piątek, 20 grudnia 2013

Jasełka, wigilia klasowa i mandarynkowe szaleństwo

Hej Kochani!
Nareszcie przerwa świąteczna! Już we wtorek Wigilia... Niesamowite. Nie mogę się już doczekać. Mam już przygotowane prezenty dla bliskich, ale nie napiszę, co im przygotowałam, bo wiem, że niektórzy czytają tego bloga.
Wczoraj były jasełka. Noo, takie "jasełka-nie jasełka". Raczej świąteczne przedstawienie, a nawet nazwałabym to takim show.
Brały w tym udział chętne osoby. Trochę się ich zebrało. Myślę, że jednym z powodów była chęć stracenia lekcji (próby odbywały się w czasie godzin lekcyjnych):-P
Całość miała być refleksyjna, symboliczna i "inna". Zacznijmy od tego, że żywą dekoracją było dziewięćdziesiąt procent uczniów biorących udział. Staliśmy, ubrani na czarno, cały czas na scenie, zmieniając pozycje. Czasem wychodziliśmy pojedynczo, mówiliśmy jakieś teksty. Całość była interesującą mieszanką- mądre teksty zmuszające do refleksji, scenki z codziennego życia (np. bezdomna chcąca schronić się przed zimnem w poczekalni na dworcu, rozmowa dwóch przyjaciółek o przygotowaniach do Wigilii, rozmawiający podczas świąt biznesmeni...). Najlepszy był finał- wszyscy śpiewaliśmy piękną piosenkę pod tytułem "Pięknie żyć". Trzy osoby występowały solo, a reszta śpiewała tylko podczas refrenu. Później był bis i wyciągnęliśmy na scenę rodziców, aby zaśpiewali razem z nami. To podobało mi się najbardziej- naprawdę poczułam wzruszenie i klimat świąt. Niestety, większość rodziców została na swoich miejscach. Wstydzili się? Uważali to za głupie? Może. Mój tata wyszedł ze mną, chociaż nie znał tekstu piosenki, tylko podczas refrenu coś tam zafałszował.
Jasełka wyszły świetnie, ale sporo nas to kosztowało. Cierpliwości, wytrwałości... Nauczycielki, które to organizowały, niestety cierpliwości nie posiadały i sporo na nas krzyczały, czepiając się nawet głupot. Ale gdyby nas tak nie cisnęły, myślę, że show by się nie udał tak dobrze.
  
A dzisiaj dzień naprawdę fajny, bo nie było lekcji. Wiadomo, że takie dni uczniowie lubią najbardziej! Na trzeciej i czwartej godzinie lekcyjnej mieliśmy wigilię klasową. Było naprawdę wspaniale. To już niestety ostatnie świąteczne spotkanie z naszą klasą:-( Za rok będę miała wigilię z nową.
Podczas łamania się opłatkiem usłyszałam bardzo miłe życzenia. Aż mi się cieplej zrobiło w serduchu. Tak narzekam czasem na ludzi z mojej klasy, a potrafią być naprawdę w porządku. 
Chyba wszyscy czuliśmy wręcz rodzinną atmosferę. Pożeraliśmy słodycze i mandarynki, które przynieśliśmy, gadaliśmy, opowiadaliśmy sobie historie z dzieciństwa, wygłupialiśmy się... Było strasznie wesoło. 
 
Tak, tylko, że później, gdy już posprzątaliśmy salę, ustawiliśmy ławki, to okazało się, że zostało mnóstwo ciasta i przede wszystkim mandarynek... Wszyscy już byli obżarci i jakoś nikt się nie kwapił, aby zabrać jedzenie, którego nie zjedli. Tak więc ja i moja koleżanka schowałyśmy część rzeczy do szafki, bo wszyscy inni już się ulotnili. Jednak wpadłyśmy na genialny pomysł. Wzięłyśmy ogromną siatę mandarynek (było tego z dwa, trzy kilogramy!) i inną koleżankę. Zaczęłyśmy chodzić po całej szkole i rozdawać owoce za darmo. 
Wszystkie zniknęły.
Aż sama w to nie wierzyłam. Głównie maluchy sięgały po te cytrusy. Wiele osób mówiło z zachwytem: "Mandaryynkii!" Zachęcałyśmy, jak mogłyśmy, pozwalałyśmy brać po kilka... Aż byłyśmy zdziwione, że owoce idą jak woda. Wprawdzie gdyby były to ciastka, na pewno rozdałybyśmy je o wiele, wiele szybciej, ale i tak byłyśmy zachwycone.

Jednak zastanawia mnie to... Dzieci są głodne? Aż tak kochają mandarynki? Podoba im się, gdy "starszaki" dają? 
Owszem, mamy w stołówce marchewki i jabłka za darmo, ale te jabłka... Małe, nadgniłe, poobijane, brzydkie, niesmaczne. Raczej nikt nie bierze. 
Jeszcze nie życzę Wam wesołych świąt, po pewnie jeszcze coś tu napiszę. Więc na razie tylko "do zobaczenia!"
Wasza,
POLA

6 komentarzy:

  1. Hej, fajnie było na tej klasowej Wigilii...
    Nieprawda, Pola! Bo ja biorę te jabłka ze stołówki, kiedy jestem głodna... Choć fakt, zbliża się okres, kiedy w szkole będą tylko te brzydkie i poobijane.
    Pa, i miłej przerwy świątecznej, i do zoba w szkole
    Zosia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. moja klasowa wigilia była słaba... Ale fajnie, że Tobie udały się i jasełka i wigilia. Sądze że dzieciaki po prostu lubią dostawac coś za darmo.

    Skom/ http://madame-carmelle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak próby do przedstawienia na lekcjach, to nagle wszyscy są chętni do występowania ;) u mnie w sumie to nauczycielka wybierała, kto zagra. I też krzyczała. Ale wydaje mi się, że miała do nas więcej cierpliwości i wiedziała, że nie nawalimy po tym, jak genialnie wyszło nam przedstawienie na Dzień Niepodległości. I nawet nie czepiała się tych wszystkich szczegółów, do jakich zwykła przywiązywać ogromną wagę.
    Moja klasowa wigilia również była ostatnią w tym gronie. Było cudownie. Wiele osób się wzruszyło... Kurcze, kocham tych ludzi!

    http://waysaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że twoja wigilijka udana - moja trochę mniej; może to przez tą nową klasę - no jeszcze chyba nie jesteśmy ze sobą tak zżyci. Fajny pomysł z mandarynkami - boż, jak ja je kocham!
    PS. Wyłącz weryfikację obrazkową;)
    http://kwiat-nocy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaa! ^^ Pięknie żyć! Ten mój koszmar z piątej klasy XD Śpiewaliśmy to na apelu, chyba też wigilijnym, a ja miałam zaśpiewać solo trzecią zwrotkę... i mikrofon się zepsuł! Pani szybko podrzuciła mi jakiś działający, ale dotąd źle to wspominam.
    Mi się wydaje, że mandarynki po prostu wszyscy straszliwie lubią :D A w zimę to jedne z najczęstrzych owoców, więc szybko znikają ;)
    Pozdrawiam! I wesołych świąt! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wesołych świąt!
    I ja miałam drugie święta z moją nową klasą... Można przeżyć! Są świetni :D

    OdpowiedzUsuń