Dawno, dawno temu, żył sobie rycerz. Rzekłabym, rycerz typowy. W przelocie między jedną bitwą a drugą pokonywał smoki, dla rozrywki uwalniał piękne księżniczki, siekał wrogów na kawałki i zwyciężał przeciwników w turniejach. W czasie wolnym dzielił się swoim majątkiem z ubogimi i przeprowadzał staruszki przez ulice. Przynajmniej tak mówiono. Legendy o Wacławie- bo tak zwał się ten znany wojownik- krążyły po całym królestwie. On sam bardzo chętnie rozpuszczał plotki o sobie. Nazwisko zobowiązuje. Rycerz nie mógł wszak pozwolić, aby jego popularność w jakimkolwiek stopniu osłabła.
Pewnego dnia Wacław z
przerażeniem uświadomił sobie, że już od kilku miesięcy nie dokonał żadnego
odważnego czynu. Wszyscy żyli jego dawnymi dokonaniami, nikt nie mówił niczego
nowego o jego osobie- a to najlepsza droga do tego, aby spaść z pozycji gwiazdy
rycerstwa w królestwie! Dlatego też heros rozkazał szukać wieści na temat
kogokolwiek w potrzebie. Najlepiej jakiejś pięknej damy w opresji. O takich
wyczynach mówiło się najchętniej.
W końcu udało się znaleźć
odpowiednią osobę, która potrzebowała natychmiastowego wybawienia. Chodziły
słuchy, że na krańcu dzikiej puszczy stoi wysoka, kamienna wieża, w której jest piękna księżniczka, więziona przez
podłego smoka. Wacławowi w to graj. Zaraz kazał giermkowi przygotować swoją
najlepszą zbroję i wiernego rumaka Pimpusia. Następnie wyruszył w drogę.
Zanim Wacław dotarł na miejsce,
napotkał trochę komplikacji. Po pierwsze, nie wiedział, gdzie ma dokładnie
jechać i musiał zniżyć się do pytania plebsu o drogę. Wiadomo przecież, że
mapy, a tym bardziej nędzni przewodnicy nie są godni rycerzy. Prawdziwy rycerz
zawsze odnajduje drogę sam! Ewentualnie z drobną pomocą, jak i tym razem.
Po drugie, okazało się, że
przedzieranie się przez las nie służy dobrze jego pięknej zbroi, ani
Pimpusiowi, który, tak jak jego pan, nie był nawykły do jazdy w takich
survivalowych warunkach.
Posuwali się więc w tempie z
pewnością niezadowalającym. Wacław, odwykły już trochę od heroicznych czynów,
po zaledwie pięciu minutach przeprawy przez gęstą puszczę, zaczął tęsknić za
życiem, które wiódł przez ostatnie kilka miesięcy. Był to żywot wyjątkowo
beztroski- wypełniony kuflami piwa, wystawnymi ucztami, balami i flirtami z
damami dworu.
Rycerz westchnął tęsknie. Pimpuś,
nie chcąc pozostać gorszym, westchnął również. Jego wielki brzuch, który urósł
od ciągłego pożerania siana, kołysał się w rytm powolnego marszu.
Wacław w ostatniej chwili
uchylił się przed niebezpiecznie niską gałęzią.
„Będzie dobrze”- próbował dodać
sobie otuchy. „Tam gdzieś czeka na mnie piękna księżniczka, którą jak zwykle
uratuję i jak zwykle zabiję smoka. Jak
zwykle dostanę ofertę w postaci księżniczki i połowy królestwa. Będzie
dobrze!”.
To sprawiło, że poczuł nagły
przypływ entuzjazmu. Przyspieszył Pimpusia, przez co prawie wpakowali się w
drzewo. Koń spojrzał na swojego pana z wyraźnym wyrzutem. Wacław uznał, że w
gruncie rzeczy to mu się nie spieszy i wrócił do powolnego tempa.
Po kilku godzinach jazdy drzewa
zaczęły się przerzedzać. W serca konia i człowieka wstąpiła nadzieja. W końcu
las się skończył, a ich oczom ukazała się zalana słońcem, zielona dolina. W
niewielkiej oddali wznosiła się wysoka wieża z kamienia, w której to zapewne
przebywała więziona królewna.
Rycerz poczuł swego rodzaju
ulgę. No, teraz powinno pójść jak z górki.
Wyprostował się z godnością i
ruszył w kierunku wieży. Gdy był już dostatecznie blisko, zatrzymał konia i
przybrał pozę „wielki heros”. Sprytnie ustawił się tak, aby promienie słoneczne
odbijały się od jego lekko pokiereszowanej, ale mimo wszystko nadal robiącej
wrażenie, zbroi. Wyciągnął swój wielki, piękny miecz i wzniósł go wysoko. Świeżo
wypolerowana klinga błyszczała od słońca.
Wacław stał więc i lśnił,
pozwalając całemu światu podziwiać jego doskonałość. Po jakimś czasie jednak wrócił do normalnej
pozycji, ponieważ w okolicy niewiele było osób, które mogły zachwycać się jego
wspaniałością. Poza tym zrobiło mu się trochę gorąco w ciężkiej zbroi, a ręka z
mieczem zdrętwiała niemiłosiernie.
Pimpuś ze swoim panem na
grzbiecie pogalopował prosto do wieży.
Całe żelastwo, które miał na sobie wojownik, grzechotało, tworząc istną
orkiestrę. Mało tego, hałas zwiększyły jeszcze bojowe okrzyki rycerza, niestety
nieco stłumione przez hełm. Nic więc dziwnego, że więziona królewna zaraz
wyjrzała przez niewielkie okienko, żeby zobaczyć, co się, u licha, dzieje.
Wacław
zatrzymał się przed wieżą.
-Pani!-
zakrzyknął głośno. –Przybyłem, aby cię uratować!
Księżniczka osłupiała. Zamrugała
pięknymi, błękitnymi oczętami i wyglądała na zdezorientowaną. Rycerz, przez
swój hełm, nie zobaczył tego, ale brak odpowiedzi go zaskoczył. Spodziewał się
raczej wybuchu euforii, czy czegoś w tym stylu.
-Przybyłem cię wybawić, piękna
królewno!- spróbował raz jeszcze.
Właściwie to nie wiedział, czy
jest piękna, bo przez niewielkie szparki na oczy w zbroi nie widział za wiele, ale komplementy
dla dam są zawsze na miejscu.
-Co?- wrzasnęła dziewczyna
niezbyt po królewsku, a mężczyźnie aż zadzwoniło w uszach. –Nic nie rozumiem!
„Po tylu latach w niewoli na
pewno nie spodziewa się, że ktoś ją uratuje”- pomyślał z rozczuleniem Wacław.
„Dlatego, biedactwo, nie wie, co się dzieje”.
-Nie lękaj się, piękna panno! Jestem
twoim wybawicielem! Dziś pokonam twojego prześladowcę, smoka i uwolnię cię od
cierpień! Jesteś wolna!
-Nic nie
słyszę!- krzyknęła księżniczka. –Zdejmij ten hełm!
Rycerz
nie zdążył, ponieważ oto nadciągnął smok.
Potwór miał intensywnie zieloną
skórę, monstrualne cielsko, błoniaste skrzydła
i gigantyczną paszczę z zastępem
ostrych zębów. Ryknął tak głośno, że aż zatrzęsła się ziemia.
Pimpuś
zarżał z niepokojem, a Wacław z trudem przełknął ślinę, jednak wzniósł wysoko
swój miecz.
-To
twoje ostatnie chwile, bestio!- zawołał wojowniczo.
Smok
zatrzymał się i przekrzywił łeb z widocznym zaciekawieniem.
Rycerz
zaś brnął dalej.
-Podejdź tu! Walcz! Ale wiedz, że dzisiaj zginiesz!
Wtem smok się odezwał. Miał głos
donośny, głęboki i przerażający. Wydawało się, że świat zamarł w miejscu.
-O co mu chodzi?- zapytał,
zwracając wzrok w kierunku wieży.
-Nie wiem- przyznała
księżniczka, odrzucając zamaszyście gęste, jasne loki. –Coś tam gada, ale nie
słyszę, co.
-Zginiesz!!!-
huknął Wacław, mając dosyć tego dobrego i w końcu zrywając z głowy hełm.
-Ja?-
zdziwiła się królewna. –Ale za co?
-Nie ty!-
wrzasnął zdenerwowany i upokorzony rycerz.
Po chwili jednak się opamiętał i
dodał:
-Wybacz mi, pani, to
nieporozumienie. Ta tutaj oto nędzna, podła kreatura dzisiaj zakończy swój
żywot, a ty wyjdziesz na wolność! Przybyłem tu po to, aby cię wybawić!
Zapadła
cisza.
Pimpuś
dreptał w miejscu niespokojnie.
-Interesujące-
zagrzmiał smok w końcu. –Naprawdę interesujące.
-To
prawda- przyznała królewna. –Myślałam, że już skończyli.
-Najwidoczniej
nie.
Księżniczka
wychyliła się niebezpiecznie z okna, lustrując uważnym wzrokiem Wacława.
-Hm.
Nieszczęsny
rycerz, obficie spływający potem z powodu gorąca, stracił już cierpliwość.
-Dosyć
tego, smoku! Królewno, nie trać nadziei, za chwilę cię uwolnię!
-No to
dawaj- zachęcił go smok. –Chętnie popatrzę.
Wacława
zatkało. Nic z tego nie rozumiał.
-Jak
to?- wydukał w końcu.
-Co za
sierota- wymamrotała złotowłosa dziewczyna pod nosem.
O co tu chodziło? Nic nie
przebiegało zgodnie ze scenariuszem! Smok powinien go zaatakować, a on wtedy
przebiłby go swoim mieczem, przed którym każdy rozsądny drżał. Księżniczka
powinna go wielbić i dziękować mu za ratunek.
-Co się dzieje?- szepnął słynny
bohater do Pimpusia, czując coraz
większą dezorientację.
-Co tak stoisz?- zniecierpliwił
się potwór. –Ratuj ją!
-Nie, nie ratuj mnie-
sprzeciwiła się księżniczka. –Naprawdę, nie trzeba. Ja nie jestem w żadnej
niewoli. Siedzę tu z własnej, nieprzymuszonej woli. Ja i smok jesteśmy
kumplami. Nie kompromituj się.
-Czemu nie? Nudno tu tak było
ostatnio… no dawaj, ratuj ją!- smok wyszczerzył zęby.
Wacław zmusił Pimpusia do galopu
i ruszył prosto na zieloną bestię. Księżniczka krzyknęła ostrzegawczo.
Monstrum od niechcenia
przewróciło konia łapą. Rycerz, upadł na ziemię i zaraz wstał. Z dzikim
wrzaskiem wbił swój miecz w zieloną nogę przeciwnika. Smok ze zdziwieniem
spojrzał na triumfującego wojownika.
-Dobra, chłopcze,nie wygłupiaj
się- powiedział w końcu. –Wyciągnij to ze mnie i może już sobie idź. To w
zasadzie robi się już nudne.
Wacław postanowił zmienić
taktykę. Dopadł do ściany wieży, pozostawiając zaskoczonego Pimpusia samego i
począł wspinać się, używając kamieni jako uchwytów. Szło mu dosyć opornie, ze
względu na ciężką zbroję. Jednak nie poddawał się.
-Zdesperowany
jesteś- stwierdziła księżniczka z rezygnacją.
-Prawdziwy
rycerz… - wysapał mężczyzna. –…nigdy się nie poddaje!
-Aha.
-Nie
bój się, pani! Zaraz cię ocalę.
-Yhm.
-Już
niedługo będziesz wolna!
Królewna
zerknęła na niego z politowaniem.
-Ale ty
wiesz, że na dole są drzwi?
Wacław zignorował tą uwagę i z uporem maniaka wspinał
się dalej. Zbroja tworzyła niesamowity hałas.
-Zdejmij to może- zaproponował
litościwie smok, który obserwował poczynania wojownika z wyraźnym
zainteresowaniem.
Rycerz popukał się wymownie w
czoło. Był to jednak błąd. Teraz zwisał na jednej ręce i musiał naprawdę się
wysilić, żeby nie spaść.
-Prawdziwy rycerz nigdy… - zaczął,
gdy już odzyskał równowagę.
-Nie zdejmuje zbroi?- domyśliła
się księżniczka.
-Twoja bystrość, pani, dorównuje
urodzie- zdołał z siebie wydusić marny komplement Wacław.
Już był naprawdę blisko
osiągnięcia swojego celu. Już tak niewiele dzieliło go od złotowłosej
księżniczki! Pełen zapału przyspieszył, co okazało się niewłaściwym
posunięciem. Jego stopa ześlizgnęła się na jednym z kamieni. Zamachał
rozpaczliwie rękoma, tracąc już zupełnie jakiekolwiek oparcie.
Zaczął spadać.
Piskliwy wrzask, jaki z siebie
wydał, zdecydowanie nie był rycerski.
Smok zareagował szybko. Wzbił
się w powietrze i podleciał pod spadającego Wacława. W tym czasie Pimpuś, który
w przeciwieństwie do swojego pana uznał, że tchórzliwa ucieczka to nie takie
złe wyjście, gnał jak dziki w stronę lasu. Potwór z oszołomionym rycerzem na
grzebiecie, po zaledwie chwili znalazł się nad koniem i upuścił swojego
pasażera idealnie na siodło.
Wierzchowiec ze swoim
upokorzonym panem po chwili zniknął wśród drzew.
Smok, dumny z siebie, wrócił do
wieży.
Królewna czekała na niego ze
skrzyżowanymi ramionami na piersi.
-Znowu musiałeś?
-No- przyznał z zabójczą
szczerością smok. –Wiesz, że mam wtedy świetną zabawę. A ty nie?
-Nie. No… może troszkę- na twarzy
dziewczyny wykwitł szelmowski uśmiech. –Ale… trochę mi ich szkoda. No wiesz…
męczą się, biedacy…
-Sami są sobie winni. Chcesz
zapalić?
-Chcę.
Księżniczka wyjęła fajeczkę, a
smok chuchnął na nią swoim ognistym oddechem. Po chwili królewna z lubością
wydmuchiwała obłoczki dymu.
-Jak myślisz, pojawi się tu
jeszcze?
-Nie wiem. Wyglądał na
zdesperowanego.
-Hm. No tak. Zagramy w karty?-
zaproponowała księżniczka.
-I tak wygrasz.
-No właśnie. To co, gramy?
Potwór westchnął ciężko.
-Gramy. O jego hełm.
Ich wzrok powędrował w kierunku
pozostawionemu samemu sobie elementowi zbroi dzielnego Wacława.
Źródło obrazka: klik
***
To, co Wam przed chwilą zaprezentowałam, to moje opowiadanie na język polski. Tak się składa, że dzisiaj je czytałam na głos, na zajęciach (tak się denerwowałam, że czytałam to z zatrważającą szybkością i w niektórych fragmentach słuchacze nic nie rozumieli:( Tak już to jest, gdy chcę coś powiedzieć albo przeczytać jak najszybciej, lub też zbytnio się podniecę - naprawdę ciężko wyłapać, o co mi właściwie chodzi. No cóż...). Omawiamy właśnie literaturę średniowieczną i temat rycerstwa, więc to właśnie o rycerzach mieliśmy napisać naszą historię. Jak zwykle mam nadzieję, że tekst się podoba. Wszelkie komentarze miło widziane:D
A tutaj link do wersji na storybird.com- w formie książki z ilustracjami!
Wielkimi krokami zbliżają się dla mnie ferie, z czego się bardzo cieszę. Ostatnio obchodziłam też urodziny, na których zresztą było świetnie. Dobra passa więc trwa! Cieszę się, naprawdę niezmiernie:) A już pojutrze mam etap rejonowy z polskiego... trzymajcie kciuki. Szanse na to, żebym przeszła są raczej marne, ale w gruncie rzeczy... może się udać!
Pozdrawiam ciepło!
Pola
Pola
Pola, Ty geniuszu jesteś geniuszem! Chcę chodzić z Tobą do klasy i słuchać takich no... Genialnych opowieści jak najczęściej! To było prześwietne. Sama wiesz o tym dobrze! :) jejciu! Śmiałam się na całego! Pięć minut przed wyjściem do szkoły i nie mogę się oderwać! No dobra... To idę... A teraz dokończyłam na wychowawczej :D no, to było śmieszne, sympatyczne, ciekawe i przyjacielskie! Wychowawca przyszedł... Więc rzucam tylko powodzenia!
OdpowiedzUsuńOpowiadanie totalnie rozwalające. Wierny rumak Pimpuś, paskudny plebs, fajeczka i sprytna poza "wielkiego herosa" - i czego chcieć więcej po prostu! I jeszcze wszystko napisane tak zgrabnie, bez potknięć i generalnie - EPICKO. Nie, serio, dobre jest :D I urocze są te obrazki. Wytwór własny czy internety poszły w ruch?
OdpowiedzUsuńUgh, nienawidzę czytać swoich tekstów na głos, brr. Ale Twój jest z pewnością wart, by go rozpowszechniać :)
O, to życzę powodzenia na konkursie i wszystkiego najlepszego z okazji spóźnionych urodzin (ech...) Trwaj w swej genialności i ogólnej pogodzie ducha! ^^
Niech dobra passa nie przemija!
B.
Opowiadanie na prawdę mi się podoba. Głównie dlatego,że zminiłaś znaną każdemu historię o rycerzu,który ratuje księżniczkę z wieży porwaną przez smoka. Mozna powiedzieć,że to takie opowiadanie z humorkiem. Ciekawa jest też postać Wacława, jego usposobienie.
OdpowiedzUsuńPowodzenia w konkursie :)
Chcę tylko powiedzieć, że opowiadanie bardzo mi się podobało i mnie rozbawiło, np. fragment, w którym księżniczka zaczyna palić fajkę... :D
OdpowiedzUsuńNie będę zdziwiona, jeśli okaże się, że wygrasz ten konkurs i ogólnie powodzenia życzę :)
(Chyba w ostatnim poście, albo przedostatnim, pisałaś, że niedługo masz urodziny; nie wiem, kiedy dokładnie je masz, ale napiszę tutaj na wszelki wypadek: wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, trzy tony weny i nieskończenie wiele sukcesów i pisaniu i nauce, życzy N. ;))
Pozdrawiam, kotołaczka02
Kiedy czytałam to opowiadanie, poczułam się jak dziecko :) Miło przypomniec sobie "bajki" z czasów dzieciństwa, a ta była nad wyraz imponująca :) Takiej nawet moja mama nie wymyśliła ;) Bardzo miło się czytało :) Ja też czasami tak mam, że się denerwuję kiedy czytam i wtedy strasznie przekręcam słowa :((
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki!
Haha! :D Jakie genialne opowiadanie! :D Zgaduję, że dostałaś z tego szóstkę? Ja opowiadań w ogóle nie umiem pisać. :( Ale też jesteśmy na polskim przy średniowieczu. :D
OdpowiedzUsuńJedno mnie tylko ciekawi: skoro Wacław zawsze ZNOWU dostawał połowę królestwa i księżniczkę, to ile miał już tych połów i żon? :D
A tak poza tym to bardzo ładnie zmienił się wygląd bloga. ^^ Tak zimowo, ale równocześnie tak ciepło, przytulnie. :)
Czytanie czegoś przed całą klasą jest okropne. ;-; Ja z natury nie mówię zbyt wyraźnie, a teraz, kiedy założyli mi ten aparat to już w ogóle muszę się starać...
Coś mi mówi, że zajmiesz coś w tym konkursie... Powodzenia życzę! Stop, Ty to napisałaś w poniedziałek, czyli, że konkurs też już napisałaś... W każdym razie wyobraź sobie, że życzyłam Ci powodzenia właśnie w poniedziałek, najpóźniej we wtorek. :D
Pozdrawiam serdecznie!
Jakie fajne opowiadanie :D Aż by się chciało zrobić z tego "bajkę" w postaci audio ;)
OdpowiedzUsuńTrochę dość bardzo spóźnione, ale gratuluję świetnego opowiadania! :D Naprawdę niezłe, napisane z humorem i fajnym językiem, bardzo ciekawy pomysł! :) I bardzo ciekawa postać ten Wacław, taki "ideał". W mojej klasy tak widzieliśmy Zbyszka z "Krzyżaków", nie wiem czy już czytałaś, potrafił gołą ręką wycisnąć sok z gałęzi :P
OdpowiedzUsuńA jaka była reakcja klasy i nauczyciela na opowiadanie? :)
Trochę dość bardzo spóźnione, ale gratuluję świetnego opowiadania! :D Naprawdę niezłe, napisane z humorem i fajnym językiem, bardzo ciekawy pomysł! :) I bardzo ciekawa postać ten Wacław, taki "ideał". W mojej klasy tak widzieliśmy Zbyszka z "Krzyżaków", nie wiem czy już czytałaś, potrafił gołą ręką wycisnąć sok z gałęzi :P
OdpowiedzUsuńA jaka była reakcja klasy i nauczyciela na opowiadanie? :)
Opowiadanie genialne! Takie zabawne, świetnie napisane i w ogóle. :D Naprawdę genialny pomysł. ;D ^^
OdpowiedzUsuń