Are we going to prom or to hell?
(Zmierzamy na bal, czy do piekła?)
Heathers: The Musical (2014); zdj.Chad Batka
Heathers: The Musical to Off-Broadwayowska produkcja sprzed kilku lat, oparta na scenariuszu do filmu Michaela Lehmanna Heathers z 1988 roku (w polskiej dystrybucji ukazał się on pod tytułem Śmiertelne zauroczenie). Musical szturmem podbił serca publiczności, a w każdym razie tak można wywnioskować po internetowych wylewach entuzjazmu, masie inside joków w komentarzach i trochę szalonym fandomie. Pierwotnie miałam pisać tu tylko o spektaklu, ale żeby nabrać orientacji, obejrzałam też filmowy pierwowzór i on też zdecydowanie zasługuje na parę słów - tym bardziej, że ma status kultowego i jest chyba jednym z ciekawszych filmów dla młodzieży w ogóle.
Sherwood, Ohio. Liceum Westerburg, końcówka lat osiemdziesiątych. Veronica Sawyer, wrażliwa, inteligentna nastolatka o ciętym, ironicznym poczuciu humoru przyłącza się do najbardziej potężnej szkolnej kliki - trzech dziewczyn o imieniu Heather. Heathers są piękne, zepsute, bezwzględne i niepodzielnie władają całym Westerburg. Dla Veroniki dołączenie do tej grupy to szansa na podniesienie statusu i lepsze życie w szkole - w końcu liceum to dżungla, a popularne dzieciaki to drapieżniki, z którymi warto się trzymać, żeby nie zginąć. To mniej więcej wszystko, co wiedziałam o fabule. Dodajmy do tego nowego ucznia, tajemniczego Jasona 'JD' Deana i na tym może zakończmy - bo wiedząc tylko tyle o tej historii, byłam właściwie pewna, czego się spodziewać. I bardzo, bardzo się pomyliłam.
Pamiętam, że gdy oglądałam musical, przy pierwszym zwrocie w fabule aż zrobiłam pauzę i cofnęłam, żeby upewnić się, czy dobrze widzę, co się dzieje - Heathers, jeżeli nie wiecie o nim zupełnie nic, może zupełnie Was zaskoczyć i wbić w fotel. Ta historia to istna jazda bez trzymanki; mroczna, niepoprawna, zabawna, odjechana, krwawa, absurdalna czarna komedia z przerysowanymi postaciami, trochę surrealistycznym humorem i pokręconą fabułą.
Musical do przesłuchania poleciła mi przyjaciółka - warto tu od razu zaznaczyć, że Heathers to nie Hamilton, gdzie w soundtracku zawarta jest praktycznie cała treść; tu pomiędzy poszczególnymi piosenkami jeszcze bardzo dużo się dzieje. Warto, poza przesłuchaniem piosenek w wykonaniu oryginalnej obsady, zobaczyć jedną z adaptacji, żeby poznać całą historię - na YouTubie dostępne są różne wersje (lepsze i gorsze) różnych grup teatralnych, od Off-Broadwayowskich bootlegów, przez inne teatry, aż do licealnych sztuk.
Heathers:The Musical jest głośny, kolorowy, niegrzeczny, zabawny i mocno dramatyczny jednocześnie - a przede wszystkim zaskoczyło mnie, jak mroczny (nawet nie wiecie, jak trudno mi nie zdradzać szczegółów fabuły!). Soundtrack jest absolutnie fenomenalny (na Wikipedii sztuka widnieje jako ,,rockowy musical" i to chyba dobre określenie) i niewiarygodnie chwytliwy (co bywa problematyczne, gdy człowiek łapie się na nuceniu ,,touch me there and there and there!"), a wiele piosenek wzbudza naprawdę silne emocje - słuchając całej ścieżki dźwiękowej, na przemian można uśmiechać się, śmiać, tańczyć, wzruszać i mieć ciarki. Oryginalna obsada odwala znakomitą robotę - Barrett Wilbert Weed jako Veronica jest niewiarygodna, śpiewa najbardziej trudne partie, jakby robiła to od urodzenia, a jej wokal to czyste złoto; ma rozbrajający śmiech, a zarazem ukazuje bardziej wrażliwą stronę swojej bohaterki. Jessica Keenan Wynn jako Heather Chandler jest idealnie złowroga i ma tak czysty, niesamowity głos, że za każdym razem mam ciarki. Każdy z aktorów potrafi tchnąć życie w swoją postać, obdarzyć ją własnym, indywidualnym rysem i sprawić, że nie da się o niej zapomnieć.
W scenariuszu nie brakuje niecenzuralnego humoru, ale o ile pojawiają się bardzo wulgarne linijki, tak nigdy nie są one niesmaczne. Musical jest dobrze wyważony, błyskotliwy, absurdalny, niepokojący, przesiąknięty amerykańską popkulturą, dowcipny i upiorny zarazem. Takie zestawienie brzmi prawie niemożliwie, ale Heathers to wybuchowa mieszanka. A pod warstwą kolorów, świetnej muzyki, czarnego humoru i dobrej zabawy kryje coś znacznie więcej - to przecież historia, która porusza takie tematy jak śmierć, samobójstwo, dyskryminacja, prześladowanie, przemoc i strzelaniny w szkole. W groteskowy sposób przedstawia samotność, toksyczne związki, homofobię, bullying, okrucieństwo nastolatków i obojętność dorosłych. Chwytliwe piosenki i niepoprawny humor momentami silnie ścierają się z tak poważną tematyką - chociażby pogodne w melodii Blue opowiada przecież o uczniach napastujących seksualnie swoją koleżankę. Na tym polega przewrotność Heathers - na tym balansowaniu między czarną komedią, a trudnymi kwestiami.
Kadr z filmu Heathers (1988), reż.Michael Lehmann
Oryginalne Heathers w Stanach uchodzą za kultowe - w Polsce chyba niewiele osób kojarzy ten film, dopóki nie usłyszałam o musicalu, nie wiedziałam nawet o jego istnieniu. Za oceanem z kolei mnóstwo osób go uwielbia, uznając za najlepszy film młodzieżowy z lat osiemdziesiątych, a niektóre teksty to chyba wręcz klasyki (What's your damage?, F*ck me gently with the chainsaw czy wreszcie moje ulubione How very). Veronicę zagrała młodziutka, wówczas siedemnastoletnia Winona Ryder (sama twierdziła, że to jedna z jej ulubionych ról w ogóle), a Jasona Deana Christian Slater. Film oglądałam będąc już po wielokrotnym przesłuchiwaniu soundtracku musicalu i byłam zaskoczona, jak bardzo Off-Broadwayowski spektakl jest mu wierny - a zarazem jak bardzo się różni. Sztuka starannie odwzorowuje adaptowany pierwowzór, ale zarazem bardzo go rozbudowuje, nadając głębi - rozwija pewne wątki i postacie, dodaje nowe elementy fabuły, nadaje odpowiedni kontekst. Otwierający numer, Beautiful, ukazuje postać Veroniki przed staniem się częścią Heathers i ukazuje motywy, które kierowały nią w dołączeniu do szkolnej elity - czyli coś, czego zabrakło w filmie. Główna bohaterka nabiera głębi, wyraziściej ukazane są jej emocje i wątpliwości; podobnie u postaci JD uwidacznia się większa wrażliwość. My Dead Gay Son to jedna linijka w filmie, a w sztuce została przekształcona w całą piosenkę. Musical fabularnie znacznie bardziej trzyma się kupy, koryguje to, co nielogiczne, nie tracąc zarazem absurdalnej żyłki. Spektakl Laurence'a O'Keefe i Kevina Murphy'ego wydobywa więc z oryginału dużo świetnych elementów, dodając znacznie większy ładunek emocjonalny - można kibicować bohaterom (o co trudniej w filmie), można przeżywać ich losy, można się silnie wzruszyć.
Twórcy musicalu poszli w tym kierunku i był to świetny wybór - nie czyni to jednak pierwowzoru gorszym czy niedorobionym, chociaż może się bardziej lub mniej podobać. Oryginalne Heathers stawiało po prostu na coś zupełnie innego. To przede wszystkim czarna komedia i satyra na licealną rzeczywistość. Istna jazda bez trzymanki. Winona Ryder jako Veronica jest świetna, Christian Slater też fantastyczny, podobnie trzy Heathers, a scenariusz Daniela Watersa mroczny, błyskotliwy, niepokojący i groteskowo zabawny. Rozmowy między uczniami, nauczycielami oraz dziećmi i rodzicami są cudownie absurdalne i dziwaczne. To ten typ humoru, który nie wszystkim pasuje, gra aktorska jest mocno specyficzna, a cały film tak odjechany, że podczas seansu momentami zastanawiałam się, co właśnie oglądam. Heathers jest dziwny. Nie mogę powiedzieć, żeby był to mój ulubiony film. Ale zarazem ma w sobie coś, co sprawia, że trudno mu się oprzeć. Nie da się nie wsiąknąć w ten świetny klimat, w to szaleństwo, w tę zwichrowaną historię. Produkcja z 1988 roku posiada też coś, z czego musical zupełnie zrezygnował - niesamowitą atmosferę lat osiemdziesiątych, od fantastycznych kostiumów (nie mogłam się napatrzeć, są świetne!), przez fryzury, aż do tej charakterystycznej muzyki. Wyróżnia się też bardzo badassowym zakończeniem i przede wszystkim absolutnie, niesamowicie obłędnym klimatem - jest mroczny, groteskowy, surrealistyczny, krwawy, wręcz oniryczny (sekwencja snu Veroniki!), znacznie bardziej niż sztuka. Dziś może nie robi to aż takiego wrażenia - podejrzewam, że w latach osiemdziesiątych mogło być nawet szokujące.
Poniżej pierwsza piosenka, na dobry start.
Do zobaczenia po godzinie!
Szczerze mówiąc na samym początku odniosłam wrażenie, że jest to musical przesiąknięty amerykańską popkulturą. Dziewczyna, która chce się dostac do najlepszej paczki i być wyżej niż inni. Wygląda dosyć sztampowo. Jednak z czasem czytania, jak doszłam do wątków o tym, że ten musical jest mroczny i łączy elementy czarnego humoru i dobrej zabawy, pomyślałam sobie, że to może być na prawde ciekawe. Jest tylko jeden sposób, aby sie przekonać, samemu zobaczyć.
OdpowiedzUsuńWiem, wiem, brzmi sztampowo, ale zapewniam, że sztampowe nie jest, przynajmniej dla mnie zdecydowanie nie było :D Bo jasne, motyw amerykańskiego liceum, klik i złych, popularnych dziewczyn to klasyka, ale cała reszta fabuły to zupełnie inna bajka.
UsuńNo pewnie, polecam bardzo ♥
Do musicali jestem strasznie wybredna. Jeżeli nie będzie utrzymany w moim ulubionym, odrobinę mrocznym klimacie, nic z tego.
OdpowiedzUsuńHONEY WHATYA WAITIN FOOOR
OdpowiedzUsuńWELCOME TO MY CANDY STOOOOOORE
bardzo fajna jest ta piosenka jeśli chcesz się poczuć jak badass (polecam, sprawdzona metoda)
ja głównie znam to, Freeze Your Brain, Seventeen i Dead Girl Walking, ale muszę sobie dosłuchać, bo całość przeleciałam chyba tylko raz
musicale dobra rzecz!
głębokie ukłony od B.!
Oooo, ta piosenka to jest kwintesencja badassowości ♥ Jeszcze ten ruch biodrami w oryginalnej choreografii (od ,,of course if you don't care").
UsuńTIME FOR YOU TO PROVE YOUR NOT A LAMEASS ANYMOOOORE
Kłaniam się!
Niewiele mogę powiedzieć na temat musicalu. Chyba że liczy się to słynne High School Musical. Jeśli nie to innych nie oglądałam. A tak poważnie to tak jak z teatrem, jakoś tego nie czuję i zdecydowanie bardziej wolę seriale czy filmy.
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o nim nigdy. Nie przepadam za musicalami jako filmami - jedynie Mamma Mia i Sweeny Tood (cóż za rozbieżność). Jednak w gimnazjum i liceum często jeździliśmy do teatru muzycznego - no i to już co innego :) Tej sztuki nigdy nie widziałam, ale może jeszcze kiedyś się to zmieni?
OdpowiedzUsuńDamn, chciałam skomentować jak już przesłucham całego soundtracku, ale minął już tydzień a ja wciąż tego nie zrobiłam! Zresztą jak czytałam ten post i skończyło się "Beautiful", to byłam taka "więcej!", bo ta piosenka jest świetna i trochę oddaje sytuację, w której się teraz znajduję, więc się utożsamiam, no ale szkoła, więc pewnie nadrobię w weekend (to zdanie jest bardzo długie). W każdym razie ta pierwsza piosenka mi się podoba, a nawet "Hamilton" od razu mnie nie kupił (chociaż już "Aaron Burr, sir" mi się podobało, to byłam taka "mmm, rap", dopiero po "Satisfied" oddałam "Hamiltonowi" serce).
OdpowiedzUsuńNa wikipedii angielskiej piszą mniej więcej to samo, ale nie czytałam dokładnie opisu, żeby sobie nie psuć niespodzianki. Wiedziałam tylko, że high school, trzy Heathers, czarny humor i trudne tematy społeczne. Miodzio!
Pozdrawiam i życzę czasu na nadrabianie musicali! kotołaczka02
Miałam podobnie z Hamiltonem - na początku byłam nieco zdystansowana. Mignął mi w internetach, zapamiętałam, zignorowałam, później YouTube wyrzucił mi The Schuyler Sisters (nawet nie broadwayowski oryginał, tylko chyba wersję live action), przesłuchałam, było super, już pojawiła się iskierka, a później przeczytałam posta Bukwy i wpadłam. Pierwsze utwory to było jeszcze takie, no, łał, okej, fajnie, w sumie nie lubię rapu, ale to jest naprawdę niezłe, a pod koniec aktu pierwszego już przepadłam. A na koniec wiedziałam już, że Hamilton zawładnął moim sercem niepodzielnie, to jest tak błyskotliwy, zabawny, świeży, ściskający za gardło musical, że ja nie mogę ♥ Serio, on jest genialny pod każdym względem. Scenariusz. Gry językowe. Kompozycje. Muzyka. Wokal. Gra aktorska. Dużo, dużo, dużo emocji. No majstersztyk!
UsuńTu zakończę, bo zachwycać mogę się w nieskończoność :')
,,Satisfied" to jest złoto ♥
Nawzajem i miłego słuchania Heathers!
Z musicalem nie miałam do czynienia, a z filmem już tak. Odnoszę wrażenie, że sporo amerykańskich komedii o młodzieży czerpało z niego inspiracje, szczególnie "Wredne dziewczyny".
OdpowiedzUsuńWHAT'S YOUR DAMAGE HEATHER
OdpowiedzUsuńYOU SUGGEST WESTERBURG ISN'T A NICE PLACE?
WHERE ARE YOUR SCHOOL SPIRITS
YOU DON'T DESERVE TO WEAR OUR SCHOOL COLOURS!!!
(dobra, już ochłonęłam)
DAAMN. Heathers, moje kochane Heathers. Zdecydowanie jeden z lepszych "nowych" musicali. Chociaż nie przebija Hamiltona i nie jest tak emocjonalne jak Dear Evan Hanses, to i tak uwielbiam i mogę słuchać i przeżywać tę historię wciąż na nowo (chyba że chodzi o serial albo illegal heathers - to jest totalne dno, wodorosty i żenada). Uwielbiam ten humor, muzykę i bohaterów. Gdzieś w głębi serca marzę o zagraniu Heather Duke (ona jest taka niedoceniana że jejkuu), ale nie umiem śpiewać, więc mam marne szanse. Filmu widziałam tylko fragmenty, więc się nie wypowiem :D
Pozdrawiam!
O.
HONEY WHATCHA WAITIN FOOOR
ksiazkowa-dolina.blogspot.com
WELCOME TO MY CANDY STOOORE
(nie mogłam się powstrzymać, i'm sorry)
TAAAAK ♥ Jejku! Heathers są cudowne.
UsuńSerialu nie widziałam, zwiastun wygląda cringowo. Nielegalne Heathers za to jak najbardziej kojarzę i tak, to jest straszne, ale szkoda mi obsady, widać, że się starali, przynajmniej część; zwłaszcza szkoda mi dziewczyny, która grała Veronicę, wszyscy ją tak strasznie obśmiali, a widać, jak bardzo się męczyła na tej scenie i jak brnęła przez tę farsę.
Heather Duke jest rzeczywiście świetna i rzeczywiście dość niedoceniana, a przecież tak świetnie zagrana. Głos Alice Lee jest cudowny, taki... świeży i czysty (nie umiem opisywać głosów xD), a zarazem tak genialnie pasuje do wrednej dziewczyny ♥ Cudo!
Ja w głębi serca śpiewam najtrudniejsze partie z ,,Beautiful" i ,,Seventeen" :') Śpiewać nie umiem w najmniejszym stopniu, ale ten, można marzyć!
Pozdrawiam również!
Niestety należę do tej grupy osób, która z musicalami miała tylko kilka razy w życiu. "Heathers" wydaje się być na serio interesujące, zwłaszcza jeśli jest takie nieszablonowe, wyłamujące się ze schematu typowej opowiastki o amerykańskiej szkole średniej. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się je obejrzeć i przy okazji nie zawirusuję komputera :) Najwyżej będę pokładać swoja nadzieję w Netflixie, że "Heathers" w końcu trafi na niego.
OdpowiedzUsuńW ciągu tych prawie dwóch tygodni od publikacji tego postu zdążyłam przesłuchać "Beautiful" niezliczoną ilość razy - to o czymś świadczy.
Pozdrawiam cieplutko
Magda
Mi się marzy, żeby obejrzeć kiedyś jakiś spektakl na Brodway'u.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam - http://izabiela.pl/
Uwielbiam Heathers, zarówno w wersji filmowej, jak i musicalowej! Film znałam od dawna (przyznaję-Winona Ryder była moją małą miłością i oglądałam wszystko z jej udziałem, haha), to i musicalu dowiedziałam się stosunkowo niedawno, ponieważ jak wiele osób zainteresowałam się musicalami dopiero po sukcesie Hamiltona. Najbardziej podoba mi się jak współczesny jest, i jak aktualne są problemy, które porusza, mimo tego, iż powstał całkiem dawno temu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!