków (kilka, kilkanaście minut) i czasami formą (patrz: formuła vlogów w LBD czy wielu innych literary web series). Rzeczy bazujące na baśniach i legendach są super, też lubię takie zabawy tymi motywami :)
Nie znam tego tematu zupełnie. Ładnie mnie w niego wprowadziłaś. Te musicalowe baśnie brzmią interesująco, szkoda, że jednak tak mało odcinków puścili.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że z tą stroną internetu miałam styczność tylko i wyłącznie przez mojego chłopaka, który nałogowo śledził G.F. Darwin. Na początku byłam przekonana, że każdy ich filmik to oddzielna historia, ale ukochany wyprowadził mnie z błędu. Okazało się, że to youtubowy serial. Nawet nie pomyślałam, że mogłoby być tego więcej, a tu proszę :) Rzeczywiście każdy może znaleźć coś dla siebie!
OdpowiedzUsuńKurczę, usunęła mi się połowa komentarza:(
OdpowiedzUsuńNarzekałam, że w mojej wersji "Dumy i uprzedzenia" tłumaczka postanowiła niektóre imiona wymienić na polskie odpowiedniki - i tak Elisabeth została Elżbietą lub Lizzy (jak to mogło nikogo nie razić?), Lydia to Lidia, występuje też Katarzyna, ale Jane i Mary to już Jane i Mary (chociaż mogła być Maria, skoro tłumaczka już się uparła).
Narzekałam też, że na początku sądziłam, że dwie najmłodsze siostry Bennet stanowią tylko tło, aby uwypuklić jeszcze niezwykłość Mary-Jane-Sue i Lizzy, ale na szczęście później odegrały znaczniejszą rolę w fabulę, w każdym razie Lydia.
Jeju, czemu jest tylu kreatywnych ludzi na świecie... już pomijając to, że muszę się sporo douczyć w tych podstawowych sztukach, jak muzyka, teatr, literatura, seriale, o malarstwie to już nawet wspominać nie będę, to jeszcze jest przecież mnóstwo dobra w bardziej niszowych produkcjach. Wieki by mi zajęło ogarnięcie tego wszystkiego, a w tym czasie powstałoby jeszcze dwa razy więcej rzeczy... A jak oprócz sztuki chcesz jeszcze coś wiedzieć o nauce, to już po tobie! Ze wstydem patrzę na tę jedyną pozaszkolną książkę o fizyce, która leży nietknięta już od dłuższego czasu. Właściwie to mogłam się nawet nie zabierać za rośliny, bo teraz mam tylko wyrzuty, że wiem tak mało.
(Chyba już zaspokoiłam swoją potrzebę narzekania na dzisiaj, lepiej późno niż wcale).
Hej, nie wiedziałam, że projekt o Andersenie ma też tumbrla! Może dziewczyny się chwaliły na Instagramie, ale już ze trzy tygodnie tam nie wchodziłam, czuję się zacofana! No nieważne, już się zabieram za zgłębianie treści, dzięki za link!
No, fajnie, że się dzielisz takimi rzeczami. Ten serial o Poe('m?) mnie szczególnie zainteresował już wcześniej, ale chyba za mało wiem (i lubię, heh) XIX wiecznych pisarzy, żeby się za to zabrać.
Pozdrawiam i życzę miłej majówki! kotołaczka02
O nieee. Nigdy nie rozumiałam idei tłumaczenia niektórych imion z oryginału na polski - to znaczy, rozumiem, ale jakoś nie lubię tego zabiegu. W literaturze dziecięcej jest on jak najbardziej na miejscu, ale w tej doroślejszej... Angielskie imiona to angielskie imiona. Akcja ,,Dumy i uprzedzenia" rozgrywa się w Anglii i imiona to jakby element świata przedstawionego. Zresztą tak jak piszesz, to brzmi tak strasznie niezręcznie, jak jedne bohaterki tudzież bohaterowie otrzymują polskie odpowiedniki, a jedne nie - i tak Elizabeth jest Elżbietą, ale Jane to wciąż Jane, chociaż jak już tłumaczymy, to mogłaby zostać Janiną. Chociaż drugiej strony, kiedy czytałam ,,Wichrowe Wzgórze", gdzie Catherine była Katarzyną, a siostra Edgara Izabelą (no a Heathcliff, jak to Heathcliff, był po prostu Heathcliffem), nieszczególnie mnie to uwierało i brzmiało całkiem na miejscu. Więc to chyba zależy :D
UsuńDOKŁADNIE, jest tylu twórczych, niesamowitych ludzi i projektów na świecie! W samym świecie filmu: z jednej strony klasyczne, światowe, kultowe kino, z drugiej zaległości w filmach Marvela, z trzeciej niszowe, niezależne produkcje. A poza filmem jest przecież malarstwo, literatura, rzeźba, teatr, musicale, ostatnio powoli wsiąkam w oglądanie baletu i poznaję pierwsze terminy... ars longa, vita brevi, zaiste.
No właśnie, przecież trzeba by spędzić wieki na odkrywanie tego wszystkiego! To zarazem frustrujące i cudowne, bo chociaż czasem to aż boli, że nie jest się w stanie fizycznie tego wszystkiego ogarnąć, to jednak zawsze, zawsze jest coś nowego do odkrycia; i to jest tak cholernie piękne.
Pozdrawiam i eee... miłej... połowy maja?(tak się kończy spóźnione odpisywanie na komentarze!)
Mam taki problem z książkami Austen czy sióstr Bronte, że mi się podobają szalenie, ale po dwóch tygodniach nic a nic z nich nie pamiętam. Nie potrafię wymienić bohaterów czy zarysować fabuły, ale wiem, że lektura była zaiste zacna.
OdpowiedzUsuńZaczęłam sobie oglądać "The Lizzie Bennet Diaries" (zważywszy głównie na to, że ten post uratował mi życie na bardzo nudnej lekcji historii i społeczeństwa) i dzięki temu miniserialowi zaczęło mi się trochę wszystko donośnie "Dumy i uprzedzenia" układać w głowie. Oglądam i przypominam sobie, że w książce coś podobnego jednak miało miejsce. W ogóle forma kilkuminutowych odcinków mi się szalenie spodobała - można sobie obejrzeć taki jeden, kiedy ma się kilka minut do wyjścia z domu i człowiek siedzi na kanapie i błaga, aby nadeszła ta ostateczna godzina wyjścia. Nie trzeba rezerwować sobie tych 20 i więcej minut, aby obejrzeć jeden odcinek w całości. No i forma vlogów też jest naprawdę ciekawa - dzięki niej bohaterowie wydają się odbiorcom bardziej bliscy, współcześni, autentyczni. No i poziom aktorstwa jest naprawdę dobry.
Nawet nie wiedziałam, że jakieś dziewczyny z Polski szykują taki ambitny projekcik. Ciekawe, jak im to wszystko wyjdzie.
Pozdrawiam
Magda
Nawet nie wiedziałam, że mogę uratować komuś życie na odległość! :D Kłaniam się, zawsze do usług!
UsuńYay, tak się cieszę, że udało mi się zachęcić Cię do LBD! O tak, krótka forma to naprawdę dobra rzecz, można sobie obejrzeć taki odcinek nawet jak nie ma się za dużo czasu albo bez wyrzutów sumienia machnąć sobie kilka (chociaż to może się wymknąć spod kontroli, ten serial tak wciąga!). A aktorzy w tym serialu to złoto ♥
Też jestem bardzo ciekawa i mocno trzymam za nie kciuki :)
Pozdrawiam również!
Ja należę do tej części osób, która rzadko ogląda yt (więc ten komentarz nie będzie bardzo długi) - wolę netflixa (chociaż kiedyś oglądałam, zresztą z Twojego polecenia 1815 vlog i pamiętam, że bardzo mi się podobało), ale po Twoim poście widzę, że czas to zmienić! Zwłaszcza ciekawi mnie LBD, chociaż (wstyd i hańba, i know) nie czytałam jeszcze "Dumy i uprzedzenia". Chociaż jak na musicalowego nerda przystało, chyba zacznę od Muzzled The Musical.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło!
Ola
ksiazkowa-dolina.blogspot.com