środa, 12 sierpnia 2015

Opowiadanie Bez Tytułu (czy tylko ja mam takie problemy z wymyślaniem tytułów?)

Witam Was!
Wczoraj wróciłam z kraju lodów, pizzy, makaronów, sztuki, pięknych widoków, wspaniałych ludzi i skuterów Vespa, czyli... no, zgaduj-zgadula, kto zna odpowiedź na to trudne pytanie?... Tak! Włoch! Ale z Was bystrzaki!
Relacja z wyjazdu już się szykuje (na razie w mojej głowie, ale to taki błahy szczegół), niebawem się ukaże. Dzisiaj zaś wstawiam kolejny tekst z obozu literackiego, który tytułu nie posiada (mam poważny problem z tytułami...).
Moje zadanie było następujące: dostałam karteczkę z jakimś wyrwanym fragmentem (chyba z jakiejś książki, ale niestety nie wiem, z jakiej). Miałam wybrać sobie jedno zdanie z tego fragmentu i właśnie tym zdaniem miałam zakończyć mój tekst. A więc (uwielbiam łamać tę zasadę nierozpoczynania zdania od ,,więc") ostatnie zdanie pochodzi z tej nieznanej mi powieści/nieznanego mi opowiadania* . Ale tworząc tekst nie inspirowałam się podanym mi fragmentem, pomysł, bohaterowie i fabuła są moi. Opowiadanie nie jest jakieś wybitne, to taka opowiastka i głównie przedstawienie relacji między głównymi bohaterami, która tworzy się w czasie podróży.
Więc cóż...
Życzę miłej lektury!

*EDIT: Chyba znalazłam, skąd pochodzi to zdanie. To prawdopodobnie ,,Tajemnica wyroczni" Catherine Fisher. Nie ma to jak wujek Google. 

***
Ognisko rzucało jasną poświatę na drzewa i dwójkę ludzi nieopodal. Pomarańczowe, lśniące iskry trzaskały głośno, zakłócając ciszę. Gwiazd i księżyca nie było, ogień stanowił jedyne źródło światła. Siedział przy nim chłopiec, bezmyślnie patrzący w przestrzeń i odrywający korę od patyka. Przy starym, nieco wyłysiałym dębie umiejscowił się Muzykant, jak zwykle w czarnym kapeluszu nasuniętym na oczy i gitarą obok.

- Śpisz? - zapytał chłopiec.

- Tak.

- To dlaczego mi odpowiadasz?
Muzykant stęknął w odpowiedzi.
- Idź spać, mały.
- Nie mogę zasnąć.
- Jutro przed nami długa droga. Idź spać.
- Porozmawiaj ze mną.
- Jeszcze czego. Śpij, mały.
- Dlaczego ciągle nazywasz mnie małym?- zapytał z pretensją chłopiec. Patyk został już zupełnie ogołocony z kory, teraz był łamany na kawałki.
- Bo jesteś mały.
- Mam imię.
- Obawiam się, że nie jest to szczególne osiągnięcie. Każdy ma imię.
- I dlatego należy go używać. Dlaczego ty nie używasz cudzych? I swojego?
- Swojego?- mruknął sennie Muzykant.
Kawałki patyka jeden po drugim lądowały w ogniu.
- Nigdy mi nie powiedziałeś, jak masz na imię.
- Mówiłem ci, żebyś zwracał się do mnie po prostu Muzykant.
Chłopiec przewrócił oczami.
- Muzykant to nie imię.
- Może nim być. Pasuje do mnie. Określa mnie.
- Ale to nie jest imię, które nadali ci rodzice.
- Nie. To imię, które sam sobie nadałem. Jest więc trafniejsze.
Chłopiec zamilkł i patrzył, jak ogień trawi drewno. Zupełnie jak niedawno jego rodziców.
- Idź spać- powtórzył Muzykant, opierając się wygodniej o pień.
Przyciągnął do siebie gitarę, z którą nigdy się nie rozstawał. Chłopiec czasem podejrzewał, że jest dla niego ważniejsza niż ludzie.
Ogień trzaskał wesoło.
Chłopiec zapatrzył się w złote płomienie. Jak coś tak złego może być jednocześnie piękne?
- Od dawna nikt do mnie nie mówił po imieniu- powiedział chłopiec.
Muzykant nie odezwał się.
Może już spał.
***
Muzykant i chłopiec szli krętą drogą. Im dalej byli od wioski „Małego”, tym tereny robiły się bardziej górzyste.
Na niebie nie widniała ani jedna chmurka. Słońce paliło bezlitośnie.
- Gorąco mi - poskarżył się chłopiec.
- Takie życie - stwierdził ze stoickim spokojem Muzykant. Niósł na plecach futerał z gitarą i robił szybkie, energiczne kroki. Chłopiec ledwo za nim nadążał.
- Możemy się zatrzymać?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo dzisiaj musimy przejść spory odcinek.
- Dlaczego?
- Żeby nie przechodzić go jutro. Mały, przecież chcesz dotrzeć do Miasta jak najszybciej, prawda?
Chłopiec stęknął, ale już nie narzekał.
Muzykant poprawił swój kapelusz.
- Zobacz, jak ładnie- rzekł, pokazując szerokim gestem świat wokół nich.
,,Mały" zerknął niechętnie. Droga prowadziła przez mały, raczej nędzny lasek, z rzadko rosnącymi drzewami.
- Nic nadzwyczajnego - burknął.
- Nieprawda. Zresztą, ,,nadzwyczajny" i ,,zwyczajny" to pojęcia względne.
Chłopiec jęknął.
- Nienawidzę, gdy zaczynasz filozofować.
Muzykant uśmiechnął się. Miał specyficzny, lekko krzywy uśmiech, który zawsze wyglądał na kpiący.
- Sam chciałeś się ze mną zabrać, gdy dowiedziałeś się, że idę do Miasta. Jeśli chcemy iść razem, musisz jakoś ze mną wytrzymać.
Chłopiec westchnął.
- Ile jeszcze do Miasta?
- Daleko- odparł Muzykant.
- Aha.
Zapadła krótka cisza, przerywana odgłosami ptaków i szeleszczących liści.
- Wiesz, gdzie dokładnie mieszka twoja rodzina?- zapytał Muzykant.
Chłopiec nagle wykazał duże zainteresowanie swoimi stopami.
- Nie.
- To jak masz zamiar ich znaleźć?
- Popytam, poszukam... Znam ich nazwiska. Kiedyś przyjechali do moich rodziców, wiem jak wyglądają...
Mężczyzna parsknął.
- Mały, miasto to nie wieś. Tam mieszkają tysiące ludzi.
Chłopiec wzruszył ramionami.
- Coś wymyślę.
Chociaż starał się to powiedzieć z nonszalancją, to jedynie obnażył swój strach i niepewność.
Muzykant nie po raz pierwszy poczuł przypływ litości dla chłopca.
- Mogę ci pomóc ich szukać, mały.
Mały poderwał głowę.
- Naprawdę?
Muzykant mimowolnie się uśmiechnął.
- Jasne.
Co ciekawe, jego uśmiech wyjątkowo nie był krzywy.
***
Na miejsce odpoczynku wybrali niewielką polanę, otoczoną i ocienioną przez lasek. Muzykant wyjął swoją gitarę, czule przejechał po niej palcami i zaczął ją stroić wydobytym z kieszeni plektronem. Chłopiec podgryzał kromkę chleba i przyglądał się muzykowi.
- Dlaczego grasz? - zapytał w końcu.
- W tej chwili, czy w ogóle?
- W ogóle.
- Dlatego, że to lubię.
- A dlaczego to lubisz?
- Bo muzyka mnie uspokaja. Pozwala mi być sobą.
Muzykant przeciągnął plektronem po strunach.
Chłopiec zastanowił się.
- Słyszałem cię, jak przyjechałeś do mojej wioski. Ładnie grasz.
- Dziękuję.
- Idziesz do Miasta, żeby zrobić karierę?
- Karierę?- powtórzył z rozbawieniem Muzykant.
- Przecież po to ludzie jeżdżą do Miasta. Żeby zrobić karierę. Coś osiągnąć.
- Cóż, ja nie,
- To po co tam idziesz?
- Nigdy tam nie byłem i chciałbym zobaczyć, jak tam jest - wyjaśnił Muzykant.
- Tak po prostu? Nie masz żadnego celu?
- Nie. Po cóż mi cel?
- Przecież każdy ma w życiu cel- powiedział chłopiec ze zdziwieniem. -Choćby najmniejszy. Jakikolwiek plan na przyszłość.
- Na najbliższą to mam, owszem. Na przykład, czy zjem kromkę chleba ze smalcem, czy kiełbasę. Albo czy pójdę grać w tej wiosce, czy innej. Ale poza tym, wolę żyć spontanicznie.
- Nie jest ci ciężko bez jakichkolwiek planów na przyszłość, marzeń?
- Wręcz przeciwnie. Nic mnie nie ogranicza, mały. Moim jedynym planem jest to, aby żyć bez planu. A moim marzeniem, aby ten plan się utrzymał i abym był szczęśliwy. To chyba dobrze, prawda?
- No tak, ale... Nie chciałbyś czegoś w życiu osiągnąć? No nie wiem... Zdobyć sławę?
Muzykant zagrał krótką melodyjkę.
- Nie potrzebuję sławy.
- I nie chcesz jej?
- Nie. Sława wcale nie jest taka dobra, na jaką wygląda, mały.
- Przestań mówić do mnie ,,mały"- zdenerwował się chłopiec.
- To jak mam do ciebie mówić? - zapytał Muzykant.
Chłopiec zmarszczył brwi.
- To chyba oczywiste.
- Niekoniecznie. Nie wszyscy chcą się posługiwać swoim imieniem.
- No dobrze, ale ja chcę. Mów do mnie Alek, dobrze?
- Jasne, mały.
Pełen złości krzyk Alka i śmiech Muzykanta było słychać w całym lasku.
***
Dotarli do niewielkiej wioski leżącej w górskiej dolinie, gdzie domy zostały zrobione z ciemnego drewna, a ludzie ubierali się w kwieciste ubrania. Tam postanowili się zatrzymać. Szli ciasnymi uliczkami między domkami.
- Wiesz, jak wygląda Miasto, Muzykancie?- zapytał Alek.
- Nie. Skąd mam wiedzieć?
- Słyszałem, że jest otoczone przez skały i że jest wieeeelkie... Podobno domy są tam zrobione z kamienia i są kolorowe, i są tam rzeźby, i fontanny, i wielki zamek, i...
- Dobra, dobra, Alek, opanuj się.
- I ponoć tam płynie taka duuuża rzeka...-ciągnął marzycielsko chłopiec.
- Zobaczymy. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby znaleźć twoich krewnych.
- Znajdziemy ich przecież.
- I rozumiem, że zgodzą się, abyś z nimi zamieszkał?
- Przecież muszą. Są teraz moją jedyną rodziną.
Alek zaczął intensywnie trzeć oko, jakby coś tam mu wpadło.
Muzykant nie miał sumienia, żeby powiedzieć mu, że jego krewni mogą nie zechcieć przyjąć pod swój dach sieroty.
Po prostu nie miał sumienia.
***
W pokoju gospody było ciemno i duszno. Z dołu dobiegały odgłosy zabawy- stukanie się kuflami piwa, okrzyki, muzyka. Alek patrzył na drewniany sufit.
- Muzykancie?
- Co?
- Śpisz?
- Tak.
- To dlaczego mi odpowiadasz?
- Alek, litości...
- Daleko jeszcze do miasta?
- Niedaleko.
- To znaczy ile?
- To znaczy niedaleko. Śpij.
- Nie mogę zasnąć. Tu jest tak ciemno...
- Jest noc, to jest ciemno.
Zapadła krótka cisza.
- Muzykancie?
- Czego?
- Boję się, że znowu mi się to przyśni.
- To znaczy co?- burknął Muzykant przewracając się na plecy.
- Pożar, w którym zginęli moi rodzice.
Muzykant milczał, nie wiedząc, co na to odpowiedzieć.
- Muzykancie?...
- Co znowu, mały?
- Mogę położyć się obok ciebie?
- Chyba żartujesz.
- Nie. Proszę.
 Głos chłopca ledwo dostrzegalnie drżał.
Muzykant westchnął ciężko i przesunął się na lewą stronę łóżka, odsuwając rownież gitarę, która leżała obok niego.
- Właź.
Rozległ się szelest odsuwanej kołdry, skrzypienie i plaskanie bosych stóp o drewnianą podłogę. Po chwili Alek wdrapał się do łóżka Muzykanta.
I tak zasnęli we trójkę: chłopiec, mężczyzna i gitara.
***
- To już naprawdę niedaleko?
- Naprawdę. Za tymi wielkimi skałami.
Chłopiec nie mógł powstrzymać ekscytacji.
- Nie wierzę - powiedział. - Za chwilę je zobaczę. Zobaczę Miasto!
Muzykant roześmiał się.
- Tak, w końcu zobaczysz miasto. I mało tego, wejdziesz tam.
- Chodź szybciej!
- No, no, mały, nie szarżuj tak. Pamiętaj, że musimy wejść po tych skałach.
Zaczęli ostrożną wspinaczkę po wykutych, nierównych  stopniach. Muzykant trzymał chłopca za rękę, drugą przytrzymując futerał na plecach. W dole roztaczał się piękny widok, jednak żaden nie patrzył za siebie. Parli tylko do przodu.
W końcu doszli niemal na szczyt skały. Ostatni stopień był bardzo wysoki, za wysoki dla tak drobnego chłopca, jakim był Alek.
- To tu - powiedział drżącym z przejęcia głosem ,,Mały".
- To tu - potwierdził Muzykant.
Alek spróbował wejść na ostatni stopień, ale tylko się ześlizgnął.
- Pomóż mi! - zawołał do mężczyzny, który uśmiechał się, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. - Chcę je zobaczyć!
Muzykant podniósł chłopca i ostrożnie ustawił go na wysokim stopniu wykutym w śliskim kamieniu.
 

Wiem, koniec wiele nie wyjaśnia, wręcz się urywa (zasługa ostatniego zdania). Jednak osobiście uwielbiam, po prostu uwielbiam otwarte zakończenia, więc postanowiłam zostawić takie również w moim tekście. Może spróbujecie sobie wyobrazić dalsze losy Alka i Muzykanta? Koniecznie podzielcie się swoimi pomysłami oraz oczywiście wrażeniami po lekturze:)

EDIT: Wprowadziłam małe poprawki

Pozdrawiam ciepło!
Pola

Ten filmik jest niesamowity. Aż zapiera dech w piersiach... 










PS: Ostatnio wpadł mi do głowy pomysł na posta ze wskazówkami, jak pisać, których nauczyłam się na obozie literackim. Chcielibyście może coś takiego? Dajcie znać:) 
PS2: Czy Was też tak denerwują te napisy w sklepach, które głoszą ,,Czas na szkolną przygodę", ,,Już czas do szkoły" albo ,,Niebawem szkoła"? Bo ja, gdy je widzę, to cierpię.
PS3: W centrum handlowym nieopodal mnie będzie Empik! Wprawdzie trochę sobie na niego poczekam, ale mimo wszystko... Empik. Nie mam tu na myśli samej sieci czy tych wszystkich kiepskich gadżetów, ale  książki (ksiąąąążkiii...). Kilka kroków od mojego domu! Księgarnia to jeden z niewielu sklepów, w którym mogłabym przebywać w nieskończoność...
 Me 
Tak bardzo prawdziwe...

PS4: O, to pierwszy obrazek w tym poście.
PS5: Oglądał ktoś z Was może ,,W głowie się nie mieści"?
PS6: Tak, Pola, stara koza, ogląda bajki dla dzieci. I się nimi zachwyca. ,,W głowie się nie mieści" jest zacne. 
PS7: Znowu przegięłam z PS-ami, prawda?  A więc już kończę. Naprawdę.

20 komentarzy:

  1. Moja siostra była na tej bajce, podobno ciekawa, chociaż nie aż tak, żeby ciągle/w ogóle o niej opowiadała.
    Fajnie byłoby, gdyby taki post ze wskazówkami dotyczącymi pisania się pojawił. ;)
    Ooooo, zazdroszczę Ci, że będziesz miała koło siebie Empik! :D
    Wiesz co? A idź Ty z tym swoim opowiadaniem! xD Tak zakańczać? Jak możesz! xD Ogólnie opowiadanie bardzo fajne. Przyczepiłabym się tylko do Miasta. Nie lepiej byłoby je jakoś nazwać? Albo, żeby to było miasto, a nie Miasto? Wiem, wiem, tak nawet w niektórych książkach jest, ale wydaje mi się to trochę denerwujące, jakby pisarz nie miał pomysłu. Chyba, że jest to bardziej bajka - wtedy w pełni to rozumiem. ;) Jeśli chodzi o dalsze losy bohaterów... Uważam, że Alek nie znajdzie swojej rodziny i zostanie przy Muzykancie. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie wspaniałe ! Możesz kiedyś napisać kontynuację, ponieważ naprawdę nic nie przychodzi mi do głowy :(
    Napisy przypominające o szkole w połowie wakacji strasznie mnie irytują!!! Wchodzisz sobie do sklepu a tu jakieś "Szkoło witaj" - wolę żyć w błogiej nieświadomości, że wakacje się kończą, a nie wszędzie mi o tym przypominają ....
    "W głowie się nie mieści" nie oglądałam, ale po obejrzeniu zwiastuna / nu (jak to się pisze? xD? stwierdzam, że może to być naprawdę fajny film ;P
    Pozdrawiam :)
    ksiazkowepodroze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam już jeden komentarz, ale stwierdziłam, ze jest beznadziejny i postanowiłam napisać nowy :)
      Opowiadanie jest bardzo ciekawe, tak samo relacja łącząca głównych bohaterów. Również otwarte zakończenie stwarza duże pole do popisu dla wyobraźni czytelników (czyli de facto mojej). Nienazwanie Miasta trochę mnie ciut denerwowało z początku, ale też zaczęłam się zastanawiać, czy akcja przypadkiem nie dzieje się we średniowieczu, w zapomnianej krainie, a lud zamieszkujący ją jest bardzo ograniczony i to właśnie dlatego miasto jest nazywane Miastem. Bo ludzie z stron i Muzykanta, i Alka nie słyszeli o innym tak dużym skupisku ludności i budynków... A może każde miasto nazywa się Miasto, bo ludziom się nie chciało się wymyślać nazw i ich zapamiętywać (co z kolei przypomina mi o tym, że w jednym z odcinków "Fineasza i Ferba" Dundersztyc jest władcą absolutnym i każdy jego poddany nazywa się Joe, aby nie musiał zapamiętywać imiona każdego człowieka)...
      *teorie spiskowe się szerzą*
      A w poprzednim komentarzu, który usunęłam - zanim go przeczytałaś albo po tym jak go przeczytałaś. Nieważne. Ważne, że dopisałam moje zakończenie, w którym Mały się pochylił do przodu, zrobił z gracją fikołka w powietrzu i runął przepaść, a Muzykant tylko wzruszył ramionami i rzekł, ruszając w dalszą drogę: - No cóż... Zdarza się...
      *takie wspaniałe zakończenie*
      Pomysł ze wskazówkami może okazać się pomocny, aczkolwiek czytałam już takie "poradniki" i zastosowałam się tylko do 1/4 z rad :D
      "W głowie się nie mieści" jest fantastyczny. Chociaż i tak bardziej od wędrówki po mózgu interesowało mnie to, jak życie Riley się wali... Ta sytuacja w klasie, kiedy ona wiesz-co-zrobiła, sprawiła , że się bardzo cichutko rozpłakałam... Czasami Radość mnie denerwowała, jak pomiatała Smutkiem -.- No i spodobał mi się ten przekaz, że trzeba czasami się wypłakać, aby poczuć się lepiej...
      "Empik" - szczerze? Nie pałam do niego sympatią, tak samo jak do innych wielkich sieci księgarni. To właśnie one niszczą małe, lokalne księgarnie, w których zresztą sprzedawca ma zawsze dla klienta czas i może mu doradzić... A w "Empiku" wielokrotnie spotkałam się z tym, ze trzeba było trochę poczekać, zanim ktokolwiek z obsługi zorientował się, ze stoję przy kasie. W zasadzie to jest to spowodowane tym, jak Empik traktuje pracowników... Więcej możesz przeczytać tu: http://aspirujacypisarz.pl/2015/02/03/cala-prawda-o-empiku/ Strona co prawda będzie przez jeszcze jakiś czas niedostępna, bo odbywa się na na niej "remont"... Jedynie, to mi się jedynie podoba to, że można tam kupić magazyn językowy, który trudno dostać u mnie w mieści w innych miejscach, oraz muzykę w formacie mp3... Tak więc w Empiku kupuję tylko gazety, a książki ostatnio już tylko okazyjnie przeglądam :)
      Pozdrawiam
      Tutti

      Usuń
    2. Chociaż jak ostatnio byłam w Empiku, to było w nim jakoś... inaczej... Jak gdyby coś się zaczynało zmieniać.,. Może być to efekt tego, ze byłam w innym E. niż zazwyczaj...

      Usuń
    3. Miasto jest Miastem, ponieważ po pierwsze, Muzykant i chłopiec pochodzą z wiosek, więc jedno z niewielu miast (a być może nawet jedyne) w ich okolicy jest dla nich, a głównie dla Alka, czymś wielkim, niesamowitym i wręcz nie do wyobrażenia. Wśród prostych ludzi przyjęła się po prostu łatwiejsza nazwa Miasto, która po jakimś czasie stała się dla nich nazwą własną. A po drugie, to w sumie taki symbol, więc nazwa nie była szczególnie istotna.
      Przyznam też zupełnie szczerze, że nie mam talentu do wymyślania nazw, więc opcja z Miastem, którą wymyśliłam, przypadła mi do gustu:D
      Ojej, widzę, że teorie spiskowe rzeczywiście się szerzą! Brutalne wymyśliłaś to zakończenie... ale cóż... jest oryginalne!:D
      ,,W głowie się nie mieści" jest cudne. Mi również nie podobało się, jak była traktowana Smutna- świetny morał na koniec, że smutek też jest potrzebny. Zauroczyło mnie przedstawienie myśli nastolatki, miejsc w jej umyśle (Dream Productions... Kraina Wyobraźni... ta muzyczka z reklamy... to było piękne!) i właśnie zmian wartości, dojrzewania, walenia się wszystkiego w mózgu, tych wysp osobowości... Ja się rozpłakałam na scenie, w której Radość i Bing-Bong byli sama-wiesz-gdzie. Po prostu czułam ten smutek i bezradność, a do tego wiedziałam, że świat Railey się wali...
      To prawda, słabe jest to, że Empik (i Matras) wypierają lokalne, prywatne księgarnie (których już prawie nie ma). W ogóle, w naszym kraju sieciówki przejmują władzę:/ Co do obsługi, to myślę, że zależy to od sklepu, bo ja spotkałam się z bardzo miłymi i pomocnymi sprzedawcami, którzy np.szukali dla mnie jakiejś pozycji. Więc... różnie bywa, naprawdę. Na stronę wejść nie mogę, bo jest ten remont, ale poczekam do września, wtedy przeczytam.
      Pozdrawiam ciepło,
      P.

      Usuń
  4. Moja Droga!
    Jak ja nie lubię, gdy ktoś zostawia mnie z takim otwartym zakończeniem! To się nazywa Cliffhanger (chwali się wiedzą z obozu literackiego) i wcale nie jest fajne (no chyba, że robię to sama i mogę denerwować tym czytelników muahahhaahaha). Dużo dialogów w Twoim opowiadaniu, ale to nadaje taki klimat i pasuje tu. Słabe dostałaś zdanie, ale świetnie to rozwinęłaś, brawo. Przedstawiłaś historię, której końca można tylko się domyślać. Na najlepsze i dosyć przewidywalne zakończenie dałabym to, że chłopiec nie odnajdzie krewnych, albo odnajdzie, ale oni nie będą chcieli jego i zostanie z Muzykantem. Jednak można dochodzić do przeróżnych zakończeń, więc tak naprawdę każdy możne zrobić to na swój sposób i nawet stworzyć z tego dobrą powieść.
    Co do "Już czas na szkolną przygodę" itp. to naprawdę strasznie tego nienawidzę. Zaczęli tak nas wysyłać do szkoły już na początku lipca! SERIO?!
    Ściskam i pozdrawiam
    A.C.
    oddychajacpomyslami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. "-Mogę ci pomóc ci ich szukać, mały." powtórzenie :]
    Opowiadanie ciekawe, szybciutko się je czyta, pewnie przez mała ilośc opisów. Jakoś mnie ono urzekło. Bardzo spodobała mi się postać Muzykanta. Zastanawiam się co on i Alek mają ze sobą wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, nie zauważyłam tego błędu! Już poprawiam:)
      Dziękuję pięknie:D Przyznam szczerze, że ja również bardzo lubię Muzykanta.
      Pozdrawiam ciepło!
      P.

      Usuń
  6. Oczywiście opowiadanie już słyszałam, ale chyba Ci nie mówiłam, że bardzo mi się podoba :) Urzekła mnie postać Muzykanta - kto nie lubi tajemniczych postaci? No chyba, że są naprawdę wkurzające, to wtedy tak. Zresztą Alek też był fajny. Miło by było poczytać o ich dalszych losach, ale jak otwarte zakończenie, to otwarte zakończenie :)
    Aaaach, Włochy! Już się nie mogę doczekać relacji! :3
    Mnie też denerwują te teksty ze sklepów! Gdybym spotkała tych, co je wywiesili, to chyba mocno bym nimi potrząsnęła i powiedziała: "Ej, serio? Musicie nam o tym przypominać? Poza tym jeszcze kupa czasu! Zdążymy kupić zeszyty, nie martwcie się!".
    Tak, tak, posty ze wskazówkami byłyby zacne! (Niezła reklama dla literackiego, może zachęciłaby nowych lodzi do przyjeżdżania, hehe).
    Idę pisać komentarze na innych blogach/odpisywać u siebie. (Tak, tak, kotołaczka zamiast odpowiadać na komentarze u innych, gdy ma taką możliwość, woli odpisywać u siebie, a co!)
    Pozdrawiam i życzę miłych wakacji! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na relację w Włoch. Słyszałam,że tam jest bardzo ładnie i właściwie nie można wszystkiego od razu zwiedzić, bo zabytków jest strasznie dużo.
    Opowiadanie się szybko czyta, pewnie przez duża ilość dialogów. Szczerze mówiąc nie lubię otwartych zakończeń. Od razu kojarzą mi się one z "Dziadami". Wiem,że wtedy można sobie wszystko wyobrazić, ale zdecydowanie to do mnie nie przemawia. Uważam,że najlepiej jest jak każdy tekst literacki ma zakończenie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz bardzo, bardzo zły zapis dialogów - brak spacji po dywizie, właśnie, dywiz, nie pauza, czy półpauza, http://www.ekorekta24.pl/proza/130-interpunkcja-w-dialogach-czyli-jak-poprawnie-zapisywac-dialogi myślę, że ten link przyda Ci się :)

    Sam tekst mi się średnio podobał, a dlaczego? Przez brak opisów, to właściwie był sam dialog, a bardzo bym chciała przeczytać o emocjach bohaterów, zwłaszcza Alka, np. tutaj "Chłopiec zamilkł i patrzył, jak ogień trawi drewno. Zupełnie jak niedawno jego rodziców." idealny moment, by zbliżyć czytelnika i Twoją postać, aby móc się nad nim chwilę zatrzymać i przemyśleć jego sytuację. Dialogi zgrabnie produkujesz, ale opisy bardzo, bardzo kuleją, bo nie ma ich niemal wcale w momentach, których aż wypadałoby cokolwiek nadmienić. Twoje postacie wypadają w takich rozrachunku dość płytko, może Muzykant był i tajemniczy, a chłopiec... ciekawski? Ale nie poczułam do nich sympatii, brakowało czegoś, by ich poznać. "Muzykant trzymał chłopca za rękę, drugą dłonią przytrzymując " powtórzenie, troszkę inne niż zazwyczaj, bo nie słowo w słowo, ale mimo wszystko te zdanie czytane na głos brzydko brzmi :)

    "Muzykant poprawił swój kapelusz." zupełnie zbędny zaimek, wiemy, że Muzykanta :)

    Pamiętaj, by nie zrażać się moim komentarzem :) Bo nie chciałam zabrzmieć złośliwie, ale pomocnie :) Pozdrawiam :)

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za komentarz:)
      Heh, rzeczywiście zapis dialogów jest niepoprawny... W sumie nawet uczyłam się o tych dywizach i półpauzach na obozie literackim. Postaram się nad tym popracować w przyszłości. Dzięki za linka, na pewno się przyda:)
      Co do opisów, a raczej ich deficytu- taki był mój zamysł. To znaczy, tekst, który bazuje na dialogach i gestach. Jeśli zaś chodzi o emocje, to chciałam, żeby wynikały właśnie z rozmów i zachowań bohaterów, aby nie było drobiazgowych opisów ich przeżyć wewnętrznych, żeby można było wyciągnąć to, co tam siedzi im w głowach za pomocą tych krótkich wzmianek. Chciałam zrobić eksperyment z formą bardziej oszczędną, która skupia się na relacji dwóch osób i wyciąganiu wniosków z ich zachowań. Więc ten brak opisów był akurat zamierzony, ale chyba rzeczywiście mogłam się bardziej zagłębić i jednak trochę ich dać.
      Dziękuję za wytknięcie błędów (zwłaszcza w interpunkcji) i pozdrawiam ciepło!
      Pola

      Usuń
  9. Pola, Pola, Pola, Pola, Pola, Pola, Pola, Poooooolaaaaaaaaaaaaaa!
    Kocham to opowiadanie! Jest cudowniaste, jest wspaniałe, jest tak zupełnie stasiowe, że bardziej stasiowe być nie może. Idealne po prostu, przebija na głowę Alicję (choć wątpiłam, że coś takiego może się zdarzyć), przebija wszystko, bo jest takie, a nie inne, bo jest... wzruszające, piękne, klimatyczne... wzruszające! (dzika radość, po prostu!). Ale już się uspokajam i piszę mądrego komentarza, bo to (zacne, wzruszające, klimatyczne, kochane, sympatyczne) opowiadanie sobie na to zasłużyło. A więc (solidaryzujemy się z autorką bloga ^^). Zachwyciłaś mnie tym, że Muzykant i "Mały" tak powolutku, stopniowo się zaprzyjaźniali. Pięknie zilustrowałaś mozolny etap wytapiania się serduszka mężczyzny, które wytapiało się równomiernie z moim. Żebyś widziała to moje wewnętrzne "ooo" wzruszenia! Rozwaliłaś mnie samą postacią głównego bohatera, uwielbiam takich ludzi, a Ty jeszcze go tak fajowo wykreowałaś, że widziałam go przed oczami! Zachwyciłam się również tym zdaniem:
    "Pomarańczowe, lśniące iskry trzaskały głośno, zakłócając ciszę", nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się piękne. I jeszcze te niejednoznaczne powtórzenia i malutkie, zgrabne opisy mijanej okolicy! Sama fabuła...cudo! (przepraszam, że nie potrafię napisać tego jakoś logicznie!). Lecz najfajniejsze były dialogi. Zaskoczyłaś mnie ich naturalnością, płynnością... Kurcze, Alek mówił tak jak Alek powinien był mówić, a Muzykant tak jak on powinien. Nic nie było nie na swoim miejscu. Ach. Co Ci będę zapychać miejsce pod postem? Wiec, że jestem zachwycona. A ostatnie zdanie idealnie wkomponowało się w resztę opowieści. Wiesz co? Napisz powieść w takim klimacie, a ja ją przeczytam i postawię na półce obok "Tobiego", bo "Tobi" jest właśnie w ten sam sposób wzruszający. Autor tej powieści czaruje prostymi niejednoznacznymi zdaniami, tak jak Ty w tym tworze!
    Pozdrawiam serdecznie
    PS. (znów się solidaryzuję) jestem za! Będę czekać ze zniecierpliwieniem na post ze wskazówkami!
    PS2. Ech... z tego filmiku nic nie zrozumiałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. Bym zapomniała. Ja sobie myślę, że chłopiec nie znajdzie krewnych, ale to nic. Po prostu pójdzie dalej z Muzykantem, a będzie to takie naturalne i ledwie zauważalne podążanie, pójdą do innego celu i tak jakoś zostaną towarzyszami. Nie będzie żadnego "jak chcesz to możesz iść ze mną". Po prostu Alek bez zbędnych pytań poczłapie za Muzykantem, a ten nie okaże sprzeciwu :)

      Usuń
    2. Wybacz, że Ci tak SPAMuję :( Ale jak tak sobie teraz patrzę, to widzę, że wszyscy na to kochane Miasto narzekają. A ja zinterpretowałam to jako taki zabieg celowy i mnie się on osobiście bardzo spodobał. Czułam się dzięki temu, jakbym czytałam prastarą baśń. Miasto. Zacna nazwa :D

      Usuń
  10. Polu, bardzo podoba mi się to opowiadanie!!! Urzekł mnie Muzykant, jest naprawdę świetną postacią, taką tajemniczą. Zakończyłaś nam opowiadanie cliffhangerem, za co powinnam Ciebie z miejsca znienawidzić ._. Jak tak można?!
    Przepraszam, że dzisiaj tak krótko, następnym razem się rozpiszę ;)
    Pozdrawiam!
    Fanny http://buszujacawsrodksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeeejku! To Twoje opowiadanie! Jakie ono jest cudooowne! *o* Ten Muzykant bardzo przypomina mi Włóczykija z Muminków. Jak mogłaś tak bezczelnie urwać to opowiadanie?! Pola! Ty napisz o tym książkę! Znaczy wiem, że pewnie masz mnóstwo innych pomysłów na książki, ale ja bardzo chętnie przeczytałabym historię Alka i Muzykanta. Do końca. W Twoim wykonaniu. Bo ta historia jest cudowna. Pewnie krewni chłopca nie będą mogli albo nie będą chcieli go do siebie wziąć. I może on pójdzie dalej z Muzykantem? I nauczy się od niego grać? A potem, kiedy Muzykant umrze, on będzie takim kimś jak on? Zawsze podobali mi się ludzie właśnie tak żyjący, tak całkiem beztrosko, spontanicznie. Ja sama raczej nie mogłabym być takim kimś, ale w przyszłości chciałabym chociaż w części żyć grając i śpiewając.
    Empik obok domu! Ja najbliższą normalną księgarnię mam pół godziny jazdy samochodem od mojego miasta...
    A 'W głowie się nie mieści' to CUDOWNA bajka! (Chyba nadużywam tego słowa, ale ciii...) I ta piosenka o Wulkanie na początku! <3
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdybyś zrobiła ten post o wskazówkach, byłoby super! ^^
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  12. Nie tylko Ty masz problemy z wymyślaniem tytułów. Ostatnio z nich zrezygnowałam. ;)

    OdpowiedzUsuń