sobota, 22 sierpnia 2015

Il paradiso

Buongiorno!
(ach, Pola tak bardzo uzdolniona językowo)

W dzisiejszym poście, jak obiecałam w poprzednim, będzie relacja z mojego wyjazdu z Ligurii. Czymże jest Liguria, zapyta ktoś? Otóż jest to region w północnych Włoszech, gdzie miałam przyjemność spędzić tydzień.
Uwaga... zaczynamy!
*fanfary*

 Do Włoch pojechałam z rodzicami, samochodem. Po drodze w obie strony, zatrzymywaliśmy się w niemieckich hotelach (jeden miał sto pięćdziesiąt lat i został zrobiony w takim stylu retro!), a także przez godzinkę pochodziliśmy po Dreźnie (przepiękne miasto) i podziwialiśmy austriackie oraz szwajcarskie Alpy, które robiły piorunujące wrażenie. Zdjęcia z nich wstawię innym razem, ponieważ dziś  chciałabym się skupić na samych Włoszech.
Na czas pobytu zamieszkaliśmy w małej, nadmorskiej miejscowości Spotorno. Niezwykle urokliwe miasteczko, takie typowo włoskie- ciasne uliczki, kolorowe domki.... nasz hotel leżał na skarpie (na dół zjeżdżało się windą, która wyglądała tak, jakby pamiętała czasy Mussoliniego), nieopodal plaży.
No właśnie, plaża...
W życiu nie widziałam tak krystalicznej, turkusowej wody. Była tak czysta, że mogłam zobaczyć kamieniste dno w całej jego okazałości. Przyzwyczajona do brudnego Bałtyku nie mogłam wyjść z podziwu... jedyną wadą tego wspaniałego miejsca do plażowania były kamienie i żwir zamiast piasku, co jest typowe dla plaż śródziemnomorskich. Dodajcie jeszcze do tego czterdziestostopniowy upał. I mamy małe, nagrzane, wżynające się w stopy, mimo klapków, kamyczki...
Oj, ale ja jak zwykle narzekam. Spotorno było cudowne. Nawet te kamienie były świetne, niektóre naprawdę ładne (np. takie perłowobiałe). Naprzywoziliśmy ich mnóstwo. Cóż, niektórzy przywożą z wakacji magnesy, plastikowe muszelki ,,made in china" czy jakieś pamiątkowe koszulki, a my... wróciliśmy z siatką kamieni:D




 



Fotografia mojej mamy.

W Spotorno właściwie chodziliśmy tylko do jednej restauracji na kolacje (Włosi jedzą kolację wielkości obiadu dosyć późno- około dwudziestej, nawet później). Jedzenie było niesamowite, niesamowici byli też ludzie. Początkowo traktowano nas jak zwykłych klientów i to w dodatku cudzoziemców, ale wszystko się zmieniło, gdy moja mama przypadkowo wdepnęła w taką (palącą się) świeczkę na talerzyku. Świeczki owe stały na dworze, aby odstraszać komary od stolików. Na szczęście mamie nic się nie stało (nieco się tylko oparzyła), kelnerki jednak od razu przybyły tłumnie, wyrażając głośno swoje żal i współczucie (wołając przy tym: ,,jaki ból!"), a następnie odeszły, by błyskawicznie powrócić z lodem i cytryną. Nawet doradziły, ile trzymać. 
Byliśmy już po wypadku. Mama wyczyściła stopę z wosku, przyłożyła lód. Wszystko pięknie. Jedliśmy spokojnie, gdy nagle usłyszeliśmy przenikliwy krzyk.
Ej, to przypominało zdanie wyrwane z jakiejś taniej powieści grozy.
W świeczkę wdepnęła jedna z kelnerek. 
Na szczęście także nie stało się nic poważnego. I cóż... jak się okazało, miało to swoje pozytywne strony, bo od tamtej pory naprawdę zaprzyjaźniliśmy się z kelnerami w tym przemiłym lokalu. Mój tata z pasją uczy się włoskiego, więc szlifował swoje umiejętności, właściwie non stop rozmawiając, zamawiając i tak dalej, co jeszcze lepiej wpłynęło na naszą relację z obsługą. Aż żal było się żegnać...
Pozostał jednak swego rodzaju ślad po naszej obecności (poza wylanym na chodnik woskiem, oczywiście). Otóż w tej chwili w lokalu świeczki odstraszające komary są nadal, tylko, że... w głębokich słoikach.

 
Pizza ,,Genova"- z pesto i cukinią. Niebo w gębie...

Tiramisu. Zdjęcie chyba mówi samo za siebie:D
Znowu fotografia mojej mamy.


Pierwszym miastem poza Spotorno, które odwiedziliśmy, była Genua- stare, piękne miasto, dawna potęga morska (rywalizowała z Wenecją), nazywana kiedyś ,,Superba" (,,wspaniałą"). Cóż, muszę przyznać, że zasługuje na to miano.

Jedną  z bardziej znanych atrakcji tego miasta jest Bigo, czyli ,,żuraw"- wielka konstrukcja, na którą można wjechać windą i podziwiać panoramę Genui, co zresztą uczyniłam. Widok obłędny, jak widać na poniższych zdjęciach.


 

 

W Genui, co ciekawe, można znaleźć również polski akcent. Otóż w porcie zacumowany jest statek zbudowany specjalnie na potrzeby filmu Romana Polańskiego ,,Piraci", udostępniony do zwiedzania. Oczywiście skorzystaliśmy z okazji i weszliśmy na pokład ,,Galeona Neptuna" (bo tak się ten okręt zwie). Cóż mogę rzec? Zacnie to wygląda. Wprawdzie takich pirackich statków z plastikowymi armatami wiele mamy również w Polsce, ale żaden nie może poszczycić się tym, że został stworzony specjalnie do filmu jednego z najlepszych polskich reżyserów. Ciocia Wikipedia mówi nawet, że galeon odbywa czasem rejsy po Morzu Śródziemnym.


 


Genua słynie z tego, że posiada bardzo, ale to bardzo wąskie uliczki na starówce (notabene jednej z największych w Europie)- tzw. carrugi. Kluczenie po takim labiryncie było naprawdę ciekawym przeżyciem. Bardzo często w narożnikach tych uliczek znajdują się tzw.madonnette, czyli figurki Matki Boskiej. Naprawdę jest ich sporo, można się nawet bawić w ich liczenie.


 

Na Starym Mieście znajduje się przepiękna katedra- Cattedrale di San Lorenzo (katedra św. Wawrzyńca), ozdobiona czarno-białymi pasami. Przed wejściem pysznią się lwy. Bardzo chcieliśmy wejść do środka, ale niestety, byliśmy ubrani w krótkie spodenki, ja w koszulkę na ramiączkach, więc nie mogliśmy. Zresztą, nawet gdybyśmy się uparli, to w tym kościele wypraszali ludzi w takim stroju (skądinąd słusznie). Przeczytałam, że ponoć w świątynnym skarbcu, poza rozmaitymi bogactwami, znajduje się kielich uważany za Świętego Graala. Uważany. Po rzekomych Świętych Graali jest na świecie wiele... ale kto wie? Może to ten genueński jest prawdziwy?




 
Chyba w żadnym kraju nie ma tylu skuterów, co w Italii...


 
To, co znajduje się na zdjęciu powyżej, to focaccia- czyli takie pieczywo, z tego samego ciasta co spód pizzy. Występuje zarówno solo, jak i z dodatkami- tutaj akurat z cukinią i papryką.


W Genui byłam również na darmowej wystawie fotografii (czasowej) o nazwie ,,Thousand people". Jak możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej, znajdowało się tam mnóstwo portretów, niektóre naprawdę piękne.

 



Teraz opuszczamy Genuę i wędrujemy do Bra (tak, ta miejscowość nazywa się tak samo jak ,,stanik" po angielsku). Na krótko, ponieważ Bra to naprawdę malutka, acz urokliwa mieścina, znana z tego, że znajduje się w niej siedziba organizacji Slow Food (dla niezorientowanych, służę linkiem do Wikipedii). Warto więc poświęcić jej chociaż troszkę uwagi. 



 

 
Główny plac w Bra.

Sery, czyli specjalność Bra. Odbywa się tam chyba nawet jakaś serowa impreza jesienią.


Hej, jak tam, żyjecie? Mam nadzieję, że nikt nie zasnął, czytając tę relację. Zwłaszcza, że to jeszcze nie koniec. Dbam jednak o Was i postanowiłam podzielić ją na dwie części. Kolejna ukaże się... hmmm... wkrótce! Tak. To jest dobre słowo. Wkrótce. Ekhem.
W każdym razie (,,w każdym razie", a nie ,,w każdym bądź razie", jak mówią ludzie wokół mnie, co doprowadza mnie do szału... ale to przez przebywanie w towarzystwie Kajaxa, która na poprawnej polszczyźnie się zna i wszystkich poprawia. Zaraziła mnie tym!) na dzisiaj to już koniec, a WKRÓTCE powrócimy znowu do słonecznej Italii. 
Na razie mówię Wam więc ,,ciao!"  i pozdrawiam ciepło,
Pola

Chyba jedna z najfajniejszych piosenek Studia Accantus. Genialny finał sezonu:D

12 komentarzy:

  1. Również odwiedziłam Włochy (byłam tam na wymianie). Było to spore, ciasne (wąskie uliczki na pół samochodu), nadmorskie miasto. Co do krystalicznej wody się zgodzę - przynajmniej wiedziałam, gdzie uciekać przed tymi kamykami. Również miałam do czynienia z kelnerami i restauracjami. Kiedy powiedziałam, że jestem z Polski na wymianie, dostałam jedzenie za darmo.
    Ale nie zapomnę o Włochach (przystojni, no, przystojni). Poznałam mnóstwo ludzi i większość była niesamowicie miła. Często ktoś w moim wieku zaczepiał mnie na ulicy (zazwyczaj starsi parę lat ode mnie chłopacy, haha! ja to mam szczęście) i pytał się skąd jestem. Jako jasna blondynka z białą jak ściana karnacją mocno się wyróżniałam. Jeden z tych cholernie nieśmiałych chłopaków ze szkoły, do której przyjechaliśmy, powiedział, że dawno nie gadał z żadną blondynką :D.
    Czekam na dalszą relację.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja gdy byłam we Włoszech to byłam w Rimini i tam akurat była piaszczysta plaża ale po niej również nie dało się w południe przejść, piasek był wręcz palący, w klapkach dało się przebiec ale wiadomo, trochę zawsze do klapka się wsypało xD
    Zdjęcia bardzo ładne ^^ Mnie niestety włochy nie zauroczyły, chyba jednak lasy, deszcze i mroźne zimy bardziej do mnie przemawiają ;) Chociaż ludzie tam wydawali mi się szczęśliwsi, wszyscy się bawili, uśmiechali... To mi się najbardziej podobało :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O jeju *.* To wszystko jest takie magiczne! Takie... włoskie, że tak powiem! Ach, bardzo chciałabym zobaczyć te wspaniałe miasteczka... Usłyszeć ten cudowny język w codziennych rozmowach. Muszę się go nauczyć, koniecznie! Niestety, ze mnie samouk jest żaden, a raczej się nie zapiszę na żadne kursy, bo już chodzę do szkoły angielskiego. No nic, mówi się trudno.
    Och, jakie ładne morze! Nad Bałtykiem byłam dosyć dawno, ale o ile dobrze pamiętam, to woda nie była aż tak czysta, no i oczywiście była zimna. Jednak, auć, tyle nagrzanych kamieni to raczej niezbyt przyjemne wspomnienie :I No i gdyby miała wybierać pomiędzy taką plażą i 40 stopniowym żarem, a naszym morzem i 30 stopniowym upałem... zaraz, stop...
    A pizze i cisto z pizzy musiały być smakowite :) Ach, pizza, spaghetti... (nie przepadam za makaronami bez zupy, ale co tam...) Tyle włoskich smaków! Mniam!
    Nigdy wcześniej nie słyszałam o Slow Food, a to dosyć ciekawa inicjatywa! Ciekawe, czy w Polsce też jest coś takiego?
    Pozdrawia kotołaczka, która nadużywa wielokropków i niecierpliwie czeka na następny post.

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko! Jakie te Włochy piękne! Cudne! :D Dobrze, że niektóre miasta nie zostały tak unowocześnione, że jest same szkło, stal i metal. Ten lew przed kościołem skojarzył mi się z Aslanem z "Opowieści z Narnii". xD Na początku myślałam, że na pierwszym zdjęciu Twojej mamy są jakieś góry, skały, czy coś, a to przecież plaża i morze/ocean. ;)

    PS. Chyba, co roku w TV mówią o turystach, którzy przywożą ze sobą tonę kamieni i piasku z plaż, z wakacji. xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, było mi się we Włoszech, ale dawno już (w skrócie - byłam w Rzymie w wieku lat kilku i pamiętam tylko, że mieli tam takie malutkie, malutkie nutelle pakowane w mikroskopijnych plastikowych pojemniczkach). Tymczasem Twoja relacja taka barwna, radosna i... ach, no od razu chce się mówić z włoskim akcentem! Buongiorno! Mamma mia! Spaghetti! Carbonara!
    Historia ze świeczką doprawdy mnie urzekła. Prawie jak w książce (albo w komedii romantycznej, ale w sumie ani Ty, ani Twoi rodzice nie wyglądacie na ludzi, którzy odnajdują nagle swoją wielką miłość we włoskich kelnerkach - bez urazy dla wszystkich tych ludzi)! Fajnie tak się zaprzyjaźnić z "tubylcami".
    No i teraz przez to wszystko mam straszną chrapkę na pizzę! Albo małą foccacię chociaż... Ech, co za los.
    Żądamy dalszych części! O tak! Włochy! Radość! Miłość! Pokój! Pizza! Mamma mia!
    Powodzenia dla taty z nauką włoskiego!
    Bukwa
    PS Proszę zwrócić uwagę na nadzwyczajną ilość wykrzykników w tym tekście. Język włoski zaiste ma swój wpływ i na wypowiedzi w języku ojczystym. Carramba!
    PS2 W sumie, carramba to chyba bardziej po hiszpańsku. Nieważne. I tak fajnie czasem zakrzyknąć "carramba!".
    B. ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Buongiorno!
    Zazdroszczę cudownego wyjazdu, świetnych zdjęć i ślicznych kamieni!!! Dzięki wam już nikt nie wdepnie w świeczkę :D Miejscowość o nazwie Bra, no ciekawe. Podoba mi się organizacja Slow Food, z Fast Foodem nigdy nie wygrają, ale to co robią jest bardzo fajne i miłe :) Co tu więcej powiedzieć? Ty szczęściaro oddawaj mi swój wyjazd :D
    Czekam na kolejną część!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Fanny http://buszujacawsrodksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. W Alpach nigdy nie byłam, ale rozmawiałam z osobami, które tam miały okazję byc i mówiły,że robią na prawdę niesamowite wrażenie. Niemniej jednak chciałabym je kiedyś zobaczyć. Wyjazd na narty w Alpy to moje marzenie!
    Taka czysta plaża i krystaliczna woda muszą pięknie wyglądać. Jak byłam w Chorwacji na szczęście moi rodzice przewidzieli,że będą kamienie. Buty do wody okazały się niezbędne. Dzięki nim kamienie mi nie przeszkadzały.
    Przynajmniej dzięki wam wdepnięcie w świeczkę przez inne osoby się nie powtórzy. Albo mnie wzrok myli albo ta pizza jest na grubym cieście... A podobno tradycyjna włoska jest na cienkim. Mniejsza o to. Wyprawa musiała być świetna. Nigdy nie byłam we Włoszech, ale może kiedyś uda mi się tam pojechać.
    Czekam na drugą część :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach, ależ fajne te Włochy... cóż, tym razem nie mam prawa ci zazdrościć, bo sama też się wybrałam w góry, tym razem na Kaukaz, do Gruzji, i też się świetnie bawiłam razem z Kają (pewnie ci naopowiadała już co nieco).
    Pozdrawiam

    Zosia

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurczę, ale super czas musiałaś tam spędzić! Od razu z Twojego opisu i zdjęć powiewa włoskim klimatem :) Ach *.* Woda, mimo że widziałam ją tylko na zdjęciu, faktycznie zadziwiająco krystaliczna! Ale bym się w niej pochlupała ;) Tyle zabytków, te piękne uliczki, historia ze świeczkami w tej restauracji, kamienie na plaży i wiele innych przygód :) pozazdrościć ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejku, w tych Włoszech musiało być naprawdę świetnie! ^^ Szczerze mówiąc nigdy nie byłam na kamienistej plaży, w ogóle dawno nie byłam na jakiejkolwiek plaży xD Za to kiedy niedawno byłam w Austrii, pojechaliśmy do miejsca, w którym miliony lat temu było morze. Została tam zrobiona wieeelka piaskownica, w której za pomocą sitek szuka się kłów rekinów, pereł i różnych skarbów. :D Zabawa raczej dla małych dzieci, ale ja sama bawiłam się znakomicie! :D
    Bardzo ciekawa przygoda z tą świeczką xD Jeśli pojadę do Spotorno i napotkam restaurację, w której świeczki będą umieszczone w słoikach, będę wiedziała, że to ta restauracja, w której Wy byliście :D
    Hah, ta piosenka jest genialna! ^^ Nie mogli lepiej zakończyć sezonu! :D
    Pozdrawiam serdecznie! ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Hejo! Chciałam Cię powiadomić, że zostałaś nominowana do Liebster Blog Award :)
    Więcej informacji znajdziesz tutaj ---> http://drzewo-pomyslow.blogspot.com/2015/08/lba-tu-lba-tam-same-lba-w-gowie-mam.html
    Pozdrawiam! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak tam pięknie, na pewno spędziłaś wspaniały czas, woda jest naprawdę krystaliczna, a co do plaż to niestety ciężko znaleźć typową piaskownicę, jak byłam na Teneryfie, to zjeździliśmy całą wyspę i znaleźliśmy tylko jedną plażę z prawdziwego zdarzenia, ale dowiedzieliśmy się, że piasek sprowadzany jest z Afryki i dlatego jest, bo prawie wszystkie plaże były skaliste. Oj mogę sobie tylko wyobrazić to nagrzanie przy 40 stopniach upału, nogi same wołały o pomoc i skok do wody :)

    Mojej przyjaciółki ulubiony zespół, piosenka naprawdę super.

    Ciekawa sytuacja z tą świeczką, ale takie akcje miło się wspomina.

    OdpowiedzUsuń