niedziela, 28 lipca 2013

Wróciłam!!!

Tak,właśnie wczoraj powróciłam do domu. Strasznie szybko zleciały te dwa tygodnie!
Bawiłam się naprawdę fajnie. Wiadomo,były dni, kiedy było gorzej,ale przecież tak jest zawsze,nieprawdaż?
Wylądowałam w hotelu (bo można było być w domkach,namiotach,albo pokojach) w dwuosobowym pokoju. Jednak nie byłam z tą koleżanką z klasy,tylko z taką Olą. Młodsza o rok. Była w porządku, wiadomo, czasem mnie denerwowała (chociażby swoim brakiem wyczucia, bałaganiarstwem i wtrącaniem się),ale ogólnie żyło mi się z nią dobrze.
Spotkałam dziewczyny, z którymi byłam na obozie w zeszłym roku. Dowiedziałam się o nich mnóstwa nowych rzeczy o w tym roku o wiele lepiej mi się z nimi gadało-pewnie to dlatego,że ja się zmieniłam...
Windsurfing był okropny!Oczywiście tylko dla mnie. Na pierwszych zajęciach głównie siłowałam się z żaglem i prawie wpłynęłam w trzciny. Później już mi się udawało i płynęłam (podobno nawet nieźle). Ale zbytnio mi się ten sport nie podoba.Nie potrafię powiedzieć za bardzo dlaczego. Dlatego, kiedy zamiast windsurfingu można było pójść na inne zajęcia, wybierałam oczywiście te inne:-) Raz wybrałam zamiast zajęć na wodzie wycieczkę rowerową-oprócz mnie, pojechały dwie osoby (na siedem-tyle osób było w jednej z grup. Łącznie na obozie taneczno-windsurfingowym było czternaście osób i podzielili nas na dwie grupy. Było też oczywiście mnóstwo innych obozowiczów,ale oni wybrali inny obozowy profil, np.sporty wodne). Na rowerach było świetnie, jechaliśmy przez piękny las, widzieliśmy wspaniałe widoki, a instruktor,który z nami pojechał, ciekawie opowiadał o mijanych miejscach.
A zajęcia taneczne? Cóż, instruktorki oczywiście dawały nam niezły wycisk (a prawie codziennie miałyśmy prawie trzy godziny tańce, dwa razy z pięć). Na koniec był pokaz, który według mnie wyszedł świetnie (chociaż pierwszy układ śmiało można określić mianem masakry)-choreografie były rewelacyjne, my też wyglądałyśmy fajnie.
A poza tym? A poza tym, to miałyśmy też zajęcia z tenisa, na parku linowym, na rowerach, z akrobatyki, była impreza na plaży, zawody sportowe...
Ogólnie było super i naprawdę dobrze się bawiłam:-)
Ale i tak cieszę się, że jestem już w domu. Tęskniłam za domem, rodziną, kotem i jedzeniem mamy;-)
Podobno Leoś szalał z tęsknoty. Zawsze śpi z rodzicami, a kiedy mnie nie było, stale przebywał w moim pokoju. Kiedy rozpakowywałam się, wlazł do walizki i zrobił minę, która mówiła: "Już cię nigdzie nie puszczę!"Szkoda, że nie zrobiłam mu zdjęcia. Poniżej jego fotka. No czyż on nie jest piękny?
 
    
Dzisiaj byłam w kościele i z rodzicami w zoo. Wieczorem idę z tatą do kina, na "Jeźdźca znikąd" z Johnnym Deppem- uwielbiam go, przed wyjazdem oglądałam "Don Juan de Marco" z tymże aktorem-bardzo mi się podobało!. Mam nadzieję, że ten nowy film również będzie dobry. Jutro albo pojutrze wstawię recenzję.
A właśnie! I jeszcze na koniec- z wyjazdu przywiozłam lokatorów, którzy zamieszkali na mojej głowie...
Tak, przyjechałam z wszami. Na szczęście była to chyba dopiero "pierwsza faza" bo nie było ich za wiele, tylko zostawiły jajka... Wczoraj dwa razy myłam głowę tym specjalnym szamponem i mama mi wyczesała włosy specjalnym grzebieniem. Mam nadzieję, że tym fragmentem was zbytnio nie obrzydziłam.
Życzę miłych wakacji!

3 komentarze:

  1. Och, współczuję Ci tych wszy... A po za tym chyba miałaś udany wyjazd :) Ja jadę na obóz sportowy dopiero pod sam koniec wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny kocurek! Współczuję wszy, mnie nie obrzydziłaś, ale sprawiłaś, że swędzi mnie głowa xD
    Ja akurat windsurfing, bardzo lubię, pływam już od jakiś 6 lat, co roku w Jastarni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adres bloga zmienił się z mint-and-mint.blogspot.com na http://wildd-spirit.blogspot.com/ : )

      Usuń