wtorek, 12 lutego 2013

Książka warta polecenia

Tą książkę przeczytałam w jeden dzień. Naprawdę trudno się od niej oderwać. Nie jest to powieść fantasy, ani kryminał (moje dwa ukochane gatunki), ale naprawdę mi się spodobała. Zdecydowanie rodzaj powieści to przygodowa. Bohaterowie szybko zyskali moją sympatię, ale także nienawiść. Dzieło wsysa jak drogi, niezawodny odkurzacz.
O jakiej książce mowa?
Mowa o "Fałszywym księciu" , pierwszej części "Trylogii władzy".
Akcja dzieje się w wymyślonym kraju o nazwie Carthya. 
Sage to sierota. Jest sprytny i przebiegły, często kłamie i kradnie. Jego życie zdecydowanie nie przypomina raju. Pewnego dnia, wykupuje go arystokrata Conner. Sage zdecydowanie nie chce z nim iść, ale osiłki Connera ogłuszają go i biorą ze sobą.
Gdy budzi się na wozie, spotyka innych chłopców, w jego wieku (ma ok. 14, 15 lat). Też zostali zabrani z sierocińców przez Connera. Na pierwszy rzut oka, wszystko ich dzieli. Jednak łączy to, że wszyscy są na swój sposób podobni do zaginionego przed laty księcia Jarona... Rodzina królewska została otruta, a najmłodszy syn władców- właśnie Jaron- został wysłany statkiem na nauki. Jednak statek zaatakowali piraci.
Co chce zrobić Conner? Wybierze jednego z chłopców, by udawał księcia. Według wymyślonego przez arystokratę scenariusza, Jaron przeżył atak piratów i ukrywał się przez lata w sierocińcach. Fałszywy książę musi zasiąść na tronie, aby zapobiec przejęciu władzy przez złego człowieka i wojnie domowej.
Tylko czy sierota ma szanse przekonać dwór, że jest członkiem królewskiej rodziny?

Książka na sto procent was zaszokuje. Odkryjecie tajemnice Sage'a, które prawdopodobnie zaskoczą was tak samo jak i mnie. Bohaterowie są fantastyczni- szczegółowo opisani, czytelnik może się z nimi utożsamić. Sage'a nie da się nie polubić- jego humor i styl bycia uprzyjemnia lekturę. Akcja szybko się rozwija. Jedyne, czego mi zabrakło, to opisy miejsc. Za mało było ich w pierwszej części "Trylogii władzy". Tak ja przynajmniej ja uważam.
Gorąco polecam, i na chwile, gdy śnieg prószy za oknem (jak teraz u mnie) i na takie, kiedy na dworze widzimy chlapę, rozciapciany śnieg i pełno kałuż... Po prostu na wszystkie chwile!
A dopo! (czyli "Do zobaczenia" po włosku) 

POLA 

1 komentarz: