poniedziałek, 26 stycznia 2015

O dzielnym Wacławie


Dawno, dawno temu, żył sobie rycerz. Rzekłabym, rycerz typowy. W przelocie między jedną bitwą a drugą pokonywał smoki, dla rozrywki uwalniał piękne księżniczki, siekał wrogów na kawałki i zwyciężał przeciwników w turniejach. W czasie wolnym dzielił się swoim majątkiem z ubogimi i przeprowadzał staruszki przez ulice. Przynajmniej tak mówiono. Legendy o Wacławie- bo tak zwał się ten znany wojownik- krążyły po całym królestwie. On sam bardzo chętnie rozpuszczał plotki o  sobie. Nazwisko zobowiązuje. Rycerz nie mógł wszak pozwolić, aby jego popularność w jakimkolwiek stopniu osłabła.
Pewnego dnia Wacław z przerażeniem uświadomił sobie, że już od kilku miesięcy nie dokonał żadnego odważnego czynu. Wszyscy żyli jego dawnymi dokonaniami, nikt nie mówił niczego nowego o jego osobie- a to najlepsza droga do tego, aby spaść z pozycji gwiazdy rycerstwa w królestwie! Dlatego też heros rozkazał szukać wieści na temat kogokolwiek w potrzebie. Najlepiej jakiejś pięknej damy w opresji. O takich wyczynach mówiło się najchętniej.
W końcu udało się znaleźć odpowiednią osobę, która potrzebowała natychmiastowego wybawienia. Chodziły słuchy, że na krańcu dzikiej puszczy stoi wysoka, kamienna wieża, w której  jest piękna księżniczka, więziona przez podłego smoka. Wacławowi w to graj. Zaraz kazał giermkowi przygotować swoją najlepszą zbroję i wiernego rumaka Pimpusia. Następnie wyruszył w drogę.
Zanim Wacław dotarł na miejsce, napotkał trochę komplikacji. Po pierwsze, nie wiedział, gdzie ma dokładnie jechać i musiał zniżyć się do pytania plebsu o drogę. Wiadomo przecież, że mapy, a tym bardziej nędzni przewodnicy nie są godni rycerzy. Prawdziwy rycerz zawsze odnajduje drogę sam! Ewentualnie z drobną pomocą, jak i tym razem.
Po drugie, okazało się, że przedzieranie się przez las nie służy dobrze jego pięknej zbroi, ani Pimpusiowi, który, tak jak jego pan, nie był nawykły do jazdy w takich survivalowych warunkach.
Posuwali się więc w tempie z pewnością niezadowalającym. Wacław, odwykły już trochę od heroicznych czynów, po zaledwie pięciu minutach przeprawy przez gęstą puszczę, zaczął tęsknić za życiem, które wiódł przez ostatnie kilka miesięcy. Był to żywot wyjątkowo beztroski- wypełniony kuflami piwa, wystawnymi ucztami, balami i flirtami z damami dworu.
Rycerz westchnął tęsknie. Pimpuś, nie chcąc pozostać gorszym, westchnął również. Jego wielki brzuch, który urósł od ciągłego pożerania siana, kołysał się w rytm powolnego marszu.
Wacław w ostatniej chwili uchylił się przed niebezpiecznie niską gałęzią.
„Będzie dobrze”- próbował dodać sobie otuchy. „Tam gdzieś czeka na mnie piękna księżniczka, którą jak zwykle uratuję  i jak zwykle zabiję smoka. Jak zwykle dostanę ofertę w postaci księżniczki i połowy królestwa. Będzie dobrze!”.
To sprawiło, że poczuł nagły przypływ entuzjazmu. Przyspieszył Pimpusia, przez co prawie wpakowali się w drzewo. Koń spojrzał na swojego pana z wyraźnym wyrzutem. Wacław uznał, że w gruncie rzeczy to mu się nie spieszy i wrócił do powolnego tempa.
Po kilku godzinach jazdy drzewa zaczęły się przerzedzać. W serca konia i człowieka wstąpiła nadzieja. W końcu las się skończył, a ich oczom ukazała się zalana słońcem, zielona dolina. W niewielkiej oddali wznosiła się wysoka wieża z kamienia, w której to zapewne przebywała więziona królewna.
Rycerz poczuł swego rodzaju ulgę. No, teraz powinno pójść jak z górki.
Wyprostował się z godnością i ruszył w kierunku wieży. Gdy był już dostatecznie blisko, zatrzymał konia i przybrał pozę „wielki heros”. Sprytnie ustawił się tak, aby promienie słoneczne odbijały się od jego lekko pokiereszowanej, ale mimo wszystko nadal robiącej wrażenie, zbroi. Wyciągnął swój wielki, piękny miecz i wzniósł go wysoko. Świeżo wypolerowana klinga błyszczała od słońca.
Wacław stał więc i lśnił, pozwalając całemu światu podziwiać jego doskonałość.  Po jakimś czasie jednak wrócił do normalnej pozycji, ponieważ w okolicy niewiele było osób, które mogły zachwycać się jego wspaniałością. Poza tym zrobiło mu się trochę gorąco w ciężkiej zbroi, a ręka z mieczem zdrętwiała niemiłosiernie.
Pimpuś ze swoim panem na grzbiecie pogalopował prosto  do wieży. Całe żelastwo, które miał na sobie wojownik, grzechotało, tworząc istną orkiestrę. Mało tego, hałas zwiększyły jeszcze bojowe okrzyki rycerza, niestety nieco stłumione przez hełm. Nic więc dziwnego, że więziona królewna zaraz wyjrzała przez niewielkie okienko, żeby zobaczyć, co się, u licha, dzieje.
Wacław zatrzymał się przed wieżą.
-Pani!- zakrzyknął głośno. –Przybyłem, aby cię uratować!
Księżniczka osłupiała. Zamrugała pięknymi, błękitnymi oczętami i wyglądała na zdezorientowaną. Rycerz, przez swój hełm, nie zobaczył tego, ale brak odpowiedzi go zaskoczył. Spodziewał się raczej wybuchu euforii, czy czegoś w tym stylu.
-Przybyłem cię wybawić, piękna królewno!- spróbował raz jeszcze.  
Właściwie to nie wiedział, czy jest piękna, bo przez niewielkie szparki na oczy  w zbroi nie widział za wiele, ale komplementy dla dam są zawsze na miejscu.
-Co?- wrzasnęła dziewczyna niezbyt po królewsku, a mężczyźnie aż zadzwoniło w uszach. –Nic nie rozumiem!
„Po tylu latach w niewoli na pewno nie spodziewa się, że ktoś ją uratuje”- pomyślał z rozczuleniem Wacław. „Dlatego, biedactwo, nie wie, co się dzieje”.
-Nie lękaj się, piękna panno! Jestem twoim wybawicielem! Dziś pokonam twojego prześladowcę, smoka i uwolnię cię od cierpień! Jesteś wolna!
-Nic nie słyszę!- krzyknęła księżniczka. –Zdejmij ten hełm!
Rycerz nie zdążył, ponieważ oto nadciągnął smok.
Potwór miał intensywnie zieloną skórę, monstrualne cielsko, błoniaste skrzydła  i  gigantyczną paszczę z zastępem ostrych zębów. Ryknął tak głośno, że aż zatrzęsła się ziemia.
Pimpuś zarżał z niepokojem, a Wacław z trudem przełknął ślinę, jednak wzniósł wysoko swój miecz.
-To twoje ostatnie chwile, bestio!- zawołał wojowniczo.
Smok zatrzymał się i przekrzywił łeb z widocznym zaciekawieniem. 
Rycerz zaś brnął dalej.

-Podejdź tu! Walcz! Ale wiedz, że dzisiaj zginiesz!
Wtem smok się odezwał. Miał głos donośny, głęboki i przerażający. Wydawało się, że świat zamarł w miejscu.
-O co mu chodzi?- zapytał, zwracając wzrok w kierunku wieży.
-Nie wiem- przyznała księżniczka, odrzucając zamaszyście gęste, jasne loki. –Coś tam gada, ale nie słyszę, co.
-Zginiesz!!!- huknął Wacław, mając dosyć tego dobrego i w końcu zrywając z głowy hełm. 
-Ja?- zdziwiła się królewna. –Ale za co?
-Nie ty!- wrzasnął zdenerwowany i upokorzony rycerz.
Po chwili jednak się opamiętał i dodał:
-Wybacz mi, pani, to nieporozumienie. Ta tutaj oto nędzna, podła kreatura dzisiaj zakończy swój żywot, a ty wyjdziesz na wolność! Przybyłem tu po to, aby cię wybawić!
Zapadła cisza. 
Pimpuś dreptał w miejscu niespokojnie.
-Interesujące- zagrzmiał smok w końcu. –Naprawdę interesujące.
-To prawda- przyznała królewna. –Myślałam, że już skończyli.
-Najwidoczniej nie. 
Księżniczka wychyliła się niebezpiecznie z okna, lustrując uważnym wzrokiem Wacława.
-Hm.
Nieszczęsny rycerz, obficie spływający potem z powodu gorąca, stracił już cierpliwość.
-Dosyć tego, smoku! Królewno, nie trać nadziei, za chwilę cię uwolnię! 
-No to dawaj- zachęcił go smok. –Chętnie popatrzę. 
Wacława zatkało. Nic z tego nie rozumiał. 
-Jak to?- wydukał w końcu.
-Co za sierota- wymamrotała złotowłosa dziewczyna pod nosem.
O co tu chodziło? Nic nie przebiegało zgodnie ze scenariuszem! Smok powinien go zaatakować, a on wtedy przebiłby go swoim mieczem, przed którym każdy rozsądny drżał. Księżniczka powinna go wielbić i dziękować mu za ratunek.
-Co się dzieje?- szepnął słynny bohater  do Pimpusia, czując coraz większą dezorientację.
-Co tak stoisz?- zniecierpliwił się potwór. –Ratuj ją!
-Nie, nie ratuj mnie- sprzeciwiła się księżniczka. –Naprawdę, nie trzeba. Ja nie jestem w żadnej niewoli. Siedzę tu z własnej, nieprzymuszonej woli. Ja i smok jesteśmy kumplami. Nie kompromituj się.
-Czemu nie? Nudno tu tak było ostatnio… no dawaj, ratuj ją!- smok wyszczerzył zęby.
Wacław zmusił Pimpusia do galopu i ruszył prosto na zieloną bestię. Księżniczka krzyknęła ostrzegawczo.
Monstrum od niechcenia przewróciło konia łapą. Rycerz, upadł na ziemię i zaraz wstał. Z dzikim wrzaskiem wbił swój miecz w zieloną nogę przeciwnika. Smok ze zdziwieniem spojrzał na triumfującego wojownika.
-Dobra, chłopcze,nie wygłupiaj się- powiedział w końcu. –Wyciągnij to ze mnie i może już sobie idź. To w zasadzie robi się już nudne.
Wacław postanowił zmienić taktykę. Dopadł do ściany wieży, pozostawiając zaskoczonego Pimpusia samego i począł wspinać się, używając kamieni jako uchwytów. Szło mu dosyć opornie, ze względu na ciężką zbroję. Jednak nie poddawał się.
-Zdesperowany jesteś- stwierdziła księżniczka z rezygnacją. 
-Prawdziwy rycerz… - wysapał mężczyzna. –…nigdy się nie poddaje!
-Aha. 
-Nie bój się, pani! Zaraz cię ocalę.
-Yhm. 
-Już niedługo będziesz wolna!  
Królewna zerknęła na niego z politowaniem.
-Ale ty wiesz, że na dole są drzwi?
Wacław zignorował tą uwagę i z uporem maniaka wspinał się dalej. Zbroja tworzyła niesamowity hałas.
-Zdejmij to może- zaproponował litościwie smok, który obserwował poczynania wojownika z wyraźnym zainteresowaniem.
Rycerz popukał się wymownie w czoło. Był to jednak błąd. Teraz zwisał na jednej ręce i musiał naprawdę się wysilić, żeby nie spaść.
-Prawdziwy rycerz nigdy… - zaczął, gdy już odzyskał równowagę.
-Nie zdejmuje zbroi?- domyśliła się księżniczka.
-Twoja bystrość, pani, dorównuje urodzie- zdołał z siebie wydusić marny komplement Wacław.
Już był naprawdę blisko osiągnięcia swojego celu. Już tak niewiele dzieliło go od złotowłosej księżniczki! Pełen zapału przyspieszył, co okazało się niewłaściwym posunięciem. Jego stopa ześlizgnęła się na jednym z kamieni. Zamachał rozpaczliwie rękoma, tracąc już zupełnie jakiekolwiek oparcie.
Zaczął spadać.
Piskliwy wrzask, jaki z siebie wydał, zdecydowanie nie był rycerski.
Smok zareagował szybko. Wzbił się w powietrze i podleciał pod spadającego Wacława. W tym czasie Pimpuś, który w przeciwieństwie do swojego pana uznał, że tchórzliwa ucieczka to nie takie złe wyjście, gnał jak dziki w stronę lasu. Potwór z oszołomionym rycerzem na grzebiecie, po zaledwie chwili znalazł się nad koniem i upuścił swojego pasażera idealnie na siodło.
Wierzchowiec ze swoim upokorzonym panem po chwili zniknął wśród drzew.
Smok, dumny z siebie, wrócił do wieży.
Królewna czekała na niego ze skrzyżowanymi ramionami na piersi.
-Znowu musiałeś?
-No- przyznał z zabójczą szczerością smok. –Wiesz, że mam wtedy świetną zabawę. A ty nie?
-Nie. No… może troszkę- na twarzy dziewczyny wykwitł szelmowski uśmiech. –Ale… trochę mi ich szkoda. No wiesz… męczą się, biedacy…
-Sami są sobie winni. Chcesz zapalić?
-Chcę.
Księżniczka wyjęła fajeczkę, a smok chuchnął na nią swoim ognistym oddechem. Po chwili królewna z lubością wydmuchiwała obłoczki dymu.
-Jak myślisz, pojawi się tu jeszcze?
-Nie wiem. Wyglądał na zdesperowanego.
-Hm. No tak. Zagramy w karty?- zaproponowała księżniczka.
-I tak wygrasz.
-No właśnie. To co, gramy?
Potwór westchnął ciężko.
-Gramy. O jego hełm.
Ich wzrok powędrował w kierunku pozostawionemu samemu sobie elementowi zbroi dzielnego Wacława.  
 
Źródło obrazka: klik
 ***
 To, co Wam przed chwilą zaprezentowałam, to moje opowiadanie na język polski. Tak się składa, że dzisiaj je czytałam na głos, na zajęciach (tak się denerwowałam, że czytałam to z zatrważającą szybkością i w niektórych fragmentach słuchacze nic nie rozumieli:( Tak już to jest, gdy chcę coś powiedzieć albo przeczytać jak najszybciej, lub też zbytnio się podniecę - naprawdę ciężko wyłapać, o co mi właściwie chodzi. No cóż...). Omawiamy właśnie literaturę średniowieczną i temat rycerstwa, więc to właśnie o rycerzach mieliśmy napisać naszą historię. Jak zwykle mam nadzieję, że tekst się podoba. Wszelkie komentarze miło widziane:D
A tutaj link do wersji na storybird.com- w formie książki z ilustracjami! 
Wielkimi krokami zbliżają się dla mnie ferie, z czego się bardzo cieszę. Ostatnio obchodziłam też urodziny, na których zresztą było świetnie. Dobra passa więc trwa! Cieszę się, naprawdę niezmiernie:) A już pojutrze mam etap rejonowy z polskiego... trzymajcie kciuki. Szanse na to, żebym przeszła są raczej marne, ale w gruncie rzeczy... może się udać!
Pozdrawiam ciepło!                                                                                                                                   
Pola

10 komentarzy:

  1. Pola, Ty geniuszu jesteś geniuszem! Chcę chodzić z Tobą do klasy i słuchać takich no... Genialnych opowieści jak najczęściej! To było prześwietne. Sama wiesz o tym dobrze! :) jejciu! Śmiałam się na całego! Pięć minut przed wyjściem do szkoły i nie mogę się oderwać! No dobra... To idę... A teraz dokończyłam na wychowawczej :D no, to było śmieszne, sympatyczne, ciekawe i przyjacielskie! Wychowawca przyszedł... Więc rzucam tylko powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie totalnie rozwalające. Wierny rumak Pimpuś, paskudny plebs, fajeczka i sprytna poza "wielkiego herosa" - i czego chcieć więcej po prostu! I jeszcze wszystko napisane tak zgrabnie, bez potknięć i generalnie - EPICKO. Nie, serio, dobre jest :D I urocze są te obrazki. Wytwór własny czy internety poszły w ruch?
    Ugh, nienawidzę czytać swoich tekstów na głos, brr. Ale Twój jest z pewnością wart, by go rozpowszechniać :)
    O, to życzę powodzenia na konkursie i wszystkiego najlepszego z okazji spóźnionych urodzin (ech...) Trwaj w swej genialności i ogólnej pogodzie ducha! ^^
    Niech dobra passa nie przemija!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  3. Opowiadanie na prawdę mi się podoba. Głównie dlatego,że zminiłaś znaną każdemu historię o rycerzu,który ratuje księżniczkę z wieży porwaną przez smoka. Mozna powiedzieć,że to takie opowiadanie z humorkiem. Ciekawa jest też postać Wacława, jego usposobienie.
    Powodzenia w konkursie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chcę tylko powiedzieć, że opowiadanie bardzo mi się podobało i mnie rozbawiło, np. fragment, w którym księżniczka zaczyna palić fajkę... :D
    Nie będę zdziwiona, jeśli okaże się, że wygrasz ten konkurs i ogólnie powodzenia życzę :)
    (Chyba w ostatnim poście, albo przedostatnim, pisałaś, że niedługo masz urodziny; nie wiem, kiedy dokładnie je masz, ale napiszę tutaj na wszelki wypadek: wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, trzy tony weny i nieskończenie wiele sukcesów i pisaniu i nauce, życzy N. ;))
    Pozdrawiam, kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy czytałam to opowiadanie, poczułam się jak dziecko :) Miło przypomniec sobie "bajki" z czasów dzieciństwa, a ta była nad wyraz imponująca :) Takiej nawet moja mama nie wymyśliła ;) Bardzo miło się czytało :) Ja też czasami tak mam, że się denerwuję kiedy czytam i wtedy strasznie przekręcam słowa :((
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha! :D Jakie genialne opowiadanie! :D Zgaduję, że dostałaś z tego szóstkę? Ja opowiadań w ogóle nie umiem pisać. :( Ale też jesteśmy na polskim przy średniowieczu. :D
    Jedno mnie tylko ciekawi: skoro Wacław zawsze ZNOWU dostawał połowę królestwa i księżniczkę, to ile miał już tych połów i żon? :D
    A tak poza tym to bardzo ładnie zmienił się wygląd bloga. ^^ Tak zimowo, ale równocześnie tak ciepło, przytulnie. :)
    Czytanie czegoś przed całą klasą jest okropne. ;-; Ja z natury nie mówię zbyt wyraźnie, a teraz, kiedy założyli mi ten aparat to już w ogóle muszę się starać...
    Coś mi mówi, że zajmiesz coś w tym konkursie... Powodzenia życzę! Stop, Ty to napisałaś w poniedziałek, czyli, że konkurs też już napisałaś... W każdym razie wyobraź sobie, że życzyłam Ci powodzenia właśnie w poniedziałek, najpóźniej we wtorek. :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie fajne opowiadanie :D Aż by się chciało zrobić z tego "bajkę" w postaci audio ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę dość bardzo spóźnione, ale gratuluję świetnego opowiadania! :D Naprawdę niezłe, napisane z humorem i fajnym językiem, bardzo ciekawy pomysł! :) I bardzo ciekawa postać ten Wacław, taki "ideał". W mojej klasy tak widzieliśmy Zbyszka z "Krzyżaków", nie wiem czy już czytałaś, potrafił gołą ręką wycisnąć sok z gałęzi :P
    A jaka była reakcja klasy i nauczyciela na opowiadanie? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę dość bardzo spóźnione, ale gratuluję świetnego opowiadania! :D Naprawdę niezłe, napisane z humorem i fajnym językiem, bardzo ciekawy pomysł! :) I bardzo ciekawa postać ten Wacław, taki "ideał". W mojej klasy tak widzieliśmy Zbyszka z "Krzyżaków", nie wiem czy już czytałaś, potrafił gołą ręką wycisnąć sok z gałęzi :P
    A jaka była reakcja klasy i nauczyciela na opowiadanie? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Opowiadanie genialne! Takie zabawne, świetnie napisane i w ogóle. :D Naprawdę genialny pomysł. ;D ^^

    OdpowiedzUsuń