piątek, 28 lipca 2017

Problemy miłosne Tadeusza S. (fan fiction)

Jaka piękna jesień tego lata!
Witam serdecznie i zarazem żegnam się na kolejne niecałe dwa tygodnie, gdyż ponieważ jutro z rana ruszam na kolejne wojaże (wojaże to tak uroczo staroświeckie słowo). Zanim odjadę jednak, wedle tego, co napisałam tydzień temu, publikuję jedno z opowiadań z obozu literackiego. Pewnego dnia na zajęciach otrzymaliśmy zadanie napisania fan fiction z crossoverem, czyli połączeniem dwóch lub więcej fandomów i w efekcie powstał taki króciutki tekst.
Szanowni państwo, z radością prezentuję ,,Problemy miłosne Tadeusza S." - fan fiction do ,,Pana Tadeusza", ,,Balladyny" i ,,Potopu".

Enjoy!


Problemy miłosne Tadeusza S.




— Wciąż nie rozumiem, Soplica – powiedział Kmicic, z trzaskiem odstawiając opróżnioną butelkę po piwie. – Jakim, kuźwa, cudem pomyliłeś trzydziestoletnią brunetkę z piętnastoletnią blondynką?
Tadeusz Soplica wzruszył ramionami, rozglądając się niepewnie. Wraz z Kmicicem i Balladyną siedzieli za garażami niedaleko szkoły. Zasadzone na marnym skrawku zieleni drzewa szumiały, sypiąc pomarańczowymi liśćmi.
Dziewczyna paliła papierosa, co jakiś czas odrzucając długie, czarne włosy za ramię. Miała na sobie obcisłe dżinsy, koszulkę z napisem „#malinynie”, skórzaną kurtkę i czerwoną wstążkę na czole. Spojrzała na Soplicę z politowaniem.
— Nie wiem. – Tadeusz spuścił głowę i obciągnął rękawy sweterka w serek. – Może to kwestia oświetlenia – powiedział bez przekonania.
W przeciwieństwie do znanego z dzikich imprez Kmicica i mającej za sobą pobyt w poprawczaku Balladyny, nie był typem buntownika czy popularnego dzieciaka. Uczył się grzecznie do matury, żeby tylko zadowolić bogatego wuja, chociaż bardziej ciągnęło go do sportu. Jego zachowanie było nienaganne. Aż do teraz. Cały czas wydawało mu się, że ktoś nadchodzi, żeby przyłapać ich na gorącym uczynku – wagarach, bo przecież zarówno on, jak i Jędrek byli pełnoletni i teoretycznie mogli legalnie kupować piwo.
Kmicic serdecznie poklepał Tadeusza po plecach. Poznali się, gdy polonistka Telimena poprosiła Soplicę, wszak wzorowego (a na pewno ulubionego) ucznia, o udzielenie korepetycji Andrzejowi. Mimo że Kmicic był bardziej zainteresowany wyciąganiem Tadka na imprezy i rozróby oraz uczeniem go, jak się bić, zawiązała się między nimi nić porozumienia. Andrzej może i był hulaką oraz zabijaką, ale miał złote serce.
— Golnij sobie, stary – rzekł Jędrek życzliwie, wyciągając w stronę Tadka szklaną butelkę.
— Nie, dziękuję. – Soplica ukrył twarz w dłoniach. – I co ja mam teraz zrobić? Telimena myśli, że jestem w niej zakochany, a ja tak naprawdę…
— Kochasz Zośkę, wiemy – dokończyła Balladyna, przydeptując niedopałka czarnym butem na obcasie z ćwiekami. – Wciąż pozostaje to dla mnie niezrozumiałe, ale dobra. Skoro Telimena jest jedyną osobą, która stoi wam na drodze, to istnieje tylko jedna metoda.
— Jaka? – ożywił się Soplica.
Balladyna spojrzała na niego jak na idiotę.
— No, zlikwidować przeszkodę. Najlepiej po cichu.
— Chyba żartujesz – wzburzył się Kmicic, bawiąc się na razie cieniutkim blond wąsikiem. – To niehonorowe.
— Przecież to nauczycielka! – jęknął Tadeusz ze zgrozą.
Balladyna wzruszyła ramionami.
— No i co? Mam doświadczenie, luz.
Szkolne legendy mówiły, że Balladyna zdobyła swojego chłopaka, przewodniczącego samorządu Kirkora, poprzez dźgnięcie swojej siostry nożem, jednak nie wiadomo było tak naprawdę, czy to nie mit podtrzymywany przez samą zainteresowaną.
Teraz dziewczyna wyjęła najnowszy model  i-Phone’a i przewróciła oczami.
— Jezu. Ten debil Kirkor znowu do mnie pisze.
— To twój chłopak – przypomniał Kmicic, lekko zniesmaczony.
Andrzej i Balladyna nie byli szczególnie bliskimi przyjaciółmi. Dzielili tylko miejscówkę do dyskretnego picia i palenia między lekcjami i co najwyżej się tolerowali.
— Mówisz? – rzuciła dziewczyna kwaśno. – Znowu pisze mi o tej stronie, pustelnik.pl i bredzi o internetowej przepowiedni. On jest chory, serio.
— Ale jakoś z nim wytrzymujesz.
Wzruszyła ramionami.
— Jest przewodniczącym, jakoś muszę.
Kmicic pokręcił głową z potępieniem.
— To niemoralne.  
Balladyna nie odpowiedziała, bo pochłonęło ją odpisywanie „Zaraz się zobaczymy, kochanie, loffciam”.
— Musi być inny sposób – przypomniał o sobie Tadeusz.
Kmicic westchnął i obciągnął workowatą koszulkę z napisem „Wstydu oszczędź”.
— Tadek, dziecko, nie martw się tak. Dwie loszki na ciebie lecą. Każdy inny by się cieszył!
— Ale ja nie! – jęknął Soplica.
Wszystko zaczęło się od momentu, w którym roztargniony Tadeusz przypadkiem wszedł do damskiej szatni, akurat aby spostrzec piękną dziewczynę przebierającą bluzkę. Dziewczę pisnęło i chłopak natychmiast zatrzasnął drzwi. Z tego też powodu nie był w stanie przyjrzeć się twarzy tajemniczej piękności, ale wiedział jedno: zakochał się od pierwszego wejrzenia.
Z niewiadomych przyczyn jednak, kiedy zobaczył śliczną panią Telimenę, ubzdurał sobie, że to ona była zjawiskiem, które ujrzał. Na lekcjach polskiego regularnie płonął rumieńcem i zagadywał panią o różne, czasem idiotyczne rzeczy. O zgrozo, Telimena zaczęła też uśmiechać się znacząco i podsuwać Tadeuszowi różne lektury. O zgrozo, bo okazało się, że przebierające się zjawisko to uczennica pierwszej klasy, drobna blondynka Zosia. Serce Soplicy na jej widok biło tak szybko, że wydawało mu się, iż zaraz wyskoczy z piersi.
Niestety – pozostawała jeszcze Telimena, z którą do niedawna flirtował i która wydawała się w nim zakochana. I cóż teraz począć?
— Jędrek! – rozległ się jakiś ostry, dziewczęcy głos.
Kmicic błyskawicznie wyjął papierosa z ust i odrzucił za siebie.
Przy garażach pojawiła się jego dziewczyna, Oleńka Billewiczówna, ładna blondynka z bogatej rodziny i pilna uczennica. Tadek nie wiedział, jakim cudem zeszli się z Kmicicem, ale stanowili zaskakująco dobraną parę. Z błękitnych oczu dziewczyny strzelały pioruny, a zza jej pleców wychynął niski sportowiec, gwiazda szkoły Michał Wołodyjowski, kręcąc głową z potępieniem.
— Co ty tu robisz?! – ryknęła. – Znowu pijesz za garażami, tak?
— Ja?! – oburzył się Kmicic, wciskając Tadeuszowi butelkę do ręki. – Trzymałem Tadkowi tylko!
— Idziemy – zarządziła Oleńka, ignorując ciche „chwila, co?” Soplicy. – Masz sprawdzian.
— Jaki? – zdumiał się szczerze Kmicic.
— No właśnie. – Oleńka złapała chłopaka za rękę i pociągnęła w stronę szkoły.
Wołodyjowski spojrzał z potępieniem w stronę Tadeusza i Balladyny, poruszył młodzieńczym wąsikiem i odszedł, próbując na krótkich nogach dogonić Kmicica i Oleńkę.
Telefon Balladyny zabrzęczał. Odblokowała go z cichym westchnieniem.
— Dobra, lecę – rzuciła. – Pustelnik.pl wzywa. Siema, młody. – Machnęła w stronę Tadka ręką z pomalowanymi na czarno paznokciami i w zadziwiającym, jak na wysokość obcasów, tempie oddaliła się.
Tadeusz Soplica został sam.
Siedział przed garażami, z butelką w ręką i pustym wzrokiem wpatrywał się w chodnik.
— Tadeuszku! Co ty tu robisz?
Soplica poderwał się gwałtownie. Butelka wypadła mu z rąk i potoczyła się prosto pod pantofelki pani Telimeny.

15 komentarzy:

  1. Kocham. Oficjalnie kocham. I chcę koszulkę "wstydu oszczędź". Pomijając fakt, że, omatko, "Potop" <3, wykonanie jest przemistrzowskie i chętnie przeczytałabym jakąś rozszerzoną wersję tego fanfika. Z większą ilością Balladyny. (Kirkor jako przewodniczący samorządu i Wołodyjowski jako sportowiec też mnie kupili)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie, cieszę się, że się podobało! ♥ Właściwie myślałam nad jakąś rozszerzoną wersją, może kiedyś :)

      Usuń
  2. Nienawidzę Pana Tadeusza (czytaj: Mickiewicza, nie znam ,,Potopu", a ,,Balladyny" nie czytałam (co nie znaczy, iż treść nie jest mi znana).
    Udanych tych wojaży życzę! Zawojuj tam (he he, ta słaba gra słów)! Gdzie wybywasz?
    Ach, Telimena... Nigdy nie podobało mi się jej imię. Chyba nigdy Ci o tym nie pisałam, więc muszę to szybko nadrobić. Potrafić intresująco pisać, tak zaciekawić czytelnika m.in. dzięki bogatemu językowi. Aż jestem ciekawa dalszych wydarzeń (przede wszystkim Balladyny i jej ukochanego przewodniczącego) pomimo mojej wielkiej niechęci do lektur.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi, o dziwo, Pan Tadeusz nawet się podobał, nie mogę powiedzieć, żeby jakoś szalenie mi przypadł do gustu, ale po pierwsze, podziwiam i szanuję za formę bardzo, bardzo mocno, a po drugie, momentami miałam wrażenie, że autor kpi sobie lekko z własnych postaci, a ja lubię taki dystans ;)
      Eeej, nie taka słaba ta gra słów :D Wybyłam do Włoch, możliwe, że niebawem nawet coś o tych wojażach będzie.
      Dziękuję bardzo! To dla mnie duży komplement ♥

      Usuń
  3. O matko! Myślałaś nad napisaniem książki/książek? :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, nawet próbowałam, ale długa forma to trudna rzecz bardzo ;D

      Usuń
  4. Hej Pola!

    Tu Zosia, tak, ta Zosia, z którą chodziłaś przez ostatnie lata razem do szkoły. Zanim skomentuję Twoje opowiadanie (przez które o mały włos nie spadłam kilka razy z krzesła...), chciałabym tylko napisać, że zmieniłam swoją nazwę jako użytkownika - zamiast "horsefan" nazywam się, jak widzisz, "SophieMarie". Mój blog nie zniknął z sieci, tylko zmienił adres na: https://dziwny-swiat-panny-zofii.blogspot.com/. Piszę tylko tak informacyjnie, więc proszę, nie bierz tego za spam:)

    Wracając do twojego fanfiction, to wprost pokochałam sposób, w jaki nadałaś tym bohaterom funkcje we współczesnym świecie. Najbardziej chyba rozwalili mnie: Telimena jako polonistka, Kirkor jako przewodniczący samorządu i - podobnie jak Marakuję - Wołodyjowski jako szkolna gwiazda sportu. W sumie, to współczuję również Tadeuszowi, ale za dobrego wzroku to ten chłopak nie ma... Zacytuję Kmicica: "Jakim, kuźwa, cudem pomyliłeś trzydziestoletnią brunetkę z piętnastoletnią blondynką?". Kurczę, a podobno to ja jestem ślepa;)
    A poza tym - pomysł na napisy na koszulkach miałaś świetny, sama chciałabym, żeby jakiś sklep, choćby internetowy, miał takie w ofercie:D
    Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ♥
      To była zawsze rzecz, która najbardziej fascynowała mnie w ,,Panu Tadeuszu" - jak, no jakim cudem, można pomylić młodziutką blondynkę z dojrzałą brunetką? Kwestia światła? Może tytułowy bohater miał jakąś ogromną wadę wzroku? (nowe interpretacje dzieła Mickiewicza!)
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  5. Jestem oczarowana! :o
    Swobodne dialogi, genialny styl. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  6. A, to opowiadanie już znam :D Jak już pewnie się domyśliłaś po moich wrzaskach zachwytu (choć pewnie wymieszały się z okrzykami innych dziewczyn), opko bardzo mi się podoba! Świetnie ci wyszło przeniesienie bohaterów z literatury klasycznej do realiów XXI wieku. Chociaż zachowują się jak typowi nastolatkowie (słownictwo <3), to zachowałaś ich charaktery. Brawo! ^^
    To czekam na coś nowego :D
    Pozdrawiam i życzę udanej resztki wakacji! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A znasz :D Jej, dziękuję pięknie, bardzo mi miło. Dzisiaj albo jutro postaram się wstawić coś nowego ;)
      Niestety już tylko resztki :'(
      Pozdrawiam i nawzajem!

      Usuń
  7. Ach, muszę przeczytać Trylogię! No muszę! Choć Sienkiewicz największym mym wrogiem i nemezis. (Szczerze mówiąc sporo znanych mi osób crushowało swego czasu Kmicica, więc może nie jest to jednak tak głupi pomysł.
    Moim ulubionym fragmentem pozostaje beznadziejna sugestia Tadeusza dotycząca oświetlenia. :D <3 Lekkie, przyjemne, cud miód!
    Kłania się
    B.

    OdpowiedzUsuń