poniedziałek, 8 stycznia 2018

Frankenstein mdleje, czyli The Grinch Book Tag

 E... wesołych świąt?
(#żałość)


Robienie świątecznego tagu książkowego dwa tygodnie po świętach nie dość, że wydaje się kuriozalne, to jeszcze obnaża mój kiepski refleks; jeszcze przed Bożym Narodzeniem zostałam jednak nominowana do The Grinch Book Tag przez Muminka (ślicznie dziękuję!) i chętnie odpowiem na te pytania. Nawet jeśli fura serników, makowców i czekolady to tylko piękne wspomnienie. 

Poudawajmy, że są święta, co? 

Dawno w sumie nie uczestniczyłam w tego typu blogowej zabawie; tagi w zbyt dużej ilości mają skłonność do zmieniania się w zapychacze, a na TZB były takie (ciemne) dni, kiedy umieszczałam je stanowczo zbyt często, kosztem innych postów. Tagi w umiarze potrafią być jednak całkiem przyjemne (i dają gotowego posta, khem), a kiedy ma się okazję ponarzekać jak Grinch, to w ogóle.


1. Połowa lampek na choince jest wypalona: Książka, która zaczynała się dobrze, ale potem zleciała jak z górki.

Chyba ,,Śmierć w Pemberley" P.D James. Podeszłam do niej z dużą dozą ostrożności, bo mam dopisywanie dalszych wydarzeń do klasyków jest szalenie ryzykowne, a ,,Dumę i uprzedzenie" darzę uczuciem bardzo żywym; pełna podejrzeń wzięłam się więc za czytanie, zaintrygowana pomysłem wprowadzenia zbrodni oraz zagadki morderstwa do sielskiej posiadłości państwa Darcych. Na początku odczucia miałam mocno pozytywne. Zaskoczyło mnie, jak dobrze P.D James naśladuje styl Austen, do tego autentycznie byłam ciekawa, jaka to zbrodnia wydarzyła się w Pemberley i oczywiście kto zabił. Ten stan rzeczy trwał przez kilka pierwszych rozdziałów, bo później pozytywne zaskoczenie opadło. 
,,Śmierć w Pemberley" nie jest książką złą, tylko niewiarygodnie mdłą. Efekt połączenia sielskiej angielskiej prowincji z książek Austen i lekkiego tonu oryginału z krwawą zbrodnią nie ma spodziewanego smaczku. Intryga nie jest szczególnie wciągająca, zagadka kryminalna nie angażuje. Fabuła płynie sobie spokojnie, bez szczególnego iskrzenia czy napięcia. A po pierwszych rozdziałach można dostrzec, że chociaż P.D James naprawdę sprawnie włada piórem, to cudownie lekki, pełen wdzięku, subtelnie złośliwego humoru i ciętej riposty styl Austen jest nie do podrobienia.
Bez tragedii, bez szału. Meh.


2. Irytująca ciocia nie chce zostawić cię w spokoju: Średniawa książka, którą wszyscy się zachwycają

Swego czasu był ogromny boom na ,,Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes, a mnie nie oczarowało. Kontrowersyjny temat został ujęty w dość płytki sposób, a wymowa całej historii wzbudza liczne wątpliwości, pod wieloma względami. Świetnie pisze o tym Zwierz Popkulturalny i odsyłam Was do jej tekstu, bo zgadzam się praktycznie ze wszystkim (no i nie ujęłabym tego równie dobrze).
Wiele osób darzy uwielbieniem ,,Osobliwy dom pani Peregrine" Ransoma Riggsa i chociaż na początku poczułam fajny klimat walijskiej wyspy, podróży w czasie, niezwykłych umiejętności, no i wreszcie cudownie dziwnych czarno-białych fotografii wplecionych w fabułę, to suma summarum nie jest to jakaś świetna książka. Naprawdę chciałam, żeby mi się podobała, naprawdę myślałam, że mnie zachwyci ale gdyby odrzeć ją z całej otoczki niepokojących zdjęć, to sama historia wypada mocno przeciętnie. Początek jest naprawdę dobry, później entuzjazm spada, a co najgorsze, mimo pozytywnych wrażeń, strasznie szybko się o niej zapomina (moja przyjaciółka trzymała tę książkę rok i zorientowałam się, że jej nie mam, dopiero przy pisaniu tego posta, to o czymś świadczy). Ot, fajna i klimatyczna. I tyle. Bez zachwytu. Może przejrzę ją jeszcze raz, żeby przekonać się, jak ją odbiorę teraz.


3. Twoje pupile nieustannie przewracają świąteczne dekoracje: Wybierz bohatera który sporo napaskudził (nie może to być czarny charakter)

Biedny Edyp.


4. Słyszysz jak twoi rodzice wystawiają prezenty i dowiadujesz się, że Święty Mikołaj nie istnieje: Książka która została ci zaspojlerowana

,,Znak Ateny" Riordana! Cytując: Szkoda, że Percy i Annabeth wpadli do Tartaru, nie? 
No szkoda, szkoda! 


5. Widok z okna przysłania Ci gruba warstwa śniegu : Bohater, którego po prostu nie mogłeś zrozumieć

Wiodące postacie opowiadania ,,Okulary" Edgara Allana Poego. Poe poza wierszami o nieżywych ukochanych oraz opowieściami pełnymi makabry, szaleńców, umierających albo demonicznych kobiet i grzebania żywcem, pisywał również groteski. Dość tu wspomnieć ,,Anioła Dziwnych Przypadków", w którym głównego bohatera prześladuje istota z korpusem z baryłki wina i kończynami z butelek, a sam protagonista zalicza między innymi lot na golasa (tylko z nogami w rękawach marynarki) na linie balonu.
Takie dziewiętnastowieczne heheszki.
Wracając jednak do ,,Okularów" - kiedy zaznaczycie biały fragment, ukaże Wam się tekst, który zawiera praktycznie opis fabuły, więc jeśli czytaliście opowiadanie albo spoilery wyjawiające zakończenie Wam niestraszne, to tutaj ciąg dalszy. Cała historia opiera się mniej więcej na tym, że główny bohater nie nosi okularów, mimo fatalnej wady wzroku. W wyniku tej krótkowzroczności, przypadkowo zakochuje się we własnej praprababce (sic), która postanawia dać mu nauczkę, udaje zakochanie i zgadza się za niego wyjść (sic!), pod warunkiem, że oblubieniec po ślubie wreszcie włoży okulary. Tak się dzieje, biedny bohater dostrzega wiek swojej ,,małżonki", wpada w szał i panikę, tym większą, kiedy dowiaduje się o pokrewieństwie. Na szczęście ślub nie był prawdziwy, morał brzmi: noś okulary, kurtyna. Po skwitowaniu fabuły adekwatnym ,,iks de", dochodzimy do sedna. Ja wiem, że to groteska. Ja wiem, że to z zamierzenia absurd. Ale... serio? Jasne, okulary trzeba nosić, tak, ciebie też nie rozumiem, młodzieńcze (serio, musiał mieć gigantyczną wadę wzroku. Jak on w ogóle funkcjonował?). Ale najbardziej fascynuje mnie ten tok myślenia: kiedy Twój praprawnuk uparcie nie nosi okularów i przypadkiem się w Tobie zakochał, najlepiej udać odwzajemniony afekt i zgodzić się na ślub!
...
Tak. To jest to. Wygląda na świetny plan!
Jakby tego było mało, po zrealizowaniu tego szalonego pomysłu i wyjawieniu prawdy, szacowna praprababka zaczyna się rzucać w ataku wściekłości i tańczyć fandango na zerwanej z głowy peruce. To chyba niezbyt stabilny stan.
Ach, magia klasyków.


6. Należysz do jedynej w swoim rodzaju grupy singli, a wszędzie wokół słyszysz Mariah Carey i jej "All I Want For Christmas" :  Książkowa para, której nie możesz znieść

Tu trochę oszukam, bo wykorzystam postacie z serialu ,,Gilmore Girls" (stanowczo odmawiam używania tytułu ,,Kochane Kłopoty"). Tu pary zmieniają się co jakiś czas, jedne są lepsze, drugie gorsze, ale sporą frustracją napawa mnie związek Lane - przyjaciółki głównej bohaterki i uwielbiającej muzykę Koreanki z surowej rodziny - czyli postaci, którą ja naprawdę uwielbiam (to autentycznie jedna z moich ulubionych postaci w tym serialu), z Zackiem. Momentami to straszny tuman po prostu. #TeamRygalski. Gdzie ten Dave się podział, do cholery? Był super. I miał seksowny głos.Nie mogę tego przeboleć.


7. Nie możesz się pozbyć tego szorstkiego, wełnianego swetra, który otrzymałeś na święta lata temu : Wybierz kilka książek, które siedzą na twojej półce już trochę czasu, jednak brak ci motywacji by je przeczytać, mimo to nie masz serca się ich pozbyć.

Hah!
Obecnie na mojej półce czeka jakieś kilkadziesiąt nieprzeczytanych książek, niektóre leżą nawet trzy lata. Te najdłużej pokrywające się kurzem to ,,Zabójczy księżyc", ,,Złodziejska magia", ,,Zła krew", ,,Folklor świata Dysku", ,,Kliksy klawiatury" (nie wierzę, że Pratchett czeka tak długo)... 
W końcu nadejdzie ich czas. Tak. 


8. Babcia odleciała na reniferku : Bohater, którego śmierć cały czas nie możesz przeboleć (może to być postać z filmu) 

Ani z książki, ani z filmu, za to z musicalu - scenariusz to też tekst literacki (i to jeszcze tak genialny!). Mowa oczywiście o znakomitym ,,Hamiltonie", w którym było kilku zabitych i żadnej z tych śmierci jeszcze nie przebolałam, bo każda to cios w samo serce.
Kocham ten musical.

(pragnę zwrócić uwagę na metaforę sformułowaną na początku pytania. 
Jakby... czemu)


9. Wszystkie centra handlowe są okropnie zatłoczone : Seria, która ma za dużo tomów/za bardzo się ciągnie.

Rick Riordan twardo produkuje kolejne książki ze świata herosów, teraz już czerpiąc z czterech mitologii - mamy pięć tomów ,,Percy'ego Jacksona i bogów olimpijskich", pięć tomów ,,Olimpijskich herosów", trzy ,,Kronik Rodu Kane", bodajże trzy ,,Magnusa Chase'a i bogów Asgardu", lecą kolejne części ,,Apolla i Boskich Prób", wyszły dwa tomy opowiadań, dodatków jest już chyba z dziesięć... dawno przestałam za tym nadążać, bo po Riordana już w ogóle nie sięgam, chociaż kiedyś darzyłam jego książki ogromnym uwielbieniem; dosłownie je połykałam i drżałam z niecierpliwością, oczekując premier nowych tomów. Pamiętam, jak z napięciem czekałam na ,,Dom Hadesa" i ,,Krew Olimpu", jak przeżywałam losy bohaterów i siedziałam w Internecie, oglądając fanarty.
Ach, aż się łezka w oku kręci. 
Ostatnią powieścią z tego uniwersum, jaką czytałam, była ,,Ukryta wyrocznia". Riordana nadal lubię, to świetna seria i świetna rozrywka, ale już nie dla mnie (gee, czuję się staro). Teraz już tylko z fascynacją obserwuję, jak ta seria (to nie do końca jeden cykl wprawdzie, ale jedno uniwersum) się ciągnie i zastanawiam się, jak on to połączy i czy to w ogóle kiedykolwiek dobiegnie końca. Ja wiem, że ta franczyza to kura dająca złote jaja, ale to aż robi się śmieszne.




10. Grinch : Bohater którego nienawidzisz (nie może to być zły charakter) 

Och, nie znoszę Lintona Heathcliffa, bo to rozpieszczony, okrutny smarkacz, ale to chyba nie zalicza się do dobrych charakterów. Zresztą w ,,Wichrowych Wzgórzach" prawie nikt, nieliczni w każdym razie, nie jest dobry. To książka po brzegi wypełniona toksycznymi relacjami, niszczącą miłością, okrucieństwem, atakami histerii, psychiczną przemocą, szantażem, zemstą, tragicznymi dziejami i głęboko nieszczęśliwymi ludźmi. Mam małą zagwozdkę, bo Linton ma paskudny charakter, ale z drugiej strony nie nazwałabym go antagonistą, bo w końcu to, jak został wychowany, to nie jego wina, a on sam jest elementem o wiele bardziej skomplikowanej układanki. 
Jednak z tego co rozumiem, chodzi tutaj o bohaterów teoretycznie dobrych, którym powinniśmy kibicować, ale mimo to zaciskamy zęby za każdym razem, kiedy się odzywają i generalnie życzymy im nie najlepiej. 
No.
Dlatego wybiorę bezpieczniejszą opcję. Nie mogę powiedzieć, żebym jakiegoś bohatera nienawidziła tak serio serio, z całego serca (jestem wolna od nienawiści względem fikcyjnego świata, jak pięknie), ale potwornie drażni mnie Wiktor Frankenstein. Mary Shelley to autorka romantyczna, więc w całej powieści mamy masę opisów przyrody, emocjonalnych burz i monologów wewnętrznych, a do tego dochodzi ten nieznośny główny bohater - egzaltowany dureń, okrutny wobec własnego potwora, którego przecież powołał do życia na litość boską, do tego non stop na skraju omdlenia (ja lubię ,,Frankensteina", żeby nie było, ale w czasie lektury momentami dochodziło do efektownych zderzeń ręką z czołem. Ach, romantyczna egzaltacja) (serio, on ciągle omdlewa. No doprawdy, ile można).  Do tego z niewiadomych przyczyn wszyscy wokół uważają go za wybitną jednostkę o błyskotliwym umyśle i urzekającej osobowości. Ygh. Narracja pierwszoosobowa nie ułatwia sprawy. 


Wesołych... znaczy, miłego stycznia!

Zdjęcie: kaboompics

8 komentarzy:

  1. Wesołych Świąt, ho ho ho! (W sumie to okres świąteczny chyba jeszcze trwa, więc nie masz się co martwić). Lubię czytać tagi, nie umiem ich komentować, ale czytając ten nasunęła mi się jedna myśl. Czytam zdecydowanie za mało książek. I może czas wreszcie sięgnąć po "Wichrowe wzgórza" zamiast po raz setny zachwycać się "Władcą Pierścieni", mech.
    O, zgadzam się z "Osobliwym domem pani Peregrine", niby fajne, ale w sumie mogło być lepiej. I z Hamiltonem, tak bardzo z Hamiltonem (chociaż ja to chyba jestem jakimś dziwnym człowiekiem, bo nie bolała mnie najbardziej [SPOILERY, SPOILERY] śmierć Hamiltona, ani nawet Philipa, za to ryczałam jak bóbr na "Lautens interlude" [przy tamtych dwóch panach oczywiście też mi było smutno, ale jednak nie aż tak], ale może to kwestia genialnej animacji Szin, nie wiem) (chyba straciłam kontrolę nad tym nawiasem, przepraszam).
    Książki Riordana też już przestałam śledzić dość dawno temu, z tych nowych przeczytałam w sumie tylko Magnusa Chase (w sumie głównie dlatego, że brakowało mi ostatniego tomu żeby komplet ładnie na półce wyglądał), aczkolwiek jestem ciekawa do czego to wszystko zmierza i czy kiedyś nastąpi jakiś potężny crossover wszystkich części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Wichrowe Wzgórza" bardzo polecam, ja z kolei muszę w końcu przeczytać ,,Władcę Pierścieni", bo to wstyd, że jeszcze tego nie zrobiłam!
      A ja w sumie [SPOILER, SPOILER!] chyba nie umiem wybrać, która śmierć najbardziej mnie poruszyła, bo każda na zupełnie inny sposób. O tak, Laurens Interlude ściska za serce. Ale mnie najbardziej zawsze wzruszają Stay Alive (Reprise) i It's Quiet Uptown. Na It's Quiet Uptown zawsze prawie ryczę, ta piosenka zawsze najbardziej mnie wzrusza, bo są rodzice, którzy utracili ukochane dziecko i taka straszna, bezsensowna śmierć, i trudne przebaczenie, i kiedy Ham zaczyna śpiewać wersy z ,,That Would Be Enough" to coś mnie bierze, to jest takie piękne i takie cholernie smutne, i, o matko, co ten musical ze mną robi.
      Ale śmierć Hamiltona też ściska za gardło. I to rozpaczliwe ,,Wait!" Burra... mam ciarki.
      [KONIEC SPOILERÓW]
      No właśnie, też ciekawi mnie, jak on to wszystko połączy. Bo crossover jest chyba nieunikniony, tylko połączenie pięciu części i takiej masy postaci jest piekielnie trudne. Ciekawe, jak to wszystko domknie i jak połączy te wszystkie wątki.Jem popcorn i czekam :D

      Usuń
    2. [SPOILERY, SPOILERY] Jeju, tak, "wait" Burra jest genialne (nie jestem pewna czy to dobre słowo, ale, no, jeko zabieg stylistyczny na pewno sprawdza się genialnie)

      Usuń
  2. Czuałam, że "Zanim się pojawiłeś" nie jest aż tak fenomenalne jak wszyscy zakładają... prawdę mówiąc ta tematyka wydaje mi się dość mocno eksploatowana ostatnim czasem, a nie wielu twórców potrafi faktycznie oczarować swoim warsztatem.

    OdpowiedzUsuń
  3. 2. Tolkien. Szał na ten złoty pierścionek sprawił, że chciałam poznać potwora, ale nie opowiem się za nim jako fanka. Na adaptacjach kinowych trzykrotnie zasnęłam.
    Autorstwa tego pana godnym polecenia jest wg mnie tylko "Silmarillion".

    4. Sama sobie spojleruję książki. Np. najpierw obejrzałam serial, a potem przeczytałam książki, na podstawie których był nakręcony. I okazywało się zawsze, że wszystko powinno wyglądać inaczej, więc nie taki ten spojler straszny :D
    Tak zaznajomiłam się z ogromną serią książek pani Ch. Harris, "Czysta krew".
    Tak samo zrobiłam z "Grą o tron", chociaż serial przestałam oglądać po drugim sezonie, bo książka wydała mi się ciekawsza. Wciąż czytam.

    6. To będzie para z wiedźmińskiej sagi. Regis i succub. Wybebeszyłabym sukę. On jest mój.

    7. Dużo jest takich i ja je przeczytam, tylko musi nadejść właściwsza pora.

    8. Nie mogłam znieść śmierci Regisa. Książka poleciała lotem koszącym w kąt, kiedy umarł. Dokończyłam czytać po tygodniu przerwy.
    Na szczęście autor wygadał, że w jego wizji on jednak przeżył, więc świat ocalał przed moim gniewem w ostatniej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  4. Heathcliff był tak wku... denerwującym bohaterem że aż ciężko czytało mi się "Wichrowe wzgórza" mimo że ostatecznie bardzo mi się podobały. Chociaż moim numerem jeden w tej kategorii zawsze, niezmiennie będzie Holden z "Buszującego w zbożu" - TRAGEDIA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tam lubię Holdena :D Może i jest irytujący, może i robi głupie, nieodpowiedzialne rzeczy, ale mi zawsze wydawał się bardzo ludzki. Ja też jestem w wieku Holdena i ta jego włóczęga po Nowym Jorku, to zachłyśnięcie się wolnością, ciągłe zmyślanie i kolejne wyskoki mają w sobie coś ujmującego, bo ekscytująco szalonego... no, chyba charakterystycznego dla młodości :)

      Usuń
  5. Pola, jejku. Gdyby nie fakt, że nie czytam praktycznie w ogóle teraz. I ostatnio chwila z kryminałami, a wcześniej tylko i wyłącznie książki naukowe do licencjatu. A te pytania są takie super, że chciałabym na nie odpowiedzieć. Ale nawet nie mam jak.

    OdpowiedzUsuń