środa, 16 sierpnia 2017

Porcelana

Na obozie literackim na jednych z pierwszych zajęć, dostaliśmy dosyć specyficzne zadanie - napisać strumień świadomości. Ciąg myśli. Wszystko, co przychodzi w danej chwili do głowy. Myśli, obrazy, wspomnienia, strzępki zdań. Kiedy już spisaliśmy to wszystko, dowiedzieliśmy się, że to jest nasz materiał do opowiadania. Mieliśmy za zadanie w dowolny sposób zainspirować się własnym strumieniem świadomości i stworzyć tekst.
Niestety w takich chwilach jakoś nigdy nie udaje się pomyśleć czegoś mądrego i głębokiego, więc mój strumień przypominał po prostu ciąg spontanicznych i bardzo prozaicznych obrazów, skojarzeń i spostrzeżeń. Z oczami wbitymi w kartkę zarejestrowałam, że ktoś próbuje zrobić mi zdjęcie i usilnie starałam się wyglądać neutralnie. Słońce na przemian wychodziło zza chmur i zachodziło, więc raz było mi zimno, a raz gorąco. W oddali w równym rzędzie rosły wysokie sosny, a parę kroków od stołu, przy którym siedzieliśmy, stał zielony parasol z logo marki Carlsberg. To przypomniało mi Pachołek, wzgórze niedaleko gdańskiego Parku Oliwskiego, które nazywało się, no właśnie, Karlsberg.
O dziwo jednak, z tego chaosu zaczął kształtować się pomysł, a z pomysłu całe opowiadanie. W ten sposób powstała ,,Porcelana".
Enjoy!



Porcelana


— Proszę się nie ruszać! – zawołał fotograf spod płachty, majstrując przy swoim sprzęcie.
 Wszyscy – ojciec, matka, dwaj młodsi bracia, Fryderyk i Wilhelm, podrygujący z podniecenia, starsza siostra Cornelia ze specjalnie ufryzowanymi na tę okazję lokami – zamarli w bezruchu. Siedziałam sztywno obok rodziców, próbując oddychać głęboko. Nie czułam się dzisiaj najlepiej, lecz musiałam wstać z łóżka, aby znaleźć się na pierwszym w historii rodziny zdjęciu. Jednak zazwyczaj nie czułam się najlepiej, więc uznano, że fotograf ma przyjechać umówionego wcześniej dnia. Nie było szczególnego sensu przekładać czegoś, co przy moim stanie zdrowia mogło się równie dobrze nie odbyć.
Wygładziłam lekko suknię na krynolinie. Przez ostatnie nawroty choroby cały czas spędzałam w koszuli nocnej. Dzisiaj z kolei ubrano mnie jak należy. Byłam tak blada, że nawet nie potrzebowałam pudru.
Próbowałam przybrać neutralny wyraz twarzy, jakbym wcale nie czuła się koszmarnie. Wydawało mi się, że zaraz uduszę się w ciężkiej sukni. Z całej siły usiłowałam powstrzymać dławiący, narastający w gardle kaszel.  
— Proszę na mnie spojrzeć – rzucił fotograf, wyciągając zza płachty rękę.
Bracia wyprostowali się sztywno w swoich eleganckich ubrankach. Cornelia nerwowo przełknęła ślinę. Rodzice patrzyli beznamiętnym wzrokiem w aparat.  
Po paru sekundach było po wszystkim.
Rozkaszlałam się, w ostatniej chwili wyjmując haftowaną chusteczkę. Na białym materiale wykwitły plamy krwi. Wpatrywałam się w nie tępo, słysząc jak matka piskliwym od paniki głosem woła służącą i czułam narastającą, obezwładniającą bezradność.

***
— Luiza jest… delikatnego zdrowia.
Upiłam łyk herbaty, siedząc przy kominku. „Delikatnego zdrowia”. Dobre sobie.
Zawsze w ten sposób wyjaśniano moją bladość, kaszlenie krwią, nagłe wyjścia z pokoju, a czasem nawet nieprzyjmowanie gości. „Delikatnego zdrowia”. Matka zawsze mówiła to cicho, niemalże szeptem, jakby dzieliła się czymś bardzo wstydliwym.
Zresztą było to wstydliwe. Dla mnie. Dla moich braci, którzy przeze mnie mieli mniej swobody na wspólnych wyjazdach. Dla mojej siostry, która nie wiedziała, jak ze mną rozmawiać i nerwowo paplała o sukniach, fryzurach i innych rzeczach, o których niewiele mogłam wiedzieć. Dla mojego ojca, który odwracał wzrok, kiedy do mnie mówił. Dla mojej matki, która chyba zastawiała się, co ze mną zrobić.  Nic nie miało sensu. Nic się nie opłacało. Nie miało sensu szukanie męża, bo nikt nie skusiłby się na chorowitą dziewczynę z płucami z porcelany, która umarłaby przy pierwszym porodzie. Nie miała sensu kosztowna edukacja, skoro nie mogłabym jej wykorzystać.
Wstydliwe. A także bardzo, bardzo kłopotliwe. Jak przedmiot, którego nie można wyrzucić, chociaż zawadza.
Wpatrzyłam się w płomienie. Damy zaproszone na herbatkę za moimi plecami rozmawiały cicho, jakby wcale mnie tu nie było. Musiałam siedzieć w oddaleniu, przy kominku, bo nagle zaczęłam dygotać z zimna. Żałowałam, że w ogóle zeszłam do gości.
Usłyszałam cienkie śmiechy. Nie ze mnie. Nikt nie śmiałby się ze mnie śmiać. Zawsze, kiedy wchodziłam, zapadała cisza, a pełne współczucia i niepewności spojrzenia śledziły każdy mój krok.
Nie widziałam matki i jej gości, ale mogłam dokładnie to sobie wyobrazić. Piękne damy w pięknych kreacjach popijające herbatę z porcelanowych filiżanek.
Zdrowo zarumienione śmiały się, wstydliwie zasłaniając usta wypielęgnowanymi dłońmi.

***

Jabłonie kwitły na biało, a krople deszczu perliły się na liściach i źdźbłach trawy. Odetchnęłam głęboko chłodnym, cudownie rześkim i świeżym po dusznej sypialni powietrzem, w każdym razie na tyle, na ile pozwalało mi kilka szali. Hertha, moja służąca, co chwila poprawiała je nerwowo.
— Powinnyśmy wracać, panienko – powiedziała, rozglądając się.
— Jeszcze chwilę – rzuciłam, wpatrując się w mokry ogród.
Po raz pierwszy od kilku tygodni czułam się na tyle dobrze, żeby wyjść na zewnątrz i chciałam cieszyć się tym tak długo, jak to tylko możliwe.
Trawa była soczyście zielona, a sosny szumiały miarowo. Zawiał wiatr. Zadrżałam lekko z zimna.
— Panienko?
— Wszystko dobrze – odparłam szorstko.
Od bardzo długiego czasu nie zapuszczałam się dalej, niż ogród przy domu. Ostatni wyjazd dalej miał miejsce jakiś rok temu. Wybraliśmy się wtedy na jeden dzień do gdańskiego Parku Oliwskiego. Nie mogłam wejść z moją rodziną na Karlsberg i pawilon widokowy, więc przechadzałam się alejkami ze służącą. Nie miałam nic przeciwko tej częściowej samotności: zbyt szybko się męczyłam, aby wchodzić na wzgórze, a tu wreszcie nie słyszałam notorycznych pytań o samopoczucie. Nie narzekałam też na brak widoków. Mijałam pawilony, groty i altany, zbiorniki wodne imitujące dzikie strumienie, stawy z łabędziami, barokowy ogród przy Pałacu Opatów. Miła wycieczka.
Oczywiście później znów mi się pogorszyło i byliśmy zmuszeni wracać, mimo moich protestów. Widziałam, jak rodzice z pochmurnymi twarzami uciszają narzekania Fryderyka i Wilhelma. Musiałam znosić ciężkie, pełne skrywanego wyrzutu milczenie całą drogę do domu.
Owinęłam się ciaśniej szalami i próbowałam stłumić kaszel, bo wiedziałam, że jeśli znowu zacznę krztusić się krwią, na pewno wrócę do dusznego pokoju. Jednak Hertha miała dobry słuch.
 — Wracamy, panienko – powiedziała. – Już panienka kaszle.
W jej głosie słyszałam to charakterystyczne napięcie i strach.
Skinęłam z rezygnacją głową i dałam się zaprowadzić do domu.

***

Ktoś przycisnął mi mokrą szmatkę do czoła.
Podejrzewałam, że Hertha, bo ani matka, ani Cornelia, nie wchodziły mojego pokoju, pod pozorem zapewnienia mi spokoju. Prawie się roześmiałam na samą myśl, ale zamiast tego zaniosłam się nowym atakiem kaszlu.
Na przemian było mi zimno i gorąco. Najpierw otulałam się szczelnie kołdrą, dygocząc, potem rozkopywałam pościel, próbując wydostać się z ciepłego kokonu. Co jakiś czas wstrząsały mną dreszcze.
Szmatka wkrótce wyschła na moim czole. Ktoś dotknął go cudownie chłodną dłonią.
 Wyczerpana kaszlaniem, opadłam na poduszki z cichym jękiem. Świat był dziwnie rozmazany i wirował. Służąca próbowała okryć mnie kołdrą, ale odepchnęłam jej ręce.
Gorączkowałam od dwóch dni, rozpalona i kaszląca krwią kupka nieszczęścia. Chusteczka już chyba na stałe nabrała lekko rdzawego zabarwienia.
— Biedna Claudia – usłyszałam raz o mojej matce z ust jakiejś starszej damy zaproszonej na herbatkę. – Taki ciężar.
— Niedługo to się skończy – powiedziała jej towarzyszka.
Oczywiście nie wiedziały, że je słyszę. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Niedługo to się skończy. Niedługo, już za chwilę. Że też tylko ona tak uparcie tutaj tkwi.

***

Świtało.
Rozkleiłam z trudem powieki. Najwidoczniej wreszcie udało mi się zasnąć po wyczerpującej nocy. Czułam się minimalnie lepiej. Dotknęłam swojego czoła. Wciąż było rozpalone.
Służąca spała w pokoiku obok, słyszałam jej chrapanie. Poza tym w domu panowała cisza. Rodzice wraz z rodzeństwem pojechali wczoraj na bal i pewnie zostali u gospodarzy na noc.
Wpatrywałam się pusto w okno. Wschodzące słońce rzucało na podłogę złoty blask, który wędrował aż do mojego łóżka. 
Niedługo to się skończy.
Spuściłam nogi na podłogę i wstałam z trudem. Zrobiłam parę chwiejnych, niepewnych kroków, boso. Mój wzrok padł na lustro. Przystanęłam na chwilę i spojrzałam na chudą, drobną, słabą istotę, zarumienioną od gorączki, ze sklejonymi od potu jasnymi włosami i w za dużej koszuli. Podkrążone oczy jej błyszczały, a skóra była blada i cienka jak najlepsza porcelana.
Zadygotałam. Nie wiedziałam, czy bardziej z powodu dreszczy, czy narastającej goryczy i wściekłości.
Podeszłam do okna, wchodząc w krąg złotego światła. Ostatnio znowu padało. Powietrze pewnie było wilgotne i zimne.
Obejrzałam się za siebie, aby upewnić się, że służąca wciąż śpi i szarpnęłam za klamkę. Okiennice były ciężkie, a może to ja byłam słaba, ale w końcu udało mi się je otworzyć.
Zaczerpnęłam lodowatego, porannego powietrza, żeby dotarło do moich porcelanowych, delikatnych płuc. Rękawy koszuli rozpostarły się jak skrzydła. Drżałam z zimna, ale nie zamykałam okna. Przymknęłam na chwilę oczy, rozkoszując się chłodnym powietrzem na twarzy.
Słońce wstawało, oświetlając ogród, jabłonie, sosny i dom, z którego nareszcie miał zniknąć niechciany przedmiot.

14 komentarzy:

  1. Porcelanie momentalnie skojarzyła mi się z filiżanką. Porcelanową, jakże by inaczej. ;-;
    Nie znoszę takich sytuacji, kiedy mi na zmianę zimno i gorąco.
    Taka blada jak mój krem BB, który - jak teraz wyszło - jest jednak za jasny (wina słońca?).
    Główna bohaterka przypomina mi... mnie. Od jednego doktora do drugiego, żaden nie pomaga. Z resztą nieważne. Ja jednak nie jestem prrzedmiotem do usunięcia. Ostatnia scena jest cudownie piękna, aż sobie ją wyobraziłam najlepiej jak potrafiłam. I poczułam ten chłodny wiatr.
    Tak spokojnie. I cicho.

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie bardzo mi się spodobało, szczególnie ostatnia scena która moim zdaniem została ujęta w super sposób.
    YOZIZIRA.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń
  3. Zauważyłam, że opowiadania ida Ci coraz lepiej! To opowiadanie jest swietne i bardzo pomysłowe. Nigdy nie wiedziałam o istnieniu czegoś takiego jak strumień myśli, wiec fajnie bylo sie o tym dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie tytuł skojarzył się z moim poprzednim blogiem, ot, takie zboczenie;) Ciekawa idea na napisanie opowiadania, przyznam, że również oryginalne wykonanie - mój strumień byłby pewnie bardziej banalny, bardziej współczesny. Tutaj dało się wyczuć klimat. Podoba mi się tym bardziej, że powstało spontanicznie, jak mniemam.

    Btw... Nie wiem, czy mnie pamiętasz, bo zniknęłam na trochę; tak czy owak to moje nowe konto (nawet jeśli wygląda tak samo :)). Już nie publikuję na Porcelanovvyym, tylko na nowym blogu - http://abeonaa.blogspot.com/. Zapraszam, jeśli masz ochotę. Pozwolę sobie zaobserwować już z tego profilu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ♥ Tak, powstało dość spontanicznie, bo właściwie otrzymaliśmy zadanie i mieliśmy określony czas na wykombinowanie czegoś i napisanie.
      Pamiętam i bardzo chętnie zajrzę na nowego bloga :)

      Usuń
  5. Ach, Polu, nawet nie wiesz jak to miło powrócić sobie z czterotygodniowych szaleństw w różnych dzikich miejscach i akurat się załapać na dwa nowe Twoje teksty! Bardzo miło. Bardzo bardzo nawet.
    Pozwolę sobie na kilka uwag.
    Po pierwsze, Wielkie Propsy za użycie imienia Fryderyk (jestem jego najgorliwszą wielbicielką na obszarze wszystkich trzech stanów)! (Ale Wilhelm też niczego sobie). <3
    Po drugie, nie wiem czy mimo wszystko motyw porcelany nie powtarzał się zbyt często. Osobiście uważam, że dobrałaś go świetnie i byłby albo cudowną puentą (w odniesieniu do cienkiej skóry albo płuc w ostatnim akapicie), albo cudownym wprowadzeniem (w odniesieniu do płuc na samym początku), ale gdy pojawia się i tam, i tam, traci na mocy. Znaczy ja bym zostawiła tylko w jednym z tych punktów, żeby motyw mógł wprawić w podziw raz a dobrze (bo mnie tam wprawił, celny jest i generalnie zacny bardzo :D). Aż mi głupio tak pisać, bo ostatecznie to Ty tu jesteś kozakiem z obozów, ale tak sobie uznałam że napiszę.
    W sumie to wszystko, co chciałam powiedzieć konkretniej. Mniej konkretnie mogę rzec, że oczywiście jestem fanką tego opowiadania, jak i każdego innego, i podziwiam oraz ślę uścisków moc,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bukwo, jak zawsze bardzo miło Cię tu widzieć! Bardzo bardzo bardzo nawet :)

      A'propos imion, ciekawostka: akcja miała w zamierzeniu dziać się w połowie dziewiętnastego wieku w Prusach i niektóre imiona nawiązują do pruskich władców. Chociażby Luiza (królowa Luiza Pruska), no i właśnie Fryderyk i Wilhelm (król Fryderyk Wilhelm III) :)

      Jaki tam ze mnie kozak :D pisz śmiało wszystkie uwagi, koniecznie, każde słowo krytyki jest dla mnie bardzo cenne! Jeżeli chodzi o ten motyw porcelany, to teraz mam małą zagwozdkę, bo mam w komentarzach dwie różne opinie :D Teraz pytanie, co lepsze: wyrazista puenta/wprowadzenie, raz a dobrze, czy klamra kompozycyjna? Muszę na spokojnie przejrzeć opowiadanie i zastanowić się, co zadziała lepiej.

      Dziękuję pięknie ♥
      Ściskam!

      Usuń
  6. Na początku tylko powiem, zanim mi myśl umknie, że nie zgadzam się z Bukwą - motyw porcelany na początku i na końcu to taka świetna klamra kompozycyjna, a jak wiesz, klamry są super <3
    Chciałam też powiedzieć, że łażę sobie z rodzinką po Pieninach, byliśmy na spływie Dunajcem i akurat szliśmy na Sokolicę, kiedy sprawdziłam, co tam nowego na bloggerze, a tutaj Twój post! Także wiedz, że czytałam to opowiadanie na początku w trakcie chodzenia, ale na szczęście szybko zrozumiałam, że to nie najlepszy pomysł (wiesz, kamienie, tutaj nietrudno o upadek), więc musiałam je kończyć w czasie postojów. Tak się chciałam podzielić, a co!
    A, jeszcze jedno zanim w końcu napiszę coś konkretnego - my też pisaliśmy strumień świadomości, ale żeby się nim dodatkowo inspirować? Hohoho, szanuję i podziwiam, bo nie wyszła ci z tego jakaś głupota, tylko naprawdę zacne opowiadanie - ja zapewne musiałabym napisać coś o pierwszoklasistkach słuchających Disco Polo, także ten. Masz mój respect.
    A TEN TEKST JEST TAK CUDOWNYYYY, że aż musiałam użyć Caps Locka. Serio. Jest bardzo przejmujący i taki mocny. Wczułam się w sytuację głównej bohaterki, bardzo jej współczułam. Tak mi przykro, że się zdecydowała na, warto zauważyć, XIX wieczną (?) eutanazję. Każdy zasługuje na miłość, tymczasem Luiza jej nie dostawała. Wiem też, że nie można pochopnie oceniać matki i siostry chorej dziewczyny. Wiadomo, ich postawa nie zachwycała, ale z tekstu tak naprawdę niewiele się o nich dowiadujemy. Claudia być może bała się, że jeśli zbliży się do córki, to po jej bardzo prawdopodobnej śmierci w najbliższej przyszłości bardziej by cierpiała. Cornelia natomiast sama próbowała pogłębić swoją relację z siostrą, ale robiła to dosyć nieumiejętnie, bo tak naprawdę nie znała Luizy, więc w końcu dała sobie spokój.
    Oczywiście w rzeczywistości mogły być one zwyczajnymi zołzami, ale wolę wierzyć w tę wersję.
    Szacun za podjęcie się całkiem trudnego tematu. I brawa za świetną inspirację strumieniem świadomości!
    Pozdrawiam i życzę dobrej nocy! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam już w komentarzu wyżej, mam teraz małą zagwozdkę z motywem porcelany, ale po prostu przeczytam tekst jeszcze raz i zobaczę, co zagra lepiej :)
      Klamry są fajne ♥
      Ooo, fajnie przeczytać, że mój tekst był czytany w tak malowniczej scenerii i jeszcze w trakcie wchodzenia na szczyt! Ale rzeczywiście, czytanie w trakcie chodzenia mogło okazać się nie najlepszym pomysłem ;)
      Kiedy usłyszałam, że strumień ma być inspiracją do opowiadania, na początku trochę się przeraziłam, ale to było świetne zadanie na kreatywność i elastyczność. Szybko zresztą zaczął kształtować się pomysł, no i okazuje się, że inspiracje leżą wszędzie!
      DZIĘKUJĘ! ♥ Jest mi szalenie miło, ojej. Tak, akcja rozgrywała się w połowie XIX wieku, w Prusach. A obojętność rzeczywiście dość często jest mechanizmem obronnym, więc bardzo możliwe, że matka i siostra Luizy nie był takimi zołzami ;)
      Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Nie wiem jak to robisz, ale twoje opowiadanie czyta się jak dobrą książkę. W sumie, gdybyś wydała książkę, na pewno bym ją przeczytała!
    Świat rządzi się swoimi prawami, książki wydają ludzie bez talentu, polotu, pomysłu (a często i bez poprawnego języka...), a czasem ci z talentem pisarskim nigdy nie puszczą go w świat.
    Mam jednak nadzieję, że tobie się uda. Liczę na więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda :)

      Usuń
  8. To opowiadanie jest po prostu doskonałe jak dla mnie. Najbardziej w tym wszystkim podoba mi się kontekst, a mianowicie, że mieszkam tuż obok Pachołka i czasami chodzę sobie tam wieczorami. A obok, bardzo blisko wieży widokowej jest właśnie pomnik Królowej Luizy, także trafiłaś w sedno :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Naprawdę fajowe mieliście te ćwiczenia na tym obozie!
    Wiesz, co ogromie mi się podoba w Twoich obozowych opowiadaniach? Że każde jest inne, w innym tonie, klimacie. Znając siebie, wszystko machnęłabym na jedno, poplątane, absurdalne kopyto, a Ty tak rożnie, naprawdę różnie do wszystkiego podeszłaś.
    Ale, ale, o porcelance:
    Opowiadanko przezgrabne i miłe, może nie jakieś zaskakujące, czy odkrywcze, ale ujmujące. Tak naprawdę naturalnie opisałaś tę chorobę (chociaż, co ja tam wiem, nigdy ciężko nie chorowałam) i mogłabym uwierzyć, że NAPRAWDĘ pisała to jakaś chora niewiasta.
    Ale,troszkę przerażające są jej relacje rodzinne. Aż dziw bierze, że tak powiem :c No.
    Tytuł jest niesamowicie celny i jak Bukwie i pozostałym niewiastom - bardzo mi się spodobał. Całe to opowiadanie i sposób, w jaki zostało napisane, przywodzi na myśl białą porcelanę.
    Subtelnie. Jest subtelnie.
    Chylę czółka poraz kolejny nad kreatywnością waćpanny.

    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuuuję ♥ Miód na moje serduszko! Rzeczywiście, tegoroczny obóz to dla mnie czas takich trochę eksperymentów, próbowania różnych rzeczy i w efekcie tak wyszło, że każde opowiadanie jest zupełnie inne :)
      Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam cieplutko również!

      Usuń