Dawno nie było żadnego opowiadania.
No to teraz będzie!
Tekst to owoc moich przemyśleń i rozkmin o sztuce, zainteresowania bohemą i przełomem XIX i XX wieku, a także, przede wszystkim, jednego z pierwszych ćwiczeń na niedawnym obozie literackim - naszym zadaniem było napisanie monologu zewnętrznego, czyli tekstu, w którym jedna postać mówi przez dłuższy czas bez przerwy. Pomysł krążył mi po głowie już wcześniej i uznałam, że spróbuję go zrealizować właśnie na zajęciach. Finalnie wyszła bardziej narracja pierwszoosobowa ze zwrotem do adresata, ale i tak było to ciekawe wyzwanie.
***
To zawsze był mój problem, wiesz? I chyba nigdy nie
potrafiłem inaczej.
Pamiętam, kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem.
Pomyślałem: oto kolejny mieszczański syn, kolejny piękny, jasnowłosy chłopiec,
który ma więcej pieniędzy niż rozumu i próbuje wmieszać się w bohemę, aby
zbuntować się przeciwko ojcu. Tak właśnie pomyślałem. Pomyliłem się,
oczywiście. Myliłem się co do wielu rzeczy. Na pewno nie byłeś naiwny. Dobrze
wiedziałeś, czego chcesz. Twoje spojrzenie, twoje chłodno-uprzejme, prowokujące
„a pan pisze, tak?”, to, jak się do mnie uśmiechałeś. Oszalałem na twoim punkcie,
oczywiście. To, jak niby nonszalanckim tonem perorowałeś o sztuce, jak dawałeś
sobie zapalić papierosa, jak rozmawiałeś z tym cholernym nudziarzem Walpolem i
zerkałeś w moim kierunku, gdy popełniał błąd za błędem.
Już wtedy, na tym przyjęciu, w kłębach dymu i świetle
lamp, usiłowałem złapać cię w jakąś frazę. Obserwowałem, jak śmiejesz się,
lekko odchylając głowę, jak czując się niepewnie dotykasz karku, jak krążysz
wokół ludzi, niestrudzony, świecąc, płonąc, coraz jaśniej i jaśniej. Męczyłem
się jednak, nie potrafiłem cię złapać. To pobudziło mnie jeszcze bardziej.
Odwróciłeś się wtedy, gdy tak ci się przyglądałem i przez chwilę obserwowaliśmy
się z przeciwnych kątów pokoju. Wiedziałem, że jeśli się uśmiechniesz, jeśli
zaświecisz, jeśli zareagujesz, dasz mi jakiś sygnał, to będzie koniec.
Wszystkie słowa krążyły wokół chmarą składni, rytmu i fonetyki, plątały się,
spadały kaskadami. Zaciągnąłem się dymem i wtedy ty się uśmiechnąłeś.
Na początku udawałeś, że jestem tylko epizodem i
ekscytującą przygodą. Taki chciałeś być wyzwolony. Zanim się jednak
obejrzeliśmy, wszystko wymknęło się spod kontroli. Zanim zdążyliśmy ochłonąć,
już regularnie bywałeś w moim domu i już ja bywałem w twoim. Już leżeliśmy
godzinami w ciemności, spleceni, paląc i rozmawiając, już czytałeś moje szkice
i słuchałeś, jak ci czytam. Byłeś dobrym słuchaczem. Podobało mi się, jak
leżałeś na brzuchu, podpierając brodę na dłoni, śmiesznie skupiony, podobało mi
się, jak delikatnie muskałeś ustami moje włosy, jak czułem twój szybki puls.
Szaleństwo. Gdybyś mnie poprosił, żebym dał ci wszystko, to, cholera, oddałbym
ci to z uśmiechem. To wymykało się wszystkiemu, ty wymykałeś się wszystkiemu.
Nie potrafiłem ubrać moich uczuć w słowa i tak strasznie mnie to frustrowało.
Siedząc wieczorami przy biurku z piórem i czystym arkuszem papieru, usiłowałem
opisać twoje spojrzenie – było po ptasiemu ciekawskie, żywe i płonące,
prowokujące i niepewne, ale przecież wcale nie takie. Chciałem
oddać twój uśmiech, niby nonszalancki, niby ironiczny, trochę ciepły, trochę
jak migający prowokujący płomień świecy, a trochę jak sypiące iskrami ognisko w
środku nocy – ale przecież zupełnie tak nie wyglądał. Doprowadzało mnie to do
szaleństwa.
Nie rozumiałeś tego. Oczywiście, że nie. Budowałem ci
misterne konstrukcje, całe pałace ze słów, ale przecież nie mogłeś, nie
potrafiłeś tego docenić. Leżałeś na trawie patrząc w niebo i zamykałeś oczy,
gdy słuchałeś muzyki. Muskałeś palcami źdźbła, czując ich miękką, sprężystą
fakturę, a w górach stawałeś się ich częścią. Było w tobie coś eterycznego i
pierwotnego zarazem. Fascynowała cię i pociągała bohema, z całym jej
buntowniczym, twórczym fermentem, ale nie byłeś jej częścią, nie tak naprawdę.
Coś tam malowałeś, ale te twoje obrazy to, uczciwie mówiąc, niewiele były
warte. Miałeś jakiś warsztat, miałeś niezłe wyczucie koloru, ale nie potrafiłeś
oddać się temu w całości. Nie potrafiłeś się oddalić, spojrzeć z dystansu. Nie
szukałeś rdzenia rzeczy – wolałeś po prostu na nią patrzeć.
Nic dziwnego, że w końcu moje słowa, moje piękne
konstrukcje zaczęły cię drażnić. Gdy leżeliśmy na balkonie, patrząc w gwiazdy, opisywałem ci aksamitne niebo i rozsypane po nim diamenty
konstelacji. Układałem planety w strofy i przemieniałem noc w rytm, a one
rozmywały się i blakły. Co ty wyprawiasz?, pytałeś, zirytowany. Patrz, co
zrobiłeś. Nie ma ich. Zniszczyłeś je. Nie są sobą, są twoimi słowami.
I tak właśnie było. Ty podziwiałeś rzeczy, a ja je
niszczyłem. Nie potrafiłem się powstrzymać. Układałem chaos, w którym
znajdywałeś spełnienie, w równe, chłodne, twarde zdania. Więziłem skały i
śniegi Alp, wilgotną ziemię, w którą zapuszczałeś korzenie, w porządek, bez
którego nie mogłem żyć. Cicho, mówiłeś, gdy leżeliśmy w prowansalskim słońcu,
niedaleko kolonii artystów. Tak oszałamiająco pachniało lawendą. Cicho. Zamknij
się. Nic nie mów, patrz. Byłem jednak bezradny. Ciebie cieszyło buczenie
trzmieli, południowe słońce i impresjonistyczne pola maków. Ja, zamiast nich
samych, wolałem ich definicje.
Ty czułeś, pożądałeś i kochałeś bez chwili namysłu –
ja rozkładałem te uczucia na czynniki pierwsze. Wyrywałem je z piersi, brałem w
ręce, rozkładałem przed sobą. Robiłem wiwisekcję. To jest to, mówiłem. A to
jest to. Moje serce leżało na stole, a ja kułem je w zimną stal składni i
wersów, metonimii i tetrastychów. Bolało cię to czasem, bo myślałeś, że cię nie
kocham. To nieprawda. Kochałem cię. I tak bardzo chciałem mieć serce.
Wciąż próbowałem zdefiniować moje uczucie do ciebie,
wciąż usiłowałem schwytać cię we frazy – i wciąż mi się wymykałeś. Wielokrotnie
prosiłeś, żebym przestał, ale ja zbywałem cię żartami i po nocach niestrudzenie
próbowałem cię złapać. Twój rumieniec (bo jednak byłeś trochę zawstydzony) podczas
naszej pierwszej nocy, twoje spokojne rysy podczas snu, twoje uważne
spojrzenie, gdy słuchałeś moich tekstów, twój błysk w oku, gdy się
denerwowałeś. To, jak przytrzymałeś kapelusz, kiedy prawie zwiał go wiatr, to,
jak delikatnie przesuwałeś mi palcami po wnętrzu dłoni.
Czytałeś to i kręciłeś głową, przerażony. Przestań,
mówiłeś. Proszę, przestań. To nie jestem ja. I to nie byłeś ty. Przecież
powinienem wiedzieć.
Lecz kiedy oderwałem się od kartki papieru, na której
zapisywałem kolejne zdania, byłem usatysfakcjonowany. Udało mi się. Złapałem
cię. Uwięziłem. Zbudowałem cię na nowo ze słów, wydawało mi się, że udatnie.
Kiedy się jednak odwróciłem, zobaczyłem ciebie i poczułem chłód w żołądku. To
byłeś ty, prawdziwy ty, wyblakły i udręczony, a przede mną leżała gładka
definicja wypisana czarnym atramentem. Definicja, którą z ciebie wyrwałem,
pomimo protestów, którą cię zniszczyłem.
Chciałbym powiedzieć, że gdybym wiedział, postąpiłbym
inaczej, ale to chyba nieprawda. Chyba po prostu nie potrafiłem inaczej, wiesz?
Ale w sumie co z tego: nic mi cię nie przywróci i nic nie przywróci tobie
ciebie. Tak strasznie, strasznie mi przykro. Kochałem cię, naprawdę cię
kochałem.
Ostatnio byłem na kolejnym wieczorze bohemy. Cała
cyganeria miasta słuchała mojego tekstu w kłębach dymu. Po czytaniu podeszła do
mnie jakaś kobieta w szalach – lśniąca i migocząca, z długimi, odważnie
rozpuszczonymi włosami. Zacząłem snuć sieć słów. Drgała i tańczyła, tajemnicza
i nieuchwytna, jak egipska czarodziejka, jak bogini Bastet. Świdrowała mnie
spojrzeniem kocich, zielonych oczu. Mój Boże, powiedziała. Złamał mi pan serce.
Trzymała ręce na lewej piersi, tam, gdzie zapewne owo złamane serce biło.
Odruchowo położyłem dłoń na miejscu, w którym powinno
znajdywać się moje.
Tak, powiedziałem. Tak, potrafię to robić.
Obraz: Dom Vincenta w Arles (Żółty Dom) Vincent van Gogh
Obraz przedstawia dom, w którym Vincent mieszkał przez pewien czas z Paulem Gauguinem i w którym planował stworzyć kolonię artystów. Miałam tę historię w głowie, pisząc fragment z kolonią artystów i prowansalskim słońcem.
Tam okres sztuki już mnie tak nie zainteresował. Eh, to przypomniało mi moją niepotrzebną, nieudolną chęć zdania matury z historii sztuki. Naprawdę nie wiem na co mi to było.
OdpowiedzUsuń,,Coś tam malowałeś..." Ej, sztuka dla sztuki (na pewno to znasz). Każdy ma swój własny styl rysowania czy malowania. Wielu sławnych artystów i tych mniej znanych, po prostu rysujące bądź malujące osoby nie musza mieć cudownego warsztatu. Dla jednych coś brzydkiego może być czymś niesamowitym dla innych. Piękno to w końcu pojęcie względne. I twoje opowiadanie ma w sobie piękno. Nie rozumiem go całkowicie, ale jest na swój sposób piękne. I teraz się zastawiam: czy sztuka może złamać serce? Ale przecież wszystko jest sztuką... Każdy może ją interpretować dowolnie, a kwestia porozumienia jest już innym zagadnieniem.
Dziękuję, cieszę się, że opowiadanie skłoniło kogoś do myślenia, to zawsze jest dużym komplementem ♥
UsuńCzapa z głowy, Polu, jak zawsze - pozostaję twoim mega fanem, tekst jest super; już nic nie mówiąc o tym, że ach och bohema (bardzo porywający i malowniczy temat), powiem tylko że cudowny i ciekawy bardzo jest moim zdaniem kontrast, który opisujesz, między chłonięciem świata a próbą jego uchwycenia i sformułowania w definicjach, genialny motyw; jestem chwilowo niezdolna do produkcji sensownego zdania, ale po przeczytaniu tego opowiadania nie mogłam się powstrzymać i musiał powstać ten niezbyt treściwy potworek, tak naprawdę wolałbym napisać o wiele więcej, na razie jednak rzucam Ci do stóp mój dozgonny szacunek (a jakbym mogła - to bym w ogóle rzuciła wszystko i została królową bohemy, juhu),
OdpowiedzUsuńB.
PS Nie no, cudna sprawa. I aż widać tego młodzieńca jak sobie poprawia kapelusz i bekuje ze swojego rozmówcy, ach!
Dziękuję ♥ Tak, dokładnie o taki kontrast mi chodziło, bardzo mnie to intryguje.
UsuńWidzę Cię jako królową bohemy! Też czasem by tak się chciało dołączyć do cyganerii i jakiejś grupy szalonych artystów, sztuka, dyskusje, swoboda, wolność, hura! (chociaż gdy czyta się na przykład o takim Przybyszewskim, który miał trochę nierówno pod deklem, to mniej ta bohema schyłku wieku ciągnie, ale ćśś).
Za każdym razem, kiedy czytam to opowiadanie, to jestem taka "Co tu się stało? To jest tak dobre!".
OdpowiedzUsuńWłaście skończyłam "Portret Doriana Graya" i zwłaszcza początek kojarzył mi się mocno z tym tekstem. Jest podobny klimat, chociaż tak naprawdę obie historie są o czymś innym.
Zapomniałam jednak zapytać cię na obozie, ponieważ nie do końca zrozumiałam o co chodzi z tą kobietą na samym końcu. Bastet ma być tutaj jakąś podpowiedzią? Czy to ma być personifikacja miłości? Tak pomyślałam, chociaż nie byłam pewna.
Hej, nie znałam historii tego obrazu! To bardzo ciekawe!
Pozdrawiam i życzę więcej tak dobrych tekstów! kotołaczka02
Dziękuję ♥
UsuńTak, ,,Portret Doriana Graya"! Jak wrażenia?
A skojarzenie bardzo trafne :D Sam pomysł na ten tekst wpadł mi zresztą po wertowaniu ,,De Profundis", czyli listu Oscara Wilde'a do Bosiego,kochanka pisarza (niezbyt fajnego, nawiasem mówiąc). List jest o czymś zupełnie innym niż Monolog, ale łączy je troszkę forma.
Bastet nie jest żadnym kluczem; narrator po prostu znowu zaczyna snuć sieć porównań, próbuje uchwycić poznaną kobietę w zdania, opisać ją. Poznaje kolejną nieuchwytną, fascynującą osobę i znowu usiłuje ją zdefiniować. Historia zakreśla koło. Ta scena służyła też temu, żeby podsumować jeden z głównych motywów opowiadania - czy żeby swoją sztuką łamać innym serca, trzeba się pozbyć swojego? Od jakiegoś czasu mnie to fascynuje - chociażby te idealne renesansowe czy romantyczne wiersze o rozpaczy. Są idealne, ich forma jest bez skazy i zastanawia mnie, czy nie jest tak, że kiedy pisze się o emocjach, to ubierając je w gładkie słowa, trzeba je ujarzmić, posegregować, spojrzeć na nie z boku, chłodno. Nie wiem. Z tego i jeszcze z paru innych motywów, o których myślałam, wyszedł ten tekst.
Właśnie wiem, pierwszy raz usłyszałam o tym w filmie ,,Twój Vincent", jeszcze później o tym doczytałam. Niestety plany stworzenia tej kolonii skreślił konflikt Van Gogha z Gagauinem.
Nawzajem! ♥
Bardzo spoko książka, chociaż brakowało mi dokładniejszego opisu degeneracji Doriana. W pewnym momencie narrator oznajmia tylko "minęło wiele lat". Chociaż i bez tego książka w tamtych czasach uchodziła za skandalizującą, to jednak czułam pewien niedosyt, bo przeczytanie dobrze napisanej stopniowej przemiany byłoby bardzo ciekawe. Niemniej sam pomysł był niesamowicie dobry.
UsuńWilde musi być niezły, skoro nawet list do przyjaciela jest wydawany jako dzieło :D
Ach, teraz wszystko jasne, dzięki ;) Cóż, teraz historia głównego bohatera wydaje się jeszcze smutniejsza. Jednak to bardzo ciekawe przemyślenia, muszę przyznać, nic dziwnego, że wyszło ci z nich coś tak dobrego.
"Twój Vincent" jest na mojej kupce wstydu, chciałam to obejrzeć już od premiery, a tu klops:(
Zabrzmi to pewnie dziwie ale...przypomina mi to moje dfawne teksty, kiedy miałam etap wielkiej fascynacji bohemą, Vincentem ( to też sprawa osobista w jakiś sposób), malowałam i pisałam jak szalona. I nawet pozowałam nago, więc mówiłam sobie, że czuję się jak oni. Trochę obudziłaś we mnie tym sentymenty:)
OdpowiedzUsuńHej wszystkim chcę szybko korzystać z tego medium, aby podzielić się świadectwem o tym, jak byłem skierowany do członka Freemason Zgromadzenia legit i że przekształcił moje życie trawy łaski, od biednych do bogatej kobiety, która może teraz pochwalić zdrowego stylu życia. Bogate życie bez stresu i problemów finansowych. Po tak wielu miesiącach stara się być członkiem zespołu masonem i coraz oszukany na sumę 1 700 euro I stał się tak zdesperowany jako członek online, który nie dodaje nic do mojego bólu, więc postanowiłem skontaktować się z przyjacielem członka, omówiliśmy problem i nasz wniosek, powiedziała mi o człowieku imieniem David, który jest numerem 2 religia wielkiego mistrza wszystkich europejskich. Więc poprosiłem, aby stać się członkiem zespołu masonem łatwo bez stresu i wszystkie niezbędne przygotowania, aby stać się członkiem w ciągu dwóch dni i był pełny zarejestrowany, stałem się członkiem i suma 50 000 000 euro został transfer do mnie, a ja również otrzymać 800000 euro jako wynagrodzenie co miesiąc. Aby doradzić każdemu, kto chce dołączyć należy skontaktować się z Via WhatsApp +31687718900 lub E-mail: unitednationalmasons@protonmail.ch nie wiem, robię to modlę się, że Pan nadal błogosławieństwo wszystkich braci i sióstr w tym Zakonu na dobre rzeczy, które osiągnąłem w życiu.
OdpowiedzUsuńJestem bardzo zadowolony że wszedłem na ten blog.Na tym blogu naprawdę jest bardzo dużo ciekawych artykułów.
OdpowiedzUsuńJeśli chcecie przeczytać bardzo ciekawie artykuły to zapraszam was na stronę https://www.kreatywna.pl/ .Z tej strony naprawdę dowiecie się bardzo dużo.
OdpowiedzUsuńMojej znajomej na pewno polecę ten blog. Ją takie blogi naprawdę bardzo interesują.
OdpowiedzUsuńBardzo dużo z tego blogu się dowiedziałem. Na pewno na tym blogu zostanę na dłużej.
OdpowiedzUsuńCiekawy to jest blog. Każdy kto chce powinien na ten blog wchodzić.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe opowiadanie, oby więcej takich przemyśleń.
OdpowiedzUsuńSuper opowiadanie, bardzo treściwe i trzymające w napięciu.
OdpowiedzUsuń