niedziela, 1 lipca 2018

10 filmów o miłości

Jeżeli wybrać jeden temat, który najsilniej eksploatują praktycznie wszystkie dziedziny sztuki - to chyba mimo wszystko byłaby to miłość. W bardzo różnych formach, ale z największym upodobaniem ta romantyczna. Bo mimo że czasem wydaje się, że wszystko zostało w tym temacie już powiedziane - to zawsze będzie wzbudzać emocje. 
I zawsze można dodać coś nowego i własnego.
Poniżej więc bardzo subiektywny przegląd filmów o miłości - tych, które uważam za wyjątkowe, tych ulubionych i tych po prostu lubianych; tych, które z jakiegoś powodu wydają mi się warte uwagi i szczególnie mnie poruszyły, czy to główną parą, czy to zachwycającą chemią między bohaterami, czy to opowiadaną historią, pomysłem, realizacją. Wymyśliłam sobie, że nie będzie żadnych komedii romantycznych - nie dlatego, że nie lubię (brytyjskie komedie romantyczne? Jak najbardziej tak), może trochę na przekór. Prawie każda lista filmów o miłości zawiera w sobie jakąś komedię romantyczną. No więc tu nie będzie. 
Zarazem jest to zestaw produkcji tylko o uczuciu romantycznym (o miłości chociażby rodzicielskiej może innym razem) i takim, który w opowiadanej historii gra pierwsze skrzypce. Oczywiście bardzo zachęcam do dzielenia się tytułami i tworzenia bazy w komentarzach - dobrych filmów nigdy za wiele!
Zapraszam więc do ułożenia się wygodnie w wyimaginowanym kinowym fotelu z równie wyimaginowanym (a szkoda) kubełkiem popcornu i zaczynamy seans. Trzy... dwa... jeden...


Kadr z filmu Kochankowie z Księżyca


Cyrulik syberyjski
 (Sibirskiy tsiryulnik)
(1998)

Schyłek XIX wieku. Amerykanka Jane Callahan wyjeżdża do Moskwy, aby pomóc McCrackenowi, ekscentrycznemu konstruktorowi, w uzyskaniu poparcia Wielkiego Księcia dla jego wynalazku - maszyny do wyrębu lasów o wdzięcznej nazwie ,,cyrulik syberyjski". W drodze przez Rosję Jane poznaje grupę niesfornych kadetów ze szkoły oficerskiej - w tym Andrieja Tołstoja. Między młodymi szybko rodzi się wzajemna fascynacja, która przekuwa się w uczucie.
Cyrulik syberyjski przypomina trochę wielką, rosyjską powieść - zrobiony z rozmachem, piękny i melancholijny, to trzygodzinna opowieść o wielkiej miłości, fatalnych błędach i targających namiętnościach. W tle mamy carską Rosję, monumentalną i w pełni chwały, pełną kontrastów i jedynych w swoim rodzaju tradycji, obserwowaną oczami zafascynowanej przybyszki zza oceanu. Film Michałkowa jest rzeczywiście pięknie zrealizowany, podobno to jedna z najdroższych produkcji rosyjskiej kinematografii. Można wytykać, że wszystko jest aż zbyt kolorowe i idealne - nie zmienia to jednak faktu, że realizacja wzbudza podziw, a we wszystkim jest jakaś, co by nie mówić, fascynująca rosyjska dusza.
Pierwsza połowa historii jest utrzymana w lekkim, pogodnym, wręcz żartobliwym tonie - mamy bardzo sympatycznych, fantastycznych bohaterów, dużo wyrazistych sylwetek i humoru. Głównej pary, której uczucie zaczęło się od rozmowy w pociągu i Mozarta, nie da się nie lubić, podobnie całej grupy łobuzerskich kadetów. Historia jest lekka, zabawna, pełna dystansu i wdzięku... przynajmniej do czasu. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, więc napiszę tylko, że w pewnym momencie ton filmu zmienia się na znacznie bardziej dramatyczny. Do głosu dochodzą silne uczucia, losy bohaterów przybierają fatalny obrót i nie jest już tak pogodnie. Można silnie się wzruszyć. Szczególnie przy scenie na dworcu (która jest fantastyczna i bardzo, bardzo poruszająca) mogą zaszklić się oczy. Ujął mnie ten kontrast - mamy bowiem film z jednej strony zabawny i pełen wdzięku, z drugiej smutny i ściskający za serce. Całość jest przy tym zaskakująco spójna i zostawia widza trochę oczarowanego, trochę ze złamanym sercem, z całą pewnością jednak gotowego stwierdzić: Mozart był wielkim kompozytorem!

Dzikość serca  
(Wild at Heart)
(1990)

Sailor, młody buntownik i właściciel kurtki z wężowej skóry (która wyraża jego indywidualność i wiarę w wolność jednostki!), po odsiedzeniu wyroku za zabójstwo, może wreszcie wrócić do miłości swojego życia, Luli. Młodzi jednak nie zaznają upragnionego spokoju - muszą uciekać przed płatnymi zabójcami nasłanymi przez matkę dziewczyny. Ścigani, ruszają w podróż samochodem na południe Stanów Zjednoczonych, na swojej drodze spotykając liczne dziwne postacie.
Dzikość serca to zabójczy miks - szalone love story i film drogi, ścieranie się z typowo amerykańskim toposem podróży samochodem przez Stany, a wszystko mocno zanurzone w typowej dla Lyncha dziwności, makabrze i grotesce. Brutalny, okrutny, mroczny, przesycony wulgarną erotyką i makabrą, jest zarazem pełen nawiązań do Czarnoksiężnika z Krainy Oz i przypomina baśniową podróż po dziwnej, strasznej krainie. 
Dzikość serca bywa szalenie brutalny - Lynch z lubością bawi się groteską, nurza się w czarnym humorze, fascynują go deformacje, dziwność, mutacje, perwersje, brzydota. Zarazem jednak, chociaż złe postacie napotykane przez Lulę i Sailora są naprawdę przerażające (Bobby Peru z pończochą na głowie może śnić się po nocach), główni bohaterowie są sportretowani prawie że z czułością (chociaż nie wiem, czy przy twórczości Lyncha to dobre słowo). Kochankowie są młodzi, pełni sprzeciwu wobec zepsutego świata (scena, w której Lula szuka w radiu muzyki, a wciąż trafia na wiadomości o zbrodniach i perwersjach, scena sfinalizowana zresztą sekwencją dzikiego tańca na pustkowiu - odlot) i bardzo, bardzo zakochani.
W Dzikości serca nieprzypadkowo co jakiś czas pojawiają się odwołania do kultowego filmu o Dorotce z Kansas - tak, obłąkana żądzą mordu matka zdecydowanie przypomina Złą Czarownicę z Zachodu, ale także Lula, mimo swojego wyzywającego stylu i sposobu bycia, ma w sobie niewinność i naiwność bohaterki podążającej żółtą ścieżką. Nawet nieco bardziej dojrzały i doświadczony Sailor mimo trudnej przeszłości jest po prostu porządnym facetem, który zrobi wszystko dla swojej dziewczyny. Bo Dzikość serca, pomimo swojej brutalności, odjechanej fabuły, epatowania przemocą, kiczowatej stylistyki i odważnych scen seksu, w czymś jeszcze przypomina Czarnoksiężnika z Krainy Oz - to w gruncie rzeczy baśń, czuła i okrutna, niezwykła i surrealistyczna, śmieszna i przerażająca, skąpana w kiczu, psychodelii i czarnym humorze. A zarazem historia o wielkiej miłości, która wszystko zwycięży. Nawet ten świat, który ma ,,dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy".


Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom  
(Moonrise Kingdom)
(2012)

Suzy Bishop i Sam Shakusky, wrażliwi, zakochani w sobie nastolatkowie, uciekają z domu. Jest lato 1965 roku, a młodzi kochankowie ruszają w niezwykłą wyprawę po Nowej Anglii; wyrusza za nimi ekipa poszukiwawcza, złożona z rodziców dziewczynki, trochę fajtłapowatego policjanta i oddziału skautów z Harcmistrzem Wardem na czele.
W stylistyce Wesa Andersona zakochałam się oglądając Grand Budapest Hotel i Kochankowie z Księżyca są pod tym względem równie zachwycający -  Moonrise Kingdom  wizualnie jest absolutnie prześliczny. Pastelowe kolory, stylistyka retro (rzecz ma miejsce w latach 60), pocztówkowe, malownicze kadry, z których każdy aż prosi się, aby go obramować i powiesić na ścianie - dodajmy do tego fantastyczne kostiumy i scenografię, charakterystyczne rekwizyty (lornetka Suzy, czapka Sama, zabójcze nożyczki dla leworęcznych) i zachwycającą przyrodę Nowej Anglii, wymieszajmy z absurdem i cudowną muzyką - efekt jest absolutnie czarujący. 
Poza warstwą wizualną urzeka sama, pokręcona i dowcipna, historia, czyli opowieść o dziecięcej miłości dwojga indywidualistów - Suzy i Sam są odrzuceni przez otoczenie, nierozumiani przez dorosłych, inteligentni, ekscentryczni i szalenie wrażliwi. Ich uczucie na ekranie jest niesamowicie ujmujące, pierwsze, jeszcze trochę nieporadne, pełne ciekawości, a zarazem tak urocze i ciepłe (a przy tym ani trochę cukierkowe!), że nie da się im nie kibicować. Obserwujemy, jak wędrują po lasach Nowej Anglii z kotem i walizką pełną książek, jak czytają sobie przy ognisku; podglądamy, jak ze śmiertelną powagą wygłaszają deklaracje miłości, kąpią się w zatoce, w absolutnie uroczy sposób naśladują kwestie dorosłych, odkrywają swoją seksualność, rozbijają namiot, tańczą nad brzegiem morza. Anderson traktuje swoich bohaterów z czułością i przymrużeniem oka, ale nigdy z politowaniem, z ciepłym humorem i ironią, ale nigdy z drwiną. Charakterystyczny, bardzo specyficzny zresztą styl i poczucie humoru reżysera odciska się zresztą na całym filmie, bo Moonrise Kingdom to film przesycony inteligentnym, dziwnym dowcipem, nutą czarnego humoru, charakterystycznym, bezpretensjonalnym czarem i masą absurdu. Obsada jest absolutnie wyśmienita, a młodzi aktorzy fenomenalni; pojawia się również i Bruce Willis jako trochę nieporadny policjant, i Frances McDormand (która jakiś czas temu odbierała liczne, zasłużone granty za Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri) jako matka Suzy, Edward Norton w świetnej roli Harcmistrza Warda z entuzjazmem prowadzącego oddział genialnie zagranych skautów (z lekko niepokojącymi tendencjami bojowniczymi), i Tilda Swinton jako budząca grozę Opieka Społeczna - nic tylko oglądać!

La La Land 
(2016)

Film, który narobił sporego zamieszania na zeszłorocznych Oscarach i wzbudził zarówno fale zachwytów, jak i kręcenia nosem, i  pełnych zdumienia ,,no i czym tu się zachwycać?". A ja nieśmiało przyznaję: ja La La Land bardzo, bardzo lubię. Za to, że jest nakręconym współcześnie, ale zrobionym bardzo klasycznie musicalem. Za fantastyczne zdjęcia i kolory, za świetny, dynamiczny montaż, za piękne kadry i śliczne sukienki Emmy Stone. I wreszcie za to, że jest słodko-gorzką, nawet trochę nieoczywistą opowieścią o miłości i marzeniach. 
Mia i Sebastian nie mają dobrego startu - ona, niebędąca w stanie zdobyć roli, chodząca po przesłuchaniach aktorka, wchodzi do przystrojonej świątecznymi światłami restauracji, słysząc niezwykłą muzykę. On, niespełniony jazzowy pianista, podczas grania na żywo ,,do kotleta" zaczyna improwizować (czego robić stanowczo nie powinien). Wybrzmiewają ostatnie tony niezwykłego utworu, muzycznej wirtuozerii i pianista gwałtownie wraca do rzeczywistości. Ludzie wokół pozostają zupełnie obojętni, nawet nie zauważając zmiany podkładu - tylko jedna kobieta stoi w przejściu, głęboko poruszona. Ich spojrzenia się spotykają, ona otwiera usta, po czym... Seb obcesowo przepycha się obok, wiedząc, że ostatecznie stracił pracę. 
Tak zaczyna się opowieść o ich miłości - opowieść dość sztampowa, ale co z tego, skoro tak romantyczna i czarująca. La La Land to historia pełna wyrazistych barw i pięknych, wręcz zachwycających scen - i przesycona magią muzyki i kina. To swoisty hołd dla jazzu, musicalu, zaczarowanego świata filmu oraz niezwykłego Los Angeles, miasta, do którego nawiązuje tytuł - miasta pełnego niezwykłych miejsc, miasta sławy, sukcesu, spełnionych marzeń, ale też gorzkich rozczarowań. To bardzo klasyczna historia o szalonych gonitwach za ambicjami i pragnieniami, o tych głupcach, którzy ośmielają się marzyć, właściwie dość sztampowa. Ale to, co dla mnie ją wyróżnia, to spora dawka luzu i humoru, trochę dystansu, dobre dialogi oraz nutka goryczy, która sprawiają, że nie jest aż tak cukierkowo. Zakochani kłócą się, popełniają błędy, napotykają problemy i przeciwności, nie zawsze im wychodzi; pojawia się dylemat: miłość czy kariera? Podoba mi się to połączenie romantycznych, klasycznie filmowych, baśniowych scen (cała sekwencja w kinie i Planetarium - magia!) z prozą życia. Muzyka jest jak dla mnie obłędna i tak, Emma Stone i Ryan Gosling wokalnie i tanecznie zdecydowanie nie są wybitni (chociaż Audition jest naprawdę dobre), ale nadrabiają fantastyczną grą aktorską i urokiem (i tak się starają! Poważnie, ten entuzjazm aktorów do tej historii jest widoczny i na mnie to działa) - a od strony instrumentalnej soundtrack to majstersztyk. Dużo w tym filmie miłości - miłości do muzyki, nie tylko jazzowej, do kina, do marzycieli i wreszcie miłości między dwoma wariatami z pasją.

Znalezione obrazy dla zapytania tajemnica brokeback mountain
Kadr z filmu Tajemnica Brokeback Mountain

Lekarstwo na miłość
(1966)
A właśnie że będę niemoralna, właśnie, że będę!
Joanna jest architektką, a jej chłopak Janusz właśnie wyjechał. Kobieta, siedząc w domu i pilnując remontu, czeka na telefon od ukochanego, jednak zamiast Janusza cały czas wydzwaniają do niej jacyś dziwni mężczyźni pytający o Honoratę. Poprzez serię telefonicznych pomyłek Joanna zostaje wplątana w aferę kryminalną z fałszerzami w roli głównej, wraz z przyjaciółką Janką na własną rękę rozpoczyna śledztwo i umawia się z jednym z tajemniczych rozmówców pomyłkowych telefonów, Andrzejem (nawiasem mówiąc posiadaczem niemal radiowego głosu).
Takich filmów już się nie kręci. Jestem fanką starego polskiego kina, a komedie z lat sześćdziesiątych, jak Giuseppe w Warszawie czy właśnie Lekarstwo na miłość są dla mnie nieporównywalnie zabawniejsze i znacznie lepiej napisane niż współczesne. Lekarstwo... jest przezabawne, obsadzone świetnymi aktorami (główną rolę gra Kalina Jędrusik, swego czasu polska Marylin Monroe, jej postrzeloną przyjaciółkę Krystyna Sienkiewicz, a głównego amanta Andrzej Łapicki) i niewymuszenie komiczne. To oparta na powieści Chmielewskiej kryminalna komedia omyłek, dowcipna, inteligentnie napisana, ze zgrabną intrygą i barwnymi bohaterami. Postrzelone przyjaciółki na tropie fałszerzy ogląda się z uśmiechem, duet Jędrusik-Sienkiewicz jest przezabawny (Sienkiewicz nawiasem mówiąc jest absolutnie rozbrajająca), a wątek romantyczny odpowiednio angażujący (ostatnia scena! Ach, aż się można rozmarzyć). 
Film nakręcony z sercem, dystansem i klasą. Bardzo lekki, zabawny seans ze starego kina.


Tajemnica Brokeback Mountain 
(Brokeback Mountain)
(2005)

Jack i Ellis spotykają się podczas lata 1963 roku - mają wspólnie wypasać owce na zboczu góry Brokeback. Między mężczyznami rodzi się coś niezwykłego. Wiedzą, że nie mogą być razem, ale siła wzajemnego przyciągania jest zbyt potężna. Lato się kończy, a wraz z nim praca kowbojów na zboczach Brokeback. Ellis i Jack rozstają się. Układają sobie życie, podążają dawno ustaloną ścieżką, próbują zapomnieć. Mijają jednak cztery lata i znowu się spotykają.
Uwielbiam Tajemnicę Brokeback Mountain głównie za to, że to niesamowicie poruszająca historia opowiedziana oszczędnymi środkami. Nie ma tu wielkich słów i gestów, nie ma gwałtownych wybuchów emocji - a mimo to rzeczy, które dzieją się na ekranie, ściskają za gardło. Tak jak scena, w której zamknięty w sobie Ennis próbuje sobie poradzić z rozłąką, czy wreszcie scena spotkania po latach, która za każdym razem mnie rusza. Jake Gyllenhaal i świętej pamięci Heath Ledger zbudowali na ekranie tak niesamowicie wiarygodną i intensywną relację, że ręce same składają się do oklasków. Rzadko widzi się w kinie taką chemię między bohaterami, tak niezwykłe napięcie i intymność. Brokeback Mountain pokazuje, że czasem mniej znaczy więcej - i że prosta, kameralna historia, z ludźmi z krwi i kości, wzbudza największe emocje.
Postacie Jacka i Ellisa różnią się od standardowego wizerunku gejów w popkulturze - to klasycznie męscy mężczyźni, kowboje, osadzeni w kulturze macho. To odświeżająca i myślę, że potrzebna zmiana, a konflikt wartości, jaki wprowadza obecność kultury południa USA, nadaje całej historii dodatkowego dramatyzmu. Bohaterowie są bardzo pełnokrwiści i w gruncie rzeczy bardzo zwyczajni - czują, boją się, zmieniają, wściekają, piją piwo, są czuli i sfrustrowani, popełniają błędy, ranią innych i siebie nawzajem. Historia opowiada przez Anga Lee trwa dwadzieścia lat, a aktorzy niezwykle udanie odgrywają kolejne etapy życia swoich bohaterów, od młodości do dojrzałości.
Tajemnica Brokeback Mountain to niesamowita historia - szorstka i delikatna, mocna i subtelna, bolesna i ściskająca za serce, osadzona w przepięknych sceneriach amerykańskich gór. Oparta na gestach, spojrzeniach i prostych słowach. To udany melodramat, doskonale zbudowane postacie, świetne role, niesamowicie odegrana relacja i wielka, mała historia o miłości. Ściska za gardło. Świetny film.



Tamte dni, tamte noce 
(Call Me By Your Name)
(2017)

Włochy, lata osiemdziesiąte. Siedemnastoletni Elio spędza wakacje we włoskiej willi ze swoimi rodzicami - matką, tłumaczką i ojcem, profesorem specjalizującym się w kulturze antycznej. Do tego ostatniego na lato przyjeżdża amerykański doktorant Oliver. Początkowa niechęć Elio do nonszalanckiego gościa przekształca się w fascynację, aż wreszcie coraz silniejsze przyciąganie.
Gdybym miała opisać Tamte dni, tamte noce jednym określeniem, byłoby to: szalenie zmysłowy. Akcja rozgrywa się w przepięknych sceneriach północnych Włoch, w siedemnastowiecznej willi niedaleko rzeki: stary dom otacza piękny ogród, sad pełen brzoskwiń, wokół rozrzucone są małe włoskie miasteczka, samochodem można pojechać nad przejrzyście turkusowe morze. To film nakręcony tak sugestywnie, że niemal czuć zapach nagrzanego drewna i źdźbła trawy pod palcami, niemal chce się wyciągnąć rękę, aby dotknąć gładkiego marmuru wyłowionego z morza antycznego posągu. Poza przepięknymi kadrami i zmysłową atmosferą, niemal wymarzoną do pierwszego, wakacyjnego uczucia, obłędny klimat filmu tworzy intelektualna otoczka. W rodzinie Elio rozmawia się o greckich rzeźbach, światowej literaturze i pochodzeniu słowa ,,morela", swobodnie przeplatając trzy języki. Bohaterowie czytają starożytnych filozofów i na żywo tłumaczą niemieckie romanse z siedemnastego wieku, prowadzą erudycyjne dyskusje o sztuce i muzyce. Ta intelektualna atmosfera, a szczególnie obecność kultury antycznej, fantastycznie wpisuje się w fabułę.
Tym razem zaczęłam od realizacji i przepięknej atmosfery, bo jest ona naprawdę wyjątkowa i jest chyba integralną częścią filmu; jednak to, co czyni tę historię naprawdę zmysłową, to relacja między głównymi bohaterami. Timothée Chalamet i Armie Hammer zbudowali fantastyczną chemię, między ich bohaterami aż iskrzy od erotycznego i emocjonalnego napięcia. Ich uczucie na ekranie rozwija się stopniowo i niespiesznie, a Elio i Oliver to pełnokrwiste, nieidealne (przecież Elio, chociaż błyskotliwy i wrażliwy, to w gruncie rzeczy pretensjonalny, egocentryczny, czasem strzelający fochy i arogancki nastolatek, a jego relacja z Oliverem jest tak intensywna, że między bohaterami pojawiają się napięcia), wyraziste postacie. Uwielbiam to, jak bohaterowie odkrywają siebie nawzajem, uwielbiam subtelne eksplorowanie wątków pierwszej miłości, dojrzewania, poznawania własnej cielesności i seksualności, ale też przemijania i godzenia się ze stratą.  To, co liczy się w tej powieści, to przede wszystkim emocje, te wiążące się z pierwszym zakochaniem, pierwszymi gestami, spojrzeniami, pocałunkami, pierwszym razem. To uczucie, kiedy on tak spojrzał. To uczucie, kiedy leżeliśmy obok siebie na trawie. W konstrukcji filmu jest coś z wspomnienia, z przeżywania na nowo magicznego lata.
Tamte dni, tamte noce to dość klasyczna historia wakacyjnego uczucia i odkrywania własnej seksualności: jednak to, co ją wyróżnia, to niesamowita wręcz subtelność i zmysłowość, spokojnie i mądrze prowadzona historia, zapierająca dech w piersiach realizacja, od zachwycających scenerii, do świetnego soundtracku (w tle słychać delikatne, nastrojowe utwory Sufjana Stevensa, które doskonale współgrają z całą historią), świetny drugi plan i wreszcie fantastyczne aktorstwo i chemia głównej pary. Piękny film. Nie tylko wizualnie.

Znalezione obrazy dla zapytania tylko kochankowie przeżyją 
Kadr z filmu Tylko kochankowie przeżyją

Tylko kochankowie przeżyją 
(Only Lovers Left Alive)
(2013)

On, Adam, to niespełniony muzyk dręczony pustką i depresją. Ona, Eve, jest enigmatyczną kobietą z walizką pełną książek. Oboje podróżują i żyją w nocy, unikają światła i potrafią poruszać się szybciej, niż jesteśmy w stanie zauważyć. A w zamrażarce mają lody w intensywnie ciemnoczerwonym kolorze. 
Tak, główni bohaterowie Tylko kochankowie przeżyją są wampirami - i gwarantuję, że to jedno z najbardziej intrygujących przedstawień krwiopijców, jakie widzieliście. Adam i Eve spotykają się po latach, próbując odbudować swój długowieczny związek. Szukają ukojenia i spokoju, targani udręką, zmęczeniem i bólem egzystencji. Gdy jednak do mieszkania Adama w Detroit przyjeżdża młodsza siostra Eve, Ava, sprawy przybierają nieoczekiwany obrót.
Tylko kochankowie przeżyją to film Jima Jarmuscha - i już to trochę go określa. Jeśli ktoś widział chociażby niedawnego Patersona, to wie, jak wolno, wręcz sennie snują się fabuły filmów tego reżysera. Podobnie jest z produkcją z 2013 roku. Akcja jest niespieszna, niemal leniwa. To zarazem jednak historia z absolutnie obłędnym klimatem - industrialne, surowe zabudowania Detroit i nocne uliczki Tangeru łączą się z oniryczną, duszną atmosferą, hipnotyzującą muzyką i gorzką melancholią. Tylko kochankowie przeżyją jest mroczny, senny, powolny, pełen zrezygnowania i podskórnego niepokoju zarazem. Urzeka nietypowe spojrzenie na wampiryzm i samych krwiopijców jako długowiecznych intelektualistów, zmęczonych wiecznością i borykających się z egzystencjalnymi dylematami. Tom Hiddleston i Tilda Swinton jako Adam i Ewa są obłędni - chłodni, zmęczeni, doświadczeni, melancholijni, do tego oboje o nietypowej, androgynicznej urodzie. Nie można od nich oderwać wzroku.  
Film ma także przepiękną oprawę w postaci fantastycznych zdjęć, świetnego montażu (jedna z pierwszych scen, w których kamera kręci się wokół Eve) i wreszcie absolutnie zniewalającej muzyki. Soundtrack jest jakby nie z tego świata i idealnie wpisuje się w klimat całej opowieści. Śpiewane przez Yasmin Hamdan Hal niemal hipnotyzuje. Obłędny, zachwycający w swojej ponurości film.

W jego oczach 
(Hoje eu quero voltar sozinho)
(2014)

Leonardo to niewidomy nastolatek, który spędza lato ze swoją przyjaciółką Giovaną i próbuje uniezależnić się od nadopiekuńczej matki. Rozważa wyjazd na jeden semestr za granicę, dopóki nie poznaje Gabriela - nowego kolegi z klasy, w którym się zakochuje.
Film o niewidomym nastolatku, który do tego odkrywa, że jest gejem? Od razu nasuwa się wizja historii o odrzuceniu, braku akceptacji i nieszczęśliwej miłości. Reżyser, Daniel Ribeiro idzie jednak w innym kierunku - W jego oczach to lekki film młodzieżowy, w którym najwięcej uwagi poświęca się pierwszej miłości, niepewności, dojrzewaniu i zdobywaniu niezależności. Bohaterowie nie muszą zmagać się z odrzuceniem otoczenia i homofobią (trudno mi ocenić, na ile taka wizja społeczeństwa jest prawdziwa, rzeczywiście jednak słyszałam, że Brazylia, w której rozgrywa się akcja filmu, jest tolerancyjna względem osób LGBTQ), nacisk zostaje więc rozłożony w innych miejscach. I to ciekawe rozwiązanie - W jego oczach jest ciepły, empatyczny, bardzo uroczy i porusza uniwersalne kwestie związane z dojrzewaniem. Klasycznie pojawiają się wątki czekania na pierwszy pocałunek, odkrywania swojej seksualności i pierwszego zakochania; porusza się też jednak kwestie takie jak pierwszy bunt, pragnienie niezależności i nadopiekuńczy rodzice, co w przypadku głównego bohatera nabiera dodatkowego znaczenia. W jego oczach pokazuje bowiem także codzienne życie osób niewidomych - trudne sytuacje i niedogodności, reakcje otoczenia, sposób funkcjonowania i odbierania świata. Ujął mnie też wątek przyjaźni głównego bohatera z Giovaną, bardzo fajną, ciepłą postacią. Jeśli chodzi zaś o wiodącą parę, Leonarda i Gabriela, ich relacja rozwija się w odpowiednim tempie, między bohaterami jest fajna chemia i nie da się nie uśmiechnąć, patrząc na powolny rozkwit ich uczucia. Postacie są tak sympatyczne, że nie da się im nie kibicować, czasem niepewne i zmagające się z różnymi emocjami, ale też trzeźwo myślące i posiadające sporą dozę poczucia humoru. W jego oczach jest prosty, uroczy, zabawny, przepełniony czułością i lekką nutą humoru - to przy okazji moje pierwsze spotkanie z brazylijskim kinem i mądry film młodzieżowy. Nic, tylko oglądać.

Wpływ księżyca
(Moonstruck)
(1987)

Trzydziestosiedmioletnia Loretta Castorini jest owdowiałą Włoszką z Brooklynu, która mimo braku miłości przyjmuje oświadczyny nudnego znajomego Johnny'ego Cammareri. Niedługo później narzeczony wyjeżdża do umierającej matki w Palermo, a Loretta ma za zadanie nakłonić jego młodszego brata do przyjścia na ślub. Sprawa nie jest jednak prosta: Ronny, ekscentryczny pracownik piekarni i miłośnik opery, wciąż obwinia brata o utratę ręki i nie chce szukać zgody. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy między Lorettą a młodszym Cammareri dochodzi do spotkania. Cała rzecz rozgrywa się wśród włoskich imigrantów w Nowym Jorku, a księżyc świeci wyjątkowo jasno...
Wpływ księżyca to trochę zabawna, trochę słodko-gorzka historia o miłości i namiętności. Dlaczego mężczyźni uganiają się za kobietami?, pyta różnych mężczyzn Rose, matka Loretty. Każdy ma trochę inną odpowiedź na to pytanie i różne są też ich relacje. Wpływ księżyca ukazuje miłość z kilku perspektyw, a swoich bohaterów portretuje z dużą dozą humoru, ale też empatii. Mamy tu całą gamę wyrazistych postaci - przede wszystkim trzeźwo myślącą, konkretną Lorettę i ekscentrycznego, oderwanego od rzeczywistości Ronny'ego (kocham dwie rzeczy: ciebie i operę!). Kontrast i chemia między tą parą są fenomenalne. Co chyba mało zaskakujące, między dwojgiem pojawia się wzajemne przyciąganie i jest to naprawdę świetna, charyzmatyczna relacja - i zarazem, co naprawdę rzadkie, bardzo udanie przedstawiono tu miłość od pierwszego wejrzenia. Cher i Nicholas Cage są w swoich rolach fantastyczni. Poza tym jednak błyszczy też drugi plan - cała rodzina Loretty, jak i w ogóle całe środowisko włoskich imigrantów została zagrana i napisana bardzo barwnie. Mamy dwa starsze małżeństwa w różnych stadiach swojego związku, mamy starszego, trochę zapomnianego dziadka z gromadą psów, sfrustrowanego nauczyciela. Całość jest czarująca, zabawna, momentami melancholijna i trochę gorzka (zwłaszcza w przypadku wątku rodziców Loretty - sama Rose jest zresztą jedną z moją ulubionych postaci), a przy tym przesycona jakąś taką włoską duszą. Guardate la luna!, krzyczy dziadek do swoich wiernych psów, stojąc nad rzeką i wpatrując się w ogromny księżyc ponad wieżowcami Wielkiego Jabłka.
I zaiste - che bella luna!

12 komentarzy:

  1. Ojej, ta lista jest tak niesamowicie LGBTQ+ positive, że aż mi milusio!
    Co do La La Land - to po prostu strasznie przyjemny film z prześlicznym soundtrackiem. To chyba wystarczyło, żeby absolutnie mnie kupić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dr Аgbazara-świetny człowiek, ten lekarz pomoże mi odzyskać mojego kochanka Jenny Williams, który zerwał ze mną 2 lata temu z jego potężnym zaklęciem, i dzisiaj wróciła do mnie, więc jeśli potrzebujesz pomocy, skontaktuj się z nim przez e-mail: ( agbazara@gmail.com ) lub zadzwoń / WhatsApp +2348104102662. I rozwiąż swój problem jak ja.

      Usuń
  2. Ale jak to tak, bez "Moulin Rouge!"? :<
    Słyszałam tylko o pięciu filmach z listy, a oglądałam tylko dwa, więc muszę nadrobić co-nieco!
    Nie wiem, dla mnie La La Land był mocno przeciętny. W sensie, ładne widoczki i muzyka, ale jakoś ta historia mi nie zapadła w pamięć po prostu.
    ...ale najpierw obejrzę Tajemnicę Brokeback Mountain, ponieważ Heath Ledger <3 (oglądałam tylko jeden film z tym człowiekiem, jednak jestem zakochana w tym, jak dobrze zagrał Jokera. To najlepiej zagrany psychopata w historii kina według mnie).
    "Tylko kochankowie przeżyją" już miałam wieki temu obejrzeć, aaa, kupka filmowego wstydu ;-;
    Pozdrawiam! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już Ci to mówiłam, ale muszę obejrzeć Moulin Rouge!
      A ja wciąż nie widziałam Mrocznego Rycerza! Widziałam pierwszego i trzeciego Batmana, a tego najbardziej kultowego jeszcze nie. Heath Ledger w Brokeback Mountain jest absolutnie obłędny, wybitna rola. Widziałam go jeszcze w lekkiej ,,Zakochanej złośnicy" i tam też wypadł fajnie; wcielał się w naprawdę różne role, to zawsze mi imponuje.
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  3. Rzadko oglądam filmy o miłości, ale "Dzikość serca" mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też oglądam "Dzikość serca" z całym zaangażowaniem. Szkoda tylko że tak mało osób to ogląda.

    OdpowiedzUsuń
  5. (ale mam zapłon, wiem)
    Generalnie nie lubię filmów - wolę seriale, chociaż mam kilka perełek. To tłumaczy, czemu z wymienionych przez Ciebie pozycji znam tylko "La la land". Niestety - nie powalił mnie, ani piosenki, ani fabuła, ani bohaterowie... W kinie się wynudziłam i nie wiem, dlaczego zgarnął tyle Oscarów. No ale są gusta i guściki :)
    Zaciekawiłaś mnie "Dzikością serca", chyba muszę obejrzeć, podobnie jak "W jego oczach".
    Pozdrawiam,
    Ola <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ,,La la land" z jednej strony był wielki hype, z drugiej właśnie część osób wynudził. Ja jestem pośrodku, po prostu bardzo mi się ten film spodobał i jakoś tak mnie urzekł. Dokładnie, dla każdego co innego :D
      Polecam, polecam bardzo ♥
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  6. Po raz pierwszy wszedłem dzisiaj na ten blog i bardzo on mi się podoba. Na pewno w przyszłości będę tu zaglądał.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim zdaniem to jest bardzo ciekawy wątek. Mnie on tak naprawdę bardzo zainteresował.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dr Аgbazara-świetny człowiek, ten lekarz pomoże mi odzyskać mojego kochanka Jenny Williams, który zerwał ze mną 2 lata temu z jego potężnym zaklęciem, i dzisiaj wróciła do mnie, więc jeśli potrzebujesz pomocy, skontaktuj się z nim przez e-mail: ( agbazara@gmail.com ) lub zadzwoń / WhatsApp +2348104102662. I rozwiąż swój problem jak ja.

    OdpowiedzUsuń