piątek, 29 września 2017

Odnaleziona kobiecość?

Czyli trochę o spódnicach, spodniach i kobiecości. 



Zacznijmy od tego, że uwielbiam chodzić w sukienkach i spódnicach. Bo to mój styl. Bo pasują do mojej figury. Bo lubię styl vintage. Bo są wygodne. Bo czuję się w nich dobrze. Bo trudno mi znaleźć pasujące spodnie (nie za obcisłe, nie za szerokie, najlepiej niebiodrówki, wygodne i ładne jednocześnie - ach, czy to naprawdę aż tak wiele? *wyrzuca ręce w powietrze w akcie rozpaczy* *dramatyczne pytania retoryczne zawsze w cenie*). Bo mam ogromną słabość do rozkloszowanych sukienek i zwiewnych, długich spódnic, które romantycznie powiewają (i są na tyle długie, że mogą to robić). Bo są ładne, po prostu. 
Mimo jednak tej miłości do tego typu stylu, mimo dysproporcji w szafie, jeśli chodzi o stosunek par spodni do sukienek i spódnic, nigdy nie dorabiałam do tego żadnej ideologii.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy ujrzałam, że niektórzy tak.

Zaczęło się od tego, że gdzieś podczas scrollowania na Facebooku mignął mi link do posta na Stacji 7 dotyczącego, nomen omen, spódnic właśnie - ,,Spódnica = odnaleziona kobiecość". Kliknęłam, niepewna, co mogę znaleźć, przeczytałam, po czym odłożyłam kubek zimnej herbaty i przez chwilę miałam mętlik w głowie. W tekście tym było bowiem tyle rzeczy, z którymi się nie zgadzałam, że aż musiałam zastanowić się, z czym nie zgadzam się najbardziej.

Zanim przejdę do meritum, trzeba coś ustalić. Postanowiłam podjąć małą polemikę z postem opublikowanym na Stacji 7, odnosząc się do cytatów. Nie oznacza to, że krytykuję autorkę i jej poglądy.Wiele kobiet odnajduje w spódnicach spełnianie swojej kobiecości i w erze noszenia spodni przez wszystkich przywraca ten typowo przypisany jednej płci element ubioru. Nie c
Mogę jednak mieć wątpliwości co do rzekomych korzyści płynących z odrzucenia spodni i przekazu, jaki płynie z posta. A także wykorzystać go jako pretekst do małej refleksji na temat dzisiejszego postrzegania kobiecości. A co.
Słowem - absolutnie nie o czepianie czy wyśmiewanie się tu chodzi, ale o zastanowienie się nad pewnym zjawiskiem. Po prostu.


 Grupa w tej chwili zrzesza już ponad 3000 tysiące kobiet, z których duża część nie chodzi już w ogóle w spodniach. Dlaczego? Ponieważ chcą czuć się kobiece, żyć w zgodzie z Bogiem i sobą, a spódnice w tym potrafią doskonale pomóc!

Pierwsze  trzy zdania, a ja już mam problem.
Zacznijmy od małego wyjaśnienia - autorka mówi tutaj o akcji ,,365 dni w spódnicy", o której można przeczytać na blogu haukotella.com. Warto tu podkreślić, że grupa ta nie ma żadnego podłoża religijnego, jest zupełnie świecka i z tego, co zrozumiałam, polega, no, na zachęcaniu do częstszego noszenia spódnic i sukienek, jakiegoś zainspirowania do rozwijania stylu.
Pierwsza rzecz, która mi zgrzytnęła, poza 3000 tysiącami kobiet, to ustęp o ,,życiu w zgodzie z Bogiem". Bo nikt mi nie wmówi, że noszenie spódnic ma z tym coś wspólnego. No nikt. Bo to, co masz na sobie, liczy się najmniej.
Abstrahując zupełnie od głównego wątku, ponoć nawet są strony, które twierdzą, że kobiety powinny nosić tylko sukienki poniżej kolan, z rajstopami i z dekoltem, który broń Boże nie może przekroczyć iluś tam centymetrów, bo to po chrześcijańsku i bo tak. To są oczywiście przypadki zupełnie skrajne i niemające nic wspólnego z artykułem, więc reagując stosownie na taką logikę (doprowadzając do bliskiego kontaktu dłoni z czołem), wróćmy do tematu. Jeżeli ktoś jest wierzący, życie w zgodzie z Bogiem nie ma nic wspólnego z tym, jak się ubieramy. Bo równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że przecież Jezus nie chodził w spodniach i mężczyźni powinni natychmiast porzucić dżinsy i wdziać starożytne szaty, bo to na pewno pogłębi ich wiarę. Chodzi o przestrzeganie wartości chrześcijańskich, miłość do bliźniego. A nie o to, co mamy na sobie. Są różne drogi wyznawania wiary. Podobnie jak wyrażania swojej kobiecości.


(...) zauważyłam kilka zmian, gdy dłużej noszę spódnice.
1. Inaczej traktują mnie mężczyźni. Gdy zakładam spodnie i jestem na spotkaniu, gdzie obecni są również panowie, zachodzi pewna zmiana. Nie jestem traktowana już jak kumpel, ale jak dama. To jest naprawdę miła odmiana. Wtedy już nie wszystko wypada, panowie zważają na słowa. To jest naprawdę miłe być w sukience i wyznaczać standardy zachowania. Tak bywało w dawniejszych czasach i uważam, że powinno to wrócić do łask. 


Jesteśmy teraz przy fragmencie, dla którego piszę tego posta. 
Drogie panie. Jeżeli to, jak traktują nas mężczyźni, ma zależeć od tego, co mamy na sobie, to jest problem. Coś jest nie tak z tym całym równouprawnieniem. 
Mężczyźni niezależnie od tego, czy ich koleżanka ma na sobie spodnie czy spódnicę, powinni zachowywać się zgodnie z jakimiś normami. Bo generalnie w społeczeństwie przyjęło się, że zwracamy się do siebie z szacunkiem i że ,,nie wszystko wypada", niezależnie od płci. To, jak człowiek jest traktowany, powinno zależeć od jego zachowania, a nie od tego, co postanowił włożyć. W dawnych czasach kobieta wyznaczała standardy zachowania, owszem. Na przykład nie można było w jej obecności wymówić słowa ,,nogi", aby nie siać zgorszenia, bo to, co dama ukrywała pod spódnicą, było tematem tabu i panna nie powinna wiedzieć nic o rzeczach poniżej pasa, nawet tego, że je ma.
Oczywiście teraz przytaczam skrajny przykład z pruderyjnej epoki wiktoriańskiej i zdaję sobie sprawę, że pewnie nie o to chodziło autorce tekstu. Główna myśl, jaką staram się tu przekazać, brzmi, że nieważne, jak się ubieramy, czy na oficjalne spotkanie wybierzemy czarne spodnie czy spódnicę, nie powinno wpływać na to, jak się nas traktuje. Czy wpływa? Nie wiem. Jeśli tak, to coś jest nie w porządku. Szacunek obowiązuje zawsze. Zawsze.




2. Już nie wychodzę na uczelnię nieprzygotowana – starannie dobieram ubiór, myślę nad tym, zazwyczaj wieczorem, a nie rano, na ostatnią chwilę. 


Nie rozumiem, w jaki sposób noszenie spodni łączy się z niestarannym dobieraniem ubioru. Jeżeli ktoś przykłada do tego wagę i skrupulatnie planuje stylizacje, to niezależnie od tego, co na siebie wkłada, będzie o to dbał. Proste. Sukienki też można ubierać na ostatnią chwilę (jestem żywym przykładem, chociaż mimo wszystko w większości przypadków planuję ubiór wieczorem), a spodnie często są bardzo eleganckie i stają się elementem oryginalnych stylizacji.


Zważajmy na słowa, pamiętajmy o dobrych manierach. To my wyznaczamy standardy w społeczeństwie i jeśli panowie czasem zachowuję się nie tak, jakbyśmy chciały, to najpierw zwróćmy uwagę na swoje zachowanie.*

Jeżeli panowie zachowują się nie tak, jakbyśmy chciały, najpierw zwróćmy im uwagę, żeby nie zachowywali się jak oszołomy. Po prostu. Jeżeli przeszkadza nam, że ktoś, dajmy na to, cały czas bluzga, to myślę, że powiedzenie mu spokojnie, żeby przestał, ponieważ nam to przeszkadza, przyniesie lepsze skutki niż włożenie sukienki i czekanie na cud. Jeżeli ktoś jest chamem, to będzie chamem, mała szansa, żeby mój ubiór to zmienił. Czy nie lepiej, zamiast przerzucać cały ciężar odpowiedzialności za standardy w społeczeństwie na kobiety i ich spódnice, na przykład, no nie wiem, uczyć chłopców szacunku do płci pięknej?
Powtarzam się, ale muszę to napisać: to, jak jesteśmy ubrane, nie powinno mieć żadnego wpływu na to, jak jesteśmy traktowane. Należy nam się elementarny szacunek, jako ludziom.


 I nie chodzi tutaj o chwalenie się nowymi sukienkami, ale o to, że jesteśmy kobietami i bądźmy kobiece i delikatne.

Uwaga, teraz powiem coś sensacyjnego.
Nie trzeba nosić sukienek, żeby być kobietą.
*tłum zamiera w zadziwieniu*
Swoją drogą, spodnie są często bardzo szykowne i eleganckie, i z powodzeniem zastępują spódnice na oficjalnych okazjach, nie wspominając już o tych mniej oficjalnych. Styl ewoluuje. Spodnie nie są tylko dla mężczyzn. Potrafią być bardzo kobiece, w tradycyjnym tego słowa rozumieniu.

Nie to jest jednak najważniejsze.
To, co najbardziej chcę przekazać i co ciśnie mi się na klawiaturę od początku tego posta, to: kobiecość ma wiele oblicz. Bo czym właściwie jest kobiecość? Postrzegamy to stwierdzenie przez pryzmat standardów naszej kultury: delikatność, łagodność, noszenie sukienek. Nie. Kobiecość jest tym, czym my, kobiety, postanowimy, żeby była, bo to my kształtujemy swoją tożsamość. Nie bądźmy delikatne, jeśli nie chcemy. Bądźmy sobą. Jeżeli lubisz dżinsy i bluzy, super. Jeżeli lubisz długie spódnice, super. Twój ubiór nie sprawia, że jesteś ,,mniej kobietą".
Kobiecość nie musi być delikatna, chociaż naturalnie może. Kobiecość może być silna. Odważna. Harda. Kobiecość może być wyrażana na milion różnych sposobów i milionami różnych stylów. 
I to jest piękne.  


Ktoś może powiedzieć, że szukam problemu tam, gdzie go nie ma. Przecież to zwykły post na jakiejś stronie. Ktoś lubi nosić sukienki i doszukuje się w tym również wartości oraz swego rodzaju misji.
To co jednak widzę, to fakt, że stereotypowe postrzeganie płci wciąż mocno się trzyma. Że wciąż szufladkujemy kobiecość. Że wciąż zrzucamy brak szacunku do kobiet głównie na same kobiety. I ich sukienki, tudzież ich brak. Nie chcę zmieniać czyjegoś zdania, nie chcę nikogo krytykować. 
Po prostu zastanówmy się, chociaż przez chwilę, czy kobiecość naprawdę musi mieć tylko jedno oblicze. 




Zdjęcia: unsplash
*w tym jednym miejscu zmieniłam kolejność pojawiających się w tekście cytatów, żeby pasowały do mojego ciągu myśli

26 komentarzy:

  1. Dobra, racja, to zwykły artykuł, proste przedstawienie swoich poglądów, ale... jakże drażniące. Czytam te cytaty i nie wierzę. Już nawet nie chcę zagłębiać się w cały tekst, bo chyba nie dałabym rady go strawić. Zastanawia mnie dlaczego niektórzy na siłę szukają we wszystkim jakiejś ideologii, boję się pomyśleć do czego wkrótce stworzą kolejną taką absurdalną. Spódnice, sukienki - owszem, pewnie dodają jakiejś pewności siebie i poczucia kobiecości, mnie samą chwytają takie odczucia gdy je zakładam, ale dosłownie mam takie myśli w głowie na chwilę, nie traktuję tego jako sposobu na zdobycie szacunku czy... aj, już nawet nie mam sił komentować tego artykułu, zaczęła boleć mnie głowa. :x To ja tylko skupię się na koniec na TWOIM poście, jak zawsze cudownym stylu pisania i no... piękne komentarze, pięknie napisane, uwielbiam Twoją twórczość, przesyłam wirtualne uściski i jak zawsze czekam na kolejne cudowne wpisy. c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, spódnice i sukienki potrafią dodać pewności siebie i poczucia się dobrze w swoim ciele, chociaż też nie zawsze - zależy od stylu, wiele kobiet lepiej czuje się w spodniach. Ja należę zdecydowanie do miłośniczek sukienek, jednak, no właśnie, dorabianie do tego ideologii oraz wyższych wartości wydaje mi się już trochę przesadzone.
      Dziękuję najśliczniej, miód na moje serduszko ♥

      Usuń
  2. Owszem, to zwykł artykuł i ktos może sobie w nim napisac co mu sie podoba, ale nie jest powiedziane, że ktoś inny nie może tego podejścia skomentować. Uważam tak samo jak Ty! Nie zgadzam się z żadnym fragmentem w tym tekście. Jeśli ktoś lubi nosić spodnie, ok. Jeśli dziewczyna woli nosić sukienki, też jet dobrze i nie trzeba do tego dorabiac sobie ideologii. Ubiera się tak, bo chce, bo jej sie tak podoba i tyle. Gdy jakiś chłopak źle się zachowuje, nie zwracam uwagi na swoje zachowanie, bo to on jest jak to ujęłaś "oszołomem". Na uczelnię można się ładnie i starannie ubierać, gdy nosi się spodnie, niekoniecznie spódnice. Hm...chyba nie ma tu co więcej komentować, bo wszystko już ujełaś w swoim poście, a ja napisałam, że się z Tobą zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jeżeli ktoś zachowuje się nieodpowiednio, a ja jestem w porządku, to on robi coś niewłaściwego, nie ja. Każdy może pisać, co mu się podoba i robić to, co mu się podoba (oczywiście w pewnych granicach, żeby nikogo nie obrazić) i można się z tym nie zgadzać, dyskutować czy zastanawiać się :)

      Usuń
  3. No i, idąc za Twym przykładem i radą, uroczyście i bezwstydnie doprowadzam do kontaktu swej dłoni z czołem (również moim, gwoli ścisłości). Mój Boże. I robię też mentalne "XD".
    Aj. No nie mogę.
    No nie mogę. xd
    Ciekawa jestem, jak zareagowałaby autorka artykułu (posta? Strony? Przedsięwzięcia, kurczę?) na Twoją polemikę. Wizje mam barwne.
    Swoją drogą zabawnie, że poruszasz akurat temat kobiecości, nad którym prowadzę takie maleńkie, maleńkie rozważania ostatnio. I na temat różnic między mężczyznami a kobietami. I nawet po lekturze Twego posta, zresztą przezacnego jak zawsze, nie jestem do końca przekonana czy umiem dobrze zdefiniować to feralne pojęcie (znaczy pojęcie kobiecości, oczywiście). Muszę to jeszcze sobie doprzemyśliwać, ale bardzo się cieszę, że mogłam poczytać o tym, co Ty sądzisz na ten temat.
    Puentując, zakrzyknę tylko: SUKIENKI <33333333
    (i spódnice)
    (ale bardziej jednak lubię sukienki)
    (choć ostatnio zaczynam nosić więcej spodni, ale to są takie kozackie spodnie. Boże, jak ja lubię moje spodnie)
    (ale ogólnie mój styl też był bardzo długo sukienkocentryczny i ja je tak uwielbiam Bożeee)
    (muszę sobie kupić jakąś sukienkę nową)
    (dobra, kończę, przepraszam za ten komentarz, jestem niewyspana)

    Pozdrawiam bardzo bardzo ciepło,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, polemika z polemiką? ;)
      Autorka artykułu/posta, grupa została założona przez kogoś innego i twórczyni omawianego tekstu jest jedynie członkinią :)
      Również prowadzę rozważania na temat kobiecości. A także płci i różnic między nimi ogólniej. Rzeczywiście bardzo trudno zdefiniować kobiecość. Myślę jednak, że dla każdego znaczy to coś innego i na pewno nie można narzucać jednego jej obrazu i przedstawiać jako jedyny właściwy :)
      SUKIENKI! ♥♥♥ Ach, sukienki i spódnice to moja wielka miłość, zaraz obok pięknych zeszytów. Toż to jest wspaniałość! Nie mogę się zdecydować, co wolę, bo raz przychylam się bardziej ku sukienkom (zwłaszcza tym rozkloszowanym, ach), ale potem myślę o pięknych spódnicach, no i jestem w kropce. Uwielbiam i to, i to. Ostatnio jak byłam w szkole w spodniach, to na powitanie usłyszałam ,,Pola, jesteś w spodniach!". Miesiąc, a już kojarzę mnie z sukienkami :')
      A kozackie spodnie też są kozackie! Jestem obecnie w posiadaniu wspaniałych spódnicospodni, które z przodu wyglądają jak spódnica, ale w rzeczywistości są spodniami, co widać z tyłu. No, zapętliłam się trochę. Ale ach, ja również lubię moje spodnie ♥
      (ja też jestem niewyspana, więc wybacz poplątaną odpowiedź)
      Pozdrawiam najcieplej jak się tylko da!

      Usuń
  4. Ja za to jestem miłośniczką spodni, choć trudno mi znaleźć takie, które byłby wąskie w nogawkach i pasowały mi w biodrach (błogosławiona figura gruszki). Ale jakiś czas temu udało mi się znaleźć parę idealną w Bershce, na której rozmiarówkę większość kobiet narzeka, a która mi bardzo pasuje. Ja w ogóle mam mało sukienek (w ilości trzy) i spódnic (w ilości pięć), więc nie mam jakoś wielkiego wyboru co do łączenia ich z T-shirtami. Chociaż teraz marzy mi się długa, plisowana spódnica c: W ogóle na spódnicę/sukienkę muszę mieć humor i na tyle mało lekcji, by móc wziąć torbę zamiast plecaka. Kiedy przyszłam sobie od tak w czarnej spódniczce i koszuli, od razu zaczęto się mnie pytać, czy idę na jakiś konkurs.
    Zamykanie kobiecości/męskości w ściśle określonych ramach jest strasznie kiepskie. Czy to, że chodzę w spodniach i nie maluję się zbyt często, oznacz, że jestem w mniejszym stopniu kobietą? Nie.
    Jeśli ktoś jest chamski i nie zna pewnych granic w zachowaniu wobec innych to ubrana sukienka niczego nie zmieni. Jakiś efekt może dać słowna naganna, wzrok pełen politowania czy czegoś w tym stylu, a nie fragment ubioru. Mogę sobie nosić spódnice, a jednak nadal jakiemuś gościowi może się nie spodobać to, że jestem bardziej opalona (w tym roku nie jestem aż tak, ale gdybym pobyła tak z 2 miesiące w Grecji czy Włoszech) czy rozmawiać teoretycznie z moją znajomą zza granicy po angielsku/hiszpańsku w przestrzeni publicznej i może zacząć mnie wyzywać. Jeśli komuś się nie spodoba coś we mnie wyglądzie, to nadal może zachowywać się chamsko bez względu na moje wybory rankiem przy szafie.
    Fakt faktem, że zestaw koszula plus spodnie trzeba przygotowywać już dzień wcześniej, bo koszula sama się nie wyprasuje. Szczególnie taka z falbanami z przodu i z tyłu, z którą jest bardzo dużo zachodu, bo to z jednej trony poprasuję te falbany, to te z drugiej strony już są pogniecione.
    Trudno zdefiniować słowa "męskość" czy "kobiecość", bo jakiekolwiek umiejscowienie tego w sztywnych ramach jest szkodliwe. Społecznie panuje przekonanie o tym, ze mężczyzna powinien być silny, twardy, aby "obronić kobietę", więc brak jest przyzwolenia dla nich na jakąkolwiek słabość, problemy, wrażliwość, chorowanie na depresję czy szukanie pomocy u psychologa/psychiatry. No bo przecież "chłopaki nie płaczą". Zdecydowana większość samobójców w Polsce to mężczyźni.

    Pozdrawiam cieplutko
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie jeśli chodzi o stosunek spódnic i sukienek do spodni, jest odwrotnie :D Obecnie mam... cztery pary długich spodni? (nie licząc dresików. Ach, lubię dresiki. Nie ma nic piękniejszego niż przebranie się w dresy i ciepłe skarpetki, i padnięcie na łóżko po bardzo długim dniu) Długie plisowane spódnice są piękne ♥ Heh, ja w sumie noszę do sukienek normalnie plecak :')
      O, znam to. Też kiedyś przyszłam w białej koszuli, wydawało mi się, że w dość mało oficjalnym zestawieniu i od razu było, czy wybieram się na jakiś konkurs :D
      Dokładnie, ten stereotypowy obraz mężczyzny również jest bardzo krzywdzący. Często uczy się chłopców, żeby ukrywali emocje i nie okazywali żadnych słabości, co może potem prowadzić do problemów. Dyskryminacja ze względu na płeć i stereotypy działają w obie strony.
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  5. Cierpię na chroniczną niemożność kupienia normalnych spodni, więc witaj w klubie ;]
    Spódnica aby żyć w zgodzie z Bogiem? Co za nonsens... Po Chrześcijańsku czy może po prostu kobieta ma nie pokazywać ciała w kościele, żeby ci panowie, co są w celibacie, nie pogubili oczu?
    Owszem są pewne kwestie, które Chrześcijance nie przystoją, np ubieranie się zbyt skąpo, prowokacyjnie etc... ale to wszystko - moralność i powściągliwość.

    Wydaje mi się, że autorka miała problem ze swoją osobą kiedy zakładała spodnie. Mężczyźni inaczej ją traktowali? Że niby jak kumpla? Pierwsze słyszę, serio. Sama chodzę prawie wyłącznie w spodniach i nigdy nie spotkałam się z zachowaniem, jakie ona opisuje.

    Tu masz rację - jeśli ktoś jest chamem, nasz ubiór tego nie zmieni. I nasza prośba o powściągnięcie się, raczej także nie, ale oczywiście próbować zawsze można. W sukience lub bez ;)

    Wydaje mi się, że to my - panie - nadałyśmy portkom ich właściwy kształt, nieprawdaż? ;)
    A teraz do rzeczy - to że noszę spodnie w różnym stylu, nie umniejsza mi kobiecości. No chyba, że moja płeć jest określona jedynie na podstawie szafy. A co z włosami? Kobiety noszące bardzo krótkie fryzury, to już nie kobiety, bo to mało kobiece?

    Kobieta jest siłą. Pokaż mi choć jednego faceta, który zniósłby bóle menstruacyjne albo poród.
    To tak samo jak z tą opinią, że gdy kobieta pójdzie na siłownię, to zamieni się w mężczyznę. Dziwne, bo wszystkie babki z siłowni jakie znam, są mega kobiece.

    I co by mi autorka tamtego tekstu powiedziała, gdybym przyznała jej, że noszę spodnie, podnoszę ciężary, zrobiłam prawko na motocykl i nie maluję się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę - moim zdaniem wybór między spódnicą a sukienką w żaden sposób nie sprawia, że postępujemy bardziej w zgodzie z chrześcijaństwem. Chodzi o to, żeby nie ubierać się wulgarnie czy prowokacyjnie, po prostu.
      Właśnie też nigdy nie spotkałam się z czymś takim. Tak samo nigdy nie odczułam, żeby koledzy traktowali mnie jakoś inaczej, kiedy chodzę w spódnicach. Chyba, że z młodymi chłopakami jest inaczej ;D
      W ogóle jest sporo stereotypów na temat kobiet uprawiających sport, że na przykład piłkarki czy dziewczyny uprawiające sztuki walki to ,,babochłopy". Ale teraz coraz bardziej się to zmienia, bo coraz więcej kobiet jest aktywnych i uprawia różne dyscypliny.
      Dokładnie! Kobiety są bardzo wytrzymałe. W końcu zniesienie okresu co miesiąc i często nawet kilku porodów to nie byle co, zdecydowanie ;)

      Usuń
  6. Zgadzam się z Tobą, choć gdybym sama czytała tekst, który fragmentarycznie cytujesz, to pewnie... również zgodziłabym się z autorką. Bo z logicznego, merytorycznego punktu widzenia to Ty masz rację. Kobiecość nie do końca powinna być mierzona w tym, co mamy na sobie, ale to co mamy w sobie. Jak się zachowujemy, jak mówimy, jak myślimy. Ale.... rozumiem też to, co może trochę niezdarnie próbowała opisać autorka tekstu. No bo ja widzę bunt autorki na to, co teraz dzieje się w Polsce, na świecie z żeńską młodzieżą. Klony na ulicach. Gdybym może mieszkała w Polsce, to nie raziłoby mnie to tak bardzo, ale gdy tylko przyjeżdżam do Polski widzę jeden trend ubierania się - kiedyś biała bokserka + jeansy, teraz czarna skórzana ramoneska + jeansy/legginsy. Strój kobiet trochę ewaluował i teraz bardziej widzi się sportowe kobiety, seksowne kobiety, wyuzdane kobiety, ale nie widzi się delikatnych, subtelnych kobiet. Bo to nie jest w modzie, bo nie jest się wtedy atrakcyjnym (bo atrakcyjność też postrzegana jest mimowolnie przez pryzmat mody).

    Teraz te różnice między płciami w wyglądzie, zachowaniu, w pasjach zacierają się. Kiedyś kobieta miała swoje role w społeczeństwie, a mężczyzna inne. Teraz praktycznie w każdym zawodzie można znaleźć ludzi obu płci. Kobiety wzięły sprawy w swoje ręce, wstępują do armii, jeżdżą zawodowo jako kierowcy, piastują urzędowe stanowiska, one trzymają kasę w rodzinach. Nie wiem czy do końca takie posuwanie się w stronę równouprawnienia jest dobre, bo jednak z naturą się nie wygra. A to my jesteśmy stworzone do rodzenia dzieci, do pilnowania ogniska domowego... A kiedy zbyt angażujemy się w karierę, pasję, samorozwój, możemy o tej naszej roli zapomnieć... A może nawet wręcz wypieramy się jej. Czas mija, a po czasie jest już za późno na niektóre rzeczy....

    No ale odeszłam od tematu, a miało być o sukienkach. Również lubię chodzić w sukienkach i spódnicach, jednak ich wkomponowanie w mój outfit jest dla mnie bardziej skomplikowane niż włożenie pierwszych z brzegu jeansów, do których będzie pasować niemalże wszystko. I trochę w sumie czuję się wtedy kobieco, bo wiem, że ta część garderoby jest stworzona tylko i wyłącznie dla nas. Ale czy to, czy mamy sukienkę na sobie, czy spodnie ma sądzić o tym, czy jesteśmy kobiece? Absolunie nie. Może być jedynie dopełnieniem, ale nie kluczowym argumentem.

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, teraz na ulicach dominuje jeden styl. Wiem, bo zazwyczaj jestem jedyną dziewczyną w spódnicy w towarzystwie. Faktycznie, coraz mniej kobiet, które ubierają się tak ,,delikatnie". Zresztą zawsze jakiś określony styl przejmuje trendy i prawie wszyscy ubierają się podobnie. Prawie, bo z drugiej strony jednak, widzę też naprawdę sporo osób, które kreują swój własny, niepowtarzalny styl, wyrażają nim siebie i wyróżniają się wśród tłumu w legginsach. To jest fajne.

      Jeśli chodzi o równouprawnienie i te role, to... cóż, jest to temat do dyskusji :) Dla mnie jest to zjawisko bardzo pozytywne, to wyrównanie szans oraz kobiety w praktycznie wszystkich zawodach. Nie wszystkie z nas zresztą czują powołanie do bycia matką oraz do pilnowania domowego ogniska.

      Dla mnie z kolei trudniej jest dobrać coś ciekawego do dżinsów, chyba, że po prostu wkładam pierwszy lepszy T-shirt :D Do sukienki trzeba dopasować tak naprawdę tylko rajstopy, a do spodni jeszcze górę. Nie trzeba na przykład kombinować, że dżinsowa kurtka nie bardzo do dżinsów, bo się zleje... a może tylko ja mam takie dylematy :D

      Pozdrawiam również!

      Usuń
  7. Jestem 100procentową kobietą i w spodniach czuję się bardzo kobieco. Sukienki zakładam tylko i wyłącznie na specjalne okazje. Jeżeli mowa o stereotypach, dzięki nim właśnie, powierzchowność stała się bardziej naturalna, niż obiektywność. I o ile niektóre stereotypy są na tyle absurdalne, że rozbawiają (blondynka jest głupia), tak do poważniejszych z przymrużeniem oka i dystansem zwyczajnie ciężko podejść (Polak pijak).
    Kobieta nie przestaje być kobietą, gdy nie zakłada sukienek, czy też spódnic. Tak jak pies nie przestaje być psem, gdy przestaje szczekać. (być może przykład dosyć prymitywny, jednak równie głupi jak ten z utratą kobiecości). I można z tymi "legendami" radzić sobie na dwa sposoby: machinalnie zaprzeczać lub żyć w zgodzie ze swoją naturą i być żywym dowodem na to, jak różnorodne, ciekawe i pozytywne jest nasze społeczeństwo.

    Pozdrawiam serdecznie,
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, o ile niektóre stereotypy są nawet zabawne, to inne już zdecydowanie nie i mogą mieć poważne konsekwencje. Ludzie zawsze będą myśleć szufladkowo, odruchowo przyczepiamy etykietki, mamy skłonność do szybkiego oceniania i generalizowania - jednak warto z tym walczyć i być otwartym na innych. I zawsze próbować zrozumieć.
      Warto walczyć ze stereotypami i myślę, że drugi sposób jak najbardziej działa i warto go praktykować :)
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  8. Jaki dobry post! Chciałam napisać merytoryczny komentarz, ale cóż więcej mam dodać, kiedy napisałaś już wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Matko Boska, jak ja nie lubię takich stereotypowych feministek! W sumie to nie wiem, czy kobieta, której artykuł omawiasz utożsamia się z feministkami, ale jak dla mnie jest ona wręcz sztampowym przykładem feministki, w jej słowach wyraźnie widzę wywyższanie się, co mnie mega drażni u ludzi.
    W sumie to nie mam nic więcej do powiedzenia, bo jestem facetem, więc temat "w spodniach czy w sukience" mnie nie dotyczy tak naprawdę, ale musiałem powiedzieć co mnie wkurza :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwila, chwila. W jaki sposób autorka artykułu wpisuje się w stereotypową feministkę? :D Bo w jej tekście nie ma akurat ani śladu feminizmu. Jeżeli ktoś wychodzi w tym poście na osobę o takiej ideologii, to ja. Uważam się się zresztą za rozsądną feministkę. Co oznacza nie wywyższanie się, ale że jestem za równouprawnieniem, a przeciwko dyskryminowaniu ze względu na płeć, po prostu.
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  10. Ech, Polu, bardzo cenię sobie w tobie to, że tak ostrożnie podeszłaś do tego tematu i w ogóle, ale powiem prosto z mostu - ten artykuł jest zwyczajnie śmieszny i głupi, ot co.
    Zaśmiałam się przy pierwszym cytacie, ponieważ moja katechetka - osoba po studiach teologicznych, która jest bardzo silnie związana z Bogiem i posiada dużą wiedzę - przez dwa lata pokazała się może ze dwa razy w spódnicy. Zapewne ona też by się zaśmiała, gdyby to przeczytała :D "Żyć zgodne z Bogiem", a to dobre!
    Spódnice noszę właściwie tylko w lato lub na święta/uroczystości, a nawet na różnych imprezach urodzinowych/imieninowych zdarza mi się pojawić w spodniach. Nie uwzględniam oczywiście mojego galowego mundurka, ponieważ gdy go noszę, to spódnicę zakładam raczej z przymusu. A sukienek to w ogóle unikam, zwyczajnie nie przepadam. Także ten. Jestem niekobieca i kropka, a faceci traktują mnie jak kumpla.
    (Co z tego, że to właśnie moje rówieśnice w miniówach są namiętnie klepane po tyłkach [heh, moja szkła zrzesza przyszłe elity narodu, nie powiem]. Wiem, że autorce tekstu chodziło raczej o dłuższe spódnice, jakoś tak mi się skojarzyło).
    Ogólnie to nie uważam siebie za feministkę, ale ten artykuł wydaje mi się strasznie słaby. Także tego, mądrze prawisz.
    Abstrahując: też mam problemy z doborem spodni! Mam swój ulubiony rodzaj dżinsów: ciemnoniebieskie z jasną nicią. Oczywiście zawsze muszę mieć kieszenie (raz kupiłam takie bez, brr). Na dodatek fajnie by było, gdyby pasowały na szerokość i na długość. Na szczęście mam parę ulubionych sklepów, gdzie zawsze dostaję to, czego szukałam.
    Pozdrawiam i życzę wielu pięknych sukni i spódnic! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, bez przesady, nie nazwałabym tego artykułu ,,głupim" - to jedynie przedstawienie swoich poglądów, a niektórym (mi i Tobie na przykład) mogą się wydawać dość mocno stereotypowe :) No i można się właśnie z tym nie zgadzać.
      Moja katechetka też chodziła w spodniach. Poza tym miała krótko ścięte włosy i jeździła na motorze :D
      O matko, to klepanie po tyłkach to też swoją drogą masakra :/
      Spodnie bez kieszeni są tak bardzo złe! Często właśnie te damskie są ich pozbawione albo mają takie malutkie, że trudno wetknąć nawet jeden palec. Czemu? Czemu, zapytuję? O tak, znalezienie dobrych spodni to niełatwa rzecz. Dobrze, że są sklepy, w których da się kupić coś, czego się szuka :D
      Dziękuję i pozdrawiam również!

      Usuń
  11. Przeczytałam post tej Pani zaintrygowana Twoim postem i powiem Ci...
    Że nie jestem pewna, czy trochę nie nadinterpretujesz tego, co napisała.
    Chodzi mi dokładnie o ten akapit o "życiu zgodnie z Bogiem". Przecież ona wyraziła się, że spódnice potrafią w tym pomóc, a nie, że jeśli się ich nie nosi, to się w zgodzie z Nim nie żyje. No. Tutaj się muszę doczepić(sama po sobie wiem, że strój czasem pomaga mi się skupić itd.).
    Tym bardziej, że odebrałam ten post bardziej jako taką radość i podzielenie się własnymi doświadczeniami. Przecież ona cały czas piszę o tym, jakie zmiany u siebie zauważyła. A nie, że tak jest u wszystkich pań.
    Nie sądzę więc, by ta jej notka powinna aż tak bulwersować. Ot, napisała, co czuła.
    Co prawda nie do końca się z nią zgadzam (zwłaszcza z ostatnim akapitem) i nie bardzo ogarniam ten projekt (mimo, że spódnice kocham. I sukienki), ale uważam, że napisała ten post naprawdę w porządku.
    A jeśli chodzi o mnie -
    Trochę ją rozumiem. Ja również w sukienkach czuję się godniej i bardziej kobieco. Nie mniej nie uważam, tak jak mówisz, że kobiecość równa się delikatności. Gdzie tam. Kobiecość, jak zdążyłam zauważyć, ma mnóstwo twarzy. I jest to coś nieuchwytnego trochę. O.Szóstak pisał, że kobiecość to, według niego "gracja". Tj. Nie "gracja" napuszonych dam, ale takie coś nieuchwytnego, jakaś siła, która po prostu zachwyca i którą panie właśnie mają.
    I uważam, że spodnie niczego paniom nie ujmują. Ale, prawdę mówiąc, wcale by mi nie przeszkadzało, gdybyśmy wszystkie zaczęły chodzić w kieckach. To byłoby piękne. Bo sukienki są... Piękne.
    I, no właśnie, fajne jest to, że sukienki są typowo dla kobiet. Nasz strój!
    O. I jeszcze jedno - wcale nie uważam, żeby można było oddzielić Boga od tego, jak się ubieramy. Myślę, że strojem można też okazać szacunek. I cześć. Ale prawda, że to nie jest najistotniejsze. I że strój gra rolę mniej istotną. Niemniej strój też jest ważny. Bo skąd te ornaty u księży? Ano, bo to nie jest takie bez znaczenia.
    Polu, też nie zgodzę się z Twoją interpretacją drugiego podpunktu. Przecież ta pani napisała, że odkąd nosi spódnice zauważa, że zaczyna się staranniej ubierać. Że tak na nią to wpłynęło. Co w tym złego?

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja się nie bulwersuję, w żadnym wypadku :) Nie ma w tym nic złego. Zaznaczyłam na początku posta, że nie mam zamiaru nikogo krytykować za poglądy, wyśmiewać czy twierdzić, że coś jest złe. Absolutnie nie. Rozumiem również, że są to doświadczenia tej pani, podzielenie się własnymi przeżyciami, a nie przedstawienie jedynego słusznego sposobu na życie. Jednak mogę mieć i wyrazić wątpliwości do wniosków, które z tej notki płyną, ogólnego przekazu, z którym po prostu się nie zgadzam.
      Tak naprawdę głównie chciałam ująć właśnie ten temat kobiecości oraz tego ,,wyznaczania standardów w społeczeństwie". Takie poglądy są mi zupełnie obce i chciałam to w jakiś sposób skomentować, zastanowić się, wyrazić własne zdanie i zachęcić do dyskusji. Przyznaję, że w pozostałych punktach mogłam trochę za bardzo ,,popłynąć". Artykuł posłużył tak naprawdę jako pretekst do ogólnej refleksji, bo już wcześniej zastanawiałam się nad stereotypami na temat płci i innymi tego typu tematami.
      Rzeczywiście, nasz strój. A w sumie od niedawna, w końcu kiedyś mężczyźni również chodzili w sukniach :) I w wielu kulturach wciąż chodzą.
      Dokładnie, kobiecość jest taka ,,nieuchwytna". I wydaje mi się, że nie da się tego zdefiniować, bo ma mnótwo, mnóstwo oblicz i stąd tak bardzo irytuje mnie wtłaczanie ją w ramy stereotypów.
      Jeśli chodzi o powiązanie religii z ubiorem, to po prostu nigdy nie miałam takiego doświadczenia, aby to, co mam na sobie, jakoś wpłynęło na moje przeżywanie, nigdy nie miało to dla mnie znaczenia i wciąż nie do końca rozumiem, jak się łączy. Ale chyba rzeczywiście zwyczajnie nigdy nie miałam takiego doświadczenia. Co do ornatów, przyznam szczerze, że również nie wiem, jakie ma to znaczenie poza pewną symboliką. W tym temacie po prostu nie mam wiedzy.

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  12. Oj, jaki ten cytowany tekst przykry. Tak bardzo stereotypowy, nawet nieco seksistowski - jak chcesz być dobrze traktowana przez mężczyzn, "jak dama", musisz ubierać się w piękne, kobiece sukienki, w bluzie nie masz na co liczyć.
    (Ok, to było przerysowane, ale jakby ten temat pociągnąć, to do takich wniosków można dojść.)
    Co ciekawe, mam wręcz odwrotne doświadczenia w tej kwestii, niestety.

    To jest ogółem taki sam bullshit jak słynne gadanie, że "prawdziwa kobieta to ma długie włosy". Bzdura, mamy XXI wiek, każdy czesze się, ubiera i maluje wedle swojego gustu, nie, żeby wpasować się w jakieś wymyślone ramy.

    Sama jestem wielką fanką spódnic i sukienek, tym bardziej tych za kolano, w klimacie retro, cieszę się, że wróciła moda na nie ostatnio. Szkoda tylko, że zawsze mam problem z butami do nich, a zimą to już w ogóle. :( Btw, bardzo przypasowały mi również spodnie "mom fit", też taki vintage vibe. :D

    Bardzo mądry komentarz do tego artykułu, potrzebny. Podpisuję się pod nim rękami i nogami. Nie twórzmy sobie same ograniczeń, nie wymyślajmy ograniczających teorii, bo po co.

    Pozdrawiam,
    terpsychorka

    OdpowiedzUsuń
  13. To niesamowite jak niektórzy ludzie postrzegają kobiecość. To czy nosimy spódnice czy spodnie nie ma nic do rzeczy. Bardzo podoba mi się twoje stwierdzenie, że kobiecość może być silna i odważna. Zgadzam się z tym w całej rozciągłości.
    Sama uwielbiam nosić spódnice, ale to dlatego, że dodają mi pewności siebie, ale mam też mnóstwo koleżanek, które wolą spodnie i w nich czują się bardziej komfortowo. I co w tym złego? Nie rozumiem.
    Najgorszym jest jednak według mnie to, że żyjemy w dobie w której bardzo dużo mówi się o nierównouprawnieniu kobiet, ale nie jesteśmy bez winy. Jasne, nie powinno tak być, że mężczyźni są uważani za lepszych, bo przecież nie różnimy się od nich niczym, ale jeśli nie mężczyzna, a kobieta mówi takie rzeczy to coś jest nie tak. Jeśli chcemy być traktowane na równi, a robimy problemy z noszenia spodni to zmierzamy donikąd , dlatego proszę, kobiety, szanujmy się nawzajem, bo chyba to najlepsze co możemy zrobić!
    Pozdrawiam,
    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie tu najbardziej dobił komentarz "już nie wychodzę nieprzygotowana na uczelnię" . Czyli mieć co na siebie włożyć to przygotowanie? Nie przerobiłąm rozdziału o reakcjach kwasów, to jest nieprzygotowanie, a nie wyprasowanie sobie spódnicy czy spodni na rano! Achh studenci...

    OdpowiedzUsuń
  15. "Pamiętajcie matki, panny i dziewczynki, nie chodźcie nigdy w spodniach, bo to strój dla mężczyzn. Tyle lat mówię o tym, ale lud nie chce słuchac, a kapłani nie zwracają na to uwagi. Kapłani, którzy nie upominają i nie zabraniają kobietom chodzic w spodniach, będą za to cierpiec, bo to jest wielka pycha. Żadna kobieta nie może przyjmowac Komunii Świętej w spodniach. Przez to Mojego Syna bardzo znieważacie. Co jest dla kobiet, to dla kobiet, a co dla mężczyzn, to dla mężczyzn: „Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny, ani mężczyzna ubioru kobiety, gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana Boga swego”. Syn Mój jest bardzo obrażony i zasmucony, że obecnie ludzie obnażają się i chodzą nago. Nie mają żadnego wstydu. Źle się dzieje na ziemi, a szatan bardzo się cieszy. Ja i Mój Syn płaczemy. Przestancie chodzic kobiety w spodniach, to nie jest dla was. Mężczyźni mają wyglądac jak mężczyźni, kobiety, jak kobiety – takimi, jacy zostali stworzeni w zamyśle Bożym. Niech matki staną się prawdziwymi matkami, wzorując się na Najświętszej, Niepokalanej Matce. Niech stroje męskie zostawią dla mężczyzn a wrócą do przykładnej sukni kobiecej. Dziewczyny niech będą skromne i ciche. Chłopcy niech się staną czystymi. Bożymi synami. Są miasta, ba, całe wyspy zaludnione nudystami, którzy mówią, że są naturalistami, a szerzą wielki grzech i zgorszenie. Jeśli kobiety nakładają stroje, to takie, by gorszyły mężczyzn. Teraz mówię do was matki. Matki nie chodźcie w spodniach, zabroncie dziewczynkom chodzic w spodniach. Ubraliście w spodnie, ostrzygliście i oszpeciliście matkę. Zrobiliście z niej kukłę, która nie wie, czym jest, jakie są jej obowiązki wobec domu, męża, dzieci. Powiedzieliście jej, że kobieta musi się emancypowac, musi byc wszechwolna. I jakaż to wolnośc? Udręczenie duszy grzechami. Kobiety, panny i dziewczynki, nie paradujcie po ulicach, urzędach w spodniach. Macie długie suknie; noście je, nie nakładajcie przenigdy sukni mini. To każe szatan, on chce was poniżyc, zniszczyc waszą godnośc kobiecą. Noście suknie przykładnej długości. Proszę też was gorąco, nie ubierajcie się w negliże i nie siadajcie przed sługami Bożymi, nie zakładajcie w kościele noga na nogę. Sług Bożych nie odciągajcie od ołtarza Bożego, pamiętajcie, że to są ciężkie grzechy, za które wszystkie zginiecie.. Wy nie wiecie, jak bardzo dziewczęta i kobiety obrażają Majestat Boży i rozrywają Mi Serce obnażaniem swych ciał na widok publiczny. Zatracona jest skromnośc, zatracony jest wstyd. Każdy może na ulicach miast, a nawet i wiosek oglądac wasze ciała obnażone, a szatan się cieszy, bo sprowadza te dusze z drogi Bożej i jeśli nawet odpokutują i będą zbawione, jakże długi i ciężki, bolesny czyściec czeka za ten bezwstyd, za tę nieskromnośc. . Nie musicie zawsze chodzic w sukniach jak zakonnice, ale miłe mi są takie długie suknie. Możecie chodzid, na co dzien i w krótszych, ale nie obnażac ciała, nie czynic rozcięc w swoich spódniczkach i sukniach, aby za każdym krokiem pokazywac nogi aż po sam ich początek. Wy tym kusicie mężczyzn, wy tym kusicie chłopców i dzieci. Ich oczy spoczywają na waszych ciałach, w ich sercach budzi się pożądliwośc. Wy tym przeszkadzacie kapłanom, klerykom, zakonnikom, którzy by nie chcieli takich widoków oglądac, a wpadają im w oczy, gdy jadą lub przechodzą ulicami. Wy bierzecie na siebie grzechy, grzechy nieczystości i wy i wasze matki muszą za to cierpiec w czyśccu po śmierci. Czy wy tego nie rozumiecie, nie możecie pojąd, że to szatan inspiruje takie mody, by was potępic, a jeżeli nawet nie potępid, to zadac wam ból, ogromny ból i długie oczekiwanie na zbawienie po śmierci? ' http://www.antoni.agmk.net/pliki/cnota-skromnosci-w-ubiorze.pdf

    OdpowiedzUsuń