sobota, 11 lutego 2017

Edgar Allan Poe's Murder Mystery Dinner Party

Gathering the most brilliant minds in literature? Something was bound to happen.
 (Zebrać najbardziej błyskotliwe umysły literatury? Coś musiało się wydarzyć.) 

Znalezione obrazy dla zapytania edgar allan poe's murder mystery dinner party 

Edgar Allan Poe wraz ze swoją ironiczną, martwą współlokatorką, duchem Lenore, postanawia zaprosić przyjaciół na kolację połączoną z zabawą w morderstwo. Wieczorem zjeżdżają się goście. Do drzwi pukają Fiodor Dostojewski z butelką wódki w dłoni, Louisa May Alcott z garścią zielsk na kolację, Ernest Hemingway z nożem sprężynowym i papierosem w ustach. Nadciąga Mary Shelley, powiewając czarną suknią, Charlotte Brontë z wyniosłą miną oraz H.G Wells w steampunkowych goglach, dzierżąc własnoręcznie skonstruowaną mikrofalówkę. Przybywają elegancki Oscar Wilde, niezauważana przez nikogo Emily Dickinson i George Eliot, która oczywiście wcale nie jest kobietą. Agatha Christie wciąż się spóźnia, ale za to próg jadalni przekracza gość specjalny - piękna Annabel Lee ze swoim chłopakiem Eddiem. 
Wszystko przebiega dokładnie wobec planu... dopóki ktoś naprawdę nie zostaje zamordowany, a gra zamienia się w prawdziwe zabójstwa.
Czy goście Edgara uda się rozwiązać zagadkę, zanim najwybitniejsi pisarze stulecia zostaną wymordowani co do jednego? 

,,Edgar Allan Poe's Murder Mystery Dinner Party" (albo: ,,Edgar Allan Poe's Murder Mystery Invite Only Casual Dinner Party/Gala For Friends Potluck" - tak, to ten moment, w którym piszę to z pamięci, przerażające) to jedenastoodcinkowy serial internetowy. Stworzony został przez rodzeństwo Seana i Sinead Persuad (którzy odtwarzają także role Edgara oraz Lenore), wyreżyserowany przez Williama J. Striblinga, a wyprodukowany przez Shipwrecked Comedy i American Black Market. Na tę pozycję natknęłam dzięki mojemu ukochanemu serialowi internetowemu ,,Lizzie Bennet Diaries", współczesnej adaptacji ,,Dumy i uprzedzenia" (post o nim również niebawem, mam nadzieję). W ,,Edgar Allan Poe's..." bowiem pojawiają się znane twarze z ,,LBD", chociażby w głównych rolach -  Ashley Clements jako Charlotte Brontë i Mary Kate Wiles jako Annabel Lee (w trakcie pojawiają się też mrugnięcia okiem do fanów uwspółcześnionej ,,Dumy i uprzedzenia" i to fantastyczne mrugnięcia okiem!). Ten fakt, a także intrygujący tytuł zachęciło mnie do natychmiastowego wystukania tytułu w wyszukiwarkę.
Na początku pierwszy odcinek zainteresował mnie, ale aż tak nie porwał, niektórym może nawet wydawać się leciutko drętwy, ale nie zrażajcie się tym, serio. Nie przeszkodziło mi to zresztą we wciągnięciu się w historię, a potem...

Ach.

Już na drugim odcinku wiedziałam, że jestem absolutnie zakochana.



Na samym wstępie urzekł mnie pomysł zebrania razem i do tego uwikłania w zagadkę morderstwa wybitnych pisarzy, którzy w prawdziwym świecie nie mogliby się spotkać - chociażby Ernest Hemingway urodził się pięćdziesiąt lat po śmierci Poego. Interakcje między nimi zostały wykreowane z przymrużeniem oka, ogromnym humorem i wyobraźnią - co by było, gdyby Oscar Wilde poznał George Eliot? Jak Bronte dogadałaby się z Shelley? A co, jeśli Edgar Allan Poe walczyłby o względy pięknej Annabel Lee z Hemingwayem? Nie szukajcie tu zgodności chronologicznej i historycznej, wiernego epokom języka (Charlotte Brontë na przykład nie ma problemu z powiedzeniem ,,okay"),  bo nie o to tu chodzi - tylko o absurd i dobrą zabawę.
To serial przesiąknięty miłością do literatury i od razu dałam się porwać. Nawiązania, aluzje i odniesienia są niesamowite, niektóre wychwyciłam dopiero po dokładniejszym przeczytaniu o autorach. No i właśnie - przed seansem warto coś, cokolwiek już wiedzieć o tych pisarzach i ich dziełach, nawet zupełnie podstawowe fakty, bo inaczej może umknąć wiele żartów.  Polecam przede wszystkim poznanie choćby paru utworów Edgara Allana Poe - chociażby Lenore i Annabel Lee to bohaterki jego wierszy. 
Zabawa cytatami, motywami z literatury, bohaterami, skojarzeniami, faktami z życia pisarzy jest cudowna. Wyobraźnia twórców, to, jak jak połączyli fakty z historii oraz literatury, których nikt by ze sobą nie powiązał... niewiarygodne, serio. Wszystko zostało wymyślone i stworzone z dowcipem, wdziękiem oraz humorem.

Fabuła jest właśnie w głównej mierze oparta na tej zabawie motywami z literatury i historii, które stanowią trzon tej opowieści. Jako że mamy morderstwo, mamy również zagadkę kryminalną, a jak wiemy, od opowieści o zbrodni oczekujemy przede wszystkim dekonspiracji zabójcy oraz zakończenia wbijającego w fotel. Serial jak dla mnie to kryterium spełnia, na swój absurdalny i dowcipny sposób - wprawdzie niektórych elementów intrygi jak dla mnie można było się domyśleć, ale ośmielę się zasugerować, że nie spodziewacie się ostatecznego rozwiązania i motywu. Ja w każdym razie na pewno się nie spodziewałam i trochę szczęka mi opadła (nawet pomimo faktu, że ktoś w komentarzach pod jednym z odcinków niecnie zaspoilerował część rozwiązania - nawet pomimo tego byłam zaskoczona!). Powiem tak, to wszystko jest bardziej złożone, niż sądzicie! Jednak nie zagłębiam się szczegóły, bo domyślanie się tożsamości mordercy i snucie teorii to część zabawy. Zabawy, która kurczowo trzyma przed ekranami komputerów. Ta opowieść jest zwyczajnie urzekająca i wciągająca. Pochłonęłam ją w dwa dni, a pochłonęłabym prawdopodobnie w jeden, gdyby nie późna pora i środek tygodnia. To po prostu kawał świetnie napisanej historii z cudownymi dialogami, w której zakochałam się na zabój.

Podobny obraz


,,Edgar Allan Poe's..." to połączenie kryminału z komedią, więc poza intrygą mamy tu również, a może raczej przede wszystkim, mnóstwo znakomitego humoru. Absurdalnego, ironicznego, trochę czarnego i prześmiewczego. To zasługa nie tylko dowcipnych dialogów, ale również niezwykle charyzmatycznych i zdolnych aktorów. Ich bohaterowie są żywi, uroczy, barwni. Komiczny Tom DeTrinis jako Oscar Wilde, Blake Silver wcielający się w H.G Wellsa, w tym wydaniu przeuroczego, cudowna Ashley Clements odgrywająca Charlotte Brontë (ten piskliwy głos i fałszywy brytyjski akcent, ach!), Lauren Lopez jako świetna George Elliot, Sinead Persaud w roli Lenore, ducha z jednymi z bardziej zabójczych tekstów.... długo, długo by wymieniać. Każdy jak dla mnie świetnie wczuł się w swoją rolę, będąc zarazem naturalnym, jak i komicznym, zgrabnie balansując między humorem a dramatem, groteską a wiarygodnością. Całość jest naprawdę, naprawdę przezabawna, a przy tym pełna tego niewymuszonego wdzięku oraz uroku.

No i ta atmosfera! Klimat jest absolutnie nieziemski - otoczony wieczornym mrokiem dziewiętnastowieczny dom, jadalnia z żyrandolem, dawny telefon, morderstwo, duchy, tajemnica, a to wszystko skąpane w literackiej otoczce. Chłonę to całą sobą, serio. Efektu dopełnia świetna realizacja, tym bardziej godna podziwu, że to serial internetowy, a więc na pewno z mniejszym budżetem. Czasem te ograniczenia w budżecie widać w bardziej wymagających scenach (chociaż nigdy to nie razi), ale i tak całość wygląda po prostu ładnie i bardzo, bardzo dobrze. Scenografia jest przepiękna, podobnie jak cudne kostiumy i zdjęcia,  bardzo klimatyczne i estetyczne. Do tego dochodzi nieziemska muzyka, soundtrack to istne cudo (można sobie posłuchać o tu). A samą czołówkę mogę oglądać w nieskończoność, to chyba zmienia się w nałóg.
*ogląda czołówkę po raz setny*
Błagam, pomóżcie mi, to już obsesja.

,,Edgar Allan Poe's Murder Mystery Dinner Party" mimo kilku malutkich zgrzytów absolutnie mnie zachwycił i  doprowadził do przerażającego stanu - stanu, w którym śmieję się jak głupia przed ekranem, świetnie bawię, przeżywam każdą scenę, mamroczę coś do siebie pod nosem, podskakuję na kanapie, gdy dzieje się coś ekscytującego, stale nucę muzykę z czołówki, a do tego jak zwykle próbuję zarazić tą miłością wszystkich wokół, co też właśnie robię teraz, chociaż nie wiem, czy umiem ubrać mój zachwyt w słowa.
Polecam, polecam z całego serduszka, które ten serial podbił całkowicie, a jeśli ktoś obejrzy, to proszę dać znać. Potrzebuję kogoś, z kim mogłabym to przeżywać.

No to co? Oglądamy?

7 komentarzy:

  1. Oglądamy!
    Absurd? Tak. Nawiązania i aluzje? Tak. XIX wiek? Tak. Tak. TAK.
    Tak! :D
    Powiem tyle: ten serial z opisu spełnia moje wymagania jeśli chodzi o zdobycie szlachetnego tytułu Rzeczy Absolutnie Zniewalającej (RAZ). Mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się potwierdzić swe podejrzenia i zakochać się zupełnie. I ekscytować. W tym celu muszę jedynie skończyć "Most nad Sundem" (fajny szwedzko-duński kryminał na dziesięć odcinków - jeszcze tylko dwa i wszystko się wyjaśni, aaaa) oraz zapoznać się choćby powierzchownie z biografiami i najsłynniejszymi dziełami uczestników tragicznej kolacji. A gdy to zrobię - nie zawaham się i Cię zawiadomię! Niezwłocznie (hehe. Taki żarcik makabryczny acz niezamierzony).
    Z najgłębszym ukłonem,
    B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmmm... To nie do końca moje klimaty, ale zaintrygowałaś mnie, nie ma co :D Masz bardzo przyjemny sposób pisania, miło się czyta. Obserwuję :)
    Po Prostu

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa przecież to absolutne mistrzostwo, koniecznie nadorbię akuart ferie w toku, bedzie co robić 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty, genialne, nie wiedziałam o tym!

    OdpowiedzUsuń
  5. słyszałam, zamierzałam obejrzeć dla aktorek z LBD i aktora grającego główną, chyba, rolę (nawiasem mówiąc bardzo polecam ci krótką serię "kissing in the rain" z nim i mary kate wiles, oraz uroczą krótkometrażówkę 'i ship it' także z tą parą). dalej zamierzam, bo twoim poleceniu jeszcze barfziej jednak najpierw muszę się zmierzyć z maturą i kilkoma innymi potworami.
    ściskam mocno,
    anna maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądam właśnie ,,Kissing in the rain", jestem gdzieś w połowie i jest bardzo urocza, pomysł urzekający, ale uważam, że ta krótka seria jest trochę... zbyt krótka jednak. Przez to jakoś nie mogłam zagłębić się w historię Lily i Jamesa. Zobaczymy, jak będzie z drugą parą :) Ale Sean i Mary Kate razem są naprawdę uroczy, chemia między nimi jest niesamowita.
      Trzymam kciuki za pokonanie potworów i ściskam również

      Usuń
  6. Ooo, zaciekawiłaś mnie :D Chociaż jeden internetowy serial (?), który polecałaś (1816vlog, nie pamiętam czy to dobra nazwa), nie przypadł mi do gustu, to ten wydaje się naprawdę super. W końcu - znani pisarze ze świetnymi książkami (Hemingway mnie zraził do siebie "Starym człowiekiem i morzem", ale może dam mu jeszcze szansę) spotykają się w jednym domu! Z pewnością kiedyś rzucę okiem:>
    Pozdrawiam i życzę radości z oglądania seriali! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń