sobota, 14 stycznia 2017

Najlepsze książki 2016 (cz.2)

Jak logika nakazuje, po części pierwszej przybywa część druga - czyli kolejne pięć moich ulubionych książek przeczytanych w ubiegłym roku.

 Zapraszam!


Z mgły zrodzony Brandon Sanderson


Nasza wiara często jest najsilniejsza wtedy, kiedy powinna być najsłabsza. Taka jest natura nadziei. 

Od tysiąca lat trwa panowanie tyrana - Ostatniego Imperatora. Z nieba spada popiół, w nocy wychodzą przerażające mgły, a skaa żyją w zniewoleniu i strachu. Wydaje się, że Imperator jest niepokonany. Jednak jest nadzieja. A okazuje się nią jeden z ostatnich Zrodzonych z Mgły, ludzi, którzy łączą w sobie wszystkie z ośmiu allomantycznych mocy. To on tworzy intrygę, która może pokonać niepokonanego i zbiera wokół siebie podobnych szaleńców, gotowych zaangażować się w to samobójcze przedsięwzięcie. 
W ,,Z mgły zrodzonym" najbardziej urzeka świat - wykreowany z ogromnym rozmachem, wielką wyobraźnią i precyzją. Uniwersum Ostatniego Imperium jest przebogate i fascynujące, a zanurzanie się w nim, stopniowe odkrywanie działających w nim mechanizmów, zasad, hierarchii to wspaniały proces. Uczta dla wyobraźni. Do tego wizja Sandersona jest świeża i oryginalna - owszem, tyrania i jej obalanie to bardzo popularny temat, ale popiół spadający z nieba? Allomanci, który rozpalając metale zyskują nadprzyrodzone zdolności? Zagłębianie się w ten złożony, bardzo klimatyczny świat, to czysta przyjemność. Zrodzeni z Mgły przemykający we mgle nad ciemnymi dachami; mroczne zaułki miasta Luthadel, pełne przepychu twierdze arystokracji - czujecie tę atmosferę? Jest niewiarygodna i to głównie uniwersum mnie oczarowało.
Do tego dochodzą bohaterowie - barwni, ciekawi, pełnokrwiści, niebanalni, zaskakujący. Skryta i niepotrafiąca zaufać innym Vin, urodzony przywódca Kelsier, oczytany Elend Venture... to w ogromnej mierze oni, ich pragnienia, charaktery, przemiany i relacje między sobą tworzą tę fascynującą opowieść.
Mamy tu także świetne dialogi, a ktoś, kto zna mnie trochę dłużej, doskonale wie, jakie to dla mnie ważne. Fabuła jest dość nieprzewidywalna i wciągająca. Historię ośmielę się wręcz nazwać epicką, ale na szczęście nie ma tutaj patosu - uświadczymy za to sporo ironii i ciętych, zabawnych dialogów. Początkowo przerażały mnie dość pokaźne gabaryty książki, ale napisana została tak lekkim, fantastycznym stylem, że naprawdę ją pochłonęłam. Kawał genialnej  historii.


Mroczniejszy odcień magii Victoria E. Schwab


Magia jest tak naprawdę piękną chorobą. 

Istnieją cztery miasta o nazwie Londyn. Szary Londyn - ten ,,nasz", zupełnie pozbawiony magii, bezbarwny, rządzony przez obłąkanego króla Jerzego III. Czerwony Londyn - lśniący i wypełniony magią. Biały Londyn - wszyscy walczą tu o resztki magii. Jest także Czarny Londyn - wyniszczony przez magię. Ale o nim już raczej nikt nie mówi. 
Kell jest jednym z ostatnich antari - magów krwi, którzy potrafią podróżować między światami. Oficjalnie to ambasador Czerwonego Londynu, ale na boku zajmuje się przemytem. Wszystko się układa, dopóki w jego ręce nie wpada przedmiot z Czarnego Londynu. Wtedy bowiem rusza lawina wydarzeń, która może wstrząsnąć wszystkimi światami. 
Od pierwszych stron absolutnie oczarował mnie pomysł. Cztery równoległe światy, cztery alternatywne miasta są wspaniale wykreowane, z fantazją, precyzją i przede wszystkim niesamowitą wyobraźnią. Uniwersum jest intrygujące, piękne i mroczne zarazem. Dodajmy jeszcze, że akcja rozgrywa się na początku XIX wieku. Klimat jest po prostu nieziemski i zagłębianie się w cztery Londyny było magicznym przeżyciem.
No właśnie, magia. To ona pełni tu ważną rolę. Bardzo podobało mi się jej przedstawienie w tym uniwersum. Magia ma różne oblicza, od idealnej równowagi z ludźmi, przez wysysanie z nich sił życiowych. 
Nie można nie wspomnieć o postaciach. Zostały naprawdę dobrze wykreowane, są pełnokrwiste i barwne. Mnie szczególnie urzekła marząca o zostaniu piratem złodziejka Lila, ale Kell też jest super (i jego płaszcz jest super!). Uwielbiam relację między tą dwójką, uwielbiam też relację Kella z Rhyem, jego przyszywanym bratem.
Jeden z recenzentów określił styl autorki jako ,,elegancki" i chyba mogę się z tym zgodzić. Sposób pisania jest lekki, przyjemny i pełen wdzięku. Ode mnie jeszcze ukłon za dialogi (no kto by się spodziewał) i sceny akcji, które są idealnie dynamiczne, pełne napięcia i porywające. Naprawdę świetna rozrywka.


Folwark zwierzęcy George Orwell


Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Zwierzęta w folwarku pana Jonesa, pod wpływem starego knura Majora, który wyjaśnia im zasady sprawiedliwego dla zwierząt animalizmu, postanawiają obalić ludzką władzę i przejąć gospodarstwo. Udaje im się to i wkrótce zaczynają samowystarczalne życie, a nad wszystkim czuwają świnie. Najważniejsza zasada brzmi: ,,Wszystkie zwierzęta są równe". Jednak dość szybko sytuacja zaczyna się zmieniać, a w folwarku następują mroczne czasy terroru. 
Bo jasne, wszystkie zwierzęta są równe. Niektóre są po prostu równiejsze od innych.
,,Folwark zwierzęcy" był moją lekturą szkolną - dowód (zaraz obok przecudownego i uwielbianego przeze mnie ,,Władcy much"), że książki czytane ,,do szkoły" nie zawsze muszą być straszne, wręcz przeciwnie. Mnie ta powieść urzekła, zostawiła z mnóstwem emocji i myślami kotłującymi się w głowie. 
,,Folwark zwierzęcy" to krótka, ale zarazem błyskotliwa i świetnie napisana powieść. Łatwo się domyśleć, że pod zwierzęcymi postaciami kryją się ludzie, a pod historią o przejęciu gospodarstwa satyra na rewolucję komunistyczną w Rosji. Ale sam autor pisał: ,,Jednak, jak podkreślam, przesłanie utworu jest szersze: chciałem wyrazić w nim myśl, iż ów szczególny rodzaj rewolucji (gwałtowna rewolucja oparta na konspiracji , z motorem napędowym w postaci nieświadomie żądnych władzy osób) może doprowadzić jedynie do zmiany władców." 
Tak więc to opowieść o rewolucji, tyranach pragnących władzy, absurdalnych zmianach praw, oszustwie, mocy propagandy i manipulacji. Znakomicie opowiedziana, precyzyjna, klarowna, dobitna, bardzo trafna. A ostatnie zdanie jest niesamowite i podsumowuje właściwie wszystko.
,,Folwark zwierzęcy" do dziś robi piorunujące wrażenie - z pozoru prosta historia okazuje się mroczna i wycelowana prosto w punkt. Mnie zachwyciła, przeraziła i poruszyła. Niesamowita powieść. 

Podatek Milena Wójtowicz


Jak się nie ma, co się lubi, to się strzela czym się ma. 

,,Jest śmierć i podatki, ale podatki są gorsze, bo śmierć przynajmniej nie trafia się człowiekowi co roku." - tak głosi cytat Terry'ego Pratchetta. Rzeczywiście, poborcy podatkowi raczej nie cieszą się popularnością. A tym bardziej poborcy z Magicznego Urzędu Skarbowego. Bo nieważne, kim jesteś, gdzie mieszkasz i czym się zajmujesz. Jeśli należysz do magicznego świata, podatek cię nie ominie. 
Fabuła skupia się na Monice, rusałce i świeżo upieczonej pracownicy ,,tego drugiego" urzędu. Przyznam szczerze, że pierwsze strony wywołały we mnie konsternację - nie było żadnego wyjaśnienia, wszystko było trochę chaotyczne i rozmyte. Jednak później wszystko zaczęło się rozjaśniać i po namyśle stwierdzam, że takie wrzucenie w sam środek świata miało swoje jasne strony - musiałam czytać dalej, żeby dowiedzieć się, co się dzieje (miało to wprawdzie więcej wad, ale w tych małych recenzjach raczej nie wspominam o mankamentach, bo nie one są tu istotne).
,,Podatek" to powieść fantasy ze sznytem kryminalnym i sensacyjnym. Jednak nie doświadczymy to dreszczyku, przerażenia, krwawych intryg i strachu.
Przeciwnie - to ten typ książki, przy której chichocze się radośnie pod nosem.
Bo ,,Podatek" to przezabawna i przesympatyczna pozycja - uświadczymy tu mnóstwo absurdu, mnóstwo dowcipów i żartu sytuacyjnego oraz słownego. Sporo tu także prześmiewczości, wyśmiewania się i wywracania schematów. Między innymi mamy żartobliwe nawiązania do filmów akcji (scena z porwaniem ♥) czy półświatka i mafiosów. No i oczywiście komiczne przedstawienie urzędniczego życia i biurokratycznych absurdów, które w świecie magów, rusałek, trolli, smoków i wampirów nabierają zupełnie nowego wymiaru. 
Urzekły mnie także postacie. Najbardziej rozbawił mnie chyba chyba wodnik Ślipiak z gangsterskimi zapędami, ale główna bohaterka, Monika, też wzbudziła we mnie ciepłe uczucia bo jest po prostu... bardzo sympatyczna. Uświadomiło mi to, jak niewiele postaci (zwłaszcza pierwszoplanowych) mogę określić tym epitetem.
Styl pani Wójtowicz jest cudny - dowcipny, lekki, pełen wdzięku i komiczny. Absolutnie w moim guście. Dzięki temu lektura  to czysta przyjemność i znakomita rozrywka. Jeśli chcecie zrelaksować się przy czymś sympatycznym, zabawnym, lekko prześmiewczym i ironicznym, a do tego z naprawdę intrygującym pomysłem, sięgnijcie po ,,Podatek". 


Poezje Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


Wpatrzona w film swój zblakły z uśmiechem tęsknoty,
Zagra na fortepianie staroświeckie fokstroty.

Długo, bardzo długo zastanawiałam się, jaka powinna być ostatnia pozycja na tej liście.
W końcu zdecydowałam się na ,,Poezje" Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, czyli zbiór wierszy poetki dwudziestolecia międzywojennego. 
To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Najwcześniejsze wiersze wydały mi się nadmiernie egzaltowane i jakieś takie tkliwe, przerost formy nad treścią... gdybym poprzestała na pierwszych stronach, to w życiu nie uwierzyłabym, że ta pozycja znajdzie się na liście ulubieńców. Ale im dalej, tym robiło się lepiej i zanim się zorientowałam, byłam oczarowana.  
Głównym tematem poezji Jasnorzewskiej jest miłość, jednak wiele moich ulubionych wierszy opowiada o czymś zupełnie innym - chociażby ,,Babcia" (cytat pod nagłówkiem) czy ,,Ciotki".
To, co mnie absolutnie zachwyciło w poezji Jasnorzewskiej, to plastyczność opisu, dostrzeganie małych szczegółów i przepiękny język. Chociażby w jednym z moich ulubionych wierszy ,,Rannym ptaku": ,,kołysze się w gałęziach jak w zielonej łodzi/i kłuje ranną ciszę, deszczem haftowaną". Autorka wierszy nie zagłębia się raczej w sprawy ważne, głębokie problemy, nie jest to poezja refleksyjna, więc jeśli tego szukacie, to się rozczarujecie. Siła twórczości Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej leży w czymś innym. Poetka niesamowicie przedstawia przyrodę (i nie tylko), zgłębia opisywany przedmiot i odkrywa jego nowe strony, bawi się językiem, tworzy śliczne metafory. I to jest właśnie chyba najlepsze określenie na te wiersze - są śliczne. Język jest niewiarygodnie wręcz barwny i plastyczny, rytm bardzo dobry. 
Ta poezja jest po prostu... piękna. 
Ale nie mogę mimo wszystko powiedzieć, aby Pawlikowska-Jasnorzewska była moją ulubioną poetką (tę pozycję chlubnie i zasłużenie zajmuje Wisława Szymborska, uwielbiam ją. Za ironię, celność, błyskotliwość. Coś cudownego, naprawdę. Typ poezji, którą pisała, chyba najbardziej mi się podoba, ale o tym może innym razem). Te wiersze są bardzo nierówne - jedne egzaltowane i jak dla mnie, delikatnie mówiąc średnie, zdecydowany przerost formy nad treścią; inne z kolei poruszyły we mnie jakąś strunę i wydały mi się czarujące, ścisnęły mnie za serduszko. I na tych drugim się skupiam. Bo to one mnie urzekły.
,,Poezje" nie zostawiły mnie obojętną i zachwyciły przepięknym językiem oraz budowaniem światów za pomocą kilku słów.




Rany, nigdy więcej. Ta lista mnie wyczerpała.
Nie umiem robić takiego spisu ulubieńców. Musiałam odsiać kilka tytułów i wciąż żałuję, że niektóre się tu nie znalazły. Pewnie jeszcze będę zmieniała zdanie i uznam, że coś powinno z tej listy zniknąć, a coś na nią wskoczyć, ale trudno, co się napisało, to się napisało. A każda z tych pozycji zasługuje na uwagę i poruszyła mnie w ubiegłym roku, więc cieszę się, że się załapały. 
No i to by było na tyle! Koniecznie podzielcie się tytułami, które Was szczególnie zachwyciły w 2016.

Pozdrawiam Tutti, przez którą (a może raczej dzięki której) słucham tego dosłownie codziennie.


Zdjęcie: kaboompics

14 komentarzy:

  1. Po tylu razach zaglądania tutaj dopiero teraz widzę, jak bardzo lubisz czytać fantasy. Osobiście mnie to nie pociąga. Z wyjątkiem klimatów XIX wieku. No także muszę przeczytać te "Londyny", nie widzę innej opcji.
    Zapraszam Cię na nowego bloga o moich muzycznych przemyśleniach! :)
    http://muzycznepogaduchy.blogspot.com/
    Aiko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano lubię. Ostatnio częściej sięgam po ten gatunek, rzeczywiście ;) Klimat XIX wieku jest cudnym klimatem, absolutnie :D

      Usuń
  2. Na początku myślałam, że będzie tu głównie magia, tym bardziej miło zaskoczyła mnie obecność poezji :) Chociaż akurat wielką fanką Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej nie jestem (chyba przez mój wyczuwalny szowinizm w poezji). Czytałam tez o tej książce z motywem Londynu, zbierała całkiem sporo pozytywnych recenzji, ale dopiero ty mnie do niej przekonałaś wspominając, że są tam realia XIX-wieku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. XIX wiek to bardzo zachęcający czynnik ;)

      Usuń
  3. Z tego wszystkiego znam jedynie Georga Orwella. Ma kapitalne podejście do świata!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo zaciekawiłaś mnie dwoma pierwszymi książkami, dopisuję do listy :)
    Ech, muszę kiedyś w końcu zacząć czytać poezję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię Pawlikowską-Jasnorzewską - mam całą jej twórczość zebraną w dwóch, pokaźnych tomikach i muszę przyznać rację, że te najwcześniejsze wiersze nie zawsze mnie urzekały, ale im dalej, tym było lepiej.
    Mam w planach "Folwark zwierzęcy", ale najpierw muszę przeczytać inna książkę Orwella, która stoi u mnie na półce i czeka, a mianowicie "Rok 1984". No i jeszcze kilkanaście innych książek ("Lolita", "Akademia dobra i zła" itd.).
    O "Z mgły zrodzonym" już trochę słyszałam. Chyba nawet sprawdzę, czy jest dostępny. (Chwila szukania w katalogu internetowym.) Jest nawet możliwy do wypożyczenia - oby nikt go nie wziął do czasu mojej następnej wizyty w bibliotece ;)
    Nie ma za co :D
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilkanaście czekających na półce książek? Znam to aż za dobrze :D U mnie ponad dwadzieścia czeka na swoją kolej. Mam nadzieję, że w końcu się doczekają! :D
      To trzymam kciuki, aby udało się upolować ,,Zrodzonego...", zdecydowanie warto!
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  6. Nie znam nic i trochę mi wstyd. Ale przynajmniej za ten "Folwark zwierzęcy" się zabiorę, obiecuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. I mnie wstyd! totalnie nie kojarzę, ale dzięki Tobie już mniej więcej wiem za czym buszować w księgarni :)
    www.wkrotkichzdaniach.pl - nowości na blogu!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę. Właśnie sobie uświadomiłam, że kiedyś czytałam masę fantastyki. I chciałabym móc powiedzieć, że teraz po prostu czytam masę innych gatunków, ale smutna prawda jest taka, że teraz po prostu znacznie mniej czytam :D Liczę jednak, że zmieni się to w tym roku, choć pewnie fantasy trochę spadnie mi w rankingach mimo wszystko. Choć "Mroczniejszy odcień magii" brzmi naprawdę zniewalająco. Mówię serio. Bardzo chętnie bym po to sięgnęła, może dorwę w jakiejś bibliotece (choć Stos Wstydu z książkami do przeczytania jakoś nie maleje). Kurczę. Wszystko przez ten głupi XIX wiek! :D W połączeniu z Londynem w dodatku. Kto na to pozwala?! Człowiek się nie może opędzić po prostu. Nic, tylko leżeć i płakać ze szczęścia. A jak jeszcze pojawiają się jakieś obdartusy mówiące w cockney, to można umierać.
    "Folwark zwierzęcy" jest świetny. Pomijając celną, zwartą i mocną fabułę, bardzo lubię również język Orwella. Jest niby prosty, ale przy tym tak miło uporządkowany i jednocześnie plastyczny. A czytałaś "Rok 1984"?
    W sumie "Zrodzony z mgły" też wygląda ciekawie. Kurczę. Może jednak wrócę do tej fantastyki, jak tak :'D
    Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w sumie nie znam, nigdy nie pociągały mnie jej wiersze, miłość nie należy mimo wszystko do moich ulubionych tematów w poezji, plus rzeczywiście te, które znałam, wydawały się egzaltowane. W końcu pewnie zrobię jakieś szersze rozeznanie w twórczości zacnej Marii, ale myślę, że poczeka jeszcze trochę :D Muszę najpierw ogarnąć Herberta, bo z nim mamy trudną relację. A ostatnio czytałam sporo Bursy, jednak wbrew oczekiwaniom nie wdarł się do mojej Złotej Trójki, którą wciąż stanowią Gałczyński, Białoszewski - i Szymborska, no bo któż by inny :D
    O "Podatku" nie słyszałam wcześniej, natomiast urzekł mnie cytat Terry'ego Pratchetta <3 O, właśnie! W tym roku chcę więcej Pratchetta. Zdecydowanie.
    Z dzikimi ukłonami,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra fantastyka nie jest zła :D Ja wciąż ją właściwie eksploruję, odkrywam różne nurty, pisarzy, ach. Ale chciałabym w tym roku bardziej zagłębić się także w inne gatunki, na przykład kryminały.
      Mój obecny Stos Wstydu wynosi trzydzieści książek. Trzydzieści nieprzeczytanych książek na półce. Wstyd i hańba. A wczoraj na urodziny dostałam jeszcze bon do Empiku i tyle tytułów kusi... muszę przestać kupować tyle książek, bo potem zalegają :D
      Tak właściwie to w ,,Mroczniejszym odcieniu magii" większość akcji toczy się jednak w tym Czerwonym, czyli wymyślonym Londynie, ale klimat tak czy siak jest niewiarygodny :D
      No nie? Język Orwella jest super. Prosty, ale ma w sobie moc. Niesamowicie celny. ,,Roku 1984" jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar.
      Jak dla mnie w ogóle najlepsze wiersze Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej to te nie o miłości :D Herbert jest dość trudny, ale podoba mi się jego poezja, ma coś w sobie, zdecydowanie! Ostatnio czytałam trochę Gałczyńskiego i ach, Teatrzyk Zielona Gęś. Absurd w czystej postaci. Białoszewskiego znam zaledwie kilka wierszy, ale ,,Karuzela z Madonnami", och. Uwielbiam te zabawy językiem. W ogóle ,,Karuzela..." została zaśpiewana przez Ewę Demarczyk, polecam, magiczne. Z poetów ja jeszcze chyba mogę powiedzieć, że lubię Różewicza. Jego wiersze mają w sobie coś niesamowitego. No i Szymborska, ach, Szymborska, uwielbiam ją ♥
      Pratchett mistrzem ♥
      Kłaniam się!

      Usuń
  9. Oho, o Brandonie Sandersonie wiele dobrego słyszałam. Grubość jego ksiąg mnie trochę przeraża, ale mam w planach, zdecydowanie mam w planach.
    O, czytałam "Folwark"! Niestety, nie jestem obeznana z historią Rosji, aby wychwycić wszystkie metafory, ale naprawdę mi się podobał. Oceniłam na 7/10, z tego co pamiętam. Zgadzam się, bardzo trafna i mroczna.
    O nie. Tylko nie Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. To mi przypomina, że jeszcze nie ogarnęłam jej biografii na trzeci etap. Łomatko. Czy tylko w świętokrzyskim 3 etap z polskiego składa się z dwóch części - ustnej i pisemnej? Czy tylko ja tak bardzo stresuję się mówieniem przed jury? Bo muszę ustnie zanalizować i zinterpretować wybrany utwór jednego z ośmiu twórców - sęk w tym, że nie wiem, którego mi wybiorą. "Ars poetica?" Miłosza czy raczej "Pieść o żołnierzach z Westerplatte" Gałczyńskiego? Mam nadzieję, że to będzie coś prostego!
    (przynajmniej nauczę się czytać wiersze, bo nie umiem tego dobrze robić, za mądre są dla mnie)
    A ja w tym roku odkryłam miłość swojego życia - prozę Waltera Moersa. O Boże, kocham tak bardzo. Nie mogę bez niej żyć! Jeśli nie przeczytam przynajmniej raz na pół roku "Miasta Śniących Książek", to źle się czuję. Gdy odkryłam, że "13 1/2 życia Kapitana Niebieskiego Misia", pierwsza książka Moersa i ostatnia, którą od niego przeczytałam, jest Białym Krukiem i można ją kupić za 300 zł co najmniej - po prostu się rozpłakałam. Na szczęście istnieje coś takiego jak biblioteka, więc miałam szczęście ją (książkę, nie bibliotekę) przeczytać, bo inaczej to bym chyba uschła. A na półce mam wersję angielską, na razie nie potrafię jej zrozumieć, ale jestem szczęśliwa, że jest! (Swoją drogą, historia Niebieskiego Niedźwiedzia nie dosięga poziomem pozostałych powieści, ale i tak jest wspaniała).
    Moers to geniusz i nie potrafię żyć bez jego opowieści. Chciałabym kiedyś pisać tak, aby doprowadzić przynajmniej jedną osobą do takiego stanu, jak Moers mnie.
    Pozdrawiam i życzę równie wielu doskonałych książek w 2017! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grubość książek Sandersona rzeczywiście przeraża (na przykład ,,Droga królów", jeszcze nie czytałam i objętość mnie zatrważa, serio. To taka cegła, że można nią kogoś zabić), ale przy ,,Z mgły zrodzonym" nawet się nie orientujesz, kiedy lecą kolejne wydarzenia, została tak lekko i sprawnie napisana. Mimo paru, dosłownie kilku dłużyzn, w żadnym miejscu nie jest ani ciężka, ani nudna, czyta się naprawdę super i polecam bardzo.
      Chyba rzeczywiście tylko w świętokrzyskim :O Znaczy, nie wiem, w pomorskim jest tylko pisemny. Kurczę, nie wiedziałam, że w ogóle może być inaczej :D Jak na ustnej maturze... Oczywiście z całej siły trzymam kciuki! Zniszczysz ich!
      ,,Miasto Śniących Książek" mam na półce i nie mogę się doczekać, gdy się za to zabiorę, a po tej rekomendacji to w ogóle! Kurczę, nawet po pozytywnych recenzjach, z tak entuzjastyczną i pełną emocji reakcją się jeszcze nie spotkałam. Teraz to już naprawdę jestem ciekawa!
      Moim marzeniem również jest doprowadzania czytelników do takiego stanu. Bo to jest prawdziwa magia dobrych książek :)
      Pozdrawiam również i dziękuję!

      Usuń