niedziela, 15 marca 2015

,,Władca piasków" Eliza Drogosz - recenzja

Dzień dobry, cześć i czołem.

Za mną niesamowicie intensywny czas, a przede mną równie intensywny. Wyjazd do Hannoveru, wolontariat, klasówki, prezentacje, urodziny, konkursy... a Pani Wena krzyczy: ,,Pola! Już jestem, jak chciałaś! Czemu nie piszesz?!".
A u mnie krucho z czasem, Pani Weno...
Ale na szczęście w weekend udało mi się rozluźnić, no i wypoczywam nadal, wylegując się na kanapie z laptopem na kolanach i kotem po mojej lewej, który wypoczywa również (chociaż zastanawiam się, po czym on może odpoczywać. Mógł się zmęczyć jedynie odpoczynkiem właśnie).
Obiecałam już dawno, że na blogu pojawi się recenzja ,,Władcy piasków", którego skończyłam w sumie dobry czas temu, no ale jakoś nie potrafiłam się za pisanie zabrać. Uznałam jednak, że już czas najwyższy wziąć się do roboty. Prezentuję Wam więc oto moją recenzję debiutu Elizy Drogosz. 

Znalezione obrazy dla zapytania władca piasków

Przyznaję, ta pozycja nieźle mnie zaintrygowała. Wszędzie pojawiały się jej reklamy, było o niej głośno. Również dlatego, że jej autorka, Eliza Drogosz, wydała ją w wieku... siedemnastu lat.
Okładka również przyciągnęła moją uwagę- moim zdaniem jest piękna. Prosta, ale dobrze wykonana. W ogóle, całe wydanie robi wrażenie i ,,Władca..." prezentuje się naprawdę zacnie.
Na stronie ,,Lubimy czytać" pojawiła się dyskusja, w której ktoś zauważył, że powstaje sporo profili, które mają na półkach niewiele książek albo w ogóle zero, a wśród ulubieńców znajduje się ,,Władca piasków" właśnie. I ludzie zaczęli podejrzewać jakowyś przekręt. Niektórzy snuli teorie, że to sama autorka podwyższa sztucznie ocenę własnej powieści. Sporo z użytkowników zaczęło pisać niezbyt pochlebnie o Elizie Drogosz, a także o jej książce, chociaż jej nie czytali  (bo widzieli fragmenty i oni już wiedzą, że to słabe!). Moim zdaniem to śmieszne. Owszem, to sztuczne podwyższanie ocen książki wygląda podejrzanie, ale w rzeczywistości nie wiemy, kto za tym stoi, prawda? Nie musi być to twórczyni książki, nikt dowodów nie ma, ale już każdy rzuca się do plucia jadem i twierdzeniem, że to na pewno ona. Jeśli rzeczywiście to sama autorka, to jest to wyraz niezłej desperacji i mało sprytny pomysł, jednak nie chcę nikogo oskarżać. A wszyscy już rzucili się do krytykowania i oczerniania całej powieści na podstawie fragmentów. ,,Nie wiem, ale się wypowiem. Nie czytałem, ale napiszę, że mi się nie podobało". Jak dla mnie, żeby ocenić rzetelnie całość, trzeba z tą całością się zapoznać. 

Po wielu wątpliwościach w końcu zdecydowałam się kupić ,,Władcę piasków", ciekawa, jak tak młodej autorce wyszedł debiut. No dobra, nie spodziewałam się czegoś świetnego. Wręcz spodziewałam się czegoś niezbyt dobrego. Recenzje nie były pochlebne, fragmenty, które czytałam, rzeczywiście nie jakieś zachwycające. Ale coś mnie przyciągało do tej książki. Może to dlatego, że chciałam się sama przekonać, jak poradziła sobie nastolatka? Ciekawość zwyciężyła i wzięłam się za czytanie... 

Świat sprzed tysięcy lat jest bliżej, niż myślisz.

Sonia Milewska doprawdy nie przypuszczała, że letni obóz może być tak niezwykły i jest w stanie diametralnie zmienić jej życie. Nawet ten odbywający się w Egipcie, na który zjechały się nastolatki z całej Europy. Okazuje się jednak, że dzieją się tam dziwne rzeczy i nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
Jeden chłopak wie więcej niż inni. Oliver Green zdecydowanie nie jest zwykłym nastolatkiem. Dziwnie się zachowuje i skrywa wiele sekretów...
Bohaterów wciąga wir niezwykłych wydarzeń, związanych z... egipskimi bogami.
Kim w rzeczywistości są organizatorzy obozu?
Co ukrywa Oliver?
Czy egipska mitologia to rzeczywiście tylko mitologia?
Czy magia naprawdę może istnieć?
I kim jest tytułowy Władca Piasków?...

"- Musicie uwierzyć, że jesteście bogami! (...) Egipskimi bóstwami, które wróciły do swojego królestwa po wiekach uśpienia. Odrodziliśmy się, by przywrócić światu ład. By zmienić go na lepsze. By nim rządzić. Dzięki nam wszystko będzie piękne. Znowu. Uwierzcie w tę prawdę, a świat będzie wasz! Ponoć wiara przenosi góry. Ale wiara zwykłych ludzi. Nasza wiara potrafi je stworzyć."

...
Well. 

Na początek muszę pochwalić pomysł. Może wydawać się nieco podobny do ,,Kronik rodu Kane", jednak autorka wymyśliła coś swojego, innego i dość oryginalnego. W historii o bogach egipskich odradzających się we współczesności jest spory potencjał, można było z tego stworzyć kawał dobrej prozy.

Ale tak się nie stało.

Przez połowę książki właściwie nic się nie działo. Mnóstwo niepotrzebnych scen, lanie wody non stop. Czytało się ciężko. Fabuła jest bardzo naiwna, pełna nielogiczności, dziur i chaosu. Autorka nie wykorzystała tak świetnego pomysłu, mimo tego, że miała mnóstwo możliwości... w końcu temat wdzięczny. Pod tym względem byłam mocno rozczarowana. Chociaż muszę przyznać, że autorce  całkiem udało się stopniowe odkrywanie prawdy przed czytelnikiem. Początkowo nie wiadomo, o co chodzi, dopiero później wszystko jakoś się rozjaśnia. Te tajemnice i niewykładanie od razu kawy na ławę sprawiło, że w sumie to byłam nawet ciekawa, co się stanie dalej. Na początku czułam się znużona zbędnymi scenami i opisami, a to ogromny minus, ale później moje zainteresowanie trochę wzrosło. 

Coś o bohaterach... niestety, ale wszystkie postaci poza Sonią i Oliverem zostały potraktowane po macoszemu. Są płytkie i opisane pobieżnie. Może poza chłopakiem o wdzięcznym imieniu Rale, który dzięki swojej tajemniczości w jakimś tam stopniu mnie zainteresował. Ale reszta? Nic ciekawego, w dodatku z mocno dziecinnymi zachowaniami. Szkoda.
Oliver w sumie był całkiem interesujący, chociaż irytujący. Wybuchowy, arogancki, nieprzyjemny, wredny, burkliwy, zarozumiały, samolubny, marudny- bardzo denerwujący, ale stworzony z lekkim dystansem i humorem, wydawało mi się, że autorka troszkę sama podśmiewa się z jego zachowań. A przy tym zagadkowy i z niesamowitymi umiejętnościami, których naprawdę można pozazdrościć. Jego tożsamość właściwie niemal do końca pozostaje tajemnicą (chociaż przyznaję, że co do jednego z jego sekretów- bo ma ich sporo- wiedziałam, kim się okaże od początku). Poza tym, ma za sobą dosyć traumatyczne przejścia, dzięki czemu jego postać nabiera odrobiny głębi, czego nie można powiedzieć o innych, bardzo płytkich.
Sonia za to mocno mnie irytowała. Dziewczyna właściwie bez charakteru, chaotyczna, zmienna, rozmemłana. Nie wnosiła nic ciekawego do książki, przynajmniej moim zdaniem. Odnosiłam wrażenie, że nawet autorka bardziej sympatyzuje z Oliverem i fragmenty z nim pisała z większą przyjemnością. 
Najbardziej rozwalająca scena z Milewską? Gdy dziewczyna jest zamknięta w komórce przez jedną z postaci i grozi jej, że znajdzie ją organizator oraz weźmie za złodziejkę.

To już dla niej koniec. Okropne piętno włamywaczki i złodziejki zostanie z nią do końca życia. Będzie ją to dręczyło. Jej życie już nigdy nie będzie takie, jak dawniej. To koniec. (...) Zapłakała rozpaczliwie, chowając twarz w dłoniach. (...) Dlaczego on musiał zrujnować jej życie? Jak mógł być taki okrutny?

Sonia, zjedz Snickersa, bo strasznie histeryzujesz! Dziewczyno, zachowujesz się tak, jakbyś miała zostać skazana na dożywocie w podziemnej celi i potępienie ze strony całego świata! Być może ta scena miała uchodzić za dramatyczną, mnie w sumie nieźle rozbawiła. Mnie zawsze bawi nie to, co powinno.

Jedną z gorszych stron całej powieści są dialogi. Przez większość czasu sztuczne, nienaturalne, infantylne, wręcz żenujące. Bohaterowie, mimo wieku lat piętnastu, zachowują się i mówią jakby zaczynali podstawówkę.
No i w ten sposób dochodzimy do stylu pisania Elizy. Niestety, nie jest wybitny, wręcz przeciwnie... przynajmniej na początku książki. Może to dlatego, że pisała swój debiut przez kilka lat i im starsza się stawała, tym jej warsztat zmieniał się na lepsze? Zresztą warto brać pod uwagę młody wiek autorki. Na późniejszych stronach dość się wciągnęłam i mimo paru zgrzytów, czytało się szybko, lekko, styl był płynniejszy i bardziej obrazowy. Podobały mi się również sceny akcji, dobre, dynamiczne, z odpowiednim napięciem. Ale początek? Nie dość, że lanie wody, to jeszcze w dodatku sztywnym, niezgrabnym, topornym stylem, trochę jak z wypracowań...  Występowało naprawdę sporo powtórzeń, co mnie dosyć raziło... poniżej inwazja czasownika ,,być":

„(…) okazało się, że także była Polką, a nazywała się Estera Czarnecka. Estera była bardzo ładna, to nie ulegało wątpliwości. Była właścicielką długich, brązowych włosów zaplecionych w gruby warkocz po lewej stronie głowy(…)Była ładnie opalona, ubrana w delikatną tunikę…”


Dość dziwny był dla mnie pewien zabieg. Otóż zamiast opisywania zdarzeń po kolei, autorka robiła coś takiego: opisywała jakąś scenę, potem robiła przeskok do kolejnej, a później bohater wspominał to, co jeszcze wydarzyło się, a nie zostało pokazane, w trakcie lub bezpośrednio po scenie pierwszej  (ratunku, jak to chaotycznie brzmi! Ale nie umiem, no nie umiem tego inaczej wyjaśnić...). Można było się nieźle pogubić. Nie można przedstawić wszystkiego po kolei? Nie powstałby taki zamęt...
Irytował mnie także  natłok szczegółów w opisach. Okej, niektóre te opisy wychodziły ładnie i przyjemnie się je czytało. Fajnie jest też oczyma wyobraźni dokładnie zobaczyć miejsce, w którym toczy się akcja, jednak opisywanie nużących szczegółów, typu ubioru bohaterek ze wszystkimi detalami albo podstawowych czynności, jest przesadą.

W mojej recenzji przeważają przytyki, bo niestety, ale ,,Władca piasków" nie jest książką na wysokim poziomie, tylko raczej słabą... ale, jak pisałam, ma swoje mocne strony - pomysł z potencjałem, niezłe sceny akcji.  Od pewnego momentu nieźle się wciągnęłam. Zakończenie właściwie niewiele wyjaśnia i domyślam się, że niedługo świat ujrzy kontynuację. Kto wie, może będzie lepsza? Bo historia ma potencjał. Jest po prostu wykonana gorzej i niedopracowana. Brakuje jej rzetelnej, porządnej redakcji oraz dopracowania jeszcze niewyrobionego stylu, który jednak pod koniec zdecydowanie się polepszył, a opowieść zrobiła się ciekawsza. Dlatego też w sumie ciekawe, co jeszcze ma do zaoferowania Eliza Drogosz.

Nigdy nie wiesz, czyje oczy śledzą Cię z cienia.

Końcowa ocena: 3,5/10 


Chciałam jeszcze napisać, że podziwiam panią Elizę za wytrwałość w pisaniu i opublikowanie swojej powieści w młodym wieku. Ja też od kilku lat marzę o wydaniu czegoś swojego, chyba jak każdy literat. Fajnie, że jej udało się wywalczyć spełnienie swojego marzenia:D

Uff, mam nadzieję, że recenzja jakoś wyszła. Dawno nie pisałam żadnej, mówiąc szczerze...a może Wy też czytaliście ,,Władcę piasków"? Co myślicie? A może nie zapoznaliście się jeszcze, ale odkryliście jakąś ciekawą pozycję, którą chcielibyście polecić? Piszcie koniecznie!
Pozdrawiam ciepło!
Pola

Aaa! I jeszcze jedno... wiecie, że Terry Pratchett nie żyje? Zasmuciła mnie ta wiadomość, nie ukrywam... był niesamowitym pisarzem. Mam ambitny plan przeczytania całego ,,Świata Dysku", na razie udało mi się skończyć pięć części. Tworzył prześwietne książki i w ogóle zalicza się do mojej czołówki autorów, nie tylko fantasy...
Spoczywaj w spokoju, Terry.

12 komentarzy:

  1. Przyznam, że pierwszy raz spotykam się z tytułem, ale po Twoim opisie mam wielkie chęci przeczytać tą książkę! Uwielbiam takie tajemnicze przygody tym bardziej, że od zawsze intrygowały mnie egipskie nowinki i ogólnie wszystko co z Egiptem związane! Takie wplątanie w to bogów podnosi rangę mojego zainteresowania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam iale... Może z ciekawości przeczytam ;) Tak żeby samemu ocenić :D Również nie rozumiem zachowania typu : "Nie znam, nie czytałem ale się wypowiem" :P W sumie to podziwiam ją, że jednak wydała tą książkę, mi też to się marzy i mam nadzieję, że kiedyś się uda :) Chociaż w sumie nie brzmi zachęcająco a fabuła zbytnio mnie nie ciekawi to może jak już zwolni się trochę miejsca na mojej liście książek oczekujących na przeczytanie, to się za nią zabiorę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam, widziałam w księgarni, ale nie czytałam. przeczytałam fragment na stronie autorki Był trochę dziwny... Ale w sumie jest debiutantką i ma dopiero 17 lat, więc nie wolno od niej zbyt wiele oczekiwać. Po przeczytaniu Twojej opinii raczej na książkę się nie skuszę... Chociaż w sumie nie powinnam się kierować niczyją opinią, bo według kogoś powieść może być denna, a dla mnie wspaniała :)
    Pratchetta nigdy czytałam i na razie nie zamierzam. Ale w sumie szkoda gościa, bo według wielu ludzi był niesamowitym pisarzem.
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, już parę razy mi się ten Pratchett przewinął, nawet kilka razy zaczynałam jedną z jego książek ('Straż nocna", znasz?), której, przyznam się, potem nie kończyłam. No i teraz, jak już się zawezmę i przeczytam wreszcie ten Świat Dysku, to będzie już za późno! Nigdy autora nie ujrzę na żywo ani nic. Smutna sprawa. Ale taki los :c Ale tak na serio, to jest strasznie smutne, bo Pratchett miał tylko 66 lat, więc nie był aż taki stary, mimo wszystko.
    Słyszałam o "Władcy piasków" (kurcze, ile tytułów zaczyna się od "władca"?! "Władca much", "Władca pierścieni"... Ech :D), a dokładniej natknęłam się na tę pozycję na lubimyczytać. Afera "multikontowa" rzeczywiście świadczy o pewnej desperacji... nawet sporej desperacji. No bo serio, bez przesady. Mitologia egipska (w przeciwieństwie do greckiej) nigdy mnie nie interesowała, przynajmniej nie bardzo. Generalnie nie ciągnie mnie do tej książki. Ale powiem, że Eliza to bardzo ładne imię :P Nie, serio, nietypowe takie i jakieś fajne.
    Ale rzeczywiście, to takie fajne, że mimo wszystko udało jej się tę książkę po pierwsze wydać, a po drugie po prostu napisać. Ciekawe kiedy wpadła na pomysł (może jest jeszcze dla mnie jakaś nadzieja :D)?
    Żyjmy w szczęściu i pokoju!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam, gdzieś "Władcę piasków" i też myślałam o tym, żeby po tę książkę sięgnąć. Piszesz, że młoda pisarka? Z dystansem patrzę na książki młodych pisarzy, bo to czasami jest tak... Jak to napisałaś - każdy pisarz marzy o wydaniu książki, młodym jest trudniej. Komuś tam się udało, szum wokół książki, bo jest młody i wiesz... Może inne książki będą lepsze tej autorki? Pani Miszczuk też swoją pierwszą książkę podobno słabo napisała, już z opisu przypomina "Zmierzch", ale im późniejsze książki tym lepsze wg. mnie. Szczegółowe opisy? Przypomina mi to Sienkiewicza. xD Zagmatwane wydarzenia? A to akurat książkę pt. "Weiser Dawidek". Powtórzenia wyrazowe? Myślałam, że od tego jest korektor, żeby takiego czegoś nie było. Chyba, że po prostu autorka poszła po kosztach. xD Ogólnie jakoś mnie opis nie zachęcił, choć tematyka mitologiczna... Nie, lepiej sięgnę po książki p. Roirdana (nwm jak się pisze jego nazwisko).
    Bardzo ciekawa recenzja, mam nadzieję, że więcej takich będzie. Nieschematyczna, taka od serca. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o „Władcy piasków" i to dość dużo. Moje koleżanki ją czytały i w sumie nie były zachwycone, więc trochę się do tej książki zniechęciłam i nawet nie myślałam to tym, żeby się za nią brać. W każdym razie nie wiedziałam, że jej autorka była taka młoda.
    Ze względu na tematykę w sumie mogłabym to w końcu przeczytać, bo chociaż akurat 'Kronik rodu Kane' nie miałam okazji przeczytać (tylko tyle, co było w którejś tam części OH, ale to chyba nawet nie był fragment...) wydaje mi się, że mitologia egipska też jest dość ciekawa. :)
    Właśnie w poniedziałek rano moja mama doniosła mi, że Pratchett nie żyje. :( Osobiście przeczytałam cały 'Świat Dysku' oraz jeszcze kilka jego pojedynczych książek i bardzo mi się podobały.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Czemu nic nie słyszałam o tej książce? No nic. Recenzja chyba mnie trochę zniechęciła. Chyba... Wolę ostrożnie wybierać książki zwłaszcza, kiedy mam wydać na nie własne, no może nie ciężko zarobione pieniądze, ale... tym bardziej wolę uważać ;)
    Na razie spokojnie skończę sobie serię "Felix, Net i Nika", a potem się zobaczy^^
    Czytam, że zmarł Terry Pratchett i tak myślę, że coś mi to mówi. Podchodzę do swojej mikroskopijnej (no może aż TAK mała nie jest) biblioteczki, a tam... "Kapelusz pełen nieba". Dostałam ją jak prezent urodzinowy od Kolorowego Stworzonka iii... dalej nie przeczytałam :/ Trzy razy się zabierałam za tę książkę, ale ciągle coś mi uniemożliwiało skuteczne skończenie jej i... dałam sobie spokój.
    Teraz postanowiłam, że po skończeniu 9 książek, które na marzec sobie wypożyczyłam, żeby jakoś oddać temu (jak przypuszczam) wybitnemu pisarzowi... zrobię to. Przeczytam jego książkę!
    Życz mi wytrwałości w tym przedsięwzięciu i trzymaj za mnie kciuki ;)
    Serdecznie pozdrawiam,
    Alokin W.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż, twoja recenzja jest zniechęcająca. Ale, czego można się spodziewać po tak młodziutkiej autorce (która pewnie nie poświęca niemal całego swojego czasu na pisanie, pewnie ma jeszcze szkołę, jakieś zajęcia itp.)?
    Tak, sir Terry Pratchett już nas opuścił... choć słyszałam pewną plotkę, że gdy na Facebooku pojawiła się informacja o jego śmierci, pierwszą osobą, która dała lajka był nikt inny jak... sam Terry. Pewnie ktoś się włamał na jego konto i zrobił to dla żartu...
    Pozdrawiam,
    Zosia

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi się książka bardzo spodobała, może nie jest to numer jeden ze wszystkich jakie czytałam w życiu ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć - tym bardziej, że teraz nadchodzą wakacje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja oczekiwałam wciągającej, lekko napisanej książki, przeczytałam i mi się podobała. Generalnie polecam "Władcę piasków".

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka budzi mieszane uczucia, ale czy tak nie jest ze wszystkimi rzeczami? Ludzi mają różny gust. Mnie książka się podobała bo zawierała ciekawą przygodę, zwroty akcji i dreszczyk emocji.

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajna recenzja, mam podobne odczucia. Mi się książkę czytało przyjemnie i też podejrzewam, że będzie kontynuacja.

    OdpowiedzUsuń