niedziela, 28 maja 2017

Z życia krótkowidza

Jestem krótkowidzem.
Od czterech lat mogę nazwać siebie dumną okularnicą, a moja wada obecnie oscyluje gdzieś w okolicach minus trzech dioptrii. Wzrosła ostatnimi czasy, bo uwaga, odkrycie roku - siedzenie non stop nad książkami i przy komputerze nie wpływa dobrze na wzrok. 
*tłum zamiera w zadziwieniu*
Tak więc o ile kiedyś mogłam normalnie wyjść z domu bez okularów i nie zauważyć (w domowych pieleszach do tej pory wkładam okulary tylko do oglądania filmu czy siedzenia przy komputerze - poza tym radośnie chodzę bez nich), tak teraz, no, jest to raczej trudne.
Pod dłuższej niż zwykle nieobecności powracam i to z tematem bardzo mi bliskim. Dzisiejszy post to taki żywot krótkowidza w pigułce - zainspirowana filmikiem Erolda postanowiłam sama trochę opowiedzieć o własnych doświadczeniach z okularami i soczewkami. 
Enjoy!


Przed państwem moje jakże piękne okulary i odpowiednie na nie etui - wspaniały prezent od Matematycznego Koksa. 
Notabene uparłam się, że do tego posta zdjęcie zrobię sama i męczyłam się przez długi czas, żeby wyszło w miarę (,,w miarę" jest tu wyrażeniem kluczowym) ładnie. Efekt jest, no, jaki jest, ale ten. Starałam się.


Jaki ten świat jest piękny!


Jeżeli chcecie zrobić małą wizualizację, jaka jest różnica między widzeniem bez okularów, a z nimi (przykładowo przy takiej wadzie jak moja), to wyobraźcie sobie, że cały czas oglądacie film na YouTubie w jakości 144 czy 240p i nagle przełączacie na 1080p. 
Tak mniej więcej czuję się, gdy wkładam okulary.
Codziennie oczywiście nie odczuwam tego efektu aż tak mocno, ale gdy na przykład zwiększa mi się wada i dostaję mocniejsze szkła... 
Eksplozja kolorów. Zabójczo wyraźne kontury. Rozmazane ludzkie twarze przemieniają się w ostre rysy. Dostrzegam każdy mały listek na drzewie. Promień słońca oświetla moją zachwyconą twarz. 
Jaki ten świat jest piękny! 
Dobra, aż tak dramatycznie to nie wygląda. Jednak pamiętam, jak dostałam mocniejsze okulary i na początku uczucie było wręcz przytłaczające. Przyzwyczaiłam się do gorszego widzenia i nagle okazało się, że świat wcale nie jest lekko rozmazany, tylko zaskakująco wyraźny. Z tymi listkami na drzewie to nie przesada. W chwili, w której to piszę, mam na sobie soczewki (o tym za chwilę) i gdy zerkam za okno, wciąż nie mogę się nadziwić, że widzę każdy zielony, wyraźny, ostry liść na drzewie. Każdy, powiadam.


Okulary kontra pogoda


Jeden zero dla pogody.
Dla mnie deszcz i śnieg zawsze miały w sobie element romantyczności. Wiecie, zapach mokrego igliwia, bębnienie kropel o szyby i tańczący Gene Kelly z ,,Deszczowej Piosenki", czy wirujące śnieżynki i gałązki drzew okryte jakby skrzącą się, białą koronką...
Wnerwiające kropelki na szkłach nie mają w sobie nic romantycznego. 
W starciu z niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi okulary nie mają szans. Wystarczy wyjść na chwilę na dwór i bach - kropelki wody na całym polu widzenia.
No i klasyka - przechodzenie z zimnego dworu do ciepłego pomieszczenia. Taki efekt daje chyba jeszcze tylko picie gorących napojów. A efekt jest natychmiastowy - zaparowane okulary w sekundę.
Wtedy aż żałuję, że nie widzę samej siebie, bo muszę wyglądać pięknie.


Mania czyszczenia


Kiedyś już pisałam w poście o nawykach, że mam jakąś manię czyszczenia okularów.
No bo co ja mam zrobić, jak one ciągle są brudne? 
Poza zdradzieckimi kropelkami deszczu na moje okulary czyhają różne inne niebezpieczeństwa. Nie wiem, czy to kwestia jakichś tajemniczych drobinek w powietrzu, czy przypadkowo przesuwam paluchami po szkłach, ale jakoś podejrzanie często znajduję enigmatyczne plamy czy smugi. Wtedy wchodzi do akcji ściereczka i desperackie pucowanie, które niestety może skutkować jeszcze większym rozmazaniem. Przy mniejszej woli walki to już w ogóle idzie się załamać i czując gorycz porażki, machnąć ręką i włożyć brudne okulary na nos.


Młody inteligent


Okulary mają jednak pewną bardzo dużą zaletę – dodają plus dziesięć do wizerunku inteligenta (chyba, że są zaparowane. Wtedy stanowczo nie wygląda się inteligentnie).
W kulturze istnieje taki stereotyp błyskotliwej, poważnej osoby z ,,drugimi oczami". Może chodzi o to, że podświadomie wiążemy okulary z psuciem sobie wzroku przy bardzo mądrych książkach i wtedy taka osoba wydaje nam się elokwentna i oczytana?  W każdym razie, rzekomo binokle (kiedy nie możesz znaleźć normalnego synonimu do słowa ,,okulary" i jesteś w desperacji) sprawiają, że wygląda się bystrzej i dojrzalej. Być może. Ktoś kiedyś powiedział mi nawet, że w okularach wyglądam na starszą, więc może nawet coś w tym jest.
Na pewno jednak jest to rekwizyt wręcz stworzony do inteligentnych póz. Od pełnego wyższości nasunięcia zjeżdżających okularów na nos, przez ironiczne zerkanie znad nisko osadzonych szkieł i nonszalanckie wkładanie ich na czubek głowy, aż do myślenia z wielce mądrą miną i końcówką nausznika przy kąciku ust. 
Plus dziesięć do inteligencji. O tak.

Soczewki


Przyznam szczerze, że w tym temacie jestem jeszcze zielona, bo dopiero się uczę. Pierwsze opakowanie dwutygodniowych soczewek zakupiłam stosunkowo niedawno (i już zdążyłam zgubić jedną, lewą, pozdrawiam) i na razie szkolę się w ich wkładaniu. Idzie mi coraz lepiej, ale trudna to sztuka. Na początku przerażeniem napawała mnie sama konieczność dotknięcia (przez soczewkę, ale jednak!) gałki ocznej, teraz już chyba się przyzwyczaiłam. Wciąż jednak włożenie soczewek zajmuje mi trochę czasu, zdejmowanie też jest kłopotliwe. Ale uczę się. Powoli, systematycznie. Na początku miałam też duży problem z ustaleniem, czy soczewka jest na właściwej stronie - gdy włoży się ją niewłaściwą, to czuje się duży dyskomfort. Wtedy trzeba ją zdjąć, po czym zacząć całą procedurę od początku. Nie polecam, serio. 
Soczewki dwutygodniowe charakteryzują się też tym, że po zdjęciu trzeba je wsadzić do specjalnego pojemniczka z płynem, a rzeczony płyn regularnie wymieniać. Higiena w ogóle jest bardzo ważna i staram się jej przestrzegać, aż czasem trochę nadpobudliwie. Koleżanka poleca bardziej soczewki jednodniowe, więc może jak obecne mi się skończą, to spróbuję. 
Jednak mimo na razie długiego i męczącego procesu wkładania, muszę przyznać, że soczewki są naprawdę wygodne. I to niesamowite uczucie, widzieć ostro bez ciężaru okularów na nosie. Notabene wciąż łapię się na tym, że próbuję pełnym wyższości gestem nasunąć niewidzialne szkła wyżej.


Wiecie, te inteligenckie nawyki.


14 komentarzy:

  1. Nie pamiętam już czasów, kiedy nie nosiłam okularów - teraz mam jakieś minus 4-5. Nigdy nie pamiętam takich rzeczy - w każdym razie to dość, by świat zmienił się w szaloną impresję. A bycie krótko- czy dalekowidzem stało się bez znaczenia, bo nie widzę wyraźnie na żadną odległość. Nigdy nie widziałam też swojej dorosłej twarzy bez okularów, w ogóle nie pamiętam swojej twarzy bez okularów. To trochę dziwne uczucie, kiedy o tym myślę, ale tak zrosłam się z tymi brylami, że nie chcę teraz przejść na soczewki - bo przestraszę się własnej gęby.
    Od czarnych oprawek zaczęłam ubierać się na czarno. Okulary, a raczej ich brak dodawał mi odwagi (no bo jak ja ich nie widzę, to obi też mnie, więc mogę zrobić wszystko!) kolejne rozbite szkła uczyły dbać o całość swojej twarzy. Moje okulary to moja historia - jeszcze są na nich rysy po tym, jak spadły mi w pogo na koncercie Kabanosa. Bez nich wyglądałabym zapewne jak rumiana dziewoja ze wsi, dzięki nim mam opinię dobrego ucznia od kiedy skończyłam 10 lat. Nie powiem, że okulary są super, bo są bardzo irytujące, ale stały się częścią mojego wizerunku na równi z zadartym nosem i grzywką.
    I zawsze są brudne. Zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat kiedy dostałam pierwsze okulary, to właśnie obawiałam się tego ,,uzależnienia się" od nich i tego, że ludzie oraz ja sama będą kojarzyć moją twarz już tylko z nimi. Jakoś nie chciałam, żeby mój wygląd był tak nierozerwalnie związany z oprawkami. Kiedy moja wada była jeszcze mała, okulary wkładałam właściwie tylko do szkoły. Teraz już noszę je zawsze, gdy wychodzę z domu i w samym domu też dość często, ale nie zrosłam się z nimi w takim stopniu.
      Dobrze wiedzieć, że nie tylko moje szkła są zawsze brudne :D

      Usuń
  2. Też jestem okularnicą z taką wadą, więc doskonale znam to uczucie :)
    Ale u mnie jest trochę inaczej - nie wiem, cy okulary dodają mi +10 do mądrości. Raczej -10 do wyglądu (mała twarz, każde dorosłe oprawki są na mnie za duże, a dziecięce za małe...).
    Fakt, deszcz zaraz brudzi nam szkła, ale hej! przynajmniej nie rozmazuje się nam od wody tusz do rzęs :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie pomyślałam o tym! Rzeczywiście, ocalony makijaż to duży plus posiadania okularów :D

      Usuń
  3. Ja nosiłam okulary przez ponad rok, ale nie bardzo dobrze się z nimi czułam i przerzuciłam się na soczewki jednodniowe. Ale racja ciężko się na początku przyzwyczaić do ich zakładania, trzeba ćwiczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie jakość życia poprawia się jak na filmie :P Również nosze okulary 4 (??) lata i jest cudownie. Widzę! Ale do soczewek nie potrafię się przekonać. Lubię okulary nawet poplamione i z kroplami deszczu <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam, jak zawsze śmiałam się z mojej przyjaciółki, kiedy wchodziłyśmy z dworu, do cieplutkiego dworu, a ona na ślepo zdejemowała buty przez swoje zaparowane szkła.
    Poza tym, co natykam się na nowy post, na czyimś blogu, okazuję się, że oglądajamy tych samych ludzi. Erold, jest wspaniały (kocham muzyczkę w jego intro).
    Szybkie pytanko. Jak bardzo, denerwuje osoby noszące okulary (w skali od 1-10) kiedy ktoś pyta ile widzisz palców (bez okularów). Zawsze mnie to zastanawiało. :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Erold jest super! Ostatnio moja przyjaciółka podrzuciła mi parę jego filmów, w tym właśnie ten o okularach.
      Och, to pytanie słyszy chyba każdy okularnik :D Mnie w sumie nigdy jakoś bardzo nie denerwowało, ale rzeczywiście może być dość irytujące ;)

      Usuń
  6. Hej :)
    Jestem u Ciebie po raz pierwszy i od razu wyczułem pewną nić porozumienia.
    Okulary noszę sobie od jakiś 4 lat. Pewnego pięknego dnia stwierdziłem, że źle widzę i trzeba iść do okulisty. Okulista potwierdził, źle widzę. Nie pamiętam już jaką mam wadę, wiem, że jakąś niewielką oraz że plusy, a okulista kazał nosić okularki do wysiłku oczu, czyli komputer, samochód, książki, wykłady, itp. W sumie to często o nich zapominam i wtedy mnie bolą oczy.
    Bardzo ciekawi mnie Twoje porównanie, jak to jest bez i w okularach. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo moje okulary są trochę za słabe w stosunku do wady wzroku i tak się zastanawiam, jak bardzo wyraźna byłaby różnica, jakbym dostał teraz mocniejsze...
    A mama powiedziała, że wydała już dość pieniędzy na moje okulary i następnych nie kupi O.o
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, bardzo mi miło :D
      Moje okulary też są słabsze niż moja wada, żeby oczy się aż tak nie przyzwyczajały, to normalne :) Po prostu kiedy wada znacznie mi się zwiększyła, dostałam nowe szkła, bo stare zwyczajnie nie wystarczały.
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  7. Rewelacyjne etui! Ja osobiście nie muszę zmagać się z tym problemem, ale zawsze chciałam poczuć się, jak to jest potrzebować okularów na co dzień.
    Pozdrawiam
    Kaktusowy Sad

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdybym nosiła okulary, to również chcicałabym mieć takie etui! Bajka <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie fajne etui :D

    Tekst dotyczący okularów bardzo dobry. Miło mi się czytało i chyba zostanę tu na dłużej! ;)

    http://subiektywniekrystix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń