czwartek, 21 sierpnia 2014

Nieco dobijające stwierdzenie faktu i tramwajowe opowieści

Dzień dobry, cześć i czołem!
Bardzo dziękuję za komentarze pod poprzednim postem! Widać, że spojrzeliście na zdjęcia, przeczytaliście posta. Cieszę się, że próbki mojej fotograficznej twórczości tak się spodobały! Posypało się sporo pochwał i trochę rad co do techniki, kadru, itd. Dziękuję Wam bardzo:D Wszyscy uznali, że zdjęcia z Bukowiny Tatrzańskiej są najlepsze. Mi też się najbardziej podobają. Tak pięknych zachodów słońca i widoków nie widziałam dawno, oj dawno!
Tak, nad zdjęciami ludzi muszę popracować, ale zwykle robię je na szybko, żeby w porę uchwycić pozę modela i przy okazji zrobić to niepostrzeżenie. Więc łatwo nie jest;) Są to fotografie powstałe przez przypadek, pod wpływem chwili. Ale jak dobrze napisała Bukowina- ćwiczenie czyni mistrza. Dlatego też zamierzam robić jeszcze więcej zdjęć i... zasypywać Was nimi, buahahahahahahaha! (szkoda, że nie możecie usłyszeć mojego szatańskiego śmiechu, jest naprawdę bardzo efektowny!)

Zostało dziesięć dni do rozpoczęcia roku szkolnego.
"Dzięki, Pola! Musiałaś przypominać?!"- wrzaśniecie z wyrzutem.
Ach, to Wy tego nie zauważacie... naprawdę tylko ja? Upsss...
No, ale nie ma co się oszukiwać. Jest to znana powszechnie prawda- nawet wakacje się kończą. A tegoroczne kończą się za bardzo niedługo. Każdego dnia, gdy patrzę w kalendarz, wydaje mi się, że szepcze złośliwie: "Już za chwilę, już za chwilę!".
Dla niektórych jest to równoznaczne z końcem świata. Cóż, dla mnie to koniec świata nie jest, ale koniec wylegiwania się do dwunastej, błogiego lenistwa całymi dniami i robienia tego, co się chce, na pewno... poza tym te dwa miesiące tak szybko zleciały! Nic dziwnego, w końcu zawsze, jak człowiek fajnie spędza czas, to czas mknie z prędkością błyskawicy... to lato było jednym z moich najlepszych, ponieważ poznałam świetnych ludzi, spotykałam się ze znajomymi, wyjeżdżałam w ciekawe miejsca, brałam udział w imprezach... było naprawdę super. Spróbowałam też wielu nowych rzeczy. Jakich, zapytacie?
Po raz pierwszy zrobiłam sobie tatuaż z henny. Po raz pierwszy tańczyłam pogo. Po raz pierwszy grałam w bilarda. Po raz pierwszy byłam na obozie literackim. Miałam swój pierwszy wernisaż (właściwie to był wernisaż obozowy i był na nim tylko fragment mojego tekstu, ale... ale był!). Po raz pierwszy zrobiłam mydełka, figurki z czekolady i pomalowałam torby. Po raz pierwszy brałam udział w piżama party (na wyżej wspomnianym obozie). Ta lista pewnie jest dłuższa. Tak, te wakacje były naprawdę wspaniałe i ciężko pogodzić się z tym, że za niedługo koniec, ech...


Jednak z drugiej strony, szkoła nie jest taka zła... w końcu spotka się niewidzianych od dawna znajomych, za którymi człowiek się już trochę stęsknił, w czasie roku szkolnego będą wycieczki, dyskoteki, konkursy, wygłupy na przerwach... poza tym- bez szkoły byłoby przecież nudno, prawda? Nie? Tylko ja tak myślę? Hmmm...
Cóż, dla mnie rozpoczęcie szkoły będzie też nowym etapem w życiu w jakimś sensie. W końcu opuszczam bezpieczną przystań podstawówki i zaczynam gimnazjum. Czy się boję? Noo... może troszkę;) Ciężko będzie też przyzwyczaić się do bycia najmłodszą osobą w szkole...ale staram się nie pisać ani specjalnie czarnych, ani różowych scenariuszy. Po co wyobrażać sobie ciągle, jak będzie? Lepiej chyba po prostu poczekać, a wtedy sama się przekonam:D Ja akurat jestem w dobrej sytuacji, bo wiele osób z mojej podstawówki idzie do tego samego gimnazjum, co ja. A najbliższe koleżanki będą ze mną w klasie. Więc nie mam na co narzekać właściwie. No, to akurat nieprawda. Zawsze znajdzie się coś, na co można narzekać, czyż nie?;)

Chciałabym się jeszcze podzielić z Wami pewną refleksją. Nie, refleksja to złe słowo. Raczej... obserwacją.
Ostatnio dosyć często jeżdżę tramwajami. I nie da się nie zauważyć, że większość pasażerów stanowią osoby starsze. To, że im się miejsca ustępuję, to ja wiem i tak robię, oczywiście kiedy uda mi się zająć miejsce siedzące, co zdarza się raczej rzadko. Chodzi mi o coś innego. Otóż niektóre starsze, chorowite panie dostają nagłego przypływu energii i zatrważającej siły, gdy wsiadają albo wysiadają z tramwaju. Nie daj Boże, a nie wejdą/wyjdą pierwsze! Nie można do tego dopuścić, więc pchają się, pchają innych, torują sobie drogę swoimi wózkami na kółkach w kratę, aby tylko dobrnąć do drzwi! Jak to się mówi- cel uświęca środki. Niektóre również nie uznają zasady: "Najpierw się wysiada" i w tym samym czasie, w którym pasażerowie wychodzą, one wchodzą. A nuż ktoś wsiądzie przed nimi... nie! Nie można dopuszczać do siebie tak strasznej myśli! Trzeba się pchać i już. Prawo dżungli.
Podobną wytrwałość wykazują (ale w tym wypadku są to również osoby młodsze), gdy widzą wolne miejsce siedzące. Ostatnio jedna pani, gdy ujrzała, że kilka metrów od niej znajduje się puste krzesełko, ruszyła błyskawicznie (w każdym razie na tyle błyskawicznie, na ile pozwalała jej na to imponująca tusza) w jego stronę, niemalże taranując ludzi, którzy stali na jej drodze i mamrocząc z nutką paniki w głosie: "Przepraszam, przepraszam!". Udało się! Usiadła. Wydała z siebie westchnienie ulgi. Och, prawie by się nie powiodło! Usadowiła się wygodnie na siedzeniu i przybrała minę królowej. W końcu miała do tego pełne prawo. Wygrała w tym jednoosobowym wyścigu o wolne miejsce, czyż nie?
Ale co by się stało, gdyby nie wygrała? Gdyby inna osoba, stojąca bliżej,  zajęła siedzenie? Cóż, pozostałoby jej i wielu innym ludziom tego rodzaju spoglądanie na szczęśliwca wzrokiem sugerującym, że wyrządził jej wielką krzywdę, popełnił wielką zbrodnię i powinien się wstydzić.
Dobra, to było strasznie złośliwe. Ale chyba trochę słusznie, nie uważacie? Nie chcę nikogo obrażać, ale... kultura zobowiązuje. To smutne, że to najczęściej (bo nie zawsze, młodsi często też tak robią) starsi ludzie, o których każdy mówi, że trzeba ich szanować (i jest to stwierdzenie słuszne)... nie szanują innych! Bo nie uważam, żeby pchanie kogoś za tyłek albo przepychanie się do tramwajowych drzwi było kulturalne. Czasem odnoszę wrażenie, że emerytom wydaje się, że wszystko im wolno, że są najważniejsi. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich starszych ludzi. Ale z tego, co widzę, wynika, że sporo osób tak się zachowuje. Dobijające, że często inni wykazują się, mówiąc wprost, jawnym chamstwem.


A Wy co o tym myślicie? A może Was też coś takiego spotkało? Czujecie się zbulwersowani jak ja? A jak z końcem szkoły? Przeżywacie? Nie możecie uwierzyć, że to koniec, czy nie przejmujecie się tym zbytnio? Napiszcie koniecznie;)
Cóż, dziś taki post trochę od czapy, ale mam nadzieję, że czytało się przyjemnie:D
Pozdrawiam ciepło!
Pola


15 komentarzy:

  1. Ech, w sumie ja też nie mam na co narzekać. Gimnazjum mam naprzeciwko domu (dosłownie), dostałam się do wymarzonej klasy razem z moimi znajomymi, znam jakąś tam część starszych klas, więc czego mam się bać? Boję się, że trafi mi się dziwna wychowawczyni, że nie zintegruję się z częścią klasy, której nie znam, że nie pogodzę nauki ze szkołą muzyczną oraz zbiórkami harcerskimi i zuchowymi.
    Wakacje zleciały mi okropnie szybko. Wydaje mi się, że poniekąd zmarnowałam ten czas wolny. W lipcu miałam zamknąć stopień Tropicielki, ale się nie udało. Miałam czas, więc czemu nie zmotywowałam się i nie zaczęłam nad tym pracować? To pozostanie odwieczną tajemnicą...
    Pola! Jesteś genialna! Natchnęłaś mnie! ^^ Dzięki Tobie wreszcie mam pomysł na jakąś (chyba) sensowną notkę! Wpadł mi do głowy dosłownie teraz, przed sekundą! ^^ Dziękuję!
    No cóż, tramwajami jeżdżę dość rzadko, ponieważ u mnie w mieście takich pojazdów po prostu nie ma. Czasem jak jestem w Krakowie, to muszę do jakiegoś wsiąść, ale zdarza się to naprawdę od święta. Jeżdżę za to busami i poczyniłam bardzo podobne obserwacje do Twoich. Okropnie denerwuje mnie też, kiedy wsiadam sobie grzecznie do pojazdu, wszystkie miejsca są zajęte, a ja razem z bodajże siedmioma osobami muszę stać.. Znaczy nie mam nic przeciwko staniu, okej, mogę na chwilę wysilić nogi, ale kiedy widzę, że na jednym z podwójnych siedzeń siedzi sobie jakaś starsza pani, a miejsce obok niej zajmuje REKLAMÓWKA, to mam ochotę wydrzeć się na całego busa. Tak, rozumiem, siatki z pewnością są okropnie zmęczone i nie mogą leżeć na ziemi, ponieważ po prostu MUSZĄ zajmować wolne miejsce. Już nie chodzi o to, żeby ustąpiła mi, absolutnie (reklamówka, się znaczy). Ale przecież obok mnie stoi starszy pan i kobieta w ciąży. Niektórzy emeryci potrafią wkurzać...
    Jak się miewasz po odejściu Stasi? Ja dalej mam nadzieję, że to jakieś drugie Prima Aprilis. Jest jedną z moich ulubionych blogerek, uwielbiam Jej sposób pisania. Blogosfera bez Niej jest taka... pusta. Pisze takie oryginalne komentarze i notki. I patrz - mimo tego, że nigdy Jej nie znałam, poniekąd za Nią tęsknię. Też tak masz?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie, wakacje minęły jak z bicza strzelił... Ale, ale, co się tak spieszę! To mój pierwszy komentarz na Twoim blogu, ha! No, to słuchaj, Pola. Post był beznadziejny i w ogóle... Nie no, żartuję, oczywiście. Jak zwykle masz ciekawe spostrzeżenia, którymi wcześniej już się ze mną co prawda podzieliłaś, ale i tak ryczałam ze śmiechu, gdy opisywałaś ten jednoosobowy wyścig w tramwaju. Trzeba przyznać, że niektórzy starsi ludzie wyznają zasadę ,,cel uświęca środki". I pewnie łatwiej im się w ten sposób żyje, wygodniej, tylko szkoda, że wtedy utrudniają życie innym...
    Obrazek jaki znalazłaś w necie (ten odnośnie wakacji) jest boski i tak bardzo prawdziwy, niestety. Chyba wszyscy odczuwają jak szkoła coraz bardziej wychyla się zza rogu i (na razie szepcze) ,,Koniec tej sielanki, przygotuj się na ciężką pracę i zakuwanie..." Brr... aż się wzdrygnęłam. Myślę, że ten czas może być wyjątkowo trudny dla nas, osób, które zmieniają teraz środowisko, idą do gimnazjum, czy do liceum. Ale nie zadręczajmy się tym teraz, w końcu został jeszcze ponad tydzień wolnego, trzeba to wykorzystać! A kupno książek... E, tam! Co można zrobić dzisiaj, można też zrobić jutro... albo nigdy ;)
    Podsumowując, post jak zwykle świetny, odrobinkę złośliwy (uwielbiam takie!) i o niezwykle oryginalnym temacie. Cóż mogę więcej dodać? Chyba na razie nic, ale następnym razem postaram się, żeby komentarz był dłuższy, co najmniej tak długi jak Twój na moim blogu ;)
    Pozdrawiam
    Kajax

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz sprawdziłam i mój jest chyba jednak dłuższy! (zaczynają grać fanfary) ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie byłam za bardzo na bieżąco (prawie 5 tygodni bez internetu :o ), więc nie dodałam komentarzy od razu, informuję zatem, że skomentowałam Twoje zdjęcia i "Ostateczny krach systemu rady uczniowskiej" dziś :) Byłoby mi miło gdybyś im poświęciła chwilę - dałam tam nawet-długą-opinię na temat zdjęć :)

    Ja co do szkoły to sama nie wiem - raz się cieszę, raz rozpaczam ;) Ale ostatecznie, tak jak napisałaś, wakacje nie trwają, no i też nie powinny trwać wiecznie. Przez wakacje marnuje się zdecydowanie za dużo czasu ;) Uwielbiam wakacje, ale jednak kiedyś skończyć się muszą :)

    Ja nie doświadczyłam osobiście żadnej nieprzyjemnej historii z emerytami w komunikacji miejskiej ;) Miałam jednak jedną ciekawą sytuację na zielonej szkole. Siedziałyśmy, kilkanaście dziewczyn na ławeczce na przystanku. Rozgadane na początku nie zauważyłyśmy starszej pani patrzącej na nas, wysyłającej sygnały, że powinnyśmy jej ustąpić miejsca. W końcu jedna z nas zauważyła ją i zerwała się ze swojego miejsca, żeby zwolnić jej miejsce. Pani uśmiechnęła się i powiedziała, żeby usiadła z powrotem, bo ona chciała tylko zrobić nam taki test, czy któraś z nas jej ustąpi :D

    Pozdrawiam wakacyjnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam wszystkie Twoje komentarze:D Rzeczywiście nieźle rozpisałaś się o zdjęciach, dziękuję Ci za to bardzo, naprawdę widać, że przyjrzałaś się dokładnie każdemu, każde skomentowałaś, przeanalizowałaś, wow... aż nie mogę wyjść z podziwu, że tyle z nich wydobyłaś! Dziękuję za pochwały mojej twórczości, aż mi się ciepło na sercu zrobiło:D
      Historię na zielonej szkole rzeczywiście miałyście niezłą;)
      Pozdrawiam ciepło i (jeszcze) wakacyjnie!
      Pola

      Usuń
  5. Aaaach nie komentowałam tak długo, przepraszam! W ogóle strasznie zaniedbałam się i w moim blogu i w komentowaniu innych blogów, przepraszam, mam nadzieję, że o mnie przez to o mnie nie zapomnisz i nie będziesz zła .
    E tam! Mnie koniec wakacji jakoś nie przeraża, w zasadzie w ogóle się tym nie przejmuję. Jestem ciekawa nowej szkoły! Co prawda mam do niej dość daleko, bo jest ona kilka miejscowości dalej, ale jakoś nie przejmuję się tym. Nawet się cieszę, że zmieniam trochę środowisko. Chyba już kiedyś pisałam, że mieszkam na wsi, co prawda dość blisko Krakowa, ale nie na tyle blisko, żeby chodzić tam do szkoły. Kiedyś mieszkałam w Krakowie i to na Starym Mieście, w zasadzie bardzo blisko Wawelu, ale moi rodzice wybudowali dom pod Krakowem i się wyprowadziliśmy... I teraz jestem zmuszona dojeżdżać do miasteczka niedaleko nas (nie do Krakowa) do szkoły, bo tu gdzie mieszkam gimnazjum niby jest, ale poziom jest beznadziejny, więc idę tam. I nikogo też tam nie znam. A do tego trafił mi się jakiś dziwny wychowawca, z tego co słyszałam, no ale co tam!
    To prawda, niektórzy ludzie są okropni, jeżeli chodzi o bycie gdzieś pierwszym! Ja na przykład zauważyłam to idąc do komunii w kościele! Każdy się pcha, żeby tylko być pierwszym przed ołtarzem. U nas w kościele zawsze ludzie klękają w rządku przed ołtarzem i ksiądz po kolei rozdaje komunię (dobrze to odmieniłam?), a gdy ktoś ją dostanie to odchodzi i na jego miejsce klękają następni. No ale jeżeli ktoś wstaje i odchodzi stamtąd to chyba trzeba zostawić mu chociaż ze trzydzieści centymetrów za nim żeby spokojnie mógł wstać i się nie wywrócił, nieprawdaż? Ale jeżeli ja zostawiam choć trochę miejsca komuś kto wstaje przede mną, to ludzie którzy stali obok mnie dochodzą do wniosku, że to dla nich zostawiam to miejsce i pchają się przede mnie! I takim sposobem zawsze odchodzę jako ostatnia spod ołtarza.
    Ech to udanej końcówki wakacji!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, nie jestem na Ciebie zła, a w żadnym wypadku o Tobie nie zapomniałam. Mam nadzieję, że coś napiszesz na blogu, bo trochę się już za Tobą stęskniłam;)
      Ja również jestem ciekawa nowej szkoły. I powiem Ci, że już nawet trochę tego wyczekuję, chociaż żal mi wakacji...
      O, w kościele się z czymś takim nie spotkałam. No proszę, okazuje się, że nawet w takich miejscach ludzie bywają chamscy...
      Pozdrawiam ciepło!
      Pola

      Usuń
  6. Do mnie fakt, iż za nieco ponad tydzień rozpoczyna się rok szkolny, doszedł dopiero parę dni temu przy pomocy radia. Nie spoglądałam na kalendarz, ba, nawet nie przełożyłam strony i nadal ustawiony był na lipiec! Cały czas jednak nie mogłam zapomnieć o szkole. A to miałam integracje, a to pojawiały się informacje o planie lekcji lub wychowawcach. Ale mimo wszystko, nie mogę się już doczekać. Wiem, że może to dziwne, ale... tak jest. Zaczynam liceum, idę do zupełnie nowej szkoły, poznam nowych ludzi. No, z częścią zdążyłam się już zaprzyjaźnić na integracjach.
    Mimo tego entuzjazmu nie da się zaprzeczyć, że nie chcę końca wakacji. Czuje, jakbym nie przeżyła ich właściwie. Potrzebuję jeszcze paru tygodni na porządny wyjazd zagranicę! Fajnie jednak, że tobie ten czas upłynął wspaniale i miałaś okazję spróbować po raz pierwszy aż tylu rzeczy.
    Jeśli chodzi o starsze osoby ogólnie w pojazdach komunikacji miejskiej... to jest jakaś masakra! Uważają się za królów czy bogów i zachowują się, jakby wszyscy mieli opuścić tramwaj czy autobus, aby im było jak najwygodniej. Pamiętam, że kiedyś jechałam na rehabilitację, miałam nawet stabilizator na nodze, którego nie dało się nie zauważyć. Mimo to pewna starsza pani podeszła do mnie od tyłu, pociągnęła za ramię i ściągnęła z siedzenia, każąc mi ustąpić i jednocześnie już obrażając i krytykując współczesną młodzież. Myślę, że osoby te powinny choć na chwilę się zatrzymać i pomyśleć, czy czasem nie mają jeszcze mniej kultury niż ci ich zdaniem "niewychowani gówniarze".

    Pozdrawiam :D
    http://waysaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Wakacje jak to wakacje, mają to do siebie, że się kończą ;)
    Nigdy nie robiłam sobie takiego prawdziwego tatuażu henną, mama mojej koleżanki ostatnio sobie kupiła do brwi, po zaaplikowaniu jej według wskazówek jej brwi zrobiły się jakieś takie... fioletowe (tak ten kolor najbardziej ze wszystkich mi znanych przypominał fioletowy) XD nieźle się uśmiałam, wzięłyśmy sobie później tą hennę (poprzednia właścicielka miała zamiar ją wyrzucić, nie uważała jej już za taki dobry pomysł), narysowałam sobie małą insygnię śmierci, ale zmyła się już następnego dnia.
    Lubię szkołę, cieszę się, że niedługo w końcu się zacznie, dziwnie się czuję przez dłuższy czas bez presji wywoływanej kartkówkami, mojej ukochanej chemii, biologii (jeju Ola, zamknij się już, ludzie zaczynają się ciebie bać...). No, ale to w sumie prawda ;)
    Tramwajami jeżdżę tylko jak jestem we Wrocławiu, w mojej miejscowości ich nie ma. A nawet jak jestem, to zazwyczaj poruszam się po mieście autobusami, tramwaje wydają mi się bardziej... tłoczne. Ale rację muszę ci przyznać,co do tych wpychających się starszych osób- bo identycznie jest z autobusami miejskimi. Jakby od tego miejsca zależało ich życie. Trochę mnie to dziwi, owszem, każdy woli sobie posiedzieć niż postać, ale ludzie, 3 przystanki to tylko parę minut, nie muszą mnie od razu walić łokciem w żebro (tak, ja i moje szczęście: zdarzyła mi się raz taka sytuacja. Starsza pani się nie odwróciła, nie wiem nawet czy zauważyła, że jej rękę spotkał jakiś opór...).
    Alex :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Polu! Jesteś GENIALNA! Ten post był świetny! Prawie się popłakałam ze śmiechu! Powinnaś pisać...hihi!... opowiadania! Świetnie, po prostu cudownie opisałaś panią, która pcha się do miejsca siedzącego - to było bezcenne! No i ciągle się śmieje, to Ci się udało, nie ma co. Trafne spostrzeżenia, choć ja czegoś takiego nie zauważyłam. Ale ja się nie liczę, bo nie jestem osobą spostrzegawczą, a w autobusie myślę o niewiadomo czym. I gapię się ludziom w gałki oczne. Może w atobusach i tramwajach panują inne prawa? ^^ Nie no. ten post naprawdę był super! Ja się tam cieszę z roku szkolnego, a gimnazjum proszę się mi nie bać, bo jest okej. Znaczy się, hm... zależy jak na to patrzeć. I pamiętaj - każdy nauczyciel spróbuje Cię przekabacić na swój interdyscyplinarny, więc strzeż się! :D
    A teraz znowu o mnie (jaka ja jestem zadufana w sobie!). Proszę się tu nie smucić! Ja wrócę, wrócę na 100% Będę mieć wielkie wejście, będą fanfary! Nigdzie daleko się nie wybieram! Zrezygnowałam, bo stwierdziłam, że za dużo czasu poświęcam na blogi, za mało na naukę i szkołę muzyczną. Muszę wziąć sobie kilku miesięczny urlop :D I proszę mi tu nie dramatyzować! Odejście Stasi jest znośne (proszę powtórzyć), ale moje (w sensie Poli) byłoby niewybaczalne i karane spaleniem na stosie (i znów proszę powtórzyć!).

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za miłe słowa. Chyba sobie na nie nie zasłużyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze jedno - Polu, powinnaś pisać książki! Byłabym wiernym czytelnikiem. Choć to byłoby niebezpieczne, bo jakbym dostała po takiej książce napadu głupawki, to wylądowałabym w obozie dla niezrównoważonych psychicznie :)

      Usuń
  9. Na szczęście nie jesteś pierwszą osoba która mówi o szkole i zdążyłam już się wyżyć na tej pierwszej osobie (czytaj, moja mama :D). Mam makabrycznie mieszane uczucia, z jednej strony chce mi się rzygać na myśl o szkolnym terrorze i uczeniu się do nosy, z drugiej tylko będąc w szkole jestem w mieście i mogę się wyrwać z mojej wiochy tylko drogą edukacji... To mnie trochę trzyma przy życiu. Ale tylko trochę.
    Na tramwaje mam swój własny, autorski sposób. Zakładam słuchawki na uszy i wsiadam ostatnia, trzymając się trochę na odległość, do ostatnich drzwi, gdzie zazwyczaj nie wchodzą babcie tylko menele i podejrzani faceci (nie wiem dlaczego). Nigdy nie siadam, nawet jak tramwaj jest pusty, tylko plecak kładę i nie zwracam szczególnej uwagi na innych ludzi. Nie wkurzam ich, oni mnie też nie, luz blues. I nigdy do tej pory takiej babci roszczeniowej nie spotkałam, raczej ciche, nieśmiałe panie którym pomagałam wnosić walizki po schodach. Może mam szczęście? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój mózg nie może przyjąć do wiadomości,że wakacje powoli już się kończą. Cały czas myślę,że będzie następny poniedziałek, w którym nie będę musiała pójść do szkoły. I szczerze mówiąc wcale mi się nie śpieszy, nie chce do niej wracać. Choćby dlatego,że następny rok będzie jeszcze gorszy od poprzedniego, przynajmniej pod względem nauki. Za osobami z klasy też specjalnie nie tęsknię. Nie lubię swojej klasy, a na wakacjach spotykalam się z tym kim chciałam widzieć. Ściślej mówiąc widywałam jedną osobą z mojej klasy i to mi wystarczy. Jednak najgorsza jest ta nauka, to mnie przeraża.
    Tramwajami w ogóle nie jeżdżę, a autobusami rzadko, więc nie zauważyłam tego chamstwa panującego. Z resztą u mnie zazwyczaj autobusami jeździ mało osób, oczywiście oprócz tych dojeżdżających spoza miasta albo osiedli. Jeśli jest autobus, który jeździ wewnątrz miasta, to zazwyczaj wiele miejsc jest pustych, dlatego też nikt się nie przepycha.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja już chyba pogodziłam się z końcem wakacji i staram się cieszyć ostatnimi dniami wolności (czytaj: spiąć do południa i oglądając seriale). Kiedy szłam do gimnazjum również trochę się bałam, ale tak naprawdę okazało się, że jest całkiem w porządku. Oczywiście przywitało mnie dużo więcej nauki i w ogóle, ale najważniejsze to dobrze zacząć, a potem już jakoś zleci :)
    Tramwajami nie jeżdżę, ponieważ nie ma ich u mnie w mieście, a autobusami bardzo rzadko. Mogę się podzielić jedynie swoimi doświadczeniami z... kościoła. Tam jest zupełnie tak samo! Starsze panie (mam na myśli tak koło 60 lat) przychodzą na ostatnią chwilę i jak nie ma żadnego wolnego miejsca to oczekują, że ktoś im zejdzie. Wpatruję się w ciebie dzikim wzrokiem i nie mają zamiaru odpuścić :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja właśnie nie mogę się doczekać początku roku. :D Z paru powodów, więc może nie będę tutaj o tym pisać. ;) Zgadzam się, że bez szkoły byłoby nudno.
    Fajnie to napisałaś. :D I tak się dzieje nie tylko u Ciebie w Białymstoku w autobusach niestety również się tak zdarza. ;/
    Zapraszam do mnie. :D
    pierwszyblogjess.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń