poniedziałek, 18 grudnia 2017

Dlaczego

Zaczęło się od pociągu do Poznania.



Dwa dni temu pojechaliśmy grupą chętnych ze szkoły na wystawę Fridy Kahlo i Diega Rivery. Taki szalony jednodniowy wypad, o którym chciałabym napisać coś więcej, bo mój entuzjazm wobec Fridy Kahlo wzrósł po stokroć, a Poznań to miasto o niezwykłym klimacie. Ale do rzeczy.
Pociąg mknął po torach, za oknem na przemian lśniły śnieg i zieleń, i rozmawiałyśmy o poezji, co miało w sobie posmak starych powieści i w ogóle taki dziewiętnastowieczny vibe. Za szybą migały kolejne krajobrazy, a my dyskutowałyśmy o naturze artystów i o procesie tworzenia, zastanawiałyśmy się, czy ludzie oddani sztuce nie stają się ,,straceni dla świata", usiłowałam oddać słowami geniusz Emily Dickinson (nie da się!) i nagle rozmowa skierowała się na moje pisanie.
— A dlaczego to robisz? – zapytała moja nauczycielka w końcu. – Jest jakiś powód? 
Otworzyłam usta i je zamknęłam.
No bo w sumie... dlaczego? Dlaczego pisanie? Dlaczego akurat pisanie, a nie szydełkowanie albo szermierka? Pływanie albo polo? Dlaczego od tylu lat właśnie to? Dlaczego inne pasje czy hobby po jakimś czasie szybko się nudziły, a to zostało? Co pcha mnie do ciągłego zanurzania się w fikcji, grzebania w słowach, zapisywania każdego pomysłu, łowienia inspiracji, babrania się w nieposłusznych zdaniach?

Na pewno nie piszę, aby przekazać jakąś ideę. Pod tym względem nie mam celu. Nie pragnę zmienić świata w sensie dosłownym, zresztą często mam wrażenie, że takie książki wpadają w nieznośne moralizatorstwo i pretensjonalność. Niektórzy piszą chyba tylko po to, aby wyrazić swoje poglądy, obudowując je często niezbyt zgrabną, pretekstową fabuła. Cel nie gorszy od innych, ale chyba nie mój. Tak, chcę coś przekazać, tak, głęboko wierzę, że literatura może zmieniać świat, jednak to nie dlatego to robię.
Nie piszę dla atencji. Dla pokazania, że jestem taka bystra i niezwykła.
Nie piszę dla celów praktycznych, żeby podszkolić warsztat do szkoły, czy coś w tym stylu.

Piszę, bo nie umiem nie pisać.

Kiedy miałam cztery, pięć lat i nie umiałam czytać, brałam do ręki książkę, siadałam z mądrą miną w księgarni, zakładając nogę na nogę, i wymyślałam własną opowieść. Na głos. Nie umiałam po cichu. Znałam początek każdej opowiastki o Franklinie (,,Franklin był już dużym chłopcem...") i to recytowałam z pamięci, ale dalej jechałam na mocy mojej wybitnie wybujałej wyobraźni, tworząc historie zupełnie z kosmosu. Czasem opierałam się na obrazkach, czasem zupełnie nie. No bo po co komu obrazki, skoro można udawać, że ich nie ma i wymyślić coś ciekawszego.
Później nauczyłam się już czytać (pierwszy przeczytany samodzielnie napis: Euro AGD), ale nie przestałam udawać. Dopiero potem wpadłam na to, żeby zapisywać te historie. Na domowym komputerze, z pomocą rodziców, którzy uczyli mnie wyklikiwać szalone pomysły. Dorastałam, otoczona fikcją. Od małego czytałam jak szalona, kiedy jeszcze nie umiałam sama, robiła to mama, a tata opowiadał mi bajki. Moją idolką obok Hannah Montany była Astrid Lindgren. I tak wyrosłam taka, o. Z głową pełną ideałów, gdzieś tam, wysoko, w chmurach, nieprzystosowana do prawdziwego życia, jedną nogą w nieprawdziwych światach.

Piszę, bo mam w głowie tyle opowieści, że nie mogę ich nie uwiecznić.
Odkąd pamiętam, tworzyłam historie. W głowie mam całe światy, fabuły, dialogi, obrazy, postacie, które wydają się niepokojąco prawdziwe - jeżeli są dopieszczone, dokładnie wiem, jak się ruszają, jakie mają gesty, charakterystyczne powiedzonka; co kryje się w ich garderobie, jakie trupy chowają  w szafie, co siedzi w ich głowach, czego się boją. Słyszę ich głosy, wiem, jak zareagowaliby na daną sytuację. Nawet, kiedy mam przerwy w rzeczywistym pisaniu, cały czas tworzę w głowie. Kiedyś narzekałam na brak pomysłów - teraz mam ich tak dużo, że niemal się ze mnie wylewają. Dowcipny poradnik pisania dla dzieci i młodzieży, który chłonęłam w podstawówce, odnosił się do tego jako ,,zapchanej toalety". Nie mogę powstrzymać tego zalewu pomysłów. Skwapliwie je zapisuję, zazdrośnie strzegę, powoli realizuję (dopiero teraz uczę się dokańczać dłuższe teksty i poważnie biorę się za siebie, bo więcej mam rzeczy nieskończonych niż pięknie domkniętych), ale czasem to potwornie męczące. Nawet mimo mojej ogromnej miłości do wymyślania. Czasem zastanawiam się, jak to by było patrzeć na świat i nie widzieć we wszystkim potencjału na tekst. Nie wiem. Nie mam pojęcia, kim byłabym bez tego - bez tego zaglądania ludziom do głowy, bez ciągłego wymyślania i moich małych, własnych światów. Może sobą. A może kimś zupełnie innym. To stało się tak ogromną częścią mojej osobowości, tego, jak patrzę na świat.

Pisanie wpływa na całe moje życie. Bo łapię się na tym, że we wszystkim widzę potencjał na tekst, że odruchowo, niemal w roztargnieniu, łowię inspiracje, podsłuchuję rozmowy, zapisuję ciekawe rozmowy, powiedzenia, frazy, sformułowania, dorabiam alternatywne wersje wydarzeń, kombinuję, co by było gdyby, wymyślam historie ludziom w tramwaju, uważnie słucham, przemieniam prawdziwe wydarzenia w fikcję. Wszystko, obraz, piosenka, zasłyszane zdanie, luźna myśl, widok z okna pociągu, rozmowa, najbardziej błaha rzecz, może stać się pretekstem. Nie myślę o tym, nie planuję tego, to się po prostu dzieje. Wariackie.
Chłonę rzeczywistość. Odruchowo staram się ubierać ją w słowa. Gałęzie oplecione lampkami mogą się iskrzyć złotem i srebrem, albo migotać, albo lśnić, tylko co brzmi lepiej... mój umysł pracuje cały czas na najwyższych literackich obrotach. Jakbym miała jakąś sondę, antenę wyrastającą z głowy, która łapie atrakcyjne fabularne sygnały.

Pisanie jest też swoistą ucieczką. Bo kiedy świat okazuje się nie do końca taki, jaki chciałabym, żeby był, kiedy potrzebuję pocieszenia, zwiewam. Udaję się na ,,wewnętrzną emigrację", do swoich fabułek i bohaterów, wcale nie radośniejszych, często o wiele mroczniejszych i o wiele bardziej nieszczęśliwych niż ja sama, ale to daje mi ukojenie.

Ktoś kiedyś powiedział, że pisanie bardziej niż sztukę przypomina przerzucanie gnoju i cholera, no, ja nie mogę, coś w tym jest.
Bo to nieustanne sprzeczanie się z nieposłusznymi postaciami, męczenie się ze słowami, próba ułożenia ich w sens, zbudowania ze zbitek znaków całej rzeczywistości, oddania zapachów, dźwięków, uczuć, kolorów, próba przekonania czytelnika, że nieprawdziwe jest prawdziwe. Grzebanie w źródłach, szukanie najdziwniejszych informacji (stosunkowo niedawno wyszukiwałam, kiedy mężczyzna zdejmuje kapelusz - jak wyglądał cały ceremoniał związany z nakryciami głowy w XIX wieku, czym różnił się w przypadku kobiet i mężczyzn. Grzebałam po kilku stronach internetowych naraz, a wszystko to, aby napisać: ,,Zdjąłem kapelusz."), liczne blokady, huśtawki nastrojów, zbyt silne przeżywanie własnych historii, uporczywe próby naginania języka do swojej woli.

Piszę, bo nie ma drugiej rzeczy, która sprawiałaby mi taką satysfakcję.
Proces tworzenia jest w pewien sposób magiczny. Daleko mi do idealizowania pisania czy wizji autora jako natchnionego wieszcza, któremu muzy szepczą do ucha odpowiednie wersy (ach, żeby tak było!), ale... jest w tym coś niesamowitego. Tworzysz coś z niczego. Nawet, jeśli to badziewne, to jednak powołujesz do życia osoby, które nie istnieją, przemieniasz białą kartkę w opowieść, w cały świat.
To dość ekscytujące.
Generalnie, wydaje mi się, że jakiekolwiek ,,dzieło" zaczyna żyć i rozwijać się w kontakcie z odbiorcą, kiedy jest interpretowane, oceniane, wzbudza określone emocje. Jeden z najpiękniejszych momentów z obozu literackiego to ten, w którym czytałam na głos tekst. Tekst, który miał być zabawny (gdyby nie miał być, to byłaby smutna anegdota). Tekst, na którym ludzie się śmiali, szczerze, radośnie, z absurdalnych sytuacji w opowiadaniu.
Zwykle stresuję się, gdy ktoś czyta mój twór obok mnie. Ale gdy ta osoba obgryza paznokcie w dobrych momentach, mamrocze ,,o nie", łapie się za głowę, chichocze pod nosem albo marszczy brwi, kiedy trzeba...
Uwierzcie mi.  Nie ma większego komplementu.


PS: Blog nie umarł.
PS2: Ależ mi tego brakowało.




Zdjęcie: kaboompics

23 komentarze:

  1. Lubię Fridę, ale konkretnie jej osobę, dzieła już może niekoniecznie, ale przez zainteresowanie tą kobietą, gdyby tylko była takowa wystawa, na pewno bym się udała.

    A ja własnie mam przesłanie i chcę coś przekazać światu. Napisałam jedną książkę fantasy i są tam powplatane moralne dywagacje, a nawet religijne. To jest - ale nie nachalne, bo wplecione w fabułę tak abstrakcyjną, że można by to wszystko wziąć za fikcję. Jednak mam nadzieję, że gdzieś tam u kogoś skutecznie zakołaczę w dzwoneczek.
    Nie chcę wydać książkowego poradnika w żadnym stylu, bo tego jest tysiące. Mam fantazję, prócz czegoś do powiedzenia, mam w głowie historię, która dla wielu może okazać się nie lada przygodą i miło spędzonym czasem. Na to głównie mam nadzieję.

    Też nie umiem nie pisać. Zrazu po zakończeniu pierwszej powieści, zastanawiam się już nad następną.

    Dość wcześnie nauczyłam się czytać, zaraz potem pisałam, a raczej bazgroliłam. W przedszkolu może wcale nie byłam wybitna pod tym względem, bo dwie rówieśnice też już potrafiły, ale czytałam podobno najpłynniej.
    Jako pierwszy, moją smykałkę zauważył kuzyn, kiedy na jego Comodore napisałam wcale niekrótką opowieść, od tak, bez zastanowienia, pisałam jakbym coś przepisywała z innej książki. Szybko wymyślałam. Dla mnie wydawało się to naturalne, ale rodzice byli zdumieni.
    To było kwestią czasu, aż w końcu napisałam i skończyłam (bo zaczętych, to było... było...) pierwszą książkę w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to lubię zarówno samą Fridę, jak i jej prace. Uwielbiam, że mają w sobie tyle bólu i cierpienia, a zarazem wielkiej wrażliwości. Przewodniczka na wystawie opowiadała o warstwie symbolicznej i bogactwo symboli na obrazach, drobnych elementów, które mają ogromne znaczenie, jest niesamowite. Cudo ♥ A sama Frida jako osoba też była niezwykła. Widziałaś może film z Salmą Hayek?
      No i super, trzymam kciuki! Oczywiście deklaruję chęć przeczytania, kiedy pierwsza powieść wyjdzie.

      Usuń
  2. Przyznam się szczerze, że boję się tutaj cokolwiek napisać bo wiem, że nic nie odda mojego zachwytu i nie ujmę moich myśli w słowa tak piękne jak Twoje.

    Autentycznie
    - miałam kilka serii ciarek przebiegających przez skórę gdy czytałam Twój wpis.
    To jak opowiadasz o pisaniu jest przepiękne. Zawsze miałam słabość do osób żyjących tak mocno swoją pasją, ciekawi mnie jak ktoś taki spogląda na świat. A Twoje 'patrzenie' jest cudowne. Ogromnie szczere. Śliczne. Jedyne co nasuwa mi się do głowy to masa banalnych synonimów, ale nie wiem jak ubrać to w słowa, po prostu mam ogromną słabość do Ciebie i Twojej pasji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, bardzo. Takie słowa naprawdę wiele dla mnie znaczą. Teraz będę się rumienić cały wieczór :')
      Dziękuję ♥

      Usuń
  3. Fajnie się czytało. Jeszcze nie tak dawno temu sama lubiłam pisać. Teraz brakuje mi słów. Im więcej robię zdjęć, tym mniej mam do powiedzenia. To trochę smutne. Aktualnie ogromną radość sprawia mi czytanie cudzych tekstów. Muszę znaleźć jeszcze więcej wolnych chwil, by dokładnie przewertować Twojego bloga. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko fajnie, tylko dlaczego ja dopiero teraz trafiłam na twojego bloga?
    Post bardzo miło mi się czytało, wrócę nadrobić zaległe z całą pewnością ❤
    Parafrazując pewną komentatorkę na moim ukochanym blogu:
    Pozdrawiam cieplutko!
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doprawdy nie wiem!
      Oczywiście żartuję, a zupełnie serio, zapraszam serdecznie, proszę się rozgościć, oto herbatka, oto wygodny fotel. Bardzo mi miło :)

      Usuń
  5. Jeju, ten post jest wspaniały, uroczy i nie wiem co więcej mogę napisać <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Pola, człowieku.

    Nie no, ja nie mogę, no co ty mi robisz. Koniec tego, rzucam to wszystko i jadę do Gdańska, nie wiem czy żeby Ci przytulić czy żeby Ci padać do stóp albo odczytać odę napisaną dla Ciebie czy może wszystko to naraz (przyrzekam jednak zdjąć kapelusz w odpowiednim momencie).
    Nie chcę przesadzić, no bo co w końcu, ale jednak trochę się wzruszyłam (ja się łatwo wzruszam). To wszystko przez tę pasję, która przebija przez każde najmniejsze słówko. Ludzie z pasją to najlepsi ludzie i dlatego cudownie się o tym słucha. A jeszcze cudowniej czyta. No jestem fanką tego tekstu, co mogę powiedzieć. Trochę zazdroszczę zanurzenia się w pisaniu do głębi - ja mam wrażenie, że robię za dużo rzeczy, by móc to naprawdę zrobić. Ale strasznie się cieszę że ty możesz i to robisz, bo z tego płyną bardzo powszechne benefity!

    Frida jest ciekawą postacią faktycznie. Niebanalny życiorys (wątek z Trockim - coo). Natomiast jej prace budzą we mnie mieszane uczucia, niektóre są świetne, ale niektóre przeszkadzają mi, że tak powiem, estetycznie (przepraszam, nie umiem ładnie mówić dzisiaj :C) - to znaczy mają fajną symbolikę, kompozycję i wszystko, ale wydają mi się brzydkie (co oczywiście nie ma tak wielkiego znaczenia, ale jakieś jednak ma). A co w ogóle sądzisz o całej wystawie? Ja na przykład trochę się pozawodziłam; fotografie były bardzo ciekawe, ale ten cały polski wątek wydał mi się boleśnie naciągany. No i mało jednak tej Fridy było, ale ostatecznie nie miała istota zbyt obszernego dorobku, więc trzeba zrozumieć.

    Kłaniam się w pas (i chyba będę wracać do tego posta po inspiracje i inne sprawy)!
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa ♥
      Bardzo, bardzo dziękuję, miód (litry! Hektolitry!) na moje serduszko. Rumienię się. Jak pensjonarka.
      Dziękuję ♥
      Kapelusz ważna rzecz!
      Zapraszam, zapraszam do Gdańska, tylko musimy się dogadać, bo ja już od jakiegoś czasu planuję spakowanie plecaka i wskoczenie w pociąg do Warszawy, żeby Cię mocno przytulić (i zbić pionsa też!).

      Też zaskoczył mnie wątek z Trockim, nie wiedziałam o nim, dopóki nie obejrzałam filmu ,,Frida". Rzeczywiście, jej prace są dalekie od estetycznych, a nawet momentami brzydkie, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Są po prostu ciekawe. I tak wypełnione bólem i cierpieniem, że coś mnie za gardełko ściska.
      Co do wystawy - rzeczywiście trochę mało. Frida miała jednak trochę tych obrazów (Wikipedia mówi, że jakieś 143). Wiadomo, nie byli pewnie w stanie ściągnąć wszystkich i tak super, że można było zobaczyć te znane na żywo. I takie smaczki jak rysunki i szkice na przykład. Polski kontekst rzeczywiście trochę naciągany, chyba chcieli wypełnić sale, bo bez tego to wystawa rzeczywiście byłaby trochę mała. Ale mnie na przykład absolutnie urzekły fotografie Kolko: zarówno te Fridy i Diega, jak i w ogóle Meksyku. To było niesamowicie ciekawe. I obrazy Fanny Rabel (,,Zakonnice na brzegu" ♥ stałam przy tym obrazie przez jakiś czas. Nie wiem, co jest w nim takiego urzekającego, ale nie mogłam odejść)! Prace tych dwóch pań szalenie mi się podobały i w sumie w jakiś sposób wzbogaciły tę wystawę. Nie miałam jakichś ogromnych oczekiwań, więc nie wyszłam zawiedziona, jeśli już to tym, że było mniej Fridy, niż myślałam, że będzie. Trochę też zawodziła organizacja - byliśmy zorganizowaną grupą z przewodnikiem, który za dopłatą opowiadał. Oczywiście ludzie zaczęli się z nami mieszać i udawać, że są wycieczką, słuchając za darmo. Po zwróceniu szanownym odwiedzającym uwagi rozpętała się awantura, że ludzie wcale nie chcą słuchać, ale pani przewodniczka jest tak głośno i muszą, że zajmujemy tyle miejsca, nie da się oglądać wystawy, bo dwadzieścia osób stoi pół godziny przed jednym obrazem! Awantura niestosowna, a dyskretne mieszanie się z wycieczką, żeby korzystać z oprowadzania co najmniej niestosowne, ale rzeczywiście w małej sali trudno manewrować dużą grupą, może lepiej wpuszczać zorganizowane wycieczki w określonych godzinach?

      Kłaniam się w pas i nawet nie wiesz, jak się cieszę!

      Usuń
  7. Jak ja Cię doskonale rozumiem! Mnie często też pytają, dlaczego tak bardzo lubię pisać, dlaczego nie telewizja czy radio. Dlaczego akurat to pisanie. A ja tylko mogę usiąść i spokojnie wyjaśnić, że taka po prostu jestem. Że od zawsze lubiłam słowa i chciałam przez nie wyrazić siebie. Że to jest coś, co pozwala mi nadać wszystkiemu nowe znaczenie. Że daje mi całkowitą wolność. Że to moje. Tak po prostu. I chyba całkiem dobrze mi to idzie i chciałabym to robić dalej, tylko na znacznie większą skalę. I to jest takie moje małe marzenie.
    Ile Ty inspiracji czerpiesz z zewnątrz! Ja tego muszę się nauczyć. Świat ma tyle do rozdania, ale trzeba nauczyć się słuchać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mam tak samo! Po prostu, jakoś tak od zawsze, te słowa gdzieś we mnie siedziały i to przez nie wyrażam siebie.
      Dokładnie, rzeczywistość wokół ma mnóstwo do zaoferowania, pełno zalążków historii i gotowych opowieści! Długo nie potrafiłam tego zauważyć, ale wystarczy się otworzyć i właśnie - nauczyć słuchać.
      Wychodzi Ci to świetnie. Bardzo lubię czytać Twoje posty (chociaż nie zawsze komentuję, ale obiecuję poprawę), szalenie przyjemnie się je czyta, do tego zawsze są takie dopieszczone i dopracowane. Trzymam mocno kciuki za spełnienie tego marzenia, nie przestawaj ♥

      Usuń
    2. Dziękuję Ci bardzo za takie słowa. Szalenie miło jest czytać o tym, że komuś podoba się to, co tworzę. Staram się jak mogę i chyba właśnie ta pasja do pisania sprawia, że chcę lepiej i bardziej. To jest piękne. I może świata nie uratuje, ale chociaż da rozrywkę.

      Usuń
  8. Miałam skomentować jako pierwsza, że skomentuję dokładnie potem, ale stwierdziłam, że to bez sensu, a potem to zapomniałam co chciałam napisać, a gdzieś po drodze zgubiłam sens w tym zdaniu. Niemniej piszesz, czyli masz coś do powiedzenia, nawet jeśli powody są inne. A piszesz cudownie, operujesz słowami w tak wspaniały sposób, że wżyciu nie powiedziałabym, że jesteś tak młoda, a jednocześnie masz w sobie tyle takiej 'niewinności' i świeżości, że nic tylko się zachwycać (nie żebym suę uważała za szczególnie starą czy doświadczoną, od po prostu takie obserwacje).
    Obojętne dlaczego - ważne, że nie zamierzasz przestawać 💕

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, to dla mnie wiele znaczy ♥

      Usuń
  9. Przez jedną, bardzo krótką chwilkę myślałam, że zamykasz bloga, a w tym poście chcesz opisać, dlaczego to się dzieje. Na szczęście to tylko moje fatalistyczne myślenie (to pewnie dlatego, że sama się zastanawiam poważnie nad zamknięciem bloga, heh).
    Długo się zastanawiałam, co powinnam napisać w tym komentarzu, bo ten post jest tak dobry, że nie potrafię znaleźć odpowiednich słów. Mogę jedynie wyrazić podziw, że potrafisz czerpać ze świata w każdym momencie, że żyjesz pisaniem. Zresztą, ten kawałek wzbudził we mnie pewne wzruszenie, bo też tak trochę miałam na początku, a potem jakoś tak się życie potoczyło, że w sumie to rzadko kiedy piszę, a przecież tak to kocham i mogłabym to robić całymi godzinami... Pozostaje mi marzyć o życiu, w którym w końcu będę mogła tak właśnie spędzać dni.
    Heh, też brałam książki i wymyślałam historyjki, jak byłam mała! Szczególnie chętnie to robiłam ze słownikiem francusko-polskim, inspirowało mnie to do snucia opowieści o słowiku.
    Ach, jak ja się cieszę, że znam jeszcze takich ludzi! Z każdym dniem czuję się coraz gorzej, z każdą minutą w szkole coraz bardziej tracę wiarę w ludzkość, a najpotworniejsze jest w tym to, że idealnie się u mnie sprawdza przysłowie "Z kim przystajesz, takim się stajesz", co odkryłam dopiero w tym roku. Czasem nie mogę już znieść mojej gimbusowatości, złośliwości, zblazowania i strachu przed brakiem akceptacji, chociaż cały czas powtarzam sobie, że lepiej być nieakceptowanym, jeżeli otaczają cię ludzie beznadziejni, to mój mózg nie może tego ogarnąć. Dlatego też coraz częściej wracam myślami do Limby, do osób podobnych do mnie, gdzie otaczali mnie właśnie ludzie z pasją. Ach, te wspomnieniowe powroty do moich literatów to obecnie najlepsze wycieczki, na które się wybieram.
    No, ponarzekałam sobie, ale nie będę usuwać tego fragmentu, chociaż później będzie mi pewnie wstyd. Nieważne.
    Jeju, nie ma nic lepszego, niż obserwowanie osoby, która czyta z takim ożywieniem! Każdy półuśmiech to dla mnie skarb, a już głośny śmiech to największe uznanie. Czasem marzę, że wzbudzam w kimś takie emocje, jak np. Walter Moers u mnie swoimi książkami. Żeby ktoś pokochał mój styl i opowieści - nie byłoby nic wspanialszego ponad to. I bardzo bym chciała, żeby to marzenie się spełniło <3
    Pisz dalej, Polu i wstawiaj przy okazji opka tutaj, bo ja wszystko czytam, naprawdę, tylko coraz rzadziej komentuję.
    Pozdrawiam i życzę mnóstwa odpoczynku w tę przerwę świąteczną! kotołaczka02

    PS Dopiero przeczytawszy ten komentarz, uświadomiłam sobie, że cały czas piszę tylko o sobie. Mam nadzieję, że nie przeszkadzało ci to jakoś szczególnie, następnym razem się poprawię, obiecuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to, że myślisz nad zamknięciem bloga? :O Ja protestuję! Znaczy... to Twoja decyzja, ale... co ja zrobię bez opowiastek?
      Dziękuję, bardzo mi miło. Ja też właśnie miałam taki czas, w którym prawie w ogóle nie pisałam, chociaż przecież tak to uwielbiam, a teraz zaczęłam robić to częściej, bo tak bardzo mi tego brakowało. Powoli uwalniam historie, które się we mnie zgromadziły.
      Nadejdzie ten dzień, kiedy będziesz całymi godzinami, całymi dniami pisała genialne powieści i opowiadania, i będziesz miała na to mnóstwo czasu, i będziesz wzbudzać w ludziach takie emocje jak Moers, a Twoje utwory będą kochane. Głęboko w to wierzę, bo ja już świetnie się bawię i emocjonuję na Twoich opowiadaniach, a kiedy spod Twojego pióra wyjdzie jakaś dłuższa, wydana opowieść, to deklaruję koczowanie w namiocie pod księgarnią w dniu premiery, żeby rzucić się na nią jako pierwsza <3
      O nie... przykro mi, że trafiłaś na takie towarzystwo. Wiem, co to znaczy łaknąć akceptacji, nawet od ludzi, którzy nie są warci naszego zmartwienia. Trudno uchronić się od ich wpływu, ale proszę i mocno trzymam kciuki, nie daj się, nie przejmuj się nimi, bądź sobą (brzmi jak pusty frazes, wiem) i bądź taka super, jaka jesteś, to jest najważniejsze. Ściskam Cię mocno, mocno wirtualnie (żałuję, że nie mogę naprawdę). Jakbyś chciała się wygadać i powspominać Limbę, to pisz ♥
      Nie przeszkadzało mi ani trochę!

      Pozdrawiam również i nawzajem!

      Usuń
  10. No to mamy bardzo podobnie :). Mnie w pisaniu najbardziej fascynuje to, jak tę samą historię opowiada inny bohater, jak zwraca uwagę na inne elementy, jak inaczej opisuje przedmioty, jak inaczej ubiera w słowa te same zdania w zależności od tego, kim jest.

    Inna kwestia, że jak rzucę pisanie, to zostanę ostatnim beztalenciem, bo nic mi nie wychodzi innego w życiu.

    Ach, zatęskniłam za pisaniem, ale abstynencja dobrze mi robi w sumie.

    Gratuluję dobrego postu, życzę powodzenia na pisarskiej drodze i pozdrawiam serdecznie :D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo. Zabawa perspektywą jest super, ta sama historia może wyglądać zupełnie inaczej z punktu widzenia dwóch różnych bohaterów. I to jest niesamowite! Nie pokusiłam się wprawdzie jeszcze o napisanie całego opowiadania od początku, z perspektywy innej postaci(ekhem, Jim i Sagara, khem :D), ale lubię się zastanawiać, jak daną sytuację widzą inni bohaterowie.
      Mam to samo xD Pisanie to rzecz, która wychodzi mi najlepiej i właściwie ostatnio uświadomiłam sobie ze zgrozą, że... poważnie nie wiem, co robiłabym bez tego. Może fotografowała. Jeżeli kiedykolwiek wyjdę z trybu auto.
      Bardzo dziękuję i nawzajem, miło, że wpadłaś!

      Usuń
    2. O nie, nigdy więcej pisania z dwóch perspektyw! Raczej chodzi o taką świadomość, jak to mogłoby wyglądać.
      Ja marnowałabym czas na youtubie :).
      A wpadam czasem i podglądam, tylko mnie nie widać :).

      Usuń
  11. Cały ten tekst do mnie przemawia, ale najbardziej mogę odnieść do siebie to, że pisanie jest ucieczką przed... wszystkim. Mogę zamknąć się pośród słów, kiedy wszystko inne mnie przytłacza. Mogę poczuć, że mam kontrolę nad czymkolwiek, choćby były to losy bohaterów i słowa. Jestem w stanie zapomnieć o tych wszystkich rzeczach, które mi się nie udały, lub przelać uczucia na papier po to, aby stały się dla mnie choć trochę łatwiejsze (i tak powstało wiele wierszy, kiedy już po prostu miałam dość, a myśli kotłowały się w mojej głowie).
    Własne historie zaczęłam układać dopiero po 12 tomie "Ulyssesa Moore'a". Coś musiało się skończyć, aby we mnie rozpoczął się proces tworzenia, choć za spisywanie moich pomysłów zabrałam się dopiero na początku tego roku. Nie jestem w stanie uwierzyć, że do jednego uniwersum mam tak wiele pomysłów.
    Czasami trochę irytuje to mnie, że nie mogę wszystkiego oddać za pomocą słów. W myślach widzę dokładnie, jak wygląda mój bohater, jak spogląda na innych, jak mówi, jak się porusza, jak przeczesuje nerwowo dłonią włosy, ale nie da się tego dokładnie przelać na papier. Trudno jest pokazać świat dokładnie takim, jakim go sobie wyobrażam. Świat magii, zagadek, tajemnic skrytych pomiędzy dziesiątkami kluczy.
    Nie wiem, czy piszę, aby przekazać jakąś ideę. W niektórych, zresztą niepublikowanych, wierszach zagłębiam się w to "cudowne" bagno polityczne i społeczne. Przekaz jest bardzo dosłowny, ale jednak oparty często na uczuciach, empatii, humanizmie, ale... trudno zmusić tym ludzi do podźwignięcia idei człowieczeństwa, szacunku, miłości, wsparcia, patrzenia poza horyzonty.
    Piszę, bo to jedna z rzeczy, które mi zostały i które dają mi jakąś satysfakcję, nawet jeśli mam pełno uczuć do przekazania, a nic nie wychodzi tak, jak wyjść powinno.
    "Nie mam pojęcia, kim byłabym bez tego" - podpisuję się pod tymi słowami. Nie wiem, co mogłoby mnie wtedy jeszcze określać, skoro od miesięcy dla siebie samej nie wyszłam z aparatem na dwór, nie zajrzałam do włoskiego, nie przemierzałam polnych dróg rowerem i nie robiłam wielu innych rzeczy. Może byłabym po prostu nikim.
    Pierwszy i jedyny raz czytałam swój tekst w czwartej/piątej klasie podstawówki, kiedy mojej polonistce bardzo spodobała się moja praca klasowa. Nie pamiętam tego momentu. Nie wiem, czy się stresowałam, jak bardzo szczęśliwa byłam. Pierwszy i jedyny raz czytałam dla bliskiej mi osoby parę miesięcy temu moje wiersze. Na pewno jest to zupełnie inne wrażenie - siedzenie obok osoby, którą się zna, nie sprawia, że głos się załamuje. Można wypowiadać delikatnie kolejne słowa, w skupieniu pracować nad barwą i tonem głosu. Można starać się przelać w słowa jak najwięcej emocji.
    Niektóre słowa, sytuacje są naprawdę niesamowitą inspiracją. Czasami jakieś luźne zdanie rzucone podczas rozmowy może stać się początkiem wiersza czy tekstu. Zwłaszcza... jeśli mnie samą przyprawiło o silne odczucia (jak choćby rozmowa o molestowaniu seksualnym, podczas której głównie wypowiadała się trójka chłopaków, a która strasznie spłaszczyła problem).
    By pisać, nie muszę pokazywać się nieustannie wśród ludzi. Można siedzieć prawie całe życie w pokoju i rozmawiać gośćmi, stojąc w progu sypialni (#byćjakEmily). Można siedzieć w pogniecionej piżamie, pić wystudzoną herbatę, jedną dłonią wciskać klawisze, a drugą głaskać kota (nie mam kota, ale chciałabym mieć - koty zawsze dają odrobinę miłości, jeśli dasz im jedzenie).
    Pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urzekło mnie to, jak opisałaś, czym jest dla ciebie pisanie. Widać, jak bardzo jest ono dla ciebie ważne... i że w pewien sposób stało się częścią samej ciebie.
      Przepraszam, jeśli cokolwiek było niezrozumiałe. Cierpię na chroniczną niechęć do sprawdzania poprawności logicznej, interpunkcyjnej i ortograficznej własnych komentarzy.

      Usuń
  12. Nie moge przestac sie usmiechac w duchu, ze jednak sa miejsca laczace ludzi z prawdziwa pasja do pisemnictwa. Artystow, ktorym wystarczy tylko slowo.
    Zachwyca i pociesza mnie wartosc twoich mysli w uwadze nawet, zes my rowiesniczki.
    Czy artysci sa straceni dla swiata? Swojego, owszem.

    Bije od Ciebie, Polu, taka fascynacja wrecz. Cholera, gdzie ja stracilam, gdzie ukrylam moje szalenstwo slowne?
    Nie wygasaj Trocinko przy zmienianiu swiata. Nie wygasaj i nie trac wiary.
    Ja, udawany buntownik z wyboru, nakazuje ci pisac i zakladam sie, ze zmienisz kiedys swiat, o ile bedziesz TAK NA TO pracowac.
    Niezwykle te twoje dziecinstwo, siostro. Przypominasz mi kogos? Moze zbyt niecodziennie porownanie, ale przypominasz mi dziewczyne, chora na bialaczke, ktora poznalam raz w autobusie zaczynajac rozmowe o aborcji, pamietam ! Wygrala z tym i tak w ciaz , po tylu latach docenia i lapie kazda, przeznaczona jej chwile.
    Mysle, ze nie byla byc soba bez pisania. To jest Twoje, to brakujaca czesc Twojej persony.
    "Pisanie jest też swoistą ucieczką. Bo kiedy świat okazuje się nie do końca taki, jaki chciałabym, żeby był, kiedy potrzebuję pocieszenia, zwiewam."
    To wlasnie jest pasja. Pasja to twoj azyl, miejsce ktore sam budujesz, tam nikt Cie nie skrzywdzi.

    OdpowiedzUsuń